zycie na emigracji :)

Nic związanego z tematami 'nerwica', 'stres', 'depresja', 'psychologia' itd.
W końcu nie tylko psychologią człowiek żyje. ;)

zycie na emigracji :)

przez wovacuum 01 paź 2010, 13:24
Dlugo myslalam nad zalozeniem tego tematu.Nie wiem-moze wczesniej braklo mi odwagi?? :twisted:
Pomyslam sobie,ze moglibysmy pisac tutaj o swoich przemysleniach dotyczàcych zycia na emigracji,o zaletach i wadach czyli o tèsknocie za ojczyznà,o relacjach z bliskimi-czy siè zalamujà czy tez wzmacniajà?
Moglibysmy pisac tutaj o kulturze kraju w ktorym obecnie mieszkamy,o miejscach wartych obejrzenia,o tym jak traktujà nas pracodawcy,jakie relacje mamy z obcokrajowcami,moglibysmy np;wrzucac jakies ciekawe zdjècia :D
Jak spèdzamy tutaj swièta,czego nam brakuje??
No i w koncu-jak siè majà nasze zarobki do tych w ojczyznie i czy warto bylo wyjezdzac?
Moze trochè rad-jak bezpiecznie wyjechac do pracy za granicà,pomoc w znalezieniu pracy,mieszkania,ubezpieczeniach??
Myslè ,ze ten temat siè przyda :D
Kochani! jesli ktos powrocil z zagranicy-piszcie jak bylo-co was urzeklo,a co przerazilo czy zniechècilo do dalszego pobytu poza granicami kraju.

zapraszam do dyskusji i przemyslen. :D
wovacuum
Offline

Re: zycie na emigracji :)

przez PhilosophyOfLife 01 paź 2010, 16:25
Bardzo ciekawy temat!Niestety i stety mnie dotyczy.Jak pisalam wczesniej,ze nic procz lepszych zarobkow,lepszej jakosci zycia emigracja duchowo mi nie daje.Czuje pustke emocjonalna.Zero jakichkolwiek pradziwych radosnych chwil.Szczesciem jest wplata na konto i zakupy,nic wiecej.Jestem 4 lata w UK,wczesniej bywalam u rodzinki w US.Wiem co znaczy smak emigracji i tym,ze jak dla mnie sa ta raczej ciemne stron niz te jasne.Istnieje tutaj na zasadzie,,przyzwyczajenia''.Gdy tylko moge zamiasta jechac nad lazurowe wybrzeza,pod palmy ja poprostu wracam do Polski.Mimo,ze Nasz kraj jest tak kontrowersyjny,biedny,pogmatwany to brakuje mi go kazdego dnia.Kazde smaki,zapachy,szczegoly,ktore nie mialy znaczenia w kraju, tutaj osiagaja rozmiar na miare zachwytu.Szukam podobienstw,ktorych malo i jak na lekarstwo.Niektorzy rodacy kpia z Polski,z tego skad pochodza.Dla mnie to jakby wyzbywanie sie swojej czesci,kultury w ktorej sie wyroslo.Oklamywanie samego siebie,aby poczuc sie lepszym.Zawsze otwarcie mowie-tesknie.To Polska mnie uksztaltowala i mysle,ze ,,zrobila'' to calkiem niezle.Kocham wszystko co polskie.Odczuwam wielki sentyment i mam nadzieje,ze keidys nadejdzie taki dzien ,ze wroce.Do mieszkania kupowalam meble,dekoracje tylko z mysla,jak kiedys to pomieszcze w ojczystym domu:)Moze niektorzy sie smieja,zupelnie to ignoruje.Nie chce zycia spedzic zagranica,gdyz bedac tutaj wiem,ze nie byloby ono w pelni takim jakim chce,aby bylo.Jestem osoba na wskros wrazliwa,intensywnie odczuwam emocje,wiec pozostanie tutaj do duchowe samobojstwo.Czuje sie jak Adam Mickiewicz na wygnaniu:)Moze i glupie porownanie,ale dobitne.


Piszcie ludziki!!Tez jestem ciekawa jak to z Waszej strony wyglada!

[Dodane po edycji:]

http://www.youtube.com/watch?v=o4Ma4V-hxW8

czesto wracam do utworu,,Taki kraj'' i poprostu placze.

