Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

Dział poświęcony uzależnieniom. Na forum dyskutujemy na tematy: alkoholizm, hazard, uzależnienie seksualne, uzależnienie od gier komputerowych, pracoholizm, palenie nikotyny oraz inne.

Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

Avatar użytkownika
przez Arasha 23 lip 2014, 23:32
Przemek_44 napisał(a):U mnie, jeśli pytanie brzmi ile przyjąłem benzo naraz, to 6 mg Clonazepamu (z rana), taką dawkę łykałem kiedyś na "rozruch".., W końcowym okresie uzależnienia to w ciągu 1 dnia (nie na raz) było i 15 tabl Clonazepamu 2 mg czyli = 30 mg CLona na dzień


Kurde, no to teraz rozumiem, czemu tyle razy podchodziłeś ( nieudanie ) do odstawki.
Dla mnie to cud, że żyjesz i jeszcze masz ochotę dzielić się swoimi doświadczeniami :great:
Ja dziś znowu wzięłam 2 mg Clona, bo bolała mnie głowa, a bałam się wziąć Etopiryny ze względu na moją emetofobię :roll: Już sama nie wiem, czy te moje ostatnio częste bóle głowy to efekt brania Clona i tego, że np. jeden dzień nie wezmę :?: Spróbowałam w niedzielę 10 mg paro, bo miałam jeszcze sprzed paru lat w domu ( w terminie ważności, oczywiście :D ), ale jak się naczytałam o ubokach, to rzuciłam jak zwykle w kąt. Ja chyba nie potrafię się normalnie leczyć :shock: Perazynę też brałam 3 dni w najniższej dawce, ale było mi niedobrze i przerwałam, bo musiałam po niej brać Clona, a to przecież błędne koło ...

Zastanawiam się, czy warto parę lat przeżyć w miarę spokojnie na Clonie, a potem ... ( zresztą, czy będzie jakieś potem ??? ), skoro nie jestem w stanie podjąć innego leczenia :bezradny:
Nie zamierzam się pod nikogo ustawiać, zamykać gęby, bo innym coś się nie podoba i brać na klatę czyichś zażaleń. Jestem sobą i sobą zamierzam pozostać.

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
Avatar użytkownika
Offline
zbanowany
Posty
5761
Dołączył(a)
24 lut 2014, 18:41
Lokalizacja
dostałam ostrzeżenie, bo się broniłam... sprawiedliwość... to fikcja!

Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

Avatar użytkownika
przez JużTuByłem 24 lip 2014, 10:33
U mnie dziennie dochodziło do 10 mg alproxu rano 5 mg ,5 mg popoludniu.Były takie ciągi ,ale nie trwały one więcej nić tydzien ,bo mi recept brakowało.Pozniej odstawiałem nagle i odziwo 4-5 dni czułem się normalnie.Alprox dalej był w moim organizmie ,pomimo tego co piszą na ulotce on nadal działał.Teraz np. jakbym dziś wziął powiedzmy 7 mg wiem ,że jutrzejszy dzien i może nastepny będą dobrymi dniami.
Teraz(od kilku miesięcy) średnio biorę po 3,4 dniach 5 mg ( ostatnio mam brać dziennie po 1 mg ,ale ja sobie to chomikuje,bo 1 mg w ogole nie odczuwam tak jakbym chciał)Świat bez tego haju po benzo(na mnie działa po przyjeciu dawki euforyzująco przez pierwszą godzinę ,co powoduje ,ze jeszcze trudniej mi się z tym rozstać)wydaje się taki chujo.wy i nie do strawienia.Odcinam się ostatnio od świata ,nie gadam z nikimi ,siedzę w domu całymi dniami zlekniony lub z deprechą.

p.s od dzisiaj juz odstawiam tak jak powinienem czyli dziennie biorę dawkę ,a nie co kilka dni kumulacja.
"Oj mój człowieku, jak ja to życie kocham
Kocham, i nie na prochach pokonać cię zdołam
Bo kiedy człowiek woła, inny go nie słyszy
Rośnie w siłę"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
819
Dołączył(a)
24 sie 2012, 00:40
Lokalizacja
KATO

Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

Avatar użytkownika
przez Michaela 24 lip 2014, 11:36
JużTuByłem. po odstawieniu tych prochów nagle tak jak ja , to jest ciężko, lekarz mi powiedział ze nie powinnam tego robić , bo może to zaszkodzić sercu , i ciśnienie się strasznie waha , ale mnie już nic nie interesuje , nie będę tego brać , ponieważ bardzo źle się czuje po nich , i nie mam innego wyjścia tylko się męczyć, a co do tego ze z nikim nie rozmawiasz tylko siedzisz w domu, powiem ci ze nie jest dobrze, powinieneś wyjść do ludzi, nie zamykaj się w sobie , bo to nic nie da, a pogorszy stan zdrowia , miedzy ludźmi jest inaczej , nie myślisz tyle, miedzy czasie włącz sobie jakąś muzykę, ja dodatkowo wiesz co robię często... biorę prysznic taki letni , naprawdę pomaga ... nie załamuj się , do przodu , damy rade musimy z dnia na dzień, wiem ze jest ciężko, mi tez , ale już raz pisałam, innej drogi nie ma , trzeba walczyć... nie jesteś sam , jest nas wiele, z tymi samymi problemami ....

-- 24 lip 2014, 11:55 --

scarlett33 dobrze ze kontrolujesz to wszystko , staraj się brać jak najmniej słonko ...
liffe is beautiful, just need to know how to live
Avatar użytkownika
Offline
Posty
106
Dołączył(a)
06 lip 2014, 09:49
Lokalizacja
Daleko w swiecie

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

przez abrakadabra xx 24 lip 2014, 17:55
Ja pod koniec odwyku chodziłem na siłkę i sporo mi to pomogło. Nie myślałem tyle o bzdurach, miałem zajęcie, lepsze ogólne samopoczucie, lepsza kondycja, samodyscyplina. Same plusy, no może po za jednym, ćwiczenia wymagają wysiłku :D
abrakadabra xx
Offline

Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

Avatar użytkownika
przez Michaela 24 lip 2014, 18:35
advanced ile Twój odwyk trawal długo ??
liffe is beautiful, just need to know how to live
Avatar użytkownika
Offline
Posty
106
Dołączył(a)
06 lip 2014, 09:49
Lokalizacja
Daleko w swiecie

Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

przez abrakadabra xx 24 lip 2014, 18:41
Michaela, rok czasu, w końcowej fazie uzależnienia ok 10mg dziennie czasem więcej :mrgreen: Jak się nie mylę to była 20-krotnie większa dawka od twojej :mrgreen:
Ogólnie przeyebane było. Także dobrze że teraz to odstawiłaś.
abrakadabra xx
Offline

Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

Avatar użytkownika
przez Michaela 24 lip 2014, 18:43
advanced. tak odstawiłam, ale wiesz jaka męka , ale muszę dać rady , nie ma innego wyjścia, dziś własnie czuje się podle :(
liffe is beautiful, just need to know how to live
Avatar użytkownika
Offline
Posty
106
Dołączył(a)
06 lip 2014, 09:49
Lokalizacja
Daleko w swiecie

Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

przez abrakadabra xx 24 lip 2014, 18:52
Michaela, Ja wierzę w ciebie że dasz radę, nie zawiedź mnie ;)
abrakadabra xx
Offline

Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

Avatar użytkownika
przez Michaela 24 lip 2014, 18:58
advanced . ok nie zawiodę Ciebie , bynajmniej postaram się ... :)
liffe is beautiful, just need to know how to live
Avatar użytkownika
Offline
Posty
106
Dołączył(a)
06 lip 2014, 09:49
Lokalizacja
Daleko w swiecie

Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

przez khali 25 lip 2014, 13:39
moja walka z benzo przyjeła zaskakujący obrót , nie wiem czy to przejaw choroby czy coś innego ale dzisiaj jak sie obudziłem to doznałem dziwnego olśnienia że te proszki tak jak alkohol nie są mi do życia potrzebne, poprostu chce na świat patrzeć trzeżwo , teraz wiem że tą walkę wygram, pozdrawiam
who owns my heart?
Offline
Posty
113
Dołączył(a)
30 sty 2011, 20:02

Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

Avatar użytkownika
przez Przemek_44 28 lip 2014, 12:01
Arasha napisał(a):Zastanawiam się, czy warto parę lat przeżyć w miarę spokojnie na Clonie, a potem ... ( zresztą, czy będzie jakieś potem ??? ), skoro nie jestem w stanie podjąć innego leczenia :bezradny:



