Przymus zdradzania i niszczenia związków

Dział poświęcony uzależnieniom. Na forum dyskutujemy na tematy: alkoholizm, hazard, uzależnienie seksualne, uzależnienie od gier komputerowych, pracoholizm, palenie nikotyny oraz inne.

Przymus zdradzania i niszczenia związków

przez Femme Fatal 15 wrz 2010, 14:09
Witam

Prosze mnie nie osądzać. Szukam pomocy i fachowej literatury,w której bede mogla znalexc odpowiedz na stawiane przez mnie pytania. Jestem mloda, sliczna, inteligentna kobieta. Znam swoja wartosc. Dwa lata temu nie wiedziec czemu zaczelam odczuwac przymusowe zachowania oparte na manipulacji. Czuje jak wew. glos we mnie "każe" mi podrywac zajetych facetow. Robie to dyskretnie tak, zeby kobiety nie byly w stanie wyczuc mnie jako zagrozenia. Jestem mila i taktowna w ich obecnosci, ale kiedy tylko mezcyzzna jest ze mna sam na sam daje mu odczuc ze mi sie podoba. Ulegaja a ja czuje nieopisana euforie ze wygralam, ze go zdobylam, ze bylam dla niego nagroda, tym co najlepsze itp Im bardziej ktos mi sie opiera, tym wieksza mam na niego ochote i nie umiem mu odpuscic.Po tym jak uda mi sie poderwac faceta, jestem w stanie zakochania przez 3-4 miesiace, napiecie opada i szukam nowej ofiary. Im wiecej podniecenia z zakazanych stosunkow, z leku ze ktos nas nakryje, tym bardziej odczuwam spelnienie i uspokojenie. Gleboko ugruntowany spokoj. Nie umiem sie wyzwolic z tego co robie, to weszlo mi w nawyk i zaczelam zyc tym jako swoja wartoscia. Pare lat temu zostawil mnie chlopak dla innej kobiety i po roku od tego wydarzenia zaczelam sie tak zachowywac. Podejrzewam ze ma to spory zwiazek z cala sprawa. Udowadniam sobie teraz ze jestem najlpesza i szukam zemsty w napotkanych kobietach za krzywde ktora wyrzadzila mi tamta kobieta zabierajac mojego faceta. Gdzie znajde pomoc? Na terapie nie mam pieniedzy. Moze jakas dobra ksiazka opisujaca jak radzic sobie z podobnymi mechanizmami.
Offline
Posty
32
Dołączył(a)
15 wrz 2010, 13:56

Re: Przymus zdradzania i niszczenia związków

przez Femme Fatal 15 wrz 2010, 14:24
Tatuś był dobry, dbał o mamę. Ze mną nie rozmawiał, nie wspierał. Nasza relacja opierała się na tym, że zaspokajał potrzeby domu( rachunki, jedzenie itd). Zero rozmów. Ma wybuchowy charakter.
Angielski znam, wiec chetnie poczytam.
Bardzo chce z tego wyjsc. Płacze wieczorami i czuje sie jak ostatnia suka. Nie chce tego robic, ale nie umiem sie od tego uwolnic. Dodatkowo mam zaburzenia odzywiania. Jem malutko i w kolko cwicze zeby wygladac pociagaja. Nie mam juz na to sił..
Offline
Posty
32
Dołączył(a)
15 wrz 2010, 13:56

Re: Przymus zdradzania i niszczenia związków

przez Femme Fatal 15 wrz 2010, 14:42
Masz gg? Może łatwiej bedzie na privie. Wysłałam Ci prywatna wiadomosc z moim numerem gg. dziekuje za porady :)
Offline
Posty
32
Dołączył(a)
15 wrz 2010, 13:56

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Przymus zdradzania i niszczenia związków

przez rober6666 15 wrz 2010, 14:43
Femme
Rozumiem Cie doskonale.A właściwie prawdopodobna przyczyne twoich zachowań
Gdy okazało sie , że moja Żona nie przetrwała moich problemów zdrowotnych ( a miało być "w zdrowiu i w chorobie",hehehehe ) poczułem nieopisaną , zwierzęcą chęc kopnięcia jej czym prędzej w du.pe i wyrywania lasek (oczywiście koniecznie mężatek-niech inni tez maja przerąbane :evil: ) na potęgę.Taki miałem zamiar. Atawistyczna chęć potwierdzenia swojej wartości i dokopania innym związkom.
Udało mi sie to powstrzymać.
Jest to jednak w miare ciągle świeży temat i wszystko może sie jeszcze wydarzyć
Może zechcesz mnie poderwać??? :D :D ( jeśli żart zbyt ciężki-przepraszam )
Moim zdaniem ksiązki nie pomogą
Jeśli sytuacja Ci nie pasuje, to spróbuj poszukac terapii z NFZ. Może się uda. Uda znaleźć i uda osiągnąc to co chcesz
Robert
NON SERVIAM

