Psychiatrzy wymyślają coraz to nowe choroby psychiczne

Nic związanego z tematami 'nerwica', 'stres', 'depresja', 'psychologia' itd.
W końcu nie tylko psychologią człowiek żyje. ;)

Psychiatrzy wymyślają coraz to nowe choroby psychiczne

przez dopamine 12 sie 2016, 00:46
Rzeczywistość jest znacznie gorsza niż nasze o niej wyobrażenia. Powstaje więc zasadnicze pytanie-na czym bardziej zależy lekarzom, na naszym wyzdrowieniu czy na tym abyśmy jak najdłużej chorowali? Ludzie mają słabość do pieniędzy i zazwyczaj wybierają je aniżeli przyzwoitość i wierność własnym ideałom . Lekarze w większości przypadków zamiast leczyć wolą podejmować takie kroki w kierunku chorego pacjenta by ten jak najdłużej pozostawał niedoleczony co przekłada się na ich zysk i ciągłość praktyki . Lekarz żyje z choroby innych ludzi a nie z ich zdrowia.
Już dawno pozbylem się złudzeń że komukolwiek poza moją rodziną zależy na moim zdrowiu .
Od 04.11. 2016 r.
Pramipeksol- jednorazowo dwie tabletki 1,05 mg o przedłużonym działaniu
Offline
Posty
99
Dołączył(a)
11 maja 2016, 13:41

Psychiatrzy wymyślają coraz to nowe choroby psychiczne

Avatar użytkownika
przez elo 12 sie 2016, 00:56
Michellea napisał(a):Chciałam skończyć tę dyskusję nie odpowiadając na pytanie elo, bo wiedziałam do czego to doprowadzi.

i tak nie musialas juz udzielac odpowiedzi bo godzine po zadaniu pytania moja ciekawosc zostala zaspokojona :]
f20.0 f42.2 g40
kweta 100
akineton 2
klorazepan 20
propranolol 30
abilify 30
solian 400
potas 540
klonik 2 okazjonalnie
depakine chrono 600


https://www.youtube.com/watch?v=_xUFjl8LzmY&feature=kp
https://www.youtube.com/watch?v=RFzi8IQS-yY
Avatar użytkownika
elo
Offline
Posty
7695
Dołączył(a)
26 cze 2013, 13:56
Lokalizacja
dolny slask

Psychiatrzy wymyślają coraz to nowe choroby psychiczne

Avatar użytkownika
przez Michellea 12 sie 2016, 00:57
Co by już kompletnie wyczerpać temat i rozjaśnić, o co mi chodziło:
Właściwie to zgodziłam się, że nie ma zbyt dużej możliwości zdobycia przez koneksje miejsca na studiach medycznych (czy jakichkolwiek) na uczelni publicznej (czy to studia stacjonarne, czy nie). Bo są progi itd. Co najwyżej można mieć w trakcie studiów fory u jakiegoś wykładowcy, będącego znajomym rodziny, czy coś, ale tak to może być na każdym kierunku. A co do studiów (mówię ogólnie, bez różnicowania kierunków) na uczelni niepublicznej, to po prostu mam o nich złe zdanie. Czy słusznie, to już inna bajka. Ale bynajmniej nie sugeruję, że każdy kto tam studiuje kupił sobie studia u znajomego swojego rodzica.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2242
Dołączył(a)
04 sty 2016, 14:11
Lokalizacja
Warszawa

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Psychiatrzy wymyślają coraz to nowe choroby psychiczne

Avatar użytkownika
przez iiwaa 12 sie 2016, 01:13
dopamine napisał(a):Rzeczywistość jest znacznie gorsza niż nasze o niej wyobrażenia. Powstaje więc zasadnicze pytanie-na czym bardziej zależy lekarzom, na naszym wyzdrowieniu czy na tym abyśmy jak najdłużej chorowali? Ludzie mają słabość do pieniędzy i zazwyczaj wybierają je aniżeli przyzwoitość i wierność własnym ideałom . Lekarze w większości przypadków zamiast leczyć wolą podejmować takie kroki w kierunku chorego pacjenta by ten jak najdłużej pozostawał niedoleczony co przekłada się na ich zysk i ciągłość praktyki . Lekarz żyje z choroby innych ludzi a nie z ich zdrowia.
Już dawno pozbylem się złudzeń że komukolwiek poza moją rodziną zależy na moim zdrowiu .


