ZDRADA - Czy to dalej ma jeszcze sens?

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 04 sty 2008, 23:53
Laski Ci sie udaje zmanipulować, ale tu tak łatwo z manipulacją nie będziesz miał :P
anand22 napisał(a):- wśród zwierząt panuje prawo silniejszego, a ludzie w wielu szczegółach przypominają zwierzeta

Gdyby tak było istotnie, to zapewne najsilniejsze drapieżniki pozżerałyby "wszystko co słabsze". Tak się akurat składa, ze natura jest bardzo genialna. Jeśli wyposaża jakiś gatunek w coś co daje mu "przewagę" nad innym, jednocześnie daje jakąs "piętę Achillesową". Np. dlatego najszybsze drapieżniki nie są w stanie utrzymywać maksymalnych prędkości w pogoni za zwieżyną (o zwrotności przy takich prędkosciach nie wspominając).
anad22 napisał(a):- IQ dla mnie nie ma nic wspólnego z inteligencją. Co z tego, że ktoś potrafi szybko rozwiązywać jakieś zadanka i nabije dużo punkcików, jak jest niezaradny życiowo i nie potrafi logicznie myśleć?

Istnieje coś takiego jak iloraz inteligencji emocjonalnej (EQ), która wg psychologów jest m.in. wykładnikiem właśnie zaradności życiowej. Dowiedziono naukowo, że często osoby z najwyższym IQ mają niski iloraz EQ i często w pracy/związku podporządkują się osobom z wysokim EQ.
anand22 napisał(a):Ilu jest mężczyzn wynalazców, a ile kobiet, które coś wynalazły? Jakby nie mężczyźni, to teraz byśmy ze sobą nie dyskutowali na tym forum, bo by nie było komputerów...;

Dla mnie to śmieszne. Jak chcesz porównywać dorobek ludzkości opartej (od tysięcy lat) głównie na patriarchacie z dorobkiem naukowym kobiet, które zaledwie od około 100 lat są równouprawnione (przynajmniej w teorii) ? To tak jakby porównywać wiek dziecka i emeryta. :lol:
anand22 napisał(a):Kara zazwyczaj bardzo dobrze działa na resocjalizację człowieka.

Skoro ujmujesz to w formie "karania", to tak zapytam kto Cię "namaścił" do "karania" niewiernych, fałszywych kobiet ?
Poza tym sadzisz, że będąc damskim bokserem "zresocjalizujesz" jakąś kobietę ?
anand22 napisał(a):A moje poglądy(zawsze trafne i zgodne z rzeczywistością)
Skromnością to Ty nie grzeszysz. :roll:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Avatar użytkownika
przez gasmask 05 sty 2008, 00:36
Anand- Twoje brzmią jak zwykłe trollowanie/prowokacja... Czy może naprawdę nie radzisz sobie z nadmiarem testosteronu w organizmie? Top 10 trafnie odpowiedział na Twojego posta. Ja dodam tylko, że resocjalizacja przez karę to GÓWNO, NIE RESOCJALIZACJA. Myślisz, że przestępcy po ukaraniu więzieniem bądź grzywną staję się lepszymi ludźmi? Zresztą, samo porównanie kobiet do przestępców jest oględnie mówiąc mocno chybione. Wygląda na to, że jesteś naiwny jak twierdzenia, które wysuwasz na tym forum. Jeśli koniecznie chcesz szukać dziury w całym i dzielić ludzi na takich i takich, to zapoznaj się chociaż z TEORIĄ "średniej dzwonowej", dotyczącą rozkładu inteligencji na rózne typy wśród kobiet i mężczyzn, a nie wyjeżdżasz tu z jakimiś poglądami, do których pewnie doszedłeś drogą własnej dedukcji czytając Playboya w szalecie.
The best you can is good enough.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
04 sty 2008, 11:53

Avatar użytkownika
przez groza 05 sty 2008, 02:00
Anand. Hjeee, ja teraz będę dodawać jeszcze różne argumenty, które za nic cię nie przekonają. Dobrze więc, napiszę coś od drugiej strony.

