uzaleznienie od partnera/ki

Dział poświęcony uzależnieniom. Na forum dyskutujemy na tematy: alkoholizm, hazard, uzależnienie seksualne, uzależnienie od gier komputerowych, pracoholizm, palenie nikotyny oraz inne.

Re: uzaleznienie od partnera/ki

Avatar użytkownika
przez re33 06 sty 2011, 20:24
conessa nie pisz! On i tak nie zrozumie a Ty "stracisz twarz". Tak, to wszystko jest okrutne. Ja tez dzis wlaczylam sobie film, tak dla relaksu - w sumie obejrzalam, ale ciagle nachodzily mnie mysli o bylym. Juz jakis czas nie myslalam, a teraz powracaja znowu, ale mam wrazenie, ze sa mniej bolesne ( choc nadal kłuje). Mysle ciagle, ze trzeba nabrac dystansu do tego wszytskiego. Bo jakie jest inne wyjscie? Dzis w czasie ogladania tego filmu poczulam sie bardzo samotna i smutna. Zawsze ogladalam filmy przytulona z bylym. Ale jest cos z czego sie ciesze :smile: Ciesze sie, ze w ogole zrobilam cokolwiek, ze wlasnie obejrzalam film :smile: :smile: :smile: Moze to trywialne, ale dla mnie bardzo wazne. Bo to moj 1 film od 3 miesiecy :smile:
"Nie rób z siebie mostu po którym inni spacerują"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
215
Dołączył(a)
30 lis 2010, 12:30

Re: uzaleznienie od partnera/ki

Avatar użytkownika
przez Conessa 06 sty 2011, 20:36
Robisz postępy :) to dobrze. Ja nie potrafię skupić się na filmie w tv.
Dlaczego on tak nagle poczuł, że jest potrzebny dziecku? i spędza razem z nią cały czas? Gdy ludzie są w separacji to przeważnie nie jeżdżą wszędzie razem, nie spędzają całego czasu wolnego ze sobą, nie chodzą wspólnie do rodziny i znajomych. To wszystko dla dziecka? Może ja nie rozumiem tego, może tak powinno być? Może nie rozumiem przez swoją zazdrość i poczucie porzucenia?
"Nadchodzi czas, kiedy będzie trzeba wybrać między tym co dobre, a tym co łatwe".
Avatar użytkownika
Offline
Posty
823
Dołączył(a)
13 maja 2009, 19:21

Re: uzaleznienie od partnera/ki

Avatar użytkownika
przez re33 06 sty 2011, 20:42
conessa wierze Ci, ze nie potarfisz sie skupic na czymkolwiek. Najlepiej dla Ciebie byłoby, zebys nie starała sie tego wszystkiego analizowac i tlumaczyc sobie. WIEM. To nierealne! Ale w taki sposob tylko sie zdreczasz :( Skad ja to nam.......
Ale to, ze on spedza czas z dzieckiem, to raczej nie jest dziwne. Moze teraz, jak jest "wolny" poswieca mu wiecej czasu. A tak naprawde nie wiemy, czy w ogole laczy go jakakolwiek relacja z zona. Poza tym, ze jest zona oczywisccie. Ale nie to mam na mysli. Moze miedzy nimi sa zwykle kolezankie uklady. No nie wiem. Tak tez moze byc.
"Nie rób z siebie mostu po którym inni spacerują"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
215
Dołączył(a)
30 lis 2010, 12:30

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: uzaleznienie od partnera/ki

Avatar użytkownika
przez Conessa 06 sty 2011, 20:50
Tak podobno jest i z tego co wiem, nic się nie zmieniło. Ale wkurza mnie to, że ona się z tego pewnie cieszy.. znam ją trochę i wiem, że to jej wystarcza do szczęścia. Nigdy nie potrzebowała więcej. Zresztą skoro ona szantażuje do tym, że póki jest przy niej może się widywać z dzieckiem to nie jest normalne... Prawa do dziecka powinien mieć zawsze, nawet wtedy gdy ma swoje życie. A ona ze złości robi wiele rzeczy.. Czemu jestem taka złośliwa w stosunku do niej. Nie wiem co mam zrobić by się dziś uspokoić.
"Nadchodzi czas, kiedy będzie trzeba wybrać między tym co dobre, a tym co łatwe".
Avatar użytkownika
Offline
Posty
823
Dołączył(a)
13 maja 2009, 19:21