[Dodane po edycji:]

Bede pisac napewno wiecej i postaram sie odpowedziec na pytania zawarte w poscie autora:)
Natomiast bardzo interesuja mnie odczucia odnosnie powrotu do kraju po kilku latach.Tych co wrocili.Jestem ciekawa Ich odpowiedzi.
PhilosophyOfLife
Offline

Re: zycie na emigracji :)

Avatar użytkownika
przez El Chupacabra 01 paź 2010, 23:25
Jakies 15 lat temu wyjechalem z rodzicami na 2 lata do Rosji. Zwyczajnie wszyscy tesknilismy za krajem. Nauczylo mnie to patriotyzmu, nie docenia sie u nas tego co mamy. Popieram zdanie PhilosophyOfLife.

wola człowieka jest jego niebem
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1052
Dołączył(a)
22 sty 2009, 14:40
Lokalizacja
Gdańsk

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: zycie na emigracji :)

przez fobia 02 paź 2010, 00:05
PhilosophyOfLife, doskonale Cię rozumiem - mimo iż tylko 2 lata byłam w Irlandii to tak samo tęsniłam i odczuwałam to samo. Poza dobrą kasą i zakupami nic mnie tam nie trzymało i jak tylko zebraliśmy dość kasy żeby kupić to co zamierzaliśmy od razu wróciliśmy do Polski i tutaj czuję się naprawdę szcześliwa, mimo iż kasa nie ta. Liczy się by być nie by mieć ;)
Offline
Posty
2243
Dołączył(a)
12 wrz 2008, 01:39

Re: zycie na emigracji :)

przez eufrozyna 02 paź 2010, 00:42
Ja mogę wypowiedzieć się od tej drugiej strony. Moja starsza siostra wyemigrowała razem z mężem i dziećmi cztery lata temu.. Ja do nich latam rzadko, oni w Polsce też bywają rzadko. Na szczęście jest Internet, który pozwala na utrzymanie jakiegoś kontaktu. Pomimo to bardzo oddalamy się od siebie. Rozmawiamy o rzeczach codziennych, o bzdetach. Jest to relacja dość płytka, wcześniej byłam bardzo blisko z moją siostrą, widywałyśmy się często, dużo gadałyśmy, spędzałyśmy ze sobą dużo czasu pomimo tego że już od dawna ze sobą nie mieszkałyśmy…

Światopoglądowo - totalna przepaść. Moja siostra staje się dla mnie obcą osobą, irytują mnie jej poglądy, jej podejście do życia, do pewnych spraw, stała się dość zarozumiałą osobą. Aż wstyd się przyznać, ale kiedy przyjeżdża razem z mężem i dzieciakami do Polski chcę, żeby jak najszybciej wyjechali :oops:

Mówią, że tęsknią, ale ich podróże do Polski stały się raczej taką „ciekawostką” i okazją do „pokazania się” niż podróżą w rodzinne strony spowodowaną szczerą tęsknotą. Czasem przyjeżdżają bo nie wypada nie przyjechać. Zresztą wiem, że nie lubią przyjeżdżać do Polski z powodu wielu różnic (przede wszystkim tych mentalnych), w Polsce nie czują się dobrze, przyzwyczaili się do swojego „nowego” kraju, tam mają swoje życie, swoje sprawy, znajomych…
eufrozyna
Offline

Re: zycie na emigracji :)

przez Symbian 02 paź 2010, 16:25
Wiele zależy od miejsca, które wybierzesz na nowy/tymczasowy dom. Jeśli nie masz nic do stracenia to sobie jedź.
http://www.stronazpromocjami.pl
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
02 paź 2010, 16:17

Re: zycie na emigracji :)

przez wovacuum 02 paź 2010, 16:29
Symbian, a do kogo Ty piszesz ,zeby sobie jechal??? :D
wovacuum
Offline

Re: zycie na emigracji :)

przez słońce_nie_wzejdzie 02 paź 2010, 16:54
Ja, na szczęście, jestem w ojczyźnie. Nie chciałbym jej opuszczać na dłużej niż na kilka tygodni. Nie potrafiłbym.
Jeżeli jesteś szczęśliwy, to oznacza, że zaraz stanie się coś złego albo nie wiesz o czymś istotnym.

