ZDRADA - Czy to dalej ma jeszcze sens?

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Avatar użytkownika
przez Tygryska 17 lip 2007, 14:03
Desperado a byłaś u psychologa?
Gadałaś z mężem?
Trzymaj się ciepło. Będzie lepiej, zobaczysz.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
589
Dołączył(a)
05 sie 2005, 19:14

Avatar użytkownika
przez vampirek82 17 lip 2007, 15:25
desperado, wiem ze jest Ci ciezko, ale musisz sie trzymac!!!!powiem Ci ze znam zdrade od podszewki, w sumie ja nie bylam zdradzana ale moja siostra....notorycznie.....wiem co przezywala gdyz caly czas z nia bylam... to wymaga czasu...i tak jak tygryska, uwazam ze powinnas isc do psychologa, moja siostra nie chciala, przez ciagle nerwy zaczely sie jej klopoty z sercem, dopiero teraz (po paru latach) zauje ze wczesniej nie poszla do psychologa,
powiem Ci, iz moja siostra tez nie jest silna osobowoscia potrafila wybaczyc, nawet pare zdrad( moze nie wybaczyc gdyz wybaczyc do konca sie nie da, nawet teraz gdy jest po rozwodzie nadal nie umie mu tego wybaczyc), zyc normalnie i nawet byc szczesliwa.
jezeli wiesz ze to byla jednorazowa zdrada daj szanse tej milosci, porozmawiaj z nim, wyjedzcie gdzies sami, oderwij sie od tego wszystkiego...
zaproponuj mu zebyscie gdzies sami wyjechali, nawet na weekend, i nie przejmuj sie ze to Ty proponujesz, a tak naprawde to on powinien starac sie ratowac ten zwiazek, kochasz go wiec walcz o ta milosc i pozwol jemu na to samo, wydaje mi sie ze on nie wie co ma teraz robic, jak to odbudowac, Twoje zaufanie, pozwol mu na to i badz tez strona czynna...
nie jestem ekspertem, ale akurat te wskazowki znam z zycia, mam nadzieje ze Ci sie przydadza!!! trzymam kciuki za to aby Ci sie udalo!!! trzymaj sie cieplutko i nie zalamuj sie!!! z czasem wszystko sie uspokoi i wyjasni!!!! buzka
"Bo umrzeć to zbyt mały powód, żeby przestać Kochać"
a gdyby tak zaczarować cały świat...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
309
Dołączył(a)
12 cze 2007, 15:18
Lokalizacja
Wrocław

przez Markus11 27 lip 2007, 15:53
Witam Cię desperado.Mimo tego że jestem facetem kieruję się tymi samymi zasadami w życiu co Ty. Przeżyłem coś podobnego 17 lat temu (byliśmy kilka miesięcy po ślubie). Świat wywrócił mi się do góry nogami, życie straciło sens. Zostałem bo mówiła że kocha, że nie może beze mnie żyć, że jak odejdę to się zabije. Zostałem bo bardzo chciałem wierzyć w jej słowa ale nigdy nie byłem w stanie tego zapomnieć. Zrobiła to ponownie i znowu był płacz, błaganie bym został. Pytałem Ją czy chciała by bym ja postępował podobnie jak Ona. Mówiła NIE!! To dlaczego mi to robisz?? Nie potrafiła odpowiedzieć. Nie chciała rozwodu, kiedy poruszałem ten temat zawsze bardzo płakała, była zdruzgotana mówiła, że nie wyobraża sobie życia beze mnie. Mijał pewien czas i znów miała jakąś sympatię. I tak w kółko przez te wszystkie lata. Powiedziałem koniec!!
Nie wiem co Ci doradzić, jest to cholernie trudne. Bardzo mocno rozumiem twój ból i beznadziejność sytuacji. Kiedy na pytanie, "dlaczego????" kiedy ja podałam Ci serce na dłoni Ty wbiłeś mi nóż w plecy, nie ma odpowiedzi. Nie wiem czy ktoś jest w stanie Ci doradzić
jednoznacznie co teraz zrobić. Ja teraz wiem że powinienem wtedy odejść bo Ona się nie zmieniła. Jak będzie z Twoim mężem? Czy zrozumie jak bardzo Cię zranił, czy tylko będzie bardziej uważał by się coś takiego więcej nie wydało. Zawsze będziesz miała wątpliwości. Bardzo mądrze pisze korres1. Niestety u mnie te rozmowy pomagały tylko na jakiś czas. Ale każdy przypadek jest inny na pewno powinnaś tego spróbować to bardzo pomaga.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
27 lip 2007, 13:50
Lokalizacja
Śląsk