Re: uzaleznienie od partnera/ki

Avatar użytkownika
przez re33 06 sty 2011, 21:04
Uffffff to ciezkie tematy. Wcale Ci sie nie dziwie, ze jej nie lubisz. To raczej normalne. Ja dziewczyny swojego bylego tez pewnie nigdy nie polubie :smile: Byc moze jej zalezy na nim jeszcze i dlatego szantazuje go dzieckiem. Moze ona jeszcze "walczy". I bede tutaj sprawiedliwa "jak kazda z nas". No zycie jest okrutne. Niestety.
Widzisz. My mamy problem z zaakceptowaniem sytuacji. Bo i Ty i ja stracilam faceta. Moj poszedl do innej, Twoj moze nie, ale nie wiadomo co gorsze. Fakt jest taki, ze oni ZAKONCZYLI pewna relacje z nami i wioda teraz normalne zycie. A my wyjemy, wpieprzamy psychotropy, zalewamy sie i nie wiadomo co jeszcze. Mnie tez jest zle. Ale co z tym zrobic??? Trzeba to jakos przezyc. I nie ma na to zlotego srodka. Ty jeszcze normalnie w maire funkcjonujesz, chodzisz do pracy itd. Ja jestem 3 miesiac na zwolneniu, takie zalamanie, wypadlam z zycia totalnie. Ale wiesz co? Ci palanci nie sa wart naszych lez, cierpienia, czy nawet choroby. To kupa gówna za przeproszeniem. Kochaja, a za chwile rzucaja nas, jak ostatnie szmaty. Sorry, ze tak ostro, ale jakos tak wyszlo :)
"Nie rób z siebie mostu po którym inni spacerują"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
215
Dołączył(a)
30 lis 2010, 12:30

Re: uzaleznienie od partnera/ki

Avatar użytkownika
przez Conessa 06 sty 2011, 21:16
Nie szkodzi.. może potrzebuję jeszcze ostrzej. Nie ma osób, które powiedziałby mi to dosadnie.
Masz w zupełności rację. Nie pozostaje mi nic, tylko tkwić w tym syfie i czekać, aż przeminie ten czas. Chciałabym tylko udupić tego durnia. Bo on jakby nic nie rozumiał. Dla niego to, że jest przy niej to nic strasznego... skąd ma zresztą wiedzieć. Oczekuje ode mnie tylko tego, aby zrozumiała, że nic go z nią nie łączy, ale musi być bo chce mieć blisko dziecko.. Jasne. Rozumiem to jak najbardziej.
Mężczyźni... popaprańcy. Gdzieś mam ich wszystkie miny, sztuczki i teksty.
Dziękuję za słowa otuchy re33
"Nadchodzi czas, kiedy będzie trzeba wybrać między tym co dobre, a tym co łatwe".
Avatar użytkownika
Offline
Posty
823
Dołączył(a)
13 maja 2009, 19:21

Re: uzaleznienie od partnera/ki

Avatar użytkownika
przez re33 06 sty 2011, 21:38
conessa napisalas, ze chcesz go "udupic". Wiesz, ja tez mialam chec zemsty. I zemscilam sie w szczeniacki sposob. Teraz to mi sie chce plakac jak sobie o tym pomysle, bo tylko jeszcze gorzej sie upodlilam. To straszne - nie miec honoru. Chociaz bardzo boli, to ciesz sie, ze nie mam z nim zadnego kontaktu. Chyba bym zwariowala. A dzis pomyslalam sobie, ze moze bede myslala o nim, tak jakby umarl? :shock: przeciez i tak go nie ma. Serio - tak pomyślałam.
"Nie rób z siebie mostu po którym inni spacerują"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
215
Dołączył(a)
30 lis 2010, 12:30

Re: uzaleznienie od partnera/ki

Avatar użytkownika
przez Conessa 06 sty 2011, 21:48
Chętnie chciałabym tak myśleć....... tylko widzę go codziennie w pracy.
Ale dla Ciebie, to może być całkiem dobry sposób. Gdybym wyjechała i wiedziała, że nie spotkam go nigdzie to też byłoby łatwiej. Nie musiałabym nawet myśleć, że umarł.
"Nadchodzi czas, kiedy będzie trzeba wybrać między tym co dobre, a tym co łatwe".
Avatar użytkownika
Offline
Posty
823
Dołączył(a)
13 maja 2009, 19:21

Re: uzaleznienie od partnera/ki

Avatar użytkownika
przez re33 06 sty 2011, 21:55
conessa a widzisz to nie takie proste, nawet z tym mysleniem. Jak wyjedzisz Twoje mysli pojada za Toba. I nawet wiecej i intensywniej sie wtedy mysli. Ale z czasem, bardzo powoli te mysli i wspomnienia blakną. Ja swojego tez pewnie spotkam za jakis czas, jak wroce do pracy. (pracujemy w sasiednich budynkach, wspolny parking). No chyba, ze rzucil juz prace i wyjechal za ta swoja lala do innego miasta. I wiesz co? Nie wiem, co zrobie, jak go spotkam. Powinnam zachowac klase, powiedziec czesc, usmiechnac sie. Ale jak znam siebie i swoje zranione serce, to udam, ze go nie widze i nawet "czesc" nie powiem. Tak mysle. To bedzie glupie. Ale chyba za ten bol i cierpienie inaczej nie potrafie.