Widzisz, ty wysnuwasz jak najlogiczniejsze wnioski, ale fundament, przesłanki masz troszku założone źle (ale ja tam znawcą nie jestem). O czym mówię? Acha: i czy koniecznie chcę postawić na swoim? Najpierw rozwiążmy tą kwestię. Czy chcę wybielać kobiety? Twierdzić, że to są boginie bez skazy na postumencie? Haha, powinieneś już spodziewać się, że tak nie zrobię. :smile:

Załóżmy: masz rację. Dobrze, załóżmy, że kobiety to jest gorsza część społeczeństwa. Zacznę od tego, że wychodzisz z pierwszego, takiego o założenia: teorii Darwina, czyli silniejszy wygrywa. Czyli: ludzie to koty i myszy (jakby to ładnie ująć). Jak jesteś myszą: to nie płacz na swój los, skoroś taki wybrał. Trzeba być kotem, żeby dyktować warunki. Przyjmijmy to jak jest, to będzie założenie wyjściowe.

Uważam, że o ile teoria taka jest logiczna i zgodna z naturą, to mocno się jednak kłóci z tym, co człowiek ma w głowie. Powiedzmy: cywilizacja stopniowo się rozwijała tak, by jak najdalej uciec od tej teorii. Człowiek nie umie przyznać tego przed sobą 'jestem zwierzęciem, mam wygrywać'. On przyznawania się do tego wystrzega się jak ognia. A czemuż tak sądzę? Popatrz, co się teraz dzieje: prawa są po to właśnie, by chronić słabszych. Prawa człowieka są dla słabszych. Mamy również dobroczynność i altruizm: znów dla słabszych (czyli dla 'myszy'). Mamy lekarstwa, całą medycynę: dla słabszych (leczy sie jednostki, które w normalnym środowisku by zwyczajnie umarły jako bardziej chore/niezaradne/etc). Nawet ludzie się rzucili by stworzyć system cały, który miał wspierać słabych -> socjalizm. Cała psychiatria i psychologia jest dla słabszych. Chroni się prawa pracownika (ochrona przed mobbingiem), mamy alimenty. Te gałęzie się rozrastają coraz bardziej.

Po co one wszystkie? By zagłuszyć myślenie o sobie, że jest się zwierzęciem. Po co komu pomagać komuś bez liczenia na odpłatę? Hje, można powiedzieć: za to, że komuś pomagamy, to możemy o sobie powiedzieć "jesteśmy jednak dobrzy". Nic więcej z tego nie mając: ani zarobku, ani rozkoszy - jeno tylko przyjemność, samozadowolenie.

To był wstęp ^^ Teraz, anand, kolejna rzecz: robiąc to, nadal pogardzamy gorzymi i słabszymi od siebie. Kiedy mówisz: baby to gorszy gatunek człowieka - okazujesz pogardę. Tak - złapałeś się na to myślenie. Wykorzystujesz słabość, a wykorzystaną osobą pogardzasz. Na tym cała cywilizacja stoi: ktoś się musi czuć lepszy. Ktoś ZAWSZE musi być lepszy, ktoś musi być o szczebel wyżej, mieć więcej, być kimś więcej: a na takiego patrzy się jak na przykład i chce sie go przegonić, wygrać z nim. Ty siedzisz w samym środku tego. Też wyznajesz to: będę lepszy, muszę być lepszy - innego wyjścia nie ma. Czy to coś złego jest? Nie. Żyjesz, krzywda ci się przez to nie dzieje: a więc nic w tym złego, że takie zasady wyznajesz.

