Poprawa jakości życia czyli pożegnanie z koleżanką Merry Jan

Dział poświęcony uzależnieniom. Na forum dyskutujemy na tematy: alkoholizm, hazard, uzależnienie seksualne, uzależnienie od gier komputerowych, pracoholizm, palenie nikotyny oraz inne.

Poprawa jakości życia czyli pożegnanie z koleżanką Merry Jan

przez Ikarus 30 cze 2013, 12:21
Witam , nazywam się Marek i mam 21 lat ...chcę wam opowiedzieć moją historię i zapytać się co o tym sądzicie .Co prawda możecie nie znać tematu "trawy" ale mam nadzieję że mimo to ktoś zdoła mi udzielić choćby najmniejszej pomocy.

Także ze względu na to że historia krótka nie jest , pozwolę sobie ją skopiować z innego forum ...wyjdzie na to samo .

"Po raz pierwszy MJ zapaliłem w technikum ale w tamtych czasach spotkania z trawskiem miałem bardzo sporadyczne a jeszcze rzadziej korzystałem z nich .Takie palenie nieco bardziej regularne zaczęło się jakieś 4 miesiące temu , wtedy lubiłem se trzepnąć raz w tygodniu parę luf w weekend.Na początku było to fajne , muzyka brzmiała niesamowicie , humor lepszy , apetyt , super spanie ...ale to było tylko na początku.Z czasem wydawało mi się że te przyjemne stany pojawiają się coraz rzadziej i słabiej ale mimo to jarałem tłumacząc to słabym towarem albo złym dniem na jaranie.

W tydzień spalić mogłem 1g. ale to mi wystarczało , nie czułem głodu do trawy czy coś ...dla mnie to była czysto rozrywkowa używka której niestety z czasem zaczynałem nadużywać .Sam sobie wmawiałem że wszystko z umiarem , że raz na jakiś czas można se zajarać ale łamałem właśnie własne zasady .

Monotonia życia , czekasz cały tydzień na weekend żeby se zajarać i żeby przez te 2 dni było fajnie i potem znowu robota i 5 dni pracy przez które człowiek w zasadzie nie miał na nic ochoty i wciąż czekał na weekend.W taki o to sposób zaczynałem ograniczać samego siebie , wyjście na dwór bez nabitej lufy było takie nudne i bez sensu ...człowiek nie wyobraża sobie życia bez tego dziadostwa.

W końcu po 3 miesiącach przychodzi najgorszy weekend , powiedziałem sobie tak na serio że ta sztuka którą se właśnie załatwiłem będzie moją ostatnią i więcej nic nie kupie .Piątek , wieczorne palenie i najlepsze pójście spać w życiu , czułem jakbym promieniował jakąś energią w tym łóżku ...normalnie kosmos :P.Sobota i kolejne wieczorne jaranie itp.I wreszcie dzień zero , niedziela rano i ostatni buch w moim życiu , bucha wciągnąłem niczym smok a kaszlałem po nim chyba 3 minuty aż się bałem że się uduszę .Chwila miłego stanu i nagle Bad Trip , czułem odrealnienie , nie wiedziałem co się ze mną dzieje i byłem sam w domu co dodatkowo dodało mi większego stracha bo bałem się że jak coś mi się stanie poważnego to nikt mi nie pomoże.Miałem nadzieje że to potrwa jakieś 3 godziny maksymalnie ale niestety się myliłem bo trwało 2 dni ...po 2 dniach męki powiedziałem sobie "koniec z tym gównem , jak mam się tak czuć po tym dziadostwie to wolę już nigdy nic nie palić" , wziąłem resztę sztuki którą miałem i wraz z całym sprzętem wywaliłem do kibla .

Czułem się dobrze po tych 2 dniach zjazdu ale tydzień później nie wiedzieć czemu zacząłem czuć coś podobnego znowu mimo iż nie paliłem MJ , tak z dnia na dzień po prostu .Myślałem że to jakieś przejściowe i mi pewnie niedługo minie ale znowu musiałem się mylić , bo te złe stany dręczyły mnie przez następne 2 tygodnie.Wtedy miałem zupełny brak apetytu , poczucie odrealnienia , nic nie miało sensu , nic mi się nie chciało , nerwica lękowa i strach że to się nigdy nie skończy ,kompletne zaburzenie czasu gdzie 5 min dla mnie trwało czasem pół godziny , nie ogarniałem ogólnie świata , problemy ze snem , gorszy wzrok , zwalona pamięć .No to był trudny okres , szukałem u znajomych wsparcia , ciągle się z kimś spotykałem , brałem witaminy , regularny sen , picie melisy , bieganie itp. generalnie walka o przetrwanie.Wsparcia szukałem również u psychologa , miałem farta i trafiłem na bardzo miła pani psycholog która pozwoliła nie tyle mi pomóc co jeszcze pomogła zrozumieć samego siebie .Powiedziała że te złe stany które przychodzą i odchodzą mogą mieć coś wspólnego z lękami z dzieciństwa i w zasadzie jak sobie to uświadomiłem zaczynałem już czuć pewną ulgę że znam przyczynę tego wszystkiego i sam ten fakt sprawił że od tego spotkania samopoczucie i lęki zaczynały mi powoli odpuszczać.Miałem nareszcie dobre dni , wieczorami najczęściej czułem się najlepiej , zaczynałem ogarniać świat co udowodniło mi że wcale to nie będzie mnie męczyło w nieskończoność i że pewnego dnia poczuje się nareszcie wolny.

