Szaleniec

Nic związanego z tematami 'nerwica', 'stres', 'depresja', 'psychologia' itd.
W końcu nie tylko psychologią człowiek żyje. ;)

Szaleniec

przez Malleus 31 lip 2010, 02:21
Noc. Gdzieś w Polsce...
Mieszkanie całkiem niezłe aczkolwiek brudne, człowiek, mężczyzna lat około 18 siedział na sfatygowanym fotelu i niepokoił się.
Kiedy przyjdzie ?
Nie przyszła. tego dnia ani następnego. Palił camele praktycznie oddalał jednego od drugiego.
Koty biegały dookoła i okazywały niezadowolenie. To był zły dzień, zły miesiąc i złe życie.
-Jestem niezadowolony, moje życie jest kiepskie i jakieś takie niepoukładane. Powinienem gdzieś wyruszyc , ot wziąc spakowac się i iśc. Powiedział na głos bohater którego możemy nazwac
Synem. Bo każdy jest czyimś synem (z wyjątkiem kobiet które są czyimiś córkami ale jak już było powiedziane nasz bohater jest mężczyzną.)
-Co ja teraz mogę zrobic ? Prowadził kontynuacje swego monologu Syn.
-Możesz się zabic. Odpowiedział na jego pytanie kot, czyniąc z jego monologu Dialog.
-Lepiej nie.Odpowiedział Syn.
-Mam jeszcze sporo do roboty na tym świecie.
- Na przykład ?
Bohater zamyślił się na chwile, po czym odpowiedział:
-Karmienie was. Kot spojrzał na niego z drwiną i rzekł:
-Damy sobie radę, możemy zjeśc ciebie , kiedy będziesz już martwy. Będzie jedzenia na kilka miesięcy, do tego czasu na pewno ktoś zauważy twoją śmierc.
-Jesteś okrutny! Zresztą koty nie gadają. Nie zabiję się.
Syn spojrzał na kota a kot spojrzał na Syna, kot zamilkł a Syn zaprzestał rozmowy ze sobą samym.
Zamiast prowadzenia rozmowy z kotem bądź sobą samym Syn włączył komputer.
Po włączeniu się systemu Syn zobaczył ikonę wiadomości. Kliknął na nią włączając okienko rozmów.
Pod numerem którego nie znał widniała wiadomośc, "Od kiedy jesteś szalony????"
Syn odruchowo odpisał "Osoby używające więcej niż dwóch znaków interpunkcyjnych są niewyżyte i nieletnie." Po czym wyłączył Okno I Program , włączył muzykę i zastanowił się nad
treścią wiadomości.
-Albo jestem szalony od urodzenia albo jestem jedynym normalnym. Stwierdził wzruszając ramionami. Kot tylko patrzył, po chwili drugi się do niego przyłączył.
Gapiły się.
-Czego chcecie, czemu się gapicie ?! Zakrzyknął Syn.
-Czekamy. Odpowiedziały.
-Koty NIE GADAJĄ!
-Skoro tak uważasz...
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
31 lip 2010, 01:32

Re: Szaleniec

Avatar użytkownika
przez Sorrow 31 lip 2010, 02:33
Dobre :D .
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3353
Dołączył(a)
08 cze 2006, 15:38

Re: Szaleniec

przez Malleus 31 lip 2010, 02:36
Dzięki.

[Dodane po edycji:]

