Uciekam od życia

Dział poświęcony uzależnieniom. Na forum dyskutujemy na tematy: alkoholizm, hazard, uzależnienie seksualne, uzależnienie od gier komputerowych, pracoholizm, palenie nikotyny oraz inne.

Uciekam od życia

Avatar użytkownika
przez DestruktorMysli 05 maja 2016, 13:05
Kilkanaście miesięcy, dzień w dzień, przesiedziałem przed komputerem, żeby uciec od dorosłego życia i od życia w ogóle. Komputer… wiecie co, że ja nawet prawie wcale nie gram? Po prostu siedzę i gapię się w niego, robiąc tysiące niepotrzebnych rzeczy, żeby tylko minął dzień. Rodzice (a raczej ojciec) utrzymują mnie chyba tylko dlatego, że sami mają problemy. Matka od mojego urodzenia nie pracuje. Za dzieciaka jatka w domu, przeklinanie, grożenie pasem z jej strony itd. W gimnazjum role się odwróciły. Ostatnio biega ciągle po lekarzach. Rok temu pracowała trzy miesiące jako stażystka w urzędzie, robiła wszystko idealnie, ale nie zatrudnili, bo tam nie zatrudniają, bo tu Polska. Ojciec od zawsze w kółko łazi do „pracy” za kilkanaście złotych za godzinę na trzy zmiany. A ja? W szkołach pogłębiała się moja niska samoocena. Byłem szmatą do pomiatania. Dlaczego? Właściwie bez powodu, bo zawsze starałem się sobie na głowę nie wejść, ale nie pasowały mi rozrywki innych, ich podejście do życia… pewnie dlatego. Ostatni konflikt miałem w pierwszej klasie liceum. Ostatni raz śmiali się ze mnie, kiedy wyszedłem po godzinie ze studniówki. Aż do końca roku szkolnego, ale nie było aż tak źle. Cóż. Myślałem, że to impreza, na której można się zabawić, a nie pokazać, jaki się to jest bogaty i piękny. Ja taki nie jestem, a nawet, gdybym był (gdy będę?), nie chwaliłbym się tym w taki nachalny sposób. Nigdy nie cieszyłem się szkołą. Olewałem naukę, jak tylko mogłem. Gdyby nie to, pewnie miałbym zawsze średnią 5.0 i może nawet byłbym medalistą w jakiś konkursach. Gdy inni walczyli o jak najlepsze oceny w 3 gimnazjum, olałem całkiem temat, bo na cholerę mi to? A potem?

20XX – skończyłem liceum, poszedłem na studia dzienne, jak wszyscy, rzuciłem to w cholerę po 2 miesiącach
20YY – wolontariat
20ZZ –studia dzienne w innym mieście, akademik, praca, wolontariat, rzuciłem to w cholerę po 3 miesiącach

Widząc zmęczonego po kolejnych nockach i popołudniówkach ojca, kompletnie odechciewa mi się "samodzielności". Przepracowanie miesiąca fizycznie za niską stawkę godzinową nie daje poglądu na rzeczywistą wartość pieniądza - tą kreują przecież instytucje finansowe i podmioty, które mają tych pieniędzy najwięcej. Zamiast tego pokazuje, ile "jesteśmy warci" dla kapitalistycznego świata. A jaką wartość nadajemy samym sobie? Czy godząc się na codzienną, trwającą kilkanaście godzin, pracę nad sobą - tyranie w barze/kawiarni/markecie i studiowanie kilku kierunków (jednocześnie czy po kolei), a następnie oddając swoją pracę i umiejętności przez kilkadziesiąt godzin w tygodniu w zamian za rzeczy produkowane przecież masowo (mieszkanie od dewelopera, samochód z taśmy, jedzenie ze szklarni...), możemy mówić o samodzielności, czy raczej o dobrowolnym niewolnictwie? Czy tak powszechnie chwalone przez ambitnych ludzi godzenie studiów z pracą w rzeczywistości nie jest procesem urabiania własnego umysłu pod dyktando najbogatszych, którzy, jak wcześniej pisałem, kreują wartość pieniądza, czyli niemal wszystkiego, o co walczymy?

