Stan po odstawieniu marihuany

Dział poświęcony uzależnieniom. Na forum dyskutujemy na tematy: alkoholizm, hazard, uzależnienie seksualne, uzależnienie od gier komputerowych, pracoholizm, palenie nikotyny oraz inne.

Stan po odstawieniu marihuany

przez revengex3 22 cze 2015, 13:17
Na wstępie chciałam zaznaczyć, że problem zaczął się już dużo wcześniej, ale pogorszył się po odstawieniu, więc umieszczam wątek tutaj. Być może ma to jakiś większy sens, którego ja nie potrafię odnaleźć.

Z dzieciństwa pamiętam bardzo mało - tata w pewnym momencie zaczął pić, bił mamę, ciągle się kłócili. Starszy brat został spisany przez ojca na straty, a ja byłam jego oczkiem w głowie. Nigdy mnie nie uderzył, uważał na słowa, raczej w stosunku do mnie przejawiał wiele miłości. Interesował się wszystkim co robię, był władczy i nie pozwalał się sprzeciwiać, a ja się go bałam, bo wiedziałam jaki potrafi być. W sumie boje się go do teraz mając 19 lat. Nadal swoje myślę, ale nigdy nie mówię tego co leży mi na sercu. Wydawało mi się, że mama w tamtym czasie bardziej kochała mojego brata i panował podział on+mama, ja+tata. Dziś z perspektywy czasu i po głębszym zastanowieniu się wiem, że mama musiała bardziej chronić brata, bo inaczej zostałby sam, a ja przecież miałam z ojcem dobre kontakty. Wiem też, a raczej może tylko mi się wydaje, że tata traktował bardziej mnie jak swoją partnerkę życiową niż mamę. Uświadomiłam to sobie półtora roku temu kiedy zaczęłam spotykać się na poważnie z moim obecnym chłopakiem. Ojciec otwarcie przyznał, że jest o niego zazdrosny. Gdy nocowałam u chłopaka dostawałam od niego smsy "słodkich snów", któregoś razu nawet wysłał mi zdjęcie kwiatków z podpisem "szukałem oznak wiosny dla Ciebie". Może przesadzam, ale przez to wszystko wydaje mi się, że ojciec przekroczył w wychowywaniu mnie pewne granice. Na szczęście udało mi się od tego uwolnić i od miesiąca mieszkam z chłopakiem. Do domu zaglądam raz na tydzień może trochę rzadziej. Poprawiły się kontakty z mamą, dopiero teraz zaczynamy się "docierać" i wiem, że mogę jej o wszystkim powiedzieć. Tata od kilku lat już nie pije, jedynie awantury między rodzicami zostały. A ja nadal mam problemy. W między czasie zanim wyprowadziłam się z domu raz na jakiś czas popalałam sobie marihuanę. Późniejsze wydarzenia - strata bliskiej przyjaciółki (uznała, że wyszła z depresji, a ja jej się z nią kojarzę, więc już mnie nie potrzebuje) doprowadziła do tego, że od kwietnia 2014 do połowy kwietnia 2015 paliłam praktycznie codziennie, czasami nawet dwa razy dziennie. Było mi z tym dobrze, dopóki pewnego dnia nie zapaliłam pierwszy raz z wiadra...
Chwilkę po tym zaczął się koszmarny bad trip. Byłam pewna, że umieram, że wszyscy obok na pewno rozpaczają nad moją śmiercią. Nie czułam rąk ani nóg, były zdrętwiałe. Czułam jak ścieka mi krew z nosa, chociaż to wcale się nie działo. Wszystko było duże, a ja mała. Panikowałam na każde słowo związane ruchem lub jedzeniem i jeśli ktoś powiedział "chodź się położyć" lub "zjedz coś, napij się" od razu wymiotowałam. Wszystko minęło po 2h, a ja od tego czasu nie tknęłam marihuany. Panicznie boje się, że po zapaleniu to wszystko się powtórzy. Niby jest już dobrze, ale ja czuje, że wcale nie jest. Od odstawienia boli mnie bardzo głowa, są to silne bóle, które swoją charakterystyką przypominają klastrowe bóle głowy (jeśli ktokolwiek wie co to). Miewam senne koszmary, strasznie przeżywam każdy sen, ponieważ wszystko jest tak realne, że po obudzeniu opowiadam je z najmniejszymi szczegółami. Najczęściej są to sny o śmierci, ucieczkach lub wojnie. To wszystko jestem w stanie wytrzymać, ale jest jedna najgorsza rzecz, którą ciężko jest mi nawet opisać. Mam wrażenie, że moje realne życie rozmija się z jakimiś urojeniami. Ciężko odróżnić mi to co się dzieje naprawdę od tego co przed chwilą pomyślałam, co stworzyła moja psychika. Czasami się zawieszam, nie potrafię powtórzyć co ktoś powiedział. Czuje się jakbym była w innym świecie, trochę jakbym z boku obserwowała życie, które wokół mnie się toczy. Bywają momenty, że przez myśl mi przechodzi, że może ja naprawdę umarłam, a to że tu siedzę to tylko jakieś urojenia. Zaczynam się bać, że dzieje się ze mną coś niedobrego nad czym nie potrafię zapanować.

Przejścia po odstawieniu są głównym tematem, który skłonił mnie do zaczerpnięcia pomocy ze strony osób, które może mają podobnie. Nie dodałam jeszcze, że są inne rzeczy, które mnie nie przerażają. Jestem okropnie rozchwiana emocjonalnie, w między czasie w moim życiu pojawiło się kompulsywne obżarstwo, za wszelką cenę lubię zwracać na siebie uwagę, co wydaje mi się, że może się wiązać z częstymi pobytami w szpitalu na ostrych dyżurach. Jestem osobą, o której ludzie mówią, że powinnam żyć w bańce mydlanej - cierpię na okropne bóle brzucha i barku niewyjaśnionego pochodzenia (badania są dobre, a mnie naprawdę przynajmniej raz w miesiącu boli). Mam wrażenie, że wszystko odczuwam bardziej. Ten stan, który mi teraz towarzyszy (to o czym pisałam na górze) wykańcza mnie, dlatego proszę o pomoc tych, którzy mają większą wiedzę na te tematy niż ja, bo sama już sobie nie radzę. Są momenty, że chcę iść do psychologa, a są momenty kiedy myślę sobie "boże, przecież nic Ci nie jest, wymyślasz."
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
22 cze 2015, 12:08

Stan po odstawieniu marihuany

przez ktochcesz 04 sie 2015, 20:52
Derealizacja?
Offline
Posty
55
Dołączył(a)
04 sie 2013, 10:33

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do