Mój dzisiejszy dzień

Nic związanego z tematami 'nerwica', 'stres', 'depresja', 'psychologia' itd.
W końcu nie tylko psychologią człowiek żyje. ;)

Re: Mój dzisiejszy dzień

przez Shadowmere 28 lis 2010, 15:33
Monika1974, Podejrzewam,że do nich nic nie dociera,naprawde.Wg mojego psychiatry sama jestem teraz manipulantką,bo ktos kiedys wciagnal mnie w taką manipulację,że nawet on nie do konca potrafi to ogarnąć.Musialam byc cichym i wiernym sojusznikiem w cierpieniu,myśleć za wszystkich,przewidywac i kombinowac by bylo dobrze,by uluda byla żywa.To nie jest zadanie dla dziecka.Dzieci mają się taplac w beztrosce i w poczuciu,że są zaopiekowane,że ktos mysli i ogarnia za nie,że są bezpieczne.A nie opiekowac sie wszystkimi w okolo,uważać na każdy krok i każde slowo,żęby iluzja byla żywa.Nie moglam byc szczesliwym,spontanicznym dzieckiem,wiec do perfekcji opanowalam udawanie takiego-beztroskiego trzpiota.Babcia nie byla zadowolona,kiedy bylam poważna,wyciszona,zamyslona,prawdziwa-czyli calkiem serio.Pamiętam jak bylam już starsza,mialam może 11 lat,siedzialysmy przy stole,moja matka robila to co zawsze-czyli po pijaku,rozluzniona i obleśnie wesolutka sypala zalosnymi żarcikami,ktore przenigdy nie byly zabawne.Miala taki miękki,belkotliwy glosik.Nie moglam wytrzymac.Powiedzialam:przestan,to nie jest śmieszne.Babcia zrobila sie czerwona i wrzasnela na mnie:uspokoj się!cicho bądz!
Zamarlam.Musialam dalej grac w tą grę.
Potem przyjezdzal ojciec i musialam byc blyskawicznie gotowa,matka z babcią robily sie na cierpietnice i zegnaly mnie z lzami w oczach,na ojca burczaly,bo przecież "przerwal im rodzinną wigilię" .Jechalam z potwornym wyrzutem sumienia,ale nie smialabym odmowic ojcu,bo by mi nie przebaczyl.U niego byla masa innych ludzi,rodzina jego narzeczonej i kolejne starcie-udawajmy wielką i szczesliwą rodzinkę.Musialam przelamywac sie oplatkiem i skladac wymyslne życzenia (żeby kazdemu bylo milo-nakaz ojca) obcym ludziom,do ktorych nic nie czulam.

U niego już wszyscy byli zli i zniecierpliwieni,bo w ich pojęciu rozwalal wigilię jeżdżąc po mnie,no ale trudno.

Mam dzis wielki uraz do nieprawdziwosci.Drazni mnie najmniejszy falsz,pokazówa,udawanka.
Też tak masz?
Miewam ochotę wrzeszczec,że nie jestem z cukru i plastiku,nieraz poprostu obilabym komuś mordę i to tak solidnie,żeby pojawila się ślina i krew i łzy.Moj ojciec byl troszeczke podobny do Twojej mamy-wielkie przywiazanie do otoczki,do opinii,do rekwizytów.Wszystko musialo byc cacy śliczne.Musialam byc grzeczna i uprzejma,ciągle mnie karmil cytatami savoire vivre'u,o tym co wypada panience,a co już nie.
Gdzies pod tym pulsowaly moje uczucia.Dla każdego cos innego,dla każdego musze byc inna,bo każdy zechce wziac cos innego.I ja zawsze musze to miec.