Arasha A próbowałaś kiedykolwiek podjąć terapię będąc na "Clonie" ? Jeśli tak,to czy miałaś takie same stany lękowe w trakcie? Może powinnaś póki co spróbować popracować na lekach, oczywiście o ile znajdzie się jakiś psychoterapeuta, który Cię przyjmie (?) No,ale może akurat na jakiś czas, na terapię indywidualną, a później w ciągu następnym miesięcy,czy nawet lat stopniowo ograniczać dawkę,aż do zera (?) Jak już wspominałem wcześniej nie jestem za nagłym odstawianiem leków, "przestrojenie" z nałogowego radzenia sobie z przykrymi emocjami (nałogowy mechanizm regulowania uczuć) na sposób zdrowy wymaga często długiego czasu,ale też nastąpi taki moment,że trzeba będzie leki odstawić do zera..Oczywiście to indywidualny wybór każdego uzależnionego, ja np pierwsze konsultacje z psychologiem klinicznym i specj. leczenia uzależnień miałem jeszcze w stanie mocnego naproszkowania..później detoks, częściowo udany, zamiana dużych dawek Clonazepamu, na terapeutyczne Cloranxenu i przez dłuższy okres terapia na tym leku, adaptowanie się do "trzeźwości"..Po 9 latach na Clonie w dawkach 10mg 20 mg 30 mg/ dzień (w końcowym okresie) zmiana na słabszy Cloranxen 20-30 mg była dla mnie wielkim skokiem, gdy zastosujemy przelicznik prof Heather Ashton :
http://www.lekomaniablog.pl/benzodiazepiny-wykaz/

to mamy, że 30 mg Cloranxenu = 2 x 1 tabl 10 mg Relanium
czyli 30 mg Cloranxenu = 20 mg Relanium

z kolei 0,5 mg Clonazepamu = 10 mg Relanium, czyli można powiedzieć

że 30 mg Cloranxenu = 1 mg Clonazepamu, a więc przesiadłem się , biorąc nawet pod uwagę te niższe dawki 10 - 20 mg Clona, na 20 - 10 - krotnie mniejszą dawkę, a przez 3 miesiące to nawet nic nie brałem zanim zacząłem zażywać Cloranxen..

Przez długi okres czułem, że świat jest "za wyraźny", jakby ktoś mi zdjął grubą folię z oczu,z całej głowy do której byłem przyzwyczajony, trwało to dość długo, a później jak minęło, to wracały jeszcze takie stany

Powiem Ci szczerze, że myślenie w takich kategoriach, a pobiorę jeszcze Clona przez jakiś czas, przynajmniej przeżyję w miarę spokojnie parę lat jest z wielu względów myśleniem trochę "magiczno-życzeniowym" (sam miałem takie myślenie i nie tylko ja)..

Nie będę się rozpisywał na ten temat teraz, ale leczenie z uzależnienia z benzo i nerwicy pewnie nigdy nie jest i nie będzie w porę, bo teraz, z tego co piszesz masz studia, a po studiach może będziesz chciała podjąć pracę zawodową, założyć rodzinę, być może zostać matką, to już w ogóle nie wporę, tylko, że jak to jest i z innymi chorobami one pojawiają się i istnieją w naszym życiu, bez względu na to,czy nam się to podoba,czy nie..

Arasha A możesz napisać,czemu tak się boisz terapeuty? terapii? Ja odnoszę wrażenie (może mylnie (?).),że z jednej strony to owszem, boisz się, ale tak naprawdę to chodzi o to,że nie wierzysz w jej skuteczność (?) A w jaki sposób Ty uczestniczysz w zajęciach, wykładach, ćwiczeniach ?
Artykuł o uzależnieniach od leków BDZ na potralu kobieta.wp.pl Tabletka na życie - A.Wawrzyńczak

Mój blog o lekomanii.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
491
Dołączył(a)
07 sie 2013, 22:59

Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

Avatar użytkownika
przez JużTuByłem 02 sie 2014, 18:21
tydzień bez benzo i latam po ścianach...Codziennie mi się to cholerstwo śni.
Najgorsze u mnie jest uzależnienie psychiczne.Na trzezwo nie jest się już takim zajebistym :(
Jakoś bez tego środka nie wyobrażam sobie egzystencji.
"Oj mój człowieku, jak ja to życie kocham
Kocham, i nie na prochach pokonać cię zdołam
Bo kiedy człowiek woła, inny go nie słyszy
Rośnie w siłę"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
819
Dołączył(a)
24 sie 2012, 00:40
Lokalizacja
KATO

Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

Avatar użytkownika
przez Przemek_44 03 sie 2014, 02:23
JużTuByłem Współczuję, nie wiem czy to Cie pocieszy, ale nie tylko u Ciebie..Z tego co się orientuje to w każdym uzależnieniu głównym i najgorszym problemem jest właśnie uzależnienie psychiczne, czy też psychologiczne (jak zwał, tak zwał), choć objawy odstawienne też potrafią być przykre, a nawet niebezpieczne dla życia, gdy w przyp benzo odstawi się je natychmiast..

Powiem Ci też,że myślenie "nie wyobrażam" sobie życia, egzystencji bez benzo, czy też innej substancji jest typowe raczej u każdego uzależnionego (sam tak miałem), niektórzy terapeuci na odwyku to nawet mówili, że świadomość, że do końca życia nie będzie już żadnych proszków, alkoholu itd brzmi dla uzależnionego jak jakiś "wyrok"..Ale to nieprawda, można się odzwyczaić od wszystkiego, ale na pewno nie w tydzień :( zwłaszcza jeśli ktoś brał latami (tak np jak ja) to w psychice utrwalają się pewne schematy radzenia sobie z przykrymi emocjami za pomocą benzo i musi minąć sporo czasu zanim to wszystko "wywietrzeje"..

My ludzie nie doceniamy, nie zdajemy sobie sprawy, jak wielki wpływ może mieć psychika na ciało, że mózg to bardzo skomplikowany, potężny narząd, czy też część ciała i tak samo jak ciało może podlegać wielu miesiącom rekonwalescencji, ćwiczeń (terapia, czyli dotarcie go nieuświadomionych konkflików,zmiana przekonań, wzorców myślenia, regularne oddziaływanie przez terapeutę na naszą psychikę)
Artykuł o uzależnieniach od leków BDZ na potralu kobieta.wp.pl Tabletka na życie - A.Wawrzyńczak

Mój blog o lekomanii.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
491
Dołączył(a)
07 sie 2013, 22:59

Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

Avatar użytkownika
przez ambiwalentna 03 sie 2014, 23:40
Witajcie

Nie raz myślałam już o tym, by do Was dołączyć, lecz hamowały mnie albo obawy, iż to tylko pogorszy stan rzeczy (czytanie o trudnościach w walce z uzależnieniem), bądź iż mój problem wyda się albo trywialny albo moje postępowanie z nim niewłaściwe.
Nie wiem do końca co się zmieniło, że uznałam, iż również tu pasuję, acz.. miło mi:)

Postaram się w skrócie.. postaram.. :mrgreen:

