Rodzina i Bratnia Dusza

Nic związanego z tematami 'nerwica', 'stres', 'depresja', 'psychologia' itd.
W końcu nie tylko psychologią człowiek żyje. ;)

Rodzina i Bratnia Dusza

przez Mrówka 21 cze 2006, 17:14
mam pytanie: czy macie dobry kontakt, wsparcie i akceptację ze strony Rodziny?? Ja nie mam, od dzieciństwa jest źle i to jedna z gł. przyczyn nerwicy.
I drugie pytanie: czy macie tzw. "bratnią duszę" - męża/ żonę, chłopaka/ dziewczynę, który byłby jednocześnie Waszym przyjacielem i powiernikiem, który by Was wspierał ( ja nie mam).
Offline
Posty
94
Dołączył(a)
18 cze 2006, 16:23

przez Smutna... 21 cze 2006, 20:23
Witaj Mrowko. u mnie jest identycznie jak u Ciebie..moja rodzina mnie nie wspiera,a wręcz przeciwnie śmieją się i nie rozumieją mnie a zresztą nikt nie potrafi mnie zrozumieć...wszyscy śmieją się ze słowa nerwica..uważają że ja udaję...nie mam nikogo komu moglabym się zwierzyć pogadać a nawet jeśli są takie osoby to ja nie potrafię im zufać ludzie w moim wieku przeważnie nie mają takich problemów...rówieśnicy nigdy nie akceptowali mnie, w domu były ciągłe awantury, nie miałam gdzie uciec dopóki nie znalazłam forum...gdzie można poznać naprawdę wiele osób i dostać wsparcie i zrozumienie przede wszystkim ktrego tak bardzo nam neurotykom brakuje...
pozdrawiam
Offline
Posty
120
Dołączył(a)
21 kwi 2006, 13:12

przez Angelika 21 cze 2006, 21:22
Moja nerwica takze ma podloze w dziecinstwie ale nie bede sie zaglebiac poniewaz teraz dopiero do tego doszlam po latach meki i terroru psychicznego jaki musialam znosic.Mam 23 lata id od roku jestem mezatka a w tym roku w marcu urodzilam dziecko.Moj maz od poczatku znal historie mojego zycia oraz wiedzial o tym ze mam nerwice.Przyznam iz jest dla mnie duzym wsparciem pomimo iz jestem czasami dla niego naprawde uciazliwa ze swoimi fochami i roznymi natrectwami.Jesli chodzi o reszte Rodziny to tylko tesciowa i tesc mnie rozumieja a reszta nie wie o niczym i tak gram ze wszystko jest ok.Tylko ja i moj maz wiemy co naprawde sie ze mna dzieje.
Angelika
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Mrówka 23 cze 2006, 16:33
No właśnie... gdyby nie problemy w domu, to u mnie nie byłoby nerwicy:( A jak będę mieć trochę czasu to wkleję, co przeczytałam nt dzicińśtwa i rodziny w takiej mądrej książce o nerwicy..tylko zastrzegam od razu, że to nie jest tak "że się karmię i nakręcam" czytając o nerwicy( jak twierdzi moja rodzina) . U mnie jest odwrotniel, im więcej wiem, tym jednak lepiej sobię radzę, bo wiem jak postępować z samą sobą:D Pozdrawiam
Offline
Posty
94
Dołączył(a)
18 cze 2006, 16:23

Avatar użytkownika
przez Hollow 24 cze 2006, 13:43
Nie. Starają się, odkąd wiedzą, że choruję. Ale są obcy.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
312
Dołączył(a)
10 mar 2006, 17:29