Monika,pogadaj o swietach z terapeutką.U mnie to jest temat wybitnie traumatyczny,ale moj stosunek do "Gwiazdki" robi sie coraz bardziej rozumny.Nie jeżdzę do rodziny na święta.Z Adamem się dogadalam-święta będziemy robic dla naszych dzieci-bo tak naprawde dla nich one są(żeby sobie pożyly jak najdlużej w krainie bajek)-nie dla babci józefinki z karpacza i wujka Mateusza.
Jestesmy już za stare na falszywe igraszki.
Shadowmere
Offline

Re: Mój dzisiejszy dzień

Avatar użytkownika
przez specjal 28 lis 2010, 16:15
Skad u was tyle nienawisci dziewczyny :shock: ?Az sie boje.Dziwie sie ze takie dziewczyny przeklinaja.Wiecie na czym polegaja swieta?Obalanie jabola :mrgreen:
Jam nie z soli ani roli,jam jest z tego co mnie boli.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
445
Dołączył(a)
31 maja 2010, 22:08
Lokalizacja
Gdańsk

Re: Mój dzisiejszy dzień

przez kochanie 28 lis 2010, 16:39
specjal napisał(a):Skad u was tyle nienawisci dziewczyny :shock: ?Az sie boje.Dziwie sie ze takie dziewczyny przeklinaja.Wiecie na czym polegaja swieta?Obalanie jabola :mrgreen:


Masz po prostu fantastyczne poczucie humoru :/ :/ :/
ale proszę, nie pisz już nic na ten temat....
Offline
Posty
220
Dołączył(a)
26 sie 2010, 15:02

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Mój dzisiejszy dzień

Avatar użytkownika
przez chojrakowa 28 lis 2010, 16:49
Shadowmere, Monika1974, moje święta były podobne. Bardziej chyba do świąt Hani - szczególnie przez gorączkowe kupowanie prezentów wszystkim, nawet ojcu, który teoretycznie kupował prezent dla mnie wraz z mamą, a prawda była taka, że nie dołożył grosza bo nie chciał i nawet nie wiedział co to jest. Ja też kupowałam wszystkim, chociaż drobiazg, chociaż zasrany breloczek, rękawiczki, świeczkę w kształcie renifera.
Przed świętami ojciec brał wolne i chlał, codziennie sprzątanie, zdenerwowana matka i napruty ojciec, który cały efekt sprzątania obraca w nic, awanturuje się, wrzeszczy, wyzywa.
Choinka - zawsze było mi tak szkoda mamy, że sama chodziłam ją kupować. Targałam ją do domu, i zawsze była zła, nie taka - oczywiście w oczach ojca. Tak samo jak ubieranie, na ostatnią chwilę pod baczną obserwacją ojca, i krzyki i groźby, że źle zawieszam bombki. Zwykle kończyło się to moim płaczem, jego wrzaskiem i groźbami że wypierdoli to drzewko, jak nie zrobię tego tak, jak on chce. Kiedyś wigilia wypadała w okresie, kiedy wychudzona zaczynałam jeść pierwsze posiłki. Wyłam całymi dniami upychając goździki w pomarańcze. Przyjechała babcia i kazała mi ubrać choinkę - kazała... "chodź Anusia, ubierzemy". Nie miałam siły. Ale też nie chciałam robić jej przykrości. Stałam nad tym drzewkiem i wieszałam bombki byle gdzie, mdliło mnie i chciało mi się wyć. Zaczęłam płakać jak powiedziała, że źle wieszam bombki. Skojarzyło mi się to z ojcem. Cały dzień nie wyszłam z łazienki, wyłam jak dzikus i czekałam aż ktoś mnie wyciągnie. Ale wyrzucił mnie dopiero ojciec, śmierdzący przetrawioną wódą z wrzaskiem że mu się szczać chce.
Do wigilii zawsze siadał w dresie. Chciał tylko jeść, atmosfera była koszmarna, a ja i tak liczyłam, że spodobają mu się prezenty. Czasem nawet ich nie rozpakowywał. Słyszałam jak babcia syczy na niego, że ma to zrobić i wtedy wstawał.
Serce mi pęka nawet jak to piszę. Nie obchodzę teraz świąt, boję się ich.
Ludzie koty chodzą własnymi ścieżkami