Ja mam pozytywne doświadczenia z lekarzami.
Z ginekologiem nie miałam problemów, choć nic poważnego mi nie dolegało, ale nie miałam wrażenia, że chce mnie naciągnąć. Standardowa cytologia, antykoncepcja, usg, usg piersi (nie robię mammografii mimo wieku, bo mam za mały biust, w którym nie ma tkanki tłuszczowej) - i tyle. Na nic nie starała się mnie naciągać ;)
Z laryngologiem - super. Naprawdę super, a był to zabieg, którego się mocno obawiałam. Mimo, że zabieg prosty, to bałam się narkozy, intubacji, wenflonu (serio, mdleję jak mi coś robią przy żyłach), ewentualnych wymiotów po narkozie. A wyszło tak, że pani doktor mnie uspokoiła, anestezjolog który mnie usypiał był przekochany, podobnie dziewczyny (młode pielęgniarki), które zakładały mi wenflon i wstrzykiwały narkozę. Nawet się nie denerwowały, jak im o 3/4 nad ranem zrobiłam "imprezę" dzwonkiem przy łóżku, bo mi było niedobrze i słabo. Siedziały ze mną i gadały o głupotach, póki mi się nie polepszyło. Kazały mi nawet dzwonić, jak będę chciała iść do toalety i czekały pod drzwiami, aż nie wyjdę, tak samo jak brałam prysznic. Jak "obrzygałam" pościel, to mi ją od razu zmieniły. Naprawdę zabieg wspominam genialnie :D Rano mi przynieśli jogurcik i kisielek :D
A mogli mnie naciągać na inne zabiegi - kosztowne, które nie rozwiązuja problemu na stałe. Mogli wyciągnąć z moich migdałków gruuubą kasę. A tak - więcej już nie przyjdę...
Internista-radiolog to mój sąsiad, podobnie jak jego żona-internistka. Nie zauważyłam, żeby naciągali ludzi. Prowadzą sobie NZOZ w formie spółki cywilnej, skierowania dają chętnie, do nas przychodzą na wizyty domowe i nie biorą ani grosza.
Bardziej to już roluje ludzi sąsiad - właściciel sieci cukierni ;) na jakości produktów oczywiście.
Z psychologiem - może mnie trochę naciąga, ale ja tam chodzę tylko na zasadzie wyrzucenia z siebie wszystkiego komuś, kto wiadomo, że nie wygada, bo wygadać mu nawet nie wolno.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2194
Dołączył(a)
08 cze 2016, 23:18

Psychiatrzy wymyślają coraz to nowe choroby psychiczne

Avatar użytkownika
przez iiwaa 12 sie 2016, 01:33
Michellea napisał(a):Co by już kompletnie wyczerpać temat i rozjaśnić, o co mi chodziło:
Właściwie to zgodziłam się, że nie ma zbyt dużej możliwości zdobycia przez koneksje miejsca na studiach medycznych (czy jakichkolwiek) na uczelni publicznej (czy to studia stacjonarne, czy nie). Bo są progi itd. Co najwyżej można mieć w trakcie studiów fory u jakiegoś wykładowcy, będącego znajomym rodziny, czy coś, ale tak to może być na każdym kierunku. A co do studiów (mówię ogólnie, bez różnicowania kierunków) na uczelni niepublicznej, to po prostu mam o nich złe zdanie. Czy słusznie, to już inna bajka. Ale bynajmniej nie sugeruję, że każdy kto tam studiuje kupił sobie studia u znajomego swojego rodzica.



A to różnie bywa ;)
Właśnie ja znam dobry przykład dwóch uczelni. Jedna prywatna, druga publiczna.
Przykład co prawda jednego przedmiotu, bo nie wiem, jak tam u nich wykładają.
Ale na przykładzie tego jednego przedmiotu: na tej prywatnej uczelni mają "sławę", 80-letniego profesora, no wybitnego, nie ma się co oszukiwać.
U nas mają tylko mojego męża i jedną panią profesor, która mówi zabójczo.... zabójczo usypiająco ;)
Ale co ciekawe, tam na uczelni prywatnej, mimo takiego wykładowcy, przerabiali ten materiał 2 razy wolniej. Więc ja już nie wiem, od czego to zależy - od studentów, od wykładowcy, czy wypadkowa różnych czynników. Chyba że profesor z racji wieku już się nie śpieszy z materiałem.
A, i mają przedmioty, których u nas nie ma.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2194
Dołączył(a)
08 cze 2016, 23:18

Psychiatrzy wymyślają coraz to nowe choroby psychiczne

Avatar użytkownika
przez Michellea 12 sie 2016, 01:49
dopamine napisał(a):Rzeczywistość jest znacznie gorsza niż nasze o niej wyobrażenia. Powstaje więc zasadnicze pytanie-na czym bardziej zależy lekarzom, na naszym wyzdrowieniu czy na tym abyśmy jak najdłużej chorowali? Ludzie mają słabość do pieniędzy i zazwyczaj wybierają je aniżeli przyzwoitość i wierność własnym ideałom . Lekarze w większości przypadków zamiast leczyć wolą podejmować takie kroki w kierunku chorego pacjenta by ten jak najdłużej pozostawał niedoleczony co przekłada się na ich zysk i ciągłość praktyki . Lekarz żyje z choroby innych ludzi a nie z ich zdrowia.
Już dawno pozbylem się złudzeń że komukolwiek poza moją rodziną zależy na moim zdrowiu .