Choroba Afektywna Dwubiegunowa - obecnie F.31.WAR
Offline
obserwowany
Posty
1441
Dołączył(a)
01 paź 2009, 15:47
Lokalizacja
Zabrze

Re: Przymus zdradzania i niszczenia związków

przez Femme Fatal 15 wrz 2010, 14:54
Wczoraj na spotkaniu towarzyskim probowalam nad tym panowac. Na siłe staralalam sie byc poprawna. Niestety jak nie slucham swojej podswiadomosci i nie podrywam wybranych kąsków, to spotyka mnie kara: migrena. Jest tak silna, ze nastepnym razem jestem posluszna swoim mechanizmów i dzialam jak robot: wyrywac, wyrywac, wyrywac. Nie chodzi o sam seks. rzadko sie kocham z nieznajomym. Moje libido pracuje 24 h na wyskokich obrotach i wciaz jestem nawilzona w miejscu intymnym. najistotniejsze sa czulosci, buziaki i wyznania. Taka romantyczna jestem :P leczyc sie chce . Dostaje juz z tym szału. Tak bardzo chce byc normalna i poprawna jak inni. Najprzymniejszy jest moment w ktorym wiem ze on woli mnie od swojej obecnej. To ulga nie od opisania.

[Dodane po edycji:]

Jestem z Wrocławia. Ktoś zna namiary do dobrego specjalisty? Bede wdzieczna

[Dodane po edycji:]

mama nie żyje, z ojcem mam grecznosciowy kontakt od swieta do swieta.
Offline
Posty
32
Dołączył(a)
15 wrz 2010, 13:56

Re: Przymus zdradzania i niszczenia związków

przez Zenonek 15 wrz 2010, 15:04
Femme Fatal,

na tym forum masz duzo opinii o lekarzach http://www.psychiatria.pl/forum/vt,49,2 ... w-krakowie

to jest na KR, ale Wroclaw tez bedzie na pewno na tym forum.

Wazne, ze chcesz sie leczyc, bedzie dobrze, ale nie latwo ^^.
Offline
Posty
3565
Dołączył(a)
09 kwi 2010, 17:23

Re: Przymus zdradzania i niszczenia związków

przez Femme Fatal 15 wrz 2010, 15:09
Czytam link o BPD. Czesc opisu pasuje, ale czytajac to mam wrazenie ze pod kazdego mozemy podpiac podobny zestaw cech/zachowan. Jestem optymistka przed ludzmi, w domu mam doła i na nic nie mam ochoty( stany deprpesyne). Pod wieczor napada mnie szał maniakalny i musze wyjsc. Mam mnsotwo energii i silna potrzebe kontaktu z ludzmi. Nie jestem agresywna. Jesli cos nie jest po mojej mysli wpadam w nieopisana histerie i placze przez 5 minut, po czym emocje opadaja. I wszytsko jest dobrze. Myslalam ze moje zachowanie to wynik zaburzen pracy mozgu. Sporo podrozowalam, moze cos zlapalam i pora sie leczyc? Ale z tego co wiem rezonans magnetyczny sporo kosztuje?
Offline
Posty
32
Dołączył(a)
15 wrz 2010, 13:56

Re: Przymus zdradzania i niszczenia związków

przez Zenonek 15 wrz 2010, 15:29
Shadow wyslij mi pw bo znowu sie zablokowalo
Offline
Posty
3565
Dołączył(a)
09 kwi 2010, 17:23

Re: Przymus zdradzania i niszczenia związków

przez Femme Fatal 15 wrz 2010, 15:49
Ok, nie szkodzi. Najwazniejsze to umiec sobie radzic. U mnie to czysta biologia. Często mi sie chce, bez powodu! wiec szukam rozwiazan w fizjologii ciala. Moze znacie forum gdzie lekarze doradza za free? Jak takowe w ogole isntieje :P
Offline
Posty
32
Dołączył(a)
15 wrz 2010, 13:56

Re: Przymus zdradzania i niszczenia związków

przez Femme Fatal 15 wrz 2010, 16:13
Tylko do jakiego lekarza/psychiatry/psychologa ( z jaka specjalizacja najlepiej?)?