obudka była bolesna. Nie dlatego że coś piłem albo brałem.
To jest po prostu bracie poranek. Poranki bywają dobre i złe.
Ten był zły. Bardzo, ale to bardzo zły.
Poniedziałkowy.
Nie, nie mam jakiejś stałej pracy ani nie chodzę do szkoły.
Ale te dwanaście lat edukacji odbiło mi się na zdrowiu.
I poniedziałki zawsze są złe. Tyle.
Wstałem i ruszyłem do łazienki.
Spojrzałem na odbicie w lustrze.
-Nie jestem szalony. Powiedziałem do odbicia.
-Ja też nie jestem. Do zobaczenia stary. Powiedziało odbicie, uśmiechnęło się i poszło w pizdu.
Zapaliłem
Raz.
Dwa.
Trzy.
-ŻE CO KURRRRWAAA ? Wrzasnąłem z całych sił zwęglonych płuc.
-Nie drzyj się. Powiedział ostentacyjnie myjący łapę kot.
-To mój dom i mogę w nim robic co chcę! Odwarknąłem do kota.
-A rób se co ci się podoba. Odpowiedział spokojnie kot.
Uspokoiłem sie i pomedytowałem chwilę.
-Przypominam ci że koty nie gadają. Powiedziałem do niego.
-A czy ja mówię że gadają ? Prychnął kot i odszedł. Do przedpokoju.
Postanowiłem doprowadzić się do porządku.
Ogoliłem się ( co nawiasem mówiąc jest dośc ciężkie kiedy odbicie gdzieś sobie popierdala.)
Wszedłem pod prysznic i umyłem tam zęby. (Zrobiłem dokładnie to co tam jest napisane.)
Wyszedłem spod prysznica, puściłem wodę, rozebrałem się i wszedłem tam ponownie.
Wytarłem się.
Ruszyłem do garderoby.
Ubrałem się.
Ruszyłem do kuchni a tam zrobiłem kawę.
Nad kawą zastanowiłem się, pomedytowałem i zdecydowałem.
Wyjdę dziś do ludzi. Bo inaczej zupełnie oszaleje.
Ruszyłem do zakątka. Na Grodzką. Po drodze Podszedłem do bankomatu,
Włożyłem plastikową kartę do dziury i poprosiłem:
-Poproszę o sto złotych.
Po chwili z innej dziury wysunęły się dwie pięćdziesięciozłotówki.
- Dziękuję. Podziękowałem bankomatowi i odszedłem.
Wszedłem do zaułka na Grodzkiej... A tam "Zakątek"!
Standardowy żart obronny.
Za chwilę tam wejdę i zamówię...
Co zamówię ?
Może kawę ?
Tak! Kawę.
Wszedłem. Popatrzyłem na ładną kelnerkę i powiedziałem:
-Poproszę kawę...

[Dodane po edycji:]

-Będzie 6 zł. Powiedziała.
-Proszę. Podałem jej pięćdziesiątkę.
-Nie ma drobniej ?
-Nie.
Koniec dyskusji. Wziąłem popielniczkę i usiadłem w sali dla palących. Elegancko.
Tylko...
Co do kurwy nędzy robi tu ten królik?!
Namyślając się tak nie zauważyłem kiedy kelnerka przyniosła mi kawę.
-O. Kawa. Pomyślałem sobie.
I wtedy zauważyłem ciastko ! Było na spodku. Mniam !
Sięgnąłem po nie. Już miałem je złapać kiedy nagle królik wskoczył na mój stół i porwał ciastko!
Uciekł. Na zewnątrz. Pobiegłem za nim. Wbiegł do toalety.
Skurwiel.
Wskoczyłem przez drzwi do toalety.
Rozejrzałem się.
Zapaliłem.
Pomedytowałem.
Szczere pole w toalecie ?
Dokładnie naprzeciw mnie Rosło drzewo.
Ciastko nie jest tego warte. Pomyślałem i odwróciłem się na pięcie by powrócić do zakątka.
Przeszedłem przez drzwi...
I zostałem wyprowadzony w pole. Znowu.
Hahahaha...
To nie jest kuhwa zabawne. Drzwi stały w szczerym polu.
-Jak dorwę tego pierdolonego króli.. Wtedy przypomniałem sobie o króliku z "Wyprawy po święty grall."
Nie lubimy królików.
Koniec tematu.

[Dodane po edycji:]

