Marihuana

Dział poświęcony uzależnieniom. Na forum dyskutujemy na tematy: alkoholizm, hazard, uzależnienie seksualne, uzależnienie od gier komputerowych, pracoholizm, palenie nikotyny oraz inne.

Marihuana

Avatar użytkownika
przez ekspert_abcZdrowie 19 kwi 2012, 11:52
KeFaS, zgadzam się z Tobą w niektórych miejscach, ale czekałam aż wytoczysz argumenty w stylu, od czego lepiej zacząć eksperymentować, po jakie używki sięgnąć - po legalne papierosy i alkohol, które cieszą się przyzwoleniem społecznym, a które trują organizm jak licho, czy wypalić od czasu do czasu trochę "Maryśki", która co prawda nielegalna, ale mniej szkodliwa. Nie będę się licytowała na "kaliber ciężkości" nałogów, bo to bez sensu. Czy lepiej wpaść w alkoholizm, nikotynizm, a może uzależnienie od narkotyków? Może w ogóle lepiej uzależnić się od seksu albo zakupów (to modne) - przynajmniej się uniknie detoksu...

To prawda, że działanie marihuany weryfikuje aktualny nastrój palacza, ale nie zawsze do końca da się przewidzieć reakcję naszego organizmu. No i fakt, że marihuana uzależnia TYLKO psychicznie, ale jak słusznie zauważyłeś - dla jednego to jest TYLKO, a dla innego - AŻ. Nie generalizuję, że każdy palacz, który sięgnął po trawkę, sięgnie po coś mocniejszego, dlatego użyłam słowa "zazwyczaj", a nie słów w stylu "każdy", "wszyscy", "na pewno".
Ludzie sami nakręcają swoje lęki, to jak oddziałują na nich niektóre substancje zależy tylko i wyłącznie od danej osoby. Dlatego ludzie szczęśliwi i radzący sobie w życiu mogą wyciągnąć najwięcej korzyści z używek (zwykła rozrywka też jest korzyścią oczywiście i o to głównie chodzi), a ludzie ze skłonnościami do nakręcania się na złe stany nawet po kawie mogą czuć się źle. Tylko zmiana myślenia i odejście od schematów może naprawić problemy tego typu.

Kompletnie się z tym nie zgadzam. Po pierwsze, ludzie szczęśliwi nie muszą się jeszcze bardziej uszczęśliwiać jakimiś używkami. Poszukają sobie alternatywnej "rozrywki". Zamiast wypalać skręty, które chociażby negatywnie wpływają na układ oddechowy, dawkę hormonów szczęścia wolą dostarczyć sobie w postaci udanego seksu z partnerem albo na relaksującym biegu po lesie ze znajomymi.

KeFaS, tak jak Ty nie przekonasz mnie do swoich argumentów, tak ja nie przekonam Ciebie. :D Widzę, że "marihuanowa dyskusja" ożyła...
Psycholog
Posty
7581
Dołączył(a)
22 sie 2011, 15:11

Marihuana

przez uzytkownik 19 kwi 2012, 12:02
uzytkownik
Offline

Marihuana

Avatar użytkownika
przez ekspert_abcZdrowie 19 kwi 2012, 12:25
uzytkownik, dzięki za Tego linka. KeFaS na pewno znajdzie argumenty, które i tak obalą twierdzenia zawarte w tym mini-artykule albo przynajmniej podważy autorytet Pani psychiatry, sugerując, że poszła w stereotypy ;) Albo zacznie podkreślać dobroczynną moc konopi, których używa się m.in. do produkcji niektórych leków :) <KeFaS, nie obraź się, to z szczerej sympatii do Ciebie i podziwu, ile wiesz o "trawce"> :D

W wielu miejscach można spotkać się z twierdzeniem, że marihuana toruje i niejako "stwarza miejsce" dla zaburzeń psychicznych u ludzi, którzy wcześniej wykazywali taką podatność. Oczywiście, zwolennicy palenia uważają, że nigdzie nie udowodniono, że marihuana rzeczywiście katalizuje proces zachorowania, np. na schizofrenię. Korelacja między paleniem marihuany a chorobami psychicznymi jest znana od dawna i została potwierdzona naukowo. Np. badanie opublikowane w Archives of General Psychiatry, które objęło prawie 19 tys. uczniów i studentów w Stanach Zjednoczonych, ukazało, że około połowa osób, która miała za sobą epizod sporadycznego spalenia skręta, sięgnęła po niego po raz kolejny. Znacznie częściej po trawkę sięgali ponownie uczniowie, którzy borykali się z problemami w nauce. Palenie marihuany potęgowało te problemy, pogarszając pamięć, prowadząc do epizodów depresyjnych i stanów niepokoju.
Psycholog
Posty
7581
Dołączył(a)
22 sie 2011, 15:11

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Marihuana

Avatar użytkownika
przez zielona miętowa 19 kwi 2012, 12:53
Gregg1991,
A czy ja napisałem że jestem notorycznym ćpunem, że się tym bawię i eksperymentuję. 17,5 - 19,5. W tym okresie izolacji, dałem się namówić na WOW aż 7 domówek. Niestety jeśli stałeś się odludkiem niemową i na siłę wbrew sobie, wbrew chorobie aby zachować odrobinę prospołeczności, przystosowujesz się do reszty towarzystwa.

