Objaw: uzależnienie od gier komputerowych

Dział poświęcony uzależnieniom. Na forum dyskutujemy na tematy: alkoholizm, hazard, uzależnienie seksualne, uzależnienie od gier komputerowych, pracoholizm, palenie nikotyny oraz inne.

Objaw: uzależnienie od gier komputerowych

przez Nicky 01 mar 2012, 20:18
Było bardzo dużo sytuacji typu, że siedzimy razem w pokoju, ja wychodziłam na chwilę do łazienki, a gdy wracałam to on już miał grę włączoną. Ja brałam się za sprzątanie, chociaż on mógł mi pomóc, bo wcale nie musiał ze mną mieszkać i pomagać mi w robieniu bałaganu ;), to ja sprzątałam a on zamiast zapytać o pomoc, to odpalał grę i jazda...

Jeśli Ty się myłaś, a on grał to ok. Jeśli Ty sprzątałaś a on grał w najlepsze to już średnio ok (zakładając że nie masz jakieś nerwicy natręctw na punkcie porządku i ładu). Ale powinien Ci pomóc przy sprzątaniu, przy myciu w sumie też by mógł skoro jesteście parą.

Jeśli on sam nie ma ochoty rzucić tego nałogu, bo np. mu to sprawia przyjemność, to łatwo nie będzie.

PS: rób akapity, bo jak zlane tak wszystko w całość jest to trudniej mi się to czyta.
Offline
Posty
198
Dołączył(a)
13 lis 2010, 23:21
Lokalizacja
Warszawa

Objaw: uzależnienie od gier komputerowych

Avatar użytkownika
przez C(c)złowiek 22 mar 2012, 20:38
W co ostatnio gracie?

Ja w Dragon Age. Extra gra :D
"Żyjemy w świecie przyjemności pozbawionych radości" ;) Erich Fromm
GG: 5365347
Avatar użytkownika
Offline
Posty
493
Dołączył(a)
10 lut 2007, 23:46
Lokalizacja
Warszawa