Trzeba więc wymyślec jak się stąd wydostac.
I to szybko, fajki się powoli kończą.
Zapaliłem. Ze zdenerwowania.
Kuhwa. Zostało tylko pięc.
Ruszyłem przed siebie, prosto w szczere pole.
Jest źle.
Idąc zieloną równiną natrafiłem na drogę brukowaną białymi kocimi łbami.
Które miauczały.
Do diaska !
To były PRAWDZIWE kocie łby.
Zapaliłem, zostały tylko cztery papierosy.
Przy takiej ilości abstrakcji, wyglądającej jakby sam Brancusi przyłożył do nich dłuto będę potrzebował mnóstwo fajek.
Ruszyłem drogą. A raczej obok drogi gdyż bałem się nadepnąc na koty.
Koty wyzywały mnie od debila i zachęcały do wejścia na trakt.
Nie wolno ufac halucynacjom. Bez awantur i bez trosk.
Szedłem dalej jakieś pół godziny.
Kolejny papieros.
Noż ja pierdziele.
W oddali zaczęły majaczyc mi jakieś drzewa.
Jak są drzewa to może tam byc sklep.
A w sklepie... Papierosy!
Ruszyłem z zdwojonym tempem.
-Jeżeli tam jest sklep to kupie fajki i dowiem się czegoś o tym króliku...
Może gdzieś tam znajdę święty granat ręczny.
Drzewa wydawały się byc coraz bliżej.
Byłem już tuż tuż.
Doszedłem do pierwszego drzewa.
Zapaliłem, już zupełnie spokojny.
Na drzewach rosły paczki papierosów.
Wszedłem więc w nikotynowy Gaj.
Po zebraniu kilku kartonów rozejrzałem się dokładniej po Gaju.
Było to miejsce gdzie mgła nigdy nie opadała,
powietrze pachniało tam siarką i dymem papierosowym.
Co jakiś czas słyszałem oddalone staccato gitarowe na
przemian z frullato bodajże...Saksofonu ?
Po pewnym czasie, gdy szedłem obok ścieżki przynajmniej 15 min
usłyszałem wszystkie instrumenty.
Grany gatunek zmienił się na jazz.
Wyraźnie można było usłyszec jak gra Delikatna jazzowa perkusja i
kontrabas. Ruszyłem w kierunku muzyki.
Nagle wszedłem do równie co gaj zadymionej sali,
nie było to olbrzymie miejsce. Znajdowało się tam kilka
drewnianych stolików i krzeseł ściany były ceglane.
Na końcu sali znajdowała się scena.Siedziało w niej dwanaścioro ludzi.
Z czego 6 osób siedzących przy stolikach nie miało twarzy.
Posiadali je natomiast muzycy i dwie osoby siedzące przy scenie.
Ruszyłem w kierunku stolika.
"altera mutabilis amicus" (nie jestem pewien co do dosłownego tłumaczenia
ale jest to coś podobnego do "Druga zmiana przyjacielu) zakrzyknął do mnie starszy pan palący fajkę przy stoliku. Po chwili wstał, wziął saksofon ze stojaka przy scenie i zaczął swój popis. Powoli zatracałem się w muzyce...
Zasnąłem
Pobudka była bolesna. Nie dlatego że coś piłem albo brałem.
To jest po prostu bracie poranek. Poranki bywają dobre i złe.
Ten był zły. Bardzo, ale to bardzo zły.
Jak nazywało się to coś z Matrixa... Takie uczucie powtórki...
Był wtorek.
Rozejrzałem się po pomieszczeniu w którym przyszło mi spać.
Coś tu jest nie tak.
To nie jest moje łóżeczko.
I nigdzie nie widzę mojej owsianki.
Zapaliłem.
Pomieszczenie było nie za duże, obskurne i miało taki stary kosz na którym zawsze pisano adres i nazwę ulicy.
Dziwne.
Postanowiłem wyjść. Dalej znajdowały się stoliki i krzesełka.
Wszystko jasne. To jest jakaś kawiarnia albo bar.
Albo kawiarniobar.
Tak sobie rozmyślając omal nie wpadłem na drobną staruszkę krzątającą się przy stolikach.
-Przepraszam bardzo panią ! Powiedziałem.
-Nic się ,kawalerze nie stało. Odpowiedziała.
Elegancko.
-Czy można prosić o kawę czarną ?
-Już podaję. Powiedziała i wskazała mi stolik przy którym miałem usiąść.
Z głośników dobywała się przyzwoita muzyka. Zapach kawy i papierosów rozchodził się po pomieszczeniu,
a ciepłe wiosenne słońce wpadające przez okno ocieplało mi twarz.
Milusi.
Przy stoliku obok siedział...
Nie kto inny jak królik.
A było tak miło.
Zapaliłem.
I powiedziałem do tego długouchego bękarta:
-Już mnie nie nabierzesz na swoje szczwane sztuczki długouchy bękarcie.
Spojrzałem na niego z satysfakcją, i czekałem na odpowiedź.
Która nadeszła natychmiast.
-Już cię mam na swoim miejscu, synku.
Czyżbym miał przesrane ?
Królik założył łapę na łapę i rzekł:
-Czy nie chciałbyś dołączyć do naszej organizacji ?
Moja twarz musiał w tej sekundzie przypominać koparkę która właśnie nabiera ziemie czy tam żwir,
gdyż królik nie powiedział nic więcej wyciągnął tylko paczkę mentolowych slimów i zapalił.
Zapaliłem i ja.
-Czy mogę powiedzieć "nie"? zapytałem.
-Tak. odpowiedział (nadal nie wiem jak królik może gadać albo palić.)
-No to nie.
-Dlaczego ? Pytaniem tym wytrącił mnie z równowagi. Nie widziałem dlaczego.
-Bo wciąż Jej szukam. Zdanie to wypowiedziałem automatycznie. Nawet nie myśląc.
-Myślisz synek że tu Ją znajdziesz ?
-Tu ? Czyli gdzie ? Byłem w szoku. Gadające zwierzęta to jedno. Ale palące ?
-Na równoległym Kazimierzu. Odpowiedział patrząc mi przy tym głęboko w oczy.
Aha. Równoległy Kazimierz. Spoko. Chyba prędzej zmienię się w kaktusa.
Hahahahaha...
O /cenzura/.
Patrzyłem jak moje ręce powoli stają się zielone.
-Masz co chciałeś synek. Powiedział jakoś tak niewyraźnie Królik.
Mam PRZESRANE !
Kurwakurwakurwakurwakurw...
..a ?
W tym momencie wszystko do okoła zmieniło się.
Wszystko było zamazane, tępe i za mało zielone.
Mój umysł popadł w otępiający stan pół-snu.
Wody.
Wody.
Słońca.
Wody.
Sekundy, nie, godziny, dłużej chyba, Dni ?
Raczej lata później królik odezwał się:
-Chyba już ci starczy.
I wtedy poczułem jak wszystko zielenieje , wyostrza i staje się wyrazistsze.
Niekoniecznie w tej kolejności.
-Czy będziesz dla nas pracował ? Zapytał się królik.
-Czy mogę powiedzieć "nie"? zapytałem.
-Tak. odpowiedział (nadal nie wiem jak królik może gadać albo palić.)
-No to nie.
-Dlaczego ? Królik wydał mi się zirytowany. Zapalił kolejnego papierosa. Więc i ja zapaliłem.
Od odpowiedzi wyratowała mnie kelnerka.
Podeszła i powiedziała:
-Kawa dla Pana.
-Dziękuję bardzo odpowiedziałem i szybkim ruchem sięgnąłem po ciastko.
Połknąłem je i z wyzywającym uśmiechem popatrzyłem na królika.
-Tym razem ci się udało synek.
-Ok. Przejdźmy do konkretów. Co będę miał jak zacznę dla was pracować ?
-Odzyskasz ją. Odzyskasz swoją normalność.
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
31 lip 2010, 01:32