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez hetman76 29 lip 2007, 00:51
Nie
Offline
Posty
62
Dołączył(a)
26 gru 2006, 01:13

Avatar użytkownika
przez Twilight 29 lip 2007, 04:39
Rada tygryski jest tu naprawdę najlepsza - szczera rozmowa i nie masz powodu wstydzić się łez czy rozgoryczenia. Reszta zależy tylko od tego, co będziesz czuła.

Pisałaś, że umknęły Ci stare przyjaźnie, że poświęciłaś się rodzinie, budowie domu, etc. Czy odrobinkę nie zapomniałaś kochać w tym związku nie tylko Jego, ale na równi siebie? To nie jest krytyka, a nigdy nie jest na to za późno. Starałaś się żyć pięknymi zasadami, warto dopisać do nich, byś nie traktowała siebie gorzej od innych.

Czas, czas, czas, owszem. Ale jedno jest pewne, jeśli czułabyś, że nie chcesz tego kontynuować, nie pozwól, aby trzymały Cię takie rzeczy jak kredyt, etc. Dom można wybudować i sprzedać, kredyt spłacić, kupić inny, mniejszy... To mniej istotne, najważniejsza w tej ''zabawie jesteś" ''Ty'', a na pewno nie mniej ważna.

Odbądź tą szczerą rozmowę, daj sobie troszeńkę czasu i sama będziesz wiedzieć, co czujesz, czego chcesz. Nie jestem najlepszy w pocieszaniu, ale naprawdę, staram się sobie wyobrazić co czujesz.

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

przez desperado 01 sie 2007, 08:42
Długo się ie odzywałam ale próbowałam ulożyć sobie zycie na nowo. Tylko że nie daję rady. Ostatnie dni do wczorajszej nocy były cudowne pomimo tego że dalej płaczę po kątach. Od dawna po raz rozmawiamy sobie szczerze (chociaż mam watpliwości w jego słowa), były prezenty, kwiaty, obiady w restauracji, wypady na weekend, czułe SMSy, rozmowy, poza pracą cały czas razem. Stwierdziłam nawet że nie wolno odwracać sie w tył i trzeba iść do przodu i nawet wybaczyłam jemu sądząc. że trochę się zapomnieliśmy przez te lata. Tyle razy prosił mnie żebym się przytuliła wyjechała z nim a ja nic. Nawet zaczęłam siebie obwiniać, że to tylko moja wina. Nawet nie zdawałam sobie sprawy że tak bardzo go kocham. Myslałam że dam rade że milość wszystko pokona. Ale ja nie mogę nie potrafie jestem słaba. Wczoraj wieczorem znów dostałam spazmów, nie mogłam się uspokoić powiedział mi że on tak juz nie może że nie ma sił i nie może patrzeć jak cierpię i zbił szklaną mydelniczkę niewiele mysląc próbowałam podciąć sobie żyły ale szkło było za tępe. Ten jego wzrok po tym jak powiedziałam co chciałam zrobić ta obojetność spowodowały że znów całą noc nie spałam (w zasadzie od tamtej pory śpię po 3 - 4 godziny) sprawiły że te parę cudownych dni stały sie dla mnie jedną wielkoa obłudą. Czy druga osoba może być tak okrutna żeby dla swiętego spokoju i uśpienia drugiej osoby ptrafiła tak prosto w oczy dalej kłamać? Ja prosiłam tylko o szczerość, że jeżeli tego nie chce i nic do mnie nie czuje to rozstańmy się. Ale ja przez te parę dni nie widziałam tego kłamstwa. Może jestem tak głupia że lubię się sama dołować i szukać sobie problemów upadlać się bardziej wmawiać sobie że jestem tak beznadziejna i brzydka. Wcześniej tak robiłam wmawiałam sobie różne straszne rzeczy i płakałam. Jak uwierzyć w siebie i jemu?
Nie byłam w stanie pójśc dziś do pracy i zamiast wyspać się siedzę zadręczam się i płaczę. Ja chcę być tylko szczęśliwa i kochana czy to tak dużo?
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
11 lip 2007, 09:08

przez stokrotka77 02 sie 2007, 08:36
Witaj Desperado!