partner uzależniony od gier

przez Edi77 01 kwi 2012, 01:30
Witam wszystkich!
Mam bardzo duży problem z mężem, jesteśmy po ślubie 4 lata, mamy 3 letniego synka i głównie tylko ze względu na niego wciąż jeszcze podejmuje walkę dla ratunku naszego małżeństwa, ale jestem już wykończona i szczerze mówiąc nie wiem sama co mam jeszcze zrobić by mąż w końcu zrozumiał ze jest uzależniony od gier, internetu.. Rozmowy, prośby, krzyki, terapia rodzinna nic nie dało rady a ja jestem wykończona już psychicznie.
Problem nastał gdy na świat przyszedł nasz synek, potrzebowałam jakiejś pomocy w obowiązkach domowych, podczas gdy mąż uciekał od tego siadając przed komputerem. Gdy stęskniona wyczekiwałam z obiadem na powrót męża z pracy i potrzebowałam chwili by mąż zajął się synem bym mogła swobodnie przygotować i podać obiad to mąż zarzucał mi że akurat muszę "odcedzać ziemniaki, lub robić zasmażkę" gdy on akurat prowadzi ważną walkę w grze.. pod jego okiem nie jedno krotnie synek spadł z łóżka bo mąż większe zainteresowanie wykazywał dla gier niż własnego dziecka.. Zaczęło między nami dochodzić do kłótni. Stopniowo wygasało życie płciowe, bo byłam tylko widziana w nocy gdy miał zachcianki, a podczas dnia nie dostrzegał mnie, na próby moich zbliżeń, przytuleń reagował nerwowo że przeszkadzam mu.. dodatkowo pojawiły się problemy finansowe, skończyło mi się macierzyńskie, zasiłek, gdy do męża wspominałam przytakiwał tylko głową, a momencie gdy ruszyłam pieniądze na życie z chrzcin dziecka wyzwał mnie od złodziejek że okradłam synka i zaprzeczył temu obym wspominała mu o naszych problemach.. zaczął żyć życiem gier kompletnie nie wiedział co dzieje się w życiu realnym. Prosiłam się o każdy grosz na życie, miał duże wymagania co do jedzenia, dziecko miało być ubrane a dawał grosze.. przykład gdy dał 20zł i wymagał by starczyło to na 2 tygodnie i z tego miałam kupić jeszcze mleko modyfikowane dla synka.. wyganiał mnie do pracy, nie słuchając moich przeliczeń ile musiałabym zapłacić opiekunce a ile bym zarobiła że wychodziło by na zero. Parę razy przyłapałam go na tym że przelewał pieniądze na punkty do gry które umożliwiały mu wspięcie się na wyższe poziomy w grze, był rozrzutny, podczas gdy mnie rozliczał z każdego grosza, nie wytrzymałam złożyłam pozew o alimenty. Od tej pory wielokrotnie przychodził pijany do domu, zaczął mnie kompletnie olewać i coraz więcej czasu spędzać przed komputerem, gdy próbowałam z nim porozmawiać zakładał słuchawki lub uciekał. Życie płciowe zupełnie wygasło, wyszłam do pokoju do dziecka gdy mąż przychodził pijany, lub nie było go wcale..
Obecnie pracuję, synek chodzi do przedszkola, i miałam nadzieję że tak sytuacja może polepszy nasze życie, a jest co raz gorzej, mąż oprócz swoich kilku już gier zaczął grać jeszcze w opencaching która polegała na poszukiwaniach w terenie geo skrzynek i zakładaniu nowych.. zaczął jeździć w poszukiwaniach. Rozbił raz samochód firmowy, potem swój a mandatów już nie zlicze ile nałapał, komornik siadł mu na głowie.. płacił co prawda rachunki domowe typu czynsz prąd, woda.. ale do innych rzeczy kompletnie się nie dokładał, ale to nie jest najgorsze, najgorsze jest to że w swoje wyprawy ciągną jeszcze dziecko, bo ja mam pracę zmianową, pracuję również w nocy, więc albo podrzucał komuś dziecko, albo brał go ze sobą.... Do gier nabrałam strasznego obrzydzenia, nie wiem kompletnie co mam dalej robić, nic nie pomaga by go od nich oderwać, ani prośby, groźby, ani nawet to że przestałam dla niego gotować, bo doszło do tego że zaczął mnie traktować jak służącą, że mam zrobić zakupy ugotować i by mu nie przeszkadzać a najlepiej by mnie nie było... była niejednokrotnie rozmowa na temat rozwodu, ale nie godzi się na to że jest to jego wina i chce bym ja papiery wniosła... nie wiem co mam dalej robić, ze względu na dziecko nie chce rozbijać małżeństwa mam cały czas nadzieje że w końcu się zmieni wydorośleje, skończy z grami, ale jest tylko gorzej... Proszę pomóżcie mi, czy jest może jakaś klinika gdzie bym mogła zgłosić męża, dobrowolnie na pewno nie podda się leczeniu, w jaki sposób mogłabym na niego jeszcze wpłynąć?
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
31 mar 2012, 23:13

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

partner uzależniony od gier

przez ziomek118118 01 kwi 2012, 08:36
Edi77
Nie ma czegoś takiego jak leczenie na siłę osoby uzależnionej...a już na pewno nie jest to dobre wyjście z sytuacji..rzadko pomaga..
Możesz założyć sprawę sądową i mąż dostanie wyrok zgłoszenia się do poradni uzależnień..czasem jest to dzienna poradnia ..albo odwyk zamknięty,
ale nie spotkałem człowieka ,który zrozumiałby swój problem przy takim sposobie leczenia..
Wiem, nie jest to żadne pocieszenie dla Ciebie,ale według mnie dopóki sam nie zrozumie co się z nim dzieje nie wiele można zrobić.
Mówię Ci to jako osoba uzależniona od alkoholu, narkotyków i hazardu...z tym, że ja mam spokój z nałogami od kilkunastu lat.
Próbuj rozmawiać, tłumaczyć mam nadzieję ,że w końcu się obudzi ...bo jest to chyba najlepszy moment ...
Pozdrawiam..i pisz co się dzieje...
Offline
Posty
94
Dołączył(a)
16 kwi 2011, 18:50

partner uzależniony od gier

Avatar użytkownika
przez Sorrow 01 kwi 2012, 12:44
Niech no zgadnę...
Gry online?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3353
Dołączył(a)
08 cze 2006, 15:38

