Depresja kontra Bog.

Nic związanego z tematami 'nerwica', 'stres', 'depresja', 'psychologia' itd.
W końcu nie tylko psychologią człowiek żyje. ;)

Re: Depresja kontra Bog.

Avatar użytkownika
przez madseason 07 gru 2009, 12:39
ee tam. nie łączyłabym jednego z drugim. to sugerowałoby, że ludzie wierzący nie mają problemów ze sobą. nobody's perfect ;P
auf der verzweifelten Suche nach meinem wahren Selbst...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
814
Dołączył(a)
05 cze 2009, 20:41

Re: Depresja kontra Bog.

przez polakita 07 gru 2009, 13:04
Nie mówię że nie mają, ale łatwiej im jest znaleźć punkt zaczepienia i drogę do wydrowienia, mają więcej siły i motywacji - tak myślę. Od kiedy "wierzę" (chodzę do Kościoła), przestałam myśleć o tym że lepiej byłoby już nie żyć. Jako przykład.
polakita
Offline

Re: Depresja kontra Bog.

Avatar użytkownika
przez madseason 07 gru 2009, 13:29
a mnie w kościele odpowiada tylko zapach starego drewna. nie czuję się dobrze na mszy i mi to nie pomaga. wyciszyć się idę gdzie indziej. wiarę można pokładać niekoniecznie w istocie wyższej. wystarczy mi wiara w to, że mam jedno życie i wybierając śmierć wybieram nicość. więc lepiej już zrobić coś żeby tutaj czuć się dobrze, skoro to jedyne co mam.
auf der verzweifelten Suche nach meinem wahren Selbst...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
814
Dołączył(a)
05 cze 2009, 20:41

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Depresja kontra Bog.

Avatar użytkownika
przez iryss 07 gru 2009, 17:08
Kurcze gdybym wierzyła że po śmierci już nic ciekawego nie ma to odrazu bym skoczyła z jakiegoś mostu!!!
Kościuł to tylko symbol a modlić sie mozna wszedzie i Bog też jest wszędzie nie tylkko w kościele przy outazu miedzy godz. 7rano a 18wieczorem na mszach i to tylko w weekendy...Bog jest wszedzie. A w czym albo kim innym można pokładać wiare? W sobie? Ja chyba nie ufam sobie na tyle zeby pokładać w sobie wiare. W rodzinie, przyjaciołak znajomych psychologu psychiatrze? Wiara powinna być nadzieją a to umiera ostatnie wiec skoro niemasz wiary to nie masz również nadziei na lapszy dzień...Do tego trzeba dojść samemu ale ty nie morzesz nic zrobić zeby poczuć się lepiej. Bezz Boga nie bedzie lepiej ilekolwiek wlałabyś w siebie alkocholu czy jakiegoś innego swiństwa które pozwoli ci zapomnieć w jakim popieprzonym świecie żyjesz bo on bedzie popieprzony do czasu aż pojawi się w nim Bog. Do czasu aż twój osobisty świat bedzie miał Boga w którego wierzy bo jesli Bóg w twoim zyciu jest na 1miejscu to wszystko inne jest na dobrym...
"To życie to jedyne co mam"----może tak Ci się teraz wydaje ale ja myśle że to jedyna rzecz na jaką sobie ty sama pozwalasz. A mode Cię o coś spytać???

Zastanawiam się czy wogule wierzyszz że jezus żył i że umarł za nasze grzechy? Wierzysz ze on umarł po to żeby nas uratować? On umarł żebyś ty mogła żyć..Wierzysz w to?
Czasami dopiero sekcja zwłok pokazuje że ktoś miał skrzydła...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
425
Dołączył(a)
27 wrz 2009, 21:47

Re: Depresja kontra Bog.

przez polakita 07 gru 2009, 17:16
Myślę że do wiary się dochodzi, a najbardziej właśnie wtedy jak już się nie ma zupełnie w co wierzyć, komu ufać ani co ze sobą zrobić, jak już nic nie wyszło wtedy tylko nam zostaje Bóg bo już nie ma o co się oprzeć. Ale każdy musi do tego sam dojść... czasem w sposób bolesny. I nawet już jak się dojdzie, to wcale dalej nie jest łatwo... przynajmniej dla mnie, jest to ciągła walka, własnego egoizmu i wygody. I świat nie staje się wcale piękniejszy, to piękno jest bardziej schowane...
polakita
Offline

Re: Depresja kontra Bog.