Kiedyś chciałem, aby Bóg pomnożył inteligencję otaczających mnie ludzi przez trzy. Ale dowolna liczba przemnożona przez zero, nadal daje zero...
Posty
316
Dołączył(a)
18 wrz 2010, 23:00

Re: zycie na emigracji :)

przez PhilosophyOfLife 02 paź 2010, 17:50
wovacuum, haha:)))dobry jest.Chyba nie wczytal sie w temat:D

[Dodane po edycji:]

słońce_nie_wzejdzie, masz szczescie!Mnie poniekad zmusily problemy w rodzinie do ucieczki.Nastepnie mnie jak i mojego M zwykla ciekawosc nowych miejsc.Widac,teraz:D Ciekawosc do pierwszy stopien do piekla:D Duchowego.Od innych stron materialnych,socjalnych na UK nie mozna narzekac.Tutaj sama z chlopakiem wynajmuje duzy dom z ogrodem.Mamy wszytsko na co napewno w kraju bysmy pozwolic sobie nie mogli.Dobra opieka nad obywatelami,az za bardzo czasami.Ze sluzba zdrowia tylko nie zaciekawie.Zreszta to tez zalezy od sytuacji.Nie ma co uogolniacJednak istnieje cos wiecej jak np niekomfortowa sytuacja emocjonalna.Anglia jest przytlaczajaca,ponura,brudna,smierdzi frytkami i smazona w starym oleju ryba :mrgreen no niestety pochodzenia nie da rady sie wyprzec.Polacy owszem,co niektorzy sa okropni.Przynosza jedynie wstyd,uwazaja sie za lepszych znajac tylko dwa slowa po angielsku.Zenada!Mysla,ze Pana Boga za nogi zlapali.
Swoja sytuacje moge okreslic jednym stwierdzeniem-szczescie w nieszczesciu
Jednakze boje sie wrocic,nie moge narazie,boje sie,ze nigdy nie bede mogla;/wkurzaja mnie nawolywania znajomych-wroc.Gdyz kazdy ma inna sytuacje rodzinna,materialna.Jednak to jest wyzwanie zaczynac wszytsko od nowa.Nie jestem tutaj szczesliwa,ale poki co pragne spokoju.Nie naleze do tych odwaznych-niestety.
PhilosophyOfLife
Offline

Re: zycie na emigracji :)

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 03 paź 2010, 13:08
(Jak zwykle), pomądruję się trochę. :twisted:

Myślę, że jako Polacy jesteśmy niezbyt tolerancyjni. Z jednej strony to przyczynia się do potrzeby łączenia się w większe wspólnoty w poszukiwaniu akceptacji, zrozumienia, jedności, a z drugiej strony to zjednoczenie jeszcze bardziej eskaluje naszą nietolerancję. Na porządku dziennym jest, by widząc na ulicy kogoś "innego" (w kolorowym stroju, włosach, o innym kolorze skóry), przynajmniej kilka osób "odprowadza" "inną osobę" wzrokiem. Wtedy właśnie tworzy się poczucie zjednoczenia, milczące zrozumienie wśród tych "odprowadzających" na zasadzie "my jesteśmy <<normalni>>, a tamten tam to <<inny>>". :roll:
I w podobny sposób postępujemy na co dzień - jednoczymy się przeciw koledze/koleżance z pracy, który dostał/a podwyżkę (lub w szkole, gdy kolega/koleżanka dostał/a lepsza ocenę), jednoczymy się przeciw bogatszemu sąsiadowi - wspólnie zjednoczeni wyśmiewamy "inność", wybijanie się ponad "normę".
Podobnie chyba traktujemy naszych emigrantów - nie pozwalamy im na to, by się zmienili, nie chcemy tego. Oczekujemy, że ktoś, kto został ukształtowany w Polsce, poprzez wspólne zabawy na podwórku, poprzez polską rzeczywistość, poprzez podobną "jedność", później po kształtowaniu w innym środowisku, nadal będzie tą samą osobą, która się nie zmieniła, z którą nadal można rozmawiać na te same tematy... z którą nadal można się "jednoczyć" przeciw komuś. :?