Niektórzy pewnie tak, ale nie generalizowałabym aż tak bardzo.

Miałam okazję w swoim krótkim życiu odwiedzić różnych lekarzy o różnych specjalizacjach. Jedni byli gorsi, bo albo nie wiedzieli, co mówią/robią albo odmawiali mi leczenia albo nie nadawali się na lekarzy pod względem podejścia do pacjenta. Ale byli też fajni lekarze, którzy mnie w trudnej chwili potrafili uspokoić, którzy wiedzieli co robią, którzy być może zapobiegli rozwojowi innej choroby.

iiwaa napisał(a):Z laryngologiem - super. Naprawdę super, a był to zabieg, którego się mocno obawiałam. Mimo, że zabieg prosty, to bałam się narkozy, intubacji, wenflonu (serio, mdleję jak mi coś robią przy żyłach), ewentualnych wymiotów po narkozie. A wyszło tak, że pani doktor mnie uspokoiła, anestezjolog który mnie usypiał był przekochany, podobnie dziewczyny (młode pielęgniarki), które zakładały mi wenflon i wstrzykiwały narkozę. Nawet się nie denerwowały, jak im o 3/4 nad ranem zrobiłam "imprezę" dzwonkiem przy łóżku, bo mi było niedobrze i słabo. Siedziały ze mną i gadały o głupotach, póki mi się nie polepszyło. Kazały mi nawet dzwonić, jak będę chciała iść do toalety i czekały pod drzwiami, aż nie wyjdę, tak samo jak brałam prysznic. Jak "obrzygałam" pościel, to mi ją od razu zmieniły. Naprawdę zabieg wspominam genialnie :D Rano mi przynieśli jogurcik i kisielek :D

To było prywatnie, czy na NFZ?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2242
Dołączył(a)
04 sty 2016, 14:11
Lokalizacja
Warszawa

Psychiatrzy wymyślają coraz to nowe choroby psychiczne

Avatar użytkownika
przez bedzielepiej 12 sie 2016, 02:10
iiwaa napisał(a):Nie, nie w tym leży problem. W tym problem, że lekarz psychiatra "nie myśli" o innych przyczynach, które nie muszą dotyczyć zdrowia psychicznego i NIE MA BADAŃ, które mogą wprost wykazać, co pacjentowi dolega (czy też nie dolega), jeśli chodzi o psychiatrię. (...) Psychiatra nie odesłałby mnie "a powinna pani sprawdzić, czy nie ma pani anemii, problemów z tarczycą czy problemów hormonalnych" - od psychologa również NIGDY tego nie usłyszałam. (...)
A psychiatra takich możliwości nie ma, do ludzkiego mózgu wniknąć przecież nie sposób.


Otóż to. Diagnozy psychiatryczne bywają, cóż... bardzo subiektywne. Można iść do kilku lekarzy psychiatrów, każdemu powiedzieć to samo, a usłyszeć różne diagnozy, różne pomysły na leczenie. Zdarzyło mi się, że psychiatra podważał opinie poprzednika itd. Albo zdarzylo mi się też być zdiagnozowaną spojrzeniem w oczy, nie zamieniając z lekarzem ani słowa... To nie budzi zaufania, za to daje dużo do zastanowienia.

Psychiatria jest bardzo wygodna i pozwala biednej służbie zdrowia zaoszczędzić. Nie trzeba robić kosztownych badań, wystarczy stwierdzić nerwicę i przepisać psychotrop. Pomoże, czy nie pomoże, z etykietką choroby psychiatrycznej nikt już nie będzie traktował pacjenta poważnie. Wklejałam jakiś czas temu link do artykułu o pani leczącej się na depresję, której nie udzielono pomocy medycznej, stwierdzając, ze to atak paniki. Pacjentka zmarła. Smutne, ale jakie prawdziwe. A ile takich przypadków nie widzi światła dziennego. Ilu ludzi umiera od przepisywanych leków, przepisywanych zgodnie z procedurami. Ilu ludzi się zabija mimo tzw. leczenia.