Widze ze nie jestem osamotniona! ja też przezyłam zrade i nadal nie moge sobie z tym poradzic ale moze od poczatku.

Po ślubie jestem 3 lata ogólnie w związku 10 lat. Przed ślubem byliśmy bardzo szczesliwą parą ! Spędzalismy ze sobą dużo czasu było naprawde wspaniale niestety po slubie mój mąz troszke sie zmienił! Być moze ja wyobrażałam sobie życie troszke inaczej? Z mojej strony nic sie nie zmieniło wręcz przeciwnie staralam sie jak mogłam by móc spelnic sie jako żona! sprzatałam, prałam, gotowalam a co najważniejsze nie zapomniałam o tym by rownież dbać o siebie! Bo wiedziałam że kobieta zawsze musi pieknie wygladac! A moj mąz? hm.... czy sie cieszył? no własnie teraz juz nie wiem? generalnie nasze problemy zaczeły sie od tego ze mój mąż jest pracoholikiem, niestety! Z racji zajmowanego stanowiska siedzi w pracy aż do wieczora! Nie ukrywam i nie ukrywalam że przeszkadz mi to no ale cóż! Co biedna mialam robić! Zaczełam znajdować sobie różne zajęcia aby nie siedziec sama w domu np. wiecej aerobiku, kursy itp. Doszliśmy downiosku ze ok jestem w stanie sie z tym pogodzić ze w tygodniu dużo pracuje ale weekendy mamy dla siebie! I tak było! Czesto wyjeżdzaliśmy w gory Wiec weekendy były wspaniałe! Aż do pewnego pewnego pieknego dnia...... kiedy to moja czy nasza kobieca intuicja zaczeła mi podpowiadac że cos złego sie dzieje? Oczywiscie pytałam mojego męża o co chodzi co sie dzieje? Nie dostałam konkretnej odpowiedzi ale wiedzialam że cos jest nie tak!!!! I tak sie stało kiedys pieknego dnia.....odwiedziła mnie kobieta TAK WIECIE KTO!!!! ( NIE BEDE WAM SZCZEGÓLOWO OPISYWAC BO ZANUDZIŁABYM WAS) wiec przejde do konkretów! wtedy dowiedziala sie ze to to kochanka mojego męża,( od miesiąca) wiecie co było dalej spakowanie jego rzeczy i powiedzenie ładnie pa kochanie!!!! W pierwszym dniu z nerwów nie uroniłam ani jednej łzy ale wyobrażacie sobie co było w dniach następnych! TRAGEDIA w pracy nie mogłam sie uspokoić łzy same spływaly mi po policzkach! KATASTROFA!!! TAbletki, krople, zioła to nic ! NIC NIE POMAGAŁO a w domu było jeszcze gorzej! wszystko przypominało mi jego! PO tygodniu czasu napisalismy do siebie pierwszego smsa i tak sie zaczelo codziennie po jednym, aż to teraz gdzie po naszej rozmowie stwierdzilismy że damy sobie jeszcze szanse! ALE CALY CZAS zadaje sobie pytanie czy jestem w stanie mu to wybacyc? czy dobrze zrobilam pozwalając mu wracac do domu? A CO NAJGORSZE JAK PATRZE NA NIEGO TO CAŁY CZAS PRZYPOMINA MI SIE TAMTA KOBIETA. Pewnie spytacie dlaczego mu wybaczylam? No własnie? BO BARDZO GO KOCHAM A moze to błąd? O RANY ALE SIE ROZPISAŁAM jesli Was zanudzilam to przepraszam!!!
ELA117
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
30 lip 2007, 09:36

Avatar użytkownika
przez vampirek82 02 sie 2007, 08:48
kurcze ja nie bede nic radzic gdyz osobiscie tego nie przezylam, moja siostra to przezyla ale pisalam juz o tym wczesniej, wydaje mi sie ze Polina jest tutaj doskonalym ekspertem (jak mozna to tak nazwac.....)
jedyne co moge powiedziec, to trzymajcie sie kobitki, nie zalamujcie i jezeli uwazacie ze warto to walczcie o swoja milosc!!!!!! sciskam Was goraco, wiem jak Wam ciezko ale wkoncu musi byc lepiej!!!!
"Bo umrzeć to zbyt mały powód, żeby przestać Kochać"
a gdyby tak zaczarować cały świat...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
309
Dołączył(a)
12 cze 2007, 15:18
Lokalizacja
Wrocław

Avatar użytkownika
przez Twilight 02 sie 2007, 23:31
desperado napisał(a): i zbił szklaną mydelniczkę niewiele mysląc próbowałam podciąć sobie żyły ale szkło było za tępe.