przez Mrówka 24 cze 2006, 22:46
A wiecie też, chciałabym poznać faceta, w ogóle marzę o rodzinie i dzieciach, ale to na potem (jak wyleczę nerwicę). W każdym razie już dośc dawno temu rozstałam się z pewnym facetem i teraz chciałabym poznać kogoś nowego. Uważam, że należy być szczerym wobec siebie nawzajem (no nie tak, żeby na pierwszym spotkaniu się spowiadać z całego życia, ale w miarę narastania zaangażowania otwierać się i nie oszukiwać). Niestety coraz bardziej się obawiam, że faceci na dziewczynę, która miała/ ma nerwicę patrza jak na jakiś "wybrakowany produkt". Już kilka razy spotkałam się z sytuacją, że próbowałam coś ogólnikowo wspomnieć, że się wszystkim strsznie przejmuję i stresuję się, nie mogę spać itd i widziałam w oczach tych facetów po prostu strach, a potem urywali znajomość. Może napiszzecie ( zwł. faceci) co o tym myślicie?? No bo nie zamierzam oszukiwać ( schemat, że maż w 2 lata po ślubie się dowie, że miałam takie problemy nie wchodzi w grę), ale obawiam się, że faceci będą bali się ze mną być lub będą mi potem wypominać moje problemy, będą mnie traktowali jako "gorszą".
Cała rzecz w tym,by mieć trochę względów i troski o Innych - Kubuś Puchatek
Offline
Posty
94
Dołączył(a)
18 cze 2006, 16:23

Avatar użytkownika
przez Hollow 24 cze 2006, 22:56
Hm, Mrówka, moim zdaniem dobrze zakomunikować, że wiesz, że pewne rzeczy trudno zrozumieć. Żeby pytał jeśli czegoś nie rozumie do końca.

Ja kilka drobnych objawów ewidentnie nerwicowych bagatelizowałem - idealizując i bojąc się pytać - zamykając sobie drogę do zrozumienia ukochanej osoby, otwierając za to furtkę do dewaluacji.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
312
Dołączył(a)
10 mar 2006, 17:29

przez Marha 24 cze 2006, 23:08
Moim zdaniem nerwica nie zamyka drogi do szczęścia w miłości. Mam nerwicę od ponad roku, mój partner to rozumie, na tyle ile potrafi, stara mi się pomóc choć były i ciężkie chwile. Dwa miesiące temu wzieliśmy ślub, było piękne wesele i w ogóle. Dlatego trzeba uwiezryć w swoje szczęście, bo zawsze będzie czekał ktoś na Ciebie gotowy obdarzyć ciebie prawdziwym uczuciem.
Offline
Posty
98
Dołączył(a)
23 cze 2006, 16:37
Lokalizacja
Koszalin

Avatar użytkownika
przez Sorrow 25 cze 2006, 01:35
Ja mam dobre kontakty z moją mamą, mój były ojciec zdecydował się wspomagać mnie po tym jak po raz drugi nie zdałem do następnej klasy i przeniosłem się do liceum zaocznego.

Co do znajomych, to mam jedną bratnią duszę - znajomego, którego znam już od kilku lat i z, którym się czasami spotykam i dość dobrze się rozumiemy :) .

Co do dziewczyny, to jeszcze nie spotkałem odpowiedniej.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3353
Dołączył(a)
08 cze 2006, 15:38

przez Mrówka 25 cze 2006, 14:36
nie zdałeś przez nerwicę, jeśli mogę spytać?? z po drugie nie rozumiem wyrażenie "były ojciec" - chodzi Ci o byłego męża Twojej Mamy?? No bo chyba nie można być "byłym" ojcem, ojcem chyba jest się do końca życia...nawet jak komuś prawa rodzicielskie odbiorą, to jednak nadal jest chyba ojcem - przynajmniej w znaczeniu bilogicznym...??
Cała rzecz w tym,by mieć trochę względów i troski o Innych - Kubuś Puchatek
Offline
Posty
94
Dołączył(a)
18 cze 2006, 16:23

Avatar użytkownika
przez Hollow 25 cze 2006, 15:08
Mrówka napisał(a):przynajmniej w znaczeniu bilogicznym

To dość marginalne znaczenie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
312
Dołączył(a)
10 mar 2006, 17:29

Avatar użytkownika
przez Sorrow 25 cze 2006, 15:19
Mrówka napisał(a):nie zdałeś przez nerwicę, jeśli mogę spytać?? z po drugie nie rozumiem wyrażenie "były ojciec" - chodzi Ci o byłego męża Twojej Mamy?? No bo chyba nie można być "byłym" ojcem, ojcem chyba jest się do końca życia...nawet jak komuś prawa rodzicielskie odbiorą, to jednak nadal jest chyba ojcem - przynajmniej w znaczeniu bilogicznym...??

