Faceci, którzy odchodzą...

Nic związanego z tematami 'nerwica', 'stres', 'depresja', 'psychologia' itd.
W końcu nie tylko psychologią człowiek żyje. ;)

Faceci, którzy odchodzą...

Avatar użytkownika
przez Salix 22 mar 2009, 23:37
Za mną już kolejny związek, który zakończył się, bo facet nie był wobec mnie szczery, po prostu mnie oszukiwał co do jego uczuć i po ponad roku gorących wyznań nagle mu "przeszło".
Czasem myślę, że mnie się po prostu nie da kochać. Że po prostu jestem stworzona do tego żeby być raniona, a nie uszczęśliwiana.

Czy może być, że przyciągam takich ludzi, którzy tylko potrafią ranić? Czy to z innymi ludźmi coś jest nie tak?

Co mogę zrobić z tym moim problemem?
Chora i zła do głębi - inni ludzie mnie taką uczynili.

Niby wszystko jeszcze przede mną, ale nad niczym nie mam kontroli. Życie mną miota, na nic nie mogę liczyć.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
19 paź 2008, 18:13
Lokalizacja
Kraków

Re: Faceci, którzy odchodzą...

przez betty_boo 22 mar 2009, 23:41
hej. ja tez kiedy przezywalam ciagle porzucenia - sama tylko raz zerwalam z facetem bo chcialam byc z innym.

jednak wiem ,jakie sa tego przyczyny: angazowałam sie w kazdy związek i nawet jesli czułam ze "to nie to" dalej w nim tkwilam i czekalam na decyzje tej 2 - giej osoby co do rozstania. i tez mi sie wydawalo ze to zawsze ja jestem porzucana (nie jest to miłe uczucie, chocbys juz nic do kogos nie czuła), po prostu dlatego ze ja nie umialam podjąc takiej decyzji i angazowalam sie w beznadziejne zwiazki, nie umiejac ich skonczyc.

tylko 2 moje zwiazki rozpadly sie wbrew mojej woli.
Offline
Posty
1232
Dołączył(a)
11 maja 2008, 08:58

Re: Faceci, którzy odchodzą...

Avatar użytkownika
przez Salix 22 mar 2009, 23:43
betty_boo napisał(a):hej. ja tez kiedy przezywalam ciagle porzucenia - sama tylko raz zerwalam z facetem bo chcialam byc z innym.

jednak wiem ,jakie sa tego przyczyny: angazowałam sie w kazdy związek i nawet jesli czułam ze "to nie to" dalej w nim tkwilam i czekalam na decyzje tej 2 - giej osoby co do rozstania. i tez mi sie wydawalo ze to zawsze ja jestem porzucana (nie jest to miłe uczucie, chocbys juz nic do kogos nie czuła), po prostu dlatego ze ja nie umialam podjąc takiej decyzji i angazowalam sie w beznadziejne zwiazki, nie umiejac ich skonczyc.

tylko 2 moje zwiazki rozpadly sie wbrew mojej woli.


niee, ja za każdym razem bardzo chciałam być z tą osobą, nie czułam że to jest beznadziejne, bo było mi dobrze z nim razem.

help!
Chora i zła do głębi - inni ludzie mnie taką uczynili.

Niby wszystko jeszcze przede mną, ale nad niczym nie mam kontroli. Życie mną miota, na nic nie mogę liczyć.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
19 paź 2008, 18:13
Lokalizacja
Kraków

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Faceci, którzy odchodzą...

Avatar użytkownika
przez laguna 23 mar 2009, 10:20
trafialas na zlych facetow. bo dobrego to ze swieca szukac. coz mozna powiedziec, szukaj dalej
Avatar użytkownika
Offline
Posty
312
Dołączył(a)
17 lut 2009, 13:03
Lokalizacja
brak

Re: Faceci, którzy odchodzą...

Avatar użytkownika
przez LucidMan 23 mar 2009, 11:03
laguna napisał(a):bo dobrego to ze swieca szukac
To może by lepiej w dzień szukać !? :roll:

Pozdrawiam 8)
Lucid life
Avatar użytkownika
Offline
Posty
785
Dołączył(a)
09 sty 2009, 23:55
Lokalizacja
NeverLand

Re: Faceci, którzy odchodzą...

Avatar użytkownika
przez laguna 23 mar 2009, 11:16
w dzien tez trudno znalesc ;) chociaz ja uwazam ze to kobiety sa gorsze. jakos zawsze mam kumpli facetow nie dziewczyny bo od dziewczyn to mi az smierdzi falszem i chamstwem
Avatar użytkownika
Offline
Posty
312
Dołączył(a)
17 lut 2009, 13:03
Lokalizacja
brak

Re: Faceci, którzy odchodzą...

przez chloe 23 mar 2009, 11:16
hm, ja z kolei zwykle rzucam, może dlatego, że nie przełknęłabym odrzucenia. w zasadzie trudno cokolwiek na to "poradzić", Salix, to chyba kwestia czekania na TEGO, którego się górnolotnie określa życiowym partnerem, albo coś. chociaż w romantyczną miłość chyba nie wierzę, nie dziś. z jednej strony to cholernie potrzebne, mieć bliską osobę, z drugiej pakowanie się w związek z zaburzoną osobą to albo masochizm, albo niesamowite poświęcenie z jakiejś miłości, albo innego wielkiego uczucia. oby to drugie.

