uzaleznienie od partnera/ki

Dział poświęcony uzależnieniom. Na forum dyskutujemy na tematy: alkoholizm, hazard, uzależnienie seksualne, uzależnienie od gier komputerowych, pracoholizm, palenie nikotyny oraz inne.

Re: uzaleznienie od partnera/ki

Avatar użytkownika
przez re33 25 sty 2011, 22:58
magdus87 wiem, że jak człowiek ma problemy, to nie może spać. Siedzi i analizuje. Ale spróbuj jakoś się zrelaksować i postaraj się zasnąć. Ja też już zmykam spać. Dobranoc :D
"Nie rób z siebie mostu po którym inni spacerują"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
215
Dołączył(a)
30 lis 2010, 12:30

Re: uzaleznienie od partnera/ki

przez magdus87 25 sty 2011, 23:02
przyjacielsko buziakuje
Offline
Posty
96
Dołączył(a)
22 sty 2011, 00:05

Re: uzaleznienie od partnera/ki

przez Ona1084 26 sty 2011, 00:38
Witam Was...To chyba moje początki, jeżeli chodzi o forum.. Kiedyś może coś miałam z tym do czynienia, ale niewiele....
Zastanawiałam się czy pisać, bo nawet nie wiem od czego zacząć... W świetle Waszych historii jestem chyba przypadkiem beznadziejnym, widzę, że Wy o wiele lepiej sobie radzicie... a ja chyba nie umiem........
Nie pisałam również, bo w sumie przewiduję jaka może być odpowiedź, każdy chyba człowiek miałby jedną odpowiedź, tylko powiem Wam, że to nie jest takie proste...żadne teorie sie nie sprawdzają....
Mój chłopak, właściwie narzeczony zostawił mnie po 8 latach bycia razem, 3 miesiące przed ślubem.. powód?? hm.. ogólnie rzecz ujmując" nie czuł już tego ognia, nie bylibyśmy szczęśliwi,... itd" Zaraz jednak po 2- 3 tyg związał się z kim innym (dopiero niedawno sie dowiedzialam, bo znałam wersję ze po kilku miesiacach!!) znał już ja wcześniej, dziewczyna bardzo młodziutka, 9 lat młodsza i sie zakochał...
a ja zostałam z ogormnym bolem, z sukienką ślubną, odwoływaniem u rodziny ślubu... To był horror, rozmowy z bliskimi, nawet psycholog, tabletki na uspokojenie... miliony smsów, telefonów, próśb o spotkanie...
Kilka tych spotkań miało niestety zly obrót... tak jak podbnie u Was niektórych doszło do zbliżeń... a potem może jakiś cieplejszy sms i znowu cisza.... szło zwariować...Godność, honor?? Pomyślicie że nie miałam go wcale, ale nikt chyba nie wie, jaka to była walka z samą sobą......
Najgorsze było to że z nikim tak sie nie rozmawiało mi jak z nim, mogłam powiedzieć dwa słowa, a on już wiedział o co chodzi, nawet po rozstaniu potrafił mi pomóc...
ale z tym bywało różnie - bo jak juz spotkaliśmy się, to czasem potrafiliśmy strasznie sie kłócić...
Powoli jednak zaczęłam sobie odpuszczać, pomogło mi troche w tym poznanie kogoś... była to jedyna osoba któa mnie ruszyła po związku z nim, wielki sukces, ale niestety to nie był ktoś dla mnie.. mijał czas, minał rok, poltora w sumie...Zawsze jednak gdzieś tam byl w moim zyciu, choc coraz rzadziej... aż pewnego dnia odezwał się... zerwała z nim,chciał pogadać, a ja pękłam... Pomyślicie że to dopiero brak honoru z mojej strony wysłuchiwac jak to cierpi po rozstaniu, potrzebował mnie tak mówił, a ja byłam.. pisal, spotykał sie ze mną... chciał chyba przyjaciółki ale ja pękłam bardziej, znowu doszło do zbliżeń... Mowił że nie wie, co czuje, wie że mnie potrzebuje, owszem mówił, że on nic mi obiecać nie może, nie składał żadnych deklaracji, dlatego Wiem że za wszystko moge obwiniać jedynie siebie...
Ona strasznie młoda jeszcze.. wiedziałam że w końcu będzie chciala wrócić... Teraz nasz kontakt osłabił się... spotkamy się ale już rzadziej, już nie ma potrzeby kontaktu tak ze mną, wiem, że zaczeła do niego pisać, dzwonić, a on.. mięknie.. poki co udaje twardego, ale znam go.. Co mówi on?? rozmawialiśmy dużo.. Dzis już mówi inaczej niż miesiąc wcześniej: nie wie co będzie, czas pokaże... Pytam sie kim jestem dla niego, nie umie dobrze sprecyzować... Na pewno kimś wazym, ale uważa tamtą decyzję za słuszną, bo nie bylibyśmy szczęśliwi, nie umiał mnie docenić itd, z nią uważa tez szcześliwy juz być nie ma szans.....
... Wiem, że to wszystko moja wina, sama sobie to zgotowałam, ale ja nie miałam własnie siły zerwać kontaktu, strasznie sie boje o swoją przyszłość, bo wiem, że sie uzalezniłam od niego, a te dwa ostanie miesiące sprawiły że wszystko wrociło... Ludzie, minęło półtora roku od rozstania... i to jest dopiero dramat.......
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
26 sty 2011, 00:05

