Nie wszystkim dane jest kochać...

Nic związanego z tematami 'nerwica', 'stres', 'depresja', 'psychologia' itd.
W końcu nie tylko psychologią człowiek żyje. ;)

Nie wszystkim dane jest kochać...

Avatar użytkownika
przez MarionetaDeTrapo 12 mar 2007, 01:21
Chciałbym się podzielić swoimi przemyśleniami na temat miłości i kochania.

Uważam, że niektóre osoby poprostu kochać nie potrafią (wliczając w to również mnie). Tzn. wg teorii Sternberga czy Johna Lee, pewne rodzaje miłości umiem w sobie rozwinąć, ale nie będąc już nastolatkiem i mając ustabilizowane inne sfery życia, kochać nadal nie potrafię.

Bo czym jest miłość? Oczywiście kochamy swoich rodziców, to uczucie z jakim dorostamy i ktorego uczyć sie nie musimy. Poprostu tak jest. Ale czyż ono nie jest przywiązaniem albo obawą, że bez rodziców nie przeżyjemy w tym świecie? Co natomiast czują dzieci z domów dziecka do swoich opiekunów, wychowawców? Czy to też jest miłość czy przywiązanie?

Kościół, zdaje się, również przewidział, że miłość z rzeczy wiecznych jest najkrótsza, strasząc grzechem w przypadku rozwodu i cudzołóstwem w przypadku kolejnego ożenku. Oczywiście widać tu ochronę biologicznej reprodukcji społeczeństwa i regulacji życia seksualnego czyli wychowania dzieci oraz wiernosci jednemu partnerowi. Związki konkubinackie czy też "wolne" są niestabilne i kruche, czy jednak tylko ze wględu na niedopasowanie się partnerów czy równiez z powodu braku spoiwa czy tez wieczystej(formalnej, narzuconej) więzi między ludźmi je tworzącymi?
W końcu po latach pozostają wspolne dzieci, sobotnie wyjscia do opery i uroczyste obiady niedzielne. A gdzie milość?

Ktoś może zarzucić mi socjopatyczne skłonności, brak poszanowania dla wartości ogólnie szanowanych czy też niezrównowanie emocjonalne, a w końcu infantylność umysłowa, jednak uważam, że nie potrzebuję nikogo kochać i wcale nie czuję sie samotny. Pożycie seksualne jest zupełnie inną sferą i ją poruszając, serce można zupełnie wyłączyć, dochodząc do kompromisu z tą drugą osobą, a w razie niepowodzeń chroniąc się, dzięki przyjętej taktyce, przed bólem i cierpieniem wynikającym z rozstania.

W niektórych sytuacjach, a może czasach, warto rozważyć pewne cliché dotyczące kotów - że przyzwyczajają się do one do miejsc, a nie do ludzi. Bo ludzie przychodzą i odchodzą, zdradzają i wracają, ranią i przepraszają, a miejsca trawają na zawsze.
Posty
24
Dołączył(a)
11 lut 2007, 10:12

przez nitka 12 mar 2007, 02:26
MarionetaDeTrapo zgadzam się, że niektórzy nie potrafia kochać. czasem wynika to z zaburzeń, z którymi nie da się już nic zrobić. czasem jednak ze strasznych doświadczeń, zawodów, braku miłości rodzicielskiej, egoizmu, strachu przed zranieniem bólem, zaangażowaniem. Tacy ludzie często maskują swoją tęsknotę za miłością stwierdzeniem, że jej nie potrzebują i dobrze im w pojedynkę. są tacy którzy rzeczywiście są szczęśliwi, ale to nie znaczy że nie byliby bardziej szczęśliwi gdyby strzała amora ich dosięgnęła. albo po prostu nie doświadczyli miłości i nie wiedzą jak jest piękna. bo istnieje.
Wydaje mi się, że pominąłeś ważną kwestię - dawanie. Miłość nie jest niczym innym jak dawaniem siebie i dawaniem komuś szczęścia. miłość jest akceptacją i zrozumieniem. Nie musi oznaczać bycia razem do końca świata.
Jestem ateistką ;) chyba...ale utkwiła mi w pamięci myśl Jana Pawła II "Bóg jest miłością", jeśli ją odwrócimy powistanie "miłość jest Bogiem". Bóg jest dobrem. Myślę, że wszystko co dobre jest miłością.
Pozdrawiam!! i życze duzooo miłości wszelakiej.

