O kotku :D

Nic związanego z tematami 'nerwica', 'stres', 'depresja', 'psychologia' itd.
W końcu nie tylko psychologią człowiek żyje. ;)

O kotku :D

przez capone 20 gru 2009, 23:44
Uprzedzam to nie moja historia ale warto tu pokazać bo mnie rozbawiła do łez


Posiadam.

Wróć. Moja żona posiada kota, rasy kotka, rasy czarnej, rasy ze schroniska, rasy małe kocie.

Guzik by mnie to obchodziło gdyby nie fakt, że jest małe, że chodzi to to bez przerwy za mną i trzeszczy- a to na ręce, a to żreć, a to trzeszczy dla samego trzeszczenia zupełnie jak jej pani. Generalnie pogłaskać mogę, kopnąć jakąś rzecz która leży na ziemi żeby kot za nią biegał też, niech chowa się zdrowo do czasu aż raz zapomnę zamknąć terrarium i zajmie się nim mój wąż, reszta to nie mój problem.

Ale do czasu. Staje się to moim problemem gdy moja współmałżonka udaje się w celach służbowych gdzieś tam na ileś tam. I spada na mnie karmienie wyprowadzanie i sprzątanie po tym całym tałatajstwie. Jako, że to zawsze lekko olewam i robię wszystko w ostatni dzień przed powrotem małżonki- nie nastręcza mi to wiele problemów.

Kot jest od niedawna i od niedawna jest nowy zwyczaj- niezamykania łazienki, gdyż w niej znajduje się urządzenie zwane potocznie kuwetą, do którego kot robi to samo co ja w toalecie, czyli wchodzi i może spokojnie pomyśleć.

Mnie jednak uczono całe życie zamykać te cholerne drzwi do łazienki za sobą, więc stale żona mi trzeszczała, że kot tam nie może wejść i „myśleć”. Ja jestem stary i się nie nauczę, poza tym mieszkam tu dłużej niż ten kot, sam dom stawiałem, moje drzwi, mój kibel, wypierdalać więc. I postawiłem na swoim. Od jakiegoś czasu kot chodzi do toalety razem ze mną. Jak nie ma małżonki to musi zazwyczaj czyhać na mnie albo miauczeć coby przypomnieć, że trzeba mu łazienkę otworzyć, bo jak jest żona to ona ma już w biosie zaprogramowane- ja wychodzę i zamykam, ona idzie i otwiera, żeby kot mógł wejść- taka technologia po prostu.

Czasem kot skacze na klamkę ale ma jeszcze zbyt małą wyporność i zwisa na niej bezradnie. Jednak jak moja żona będzie nadal go tak karmić- to w szybkim tempie będzie za każdym razem klamkę upierdalał- a wtedy wiadomo- wąż.

Dobrze więc- uporządkuję- żona- delegacja, ja praca- wracam, wchodzę do domu, kot przy drzwiach do łazienki skwierczy, bo jak wychodziłem to zamknąłem za sobą. Ok, kotku mnie się też chce. Idziemy razem- ja toaletka, okienko uchylam, papierosik (bo żona będzie za trzy dni- więc spokojnie wywietrzę) kotek swoje, ja przez okienko spoglądam, jest cudnie. Kotek wskakuje na kaloryfer na parapecik i patrzymy razem przez okno. No cudnie. Kot skończył dawno, ja teraz, pet do muszli, spuszczam wodę, a ten mały skurwiel jak nie śmignie i sru za tym petem z tego parapetu i do kibla. Zakręciło nim dwa razy i kota nie ma. Nawet nie zdążył miauknąć. No ja /cenzura/. Nie ni /cenzura/ to niemożliwe jest. Przecież nawet taki mały kot jest /cenzura/ za duży- żeby przejść tym syfonem.

Ale słyszę tylko pizdut- oż /cenzura/ no to nie mogło mi się zdawać- coś ciężkiego poszło w pion. /cenzura/ wszyscy święci w trójcy jedyny Boże, ukazali mi się przed oczami. Kot /cenzura/ popłynął wprost w odmęty prawego dopływu królowej polskich rzek. Lecę /cenzura/ na dół do piwnicy- choć może powinienem od razu do schroniska- zanim wróci moja żona- nie ma wafla, znajdę jakiegoś małego czarnego skurwiela z białą krawatką, nie było jej kilka dni może się nie połapie.