wiesz, przedewszystkim to nie wiem jakie masz problemy ze sobą, rozumiem, że problemy w relacjach, nieśmiałośc itp, wobec czego wracam honor. Ale nie chodziło mi absolutnie o nałogowe ćpanie i tez nie chodzi o liczbe domówek. Chodzi o to, żebyś brał w nich udział bo chcesz, a nie dlatego, że ktoś Cie namawia.
Every time of midnight
Every time we muddle again
Call and hold flash memory



Posty
717
Dołączył(a)
06 mar 2012, 00:21
Lokalizacja
Krk

Marihuana

Avatar użytkownika
przez devnull 20 kwi 2012, 23:29
Powiem Wam, że gdyby nie Marihuana to dawno bym nie żył, obecnie przyjmuje legalny substytut UR-144, poprzednio AM2201.
To są środki które zastępują mi nonsensowne branie benzodiazepin, po których człowiek staje się ubogi emocjonalnie.
Niebawem rzuce w cholere antydepresanty, bo dopiero po Marihuanie zobaczyłem jak wielką krzywdę zrobiły mi leki przez
ostatnie 12 lat brania.

Jak ktoś z Was wypróbował wszystkie leki i nadal nie może się podnieść z choroby to serio, warto spróbować bucha, może pomoże.

A co do leków, to podczas brania Sertraliny, Escitalopramu, Amisulprydu nie zauwazyłem żadnych negatywnych efektów.
Teraz biore Sertraline 50mg - najlepiej komponuje się z dobrym Haszyszem lub typowym Skunem, ale i tak planuje wszelkich leków.
Jeszcze jeden plus, jarając tak 2 lata, udało mi się zmniejszyć dawki leków czterokrotnie.
"Gdybym polegał tylko na opinii psychiatrów, dawno bym nie żył"
Zaburzenia lękowo-depresyjne, Urojenia depresyjne, Dystymia, Osobowość unikająca i zależna.
Escitalopram 15mg
Amisulpryd 25-100mg
Alprazolam 1mg
Mianseryna 5mg (na sen)

Avatar użytkownika
Offline
Posty
1226
Dołączył(a)
20 kwi 2012, 00:52
Lokalizacja
centrum EU

Marihuana

przez CichoCiemny 21 kwi 2012, 02:00
ekspert_abcZdrowie napisał(a):Kompletnie się z tym nie zgadzam. Po pierwsze, ludzie szczęśliwi nie muszą się jeszcze bardziej uszczęśliwiać jakimiś używkami. Poszukają sobie alternatywnej "rozrywki". Zamiast wypalać skręty, które chociażby negatywnie wpływają na układ oddechowy, dawkę hormonów szczęścia wolą dostarczyć sobie w postaci udanego seksu z partnerem albo na relaksującym biegu po lesie ze znajomymi.


Masz po prostu kompletnie inny system wartości ode mnie, dlatego dyskusja "odżyła" ;)
Chodzi o to, że pewna grupa ludzi to hedoniści i cenią sobie rozrywkę i wypoczynek, żeby mieć czas na rozmyślanie, filozofowanie, albo po prostu lubią "żyć chwilą" i nie do końca zgadzają się ze społeczną modą na posiadanie coraz to nowych samochodów, gadżetów (owszem fajne są, ale jak od wszystkiego - można się od nich uzależnić), nie każdy musi się godzić na życie w "normalnym" społeczeństwie, czyli robić dzieci, płacić podatki i nie dojść w życiu do żadnych głębszych przemyśleń, albo chociaż nie pozachwycać się tymi prostymi rozrywkami jakie dała nam natura. I nie mam tu na myśli tylko marihuany, ale wszystkiego od czego odchodzi się na rzecz społecznej mody i przeładowaniu informacjami o nowościach w na rynku.
Odnośnie "alternatywnej rozrywki", co to właściwie znaczy? Czy to co większość uznaje za dobre? Dlaczego mam się kierować zdaniem większości? Nie lubię podlegać presji społecznej, więc się nie dostosuję. Dla mnie właśnie wypalenie skręta (których nie trawię, bo nie lubię dodatku tytoniu czy innych wypełniaczy, bongo jest lepsze, albo waporyzator) jest tą alternatywą, tym spędzeniem wolnego czasu, który inni spędzili by w pubie przy piwie. Seks - oczywiście, że tak. A wiesz jak fajnie jest po zapaleniu sobie z partnerką? :D Spróbuj kiedyś, a sama zobaczysz, że doznania są dużo mocniejsze. Gra wstępna może trwać w nieskończoność, a orgazm jest na najwyższym poziomie. Marihuana to najlepszy afrodyzjak ;)

