Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

Dział poświęcony uzależnieniom. Na forum dyskutujemy na tematy: alkoholizm, hazard, uzależnienie seksualne, uzależnienie od gier komputerowych, pracoholizm, palenie nikotyny oraz inne.

Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

Avatar użytkownika
przez Ferdynand k 13 wrz 2013, 18:22
no naćpać Ci się nie pomogę bo tak to zrozumiałem

pregabalina uspokaja
kwas walproinowy działa na gaba i jest stabilizatorem nastroju o to Ci chodzi ?
zmienne nastroje nawracanie stanów depresyjnych , lęki ?
Avatar użytkownika
Offline
Naczelny Użyszkodnik
Posty
8617
Dołączył(a)
15 maja 2012, 18:32
Lokalizacja
ćwiartki 3/4

Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

Avatar użytkownika
przez halenore 13 wrz 2013, 18:29
wykończony napisał(a):no naćpać Ci się nie pomogę bo tak to zrozumiałem

To źle zrozumiałeś.
My mother said to get things done.
You'd better not mess with Major Tom...
Avatar użytkownika
Offline
Natręt Gramatyczny
Posty
4811
Dołączył(a)
12 kwi 2010, 21:32

Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

Avatar użytkownika
przez Ferdynand k 13 wrz 2013, 19:01
no bo o tym rauszu pisałaś :bezradny:

teraz zgadłem? :zonk:
Avatar użytkownika
Offline
Naczelny Użyszkodnik
Posty
8617
Dołączył(a)
15 maja 2012, 18:32
Lokalizacja
ćwiartki 3/4

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

Avatar użytkownika
przez barsinister 13 wrz 2013, 19:28
po cholerę w każdym dosłownie temacie piszesz o GABA, pregabalinie i gabapentynie? co to ma do uzależnienia od benzodiazepin?
Not poppy, nor mandragora,
Nor all the drowsy syrups of the world,
Shall ever medicine thee to that sweet sleep
Which thou ow'dst yesterday.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
838
Dołączył(a)
17 sty 2013, 04:44

Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

Avatar użytkownika
przez Ferdynand k 13 wrz 2013, 19:31
ten sam neuroprzekaźnik
cholero :lol: :P
Avatar użytkownika
Offline
Naczelny Użyszkodnik
Posty
8617
Dołączył(a)
15 maja 2012, 18:32
Lokalizacja
ćwiartki 3/4

Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

Avatar użytkownika
przez deader 13 wrz 2013, 21:09
Miro napisał(a):Mnie lekarz powiedział żeby nie dążyć do całkowitej abstynencji na początku bo to nawet nie ma sensu. Raz w tygodniu mam się porządnie "zdoić". Ważne żeby nie było ciągłości, uzależnienia.

Ja szczerze mówiąc widzę w tym pewien sens.

Kiedyś przez kilka lat byłem w ciągu amfetaminowym. W pewnym momencie praktycznie z dnia na dzień zrobiłem "stop". Nie znaczy to bynajmniej że przez te ostatnie 6 lat zachowałem 100% abstynencję. Dwa-trzy razy do roku jak napatacza się okazja (ktoś częstuje na imprezie, chłopaki na próbie sypią krechy na bębnach i tym podobne) to wciągam. Ale mam nad tym taką kontrolę, że ani razu mi się nie przytrafiło abym po takiej imprezie wyskoczył następnego dnia szukać spida na mieście.