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 1:32 am ]
aaa jeszcze co do kotów. sama chodze własnymi ścieżkami. czasem wracam do domu rodzinnego gdzie wiem, że czeka na mnie moj kot, ktoremu uratowałam zycie. i wiem ze on mnie kocha. bo wita sie ze mną piękniej niż moj pies, który mnie zlewa. wskakuje mi na piersi i obejmuje łapkami, całuje i mruczy, patrzy mi w oczy i tak przez conajmniej 15 minut. nigdy nie zabrałabym jej stamtąd, bo rzeczywiście kocha to miejsce, jest do niego przywiazana, to jest jej dom. ale gdyby mnie i mojej rodziny tam nie było to miejsce nie byłoby dla niej takie piękne. Bo to ludzie tworzą miejsca. Miejsca trwają, a uczucia krążą. Zastanów się nad tym MarionetaDeTrapo
"To jest szczęśliwy dzień. Bo otworzyłam oczy, poruszyłam ręką, bo mam coś do zrobienia i mogę mówić..."
Offline
Posty
138
Dołączył(a)
13 sty 2007, 11:09

przez Jakub 12 mar 2007, 12:00
Myślę, że jeżeli jest ci z tym dobrze, to nie ma o czym mówić. W końcu tak jak napiałeś, nie każdy znajduje szczęście w bliskim kontakcie z drugą osobą. Ale czy aby na pewno nie jest to krzyk rozpaczy ? Temat ten istnieje w twojej psychice w kategorii problemu, bo nie jesteś chyba na tym forum przypadkowo. Tego typu rozsterki ujawniają problemy natury egzystencjonalnej, natomiast niekoniecznie są objawami nerwicy natręctw.
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
01 mar 2007, 10:52

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez śliwka_kalifornijska 13 mar 2007, 14:04
MarionetaDeTrapo napisał(a):Ktoś może zarzucić mi socjopatyczne skłonności, brak poszanowania dla wartości ogólnie szanowanych czy też niezrównowanie emocjonalne, a w końcu infantylność umysłowa, jednak uważam, że nie potrzebuję nikogo kochać i wcale nie czuję sie samotny. Pożycie seksualne jest zupełnie inną sferą i ją poruszając, serce można zupełnie wyłączyć, dochodząc do kompromisu z tą drugą osobą, a w razie niepowodzeń chroniąc się, dzięki przyjętej taktyce, przed bólem i cierpieniem wynikającym z rozstania.


Myślę, że skoro przyjmujesz taktykę, kóra ma Cię ochronić przed bólem i cierpieniem rozstania w przypadku związku opartego na seksie, to jest to chyba najlepszy znak na to, że wcale nie jest tak, że potrafisz trwać w tego typu związku i że nie umiesz "wyłączyć serca". Znam takie osoby i ich raczej rozstania "nie ruszają", bo to tylko seks.

Nie znam Cię, po prostu napisałam to, co mi sie wydało prawdopodobne na podstawie tego fragmentu. Pozdrawiam..... :D
Posty
80
Dołączył(a)
14 sty 2007, 22:15

Avatar użytkownika
przez IceMan 13 mar 2007, 15:53
Witam,
Marionetta - ja z 3 i 4 akapitem się zupełnie zgadzam. Co do kotów myślę, że racja jest po stronie Nitki. Ale nie zgadzam się zupełnie z:
MarionetaDeTrapo napisał(a):Uważam, że niektóre osoby poprostu kochać nie potrafią (wliczając w to również mnie). Tzn. wg teorii Sternberga czy Johna Lee, pewne rodzaje miłości umiem w sobie rozwinąć, ale nie będąc już nastolatkiem i mając ustabilizowane inne sfery życia, kochać nadal nie potrafię.

Myślę, że nawet jeśli rzekomo ta miłość jest zabita - to ja się z tym nie zgadzam - ona jest uśpiona. I w odpowiedni sposób można ją obudzić. Często jest też tak, że człowiek w pewien sposób jest skrępowany, zagubiony w sferze miłości. Ale to nie wyklucza tego, że ta osoba potrafi kochać. Być może właśnie to wynika...
nitka napisał(a):ze strasznych doświadczeń, zawodów, braku miłości rodzicielskiej, egoizmu, strachu przed zranieniem bólem, zaangażowaniem
.
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
4789
Dołączył(a)
30 wrz 2006, 13:49
Lokalizacja
Wroc

Avatar użytkownika
przez LuC 15 mar 2007, 19:38
Związki konkubinackie czy też "wolne" są niestabilne i kruche, czy jednak tylko ze wględu na niedopasowanie się partnerów czy równiez z powodu braku spoiwa czy tez wieczystej(formalnej, narzuconej) więzi między ludźmi je tworzącymi?
no to chyba pytanie retoryczne...

nie każdemu dane jest kochać? gorzej, że nie każdemu dane jest być kochanym

poza tym cóż to jest miłość- trochę chemii, podobno tyle co daje nam zjedzenie tabliczki czekolady...
"Należy doceniać to, co się posiada, nie niszczyć tego, a i korzystać z życia piersią pełną, bo nie znamy dnia ani godziny "

pozdr...
LuC
Avatar użytkownika
LuC
Offline
Posty
181
Dołączył(a)
22 sty 2007, 17:22
Lokalizacja
z doskoku

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 14 gości

Przeskocz do