partner uzależniony od gier

przez Edi77 08 kwi 2012, 19:21
Witam ponownie, zaczynam się już zastanawiać nad dłuższym trwaniem takiego związku, w którym najbardziej cierpi dziecko. Z mężem nie da się porozmawiać po prostu na każdym kroku mnie olewa i nic nie jest w stanie go ruszyć.. gdy rozmawiałam z teściową i powiedziałam że chciałabym mieć partnera, by skończył z grami skomentowała to że dlaczego stawiam warunki, moje życie to koszmar i cały czas czekam na to że się zmieni a jest coraz gorzej, trwa to już 3 lata. Nie wiem co mam dalej robić.. Zastanawiam się nad założeniem tej sprawy o leczenie i jeśli mąż nie pójdzie lub zrezygnuje to myślę że byłby powód do rozwodu z jego winy, bo inaczej jest ciężko mi cokolwiek udowodnić. Nie wiem już sama co mam o tym myśleć ale chyba muszę coś z tym zrobić bo nie da się tak dalej żyć. Jakie mogą być koszta takiej sprawy i za jakiekolwiek wskazówki w tym temacie byłabym bardzo wdzięczna. Proszę o pomoc.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
31 mar 2012, 23:13

partner uzależniony od gier

Avatar użytkownika
przez SadSlav 08 kwi 2012, 19:53
Edi77, szantaż jest dobry momentami. Załóż sprawę o leczenie, spróbuj przynajmniej - może zrozumie, że robi błąd.
I'm diggin' my way to somethin' better,
I'm pushin' to stay with something better,
I'm sowing the seeds I take for granted,
This thorn in my side is from the tree I've planted,
It tears me and I bleed...

http://chwilepisanemuzyka.blogspot.com/
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1269
Dołączył(a)
01 paź 2011, 18:40
Lokalizacja
Silent Hill

partner uzależniony od gier

przez ziomek118118 09 kwi 2012, 07:13
Edi77
Najprościej jest zgłosić sprawę do dzielnicowego..przeprowadzi wywiad środowiskowy i jeśli jest tak jak mówisz sami zgłoszą wniosek do sądu
o leczenie przymusowe..nie zapłacisz nic.Możesz też wynająć adwokata i on załatwi wszystko za Ciebie..ale to kosztuje..nie wiem ile.
W sądzie i na policji ważne jest tylko to..czy dostajesz pieniądze na utrzymanie dziecka,czy znęca się nad wami psychicznie.
Trudno jest udowodnić uzależnienie od hazardu gdyż ani sąsiedzi ani rodzina nic o tym nie wiedzą...nie tak jak z alkoholem czy narkotykami...ale próbuj.
Zaznaczę ..,że może Cię to wiele kosztować ..nawet rozwód..więc poważnie się zastanów.
Nigdy nie byłem na przymusowym odwyku,ale poznałem dużo ludzi którzy dostawali wyroki i byli tam razem ze mną...i powiem Ci jak się zachowują..
..Są wkurwieni na cały świat,drażliwi nawet przez myśl im nie przejdzie żeby się leczyć..przecież odbiera się im ostatnią szanse wyzwolenia emocji........ a po wyjściu robią wszystko tak samo ze zdwojoną siłą....tylko nieliczni rozumieją swoje błędy.
Nie mogę Ci doradzić co masz zrobić..to jest Twoje życie..po dwóch postach nie mogę określić czy Twój mąż jest typowym nałogowcem
czy dopiero raczkuje w temacie hazardu.
Pozdrawiam!
Offline
Posty
94
Dołączył(a)
16 kwi 2011, 18:50