Ale /cenzura/ – najpierw do piwnicy- zbiegam po schodach, słucham coś drapie w rurze, pion kawałek płaskiej rury, miauczy- jest /cenzura/, żyje i nie poleciał do sieci miejskiej. Nawet jak teraz zdechnie- to /cenzura/ przynajmniej będę miał jego truchło i powiem, że kojfnął z przyczyn naturalnych albo tylko lekko nienaturalnych, bo przecież mi baba nie uwierzy za /cenzura/ trefla, że kot sam wpadł do kibla. Ale na razie drapie i żyje. Znalazłem taki wziernik gdzie można zaglądnąć do tej rury i wołam. Kici kici. Ni /cenzura/, nie przyjdzie, wołam, wołam, a ten /cenzura/ głąb zamiast przyjść do mnie to /cenzura/ chce iść tam skąd przyszedł czyli do góry w pion. Ja go wołam a on do góry drapie. I udrapie, udrapie kilkanaście centymetrów i zjazd w dół.

No pojebało i mnie, że tu stoję i jego (kota) Tak przez pół godziny. Prosiłem, wołałem, błagałem, groziłem, wabiłem żarciem- i ni chuja- uparł się i nic tylko rurą do góry z powrotem do kibla. Za daleko, żeby włożyć rękę, grabie czy cokolwiek. Jedyna metoda- fight fire with fire- ogień zwalczaj ogniem. Zatkałem tą rurę przy wzierniku deszczułkami którymi używam na podpałkę do kominka, żeby kot nie popłynął już nigdzie dalej i z buta na górę do kibla- geberit i woda w dół- bombs gone. I bieg do piwnicy.

Po drodze słyszę jak się przewala po rurach- podziałało.

Wbiegam do piwnicy i /cenzura/ koniec świata. Nie ma moich deszczułek- no może z jedna, cała prowizoryczna tama poszła w /cenzura/ i kota też nie słychać już.

Ja /cenzura/. /cenzura/ gdzie ta rura teraz idzie- coś mi świtnęło, że kanalizacja w ulicy, dom od ulicy ze 30 metrów- może nie wszystko stracone i gdzieś się zwierzak zatrzymał po drodze. Biegnę na ulicę, jest studzienka- mam nadzieję, że to od mojego domu.

Ni cholery jej nie podniosę. Ciężka jak szlag i nie ma za co chwycić. Powrót do domu i pogrzebacz od kominka, tym może uda się to podważyć. Ni cholery- najpierw ugiąłem, potem złamałem żelastwo. Myśl auto stoi na ulicy- mam pas do holowania, może uda się to szarpnąć. Hak, pas, wsteczny- poszło aż zakurzyło.

Po jaką cholerę takie te wieka robią ciężkie.

Smród jak cholera ale złażę tam- ciemno jak w dupie, rura jest, wygląda, że idzie od mojego domu. Latarka. /cenzura/ mam w aucie, chujowa ale może starczy.

Włażę po raz drugi- smród mnie już nie zabije- przywykłem po chwili. Zaglądam i jest oczyska mu się tylko świecą. I znów ta sama bajka. Kici, kici, kici, a ten mały skurczybyk spierdziela w drugą stronę. No ja /cenzura/. Szlag mnie trafi. Długo tu nie wysiedzę, jest zimno, śmierdzi a na dodatek ktoś mi zwali tą pokrywę na łeb i moje problemy się skończą jak nic. Nie chcesz po dobroci, to będzie po złości.

Do domu, po brezent. Wyłożyłem dno studzienki tak by mi nie wpadł głębiej. Zużyłem wszystkie, taśmy samoprzylepne, plastry żeby nie wpadł do głównej nitki kanalizacyjnej. Zaglądam co chwilę do rury ale słyszę tylko miauczenie i nic nie widzę. Poszedł gdzieś wpizdu. Jeszcze tylko trójkąt, żeby nikt się w tą otwartą studzienkę nie wpierdolił bo na ulicy ciemno.

Sąsiad kurwa- ciekawski, widziałem żłoba jak patrzył przez okno, jak próbowałem pogrzebaczem podnieść wieko. Nie przyszedł pomóc a teraz /cenzura/ złamany stoi i się dopytuje.

Co mam mu /cenzura/ powiedzieć? Że przepycham kotem kanalizację?

