Dla tych, którzy nie mają żadnej bratniej duszy

Nic związanego z tematami 'nerwica', 'stres', 'depresja', 'psychologia' itd.
W końcu nie tylko psychologią człowiek żyje. ;)

Re: Dla tych, którzy nie mają żadnej bratniej duszy

przez prosty 08 cze 2008, 03:06
Mrówa, poruszyłeś kwestię nad, którą się ostatnio zastanawiam, nie jestem przykładem "światowca" ale moje powiązania z ludźmi są mniej więcej takie, że: mam bliskie otoczenie, rodzinę, znajomych i lekkie poczucie osamotnienia i to czasem w trakcie spotkania towarzyskiego (udanego). na pewno nie zdecydował bym się na całkowitą samotność z wyboru. Ludzie sa mi bardzo potrzebni, choć czasem są jak słonie w składzie porcelany.
Offline
Posty
56
Dołączył(a)
16 kwi 2008, 14:14

Re: Dla tych, którzy nie mają żadnej bratniej duszy

przez Mrówa 08 cze 2008, 16:18
No właśnie bo myślę że cała sztuka polega na tym żeby sobie dobierać znajomych/przyjaciół takich którzy nas rozumieją i się potrafią otworzyć na do nasze problemy i nie tylko. Wiadomo że może być też taka sytuacja że ktoś ma zaburzenie polegające na poszukiwaniu bliskości której nie otrzymał od rodziców i możliwe że żadna przyjaźń/związek mu tej potrzeby nie zaspokoi dopóki nie przejdzie swojej terapii ale tak czy inaczej lepiej się będzie czuł widząc się choć raz w tygodniu z kimś naprawdę bliskim niż codzienne bywanie wśród bandy "znajomych" z którymi nie będzie potrafił wejść na żaden osobisty temat.
Ja się przyznam że pochodzę s tej drugiej strony - nie brakuje mi bliskich ludzi którym mogę powiedzieć wszystko ale brakuje właśnie takich zwykłych znajomych z którymi można gdzieś wyjść albo pojechać. Nie mam poczucia samotności ale czuję że brakuje mi towarzystwa. Dziwne... ale tak jest.
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
21 sty 2006, 16:03

Re: Dla tych, którzy nie mają żadnej bratniej duszy

Avatar użytkownika
przez Voytek 09 cze 2008, 06:01
Czyli możnaby zaryzykować stwierdzenie,że tak naprawdę każdy jest w jakimś stopniu samotny.Samotność wśród ludzi.Tak,też się nad tym zastanawiałem-tak naprawdę każdy jest sam ze swoimi smutkami,nie każdy o tym mówi,większość robi dobrą minę do złej gry.Może łatwiej im to zepchnąć na dalszy plan,do czegoś w życiu dążą i to im zastępuje w jakiś sposób to czego im brakuje,taki substytut szczęścia-np.sukces zawodowy itp.Może nasz problem polega na tym,że nie potrafimy tak łatwo obok tego przejść,to jest centralna część naszego życia i nie szukamy tego substytutu,czegoś zastępczego-bo wszystko przy tym problemie związanym z samotnością bleknie.To są kluczowe rzeczy (przynajmniej dla mnie)-wrażliwość i współodczuwanie,taka jedność z innymi.To są w sumie choroby cywilizacyjne.Przez tyle a tyle setek lat nasz gatunek skupiał się na czymś,co związane było z materialnym światem,zamiast tą duchowo-emocjonalną (zwał jak zwał-to są moje słowa) płaszczyzną i teraz są tego efekty.Nie wiem,czy można to nazwać pewnego rodzaju kalectwem,pewną sferę naszego jestestwa okaleczyliśmy.Przynajmniej ja mam tego typu odczucia (i wydaje mi się,że wielu się ze mną zgodzi),że ten świat w którym żyjemy jest niezwykle sztuczny-wszystko się robi na pokaz,żeby tylko ładnie wyglądało z wierzchu (przerost formy nad treścią?).A może plotę bzdury,bo nie czuję się częścią świata w jakim żyję?Co o tym myślicie?
"Po pierwszym ad personam kończę dyskusję."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
58
Dołączył(a)
22 maja 2008, 23:36

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Dla tych, którzy nie mają żadnej bratniej duszy

przez prosty 09 cze 2008, 09:56
Mrówa, wiesz możesz miec racjez tym, że poczucie osamotnienia może być spowodowane brakiem tej miłości bezwarunkowej (?). Moi znajomi od "miłego spędzania czasu" wyjechali za chlebem, szkoda bo było z kim wypić i pogadać głupio. Dało się też trochę pofilozofować.
Voytek, wyścig o"ładność" trwa ale z drugiej strony, człowiek jako chyba jedyne stworzenie musi dopasowywac świat tak by np nie zamarznąć, chodzi mi oto że jest to nasze być albo nie być.