Objaw: uzależnienie od gier komputerowych

przez kasztan86 09 kwi 2012, 20:27
Ja jestem uzależniony od Starcrafta 2 i od robienia muzyki we FL Studio. Jak to sie objawia? potrafie bez końca siedzieć przy jednym lub drugim i tracić czas. Po pewnym czasie grania mam dosyć i robie sobie przerwe na dzień, czy dwa net kasuje tą gre ale po paru dniach jak mi sie nudzi znowu ją włączm i gram. Cholerne natrectwo. Oddałbym wszystko żeby chociaż nie mieć komputera na którym to "chodzi". Co innego z muzyką. Znacie te programy? Takie jak FL Studio, Reason, Ableton Live. Nie wiem czemu ale ta muzyka daje jedyne ujście moim emocjom i w pewnym stopniu się "uzależniłem, bo też siedzę nad nią godzinami, potem i tak jej nikomu nie puszczam. Nie wiem czemu bo przecież muzykę robi się dla innych do słuchania, ja jednak się wstydzę ją puszczać komukolwiek, bo nigdy nie jestem zadowolony z żadnego kawałka i nie chce sie przyznawać, że to JA zrobiłem w wyniku kompulsji.... bardzo to dziwne. Najdziwniejsze, że jak tego nie robie to nie wiem co ze sobą zrobić. Zupełnie jakby ta gra i muzyka pochłoneły całkowicie moje życie i nie chcą mi go "oddać". Nie umiem tego wytłumaczyć ale to tak jakby jedna strona mojej osoby chciała mieć wreszcie "spokój" z tym wszystkim i już do tego nie wracać a druga mnie korciła właśnie żebym do tego usiadł i spróbował jeszcze raz - jeszcze raz zagrać, jeszcze raz posiedzieć przy muzyce. Potem zawsze mam poczucie straconego czasu, kompletnej bezproduktywności. Co więcej - wszystkie kawałki które zrobię i tak kasuję, bo nie jestem zadowolony z tego co powstało. Krótko mówiąć robienie tej muzyki nie jest dla mnie czymś naturalnym. Jest to dążenie do jakiejś formy, postaci której nigdy nie osiągam, bo nie potrafię. Czuję się jak syzyf który wtacza kamień i nigdy nie może go do końca wtoczyć. Kamień się stacza a ja kasuję kawałek nad którym pracowałem cały dzień nic nie jedząc ani nie pijąć. Jeszcze nigdy nie spotkałem nikogo kto miałby podobne uzależnienie, ale widać "przecieram nowe szlaki" :)
Krótko mówiąc- uzależnienie jak każde inne. Tylko takie dziwne, bo niby "kreatywne" a i tak nic z tego nie powstaje, nie pozostaje żaden kawałek i nic mi się nie podoba co stworzę. Pamiętam, że 2 lata temu kiedy miałem traume te wszystkie zaburzenia przeszły, bo po prostu trauma zdruzgotała moją osobowość w takim stopniu, że poczułem się wolny od uzależnień. Krótko mówiąć moja osobowość się "zdezidentyfikowała" od muzyki i gier, bo czułem, że żeby się wyleczyć z traumy muszę się "oduzależnić". To musiał być bardzo skomplikowany mechanizm działający tylko w chwilach kryzysowych, bo gdy trauma przeszła, to jest gdy dostałem leki, wróciłem któregoś dnia do muzyki i do dziś pluję sobie w brodę, że tego stanu "wolności" nie umiałem utrzymać na dłużej. Bardzo mi przykro, bo nadal cierpię i nie umiem niczego ciekawego sobie znaleźć w życiu. Dużo gram, robie muzyke, oglądam youtube, gdzie można obejrzeć mecze w Starcrafta 2 na światowym poziomie. I za nic nie moge sobie poradzić z problemem. Zwykle kasuje gre i muzyke raz na jakiś czas licząc, że wolność wróci, ale koszmar powraca, zwykle ze zdwojoną siłą. To tak jakbym naciągał gumę w procy i próbował ją rozciągnąć do maksimum, licząc że tym razem sie uda ją przerwać, a gdy już nie mam siły ona nagle mnie pakuje spowrotem w uzależnienie ze zdwojoną siłą. Ja się poddaję, nie mam siły walczyć choć jutro ide do psychologa, może on coś poradzi...

pozdrawiam, zdrowia wam życze :)
sulpiryd 200mg sertralina 50mg
Offline
Posty
65
Dołączył(a)
25 sie 2010, 17:47

Objaw: uzależnienie od gier komputerowych

przez Supermann 17 kwi 2012, 22:58
Też byłem trochę uzależniony ale jakoś udało mi się z tym skończyć.
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
14 kwi 2012, 19:00