[Dodane po edycji:]

Zdałam sobie sprawe z faktu, ktory mnie zasmuca: wiekszosc facetow ulega i zdradza chociaz deklaruja partnerkom wiernosc i szczerosc. Przeraza mnie to, ze wyrwac kazdego tylko trzeba umiejetnie zastawic lejce...to jest żałosne. czemu mezczyxni na to przyzwalaja? nie atakujcie mnie za ten wpis, nie mialam nic zlego na mysli, po prostu latach obserwacji plci przeciwnej doszlam do tego przerazajacego wniosku...
Offline
Posty
32
Dołączył(a)
15 wrz 2010, 13:56

Re: Przymus zdradzania i niszczenia związków

przez mikamika 15 wrz 2010, 23:34
Femme Fatal napisał(a):Tylko do jakiego lekarza/psychiatry/psychologa ( z jaka specjalizacja najlepiej?)?

[Dodane po edycji:]

Zdałam sobie sprawe z faktu, ktory mnie zasmuca: wiekszosc facetow ulega i zdradza chociaz deklaruja partnerkom wiernosc i szczerosc. Przeraza mnie to, ze wyrwac kazdego tylko trzeba umiejetnie zastawic lejce...to jest żałosne. czemu mezczyxni na to przyzwalaja? nie atakujcie mnie za ten wpis, nie mialam nic zlego na mysli, po prostu latach obserwacji plci przeciwnej doszlam do tego przerazajacego wniosku...


ja tez mam chyba syndrom kochanki chociaz inaczej umotywowany niz u Ciebie i niestety... z Twoimi obserwacjami sie zgadzam. Faceci zdradzaja na potege a w domu udaja przykladnych mezusiow i tatusiow...

a co do lekarza to chyba - psychoterapeuta (?)
mikamika
Offline

Re: Przymus zdradzania i niszczenia związków

Avatar użytkownika
przez Korba 16 wrz 2010, 10:29
niestety syndrom kochanki znam aż za dobrze.
część tego, co opisuje Femme Fatal nie jest mi obce.
polowanie, uwodzenie, poczucie wyższości, zaspakajanie apetytu na bycie pożądaną... to wciąga jak narkotyk.
i jest jak narkotyk, daje szybkie zaspokojenie, ale zostawia po sobie zniszczenie i pustkę.
na szczęście ja już chyba wyszłam z tego nałogu.
Pieprz-i-vanilia
F60.31 F38 F33 F31
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
12808
Dołączył(a)
22 sty 2010, 22:58
Lokalizacja
nie z tej ziemi

Re: Przymus zdradzania i niszczenia związków

Avatar użytkownika
przez Milutki 16 wrz 2010, 11:09
Femme,
od razu po przeczytaniu Twojej historii przyszło mi na myśl jedno...

Twoje zachowanie, to reakcja na porzucenie Ciebie przez chłopaka -> potrzeba odgrywania się za to,
a aktualnie: satysfakcja z podporządkowywania sobie mężczyzn, jako sposób ciągłego udowadniania sobie, że jednak jesteś wartościową osobą (w kontekście związków z mężczyznami).
Chłopak odchodząc tak jakby Ci powiedział: "jesteś do niczego, nie jesteś atrakcyjną dziewczyną".
A Ty teraz próbujesz to ciągle sobie udowadniać, oczywiście zupełnie podświadomie, stąd te natręctwa podrywania mężczyzn.
Jeżeli by tak było, to to jest typowa nerwica -> psychoterapia jak najbardziej wskazana... :smile:
trzymaj się :papa:

[Dodane po edycji:]

pisząc
"A Ty teraz próbujesz TO ciągle sobie udowadniać,"
miałem na myśli oczywiście to, że:
"A Ty teraz próbujesz to ciągle sobie udowadniać, że jesteś wartościową dziewczyną, zupełnie podświadomie ... (itd.) ...
Moja NN >>> post230132.html#p230132

Co było, to było
Co może być - jest
A będzie to, co będzie...
:bezradny:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
284
Dołączył(a)
03 lip 2009, 23:34
Lokalizacja
Wrocław

Re: Przymus zdradzania i niszczenia związków

przez Femme Fatal 16 wrz 2010, 21:40
Chętnie pójdę do psychoterapuety...tylko kobiet nie lubię :( ( drażni mnie ich sposób bycia- bezradne kurki albo złośliwe żmije..taki typ kobiet "udalo" mi sie poznac), a mezczyzne potraktuje jak nowy cel. Sama siebie spostrzegam jako osobe o meskim charakterze w kobiecym ciele. Nie wiem co z tym poczac. Chce sie dobrze czuc na terapii, wiec nie wiem co lepsze. Czuc sie rozdrazniona w obecnosci kobiety czy podniecona przy mezczyznie
Offline
Posty
32
Dołączył(a)
15 wrz 2010, 13:56

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości

Przeskocz do