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: uzaleznienie od partnera/ki

przez coksinelka 26 sty 2011, 09:00
Ona1084, witaj!! widzę, że jest nas więcej :(. bardzo Ci współczuję, bo mogę się tylko domyślać, jak trudne było odwolywanie ślubu i rozstanie z facetem, który miał byc przecież Twoim mężem... następny skur wiel! wybacz, ale jestem szczera do bólu, tak już mam. nie wart nawet minuty twego życia! jak on śmie!! kolejny tupeciarz. no krew mnie zalewa jak o takich gnojach słyszę :evil: . Trzymaj się Dziewczyno!! możesz liczyć na nasze wsparcie. Z całą pewnością!!

re33, nic się nie poukładało, ale jest nieźle ;) . ja nie zaglądałam, bo trochę zalatana byłam... a dziś POZNAŃ CITY :mrgreen: . odezwę sie do Was Kochane po powrocie, czyli w niedzielę. Ściskam mocno!! Trzymajcie się
Offline
Posty
334
Dołączył(a)
30 mar 2010, 19:45
Lokalizacja
Białystok

Re: uzaleznienie od partnera/ki

Avatar użytkownika
przez re33 26 sty 2011, 09:17
coksinleka Fajnie, że się w końcu odezwałaś. Koniecznie zdaj relację z Poznania :smile: Może poznasz tam jakiegoś przystojniaka :smile:
Ona1084 Moja Droga rozumiem Twój ból doskonale. Każda z nas ma tu swoją historię i uwierz, że każda z nas sporo przeszła. Także trafiłaś w dobre miejsce. Tu możesz się wyżalić, pobeczeć, napić się, czy robić jakieś inne głupstwa - nikt tego nie będzie krytykował. Chodzi nam głównie o wzajemne wsparcie. Dziewczyny są fajne i przyjazne :smile: Takze pisz - to pomaga. Ja już wyleczyłam się ze swojego uzależnienia, ale to forum i ludzie tutaj bardzo mi pomogło. Teraz mogę tylko podpisać się pod słowami coksinelki, że to skończeni palanci, faceci bez zasad, pieprzone dupki :smile:

P.S. Nie pozwalaj sobie na nic nie znaczące zblizenia, sama to przerabiałam i żałuję, że dałam się tak wykorzystać. Żałuję, że nie miałam honoru. Teraz jak o tym myślę, wiem, że to było poniżające i załosne.
"Nie rób z siebie mostu po którym inni spacerują"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
215
Dołączył(a)
30 lis 2010, 12:30

Re: uzaleznienie od partnera/ki

przez magdus87 26 sty 2011, 10:37
witam i witam nowa smutna dziewczynę aż żal że nas tak dużo
co dzisiaj u mnie w nocy się odezwał napisał że jest z kumple na imprezie wstawił się i jest zaj..... brakowało mu tego" odpisałam mu tylko "fajnie " nic więcej po co napisał by bardziej mnie zgnębić ? może po alkoholu uświadomił coś sobie a nie wiedział co napisać bo nie łudzę się że będzie dobrze
Offline
Posty
96
Dołączył(a)
22 sty 2011, 00:05

Re: uzaleznienie od partnera/ki

Avatar użytkownika
przez re33 26 sty 2011, 10:52
magdus87 A czy ten związek jest już definitywnie zakończony? Czy on to zakończył?
"Nie rób z siebie mostu po którym inni spacerują"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
215
Dołączył(a)
30 lis 2010, 12:30