NIE KAŻDA NOC PRZYNOSI ULGĘ POWIEKOM

Everything is boring and everyone is a fucking liar
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7318
Dołączył(a)
19 lip 2010, 18:36
Lokalizacja
kraina deszczowców

Re: Mój dzisiejszy dzień

Avatar użytkownika
przez specjal 28 lis 2010, 16:50
Jakie poczucie humoru?Po prostu tak sie spedza swieta.Nigdy nie pilas w swieta?Nie mam sily juz plakac.Tak dla pocieszenia to normalnie w rodzicie bicie,wyzywanie itp jednym slowem nie jestescie sami.Jezeli chcecie miec raj na ziemi to zycze powodzenia.<Tulę>
Jam nie z soli ani roli,jam jest z tego co mnie boli.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
445
Dołączył(a)
31 maja 2010, 22:08
Lokalizacja
Gdańsk

Re: Mój dzisiejszy dzień

przez wovacuum 28 lis 2010, 16:53
Bylismy z moim,na cudownym spacerze nad morzem;sniegu full :D wyamrzlismy siè jak cholera :mrgreen: choinka ubrana ktorà okupujà kocury..Franka przecisnèla siè miedzy galèziami swpièla na samà gorè i teraz swiruje,bo boi siè zejsc i miauczy wariatka mala moja.
Sczur Fred dostal papu i wydaje siè byc zadomowiony w piwnicy-juz nie syczy,tylko bardzo namiètnie obgryza kartony z winami :mrgreen: a niech sobie gryzie.
A ja?jakos sie trzymam.
Przykro mi kochani,ze nie macie cieplych swiàt i tej calej atmosfery,na ktorà siè czeka ze zniecierpliwieniem....<tulè mocno>
wovacuum
Offline

Re: Mój dzisiejszy dzień

Avatar użytkownika
przez *Monika* 28 lis 2010, 16:55
specjal, W.kurwiasz mnie! Pij sobie nadal jabola. ja nie chcę jak Ty zalewać się wódą, wolę już taplać się w tym co mnie dręczy. Przynajmniej na trzeźwo patrzę na to co mnie boli. Jestem wulgarna, owszem, nie mam zamiaru udawać,że taka nie jestem. Już nie!

Shadowmere,

[u]Mam dzis wielki uraz do nieprawdziwosci.Drazni mnie najmniejszy falsz,pokazówa,udawanka.
Też tak masz?
[/u]

Chyba jesteś na dalszym etapie niż ja. Ja do niedawna grałam w tą farsę, chociaż coś było nie tak. Nie lubiłam dzielić się oplatkiem, wywoływalo to we mnie uczucia wzrusenia, wstydziłam się składać życzenia. Wstydziłam się pokazać swoje uczucia, nie wiem dlaczego.............
Też do niedawna robiłam otoczkę na zewnątrz, we wszystkim, nawet w pracy, jak coś nie grało...przyklepywałam to wszystko,żeby na pozór wyglądało ,ze jest dobrze. Powstało wiele konfliktów we mnie. ania, jest tego tak duzo,że nie wiem czy to się wszystko kiedyś poukłada w mojej łepetynie. Nie chcę,żeby mi zależało na otoczce zewnętrznego ładu i porządku, chcę mieć ten ład i porządek wewnątrz siebie. Tęsknię, ale nie wiem za czym tak naprawdę. Pewnie było do tej pory tak,ze sobie wszystko idealizowałam w sobie, udawałam,ze jest beauty full. Nie umiałam do końca zaakceptować czegoś, nie wiem czego. W końcu pękłam.
Masz rację, trzeba porozmawiać z terapeutka o świętach.Pamiętam jak w tamtym roku chciała ze mna pogadać o świętach, coś tam mówiłam.....piszę "coś tam" bo nie pamiętam. Chyba wstydziłam się otworzyć przed nią , nie wiem. Hania...ja sie boję mówić o tym co mnie boli, o swoich uczuciach, wstydzę sie rozplakać przy niej. Będę łkała wewnątrz, będzie mni ściskało w gardle, tyle żalu mam w sobie. Napewno masz rację,że to wszystko trzeba przepracować.Bo odczucia moje i uczucia napewno będą się łączyły z "resztą", którą już przepracowałam.