Jutro minie 5 tydzień od dnia zero , dzisiaj to 34 dzień wolności od trawska (wcześniej nie uważałem że potrafiłbym tyle wytrzymać :P).Cóż mogę powiedzieć o moim samopoczuciu w obecnym momencie ,złe stany powracają coraz rzadziej i są coraz słabsze , problemy ze snem zniknęły , poczucie odrealnienia również popuszcza chociaż czasem tak mnie na chwilkę dziabnie , nerwicy lękowej też chyba się pozbyłem bo jeśli jakiś zły stan wróci to strach odczuwam minimalny , ogarnianie świata mam na poziomie powiedzmy 90% gdzie wcześniej oceniłbym na 20% , wzrok niestety niewiele mi się poprawił ale być może to kwestia czasu , pamieć uległa poprawie i już coraz rzadziej zapominam różnych rzeczy (najczęściej zapominałem nazw prostych przedmiotów codziennego użytku).Obstawiam że proces odtruwania potrwa mniej więcej do wiosny aż wreszcie na dworze zacznie panować normalna , ciepła pogoda , teraz wciąż jest zimno , jest śnieg , jest ponuro i człowiekowi odbiera właśnie nieco chęci do życia.Najważniejsze jest dla mnie że czuje się już w miarę dobrze , wiem co się wokół mnie dzieje i w ogóle czuje się przyzwoicie
"

To napisałem dawno temu , aktualnie nie palę już ponad 6 miesięcy .Nie mam zamiaru już do tego wracać i jestem zadowolony z siebie że nawet nie myślę o tym żeby sobie zapalić , zupełnie ta używka zniknęła z mojego życia... ale ja nie o tym .

Teraz z psychologicznej perspektywy .Czuję się dobrze , wszystkie te objawy które opisałem zniknęły ale mam często wrażenie że coś jest czasem takie inne...że niby czuję się dobrze ale mam wrażenie jakby to była jakaś depresja może ? nie mam myśli samobójczych czy coś tylko takie wrażenie czasem że to życie wydaje się nie mieć sensu i po prostu nie mam na nic ochoty.Staram się codziennie uprawiać jakiś sport , jak jarałem ważyłem prawie 80 kg , dzisiaj się zważyłem i mam płaski brzuch i ledwo ponad 70 kg ^^ .Także wydaje mi się że resztki THC prawdopodobnie wypociłem z siebie więc ono nie powinno już mieć wpływu na moje samopoczucie .Może mój mózg za mocno się przyzwyczaił do tej używki i sam się nie potrafi uszczęśliwić ?.Zły jestem na siebie że dałem się w to wszystko wkręcić , gdyby nie to pewnie dzisiaj nie pisałbym tego.Nie wiem jak poradzić sobie z tym , czekać ? brać jakieś witaminy ? jakaś terapia ? ....

Proszę o odpowiedź. :?
Ostatnio edytowano 30 cze 2013, 13:02 przez *Monika*, łącznie edytowano 1 raz
Powód: przeniesiono z działu Depresja
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
30 cze 2013, 11:51

Poprawa jakości życia czyli pożegnanie z koleżanką Merry Jan

Avatar użytkownika
przez *Monika* 30 cze 2013, 13:01
Ikarus, Witaj na forum.
Z całą pewnością sam fakt, że dałeś się wciągnąć w palenie świadczy o Twoich słabościach. Każdy je ma, w innym zakresie. Palenie było zapewne zapalnikiem do uaktywnienia się Twoich lęków etc.
Myślę, że źle by się nie stało, gdybyś jednak skorzystał z psychoterapii, w określonym nurcie, nie z wizyt u psychologa, z terapii. Na pewno znajdzie się coś do przepracowania.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Poprawa jakości życia czyli pożegnanie z koleżanką Merry Jan

przez Ikarus 01 lip 2013, 15:58
Czy psychoterapie można robić u zwykłego psychologa czy to musi być ktoś ..."specjalny" ?.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
30 cze 2013, 11:51

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Poprawa jakości życia czyli pożegnanie z koleżanką Merry Jan

Avatar użytkownika
przez *Monika* 02 lip 2013, 16:51
Ikarus, psycholog to absolwent 5-letnich studiów psychologicznych z tytułem magistra...przeważnie, bez kwalifikacji do prowadzenia terapii w określonym nurcie.
Terapię może prowadzićosoba, która ma kwalifikacje do prowadzenia psychoterapii (studia podyplomowe), najlepiej z doświadczeniem, mająca superwizora i będąca członkiem Polskiego Towarzystwa Terapeutów, czyli będąca w rejestrze.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do