Objaw: uzależnienie od gier komputerowych

Avatar użytkownika
przez Masumi 09 maja 2012, 12:45
@ami91
Ja mam w domu to samo z mężem. Wiedziałam, że gra jak się poznaliśmy. Ja też lubię czasem się oderwać od rzeczywistości i często grywaliśmy razem. Ale to nie pomaga. Problem zaczęłam dostrzegać kiedy zamieszkaliśmy razem. Wracam z pracy - on gra, gotuję - on gra, sprzątam - on gra. Na każdą prośbę żeby coś zrobił, w czymś mi pomógł jest tylko "Dobrze, dobrze. Już idę". Czasem się doczekam pomocy ale co z tego jak potem wraca do komputera i znów gra. Czuję się odpowiedzialna za cały dom, bo on w ogóle o tym nie myśli. Jak się zbuntuję i nie zgotuję obiadu, to je zupki chińskie albo zamawia pizzę.
Nie mogę tu raczej mówić o uzależnieniu, bo on też pracuje, więc siedzi przed kompem mniej więcej 16-22. Zresztą nie przez cały czas gra, bo jeszcze siedzi na fb albo skype. A potem narzeka, że jestem oziębła, bo nie jestem zainteresowana pieszczotami jak już wreszcie się oderwie od PC i idzie spać.
W każdym razie jest, ale jakby go nie było. Czasem myślę, że jakby go nie było, to nawet może byłoby lepiej - miałabym na głowie tylko siebie.

Jeśli ktoś zna sposób na takie zachowanie, to chętnie wysłucham wszelkich porad.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
09 maja 2012, 09:12
Lokalizacja
Warszawa

Objaw: uzależnienie od gier komputerowych

Avatar użytkownika
przez SadSlav 09 maja 2012, 15:27
Też byłem chyba uzależniony ale mi przeszło bo teraz to nawet grać mi się nie chce w nic bo nic mnie zbytnio nie cieszy :?
I'm diggin' my way to somethin' better,
I'm pushin' to stay with something better,
I'm sowing the seeds I take for granted,
This thorn in my side is from the tree I've planted,
It tears me and I bleed...

http://chwilepisanemuzyka.blogspot.com/
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1269
Dołączył(a)
01 paź 2011, 18:40
Lokalizacja
Silent Hill

Objaw: uzależnienie od gier komputerowych

Avatar użytkownika
przez Pieprz 09 maja 2012, 16:14
C(c)złowiek napisał(a):W co ostatnio gracie?

Ja w Dragon Age. Extra gra :D

Bez urazy, ale to trochę niegrzeczne z Twojej strony. To tak jakbyś poszedł na spotkanie AA i się pytał jakie driny kto lubi wypić.
Uwag, z racji problemów technicznych mam 2 konta, drugie jest do rozmów na PW.
Avatar użytkownika
Offline
Król Balu
Posty
16632
Dołączył(a)
28 mar 2012, 13:31
Lokalizacja
Trójmiasto

Objaw: uzależnienie od gier komputerowych

przez Zulei 12 maja 2012, 01:32
Marnuję dzień za dniem - nie mogę zerwać z... grami.

Witam,

to mój pierwszy post na tym forum. Będzie, zdaje się, bardzo chaotyczny, za co przepraszam z góry.

Nie wiem od czego zacząć. Już kilka zdań napisałam i usunęłam. Uff. I tak łatwiejsze to niż rozmowa z drugim człowiekiem na żywo. Znaczy się – wyszukać w sieci portal, na którym można porozmawiać raczej anonimowo o tym, co człowieka gnębi. I tak z góry wiem, że będzie to wszystko brzmiało strasznie głupio, a mi głupio będzie (już jest) w trakcie pisania. Szczerze? Chyba jednak wolałabym siedzieć cicho – jak zawsze.