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Szaleniec

Avatar użytkownika
przez chojrakowa 01 sie 2010, 01:58
Będziesz mi to wysyłał do świrów poleconym. 8)
Ludzie koty chodzą własnymi ścieżkami

NIE KAŻDA NOC PRZYNOSI ULGĘ POWIEKOM

Everything is boring and everyone is a fucking liar
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7308
Dołączył(a)
19 lip 2010, 18:36
Lokalizacja
kraina deszczowców

Re: Szaleniec

przez Malleus 01 sie 2010, 02:33
Tego już raczej nie. Bo właśnie skończyłem.

Oniemiałem.
Zbaraniałem.
Oszalałem.
Skąd on wiedział że od prawie dziewiętnastu lat Jej poszukuje.
Gdy tylko wyjrzałem z łona matki wiedziałem że czegoś mi brakuje.
Jakiegoś kawałka duszy.
Tego odpowiedzialnego za rozmowy z znajomymi, towarzyskie spotkania i chęć ustatkowania ?
Czyżby ten pierdolony królik mnie obserwował ?
A może jest tylko wytworem mojego robaczywego mózgu ?
Normalność- brzmi to tak pięknie.
Tak... Normalnie ?
Marzenia.
-Co... Co mam zrobić ? Powiedziałem do Tego Pieprzonego Białego Królika.
-Musisz coś stworzyć, cokolwiek. Odpowiedział TPBK.
-Że co ? Zapytałem, zbliżającą moją żuchwę niebezpiecznie blisko stolika.
-Najlepiej napisz. Książkę ? Opowiadanie ? Wiersz ?
Do głowy przyszedł mi głupi wierszyk.

Jestem szalony.
To mój gest obronny.
Piję kawę
Zjadam strawę.
Palę fajki
I czasem zdejmę komuś majtki.