Tak, drażni mnie pokazówka.
Wczoraj była kolęda. Matka dzień wcześniej myła okna wieczorem .....no bo co ksiądz powie.
Ja z tej złości,ze w domu znowu robi nerwową atmosferę zamknęłam się w pokoju, tu lukałam.
Rano wstałam, wyszykowalam się. Przyszedł ksiądz, a oni tacy uśmiechnięci, k.urwa Hania........tragikomedia. Siedziałam w napięciu wśród nich, wszystko takie sztuczne było.Pomyślalam sobie......chłopie, gdybys wiedzial jakie tu hasła odchodza w domu, jakie słowa wypowiadają rodzice, jak klną, jak nas ciągle krytykują (mnie i siostrę), a dzisiaj są tacy grzeczni. Ojciec to wręcz postawa skulonego psa, którego ktoś wyrzucił na mróz, matka uśmiechnięta w swej nerwowości. Rozumiem,że ona moze zyc moimi problemami, czy problemami siostry. Niech w koncu zacznie żyć swoim życiem.Jak ja sie stąd wyprowadzę to nie wiem jak Ona z ojcem będą żyli.Oni nie umieją żyć dla siebie. Niszczą się nawzajem. Ojciec ze swoimi paranojami....ech szkoda mówić. Lękowy w dodatku.
Haniu, coś zaczyna do mnie docierać, ale nie umiem udźwignąć tego na swoich barkach.

A Ty Haniu byłaś zbyt mala,żeby być tak odpowiedzialną za wszystko w swoim wieku, za duża odpowiedzialnością Cię obarczali. Ty nie chciałaś nikogo zawieść. Tak jak maleńka dziewczynka chciałaś,żeby wszystko było tak jak w bajce, takie idealne, niestety przez to wszystko za szybko dorosłaś i Cię to wszystko przerosło. Za poważne emocje na tak małe dziecko. I nie dziwne,że czujesz się skrzywdzona.
Dobrze,ze z Adamem macie taki plan z dziecmi.Acha....i nie kłoćcie się nigdy przy dzieciach!
U mnie awantury były o byle pierdołkę i to przy nas.
Nigdy tego nie pisałam,ale jak sie poklociłam z siostrą, nie wiem ile mogam mieć lat.......z 13, 14, a Ona była ode mnie młodsza o 2,5 roku.....to biłam Ją. Raz ją pobilam szczotką do włosów.
Dlaczego?
W pózniejszym okresie czasu w kłotni potrafiłyśmy się poszarpać, ja np. roztargałam jej sweter, albo potrafiłam otworzyć drzwi z mieszkania i powyrzucać w złosci wszytkie jej rzeczy np. kopyta na buty...ona je kolekcjonowała (dziadek był szewcem). Było to w sytuacjach kiedy ja sprzątałam dom, a jej się nie chcialo w tym czasie.
Teraz do mnie dociera ,ze powielałam schemat mamusi...trzeba sprzątać....czas sprzątania, musi być czysto!
NIe ogarniam tego. Różne wydarzenia z przeszłości teraz wychodzą na jaw i jest mi przykro z tego powodu.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Re: Mój dzisiejszy dzień

przez Agnieszka_1988 28 lis 2010, 17:12
marcja napisał(a):
Agnieszka_1988 napisał(a):Mam iść do klubu dziś :shock:

Boję się... To chyba za wiele, jak na chwilę obecną, a z drugiej strony chcę się bawić!!! :(