Oczywiście nie mówię tutaj, żeby co wieczór jarać i potem się pieprzyć, bo po jakimś czasie seks bez zapalenia będzie się nam wydawać postu. Ale to jak ze wszystkim jak się za bardzo szuka mocniejszych doznań podczas "rutyny". Dlatego takie coś jest fajne raz na jakiś czas.
Podobnie z resztą z innymi formami rozrywki. Wiele z nich może być również zabarwiona jakimś dodatkiem i nie widzę w tym nic złego. Spacer po lesie czy po mieście będąc spalonym jest świetny. Ale zrozumie to tylko osoba, która lubi w ten sposób spędzać czas. Ja nie zrozumiem np. tej całej podniety piłką nożną, tym całym Euro, tą pogonią za jakimiś tam trendami społecznymi. a ludzie ślepo podniecają się tym sportem, w którym tak naprawdę liczy się tylko kasa. (polecam obejrzeć film fabularny "Moneyball", bardzo dobry, to tak btw. tematu sportu). Ale nie jestem do tego wrogo nastawiony, nie zakazuję nikomu oglądać meczy, czy zbijać kasy na turystach, którzy w tym uczestniczą. Wypowiadam się krytycznie na ten temat, ale nie wybieram tego całkowicie, po prostu w tym nie uczestniczę.

To jest po prostu mój wybór jak spędzam wolny czas, w jaki sposób żyję. Nie lubię gdy ktoś mnie tego wyboru pozbawia. I nie lubię gdy ktoś go krytykuje jednocześnie przytakując popularnym formom rozrywki, na które "zgodziło" się społeczeństwo.
Nie wiem czy to ogarniasz, jeżeli nie to trudno, nie będę się spierać. Jeżeli tak to spróbuj zrozumieć mój punkt widzenia. Człowiek szczęśliwy to człowiek czerpiący radość z życia. Ze swojego życia. Nie z życia, które dyktują mu inni. I o to mi chodzi w tej całej dyskusji, żeby ludzi zobaczyli, że to co dla nich jest codziennością to jest właśnie ich uzależnienie, tylko nie zdają sobie z tego sprawy. Ale czy uzależnienie musi być złe? Jeżeli nie krzywdzi się tym samym innych i umie się "ogarnąć" życiowo na takim poziomie, żeby godnie żyć i jednocześnie móc realizować swoje pasje, czyli swoje uzależnienie to nie ma w tym nic złego. Ludzie często nie rozumieją takiego podejścia, bo od dziecka wciskano im do głowy co dobre a co złe. Mówiono jak żyć, a nie dano nawet szansy, żeby sami się nad tym zastanowili. I stąd stereotypy, przyzwyczajenia, nawyki, których nie można się pozbyć.
Z góry odrzucasz moje argumenty (nawet o tym napisałaś w ostatnim zdaniu), nie umiesz się otworzyć po prostu na nowe możliwości. Ale takie cechy posiada niemal każdy. Trudno jest zmienić myślenie, ale mam nadzieję, że kiedyś Ci się to uda "ekspercie" ... bez urazy, po prostu nie wiem nic o Tobie (jedynie to, że układa Ci się z partnerem ;) ), nawet nie wymyśliłaś sobie jakiegoś konkretnego pseudonimu, tylko polegasz na "randze społecznej" ;)

Ogólnie czasami moje słowa są błędnie interpretowane (albo po prostu nie tak jakbym tego chciał), dlatego nie staram się mieć wrogiego nastawienia czy coś, nie, nie, po prostu wyrażam swoją opinię i staram się przekonywać ludzi do otwartości umysłu na różne możliwości życia i tylko tyle.


na resztę odpowiem potem...

-- So, 21 kwi 2012, 02:17 --

Odnośnie artykułu... 50 razy? A czemu nie 49? Albo 51? Heh, takie "statystyki" z palca wyssane to nie dla mnie. No ale jak ktoś w to wierzy... :P
Chodzi o to, że każdy reaguje indywidualne, a tutaj z góry jest ustalona jakaś liczba powtórzeń, jakby człowiek był maszyną zachowującą się tak samo w każdej sytuacji. Nie ma absolutnie żadnych podstaw, żeby twierdzić, że to magiczne 50 razy może mieć jakiś wpływ. U jednego może to być 100 razy, u innego 1000, a jeszcze u innego te 7 czy 8 razy.
Poza tym nie ma żadnych potwierdzonych badań na to, że po którymś "razie" następuje "coś". To są skomplikowane procesy niemożliwe do przewidzenia i generalizowania w ten sposób. No ale ludzie lecą na ładnie wyglądające statystyki, dlatego to zostało w ten sposób opisane.
Odnośnie wielomiesięcznych psychoz po jednorazowym zapaleniu - nawet jeżeli zdarzały się sporadyczne to bardzo rzadko w porównaniu. Z resztą bardzo ciężko to udowodnić, bo na psychozy ma wpływ wiele czynników, za dużo, żeby zwalać wszystko na substancję. Zwykły stres może coś takiego powodować, łącząc go z marihuaną, która może go pogłębić i niesprzyjające otoczenie, jakieś traumatyczne przeżycie można nabawić się czegoś, co wcale nie jest winą samej używki. Ale oczywiście na używkę spada cała wina i nic innego. I na to też leci społeczeństwo wychowane na propagandzie.
Jeżeli chodzi o rozwijanie się zaburzeń po długotrwałym paleniu czy większej podatności ze względów genetycznych to się z tym zgadzam. Nie zaprzeczałem temu nigdzie (a jeżeli tak to się poprawiam). Dlatego zawsze powtarzam, że używki nie są dla każdego. Czyżbyś tego nie doczytała u mnie, Pani ekspert? Wspominam o tym praktycznie w każdym poście, a widzę, że i tak nie dociera. Heh szkoda, ale widzę bariery psychiczne u Ciebie są nie do pokonania :P