Psychiatria nie jest naukowa, to są jakieś brednie i spuścizna po oszuście Freudzie, średniowiecznych torturach i eksperymentach na ludziach. Naiwnością jest wierzyć, że 15 minutowa rozmowa raz na miesiąc i tabletki uzdrowią kogokolwiek. Wręcz przeciwnie. Dlaczego tyle ludzi leczy się latami, pomimo że depresję porównuje się do "przeziębienia umysłu" i zgodnie z artykułami w stylu abczdrowie można ją skutecznie leczyć, sugerują w tych artykułach nawet że odbywa się to szybko i sprawnie?

Psychiatria to mydlenie oczu ludziom. Jest tyle aspektów fizycznych, które mogą powodować depresję. Chociażby alergie pokarmowe. Toksyny w żywności. Metale ciężkie. Pasożyty. Niedobory witaminowe. Pytanie czemu się nie bada pacjentów pod takim kątem, tylko wali na oślep leki. Trzeba wziąć zdrowie we własne ręce, a nie liczyć na obcego kogoś, komu zalezy tylko na tym by jak najszybciej spławić kolejnych pacjentów i wypisać jak najwięcej lekarstw. To paranoja. Gdyby lekarze byli wynagradzani od liczby wyleczonych pacjentów, to szybko musieliby zmienić strategię.

Jeszcze jedno. Skoro psychiatrzy oceniają czyjeś zachowanie i co jest normą, a co nie, sami powinni świecić przykładem jako ludzie zdrowi psychicznie i nieskażeni żadnymi zaburzeniami. Tymczasem, rzeczywistość pokazuje co innego. Psychiatrzy biorą łapówki, grzmocą pacjentki (tak tak sam pan ordynator pewnego szpitala), znęcają się nad słabszymi (pani ordynator oddziału dziecięcego), prowadzą niehigieniczny tryb życia (po całym dniu pracy w państwowym ośrodku przyjmują pacjentów w prywatnych gabinetach bo kasa), sami zażywają psychotropy (moja lekarka była i może jest dalej na Ketrelu) i oni oczywiście nie mają żadnych zaburzeń osobowości :great:

iiwaa napisał(a): A i uważam, że takiemu anestezjologowi jego wynagrodzenie się zwyczajnie należy - wystarczy spojrzeć na trudności z dostaniem się na studia, długość studiów (6 lat), poziom egzaminu lekarskiego, staż, trudność z dostaniem się na specjalizację, długość specjalizacji (6 lat), bardzo trudny egzamin. Łącznie 13 lat nauki, żeby zostać anestezjologiem. Nie żal mi jego zarobków i żal mi tyłka nie ściska.


Idąc tym torem rozumowania, psychiatrzy również mają trudości z dostaniem sie na studia, długie studia, speckę itd. Szczerze mnie to g... obchodzi ile lat ktoś zmarnował na studiowanie, nikt mu nie kazał (a jeśli poszedl na medycynę bo rodzice mu kazali to ktoś taki jest po prostu załosnym typem). Za zdobywanie ocen i wkuwanie bezużytecznych glupot mają się komuś należeć pieniądze? Liczą sie efekty, a skoro efekty jego pracy są żałosne, a sama praca polega na ściemnianiu, ze się coś robi- za co ma zarabiać więcej niż najniższa krajowa. Zbierają laury i granty a chorych i ciepiących przybywa. Hydraulikowi placi sie za naprawienie usterki, a nie za odprawienie czarów marów i powiedzeniu że będzie dobrze, proszę przyjść za miesiąc. A od czego kurvva jest psychiatra? Od rozprowadzania psychotropów i uzalezniania od nich ludzi.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1541
Dołączył(a)
02 wrz 2013, 19:49

Psychiatrzy wymyślają coraz to nowe choroby psychiczne

Avatar użytkownika
przez iiwaa 12 sie 2016, 02:35
bedzielepiej napisał(a):
iiwaa napisał(a):Nie, nie w tym leży problem. W tym problem, że lekarz psychiatra "nie myśli" o innych przyczynach, które nie muszą dotyczyć zdrowia psychicznego i NIE MA BADAŃ, które mogą wprost wykazać, co pacjentowi dolega (czy też nie dolega), jeśli chodzi o psychiatrię. (...) Psychiatra nie odesłałby mnie "a powinna pani sprawdzić, czy nie ma pani anemii, problemów z tarczycą czy problemów hormonalnych" - od psychologa również NIGDY tego nie usłyszałam. (...)
A psychiatra takich możliwości nie ma, do ludzkiego mózgu wniknąć przecież nie sposób.


Otóż to. Diagnozy psychiatryczne bywają, cóż... bardzo subiektywne. Można iść do kilku lekarzy psychiatrów, każdemu powiedzieć to samo, a usłyszeć różne diagnozy, różne pomysły na leczenie. Zdarzyło mi się, że psychiatra podważał opinie poprzednika itd. Albo zdarzylo mi się też być zdiagnozowaną spojrzeniem w oczy, nie zamieniając z lekarzem ani słowa... To nie budzi zaufania, za to daje dużo do zastanowienia.