W South Parku był odcinek o alkoholizmie. Fabuła wyglądała mniej więcej tak: ojciec jednego z dzieciaków został przyłapany na jeżdzie po pijaku. W ramach kary zarządzono mu pogadanki w szkołach na temat niebezpieczeństwa alkoholu oraz dwa tygodnie uczęszczania na mityngi AA. Tam wmówiono mu że alkoholizm to choroba i zgodnie z programem 12 kroków kazano mu, wedle pierwszego punktu, przyznać że nie ma kontroli nad piciem i pokłaść wiarę o wyzwoleniu w Bogu. W efekcie facet zaczął pić jeszcze więcej, bo miał odpał że "choroba go kontroluje", że nie ma kontroli nad piciem". Szansę na wyleczenie dostrzegł w rzekomym cudzie który wydarzył się w okolicznej miejscowości - statua Matki Boskiej zaczęła krwawić z... odbytu. Ludzie masowo ruszyli po uzdrowienie, wierząc że święta krew wyleczy ich choroby. Randy poszedł więc pod statuę, został "namaszczony" krwią i natychmiast "ozdrowiał". Przez kilka dni celebrował zwycięstwo nad chorobą, które udzieliła mu boska moc. Piątego dnia zbiegły się dwa wydarzenia: mityng AA celebrujący jego wyzdrowienie, oraz przyjazd papieża który miał zweryfikować czy faktycznie krwawiąca statua jest cudem. Po dokładnym przyjrzeniu się posągowi, papież zauważył pewien detal. Podczas mityngu AA kiedy wszyscy świętowali "ozdrowienie" Randyego, w TV na kanale z newsami przedstawiono aktualizację sytuacji: otóż papież po dokładnym zbadaniu posągu, stwierdził że posąg Matki Boskiej nie krwawił z odbytu, ale z waginy. I, jak go zacytowano: "Panna krwawiąca z waginy to żaden cud - panny regularnie krwawią ze swych wagin". Randy'ego jakby piorun trafił: zdruzgotany stwierdził że skoro to nie był cudo, to wcale nie jest wyleczony - i po chwili poleciał do baru, zamawiając stos drinków, twierdząc że dalej jest "chory".

W tym momencie nadszedł czas na tradycyjny "morał pod koniec odcinka". Mianowicie jego syn dopadł go w tym barze i opieprzył go za ten niekontrolowany powrót do chlania. Ojciec próbował się tłumaczyć, że nie może nic z tym zrobić - cudu nie było, więc nie jest wyleczony, alkohol znów nim włada. Wtedy syn uzmysłowił mu błąd w logice: "Tato, byłeś całkiem trzeźwy przez pięć dni. Skoro cud był fejkiem, to znaczy że SAM tego dokonałeś - jesteś w stanie SAM kontrolować swoje picie". Randy "przegryzł" ten wywód, przyznał radośnie rację, rzucił na ziemię wszystkie zakupione piwa rozbijając je na chodniku i stwierdził że od teraz będzie żył w trzeźwości, SAM, że nie pozwoli alkoholowi kontrolować swego życia.

I tu nastąpił najważniejszy "morał": synek powiedział mu że - NIE! to nie jest rozwiązanie! Bo przecież tatko lubi raz na jakiś czas wypić sobie piwko. Albo dwa. Zadeklarowanie że już NIGDY nie będzie pił sprawia że alkohol nadal kontroluje jego życie. I że takie skrajności są w pewnym sensie łatwe. Prawdziwą sztuką jest nauczenie się kontroli nad piciem, poznanie pewnych osobistych "granic" których w tym temacie nie można przekraczać. Nauczyć się pić z głową - to prawdziwe wyzwanie... Ojciec przyznał mu rację i ruszyli w stronę zachodzącego słońca :)


Przytaczam to streszczenie bo moim zdaniem w tej "głupiej kreskówce" autorzy bardzo często mają trafne spostrzeżenia na wiele aspektów życia które dotyczą wielu ludzi. Odmawianie sobie całkowicie alkoholu, narkotyków, leków, które z jakichś powodów nas pociągają sprawia że nie możemy zdobyć się na dystans do tych problemów. W pewien sposób zamiast żyć tak jak zakładamy - całkowicie bez tej czy innej pokusy - cały czas jesteśmy pod jej szyderczą władzą. Prawdziwą sztuką jest właśnie znalezienie "złotego środka". Dlatego ja na przykład nigdy nie powiedziałem sobie czy innym: "już NIGDY nie wezmę amfetaminy". Po pierwsze - taka deklaracja spowodowałaby że częściej bym o tym myślał, stale "pilnując się" żeby nie złamać słowa; a po drugie - gdybym je jednak złamał, to zawiódłbym nie tylko tych którym to deklarowałem, ale przede wszystkim samego siebie. A to najszybsza droga do wpadnięcia w złe samopoczucie, myślenie "fuck, jednak jestem słaby, nie uda mi się, źle mi, muszę wciągnąć/zajarać/zapić żeby o tym nie myśleć, zapomnieć, poczuć się lepiej". I powrót do nałogu - może nie 100% pewny, ale bardzo , bardzo prawdopodobny.