Mam na imię K. i 22 lata „w tyłku”, jak to mawia mój tata. Jestem uzależniona od gier komputerowych. Nieciekawie to wygląda, bo mówiąc o tym przy ludziach - na zewnątrz śmieję się, żartuję z tego, wyśmiewam sama siebie i traktuję jako błahostkę; w środku czuję gorzki posmak kłamstwa, ale wiem, że muszę być twarda i nie okazywać właśnie pod tym względem słabości. Inni muszą widzieć, że dobrze się z tym czuję i świetnie bawię, a nie funkcjonuję z czymś, co wcale nie jest takie fajne… no jest fajne, ale jedyne co zostawia po sobie, to ogromne wyrzuty sumienia i problemy mnożące się jak króliki. Dla mnie, prywatnie i na serio przyznać się do tego uzależnienia to wstyd i porażka. W dodatku napawające strachem. Dlaczego? Bo bardzo, bardzo długo pracowałam swoim zachowaniem na to, że powiedzenie prawdy mogłoby zostać odebrane jako kłamstwo, bardzo wyrachowane kłamstwo. Znowu okazałoby się, że jestem nieodpowiedzialna i wszystkie wcześniejsze przewinienia byłyby wyciągane na światło dzienne dołączając do nich nową „wymówkę”.
Poza tym na czym miałaby polegać pomoc ze strony rodziny? Tu w domu, gdzie mieszkam – zapewne rodzice kazaliby mi pousuwać z komputera wszystkie gry, bo zabrać go nie da rady. Komputera potrzebuję też (powinnam raczej powiedzieć: przede wszystkim) do pracy. I ot, zwieńczone by to było słowami, że mam skończyć grać. I co? Ja wiem, że tak się tej sprawy nie załatwi. Jest tysiąc pięćset sto dziewięćset sposobów na to, żeby i tak z powrotem zorganizować sobie „gierczenie”. Na zewnątrz skrucha, a w środku sprawne kalkulacje, jak obejść nowe zakazy… ostatecznie zawsze mogę przerzucić się na środek zastępczy – tj. oglądanie seriali. A właściwie jednego, czy dwóch od samego początku, który widziałam już po tysiąckroć, ale nigdy mi się nie nudzi – Chirurdzy.

Przeczytałam kilka tematów w dziale Uzależnienia, a ze szczególną uwagą temat założony przez Vulpesa – dosyć obszerny i co jakiś czas odświeżany. To tutaj przekonałam się, że nie ja jedna w „tym” siedzę. Co więcej, chyba zaczęłam wiązać ze sobą pewne sprawy i coś tam sklejać w głowie w ramach odpowiedzi na pytania „dlaczego? Skąd?” i chyba po raz kolejny uświadamiam sobie, jak bardzo żałosna jestem (co piszę z niesmakiem do swojej osoby). Nie potrafię jednak zrozumieć, w jaki sposób mimo wszystko, Wy, odnajdujecie w swoich wzajemnych wypowiedziach motywację do tego, aby walczyć, działać i zmieniać swoje postępowanie. Wiem i po sobie widzę, jak gry potrafią wykończyć człowieka, ale nie umiem wycisnąć z siebie nic, żeby się przeciwstawić na poważnie.

Może dlatego, że wiem, iż skutek będzie bardzo, bardzo krótkotrwały… a o coś takiego nie warto się starać. Hm… właściwie to można na chwilę zapomnieć o tym i innych problemach. O, może jeden rajd dla odprężenia? Albo meczyk LoLa. Hm… nie, szybciej będzie przelecieć się do krów na koszu w D2. A potem jeszcze raz i jeszcze raz i jeszcze tylko pięć minut…