Psychiatria jest bardzo wygodna i pozwala biednej służbie zdrowia zaoszczędzić. Nie trzeba robić kosztownych badań, wystarczy stwierdzić nerwicę i przepisać psychotrop. Pomoże, czy nie pomoże, z etykietką choroby psychiatrycznej nikt już nie będzie traktował pacjenta poważnie. Wklejałam jakiś czas temu link do artykułu o pani leczącej się na depresję, której nie udzielono pomocy medycznej, stwierdzając, ze to atak paniki. Pacjentka zmarła. Smutne, ale jakie prawdziwe. A ile takich przypadków nie widzi światła dziennego. Ilu ludzi umiera od przepisywanych leków, przepisywanych zgodnie z procedurami. Ilu ludzi się zabija mimo tzw. leczenia.

Psychiatria nie jest naukowa, to są jakieś brednie i spuścizna po oszuście Freudzie, średniowiecznych torturach i eksperymentach na ludziach. Naiwnością jest wierzyć, że 15 minutowa rozmowa raz na miesiąc i tabletki uzdrowią kogokolwiek. Wręcz przeciwnie. Dlaczego tyle ludzi leczy się latami, pomimo że depresję porównuje się do "przeziębienia umysłu" i zgodnie z artykułami w stylu abczdrowie można ją skutecznie leczyć, sugerują w tych artykułach nawet że odbywa się to szybko i sprawnie?

Psychiatria to mydlenie oczu ludziom. Jest tyle aspektów fizycznych, które mogą powodować depresję. Chociażby alergie pokarmowe. Toksyny w żywności. Metale ciężkie. Pasożyty. Niedobory witaminowe. Pytanie czemu się nie bada pacjentów pod takim kątem, tylko wali na oślep leki. Trzeba wziąć zdrowie we własne ręce, a nie liczyć na obcego kogoś, komu zalezy tylko na tym by jak najszybciej spławić kolejnych pacjentów i wypisać jak najwięcej lekarstw. To paranoja. Gdyby lekarze byli wynagradzani od liczby wyleczonych pacjentów, to szybko musieliby zmienić strategię.

Jeszcze jedno. Skoro psychiatrzy oceniają czyjeś zachowanie i co jest normą, a co nie, sami powinni świecić przykładem jako ludzie zdrowi psychicznie i nieskażeni żadnymi zaburzeniami. Tymczasem, rzeczywistość pokazuje co innego. Psychiatrzy biorą łapówki, grzmocą pacjentki (tak tak sam pan ordynator pewnego szpitala), znęcają się nad słabszymi (pani ordynator oddziału dziecięcego), prowadzą niehigieniczny tryb życia (po całym dniu pracy w państwowym ośrodku przyjmują pacjentów w prywatnych gabinetach bo kasa), sami zażywają psychotropy (moja lekarka była i może jest dalej na Ketrelu) i oni oczywiście nie mają żadnych zaburzeń osobowości :great:

iiwaa napisał(a): A i uważam, że takiemu anestezjologowi jego wynagrodzenie się zwyczajnie należy - wystarczy spojrzeć na trudności z dostaniem się na studia, długość studiów (6 lat), poziom egzaminu lekarskiego, staż, trudność z dostaniem się na specjalizację, długość specjalizacji (6 lat), bardzo trudny egzamin. Łącznie 13 lat nauki, żeby zostać anestezjologiem. Nie żal mi jego zarobków i żal mi tyłka nie ściska.


Idąc tym torem rozumowania, psychiatrzy również mają trudości z dostaniem sie na studia, długie studia, speckę itd. Szczerze mnie to g... obchodzi ile lat ktoś zmarnował na studiowanie, nikt mu nie kazał (a jeśli poszedl na medycynę bo rodzice mu kazali to ktoś taki jest po prostu załosnym typem). Za zdobywanie ocen i wkuwanie bezużytecznych glupot mają się komuś należeć pieniądze? Liczą sie efekty, a skoro efekty jego pracy są żałosne, a sama praca polega na ściemnianiu, ze się coś robi- za co ma zarabiać więcej niż najniższa krajowa. Zbierają laury i granty a chorych i ciepiących przybywa. Hydraulikowi placi sie za naprawienie usterki, a nie za odprawienie czarów marów i powiedzeniu że będzie dobrze, proszę przyjść za miesiąc. A od czego kurvva jest psychiatra? Od rozprowadzania psychotropów i uzalezniania od nich ludzi.


Mamy dość podobne zdanie, ale po co przeklinać?