tylko że wczoraj mówiłam coś innego, więc może już zamilknę. :roll:
(...) Jest ciemno
jest ciemno jak najciemniej
mnie nie ma
nie ma spać
Nie ma oddychać
Żyć nie ma (...)
Offline
Posty
217
Dołączył(a)
09 gru 2008, 18:19
Lokalizacja
Poznań

Re: Faceci, którzy odchodzą...

przez Korba 23 mar 2009, 11:26
Ech.... ile jeszcze topiców otworzysz o facetach? :mrgreen:

Odchodzą, to odchodzą, przestają kochać, albo kłamali, że kochali, kij im w oko......
Dlaczego kobiety tak strasznie lubią się stawiać w pozycji ofiar? Dlaczego odrazu uznają, że problem jest w nich (zwykle jest gdzieś pośrodku).

Inna sprawa... Faceci postępują niezrozumiale i ranią czasem kompletnie nieświadomie, bo im się wydaje, że tak trzeba, albo tak będzie lepiej, natomiast jak kobieta rani, to robi to przemyślanie i perfidnie, stąd określenie 'zemsta jest słodka' musiała wymyślić kobieta.

W życiu nie zawsze dostajemy to, co chcemy i trzeba to zaakceptować. Nic nie dzieje się bez przyczyny, swoją drogą........
Korba
Offline

Re: Faceci, którzy odchodzą...

Avatar użytkownika
przez laguna 23 mar 2009, 11:27
przeciez osoba zaburzona nie jest jakas gorsza, wrecz przeciwnie jest to osoba o wiekszej wrazliwosci, nie uwazam azeby byl to jakis problem dla drugiej osoby.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
312
Dołączył(a)
17 lut 2009, 13:03
Lokalizacja
brak

Re: Faceci, którzy odchodzą...

Avatar użytkownika
przez Salix 23 mar 2009, 15:02
Korba napisał(a):W życiu nie zawsze dostajemy to, co chcemy i trzeba to zaakceptować. Nic nie dzieje się bez przyczyny, swoją drogą........


wiesz co, najgorsze jest że ja wiem, że ZASŁUGUJĘ na prawdziwą miłość, a gdy widzę, że mają ją ludzie, którzy w niczym nie sa lepsi ode mnie, to czuję, że mogłabym ich pozabijać. Czym oni sobie na nią zasłużyli?

Jaki według Ciebie może mieć cel to, że cały czas cierpię i nie ma nikogo, kto by mnie pokochał, a nie oszukał????????
Chora i zła do głębi - inni ludzie mnie taką uczynili.

Niby wszystko jeszcze przede mną, ale nad niczym nie mam kontroli. Życie mną miota, na nic nie mogę liczyć.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
19 paź 2008, 18:13
Lokalizacja
Kraków

Re: Faceci, którzy odchodzą...

przez Korba 23 mar 2009, 15:11
Słuchaj, a czy Ty naprawdę uważasz, że szczęście się definiuje przez fakt posiadania faceta?
Najpierw popracuj nad sobą i swoim nastawieniem, inaczej będzie Ci ciężko...
Korba
Offline

Re: Faceci, którzy odchodzą...

Avatar użytkownika
przez Salix 23 mar 2009, 15:21
Korba napisał(a):Słuchaj, a czy Ty naprawdę uważasz, że szczęście się definiuje przez fakt posiadania faceta?
Najpierw popracuj nad sobą i swoim nastawieniem, inaczej będzie Ci ciężko...



wszyscy mi mówili "zmien nastawienie". ale nigdy nie mowili na jakie.

Jaka mam w takim razie być?
Chora i zła do głębi - inni ludzie mnie taką uczynili.

Niby wszystko jeszcze przede mną, ale nad niczym nie mam kontroli. Życie mną miota, na nic nie mogę liczyć.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
19 paź 2008, 18:13
Lokalizacja
Kraków

Re: Faceci, którzy odchodzą...

przez Korba 23 mar 2009, 15:23
Nie wiem, faceci nie lubią zgorzkniałych kobiet.
Korba
Offline

Re: Faceci, którzy odchodzą...

Avatar użytkownika
przez Salix 23 mar 2009, 15:25
Korba napisał(a):Nie wiem, faceci nie lubią zgorzkniałych kobiet.



jeśli nie mam powodu do zadowolenia, nie ciesze sie ^^

a mogłabyś tak więcej coś napisać, proszę?
Chora i zła do głębi - inni ludzie mnie taką uczynili.

Niby wszystko jeszcze przede mną, ale nad niczym nie mam kontroli. Życie mną miota, na nic nie mogę liczyć.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
147
Dołączył(a)
19 paź 2008, 18:13
Lokalizacja
Kraków

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 13 gości

Przeskocz do