Komputer w moim domu był od zawsze. W wielkim skrócie powiem, że w podstawówce byłam popychadłem. Gimnazjum było kolejnym etapem, który w bardzo stereotypowy sposób – niczym z filmów amerykańskich – pokazał mi, że osoba taka jak ja nie zasługuje na bycie „popularnym”. Pod koniec dotarło do mnie, czym jest indywidualizm, o którym zawsze opowiadali rodzice. W liceum postanowiłam sobie, że pokażę się z najlepszej strony i nie będę więcej stała w cieniu innych ludzi. Że jestem wartościową osobą i dam sobie radę z nawiązywaniem znajomości. A teraz, na studiach, osiągam apogeum kiszenia się w domu przed kompem. Nie będę mówiła o ilości moich nieobecności, tym bardziej, że w ciągu ostatnich kilku dni - jak już raczyłam zjawić się na uczelni - kilka osób wypowiedziało się w taki sposób, że pomimo szerokiego uśmiechu na mojej twarzy bądź miny poważnej (jako dobra do złej gry), miałam wrażenie, że jestem na dnie. Sama do tego doprowadziłam...
Unreal, Diablo, Starcraft, Warcraft, Neverwinter, World of Warcraft, League of Legends – to moje dopalacze. To czołówka gier, które od lat mi niezmiennie towarzyszą i utrudniają poprawne funkcjonowanie w świecie realnym. Tak teraz się zastanawiam… to dosyć zabawne, że mam wiele wspaniałych wspomnień z wirtualnej rzeczywistości, a tak niewiele z tego, co dzieje się poza nim. Najwięcej chyba mogłabym opowiedzieć o przygodzie z WoWem. Kiedy po trzech latach i stosunkowo niedawno rozpadła się gildia, w której byłam, płakałam przez dwa tygodnie. Żenujące, ale dalej mnie ściska w dołku, kiedy myślę jak fajnie było bawić się z tymi ludźmi ingame. Zawsze też tłumaczyłam sobie, że gdyby wszyscy ci, których poznaję w sieci mieszkali niedaleko, w tym samym mieście, to wcale nie siedzielibyśmy w grze!

Mam na imię K. i 22 lata „w tyłku”. Ludzie, których znam chyba nie wiedzą nic o tym, że jestem zakompleksionym burakiem, o ujemnej samoocenie. Zawsze starałam się być słuchaczem, a bycie słuchaczem po pewnym czasie sprawia, że filtrujesz informacje, które napływają z zewnątrz i nabierasz dziwnego przekonania, że sam nie powinieneś o tym, co dotyczy ciebie, a brzmi podobnie, w ogóle nikomu mówić. Bo to głupie. Bo zostaniesz oceniony. Zabawne. Zawsze powtarzam, że nie obchodzi mnie, co ludzie o mnie myślą. Rzecz w tym, że mogą wyciągać wnioski jedynie na podstawie wiadomości, które im podaję. Bezpiecznych wiadomości. Takich, które nie pozwalają im ocenić mnie w sposób, w jaki boję się być oceniona. Jezu, jakie to… pokręcone i głupie!
Mam też zainteresowania, nawet jakieś marzenia – tylko, że tych marzeń nie da się spełnić. Uniemożliwia to moja śmieszna postawa.
Mój zapał jest słomiany. Optymizm wypalił się kilka lat temu. I co dzień przed snem chce mi się płakać. Bo nawet mimo tego, że zaplanuję sobie, co zrobić – nie potrafię wygrać z brakiem motywacji. To trudne przebywać wśród ludzi, którzy potrafią dążyć do obranych przez siebie celów. Wśród ludzi ambitnych, pracowitych, odpowiedzialnych. Tak bardzo im zazdroszczę. Teoretycznie wiem, że też bym tak mogła, ale jest coś silniejszego niż przekonanie o tym, że dam radę. Że mogę im dorównać.

Nie będę opisywać, jak funkcjonuję, ponieważ we wspomnianym gdzieś wyżej temacie powiedziane zostało wystarczająco wiele, abym mogła się pod tym podpisać rękami i nogami. Muszę jednak dodać, że rozwijające się z roku na rok uzależnienie, w ciągu roku ostatniego zbiera największe żniwo (łącznie, odliczając krótkie przerwy i kary będzie jakieś 6 lat). Tym bardziej, że nakłada się z problemami domowymi, w jakimś stopniu rodzinnymi, i rosnące do naprawdę wielkich rozmiarów poczucie winy, wykańcza mnie. Totalnie mnie wykańcza. Nie, że umieram, chcę umrzeć czy planuję się okaleczać. Po prostu wykańcza mnie psychicznie – im więcej tego jest, analogicznie – więcej muszę odreagowywać tam, gdzie sprawy z tu i teraz nie mają znaczenia. I nikt o niczym nie wie, a moje błędne koło bezustannie się toczy.

(i raz kozie śmierć - wysyłam)
Ostatnio edytowano 19 maja 2012, 17:24 przez *Monika*, łącznie edytowano 1 raz
Powód: połączono z w/w wątkiem z uwagi na treść Twojego postu
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
11 maja 2012, 19:37

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do