I gdzie bylas??? :) Ja w Nine.
Snieg nieco mnie zbil z tropu nie wiedziec czemu, wiec poratowalam sie garscia Validolu ( na inne specyfiki nie mam juz recept i moze to dobrze...) I bylo super:) A jak u Ciebie? :)



Byłam w Desperadosie. Fajnie było :mrgreen: Na początku też ratowałam się Validolem, bo zepsuł się nam samochód w tę śnieżycę, ale dało radę.
Lęki jakieś drobne się pojawiały, ale ogólnie bardzo na plus. Dałam radę :great: No i wódka mnie nieco uspokoiła.
Agnieszka_1988
Offline

Re: Mój dzisiejszy dzień

przez agi114 28 lis 2010, 17:37
Moje wspomnienia ze świąt też nie zawsze są miłe - ojciec alkoholik, później "nieudany" mąż. Czasem ta wigilia była fikcją. A mimo wszystko kocham te święta. Mam przy sobie mamę, brata, syna i wiele osób których ze mną nie ma ale myślę o nich. Może mnie jest łatwiej bo nie chcę żyć przeszłością i potrafię nią nie żyć. Co się stało to się nieodstanie. Teraz moja rodzina stara się, żeby było nam wszystkim dobrze, nie tylko na wigilię. Chyba jestem szczęściarą.
Offline
Posty
355
Dołączył(a)
26 lip 2010, 16:14
Lokalizacja
nad morzem

Re: Mój dzisiejszy dzień

przez Shadowmere 28 lis 2010, 18:17
Monika1974, Nie dziwota,że masz w sobie tyle napięcia,jak caly czas starasz sie byc cacy,idealna,a jeszcze w dodatku mila dla wszystkich.Tak nas byc może wychowano,na grzeczne i miłe kukły,ale w prawdziwym życiu to sie nie sprawdza,a to rodzi frustracje,agresje.Teraz ktos może się oburzac,że tyle we mnie nienawiści,tylko,że to roslo przez lata.Nienawidzę kłotni,konfrontacji,hałasu,ale równie mocno nie znoszę sztuczności,przymusu i autokreacji.Moja terapeutka kiedys zwrocila mi uwagę,że wiele paskudnych rodzinek żyjących na codzien w skrajnej patologii -na święta ma nagle ambicje byc jak z reklamy margaryny.I dziwią się,że nie wychodzi-święta są jak rezonans,podsumowanie,obraz życia rodzinnego.Wszystkie zgrzyty i zalamania widac jak po dodaniu kontrastu.
Jestes na wczesniejszym etapie niż ja?Nie bez wplywu na to pozostaje fakt,że mieszkasz z rodzicami,siedzisz z nimi,w jakims nienormalnym ukladzie i mimowolnie odgrywasz jakąś rólkę.Monika....kiedy sie wyprowadzasz?Z wlasnego miejsca dużo latwiej powiedziec:"Bawcie sie beze mnie,tralala".To,że tluklas siostrę-chyba,że to bylo w żartach,niegroznie-to też jest objaw złości,napięcia,tego co sie dzialo w domu.
Powtarzam-nie mam na mysli takich dzieciecych,zdrowych przepychanek-tylko autentyczne wyżywanie się.Jak to bylo?Jak po latach to oceniasz?
Shadowmere
Offline

Re: Mój dzisiejszy dzień

Avatar użytkownika
przez chojrakowa 28 lis 2010, 19:18
Wariuję.
Bo zjadłam 3 ciastka.
Tarzałam się po podłodze jak głupia, wyjąc K w słuchawkę.
Ze cztery razy leciałam do kibla i zawracałam.
Dałam radę, ale chyba nie mam już siły na nic.
Niech mnie ktoś przytuli...
Ludzie koty chodzą własnymi ścieżkami

NIE KAŻDA NOC PRZYNOSI ULGĘ POWIEKOM

Everything is boring and everyone is a fucking liar
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7318
Dołączył(a)
19 lip 2010, 18:36
Lokalizacja
kraina deszczowców