Idźżesz w /cenzura/ pacanie. Powiedziałem mu w końcu, żeby poszedł do domu i pozatykał sobie też wszystkie otwory bo na początku osiedla była awaria i wszystkie ścieki się wracają i wybijają w domach- a ten baran się przestraszył, poleciał i przed swoim domem siłuje się z pokrywą. Niech ma za swoje.

Wracając do kota- bo menda tam siedzi i nie chce wyjść. Mam wszystko gotowe- więc do domu, jedna wanna, druga wanna, koreczek i napuszczam wodę. Papierosik i czekam pod studzienką bo nuż mu się zmieni i wyjdzie dobrowolnie.

/cenzura/ drugi sąsiad przyszedł- po pięciu minutach następny odmyka wieko, teoria samospełniającej się przepowiedni działa- /cenzura/ ludzie to są barany.

Idę do domu, obie wanny pełne, ognia- spuszczam wodę z wanien i dokładam dwa spusty z dwóch spłuczek z domu. Nie ma /cenzura/ to go musi wygonić albo utopić.

Lecę na ulicę, woda wali na brezent aż huczy a tego skurwiela dalej nie wylało z kąpielą.

/cenzura/ mać- urwało się wszystko w pizdu i popłynęło, bo ileż to utrzyma tej wody. Brezent, taśmy, plastry, sznurki- w chuj- jak się to gdzieś przytka to będę miał przejebane.

Znowu do domu po drugi pogrzebacz bo trzeba zamknąć ten pierdolony dekiel.

Wchodzę- a ten skurwiel kot tarza się w sypialni po łóżku. No ja /cenzura/! Jak on /cenzura/ wyszedł- którędy? Ano /cenzura/ wziernikiem w piwnicy- zostawiłem otwarty. Ja /cenzura/ stoję i marznę a ten gnój tarza się w mojej pościeli. Zajebie. Przerobię na pasztet. I jeszcze z radości włazi na mnie. /cenzura/ mać. Przynajmniej kuleje.

Straty- zajebane łazienki, w obu przelała się woda z wanien, zajebana piwnica- bo zostawiłem otwarty wziernik i duża część wody poleciała na piwnicę. Pościel w sypialni do wyjebania, brezent z reklamą firmy- poszedł w /cenzura/, latarka- w /cenzura/, pogrzebacz w /cenzura/.

Afera na ulicy jak /cenzura/.


Popłakałem się ... :D
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
28 lip 2009, 12:51

Re: O kotku :D

Avatar użytkownika
przez ALEKS*OLO 20 gru 2009, 23:58
Ja sie popłakałam , posikałam ...normalnie przech*j :lol: :lol: :lol: :lol: :lol:
"Kobiety i koty zawsze będą robić to, co chcą, a mężczyźni i psy powinni się zrelaksować i powoli oswajać z tą myślą."

"Panować nad sobą to największa władza" - Seneka
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
2384
Dołączył(a)
01 mar 2008, 00:25
Lokalizacja
Śląsk

Re: O kotku :D

Avatar użytkownika
przez Donkey 30 gru 2009, 10:47
Dobre :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2081
Dołączył(a)
03 maja 2009, 16:14
Lokalizacja
Poznań

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: O kotku :D

przez magdalenabmw 30 gru 2009, 18:38
Kurcze, mój kot takich pomysłów jeszcze nie ma :smile:
magdalenabmw
Offline

Re: O kotku :D

Avatar użytkownika
przez Majster 30 gru 2009, 18:39
Bo jako kobieta nie wrzucasz kiepów do muszli i zamykasz pewnie klape i nie dajesz mu szansy ;)
K.Vonnegut: "Rozmawiając ze mną wcale nie musisz być świrem... Ale miałbyś dużo łatwiej!"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1859
Dołączył(a)
04 gru 2009, 18:24
Lokalizacja
Miasto korków pozbawione

Re: O kotku :D

przez magdalenabmw 30 gru 2009, 18:56
Majster napisał(a):Bo jako kobieta nie wrzucasz kiepów do muszli i zamykasz pewnie klape i nie dajesz mu szansy ;)