Reasumując: chyba kluczem do tego, czy emigrancka tęsknota za Polską jest ogromna, czy nie, jest oparcie swoich potrzeb akceptacji, zrozumienia, jedności nie o szerokie kręgi znajomych, sąsiadów, rodziny, tylko o najbliższe osoby - męża/żonę, partnera/partnerkę, dzieci - podobnie jak to zrobiły społeczeństwa zachodnie. ;)
Po prostu chodzi o to, by emigranci pozwolili sami sobie, na zmianę tego, w czym wyrośli. Dla jednych będzie to wyrzekanie się siebie, wyrzekanie się własnej kultury, tożsamości, a dla innych nie. I chyba ci pierwsi będą zmęczeni wieczną tęsknotą, poczuciem wyobcowania, a ci drudzy będą szczęśliwi na obczyźnie. :D
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Re: zycie na emigracji :)

przez PhilosophyOfLife 03 paź 2010, 14:02
Dean, radze na poczatek wyjechac tam do kogos,zaobaczyc jak jest i jakbys sie tam czul(mam na mysli UK-to jest naprawde odbiegajacy od Europy kraj)Wlasnie zaluje,ze na poczatek nie zafundowalismy sobie zwyklego urlopu w UK.Byc moze bysmy nie wyjechali na stale.Nie warto nieraz rzucac sie na gleboka wode.
PhilosophyOfLife
Offline

Re: zycie na emigracji :)

Avatar użytkownika
przez linka 03 paź 2010, 14:17
Hmmm moja ciocia wyjechała do Szwecji jakieś...20 lat temu, tutaj nic ją nie trzymało tak naprawdę, nie miała wykształcenia, pracy, męża.....jedynie dwóch małych synów którzy przez pierwszy okres czasu zostali pod opieką babci. Później ciocia ich do siebie zabrała. Czy tego żałuje - powiedziała, ze nie i gdyby miała stanąć drugi raz przed takim wyborem zrobiłaby to samo. Tam państwo zapewniło opiekę jej i dzieciom, było ją stać na mieszkanie, auto, pracowała i uczyła się w szkole języka. Z czasem skończyła tam szkołę średnia i studia I stopnia, ma świetny zawód i pracę, wyszła za mąż, urodziła tam córkę......jest jej tam najzwyczajniej w świecie dobrze, wyższe zarobki, wyższy standard życia - nie jest wyjątkowo bogata, ale stać ją żeby zmienić auto, zrobić remont, wyjechać na zagraniczne wakacje - bez odmawiania sobie czegokolwiek, z rodziną utrzymuje bliski kontakt, ona przyjeżdża tu, my jeździmy do niej, telefony, internet.

Czy ja bym mogła........nigdy nie rozważałam tego tak na poważnie, ale myślę, ze tak.....może nie na stałe...ale na kilka lat.....tylko w jakieś ciepłe miejsce ;)
Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
11446
Dołączył(a)
10 gru 2007, 14:11
Lokalizacja
Rivia

Re: zycie na emigracji :)

przez słońce_nie_wzejdzie 03 paź 2010, 14:36
linka, na dobrą sprawę, to w każdym kraju człowiek może sobie poradzić i żyć na pewnym poziomie. Nie ma znaczenia, czy to jest Szwecja, Polska czy Mołdawia ;)
Jeżeli jesteś szczęśliwy, to oznacza, że zaraz stanie się coś złego albo nie wiesz o czymś istotnym.

Kiedyś chciałem, aby Bóg pomnożył inteligencję otaczających mnie ludzi przez trzy. Ale dowolna liczba przemnożona przez zero, nadal daje zero...
Posty
316
Dołączył(a)
18 wrz 2010, 23:00

Re: zycie na emigracji :)

Avatar użytkownika
przez linka 03 paź 2010, 15:10
słońce_nie_wzejdzie, no nie koniecznie....bo jeszcze nie słyszałam, żeby przyjeżdżającą do Polski imigrantkę z dwójką dzieci, bez pracy, znajomości języka było stać na cokolwiek.

Ona dostała ogromną pomoc socjalną od państwa na początek i dopiero po kilku latach gdy skończyła szkołę i dostała dobrą pracę mogła pozwolić sobie na życie całkowicie na własny rachunek. Państwo pomogło jej zdobyć wykształcenie a do tego czasu pomagało dokładając się do czynszu, dając kasę na dzieci itd.

Nie porównuj poziomu życia Skandynawii do naszego...jeśli o to idzie to jeszcze nam brakuje.........eh, kiedy to u nas stanie się normą, ze młody, 18-19 letni człowiek po szkole idzie do pierwszej pracy a wraz z tym wydarzeniem wyprowadza się z domu i kupuje auto - i stać go na to....w Szwecji to naturalna kolej rzeczy.........

Gdyby wszędzie niezależnie od miejsca pobytu można było osiągnąć taki sam poziom życia tym samym nakładem sił - emigracja byłaby zjawiskiem marginalnym.
Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
11446
Dołączył(a)
10 gru 2007, 14:11
Lokalizacja
Rivia

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do