Co do spływania i przeżywania emocji to prawda, ale na trochę innej zasadzie. Człowiek może się stać bardziej wrażliwy, zmieni mu się system wartości, ale jednocześnie stanie się bardziej aspołeczny. Oczywiście można i w drugą stronę, kwestia osobowości. Jedne cechy się wyostrzają, inne zanikają. Ale to jak ze wszystkim w nadmiarze - jedząc codziennie spory posiłek i pochłaniając desery kilka razy dziennie, mając jednocześnie grupę krwi, która sugerowałaby inną dietę, wcześniej czy później ktoś stanie się gruby. Oczywiście każdy ma swój metabolizm, to jest zależne od wielu czynników, ale nie da się tego ukryć i nie mówić przy tym podczas dyskusji o sytym jedzeniu, słodyczach. Będąc młodym ma się dobry metabolizm jak wiadomo, ale wszystko się kiedyś kończy. Oczywiście są wyjątki, ale rzadko kiedy zauważalne. Wspominam o tym, bo chodzi o samą zależność nadmiarowego pakowania w siebie czegoś co daje przyjemność. Przyczyna - skutek. I to cała filozofia.

-- So, 21 kwi 2012, 02:22 --

W tym artykule wspomnieli o psychodelikach i mdma. No tak, tyle że psychodeliki przyjmuje się właśnie po to, żeby uzyskać ten efekt psychotyczny :P Nie wiem kto to pisał (na pewno ktoś kto nie ma o tym wystarczającej wiedzy), może ktoś chciał dobrze, ale idiotycznie to sformułował, nie wiem, w każdym razie nie ma ani jednego odniesienia do badań, jedyne tanie has, niczym w gazecie wyborczej.
No i dobrze przewidziałaś moją reakcję, ekspertko. Po prostu jestem uczulony na takie populistyczne bzdety pisane dla ludzi w ogóle nie zainteresowanych tematem. Bo każdy kto choć trochę się tym interesuje będzie mieć kontr-argumenty. Bo cały artykuł sprowadza się do negatywnych skutków (w dodatku tak skąpo opisanych), a to jest zwykła hipokryzja.

I co, jesteś zadowolona z mojej odpowiedzi? Przewidziałaś ją, więc możesz być dumna, że mnie "rozpracowałaś", heh :lol:

-- So, 21 kwi 2012, 02:23 --

BTW. Happy 4/20 ;) (no 2.5 godziny temu się skończył ten dzień, ale i tak)

-- So, 21 kwi 2012, 02:32 --

A jeszcze coś opiszę. Odnośnie tych badań, racja że dużo osób odczuwa brak motywacji do nauki (jakby oceny na papierku były najważniejsze na świecie), ale jakby przyjrzeli się konkretnie historii każdej osoby to prawdopodobnie wniknęłoby z tego to co starałem się opisać wcześniej, że ludzie bardziej introwertyczni i indywidualiści będą mieć ciężej w życiu w społeczeństwie i tu nie chodzi o używki, ale o wszystko. Używki często używa się do uciekania przed problemami, a to błąd. Moim zdaniem dzięki używkom (powszechnie uznanym za nielegalne) można tym problemom przyjrzeć się z innej perspektywy, żeby nie powiedzieć całkowicie je rozwiązać, bo to już zależy od człowieka co z tym zrobi. Z resztą różne formy sztuki powstawały "pod wpływem" i tego nie da się ukryć. Podobnie z wynalazkami i pewnymi przekonaniami filozoficznymi.

Jeżeli chodzi o depresje to każdy w życiu przeżywa takie stany, bo gdyby nie przeżył to by nie wiedział co to szczęście, radość. Z tym, że oczywiście jedni mają większe skłonności do przedłużania się takich stanów, inni mniejsze. I tamci pierwsi są bardziej podatni na KAŻDE negatywne działanie wszystkiego co ich otacza, nie tylko używek. Ile osób skoczyło z okna przez złamane serce, czy odrzucenie. To jest trochę głębsze niż twierdzenie, że "jak się zacznie palić to całe życie stracone".

-- So, 21 kwi 2012, 02:34 --

Dobra, tyle ode mnie. Jako że zaglądam tu już rzadko na to forum, a nie chce mi się pisać w kółko tego samego dla ludzi, których i tak nie przekonam to myślę, że na tym zakończę dyskusję w tym temacie. Chyba, że ktoś napisze coś interesującego o czym naprawdę warto pogadać i czego jeszcze nie było tutaj.