Mam 21 lat, na nerwicę lękową tj. agorafobię, lekkie od niedawna już lęki społeczne oraz najprawdopodobniej depresję "choruję" od 5 lat. Dlaczego jestem chora w cudzysłowie? Bowiem jestem tą, która uważa, iż wszystko dzieje się na poziomie psychologicznym, a niżeli neurologicznym. W przyszłości zamierzam być psychoterapeutą psychodynamicznym, zajmować się też zaburzeniami żywienia itp, jednak nigdy nie zrobię żadnej specjalizacji w dziedzinie uzależnień. Nie dlatego, iż sama jestem uzależniona, nie dlatego też ukierunkowałam się w stronę psychologii, ona była moim powołaniem odkąd pamiętam i dziękuję za to, że mogę je odczuwać.
Nigdy nie zapomnę (choć mogę się mylić) swojego pierwszego ataku paniki, którego doświadczyłam w wieku 16 lat na lekcji w gimnazjum. Nic specjalnego. Mroczki, duszności, poty, mdłości (których również tak strasznie panicznie się boję! w sumie tylko ich), wpatrywanie się w zegarek, a później już tylko bieg do domu, niemożność przejechania tych nastu przystanków tramwajem była nie do zniesienia. Biegłam szybciej niż myślałam, że umiem, a w domu.. ustało. Było już tylko gorzej, kilku gastrologów, parazytolog, rodzinny, jeden "wyrok" - wiadomo jaki ^^ Było już tylko gorzej. Nie opuszczanie domu, drgawki całymi nocami. I wylądowałam u psychiatry, która zaleciła mi "kurację" Xanaxem - brawo Pani Doktor! Najwyraźniej była Pani przekonana, iż nastolatka przestudiuje ulotkę w pierwszej kolejności.. no ale tak, od czego są rodzice. Nie wiem dokładnie jak to się stało, ale nikt nie zabrał mi po prostu tych leków. Po drodze pierwsze fatalne zakochanie, które było gwoździem do trumny, bankrut międzynarodowej szkoły.. ;p Ważne było abym zdała jakoś tę szkołę, zaliczyła testy, dzień po dniu wszystko było trudniejsze, dawka rosła błyskawicznie sięgało maxymalnie po 3mg dwa razy na dobę. Liceum już nie umiałam zrobić. Pewnego razu postanowiłam zdawać polską szkołę sama, przez OKE. Dokonałam tego w rok. Pytają się: jakim cudem?! Nie wiem. Najwyraźniej xanax nie upośledzał mojej nad wyraz dobrej pamięci i koncentracji. Tylko wówczas walcząc z ukrytymi lękami, jakie wywoływało we mnie samo uczenie się (choć kocham i chłonę wiedzę z miłością) wdrożyłam trzecią dawkę, by siedzieć po nocach. Po drodze feralne związki. I było coś w rodzaju najpierw: 2x 2,5mg, później + hmm jakoś 1,5/2 mg. Gdzieś w momencie, gdy zostałam znów wolną od problemów singielką odstawiłam dość szybko dozy tak, że zostałam z 3x 1,5 (nie wiem jak to się działo, mam amnezję z tamtych czasów akurat). I zastój.
Jednej zasady zawsze się trzymałam: to co odstawione nigdy nie powróciło, owszem, zdarzały się takie momenty np w PMSach, ale nigdy jeśli dawka była zmniejszona w ostatnim czasie. Po długim czasie w swoim ostatnim (jeszcze dobrym) związku odstawiałam kolejne dawki już w ćwiartkach, po burzliwym rozstaniu 2 mieś temu również (chociaż było to o wiele wiele bardziej trudne i klasycznie obwiniam jego). Teraz sytuacja wygląda tak : rano 1mg, południe 1mg, wiecz 0,75mg. Mam nadzieję, że nie będę miała kolejnych "zastojów". Idę z zasadą, aby póki nie jestem gotowa nic nie zmieniać bo najgorsze co można zrobić to powrócić do dawki i chyba dobrze robię.. w każdym razie moje 'odwyki' nie są aż tak tragiczne. Myślę, że najbardziej atakuje psychikę, aktualnie nawroty depresyjne i jakaś agresja, wyrzucanie emocji + ściski w żołądku, splocie słonecznym i gardle. Zauważyłam, że pielęgnując swoje odwyki w istocie - jestem bardziej "lekomanką na odwyku", nie lubię tego stanu, więc 4 dni temu odstawiając kolejną ćwiartkę po prostu funkcjonowałam normalnie. Wybywałam na rower, nad jezioro, na imprezkę, bawiłam się tak jak nie bawiłam się przez ostatni rok z partnerem cierpiącym na fobię społeczną, nie chcącym robić z tym absolutnie nic. I przeżyłam :) znów!
Chodziłam przez 7 mieś na terapię uzależnień i pomagała, głównie na psychosomatyczne odczuwanie lęków, lecz ta terapia prowadziła już do niczego. Pomagała głównie dlatego, że przepracowywałyśmy moje dzieciństwo (nie dotknęły mnie żadne poważniejsze traumy, lecz "diagnoza" mych lęków, którą sama sobie w sumie postawiłam, gdy żaden psycholog dziecięcy jeszcze nie był w stanie tego dokonać <pozdrawiam> wynika właśnie z dawnych lat). Teraz rozpoczęłam już terapię w nurcie, który będę studiować i wierzę w nią, gdyż moja dysfunkcyjna osobowość naprawdę przeszkadza..