Niedługo stukną mi 22 lata, a ja nadal nie mam swojego miejsca, w którym przyjemnie by mi się pracowało i odpoczywało. Żyłem, studiowałem, pracowałem. Bardzo mało. Za mało. Więcej nie dałem rady. Niemal od razu pragnąłem uciec. W rodzinnym mieście od beznadziei studiów dziennych – bo co one mi dają, skoro boję się wszystkiego i wszystkich i nawet stażu bym sobie nie załatwił?; wolontariat mnie wciągnął na dłuższy czas, ale głupio mi zawierać relacje z ludźmi, którzy coś robią w życiu, a ja ciągle od życia uciekam; studia w innym mieście to problem głównie z akademikiem – nie mogę żyć z obcymi. Przeszkadza mi to, że ktoś zaprasza do pokoju dziewczynę i nawet mi jej nie przedstawia, albo to, że siedzi do 3 w nocy przed komputerem i gra w karciankę online (zmieniłem raz pokój). A także to, że nie wszyscy po sobie sprzątają i rzygać się chce, gdy w kuchni ciągle śmierdzi jajecznicą gotowaną przez rosyjskojęzycznych „towarzyszy”, z którymi nie potrafiłem się dogadać. I oni też robili burdel w łazience i w korytarzu i nawet śmieci nie wynosili, a „kolega” z pokoju nic z tym nie chciał robić. Wkurzało mnie bezczelne spojrzenie wysyłane do mnie przy każdej zgłaszanej usterce, jakbym to ja był winny uszkodzeń, a bzdura totalna. W pracy było okej. Na wolontariacie również. Na uczelni w miarę. Stwierdziłem, że nie warto, żeby rodzice się dokładali do czegoś, czego i tak nie jestem w stanie skończyć i budzić się każdego dnia wypoczętym i uśmiechniętym.

Teraz nie wiem, od czego zacząć, żeby odnaleźć przyjemność w życiu na tyle wielką, by nie chciało mi się więcej siedzieć w domu. Wziąłem się ostatnio za swoje zdrowie. Ciągle jakieś drobne zabiegi chirurgiczne, bo to coś wyciąć, coś wyrwać. W maju mam mieć dwa. Pod koniec czerwca ostatni. I co dalej? Studiować nie ma sensu. Praca? Książeczka sanepidu i praca w markecie/McDonald's/kawiarni, bo w moim mieście tylko te podmioty dają zatrudnienie? To musiałoby być coś, co wciągnęłoby mnie na dłużej, tak jakby świeże powietrze dla moich płuc. Coś, żeby mogły być z tego pieniądze, ciekawa ścieżka zawodowa, partnerka, wysoka samoocena… a nie tyranie na masowo produkowane dobra materialne. Przede wszystkim musi być w tym idea, która będzie zgodna z moim charakterem i jednocześnie nie wpędzi mnie w większego doła. Np. praca jako opiekun osób starszych zniszczyłaby mnie, wiem z małego doświadczenia. Boję się tego, że znów sobie nie poradzę, że zawsze będę sam, że znów będą mnie atakować i ja nadal nie będę potrafił się obronić… no i takiego życia, jakie mają moi rodzice. Niewyremontowane mieszkanie po dziadkach, kilkunastoletni samochód od dziadka, trzy zmiany na roboczym stanowisku lub siedzenie w domu, tak jak i ja robię to teraz. Żadnej idei, brak rozwoju, dbania o siebie, o swój wygląd i zdrowie, bo trzy zmiany przed pięćdziesiątką to według mnie jakby popełniać samobójstwo, zwłaszcza w takim standardzie życia, gdy wszystko jest tak beznadziejne. Ostatnio chociaż częściej wychodzimy na miasto, na kawę, loda czy coś... W dzieciństwie to byłoby nie do pomyślenia ze względu na walniętą matkę. A teraz to ja jestem walnięty. :P
Avatar użytkownika
Offline
Posty
197
Dołączył(a)
16 sty 2014, 17:51

Uciekam od życia

przez Adrin 13 maja 2016, 23:15
Przepracowanie miesiąca fizycznie za niską stawkę godzinową nie daje poglądu na rzeczywistą wartość pieniądza - tą kreują przecież instytucje finansowe i podmioty, które mają tych pieniędzy najwięcej. Zamiast tego pokazuje, ile "jesteśmy warci" dla kapitalistycznego świata. A jaką wartość nadajemy samym sobie? Czy godząc się na codzienną, trwającą kilkanaście godzin, pracę nad sobą - tyranie w barze/kawiarni/markecie i studiowanie kilku kierunków (jednocześnie czy po kolei), a następnie oddając swoją pracę i umiejętności przez kilkadziesiąt godzin w tygodniu w zamian za rzeczy produkowane przecież masowo (mieszkanie od dewelopera, samochód z taśmy, jedzenie ze szklarni...), możemy mówić o samodzielności, czy raczej o dobrowolnym niewolnictwie?