Avatar użytkownika
przez iryss 07 gru 2009, 17:23
Ale piękne jest to że pomimo tego ze świat nie jest taki idealny to można dostrzec więcej dobra. Odkąd jestem powiecmy "nawrucona" czyli naleze do wspulnoty i moje nadzieje pokładam w Bogu to widze jacy ludzie potrafią być wspaniali jak poświęcają swój cenny czas innym jak modlą się za nich ja uzdrawiają!!! I choć czasem jest zle nawet bardzo zle to gdzieś pod stertą śmieci gniotacych moje zycie jest Bóg i ja mam tego świadomość i to właśnie daje mi siłe żeby walczyć z albo raczej o moje zaśmiecone stertą brudów życie..To prawda do wiart trzeba przejśćź dłogą drogę niestety
Czasami dopiero sekcja zwłok pokazuje że ktoś miał skrzydła...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
425
Dołączył(a)
27 wrz 2009, 21:47

Re: Depresja kontra Bog.

Avatar użytkownika
przez madseason 08 gru 2009, 00:10
nie każdy musi dojść do wiary. wiara nie jest obowiązkiem. jest czymś co niektórym osobom pomaga żyć, a niektóre nie potrzebują tak pojętej duchowości jak Wy ją postrzegacie. na szczęście mamy prawo wyboru.
tak, wierzę, że jezus żył...ale nie jest dla mnie Bogiem. nie musi nim być. "wierzysz, że Budda osiągnął oświecenie? wierzysz, że Ty też możesz? jak to możliwe, że nie pracujesz nad swoim oświeceniem? jakbym nie medytowała już dawno rzuciłabym się z mostu". taka sama argumentacja a jednak do Ciebie nie trafi, bo masz już 'swoje' spojrzenie na jedną religię. dla mnie to tylko/aż filozofia Twojego życia. ja mam swoje, i wystarczy że jest jedno.
auf der verzweifelten Suche nach meinem wahren Selbst...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
814
Dołączył(a)
05 cze 2009, 20:41

Re: Depresja kontra Bog.

Avatar użytkownika
przez *Wiola* 08 gru 2009, 00:25
Ja myślę ,że wiara pomaga każdemu, obojętnie w co lub Kogo wierzymy, ale musi być naprawdę szczera i głęboka. Ale niestety ja sam w nic tak bardzo nie wierzę :(
Avatar użytkownika
Offline
Moderator
Posty
18127
Dołączył(a)
10 lis 2009, 14:14

Re: Depresja kontra Bog.

Avatar użytkownika
przez Ampułek 08 gru 2009, 01:55
polakita napisał(a):Jest dla mnie znamienne że 99% osób chorych na nerwicę i depresję na tym forum jest niewierząca - niepraktykująca. Widzę w tym związek taki, że bez Boga człowiek się po prostu gubi.


Wiesz to ze niepraktykująca wcale nie znaczy ze niewierzaca. Mnie nie odpowiada model wspolczesnego albo w ogole katolika. Nie znosze czarnych i calej tej ich firmy. Bo to ich firma. Zaznaczam - dla mnie - to czysta hipokryzja. Jak i wiekszosc katoli wierzaca w "razie czego". Kupowanie przywilejow i zaszczytow - to o to w tym chodzi ... ? Statystyka spowiedzi - zaswiadczenia i podpisy ??? :D Nie chce posrednikow, ani "zlotych rad". I nie sadze żebu jakis "ksieciu" pomogl komukolwiek w wyjsciu z nerwicy czy depresji. Sądzenie powyzsze wnosze po znajomych majacych takie schorzenia nie wspomne o sobie aby nie byc stronniczym.
Jeśli przyjaciele Cię opuścili - nigdy nimi nie byli
Avatar użytkownika
Offline
Posty
85
Dołączył(a)
06 sty 2007, 05:12
Lokalizacja
Kraków

Re: Depresja kontra Bog.

Avatar użytkownika
przez linka 08 gru 2009, 14:31
Ampułek, true 8)
Ja wolę być wierząca niepraktykująca niż latać do kościoła co niedzielę a tak naprawdę mieć to wszytsko w d.......
Poza tym zgadzam się w 100% z Wiolą
wiola173 napisał(a):Ja myślę ,że wiara pomaga każdemu, obojętnie w co lub Kogo wierzymy, ale musi być naprawdę szczera i głęboka.

:D
Zawsze trzeba działać. Źle czy dobrze, okaże się później. Żałuje się wyłącznie bezczynności, niezdecydowania, wahania. Czynów i decyzji, choć niekiedy przynoszą smutek i żal, nie żałuje się...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
11446
Dołączył(a)
10 gru 2007, 14:11
Lokalizacja
Rivia

Re: Depresja kontra Bog.