Dziewczyno, a tak całkiem szczerze - po co chciałaś je podciąć, jemu za karę, jemu na pokaz, czy jemu na złość? Nie za dużo tego ''jego'' w opcjach? No naprawdę, nie będę truł, ale przesadzasz. Nawet nie ogólnie, ale w znaczeniu ''przecholowujesz''.

Polina napisał(a):Od biedy rozumiem męża co wyjeżdża "za chlebem" i żony nie ma pod ręką.


A ja nie. Zawsze jak o czymś takim słyszę,to mam wrażenie, jakby gość żył wbrew sobie, aż tu nagle postanowił ''odbić'' za stracone lata ;)

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

przez TARITA 03 sie 2007, 15:08
W moim związku była zdrada, zachowywaliśmy się jak dzieciaki, każde zdradziło. Bolało, obie strony . I wiem też, że to się powtarza. Jeśli zrobilo sie to raz, to drugi będzie łatwiejszy i łatwiej będzie to ukryć. przed partnerem. Jesteśmy razem, zrobiliśmy to dla dzieci, a może i dla siebie, bo wówczas gdzieś jeszcze tliło się uczucie, a może strach przed samotnością ( z mojej strony). dziś żałuję, że zostaliśmy razem. Zero zaufania, niewiele uczuć ( z mojej strony brak miłości..., wierności również). Takie małe piekiełko (trwa to już trochę czasu...)i ciągłe próby, żeby było lepiej. I niewiele to daje.... I sama nie wiem co dalej. Desperado, starsznie trudno odbudować to co zostało zniszczone. Zaufanie już nigdy nie będzie takie jak kiedyś, musisz się z tym liczyć. Jeśli jednak widzisz w tym sens, jeśli naprawdę bardzo kochasz - próbuj. Może Ci się uda. Powodzenia.
Offline
Posty
15
Dołączył(a)
01 sie 2007, 15:55

........

Avatar użytkownika
przez Czarownica_Akara 04 sie 2007, 10:18
melissaa napisał(a):mhhh sama byłam zdradzana i zdradzałam i wydaje mi sie ze tego sie nie da uniknac w zwiazku chociaz nie wiem jakby sie kochało ..


Moze jestem jakas porabana idealistka ale wybaczcie... jestesmy ludzmi, mamy wolna wole. Kiedy stajemy przed wyborem : aaa moze sie przespie i zdradze zone/meza, zawsze mamy wybor...ZAWSZE!! I nie jest tak, ze zdrada jest nieunikniona, mozna sie chyba powstrzymac?? Sami siebie kontrolujemy. Ja nigdy nie zdradzilam i nie zamierzam w przyszlosci, jesli sama zostane zdradzona...no coz.... widocznie facet nie jest mnie wart, i tyle tego.



[ Dodano: Dzisiaj o godz. 9:20 am ]
scat_man napisał(a):A co do tematu zdrady to jesli moja partnerka by mnie zdradzila wywalibym ja na zbity pysk


Swiete slowa :D :twisted:
" Wlasna, wolna i swobodna wola stanowi
najkorzystniejsza korzysc, w skutek ktorej
diabli biora wszystkie systemy i teorie "

F. Dostojewski
Posty
228
Dołączył(a)
05 kwi 2006, 19:39
Lokalizacja
Wrocław

przez wkrokufeler 04 sie 2007, 11:04
melissaa napisał(a):..jednak nagorsza sytuacja jest wtedy gdy jets to jednostronne wtedy boli najbardziej ...



kurde ale to nie powód żeby stracić szacunek do siebie i się odgrywać, ja byłem zdradzony i boli ale nigdy nie pomyślałem w ten sposób,


misiek265 napisał(a):tylko ,ze ta osoba uwazala ,ze jej zdrada to moja wina - wiec sytuacja juz zupelnie skrajna - tez nie wiedzialem o co chodzi i wzialem wine za to na siebie - popelnilem blad - wiem to dopiero teraz
to najgorsze co może być skrajny egoizm zdradzającego, to już zakrawa na jakieś urojenia albo leciutką bezkrytyczność, zakładając nawet że żyje się ze złą osobą to nie powód żeby ją zdradzać, chyba lepiej zakończyć związek,
wkrokufeler
Offline

Avatar użytkownika
przez Twilight 04 sie 2007, 13:56
scat_man napisał(a):Osoba, ktora raz zdradzila zrobi to poraz drugi!! Na poczatku bedzie wszystko ok,ale po jakims czasie znow sie to powtorzy !!