Jestem tu nowy, nie chcę się w sumie mądrzyć, bo za bardzo nie mam chyba czym, ale przeczytałem całość.

Wielu ludzi czuje, że ich życie jest warte więcej, niż płacą za nie inni. Jednak kiedy masz zobowiązania finansowe, musisz za coś żyć lub raczej przeżyć, nie możesz rzucić tego wszystkiego ot tak. Problem poczucia marnego zarabiania za pracę, jaką się wykonuje jest dość powszechny, zwyczajnie, gdyby wszyscy ludzie, którzy myślą, że kiepsko zarabiają rzuciliby pracę, to bezrobocie w Polsce osiągnęłoby jakieś 70%.

o musiałoby być coś, co wciągnęłoby mnie na dłużej, tak jakby świeże powietrze dla moich płuc. Coś, żeby mogły być z tego pieniądze, ciekawa ścieżka zawodowa, partnerka, wysoka samoocena… a nie tyranie na masowo produkowane dobra materialne.


Rzeczy, które wymieniłeś wcale nie muszą sprawić, że nagle ocucisz się, znajdziesz chęć do podejmowania życia i będziesz szczęśliwy. Ludzie, którzy są długi czas czegoś pozbawieni, idealizują nazbyt to, czego im brakuje, jak np. samotni niejednokrotnie mają tendencję do idealizowania potencjalnego związku, tak, jakby to miało wszystko zmienić w ich życiu w jednej sekundzie. Zapominają jednak, że to oni sami nadają mu wartość - życie jest tak dobre, jak Ty sam pozwolisz mu być.

Nie zrozum mnie źle - łatwo jest narzekać na brak posiadania czegoś z pozycji kogoś, kto właściwie o nic nie walczy. To najłatwiejsza droga, jaką można sobie obrać, nie oceniam Cię, bo sam miałem wzloty i upadki, głównie upadki, ale mimo całej niechęci, którą zbudowałeś wobec świata i życia, coś trzeba z tym wszystkim zrobić, czyż nie?

Boję się tego, że znów sobie nie poradzę, że zawsze będę sam, że znów będą mnie atakować i ja nadal nie będę potrafił się obronić… no i takiego życia, jakie mają moi rodzice. Niewyremontowane mieszkanie po dziadkach, kilkunastoletni samochód od dziadka, trzy zmiany na roboczym stanowisku lub siedzenie w domu, tak jak i ja robię to teraz. Żadnej idei, brak rozwoju, dbania o siebie, o swój wygląd i zdrowie, bo trzy zmiany przed pięćdziesiątką to według mnie jakby popełniać samobójstwo, zwłaszcza w takim standardzie życia, gdy wszystko jest tak beznadziejne.


O to właśnie chodzi. Boisz się takiego życia, ale mimo to żyjesz w takiej stagnacji, zapędzasz się w kozi róg, żyjesz w błędnym kole, które nie ma końca. Powiedziałbym CI, że masz depresję, ale właściwie nie wiem do końca, co to w ogóle znaczy mieć depresję, więc jedynie, co mogę zrobić, to przeczytać o Twoich rozterkach i dać Ci wątpliwie wartościową odpowiedź, jak właśnie ta. ;)
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
11 maja 2016, 16:31

Uciekam od życia

przez Monar 14 maja 2016, 00:11
Adrin, ja wykorzystam ten wątek, bo zauważyłam, że nie możesz odczytać prywatnych wiadomości (też miałam z tym problem), więc nie mam jak Cię o tym powiadomić (mam nadzieję, że moderatorzy i admini mi podarują :) )
Otóż musisz wejść w ustawienia - ustawienia forum - zmienić styl forum na subsilver3 i wtedy będziesz mógł przeczytać wiadomości po odświeżeniu strony.
A autora wątku przepraszam za spam.
Offline
Posty
2201
Dołączył(a)
03 kwi 2013, 00:43

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości

Przeskocz do