[Dodane po edycji:]

A to, ze spotykasz go codzienie w pracy, nie daje Ci szansy na dystans. Bo ciagle sie rozplywasz, jak go widzisz. I wsponienia nie blakną, tylko są ciagle zywe.
"Nie rób z siebie mostu po którym inni spacerują"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
215
Dołączył(a)
30 lis 2010, 12:30

Re: uzaleznienie od partnera/ki

Avatar użytkownika
przez Conessa 06 sty 2011, 22:05
Sama rozumiesz jakie "to proste". A co do Twojego zachowania, to szczerze, wolałabym mieć tyle siły by nie powiedzieć nawet cześć do niego. Ale to w moim wypadku nie takie proste.
No nic... wygląda na to, że nic tylko czas i jeszcze raz czas.. i zmiana pracy oczywiście może pomóc w rozwiązaniu sprawy.
Aż czasami mam poczucie, że bez sensu się żale, bo to takie oczywiste, że ma skończyć z tym.
A kiedy zamierzasz wrócić do pracy?
"Nadchodzi czas, kiedy będzie trzeba wybrać między tym co dobre, a tym co łatwe".
Avatar użytkownika
Offline
Posty
823
Dołączył(a)
13 maja 2009, 19:21

Re: uzaleznienie od partnera/ki

Avatar użytkownika
przez re33 06 sty 2011, 22:15
Planuje poczatek lutego. Tyle mam jeszcze zwolnienia. No i wychodze powoli z dprechy... oj kochana, zebys Ty wiedziala przez jakie ja piekło przeszłam. To się w głowie nie mieści. Więc nie sądze, zebym mu powiedziala "czesc" jeszcze za ta perfidna zdrade, ktora tak mocno przezylam. Moja mama powiedziala mi dzis, ze dla mnie to był DRAMAT NIE DO PRZEZYCIA. No było strasznie. Ale dla mnie najwazniesze teraz dojsc do takiej formy, by wrocic do pracy. I to najwazniejsze.
Dla Ciebie naprawde dobrym rozwiazaniem bylaby zmiana pracy. Wiadomo, ze to nie jest proste. Bo moze wcale w innej pracy nie uciekniesz przed tym problemem. No trzeba sie jakos zdystansowac. To bardzo trudne, ale jak pisalam nie ma zlotego srodka. Albo czekasz do starosci z nadzieja az Cie znowu zauwazy, albo probujesz ukladac na nowo zycie :smile: Wiem, ze prosto tak napisac, ale w glebi duszy naprawde rozumiem Twoj problem.
"Nie rób z siebie mostu po którym inni spacerują"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
215
Dołączył(a)
30 lis 2010, 12:30

Re: uzaleznienie od partnera/ki

Avatar użytkownika
przez Conessa 06 sty 2011, 22:24
Dzięki re33, czuję, że mnie rozumiesz.
Dużo siły Ci życzę, abyś wróciła do pracy i jeśli go spotkasz - traktowała jak powietrze.
Tobie i sobie tego życzę!
A już Ty sama powinnaś wiedzieć, że jesteś na dobrej drodze.
Trzymam kciuki za Ciebie i dzięki za rozmowę. Powoli będę układać się do spania z nadzieją, że prześpię tę noc w końcu.
"Nadchodzi czas, kiedy będzie trzeba wybrać między tym co dobre, a tym co łatwe".
Avatar użytkownika
Offline
Posty
823
Dołączył(a)
13 maja 2009, 19:21

Re: uzaleznienie od partnera/ki

Avatar użytkownika
przez piscis 06 sty 2011, 22:48
A ja życzę ci przespanej nocy, bo wiem sama jakie to czasem ciężkie.
I nie bez sensu się żalisz...na prawdę. To jest zupełnie oczywiste i ja również cię rozumiem i ten ból który czujesz.
Powiem wam szczerze, że trochę wam zazdroszczę tego, ze macie to już za sobą i teraz zostało cierpienie i żal i niestety trzeba dużo czasu. A ja póki co tkwię we wszystkim a on mną manipuluje i wyżywa się cały czas. jak miała bym siły to zakończyć, raz na zawsze postawić się i uwolnić od niego. Wtedy też tylko czas....
a tak czuję jak była bym w jakimś zawieszeniu...
Śpijcie dobrze kochane
KL - jesteś Promykiem w moim szarym świecie
Avatar użytkownika
Offline
Posty
313
Dołączył(a)
03 sie 2010, 10:01

Re: uzaleznienie od partnera/ki

przez coksinelka 07 sty 2011, 14:50
a ja dziś znowu borykam się z marą, która się zwie "były mąż" :(.
mama opowiadała mi, że spotkał moją ciotkę i nie dość, że złożył jej życzenia noworoczne to jeszcze ją serdecznie wycałował :shock: :!: :!: :!:
nie mogę się nadziwić skąd ten gość ma taki TUPET!! jak gdyby kur wa nic nie zrobił, jak gdyby nie skrzywdził mojej rodziny!! no po prostu nie mieści mi się w głowie jego postawa!! jak o nim myślę to mi się wnętrzności przewracają ze złości!! czemu on wraz z rozwodem nie zniknął z mojego życia?? :evil:
Offline
Posty
334
Dołączył(a)
30 mar 2010, 19:45
Lokalizacja
Białystok

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości

Przeskocz do