Jeno to ci sygnalizuję: wszyscy mają słabość w pogardzie. Wyśmiewają ją, wyszydzają, nadziwić się jej nie mogą. Słabość, cechy pasywne są na okrągło opluwane z wszystkich stron. Taka jest nasza cywilizacja. Po to istnieje robienie kariery, kupowanie domów, aut, sprzętów: by być lepszym, mieć więcej. Wybrałeś taką drogę - większość ją wybiera. Większość jest pod presją niej. Ona nas otacza: mam mieć piękną żonę, wielką chałupę, mam mieć auto jak skur***syn. Wpadłeś w to, wszyscy w to wpadają, ja tez w to wpadłam. Widzę, ze trzeba ogromnego wysiłku woli i cholernie dużej niezależności, by sie z tego wyrwać. Wiem ile to może kosztować, więc cię nie potępiam. Siebie też nie potępiam: jesteśmy w tym - i co z tego. Żyje nam się dobrze - więc może taki porządek świata jest OK.

Oboje jesteśmy jednostkami społecznymi. obojgu nam zależy na tym, by nas szanowano: żeby mówili 'niezłe ciacho', żeby zazdrościli tego co mamy. Żeby się o nas bili. Nie mamy na tyle siły woli, by się z tego wyrwać. By przyznać, że: słabość musi istnieć i jest czymś dobrym. Naiwność, bezinteresowna pomoc, zaufanie, wiara w kogoś - to nie jest dowód na głupotę! Nie, my - ty, ja i większość znakomita ludzi - nie umie tego przyznać. Śmiejemy się z tego 'tez mi pierdoły moralizatorskie, a życie życiem'. Tak własnie gadamy. To znaczy, że jesteśmy ograniczeni. ja to wiem, ze takie myslenie mnie ogranicza. Ciebie też. Jak przed sobą to przyznasz, to wtedy powiem: jesteś prawdziwym realistą. potrafisz przyznać przed sobą nawet i to. Że myślą za ciebie inni, inni ci narzucili, większość, społeczeństwo ci narzuciło styl bycia. Tańczysz, jak ci zagrają. Ja tańczę, jak mi zagrają. Jestem głupia, głupia, ze szkoda gadać, ty też i większość ludzi. Wyznajemy prawo silniejszego, a ile przez to tracimy? Zapytaj cholernych mędrców. Tak wierzysz w to, co społeczeństwo ci narzuca, że będziesz zawsze i wszędzie mówił: to prawda! Mam wygrać! Ja tak samo.

Co za różnica, czy mamy rację? Że zjedliśmy wszystkie rozumy, wiemy lepiej? Tak, mamy wygrywać! Tak, mamy wygryźć wszystkich, mamy być wyżej. Hje, też mi to przyjemnie to przyznać przed sobą. Nie masz co robić z siebie kogoś mądrego, że tak twierdzisz - ja też. Jesteś w tłumie, wielkiej tłuszczy, która twierdzi dokładnie to samo. Niczym sie nie wyróżniasz, ja się niczym nie wyróżniam, jestem banalna, jak i ty.

Haha - taka jest prawda. Właśnie to mi się naprawdę podoba: umieć nie tylko pluć na innych. Trza umieć też umiejętnie pluć na siebie. Powiedz mi no, co ty o tym sądzisz
Avatar użytkownika
Offline
Posty
113
Dołączył(a)
30 lis 2007, 21:07

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez groza 05 sty 2008, 04:04
xxx
Avatar użytkownika
Offline
Posty
113
Dołączył(a)
30 lis 2007, 21:07

Avatar użytkownika
przez gasmask 05 sty 2008, 10:46
anand22 napisał(a):Jeszcze powrócę do sprawy z karaniem. Wyobraźcie sobie sytuację, że laska bez większego powodu daje wam piąche w twarz. Co w takiej sytuacji robicie?

Najpierw mówiłeś o tym, że "waliłbyś w mordę" za zdradę, kłamstwa itd. Teraz mówisz tylko o samoobronie. Trochę konsekwencji! O ile z samoobroną się zgodzę, to z całą resztą już nie. Jeśli ktoś notorycznie depcze Ci po odciskach, to trzeba tego kogoś najzwyczajniej w świecie zostawić, a nie lać po twarzy licząc na to, że od tego zmądrzeje! To jakąś patologią zalatuje. A jeśli "laska" rzuca się na Ciebie z piąchami bez powodu, to chyba jest kolejny powód żeby ją zostawić i nie marnować czasu na osobę, która jest niezrównoważona?

anand22 napisał(a): Mam dość mocny charakter i potrafię sobie kobietę "ustawić" i co więcej, im to odpowiada.