Avatar użytkownika
przez Separatysta 08 gru 2009, 14:52
W zasadzie polakita czy iryss powiedziały już wszystko co w temacie winno było się znaleźć. Tu widzę coś podobnego co zaobserwowałem także na innym podobnym tematycznie forum - zdecydowana większość to osoby niewierzące żyjące z dala od Boga, a tak się żyć po prostu nie da bo ile można się oszukiwać? Ja jako ateista straciłem około 9 lat swojego życia, a jedyne co z tego stanu wyniosłem to chorobę, nerwicę lękową z którą walczę po dzień dzisiejszy. Oczywiście można żyć bez Boga, mamy wolną wolę, ale niech nikogo nie dziwi fakt iż w takim stanie niechęć zmieni się w nienawiść, miłość w rządzę i dążenie do zaspokojenia, pomijając już niemożność zmrużenia oka bez prochów. Jak to zawsze mawiał stary schorowany Ksiądz z mojej parafii do wiary trzeba dojrzeć. Kiedyś pewnie bym się z tego śmiał, teraz widzę ma Kanonik rację..
Reasumując nikt nie musi wierzyć w miłość, którą jest Bóg bo wolno Nam wszystko. Ale każdy powinien pamiętać, że nie wszystko przyniesie Nam korzyść. Jak ktoś chce wieczną siarę i męki to proszę bardzo. W końcu jak taki delikwent przeczytał ten post to zaskoczony już nie ma prawa być, nawet jak obecnie nie wierzy. Jak się nie chce nad sobą pracować, bo życie Chrześcijanina to głównie praca nad sobą (przestrzeganie dekalogu) i nie rzadko wyrzeczenia to..

PS. I nie ma czegoś takiego jak wierzący niepraktykujący, bo czyż wiara bez uczynków nie jest martwa? Do świątyni, czy do Kościoła czy to do Synagogi chodzi się dla Boga nie sprawującego tam obrzędy Kapłana. Idziemy więc dzień święty święcić, a nie po to by stać jak kołek i uśmiechać się do innych.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
27
Dołączył(a)
07 gru 2009, 23:04
Lokalizacja
System Mustafar

Re: Depresja kontra Bog.

przez Amy Lee 08 gru 2009, 17:06
A ja czekam aż wszyscy wojujący ateiści oraz "wierzący niepraktykujący" przestaną brać śluby w kościele, chrzcić dzieci "na wszelki wypadek" i będą organizować swoim bliskim pogrzeby bez księdza. Wtedy zacznę szanować ich poglądy.
Bo póki co, przeglądając internet dochodzę do wniosku, że podstawowy model Polaka to z dokumentów i obchodzonych świąt - jakby katolik, ale nie znoszący Kościoła i patrzący spode łba zarówno na osoby bardziej religijne, jak i te nie mające z kościołem nic wspólnego. Czyli klarowne poglądy typu "jestem członkiem Kościoła i coś to dla mnie znaczy" albo "nie interesuje mnie wiara katolicka więc nie należę do Kościoła" nie cieszą się szacunkiem w społeczeństwie, pełne zrozumienie jest tylko dla osób, które mówią, że "Kościół jest be, księża be, ale trzeba wszystkie formalności w Kościele załatwiać, bo rodzina/ksiądz/dzieci w szkole i.t.d."
Amy Lee
Offline

Re: Depresja kontra Bog.

przez Gringo 08 gru 2009, 17:29
Separatysta napisał(a):Tu widzę coś podobnego co zaobserwowałem także na innym podobnym tematycznie forum - zdecydowana większość to osoby niewierzące żyjące z dala od Boga, a tak się żyć po prostu nie da bo ile można się oszukiwać?

Da sie tak zyc, wielu zylo, zyje i wielu bedzie. Ci ktorzy sie nie oszukuja zaczynaja dostrzegac, ze Boga nie ma, gdyby o nim nie mowic, zamknac koscioly to slad po Bogu by zaginal.

Separatysta napisał(a):Ja jako ateista straciłem około 9 lat swojego życia, a jedyne co z tego stanu wyniosłem to chorobę, nerwicę lękową z którą walczę po dzień dzisiejszy.


To zupelnie na odwrot niz ja, okolo 15 lat swojego zycia zmarnowalem na wiare w Boga i zludne nadzieje, co bardzo niekorzystnie odbijo sie na moim zdrowiu z czym walcze do dzis.
Gringo
Offline

Re: Depresja kontra Bog.

Avatar użytkownika
przez *Wiola* 08 gru 2009, 17:49
Separatysta
Nie chcę się spierać czy Bóg istnieje i w jakiej postaci. Każdy wierzy w to co chce. Ale z Twojej wypowiedzi wynika ,że tylko człowiek wierzący i na dodatek praktykujący może być "dobrym " żyjącym moralnie człowiekiem. Dla mnie to wielka bzdura. Nie jestem wierząca tak jak Ty wiarę pojmujesz, ale nie potrzebuję Dekalogu, żeby wiedzieć ,że nie wolno zabijać. Myślę ,że jest wielu ludzi niewierzących w Boga, a przynajmniej nie czczących go w Kościołach, a żyjących o wiele bardziej w zgodzie z jego przykazaniami , niż Ci którzy latają do kościółka 2 razy w tygodniu!
Avatar użytkownika
Offline
Moderator
Posty
18127
Dołączył(a)
10 lis 2009, 14:14

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Yahoo [Bot] i 9 gości

Przeskocz do