-- So, 21 kwi 2012, 02:36 --

Heh nie mogę już edytować posta, a tam mi się wkradło kilka merytorycznych błędów (dopiero teraz poczytam to co napisałem), jak np z tymi "alternatywnymi rozrywkami", miało brzmieć trochę inaczej, ale już trudno, miłej nocy życzę.
Offline
Posty
866
Dołączył(a)
19 lip 2011, 01:24

Marihuana

Avatar użytkownika
przez ekspert_abcZdrowie 23 kwi 2012, 11:41
KeFaS, owszem, pewnie mamy inny system wartości, ale nie uważam, że któryś z nich jest gorszy. Inny nie znaczy gorszy. Ważne, że Ty czujesz się ze swoimi zasadami OK, a mi wygodnie z moimi.
Chodzi o to, że pewna grupa ludzi to hedoniści i cenią sobie rozrywkę i wypoczynek, żeby mieć czas na rozmyślanie, filozofowanie, albo po prostu lubią "żyć chwilą" i nie do końca zgadzają się ze społeczną modą na posiadanie coraz to nowych samochodów, gadżetów (owszem fajne są, ale jak od wszystkiego - można się od nich uzależnić), nie każdy musi się godzić na życie w "normalnym" społeczeństwie, czyli robić dzieci, płacić podatki i nie dojść w życiu do żadnych głębszych przemyśleń, albo chociaż nie pozachwycać się tymi prostymi rozrywkami jakie dała nam natura. I nie mam tu na myśli tylko marihuany, ale wszystkiego od czego odchodzi się na rzecz społecznej mody i przeładowaniu informacjami o nowościach w na rynku.

Zarzucasz innym, że lecą w stereotypy i schematy myślowe, propagując hasła "Maryśka nielegalna, Maryśka be, Maryśka samo zło", a samemu łatwo Ci przychodzi ocenianie innych i snucie generalizacji. W Twoją powyższą wypowiedź wkradła się implikacja, sugerująca, że jeżeli ktoś żyje w "normalnym" społeczeństwie, płodzi dzieci, płaci podatki itp., to jednocześnie wyklucza to szansę na głębsze przemyślenia, bo wpadło się w sidła "kultury", która wyhamowuje "głębsze", a co ważniejsze "samodzielne" myślenie. Ci, którzy natomiast palą marihuanę, nie tylko są zdolni do głębszych przemyśleń i refleksji, ale jako kontestatorzy zasad społecznych (robię coś, co jest społecznie nieakceptowane) mają większe szanse na poszerzenie horyzontów myślowych i samodzielne życie, niepodyktowane przez konwenanse czy zasady społeczne. Ja natomiast nie zgadzam się, że ludzie, którzy żyją "normalnie", jak to określiłeś, nie mogą jednocześnie żyć samodzielnie, samodzielnie myśleć i być szczęśliwi. Jedno nie wyklucza drugiego.
Odnośnie "alternatywnej rozrywki", co to właściwie znaczy? Czy to co większość uznaje za dobre? Dlaczego mam się kierować zdaniem większości? Nie lubię podlegać presji społecznej, więc się nie dostosuję.
Jeżeli czujesz się lepiej, paląc marihuanę, bo jest to, wg Ciebie, jakiś wyraz osobistego "buntu" czy próba podkreślenia, że nie godzisz się na porządek społeczny, to OK. Ja nie muszę palić gandzi - to nie jest mój sposób na poczucie się indywidualnym, samodzielnym w myśleniu i odpornym na wpływy społeczne. Tak samo, jak nie muszę palić, by wznieść się na wyżyny doznań seksualnych.
To jest po prostu mój wybór jak spędzam wolny czas, w jaki sposób żyję. Nie lubię gdy ktoś mnie tego wyboru pozbawia. I nie lubię gdy ktoś go krytykuje jednocześnie przytakując popularnym formom rozrywki, na które "zgodziło" się społeczeństwo.
Nie zabraniam Ci palić, jeżeli tego chcesz i robisz to świadomie, to Twój wybór. Tak jak Ty nie lubisz, gdy ktoś pozbawia Cię wyboru, tak ja mogę nie lubić, kiedy ktoś próbuje mnie pozbawić prawa do mówienia tego, co myślę i przestrzegania przed marihuaną. I wiem, że pisałeś we wcześniejszych postach, że marihuana nie jest dla każdego. Tylko, że osoba przed spróbowaniem maryśki nie wie, czy ta jest dla niego, czy nie jest. Przekona się dopiero, jak po nią sięgnie. Jeżeli sam chcesz czuć się wolny, to nie odmawiaj wolności słowa innym. Wolność słowa implikuje, że wierzysz w wolność głoszenia poglądów, które są sprzeczne z Twoimi, które Ci się nie podobają, których możesz nawet nienawidzić.
Nie wiem czy to ogarniasz, jeżeli nie to trudno, nie będę się spierać. Jeżeli tak to spróbuj zrozumieć mój punkt widzenia. Człowiek szczęśliwy to człowiek czerpiący radość z życia. Ze swojego życia. Nie z życia, które dyktują mu inni.
Zdaję sobie sprawę, co chcesz napisać i szanuję Twój punkt wiedzenia. Zdajesz się jednak KeFaS sugerować, że osoby, które żyją zgodnie z normami społecznymi są "gorsze", bo podporządkowały się zasadom podyktowanym przez innych. A ja tak nie uważam. To Ty nie chcesz zrozumieć mojego punktu widzenia. To, że nie jestem zwolenniczką palenia marihuany i podzielam ogólnie panujące w społeczeństwie poglądy, nie oznacza, że ich wcześniej nie zweryfikowałam. Moje stanowisko w tej kwestii nie jest stanowiskiem, które wyrasta z przekonania: "Psychologowi nie wypada powiedzieć inaczej jak NIE dla narkotyków". Może nie jestem specjalistą na temat narkotyków, ale wiem znacznie więcej na ich temat niż przeciętny Kowalski i moje zdanie nie jest pustym krzyczeniem propagandowych haseł, które bezrefleksyjnie przyjęłam, bo tak CHCE SPOŁECZEŃSTWO.
Z góry odrzucasz moje argumenty (nawet o tym napisałaś w ostatnim zdaniu), nie umiesz się otworzyć po prostu na nowe możliwości. Ale takie cechy posiada niemal każdy. Trudno jest zmienić myślenie, ale mam nadzieję, że kiedyś Ci się to uda "ekspercie" ... bez urazy, po prostu nie wiem nic o Tobie (jedynie to, że układa Ci się z partnerem), nawet nie wymyśliłaś sobie jakiegoś konkretnego pseudonimu, tylko polegasz na "randze społecznej"
Nie odrzucam Twoich argumentów. Mamy po prostu inne zdanie w tej kwestii. Napisałam nawet wcześniej, że w wielu miejscach się z Tobą zgadzam, ale może tego nie zauważyłeś. I przykro mi, że taki bystry człowiek jak Ty, zniża się do poziomu w konwersacji, robiąc personalne wycieczki. Ja też o Tobie nic nie wiem... Nawet o Twoich relacjach z partnerką. Nic mi do tego. To nie jest argument, który uniemożliwia prowadzenie dyskusji. Jeśli chodzi o mój pseudonim, to nie uzurpuję sobie prawa, by nazywano mnie "ekspertem". Nie miałam wpływu na to, jaki mam forumowy nick. Ustawił mi go mój pracodawca - gwoli wyjaśnienia.
Heh szkoda, ale widzę bariery psychiczne u Ciebie są nie do pokonania
Nie wiem, o jakich barierach mówisz? To, że nie przyklaskuje Twoim wypowiedziom i mam odwagę napisać, że w jakimś tam punkcie się z Tobą nie zgadzam, nie oznacza, że mam bariery psychiczne. Po prostu mamy inne zdanie. Mam prawo mieć własne poglądy, a Ty - własne.
No i dobrze przewidziałaś moją reakcję, ekspertko. Po prostu jestem uczulony na takie populistyczne bzdety pisane dla ludzi w ogóle nie zainteresowanych tematem. Bo każdy kto choć trochę się tym interesuje będzie mieć kontr-argumenty. Bo cały artykuł sprowadza się do negatywnych skutków (w dodatku tak skąpo opisanych), a to jest zwykła hipokryzja.