Hmm- jeśli to jest jasno powiedziane i obie osoby to akceptują, to spoko. Ale ja np. bym nie chciał takiego związku. Nie muszę mieć kontroli nad wszystkim i wszytkimi.

anand22 napisał(a):gasmask a co niby ma się robić z więźniami? Jak ich nie ukarzesz, to będą popełniali jeszcze więcej przestępstw. Jak facet wjdzie za morderstwo po 25 latach, to w większości przypadków będzie chciał przeżyć resztę życia w spokoju, a nie spowrotem trafić do piekła, jakim jest więzienie. Po długiej odsiadce jest przynajmniej cień szansy na to, że ktoś taki się poprawi, ale jak się go nie ukarze, to na pewno lepszy nie będzie.

Przykro mi, ale nie wiesz o czym mówisz. Prawda jest taka, że procent pomyślnej resocjalizacji wśród skazanych w Polsce jest nikły. Na ogół przestępcy wychodzą z więzienia jeszcze bardziej zdemoralizowani. Zresztą chwila moment, za daleko się zapędziliśmy- więzienie i przestępcy to jedno, a kobiety to drugie. Proponuję skończyć z tą retoryką.

anand22 napisał(a):gasmask jeśli zdradziłeś swoją dziewczynę, to NA PEWNO jej nie kochałeś. Ja wiem, że facet ma swoje potrzeby, ale to da się opanować. To jest tak samo jak z odchudzaniem- jak komuś naprawdę zależy, to mimo ogromnego głodu i chęci na zjedzenie czegoś słodkiego potrafi to przezwyciężyć.

Bardzo lubisz kategoryzować i chyba z racji swego charakteru stawiasz się na pozycji nieomylnego sędziego. Sorry, man, ale nie masz pojęcia o mnie i o tamtej osobie, więc możesz tylko generalizować. Ja nie chcę się usprawiedliwiać- zrobiłem coś złego i kropka. Ale nie mów mi, co czuję bo telepatą nie jesteś. Poza tym, twierdzisz w ten sposób, że każdy związek, w którym doszło do zdrady jest gówno warty. Ok- rozumiem tok Twojego rozumowania i poniekąd szanuję ludzi, którzy wiedzą czego chcą, ale moim zdaniem nie żyjemy w czarno białym świecie, w którym wszystko jest jasne i z góry ustalone. Nie jest to jakaś wielka szafka z szufladkami.
The best you can is good enough.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
04 sty 2008, 11:53

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 05 sty 2008, 11:28
anand22 napisał(a):Oto możliwe warianty:

Znowu błąd. Mozliwości jest więcej.
Np. 4. Zastanawiam się co stało się takiego, że kobieta rzuca się na mnie z pięściami. I ile mojej w tym winy (może i nieświadomej), że pozwoliłem na to, by stres skumulował się w niej aż do takiego stopnia.
A przede wszystkim bardziej wierzę w zapobieganie takim kumulacjom i rozładowywanie stresu (nieporozumień) na bierząco.
anand22 napisał(a):Jak facet wjdzie za morderstwo po 25 latach, to w większości przypadków będzie chciał przeżyć resztę życia w spokoju, a nie spowrotem trafić do piekła, jakim jest więzienie

O ile pierwsza część tego zdania zdania (do "...życia w spokoju") jest dla mnie logiczna, to dalsza jego część jest już niekoniecznie trafna.
Po 25 latach spędzonych w więzieniu, świat tak ogromnie się zmieni, że paradoksalnie ten spokój dla byłego więźnia może mieć już tylko miejsce w miejscu, które świetnie zna - w więzieniu. Dlatego uważam, że długoletnia separacja więzienna "upośledza społecznie", a nie resocjalizuje. Wtedy człowiek ma mniejsze możliwości do szybkiej i bezbolesnej adaptacji do nowego środowiska. Podobnie jest i z ludźmi żyjącymi w długoletnich "katowniach małżeńskich". Dlatego zrozum, że nikogo nie nauczysz niczego pięścią.