Re: Mój dzisiejszy dzień

przez Vi. 28 lis 2010, 19:20
chojrakowa, <tulę>
Dasz radę.
Przykro mi, że znowu się źle czujesz.
Vi.
Offline

Re: Mój dzisiejszy dzień

przez Wujek_Dobra_Rada 28 lis 2010, 19:24

:pirate: Co to jest? :mrgreen:
Wujek_Dobra_Rada
Offline

Re: Mój dzisiejszy dzień

Avatar użytkownika
przez *Monika* 28 lis 2010, 19:30
Shadowmere, Wyżywanie raczej nie, ale bicie w złości bo czegoś nie chciała zrobić po mojemu, nie słuchała się mnie. Nie było po mojej myśli.
Mama mnie nie biła jak byłam mała. Jak dorastałam, byłam w LO i kiedy nie radziła sobie z tym,że się jej przeciwstawiałam wpadała we furię i waliła czym popadło, szmatą, paskiem, nie raz reką,ąż ją boała. Raz zatrzymałam jej ręce.

Mieszkam u rodziców po tym jak zostawiłam mojego ex z całym dobytkiem. Nie mieszkałam z nimi 7 lat. To nie układ Haniu, nie miałam dokąd iść, a rodzice mają duży dom.
Już załatwiłam papiery w związku z adaptacją mieszkania, teraz szukanie fachowców, kupowanie materiałów budowlanych i remontowani. Będę miala mieszkanie o powierzchni 43 m kw. Będzie pokój z aneksem kuchennym, łazienka, sypialenka i przedpokoik. Na poddaszu w bloku 2 piętrowym.Blisko do pracy. Bo teraz dojeżdzam.Wszystkie papiery na mnie i tylko na mnie. Wcześniej wszystko było na mojego ex, dosłownie wszystko, nawet samochód, którym teraz jeżdżę dalej jest na niego.
To będzie odrębność. Nigdy nie decydowalam sama tak naprawdę o iluzjo! Patrz ile sprzecznosci we mnie. W życiu osobistym nie decydowałam. W zawodowym decyduję i mam z tego powodu wiele atrakcji emocjonalnych. A w domu u rodziców...wiadomo...nie jestem u siebie więc cieżko mi zaakceptować humor, rozkład dnia,w ogóle atmosferę.
Nie wiem kiedy się przeprowadzę. Szukam kogoś do dachu bo zmieniam jego konstrukcję,żeby powiększyc maksymalnie powierzchnię użytkową, zredukować skosy. Myślałam,że na wiosnę się wyrobię,ale chyba nie zdążę.
Wiesz G chce mi pomóc bo sam chce się odizolować od rodziców. Zrobić umie wszystko oprócz zmiany konstrukcji dachui prądu.A tak umie wszystko.
Tylko oczywiście ja mam znowu obiekcje bo nie wiem czy jak będę sama, z dala od rodziców czy bedę znim. Nie jestem pewna tego co do niego czuję. Nie chcę,żeby pomyslal,że chcę go wykorzystać, a potem wyrzucić. Bo nie wiem co będzie.Nie wiem Haniu czy potrafisz mnie zrozumieć.

[Dodane po edycji:]

chojrakowa, Aniu daj spokój. Ja dzisiaj zjadłam kawalek babki, porcję kołacza, jedne rafaello, to pewnie nie koniec bo do nocy daleko.
Wczoraj kupilam bluzkę o fasone, który przykrywa moje krągłości nabrzuszku. trudno, będzie czas i ochota to schudnę. Pier.dolę to teraz. Nie mam sił na glodzenie się,żeby pieknie wyglądać. Zreszta wieszaków nie lubię. Moglabym poćwiczyc......szybko zrzuciłabym 5 kg, ale motywacji brak.
Nie miej wyrzutów z powodu ciastek. To nic takiego.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do