Mówiłam o anestezjologu, bo to najtrudniejsza specjalizacja z najtrudniejszym egzaminem, a oni są jednymi z tych, którzy zarabiają najwięcej. I odpowiadają, jak się ktoś przekręci. Nie żałuję im dobrych zarobków.
Idąc tym tokiem rozumowania, jak mój klient siedzi, to nie powinnam dostać kasy za instancję?
Nie wszystko jest tak proste jak naprawienie usterki i praca hydraulika.
Równie dobrze mogłabym to powiedzieć o swojej leukopenii, ale nie oczekuję cudów bo to nie jest pęknięta rura, na litość boską.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2194
Dołączył(a)
08 cze 2016, 23:18

Psychiatrzy wymyślają coraz to nowe choroby psychiczne

Avatar użytkownika
przez iiwaa 12 sie 2016, 02:50
Michellea napisał(a):
dopamine napisał(a):Rzeczywistość jest znacznie gorsza niż nasze o niej wyobrażenia. Powstaje więc zasadnicze pytanie-na czym bardziej zależy lekarzom, na naszym wyzdrowieniu czy na tym abyśmy jak najdłużej chorowali? Ludzie mają słabość do pieniędzy i zazwyczaj wybierają je aniżeli przyzwoitość i wierność własnym ideałom . Lekarze w większości przypadków zamiast leczyć wolą podejmować takie kroki w kierunku chorego pacjenta by ten jak najdłużej pozostawał niedoleczony co przekłada się na ich zysk i ciągłość praktyki . Lekarz żyje z choroby innych ludzi a nie z ich zdrowia.
Już dawno pozbylem się złudzeń że komukolwiek poza moją rodziną zależy na moim zdrowiu .

Niektórzy pewnie tak, ale nie generalizowałabym aż tak bardzo.

Miałam okazję w swoim krótkim życiu odwiedzić różnych lekarzy o różnych specjalizacjach. Jedni byli gorsi, bo albo nie wiedzieli, co mówią/robią albo odmawiali mi leczenia albo nie nadawali się na lekarzy pod względem podejścia do pacjenta. Ale byli też fajni lekarze, którzy mnie w trudnej chwili potrafili uspokoić, którzy wiedzieli co robią, którzy być może zapobiegli rozwojowi innej choroby.

iiwaa napisał(a):Z laryngologiem - super. Naprawdę super, a był to zabieg, którego się mocno obawiałam. Mimo, że zabieg prosty, to bałam się narkozy, intubacji, wenflonu (serio, mdleję jak mi coś robią przy żyłach), ewentualnych wymiotów po narkozie. A wyszło tak, że pani doktor mnie uspokoiła, anestezjolog który mnie usypiał był przekochany, podobnie dziewczyny (młode pielęgniarki), które zakładały mi wenflon i wstrzykiwały narkozę. Nawet się nie denerwowały, jak im o 3/4 nad ranem zrobiłam "imprezę" dzwonkiem przy łóżku, bo mi było niedobrze i słabo. Siedziały ze mną i gadały o głupotach, póki mi się nie polepszyło. Kazały mi nawet dzwonić, jak będę chciała iść do toalety i czekały pod drzwiami, aż nie wyjdę, tak samo jak brałam prysznic. Jak "obrzygałam" pościel, to mi ją od razu zmieniły. Naprawdę zabieg wspominam genialnie :D Rano mi przynieśli jogurcik i kisielek :D

To było prywatnie, czy na NFZ?