Groza, poddałaś się ? ;)
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

ZDRADA - Czy to dalej ma jeszcze sens?

przez **jjj** 05 sty 2008, 20:26
Do annad22;
Jezu nie moge czytac tego co piszesz..z brzydkiej kobiety da sie zrobic ladna? na leb upadles? a ty sprobuj schudnac z chocby 5kg to pogratuluje..tak latwo Ci pisac ale zrobic trudniej :?
Serce jak Serce..bije bo chce
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
03 sty 2008, 20:05
Lokalizacja
z serca

Avatar użytkownika
przez K. 05 sty 2008, 23:16
**jjj** napisał(a):z brzydkiej kobiety da sie zrobic ladna? na leb upadles?



Hę ? A co to niby się nie da ? Mało to brzydkich pod maskami make-up'u i prosto z butiku chodzi po ulicach ?
I każdy mówi, że są fajne laski ?

Poza tym, uważam, że wszystkie kobiety są ładne, ale nie wszystkie o siebie dbają, za to inne przesadnie.





Nie chcę wtrącać się w całą dyskusję, ale to zdanie mnie zaciekawiło wręcz.
“I'm tough, ambitious, and I know exactly what I want. If that makes me a bit*ch, okay.”
Avatar użytkownika
K.
Offline
Posty
443
Dołączył(a)
03 sty 2008, 22:37

Do K

przez **jjj** 06 sty 2008, 22:07
K. napisał(a):Poza tym, uważam, że wszystkie kobiety są ładne, ale nie wszystkie o siebie dbają, za to inne przesadnie.

Ja sie z tym nie zgadzam..jak ktos jest brzydki to nawet jakby chcial nie zmieni twarzy..chyba ze zalozy maske:P
To co ze sie upudruje , pomaluje..twarz jest twarza i nawet najlepszy makijaz nie potrafi ukryc niedoskonalosci.
A dla facetow niestety wyglad to podstawa. :( .takie zycie .dobrze ze my czasem bierzemy pod uwage charakter :-|
Pozdrawiam
Serce jak Serce..bije bo chce
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
03 sty 2008, 20:05
Lokalizacja
z serca

Avatar użytkownika
przez K. 07 sty 2008, 00:40
**jjj**, jak to nie zmieni puder ?
O czym Ty mówisz ?
Jesteś kobietą i nie wiesz tego, że Paris Hilton ma masakrycznie brzydką twarz, albo Pamela Anderson ? A co robi make-up ?
Normalnie boginie piękności (w zależności od gustu ... ).

anand22, zgadzam się z Tobą. Kobiety często o siebie nie dbają, po prostu.
“I'm tough, ambitious, and I know exactly what I want. If that makes me a bit*ch, okay.”
Avatar użytkownika
K.
Offline
Posty
443
Dołączył(a)
03 sty 2008, 22:37

