Depresja a związki/miłość/rozstanie

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Avatar użytkownika
przez C(c)złowiek 20 lut 2007, 14:23
Hm... każdy widocznie ma inne problemy. Ty przynajmniej umiesz zrobić "pierwszy krok". Tyle tylko, że może akurat do niewłaściwych dziewczyn...

Ja niestety do pewnej właściwej nie potrafiłem...

A co do "spokoju ducha" to lepiej chyba spróbować wypełnić czymś czas, niemożna sobie pozwolić na zbyt częste rozmyślanie bo to do niczego dobrego nie prowadzi.

Hm... są różne sposoby na rozwiązanie sytuacji. Jednym z nich jest zmiana otoczenia i jakby rozpoczęcie nowej karty w swoim życiu.

Przecież życie nie polega tylko na znalezieniu drugiej swojej połówki! - można robić WIELE ciekawych rzeczy! Ja kiedyś o tym wiedziałem. W czasie kiedy byłem w "amoku" to już do mnie nie docierało, ale teraz z trudem przejrzałem na oczy i chce coś robić dla siebie! I myśle, że właśnie zmiana otoczenia (tudzież w moim przypadku uczelni a w innym np. pracy) może wiele pomóc i dać jakąś świeżość i... radość.

P.S. Mam tylko nadzieje, że ta moja miłość doszczętnie mnie nie wypaliła i jest jeszcze szansa na lepsze życie i szczęście w pełni tego słowa znaczeniu. Wierze w to i wierze, że jeszcze pewnego dnia spotkam na swojej drodze kogoś z kim będę mógł spędzić całe życie.
"Żyjemy w świecie przyjemności pozbawionych radości" ;) Erich Fromm
GG: 5365347
Avatar użytkownika
Offline
Posty
493
Dołączył(a)
10 lut 2007, 23:46
Lokalizacja
Warszawa

przez 100000zl 20 lut 2007, 16:34
ja jestem w takiej samej sytuacji KOCHALISMY SIE PRZEZ 3 LATA i ona odeszla A JEST MOIM CALYM ŚWIATEM. i powiem tylko tyle ze zmienil mi sie pogląd na cały świat który jest juz prawdziwym gównem. NIE WIDZE SENSU ZYCIA DALEJ. spoko a mam 19 lat hahahah I CO ROZPACZ DO KONCA ZYCIA ? nonsens PO CO? WARIUJE OD 2 miesięcy! zajebałem całe zycie ! chce sie leczyć na mózg w tym momęcie ale nie mam floty! nie wiem co robić! do wojska chcą mnei zabrać! zajebałem szkołe! jestem chory psychicznie do maximum mozliwosci. nie rozumiem w ogole tego swiata? DLA MNIE JUZ SIE SKOŃCZYŁO / nie wiem jakas apokalipsa sie zbliża? albo mnie potrąci samochod niedlugo... ALBO SAM SIE ZABIJE! BO NIE MAM OCHOTY TKWIC W TYM SYFIE DLUZEJ! przywiazalem sie do niej tak mocno / marzylismy, planowalismy WSZYSTKO MIALEM JZU POUKALADANE I W JEDNEJ CHWILI WSZYSTKO SIE ROZWALILO / DLA MNIE TO JEST KONIEC / i teraz mnie tylko denerwuje system tego kraju chorego ktory jeszcze mnie rozdepcze jak owada... ZDECHNE NIEDLUGO WIEM TO !! trzymaj sie czlowieku! TAKIE ZECZY DZIEJA SIE NA PRAWDE :( narazie...
szkoła wojsko pieniądze praca depresja wiara polska JEDEN WIELKI CHŁAM ! uwierz !
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
09 lut 2007, 13:35

przez michal33 21 lut 2007, 19:56
Tez bylem zakochany po uszy, swiata poza nia nie widzialem. Planowalismy slub, marzylismy o malym, ale wlasnym domku. Byla moim najlepszym przyjacielem, interesowaly nas te same klimaty Na dodatek byla naparwde atrakcyjna. Ktoregos dnia zakomunikowala, ze odchodzi, bo poznala innego. Myslalem ze oszaleje. Nie spalem, nie jadlem, otaczala mnie totalna pustka. Zycie stracilo sens. Poczulem sie nie tylko osamotniony, ale i zdradzony, oszukany. Bolalo bardzo. Przeszlo jak reka odjal po prawie 2 latach. Dzis nasze stosunki sa poprawne, nie czuje urazy, ale tez nie darze jej jakims specjalnym uczuciem. To ona ma problem, bo widze w jej oczach zal. Pewnie nie uklada jej sie w malzenstwie i mysli sobie, ze wtedy popelnila blad. Nie powiem, daje mi to pewna satysfakcje. 8) paskudny jestem....
Zgadzam sie z przedmowcami. bedzie dobrze, bol minie. Zobaczysz! Trzmaj sie!!!!
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
02 gru 2006, 19:36