Nom, chyba głównie przez nerwicę.
Nie chodziłem do szkoły i w ogóle...

Nie, na szczęście nie byłego męża, moja mama dowiedziała się, że jest zdrajcą (to znaczy, że miał kilka kochanek) jeszcze przed ślubem, więc na szczęście do małżeństwa nie doszło.

Dlaczego były ojciec?
Ponieważ do 12 roku życia robił wszystko, żeby nie płacić alimentów i był bogaty podczas, gdy Ja byłem biedny, potem się z nim pogodziłem.
Potem w miarę się z nim dogadywałem (jak udawało mi się z nim spotkać) i nawet płacił regularnie alimenty i kieszonkowe.

Potem jak miałem coraz większe problemy w szkole i w końcu z powodów problemów z chodzeniem do szkoły przeszedłem do szkoły zaocznej, gdzie nie musiałem codziennie chodzić postanowił mnie zdradzić i przestać płacić mi alimenty.
W ogóle to był zdrajca i człowiek bez honoru a dla takich nie ma miejsca ani w moim sercu ani w mojej rodzinie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3353
Dołączył(a)
08 cze 2006, 15:38

przez Mrówka 25 cze 2006, 21:39
:(
pisząc, że ojcem bilogicznym zawsze pozostanie chodziło mi o to, że jak tłumaczyła pani psycholog na zawsze jesteśmy dziecmi naszych rodziców, nawet jak mamy już własne dzieci, nawet jak nasza mama ma nowego partnera, a nawet jak ten rodzic umrze, to my nadal jesteśmy jego dzieckiem, nie wiem do końća jakie to ma znaczenie psychologiczne, ale generalnie rodzice mają przeogromny wpływ na nasze jestestwo, tacy którzy nas zdradzili i opuścili, niestety też. Poza tym chciałam uściśclić, bo wyrażenie "były ojcieć" jest nielogiczne właśnie dlatego, że jednak zawsze będzie on ojcem, rozumiem już jednak co chciałeś podkreślic, że nie czujeśż się jego dzieckiem, choć bilogicznie nim jesteśk, gdyż ojceim sam CIe jakby odepchnął i nie był tym, kim miał obowiązek dla Ciebie byc( nawet jak nie był męzem Twojej mamy, to miał obowiązki wobec Ciebie i się z nich nie wywiązał, pozostawił Ciebie bezbronnego w pewnym sensie...Rozumiem, to przykre bardzo, współczuję CI
U mnie też nie było wesoło, choć to inna historia
Generalnie cały szkopól polega na ty, by się wyzwolic z tego kręgu mechnizmów i patrzenie na siebie w taki sposób, jaki inni u nas zakodowali.To cały szkopół i to niestety jest trudne, bo czasem nie wiadomo co robic...
Offline
Posty
94
Dołączył(a)
18 cze 2006, 16:23

przez ania30 25 cze 2006, 22:25
Ja mam duże wsparcie w rodzinie , przede wszystkim w mężu który jest osoba bardzo wyrozumialą on ma bardzo dużo cierpliwości znosił prze 10 lat wszystkię te moje jęki i stęki . Mam do niego wielko szacunek. duze oparcie mam również w moim 7 letnim synie który jak sie smucę to przyjdzie łezki mi obetrze przytui i kilka razy dziennie chodzi i wyznaje mi milośc . dla takich chwil warto zyc . Pozdrawiam i zycze powodzenia
życie jest piękne
Offline
Posty
133
Dołączył(a)
07 cze 2006, 18:48
Lokalizacja
polska

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do