Generalizowanie. Wszystko zależy od konkretnego człowieka.


scat_man napisał(a):Sprawa wyglada inaczej gdzie jest malzenstwo i dzieci, wtedy nalezy wszystko przemyslec bo nie tak latwo wywalic kogos z zycia ...


A tu (dla odmiany ;) ) sie nie zgodzę. wieje hipokryzją i sloganami, twierdzisz, że zaufania nie ma i trzeba się rozstać, (bo teksty o wywalaniu na zbity pysk jakoś mi nie leżą, zwłaszcza, że mogłaby Cię zdradzić kobieta, u której byś przypadkiem mieszkał, "wywalanie na zbity pysk" nabiera wtedy ironicznego zabarwienia...) ale jak jest małżeństwo i dzieci, to można żyć razem bez zaufania? Czy może papierek zmienia sytuacje i już zaufanie się da odbudować? ;)

My tu gadu gadu, a Ty Desperado, jak było już pisane przez mądrzejszych ode mnie, musisz sama dojść, co czujesz i czy chcesz. Cały wachlarz rad już dostałaś, ale nikt nie jest w stanie odpowiedzieć na to pytanie za Ciebie. Trzymam kciuki!

Pozdrawiam
Avatar użytkownika
Offline
PersonaNonGrata
Posty
935
Dołączył(a)
19 lip 2007, 01:47
Lokalizacja
Rivendell

zdrada

przez zalamana369 05 sie 2007, 09:46
Jestem mężatką prawie 19 lat, mam dwoje dzieci ( 15 i 18 Lat). Trzy dni temu dowiedziałam się, że mój mąż mnie zdradził.On twierdzi, że emocjonalnie, ale nie fizycznie.Tego to ja juz nie wiem. Nie wim czy mogę mu uwierzyć i nie wiem czy teraz to ma jakieś znaczenie, chociaż chyba dla mnie ma. Zdradził mnie dlatego, że brakowało mu w naszym związku imprez i zabaw. A tamta kobieta mu to dawała, jest panną, młodsza ode mnie o 8 lat. Zaczęłam coś podejrzewać jakieś pięć miesięcy temu ale na moje pytania zawsze zapewniał, że kocha mnie i że nikogo nie ma. A sms, którego przypadkiem przeczytałam to wygłupy i żarty. Byłam tak pewna na niego, że wierzyłam.Jednak coraz więcej było inaczej w naszym związku, więcej pił, częściej go nie było w domu, kiedy ja byłam w pracy. Zaczął być nerwowy i zły, że częściej do niego dzwonię. Ale trzy dni temu wszystko mu powiedziałam i przyznał się. Od razu nie chciał powiedzieć czy chce być ze mną, noc przespał u kolegi ( to wiem). Na następny dzień wieczorem przyszedł po pracy do domu i rozmawialiśmy. Nie zapomnę juz tego co mi powiedział, że tylko coś do mnie czuje, że potylu latach zawsze coś będzie czuł ale ta kolejna rozmowa była już inna, bez emocji i spokojniejsza. Zdecydował, że chce być ze mną i dziećmi tylko, że ja tak naprawdę nie wiem czy dla tego, że mnie kocha, czy dlatego, że nie ma gdzie pójść, bo ona nie mieszka sama. Zranił mnie bardzo, nie mogę jeść, spać ani pracować, ale mogę liczyć na moje dzieci. Dałam mu szansę, bo nadal go kocham ale teraz patrzę na nasz związek inaczej. Boję się, że juz nigdy mu nie zaufam w 100%. Nie wim czy dobrze zrobiłam. Czekam aż teraz on będzie starał się aby był dobrze. Kocham go i nawet teraz chciałabym aby mnie przytulił ale on chyba nie wie czy może. Nie wim jak mam dalej żyć. Nigdy nie myślałam, że ten problem dotknie i mnie.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
04 sie 2007, 21:38

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości

Przeskocz do