I co, jesteś zadowolona z mojej odpowiedzi? Przewidziałaś ją, więc możesz być dumna, że mnie "rozpracowałaś", heh
To miała być jakaś prowokacja? Nieudana.

Pozdrawiam!
Psycholog
Posty
7581
Dołączył(a)
22 sie 2011, 15:11

Marihuana

przez CichoCiemny 24 kwi 2012, 02:16
ekspert_abcZdrowie, wiesz, masz sporo racji i przyznaję się, że źle to wszystko ująłem i poniosły mnie emocje (chciałem inaczej zredagować post, ale za długo to trwało i nie mogłem już edytować), w każdym razie bez urazy, jest spoko ;) Z tą "prowokacją" to nie tak, po prostu wcześniej odniosłem wrażenie tego typu personalnej wycieczki w Twoim poście, jednak nie traktowałem tego jako atak, a u mnie miał brzmieć bardziej na luzie, no cóż, to tylko słowa, zawsze mogą być źle odebrane.
Widzę, że jesteś ogarniętą osobą (jakkolwiek to brzmi, u mnie zawsze pozytywnie ;) ), dlatego nie chcę kłótni tylko rzeczowej wymiany poglądów.

-- Wt, 24 kwi 2012, 02:32 --

ekspert_abcZdrowie napisał(a):Tylko, że osoba przed spróbowaniem maryśki nie wie, czy ta jest dla niego, czy nie jest. Przekona się dopiero, jak po nią sięgnie.