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez justynak26 21 lut 2007, 21:20
Spotkasz kiedyś jeszcze tą prawdziwą miłość... ja wczoraj "spotkałam się" z moim byłym. Spojrzeliśmy na siebie i minęliśmy się bez słowa. Nie sądziłam nigdy, że po 4 latach znajomości, po wielu ciężkich ale jeszcze większej ilości chwil, po wielu wypowiedzianych słowach "Kocham Cię", udajemy że się nie znamy. Czy to nie jest poniżające bardziej niż zdrada??
Offline
Posty
68
Dołączył(a)
10 lut 2007, 21:40
Lokalizacja
Ostróda

Złośliwy amor raz jeszcze....

przez ania198 21 lut 2007, 23:21
Wiem, że podobny wątek istnieje, ale ponieważ jestem nowa chciałam napisać trochę o sobie i swoich problemach w nowym poście (aczkolwiek nie byłam pewna czy na subforum depresja czy subforum nowych użytkowników, ale to już admini zdecydują czy zostawić czy przenieść).

Postaram się nie pisać za dużo żeby nikogo nie zanudzić.


Pierwszy raz depresję miałam 2 lata temu. Głównym powodem były najprawdopodniej problemy z ówczesnym chłopakiem, chociaż na pewno inne czynniki też się na to złożyły. Leczyłam się pół roku i jakoś z tego wyszłam.

Na przełomie wiosny i lata zeszłego roku zakochałam się, tak prawdziwie. Wydawało się, że wszystko będzie dobrze (choć wszystko trwało krótko, ale nie chcę wnikać w szczegóły), ale on stopniowo się oddalał (a ja to czułam) aż w końcu we wrześniu powiedział "nie". Już wcześniej się denerwowałam, bo wiedziałam, że coś jest nie tak. Ale to było dla mnie jak wbicie noża prosto w serce. Strasznie to przeżyłam, nie jadłam, płakałam całymi dniami itd. Mimo to w niedługim czasie dopadły mnie trochę bardziej pozytywne myśli. Myślałam, że będzie ok. Jakoś poszłam do pracy i zluzowałam z nim kontakty.

Niestety, wszystko szybko wróciło. Nie potrafiłam o nim zapomnieć. Ciagłe obrazy i myśli w mojej głowie. On i to co było, dlaczego? Co ze mną było nie tak? Co źle zrobiłam? itp itd Huśtawki nastrojów narastały. Ciagle łudziłam się nadzieją, że może on zmieni zdanie. Nie mogłam wytrzymać bez niego, z myślami, że nie będziemy razem. Tak wiem, naiwna jestem.

Doszłam do wniosku, że może zmienię wszystko, zacznę nowe życie i zapomnę. Zaczęłam szukać nowych możliwości, zaraz po Nowym Roku.... ale wtedy się dopiero zaczęło. W połowie stycznia praktycznie z jednym dniem straciłam ochotę do wszystkiego, a najbardziej do życia. Pamięc i obrazy w mojej głowie mnie zabijają. Nie potrafię skupić sie na niczym.

Rodzice zabrali mnie do lekarza, mimo że nie chciałam, bo zauwazyli, że jest źle. Od miesiąca dzień za dniem walczę ze sobą, o życie. Od dwóch tygodni biorę leki. Nie zgodziłam sie na szpital... Doktor powiedział, że jak nie będzie poprawy to szpital będzie jedyną koniecznością. Oczywiście praktycznie nic nie jem, nie mówię juz o tym, że przez miesiąc z domu wyszłam, tylko do lekarza. Nie chce nigdzie wychodzić, nie rozmawiam z nikim. Mam wielu przyjaciół, jestem lubiana, ale czuję że powoli odsuwam ich wszystkich od siebie.

A ja nie chcę niczego... nie mam chęci do życia... częściej myśle o tym, że wcale nie chcę się wylczyć niż o tym że chcę żyć. Mam świadomość, że sama się katuję tym wszystkim, ale nie potrafie sobie z tym poradzić.

Mimo tego, że często odnosiłam rózne sukcesy w zyciu, nigdy nie miałam zbyt dużej pewności siebie. W poprzednim związku ona zmalała praktycznie do 0, potem chłopak, o którym pisze dodał mi wiary w siebie i we wszystko po czym odebrał. Nie potrafie nienawidzić jego, nienawidzę siebie i w sobie się doszukuję samych złych rzeczy i winię siebie za wszystko.


Nie wiem już co dalej mam robić, najgorsze jest, że rodzice się strasznie martwią, to mnie jeszcze bardziej dobija, że stwarzam dla nich problemy. Staraja się jak mogą, boją sie, widzą, że jest tragicznie.... A ja albo śpie i nie wychodzę z łóżka albo siedzę przed komputerem i płaczę, czasami po kilka godzin bez przerwy...