Hahahaha...
Głupie jak sałata.
Napisz opowiadanie.
Tylko to kołatało mi się po głowie.
Napisz opowiadanie.
Kryminał ?
Horror ?
Fantazy ?
SF ?
Makabreska.
Prosta, szalona i piękna.
To będzie dobre.
Wszedłem do domu.
Koty martwe.
Prądu nie ma.
Jeszcze brudniej niż zwykle.
Wciąż nie mam odbicia.
Jestem szalony.
Odzyskam normalność.
Wygrzebuje maszynę do pisania.
"Człowieeku, przecież wiesz kto na niej pisał." kołata mi się po łbie.
Piszę.
Kończą się papierosy.
Nieważne.
Martwe koty nie gadają ale za to bardzo śmierdzą.
Nieważne.
Napiłbym się...
Takiego koniaczku, wódki czy jakiegoś innego alkoholu.
Nieważne.
Piszę.
Nigdy nie byłem dobry w pisaniu.
Ale to ma być cokolwiek.
Makabreska. Brzmi to tak pięknie.
Piszępiszępiszępiszękurwapiszę !
Czuje jak moje szaleństwo przelewa się na papier.
I zaczynam czuć jakiś zapach.
Kurz ?
Zgnilizna ?
Padlina ?
Tanie perfumy ?
Stary materiał ?
Tak.
Jedno wielkie, potężne "Tak".
Taktaktaktaktaktiktaktiktaktiktak.
Zegar i klawisze.
Skończyłem.
Kilkanaście-kilkadziesiąt stron.
Ładnie.
Wchodzę na stół, czując jak wypełnia mnie euforia.
Zapach jest teraz bardzo wyraźny.
Nadchodzi Ona.
Normalność.
Otwieram okno.
Krzyczę z całych sił.
Słyszę szelest.
To Ona.
To Królowa.
Normalność.
Odwracam się.
Idzie.
Kaczym chodem.
Brzydka.(właściwie nie brzydka tylko normalna.)
Stara jak świat.(Nie przesadzam!
W kiedyś- białej sukni.
Nie.
To nie może być normalność.
Taka zwykła i odpychająca.
Nie.
Przykucam jak pantera szykująca się do skoku.
Ona wyciąga rękę.
-Jeżeli tak ma wyglądać normalność... T wolę być szaleńcem. Mówię ochrypłym głosem.
I skaczę.
Do tyłu.
Przez okno.
Śmieję się.
Jest to śmiech szaleńca.
Patrzę w dół.
Jest tam TPBK.
I dziura.
Ciemna dziura w ziemi.
TPBK patrzy na srebrny zegarek-cebulę.
Dziura się zbliża,
Ha.
Haha.
Hahahahhahahahahah!
Zapaliłbym.


No. I to by było na tyle.
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
31 lip 2010, 01:32

Re: Szaleniec

przez eufrozyna 01 sie 2010, 02:55
cóż mogę napisać.. mocne, niebanalne :smile:
eufrozyna
Offline

Re: Szaleniec

przez Malleus 01 sie 2010, 02:56
Dziękuję bardzo ^ ^
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
31 lip 2010, 01:32

Re: Szaleniec

Avatar użytkownika
przez Sorrow 01 sie 2010, 11:21
Niezły hardkor :D .
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3353
Dołączył(a)
08 cze 2006, 15:38

Re: Szaleniec

przez shadow_no 06 sie 2010, 17:59
Schiza niezła. Ale przyjemnie się czyta.
Zapraszam do sklepu z odzieżą damską i torebkami.
Offline
Założyciel / Administrator
Posty
4758
Dołączył(a)
13 lip 2005, 01:45
Lokalizacja
Częstochowa

Re: Szaleniec

Avatar użytkownika
przez Majster 07 sie 2010, 07:19
Faktycznie, dryg ma. Ale pewnie nie chodzi mu o popisywanie sie slowem, od tego są inne fora, mysle, ze uklada pytania i oczekuje odpowiedzi. Problem w tym, ze nie chce sie odslaniac i ubiera tresc w fabułę, ktora nam sporo przyslania. Pozdrawiam ;)
K.Vonnegut: "Rozmawiając ze mną wcale nie musisz być świrem... Ale miałbyś dużo łatwiej!"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1859
Dołączył(a)
04 gru 2009, 18:24
Lokalizacja
Miasto korków pozbawione

Re: Szaleniec

przez Malleus 13 sie 2010, 20:02
@Majster W sumie masz rację... Ale nie chodzi o to że nie chcę się odsłaniac... Ja poprostu za bardzo nie umiem wyrazic tego co mnie gnębi... Chyba sam tego nie rozumiem.
I dziękuję wszystkim.
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
31 lip 2010, 01:32

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 11 gości

Przeskocz do