Re: uzaleznienie od partnera/ki

przez magdus87 26 sty 2011, 10:55
no dosłownie nie
Offline
Posty
96
Dołączył(a)
22 sty 2011, 00:05

Re: uzaleznienie od partnera/ki

Avatar użytkownika
przez re33 26 sty 2011, 10:56
magdus87 piszesz bardzo ogólnikowo. Jeśli masz ochotę na głębsze zwierzenia - zapraszam na pw :smile:
"Nie rób z siebie mostu po którym inni spacerują"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
215
Dołączył(a)
30 lis 2010, 12:30

Re: uzaleznienie od partnera/ki

przez Ona1084 26 sty 2011, 12:34
Witam, dzięki za słowa wsparcia..
Tylko że ja boję się strasznie ostatnio, przeraził mnie fakt, gdy doszło do mnie, że mnie to wciąż trzyma.. Minęło tyle czasu, tyle faktów doszło do mojej głowy, a ja zachowuje się tak, jakby poza nim nie było nic... Najgorsze, że już było lepiej, a teraz dużą część przechodzę na nowo... znów tęsknię, przecież to jest chore... Boję się, czy w ogóle zawsze już będę sama... Ogólnie to i moje relacje z ludźmi są średnie.. też nie układa mi się jakoś najwspanialej..jakoś mnie to wszystko przygasiło....
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
26 sty 2011, 00:05

Re: uzaleznienie od partnera/ki

przez magdus87 26 sty 2011, 12:39
dassz rade!!!!!!!!!!! rozumiesz dasz rade ja dzisiaj przestałam żygać więc i Ty dasz rade mi pomagają ludzie z tego forum dziki nim nie jestem sama więc i TY dasz rade
Offline
Posty
96
Dołączył(a)
22 sty 2011, 00:05

Re: uzaleznienie od partnera/ki

Avatar użytkownika
przez re33 26 sty 2011, 13:35
Dziewczyny! Takie powroty do czegoś co już w zasadzie dawno się skończyło tylko pogarszają sprawę. Sama to przerobiłam. Nie można złapać dystansu i cały czas żyje się jakąś złudną nadzieją. Jesteśmy wartościowe i tak trzeba o sobie myśleć. :D
"Nie rób z siebie mostu po którym inni spacerują"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
215
Dołączył(a)
30 lis 2010, 12:30

Re: uzaleznienie od partnera/ki

przez magdus87 26 sty 2011, 15:08
re33 to dobra wróżka i ma rację !!!!!!
Offline
Posty
96
Dołączył(a)
22 sty 2011, 00:05

Re: uzaleznienie od partnera/ki

Avatar użytkownika
przez piscis 26 sty 2011, 20:14
hej, rany ile Wy piszecie jak mnie nie ma, tyle mam potem czytania :smile:
Jeśli o chorobę chodzi to trochę lepiej, ale z nastrojem gorzej, o wiele gorzej.
Pokłóciłam się o urlop w pracy...ale ja chcę tylko odpocząć, czy to jakaś zbrodnia. jestem tak wszystkim zmęczona...ech co ja będę pisać i tak już się niektórym wyżaliłam :smile:
Co tu dużo mówić życie mnie przerasta, moje życie...

ona1084 przykro mówić witaj :( Nie mam nawet siły pisać i pocieszać, ale tak jak pisała re33 każda z nas ma jakąś historię i swój osobisty dramat. Co do zachowania...dużo od nas nie odbiegłaś, ale pewnie to wiesz jak czytałaś nasze posty.
Dziś mam tylko siłę napisać: kobieto nie jesteś sama, wsparcie u nas znajdziesz tego możesz być pewna. Może kiedyś napiszę coś mądrzejszego ale nie dziś...w każdym razie jesteśmy z Tobą

re33 smoku mój wypij ze mną piwo albo drinka jakiegoś bo zwariuję jak się trochę nie ogłuszę czymś, jest mi cholernie nie fajne. I w dupie, że do tego całego syfu jeszcze antybiotyk biorę. A jak razem wypijemy to nikt nam nie zarzuci, że alkoholiczkami jesteśmy...heh, nie?
KL - jesteś Promykiem w moim szarym świecie
Avatar użytkownika
Offline
Posty
313
Dołączył(a)
03 sie 2010, 10:01

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości

Przeskocz do