Powiem tak: walczę. Nie mogę sobie wiele zarzucić, oczywiście zdarzają się takie dni, gdy marudzę, narzekam, mówię, że mam najgorzej i obciążam tym resztę, ale to nic. Tak wielu agorafobów po prostu zamyka się w domu na lata.. ja jako nastolatka naściągałam do domu tony amerykańskich poradników i krok po kroku ćwiczyłam wychodzenie z domu. To była naprawdę ciężka praca. Ćwiczyłam ekspozycje na lęk zaczynając od wycieczek do żabki będącej przy bloku (i to nie sama!!!), kończyłam na zdaniu semestru filozofii z jednym atakiem paniki na ćwiczeniach :brawo: tak, tak.. chyba sama troszkę podbudowuję tu siebie, ale ktoś musi : D Po rozstaniu 2 mieś temu wszystko wróciło. Absolutnie wszystko. Jestem w momencie załamania, złości, gniewu i żalu, ale wierzę, że znów dam radę i wierzę w psychoterapię!

Myślę, że ja również mogę podzielić się jakimiś dobrymi radami od siebie, chociaż mogły one już paść. Zacznijmy od książek: "Stawić czoło uzależnieniom" - Charly Cungi - bardzo przystępny podręcznik, szukałam długo czegoś co tak racjonalnie do mnie 'podejdzie', nie przeczytałam jeszcze całego, lecz mogę już ocenić. WszechKsięgę ;p o lękach mogę również polecić, jeśli ktoś potrzebuje. We wszystkich tych podręcznikach są polecone specjalne metody relaksacji, które jak twierdzą są niezbędne, aby przetrwać w odwyku, rozluźnić mięśnie i nie wrócić do dawki. Progresywna relaksacja Jacobsena - impulsy wysyłane do mózgu poprzez napinanie odpowiednio mięśni i uczenie ich rozluźniania, gdyż kiedy tkwimy w napięciu nasze myśli szaleją, nie jesteśmy w stanie zapanować nad lękami. Trening autogenny Shultza, bardziej na sen myślę : ) Oddychanie przeponowe. Suplementacja. Bardzo dużo ćwiczeń fizycznych!! Tyko będąc stałą klientką na fitnessie, włącznie ze sztangą mogłam regularnie odstawiać leki + samoocena, która jest u mnie słabiutka, podnosząc się, daje kopa :) Zmiana diety, weganizm. Staram się nie skupiać, pracować nad tym co jest tam głęboko, analizować, dać pochłonąć się pasji jaką jest wiedza, gitara i śpiew. Chciałabym chyba, żeby ten post i te kilka prostych czynności dały komuś z Was jakąś chwilową siłę, łatwo zniechęcić się widząc jak cierpią inni i zdecydowanie to forum jest od tego, ja też cierpię, choć nie mam na koncie innych leków.. każdego dnia walczę z wyjściem z domu, walczę z objawami i zachęcam Was do takiej samej walki.
Chciałam zacząć pozytywnym akcentem, bowiem wiem, że będę miała tak samo złe momenty i chciałabym wtedy chociaż tutaj przestać udawać, że sobie radzę i liczyć tak samo na wsparcie. Jednak najbardziej chciałabym, żeby każdy chciał uczyć się walczyć ze swoimi słabościami różnymi drogami, czasem nawet bolesnymi, żeby nikt nie stawiał się w pozycji "ofiary" jak to opisuje autor książki, twierdząc, ze nie ma i tak już wyjścia, że to się nie skończy, bo wówczas faktycznie tak będzie.
I ja również chcę wierzyć, że to się skończy. Chcę czuć prawdziwe emocje, stan zakochania i obawy. To, czego boję się najbardziej, to to, że gdy już się tego pozbędę (chciałabym jak najszybciej, ale wiem że nie można i że ciągle się zatrzymuję) to utrzyma się dziwny stan abstynencji, który zabierze mi znów sporą część życia.. liczę, że u każdego jest to inaczej, a jak doczytałam się w popularnym artykule o benzo, może on nie wystąpić u osób, które nie biorą leków "jak im się podoba, raz więcej , raz mniej" i schodzą z dawek powoli tj. ok 1/10 tego co się bierze. Proszę wybaczyć monolog, jak zwykle nie udało się krótko.
Pozdrawiam : )
Nothing happens by accident.. .
Avatar użytkownika
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
03 sie 2014, 22:22
Lokalizacja
Dziki Zachód

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do