Najlepszy przykład z ostatnich miesięcy mam u siebie z marihuaną. Po około 10 latach praktycznie codziennego palenia, pewnego dnia, z dnia na dzień - przestałem. Nie zakładałem że "już nigdy nie zajaram". Po prostu miałem dość pewnych niefajnych spraw które wynikały z tak ustawicznego palenia i stwierdziłem że czas na trochę odstawić. Po części żeby się pozbyć owych niefajnych spraw, po części żeby przekonać się czy potrafię. Nie zakładałem przy tym, broń szatanie, że "już nigdy nie zapalę. I udało się - przez cztery miesiące nie jarałem. Cztery miesiące abstynencji oczyściło mój organizm z THC, kiedy w końcu postanowiłem że mam ochotę znów zapalić to skułem się tak niemiłosiernie, że szok - po 10 latach palenia non-stop organizm był tak przyzwyczajony do marychy, że prawie nie odczuwałem jej działania, paliłem z przyzwyczajenia można powiedzieć. I kiedy po tych czterech miesiącach zapaliłem faję i odleciałem dość mocno, to stwierdziłem: wow, nie, od teraz trzeba do tego inaczej podchodzić. Od tamtej pory popalam sporadycznie - na imprezach, na spotkaniach ze znajomymi u mnie, na Zlocie ( :mrgreen: ) - wyeliminowałem przymus palenia codziennie, opanowałem podświadome można powiedzieć palenie - wcześniej zdarzało mi się że wracałem z pracy do domu, brałem prysznic, robiłem obiad, zasiadałem do kompa bez zamysłu zajarania, a w którymś momencie orientowałem się że leży przede mną naładowana lufa, którą nadziałem prawie nieświadomie. Teraz ma luz w tym temacie, nie mam żadnej spiny na codzień żeby koniecznie zajarać - ale raz na jakiś czas z pełną świadomością, przy odpowiedniej okazji, wyciągam z szuflady torbę i upalam się jak świnia ;) Najlepszym dowodem mojego luzackiego obecnie podejścia jest to że stuff leży w szufladzie, w zasięgu ręki, a nie ma tak jak kiedyś że "jak coś mam - to trzeba to zjarać, już, teraz, natychmiast!".

Moim zdaniem, nieskromnym, jest to pewien mały sukces, i cieszy mnie że - tak zresztą jak z amfetaminą - poradziłem z tym sobie sam, bez żadnych detoksów, terapii, mityngów Anonimowych Narkomanów. Nie pozwalam też żeby przemawiała przeze mnie pycha - nadal bez krępacji jak ktoś zapyta czy jest potrzeba określenia siebie podczas np. rozmowy - mówię o sobie bezlitośnie: "jestem ćpunem". Kiedyś zacząłem nim być, byłem, jestem i będę. Nie ma co mydlić oczu. Ale jednocześnie z dumą i przekonanie mogę powiedzieć że nie kontroluje to mojego życia.

Tak więc uważam że teoria o tym że raz na jakiś czas można sobie zrobić "reset" swoją ulubioną trucizną - ma sens. Ważne żebyśmy byli na takim etapie że mamy PEWNOŚĆ że mamy sprawy pod kontrolą. Prawdziwą pewność, z nie puste zapewnienia "aktywnych" ćpunów czy alkoholików o tym że "w każdej chwili mogą przestać". Tu nie chodzi o to żeby w każdej chwili móc przestać. Chodzi o to żeby tak nad sobą popracować, żeby być pewnym że po jednorazowym "wyskoku" się nie zacznie.
When I die, bury me upside down so the world can kiss my ass
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4882
Dołączył(a)
14 lut 2013, 10:41

Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

Avatar użytkownika
przez Powietrzny Kowal 13 wrz 2013, 22:41
Logicznie - a skoro tak, to słusznie wg. mnie :D
(podobnie mam z alkoholem - jednak np. papierosy odstawiłem po 17 latach definitywnie i już musiałbym się uczyć ponownie palić od nowa jakby... dziwnie)
Tylko loty dla lotuffff! xD ;) xD :* :DDDD - https://www.youtube.com/watch?v=NUgcygzQAwM
Posty
2106
Dołączył(a)
18 sie 2013, 23:07

Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

Avatar użytkownika
przez Ferdynand k 13 wrz 2013, 22:43
Powietrzny Kowal, jesteś chomikoholikiem :lol:
Avatar użytkownika
Offline
Naczelny Użyszkodnik
Posty
8617
Dołączył(a)
15 maja 2012, 18:32
Lokalizacja
ćwiartki 3/4

Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

Avatar użytkownika
przez deader 13 wrz 2013, 23:18
Powietrzny Kowal napisał(a):Logicznie - a skoro tak, to słusznie wg. mnie :D
(podobnie mam z alkoholem - jednak np. papierosy odstawiłem po 17 latach definitywnie i już musiałbym się uczyć ponownie palić od nowa jakby... dziwnie)

"Każdy sobie rzepkę skrobie" - skoro ci to dobrze działa to git. Znam natomiast kilka osób które generalnie rzuciły palenie, ale "od święta", do piwka zdarza im się poprosić o fajka. Palą jednego i koniec.
When I die, bury me upside down so the world can kiss my ass
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4882
Dołączył(a)
14 lut 2013, 10:41

Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

Avatar użytkownika
przez halenore 14 wrz 2013, 00:18
Pierwszy krok według wszelkich regulaminów ośrodków, czyli "uznaj swoją słabość wobec nałogu", doprowadza mnie do szału. Jakaś popaprana "logika", która kończy się tak, jak opisał to kolega deader. Abstynencja działa wręcz zachęcająco tzn. im dłużej jestem trzeźwa, tym bardziej chcę wziąć leki i głód wzmaga się. Sądziłam, że z czasem będzie lepiej, a tu z czasem gorzej. :(
My mother said to get things done.
You'd better not mess with Major Tom...
Avatar użytkownika
Offline
Natręt Gramatyczny
Posty
4811
Dołączył(a)
12 kwi 2010, 21:32

Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

Avatar użytkownika
przez White Rabbit 16 wrz 2013, 21:01
Proszę Was raz jeszcze o zdanie.

Czy jeśli raz na cztery (a nie trzy) dni ktoś bierze Cloranxen 5mg (a nie Xanax, w dodatku najniższa mozliwa dawka) przez dwa miesiące (przyszłe) - istnieje szansa, by uzależnił się fizycznie? O psychiczne się nie boję, bo sytuacja jest zewnętrzna, pewien problem, daję mu dwa, dwa i pół miesiąca.

-- 16 wrz 2013, 21:03 --

a tak poza, postaram się z mirtazapina podskoczyć do 60 mg i brać tę dostawiona piętnastkę na dzień/południe - czasowe rozwiązanie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
524
Dołączył(a)
31 lip 2013, 20:00

Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

Avatar użytkownika
przez barsinister 16 wrz 2013, 22:16
nie ma reguły, ale to raczej mało prawdopodobne (generalnie uzależnienie fizyczne łączy się najczęściej ze wzrastającą tolerancją na lek)
Not poppy, nor mandragora,
Nor all the drowsy syrups of the world,
Shall ever medicine thee to that sweet sleep
Which thou ow'dst yesterday.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
838
Dołączył(a)
17 sty 2013, 04:44

Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

Avatar użytkownika
przez White Rabbit 16 wrz 2013, 22:51
na razie nie wzrosła tolerancja, nie czuję też 'głodu'. Sama substancja nie kojarzy mi sie dobrze - nie lubię tego syntetycznego doła i niechciejstwa.
Dzięki :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
524
Dołączył(a)
31 lip 2013, 20:00

Benzodiazepiny - Moja walka z uzależnieniem i odstawieniem

przez maciekpoznan 17 wrz 2013, 09:13
MAm pytanko czy po odstawieniu benzo ( zomirenu konkretnie) mozna mieć problemy z oddychaniem?

Też własnie nie czuję "głodu"ani nic.
Offline
Posty
419
Dołączył(a)
03 lip 2013, 16:24

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do