Tak sobie myślę, że nie tylko to co mówimy ma wpływ na naszą "towarzyskość" w większym stopniu zachowania niewerbalne, ruchy ciała, mimika. Być może my śwaidomie wybralibyśmy na przyjaciela podobnie nam myśląca osobe a nasza podwiadość wybiera kogoś o zupełnie innych cechach, tak dla równowagi.
Zauważyliście jak podobają się populiści, którzy dają bardzo proste i radykalne komunikaty typu: "ten a ten musi odejść" winni są ci".
Offline
Posty
56
Dołączył(a)
16 kwi 2008, 14:14

Re: Dla tych, którzy nie mają żadnej bratniej duszy

Avatar użytkownika
przez Voytek 31 paź 2008, 21:06
W związku z tematem.Doszedłem do wniosku,że chyba niemożliwym jest,aby inny człowiek mnie zrozumiał (ze względu na to,że wszyscy postrzegamy w sposób typowy dla siebie,subiektywny) i przestałem szukać tego zrozumienia,tylko,że teraz jest mi jeszcze ciężej.I ciężej i lżej,ponieważ męczę się,ale jakimś cudem ból,który czuję udaje mi się przetworzyć na siłę napędową (zaciskanie zębów,"wędrówka pod wiatr" sprawiają mi pewien rodzaj satysfakcji).Choć jest jeszcze druga strona medalu-część tego co czuję tłumię w sobie,a to nic dobrego,bo prędzej czy później bańka może pęknąć.Nie lubię kłamać,zastanawiałem się jak reagować będą ludzie,którzy po zapytaniu mnie jak się dzisiaj czuję usłyszą coś w tym stylu "nie zamierzam ściemniać,że dobrze,nie zamierzam się też uzewnętrzniać,więc nigdy mnie już o to nie pytaj.I tak nie jesteś w stanie mnie zrozumieć.".Tak czy siak pozostaję na uboczu.Nie chcę należeć do żadnej grupy,wspólnoty bo po pierwsze,nie wiem czy otwieranie się przed tymi ludźmi ma sens (i tak nic nie rozumieją),po drugie-to chyba zawęża pole widzenia (np.wspólnoty religijne-choć sam jestem wierzący,trzymam się z daleka od kościoła i organizacji pozakościelnych i religii w ogóle).Oczywiście to moja opinia i piszę tu o swoich odczuciach,jeśli komuś dobrze w jakiejś wspólnocie-proszę bardzo.Ciekawe,że ludzie bardzo często reagują niechęcią i patrzą z góry na kogoś,kto jest ich zdaniem "inny" niż reszta.Czują się zagrożeni,czy nie wiedzą jak się zachować?Coś w rodzaju mechanizmu obronnego?W każdym bądź razie chyba sam zacznę robić dobrą minę do złej gry,bo porządku jaki zastałem na ziemi nie mam zamiaru akceptować (krótko mówiąc uważam,że jako ludzkość jesteśmy zepsuci.Jedni mniej,inni bardziej,a większość bezkrytycznie łyka to co podsuwa się im pod nos.Żyjemy sobie w jakiejś iluzji i udajemy,że wszystko jest w porządku,dopóki mamy żarło i kasę dla siebie z innymi może się dziać co chce[od siebie mogę dodać,że wielu zależy na tym,żebyśmy tacy byli-żryjcie,mnóżcie się,oglądajcie TV,nie edukujcie się zbytni,nie zadawajcie pytań,a my będziemy robić swoje w spokoju]).Ech,zagalopowałem się i odbiegłem od tematu na który miałem pisać.Można to potraktować jako mój monolog.
"Po pierwszym ad personam kończę dyskusję."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
58
Dołączył(a)
22 maja 2008, 23:36

Re: Dla tych, którzy nie mają żadnej bratniej duszy

przez marmarc 01 lis 2008, 01:59
1. samotność jest jak są ważne rzeczy o których nie mamy komu powiedzieć. Im tych rzeczy jest więcej, im są dla nas ważniejsze - tym bardziej jesteśmy samotni.
2. oczywiście jest jeszcze bardzie przyziemny rodzaj samotności - kiedy nie możemy z nikim porozmawiać w ogóle, o czymkolwiek - jakaś pewnie wrodzona potrzeba komunikacji jest wtedy niezaspokojona.
Offline
Posty
388
Dołączył(a)
27 gru 2005, 12:28

Re: Dla tych, którzy nie mają żadnej bratniej duszy

Avatar użytkownika
przez namiestnik 06 lis 2008, 02:06
ja tak niesmial chcialem sie podlaczyć - może ktoś w realu będzie bratnią duszą.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4264
Dołączył(a)
08 sie 2008, 09:50
Lokalizacja
z choinki

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 13 gości

Przeskocz do