Prywatnie, ale o pani doktor było wiele negatywnych opinii. Długo nie wiedziałam dlaczego, a potem się dowiedziałam - po prostu nie nawiązuje kontaktu innego niż konieczny (ze mną też nie urządzała pogaduszek i to szanuję), a rodzice mieli wielkie pretensje, że im dzieci nie zabawia (jakby to był jej obowiązek....). Laryngologiem jest, nie przedszkolanką.
Anestezjolog podobnie - jak zauważyłam - był niezbyt "prodziecięco" nastawiony, i również miał negatywne opinie - dużo, bo migdałki wycinają głównie dzieciom. Ale czy zadaniem anestezjologa jest zabawianie kilkulatka? Odpowiadał na pytania, jak powiedziałam, że czuję pewien niepokój związany z zabiegiem, to wytłumaczył, że jestem w najniższej grupie ryzyka (cóż, może dziecku takie słowa nie wystarczają, ale to już nie lekarza wina), więc poczułam się uspokojona. Pożartowaliśmy, że nie będę mogła przez 24 godziny zawierać umów i tyle :D Ludzie nie rozumieją, że on nie może powiedzieć dzieciakowi "na pewno nic się złego nie stanie", bo jako lekarz takiej gwarancji nigdy dać nie może. Organizm może różnie zareagować na narkozę, może być krwotok, mogą puścić szwy. To co ma powiedzieć? Składać obietnice bez pokrycia?
Ludzie często wymagają od lekarzy zbyt wiele. Oni również wykonują swoją pracę. I owszem, powinni ją wykonywać porządnie, dobrze, uczciwie, ale nie muszą być przy tym uśmiechnięci, pogodni i rozmowni. To tak jak nam się klient do biura z dzieckiem władował i był wielce zdziwiony, że ktoś go poprosił, żeby natychmiast uspokoił dziecko, bo to nie czas i miejsce na zabawy. Staram się wykonywać swoją pracę zgodnie z moją najlepszą wiedzą i umiejętnościami, nie muszę przy tym tryskać humorem, być otwarta, uśmiechnięta i kogokolwiek pocieszać, bo nie to jest moją rolą. Wykluczam też nawiązywanie jakiegokolwiek osobistego związku z klientem, a ludzie często tego oczekują. Ucinam rozmowy o emocjach, bo nie to jest przedmiotem mojej pracy - a często 3/4 tego, co ludzie mówią, to ich odczucia, które mnie do pracy są zupełnie niepotrzebne, a wręcz mi tę pracę utrudniają. Podobnie jest u lekarzy, nic dziwnego, że czasami mają dosyć. Ludzie przychodzą i oczekują od lekarza (nie mówię akurat o psychiatrze) czy prawnika jakiejś - przelotnej, bo przelotnej, ale jednak - więzi emocjonalnej. A my tego po prostu nie chcemy (zdanie i prawników, i znajomych lekarzy). Nam to utrudnia pracę i jest kłopotliwe.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2194
Dołączył(a)
08 cze 2016, 23:18

Psychiatrzy wymyślają coraz to nowe choroby psychiczne

Avatar użytkownika
przez Michellea 12 sie 2016, 02:59
Spytałam, bo mnie jogurcik i kisielek zaintrygował. Na NFZ nie ma takiego dobrego jedzenia, żeby się aż o nim miło wspominało :(
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2242
Dołączył(a)
04 sty 2016, 14:11
Lokalizacja
Warszawa

Psychiatrzy wymyślają coraz to nowe choroby psychiczne

Avatar użytkownika
przez iiwaa 12 sie 2016, 03:33
Michellea napisał(a):Spytałam, bo mnie jogurcik i kisielek zaintrygował. Na NFZ nie ma takiego dobrego jedzenia, żeby się aż o nim miło wspominało :(


Ale to chyba zależy, na co kto jest cięty.
Nie wyobrażam sobie, żeby dali kanapkę komuś, kto ma szwy w gardle. Ten "Danio" był problemem, kisiel przechodził, bo śliski ;)
Dzieci się szybciej regenerują pewnie, ale ja przez tydzień pierwsze co robiłam po przebudzeniu, to obierałam kurs na lodówkę i kostkę lodu traktowałam jak cukierka ;) Zjedzenie kanapki byłoby niemożliwe.
Poza tym to był zwykły kisiel i zwykłe Danio, ale po niejedzeniu ze 2 doby człowiek inaczej do tego podchodzi :D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2194
Dołączył(a)
08 cze 2016, 23:18

Psychiatrzy wymyślają coraz to nowe choroby psychiczne

Avatar użytkownika
przez anka szklanka 12 sie 2016, 04:09
bedzielepiej napisał(a):Otóż to. Diagnozy psychiatryczne bywają, cóż... bardzo subiektywne. Można iść do kilku lekarzy psychiatrów, każdemu powiedzieć to samo, a usłyszeć różne diagnozy, różne pomysły na leczenie.


Choruję odkąd pamiętam i miałam w życiu postawionych kilka diagnoz: schizo jako 10-latka, nawracającą depresję (F33.2?) i dopiero około 14 roku życia wlepiono mi dożywotnio Chad ;) I nie zrzucę początkowych błędnych diagnoz na brak kompetencji lekarza, bo niektóre objawy mogą "wchodzić w skład" wielu zaburzeń czy chorób. Czasem ciężko jednoznacznie stwierdzić czy dana osoba cierpi na cyklo, schizo czy ma epizod depresji z zaburzaniami psychotycznymi.

Psychiatria jest bardzo wygodna i pozwala biednej służbie zdrowia zaoszczędzić. Nie trzeba robić kosztownych badań, wystarczy stwierdzić nerwicę i przepisać psychotrop.