Avatar użytkownika
przez hopeless 07 sty 2008, 00:55
Witam.
Jestem nowa i od razu się ładuję w nie swój temat,
ale ja zawsze jestem nie na miejscu.
Nawet nie wiem jak zacząć o co chcę powiedzieć.
Jestem mężatką od ponad 4 lat.
Mieliśmy kłopoty. Mamy kłopoty. I pewnie mieć bedziemy.
Moja ciągle nawracająca depresja i napady nerwicowe sprawiają,
że staczamy się po równi pochyłej od ponad 1,5 roku.
ON mnie nie zdradził. Nie fizycznie. Nie spał z inną. Chyba.
Ale ja czuję się zdradzona. Oszukana. Pomimo,
że minął już ponad rok. To wszystko nie jest łatwe.
Zacznę może od początku.
Jakiś rok temu mąż zrobił się jakiś dziwny.
Dostawał sms-y, ktoś puszczał mu sygnały o różnych porach.
Uśmiechał się wtedy tak pod nosem, a na moje pytania, mówił że to kolega. Jak się okazało nie był to jednak żaden kolega, a kobieta.
Powiedział, że nic go z nią nie łączy, że to tylko przyjaciółka,
że tylko rozmawiają i że nie powiedział mi bo "bał się mojej reakcji, szczególnie, że byłam w kiepskim stanie" (nawrót depresji).
Uwierzyłam w brak kontaktu fizycznego, bo raczej trudno byłoby
im to zrobić. Mąż nie wychodził z domu oprócz wyjść do pracy,
gdzie zresztą się z nią spotykał.
Było mi ciężko. Nie czułam się jeszcze wtedy zdradzona,
ale po prostu nie mogłam przeboleć że mnie okłamywał. Prosto w oczy.
Poznałam ją. Bo chciałam. okazało się, że nie jest w niczym lepsza ode mnie (przynajmniej moim zdaniem). Jakoś to trwało parę miesięcy
i mogę powiedzieć, że już prawie zapomniałam. W końcu nie było to takie straszne przewinienie. Jednak we wrześniu coś się stało.
Powiedział mi, że był z nią w barze raz, gdy byłam w pracy i mi nie powiedział bo jak zwykle "się bał" i raz w sierpniu (tydzień przed naszą rocznicą) wzieli sobie urlop i pojechali razem nad rzekę. To mnie dobiło.
Więc nie przestał kłamać. Więc nadal spotykali się po kryjomu (ona ma bardzo zazdrosnego męża). Powiedział, że się nie zdziwi jak go wyrzucę,
bo mnie zawiódł po raz kolejny. Nie wyrzuciłam go. Ale ciągle myślę co oni robili wtedy nad tą rzeką. Boli, że wziął urlop dla niej, ale jak ja prosiłam,
żeby wziął wolne na jeden dzień bo chciałam gdzieś pojechać, to "miał za mało urlopu". Do knajpy z nią poszedł. Ze mną nie chciał, zawsze był zmęczony. Rozmawiał z nią, znał jej problemy, od moich się odcinał. Nie mogę tego zapomnieć. Może wyolbrzymiam, ale naprawdę dla mnie była to zdrada. Gorsza od łóżkowej. Wolałabym żeby się z nią przespał i więcej się nie widzieli. Ale on wolał spędzać czas z nią niż ze mną. Nawet mnie to nie dziwi, nie jestem zbyt interesująca i ciągle jestem przybita. Kłamał, żeby być z nią. I wiecie co, jeśli jeszcze to czytacie - miał nawet czelność, żeby prosić mnie o to, abym jej mężowi wytłumaczyła, że między nimi nic nie było. Akurat z jej mężem musiałam się spotkać, bo przyjechał do nas do domu. Nie wlazł do środka, ale i tak nie było to miłe spotkanie. A potem mój mąż chciał jeszcze, żebym namówiła jej męza żeby jej pozwolił dalej się uczyć, bo ten nie puszczał jej do wieczorówki. I małżonek mój był wielce zdziwiony a wręcz obrażony, że się zdenerwowałam jak to usłyszałam.
Co teraz będzie - nie wiem.
Na razie trwam. Często się zastanawiam czy on mnie kocha i czy ja jeszcze kocham jego. Bo o zaufaniu już nie ma mowy. Jak ktoś mu puści sygnał to aż drętwieję. Na sygnał sms-a wali mi serce. Może kiedyś mi to minie. Ale tak bardzo nie zaufam już nigdy.
Dobrze się tak wygadać. Pomogło.
A jeśli ktoś dotrwał do końca, to gratuluję cierpliwości.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
07 sty 2008, 00:13

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do