Nie wrzucam kiepów bo nie palę, zamykam klapę i mój kot nie zbliża sie do mojego kibla, ma taką kosmiczną kuwetę całą zakrytą co ma tylko drzwiczki i szczerze mowiąc świata poza nią nie widzi - może tam kopać cały boży dzień -więc nie mam tego problemu :mrgreen: Ale z tymi drzwiami to prawda jest- mój facet wiecznie zamyka a ja wiecznie otwieram 'bo kotkowi może sie chcieć pomyśleć :mrgreen: '.. No i też ciągle łazi i skrzeczy, a do tego jest syjamem które są znane z tego że dużo skrzeczą więc możecie sobie wyobrazic...
magdalenabmw
Offline

Re: O kotku :D

Avatar użytkownika
przez miauuu 05 sty 2010, 21:12
kotki rzondzom
Avatar użytkownika
Offline
Posty
59
Dołączył(a)
06 kwi 2006, 15:54
Lokalizacja
śląsk

Re: O kotku :D

Avatar użytkownika
przez *Wiola* 05 sty 2010, 21:48
A moje lubią z kibelka się napić czasami, więc też nie zamykam:)
Avatar użytkownika
Offline
Moderator
Posty
18127
Dołączył(a)
10 lis 2009, 14:14

Re: O kotku :D

przez magdalenabmw 06 sty 2010, 14:57
A widzieliście takie coś?
(uwaga -nie dla wrażliwych!!!):

http://www.youtube.com/watch?v=_ug7WEUxH68

A tu mój ulubiony :mrgreen: Omen!:

http://www.joemonster.org/filmy/21535/T ... _mi_dobrze
magdalenabmw
Offline

Re: O kotku :D

przez Nortt 07 sty 2010, 16:59
Zaraz mnie zlinczujecie... Bo powiem że nie lubię kotów. Chodzą takie bez celu, po dupie się liżą, śmierdzą, a kocie kupy wydzielają najgorszy fetor jaki jest mi znany....i do tego irytująco pomiaukują i ciągle chcą jeść, są bezczelne, nawet do gara potrafią wskoczyć. Ja tam wole kejtry od kotów ^^
Nortt
Offline

Re: O kotku :D

Avatar użytkownika
przez Majster 07 sty 2010, 17:01
O toksoplazmozie bylo dodać...
I tasiemcach, serio...
K.Vonnegut: "Rozmawiając ze mną wcale nie musisz być świrem... Ale miałbyś dużo łatwiej!"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1859
Dołączył(a)
04 gru 2009, 18:24
Lokalizacja
Miasto korków pozbawione

Re: O kotku :D

przez Nortt 07 sty 2010, 17:04
racja, racja koty przenoszą tasiemca Bąblowcowego!!
Nortt
Offline

Re: O kotku :D

przez magdalenabmw 07 sty 2010, 20:08
Dlatego z kotami trzeba co 3 miesiące iść do weta po tabletkę na odrobaczenie, aż nie skończą roku życia. Nalezy też raz w tygodniu wyparzyć wrzątiem miskę kota i często zmieniać piach w kuwecie.
I wtedy tasiemce nie grożą.

-koty nie śmierdzą, same sie myją dbając o higienę, poza tym dwa razy w roku można je wykąpać
-miauczą tylko jak sie cieszą/wkurzają/są głodne- czyli jak człowiek
-ludzie też sobie nawzajem dupy liżą i nikt z tego nie robi problemu <a kota sie czepiają>
-są bezczelne bo to indywidualiści, a do garów nie skaczą jeśli od małego sie ich tego nauczy że nie wolno
-kocie kupy nie śmierdzą aż tak jesli kupi sie dobry piasek (ja mam ściółkę leśną) i zamkniętą kuwetę z drzwiczkami

:smile:
magdalenabmw
Offline

Re: O kotku :D

Avatar użytkownika
przez *Wiola* 08 sty 2010, 00:42
="magdalenabmw"
-ludzie też sobie nawzajem dupy liżą i nikt z tego nie robi problemu <a kota sie czepiają>

:D Brawo Magdalena

Dodałabym jeszcze ,że w temacie smrodu też ludziom nie dorównują:P koty nie mają żadnego zapachu, a pies myty nawet codziennie ma swój specyficzny smrodek.

Co do bąblowca to trzeba zjeść kupkę żeby się nim zarazić, częściej można złapać jedząc niemyte owoce leśne niż od kota w domu.
Avatar użytkownika
Offline
Moderator
Posty
18127
Dołączył(a)
10 lis 2009, 14:14

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do