Ale ludzie także nie postępują wg mnie racjonalnie. Biegną do psychiatry jakby ten miał monopol na wszechwiedzę i receptę na wszystko. Dla mnie pierwszym krokiem powinno być zrobienie wszelkich możliwych badań, aby wykluczyć dolegliwości natury fizycznej.
Jeśli jednak mimo wszystko decydujemy się na wizytę u psychiatry, jako pierwszą pomoc - jeśli ten nie zaleci badań, to powinna zaświecić nam się czerwona lampka.
Dobry psychiatra, zamiast na pierwszej wizycie przepisać magiczne tabletki - musi być pewien, że wykluczono objawy somatyczne. Diagnostyka w dużej mierze opiera się na wykluczaniu. Psyche zajmujemy się na końcu.

Liczą sie efekty, a skoro efekty jego pracy są żałosne, a sama praca polega na ściemnianiu, ze się coś robi- za co ma zarabiać więcej niż najniższa krajowa. Zbierają laury i granty a chorych i ciepiących przybywa. Hydraulikowi placi sie za naprawienie usterki, a nie za odprawienie czarów marów i powiedzeniu że będzie dobrze, proszę przyjść za miesiąc.


Lekarze, a lekarze. To raz.
Oczywistym jest, że nie chcemy aby partacz dostawał wynagrodzenie niewspółmierne do osiąganych efektów. Jednak efektywność pracy psychiatry jest ciężka do oszacowania (no chyba, że co 3 jego pacjent skacze z okna). Są pacjenci, którzy mimo trafnej diagnozy nie reagują na leczenie farmakologiczne. Czy więc za lekooporność pacjenta odpowiada lekarz?
Nie można porównać psychiatry do hydraulika, czy nawet chirurga kostnego. Psychika to nie coś co można mechanicznie poskładać.
Druga sprawa - osoby, które chcą się wyleczyć... ale nie chcą.
Mnie przez lata wydawało się, że choroba czyni mnie hiper-wyjątkową osobą. Leczyłam się, ale bardzo lubiłam wakacje lekowe (no i uwielbiałam początki manii). W szpitalu poznałam kilku schizo, którzy twierdzili, że choroba ich uszlachetnia. Psychiatra nie ma kontroli nad pacjentem 24/h i nie jest w stanie podejmować za nich decyzji. Do polepszenia stanu zdrowia potrzebna jest współpraca. Nawet najlepszy lekarz nie pomoże, jeśli druga strona nie włoży choć minimum pracy.

Często widzę, że ludzie nie kwapią się aby jakkolwiek polepszyć swoją sytuację. Będą kwiczeć, żalić się na forum jak im źle i ciężko, ale nie zastosują się za żadne skarby do prośby lekarza aby spróbować jakiejś aktywności, zaangażować w coś etc. Bo samo branie pigułek to w wielu przypadkach ułamek sukcesu.

Miałam styczność i z bardzo kiepskimi lekarzami (i nie jest to tylko moją opinią) i z takimi, których pracę ze mną oceniam bardzo dobrze. Tym pierwszym - zgadzam się, że osiągane korzyści majątkowe nie idą w parze z zaangażowaniem w pracę. Ale z takich usług po prostu rezygnuję.

A od czego kurvva jest psychiatra? Od rozprowadzania psychotropów i uzalezniania od nich ludzi

Znam psychiatrę, któremu zarzuca się uzależnianie pacjentów m.in. manipulowanie dawkami tak, aby po poprawie następował gwałtowny spadek formy. Dodatkowo jest tez terapeutą i ludzie wracają do niego co chwila.
To ja się pytam - dlaczego nie zmieniają lekarza, skoro nie ma poprawy przez kilka (kilkanaście) lat (biorąc pod uwagę, że pacjent współpracuje), a czytają przecież opinie innych jego klientów (albo sami je piszą)?
I tu jest problem - taka osoba będzie kontynuowała praktykę bo jak pisałam wcześniej ludzie "Biegną do psychiatry jakby ten miał monopol na wszechwiedzę i receptę na wszystko".
Ale mimo wszystko (i mimo tego co napisałam wcześniej na temat wyjątkowych przypadków i braku współpracy) lekarz dla mnie jest usługodawcą. Jeśli z realizacji tej usługi nie jestem zadowolona - więcej nie powierzę mu opieki nad moim zdrowiem.

Edit.
Ciekawe czy ktoś zrozumie mój bełkot :D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
613
Dołączył(a)
27 sie 2015, 00:56

Psychiatrzy wymyślają coraz to nowe choroby psychiczne

przez atic 12 sie 2016, 08:03
mogliby najpierw opanować już znane choroby a dopiero później brać się za wyjaśnianie kolejnych. this world...
atic
Offline

Psychiatrzy wymyślają coraz to nowe choroby psychiczne

przez serce 12 sie 2016, 12:28
...
Ostatnio edytowano 12 sie 2016, 12:38 przez serce, łącznie edytowano 1 raz
Offline
Posty
118
Dołączył(a)
18 lis 2015, 17:57

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: MSNbot Media i 7 gości

Przeskocz do