To jest ważna kwestia. Osoba staje przed wyborem: spróbować czy nie. Chodzi mi o to, żeby ten wybór nie był pod presją znajomych, którzy namawiają, tylko świadomy z uwzględnieniem wszystkich możliwych skutków, także tych negatywnych. Podobnie jest z alkoholem i z pierwszym tzw. "zgonem" (upicie się do nieprzytomności). Można słyszeć z opowiadań kumpli jak to któryś się "najebał", jednak dopóki nie przeżyje się tego samemu to nie wiadomo tak naprawdę co to za doświadczenie (pomijam kwestię tego czy negatywne czy pozytywne, po prostu nowe doświadczenie). No i tak jak trzeba się nauczyć pić, tak żeby się nie zalać w trupa, ale dobrze się bawić ("trzeba" w tym znaczeniu, że jeżeli już ktoś sięga po alkohol to musi się nauczyć samokontroli, żeby nie przezywać "zgonu" po każdej imprezie), tak samo jest z paleniem. I z każdą inną używką. Dużo osób robi ten błąd, że na pierwszy raz (albo ogólnie jak ktoś dopiero zaczyna palić i nie chce poprzestawać na jednym razie), że spala za dużo naraz, dlatego potem doświadcza zawrotów głowy, wymiotów czy nieprzyjemnych doświadczeń psychicznych. Potem często zwala się winę na samą używkę, a szczegóły dotyczące jej zażywania już są mniej istotne, a powinno być odwrotnie.
Offline
Posty
866
Dołączył(a)
19 lip 2011, 01:24

Marihuana

Avatar użytkownika
przez ekspert_abcZdrowie 24 kwi 2012, 11:22
KeFaS, mi też zależy na rzeczowej wymianie poglądów, a nie na słownych przepychankach. Specjalnie nie przejęłam się Twoim wcześniejszym wpisem - chyba zdążyłam się już uodpornić na próby atakowania mnie w różnych miejscach tego forum. Zresztą, to nieistotne. Tak jak napisałeś - jest spoko ;)

Zgadzam się z Twoją drugą częścią wpisu, iż ludzie, którzy sięgają po maryśkę, często nie wiedzą, jak jej używać, nie znają "instrukcji obsługi" marihuany i robią sobie "kuku" na własne życzenie, np. wypalając jednorazowo zbyt dużo za namową kolegów czy też z innych powodów. Kto lub co jest wówczas winne? Sama marihuana czy konsument marihuany, nieświadomy jej ewentualnego wpływu? A może i jedno, i drugie?

KeFaS, zdaję sobie sprawę, że wiele zwolenników marihuany, jej palenia czy też legalizacji, upatruje w przeciwnikach maryśki takie osoby, które nic o niej nie wiedzą i powtarzają tylko puste frazesy, które usłyszeli gdzieś tam w mediach albo przeczytali w Internecie na wątpliwej jakości portalu. I to szufladkowanie trochę boli, bo wiele osób, które świadomie mówią "Nie" maryśce, całkiem sporo o niej wiedzą. Ja osobiście nie czuję się mega ekspertką od narkotyków i innych substancji psychoaktywnych, ale trochę wiem. Mam świadomość też, ile nie wiem i nie wstydzę się do tego przyznać. Pewnie sam zagiąłbyś mnie w niejednej kwestii na temat marihuany czy samego THC. To, że nie zgadzamy się w pewnej kwestii, nie oznacza, że musimy skakać sobie do gardeł. Zresztą w wielu miejscach z Tobą się zgadzam, chociaż otwarcie tego nie zwerbalizowałam, pisząc komentarze w stylu "W tym miejscu KeFaS ma rację. Zgadzam się z nim". Chodzi o to, że Ty KeFaS jesteś świadomym użytkownikiem marihuany czy eksperymentatorem różnych używek, a większość młodych ludzi sięga po "coś", nic o tym "coś" nie wiedząc i w tym tkwi główny problem. Brakuje chyba "świadomości konsumenckiej" :D
Psycholog
Posty
7581
Dołączył(a)
22 sie 2011, 15:11

Marihuana

przez CichoCiemny 24 kwi 2012, 21:09
ekspert_abcZdrowie, w tym ostatnim zdaniu Twojej wypowiedzi jest całe sedno tej dyskusji. Sam próbuję uświadamiać ludzi, zarówno przeciwników marihuany, jak i zwolenników ;) I nie chodzi tu tylko o palenie, ale wszelkiego rodzaju używki.
Osobiście nie raz się na czymś przejechałem (np. na mocnych stymulantach, które mi nie służą po prostu i nie mam zamiaru ich już brać) i też na tej podstawie opisuje swoje doświadczenia, więc jest to po części subiektywne zdanie, ale staram się być obiektywny względem ogółu.
Offline
Posty
866
Dołączył(a)
19 lip 2011, 01:24

Marihuana

przez BORO 29 kwi 2012, 02:50
witam.mam na imie Michał 25 lat,od lat 6 choruje na silną nerwice która ogranicza mnie w dużym stopniu.ogólnie lęk,niepokój,napięcie , ciągle wkręcanie sobie czegoś,ciągła walka z myślami,ostatnio doszła fobia społeczna,kolorowo nie jest,wręcz powiedziałbym że jest wypierdoliście ciężko w /cenzura/,podejżewam że znacie ten ból skoro tu jesteście.wszystko zaczęło sie od któregoś z kolei upalenia sie nieznanego pochodzenia trawą po czym dopadł mnie bad trip i mija 6 lat leczenia.leki przerobiłem już wszystkie jakie są , obecnie jestem na konfiguracji 2 neuroleptyków(amisulpiryd,olzapin), symli(stabilizator nastroju) oraz sertagenu z którego powoli schodze.miewam dni lepsze kiedy mam wrażenie że z tego wychodze,po czym objawy nasilają sie i znów spadam w dół,i na zmiane.macie jakieś ciekawe pomysły co jeszcze moge z sobą zrobić aby było lepiej ?dodam tylko że byłem już na nie jednej psychoterapii i /cenzura/ mi one dają,moje objawy są średnio zależne ode mnie.mój lekarz też ma już na mnie wyjebane pisze mi recepty na to co ja chce i czuje sie spisany na straty./cenzura/ w takie życie :-(
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
29 kwi 2012, 02:35

Marihuana

Avatar użytkownika
przez Kalebx3 29 kwi 2012, 14:34
.wszystko zaczęło sie od któregoś z kolei upalenia sie nieznanego pochodzenia trawą po czym dopadł mnie bad trip i mija 6 lat leczenia.

Witaj BORO , zadam ci z dużej ,aczkolwiek czystej ciekawości( również jako ten z ponad 20 letnim stażem palenia zielonego),czy uważasz ,że jakbyś w ogóle nigdy w życiu nie zapalił ,i ew.tym podobnych silniejszych "rzeczy" użył ,myślisz ,że dziś byłbyś zdrów jak ryba ,a o psychotropach słyszałbyś jedynie z gazet, telewizji i książek? Jak myślisz ?
Wielu ludzi pali ,ale jak zauważyłem bardzo niewielu zdarzają się takie akcje jak Tobie. Druga sprawa to bardzo wątpię czy to co zapaliłeś to była czysta trawa. Tyle teraz ścierwa i innych wątpliwych maczanek na wolnym rynku...
Mi też swego czasu zdarzyła się akcja tego typu tyle ,że na mega zjeżdzie amfetaminowym . Potem przez około 3 lata jedna natrętna wyniszczająca myśl :"to już zawał i koniec ze mną ", lęk ,że poty na czole i inne objawy z bardzo częstym mierzeniem tętna ...ale gdy weszła w 95 roku fluoksetyna ,po półrocznej kuracji ,wszystkie owe symptomy jak ręką odjął.
Mogę Ci tylko doradzić,szukaj najodpowiedniejszego dla siebie lekarstwa, kombinuj z nich mixy,czytaj ,pytaj innych( jak teraz) ,w końcu znajdziesz( albo ONO znajdzie Ciebie) PRAWDZIWE UZDROWIENIE!
Pozdrawiam.
mija 6 lat leczenia.leki przerobiłem już wszystkie jakie są

Jesteś tego pewien? ,,, bo ja przez 24 intensywne psychofarmakologiczne lata nie przerobiłem wszystkich.
>>> Jesteśmy żebrakami żyjącymi na koszt Boga >>>
Avatar użytkownika
Offline
Posty
9027
Dołączył(a)
26 cze 2011, 00:09
Lokalizacja
człowiek śmiertelny i grzeszny

Marihuana

przez BORO 29 kwi 2012, 23:05
kalebx3 dobrze wiem, że jakbym nie palił to i tak tego typu zaburzenia by wyszły ,,na dno'' z tym, że może dużo później a tym samym dłużej cieszyłbym sie młodością dlatego mam sobie za złe.mój wspaniały lekarz twierdzi że przerobiłem już wszystkie leki,lecz nie przypominam sobie żeby kiedyś przepisał mi prozak(domniemam że to samo co fluoksetyna) . może następnym razem jak sie do niego wybiore zaproponuje, zobaczymy czy sie zgodzi i czy da sie to połączyć z neuroleptykami i stabilizatorem.o PRAWDZIWYM UZDROWIENIU - marze :-(, dziękuje za pozytywne zakończenie Twojej wypowiedzi. może jest jeszcze ktoś kto ma jakieś opinie na temat opisu tego co sie ze mną dzieje ?
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
29 kwi 2012, 02:35

Marihuana

Avatar użytkownika
przez Kalebx3 29 kwi 2012, 23:27
Fluoksetyna to klasyka , koniecznie spróbuj. Polecam Ci również bardzo dobry stabilizator: lamotryginę. Dobrze się komponują . Pamiętaj też ,że dużo ( jak nie najwięcej) zależy od dobowej dawki leku. Na neuroleptyki uważaj ,potrafią więcej zjebać niż pomóc i używaj ich tylko dorażnie i w ostateczności ( przy tak zwanych niewyróbach).
Pozdrawiam. Niech wypowiedzą się inni.
>>> Jesteśmy żebrakami żyjącymi na koszt Boga >>>
Avatar użytkownika
Offline
Posty
9027
Dołączył(a)
26 cze 2011, 00:09
Lokalizacja
człowiek śmiertelny i grzeszny

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości

Przeskocz do