Heh, chyba bym esej mogła napisać jeszcze o reszcie swoich problemów, ale i tak zbyt długi post, i nudny do tego :(
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
21 lut 2007, 02:22

Avatar użytkownika
przez IceMan 22 lut 2007, 00:05
ania198 napisał(a):Postaram się nie pisać za dużo żeby nikogo nie zanudzić

No, ani jedno ani drugie Ci się nie udało. Ani krótko, ani nudno :)

Wydaje mi się, że powinnaś skupić się na poprawie własnej samooceny. Dołujesz się wieloma rzeczami, których nie jesteś winna. Tak w ogóle to nie jesteś winna tej sytuacji, która Cię spotkała. To on powiedział 'nie. A ty widocznie jesteś bardzo wrażliwą osobą, jeśli dotknęło Cię to aż w takim stopniu. Ale wrażliwość to zaleta, której brak wielu ludziom. To się ceni, Aniu. Niestety, podły świat wpędził Cię w nerwicę. Ktoś, komu dałaś swoje serce, zdruzgotał je bezlitośnie. To nie twoja wina. I nie twoja "zasługa". Jednak to niestety wygląda tak, że jedynie Twoją zasługą będzie, jeśli zdołasz się wyleczyć. Piszesz o pamięci i obrazach. Nie dopuszczaj tych myśli do siebie. Bądź wobec nich równie bezlitosna, jak wobec Ciebie byli Ci, którzy przyczynili się do Twojej depresji. Staraj się po prostu nie zawracać tym głowy, potraktuj to jako zamknięty rozdział i otwórz nową kartę swojego życia. Jeżeli chodzi o wychodzenie z domu, to jest bardzo dobrym wyjściem na poprawę Twojego obecnego stanu. I nie odsuwaj od siebie przyjaciół, bo przyjaźń to cenna rzecz w obecnych czasach, i warto o nią dbać. Już nie mówię, że przyjaciele mogą pomóc Ci bardzo w wyjściu z depresji. Mam nadzieję, że przyjmiesz do siebie to, co napisałem i przemyślisz, jak to wszystko poprawić. Dasz sobie radę. Potrzeba tylko czasu, chęci i wiary w siebie. Potem wszystko już pójdzie. I nie zauważysz, kiedy to zacznie się poprawiać. Ale wiedz, że to osiągniesz tylko dzięki ciężkiej pracy z Twojej strony. Uwierz, naprawdę warto. I jeszcze co do esejów - moim zdaniem są mile widziane - z jednej strony się wygadasz, co bardzo pomaga, a z drugiej strony pomożesz nam Ciebie lepiej zrozumieć. Pozdrawiam serdecznie!
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
4789
Dołączył(a)
30 wrz 2006, 13:49
Lokalizacja
Wroc

przez ania198 22 lut 2007, 00:25
Ja wiem, że masz rację i inni ludzie, którzy mówią podobnie. Ale naprawde jest ciężko. Po prostu brak wiary w cokolwiek (w ludzi najbardziej), brak chęci na otwarcie tej nowej karty. Odnosi się to równocześnie do wychodzenia z domu czy nawet ruszenia się z pokoju. Po prostu niemożliwe w tym stanie :(
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
21 lut 2007, 02:22

Avatar użytkownika
przez IceMan 22 lut 2007, 00:37
Aniu, trzeba się przełamać, wiem, że jest okropny opór, niechęć, ale nie poznałem innego sposobu, aby sobie z tym poradzić... Może nie miałem aż takiego doła, może to u mnie nawet nie było zalążkiem depresji... nie wiem, bo nie mam odniesienia, ale wydaje mi się, że chwila ciężkiego wysiłku, aby się przełamać, pozwoli Ci zacząć walkę z depresją
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
4789
Dołączył(a)
30 wrz 2006, 13:49
Lokalizacja
Wroc

przez ania198 22 lut 2007, 02:43
Ja nie umiem w sobie znaleźć ani odrobiny tej chęci do życia :( Wszystko straciło sens. Najgorsze jest to, że za 2 dni idę na kontrolę i jak nie będzie lepiej to znowu lekarka będzie chciała mnie wziąć do szpitala.
Cała się trzęsę, po prostu tragedia. Rodzice robią co mogą a ja jestem jak w jakiejś matni...

Dziękuję za słowa otuchy
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
21 lut 2007, 02:22

Avatar użytkownika
przez maiev 22 lut 2007, 16:18
No to ja się podłączę. Moja nerwica uaktywniła sie po rozstaniu z facetem - co najgorsze wkurza mnie to bo nie był tego wart. Nie moge sobie wybaczyć mojej głupoty i chyba nigdy sobie tego nie wybaczę. Nikt mnie w zyciu tak wstrętnie nie potraktował - i ja nikogo też. Najgorsze nie było to rozstanie tylko to że czułam się taka głupia, tępa, wstrętna, brzydka itp. Czasem jak mam gorszy dzień, wszystko mi sie przypomina i dalej się tak czuję heh Zebrało mi się na wspominki. Taki jakiś dzień mam dziś. Po tylu latach nadal mi przykro - ale już dużo dużo mniej.

michal33 napisał(a):Nie powiem, daje mi to pewna satysfakcje. Cool paskudny jestem....

No to ja też jestem paskudna. Bo jak widze że ten typ nie może mi spojrzeć w oczy bo mu "łyso" albo jak go jego panna okłada torebką bo się na mnie gapi to mam taką dziką satysfakcję. Paskudna jestem naprawdę. hihi

michal33 napisał(a):Zgadzam sie z przedmowcami. bedzie dobrze, bol minie. Zobaczysz! Trzmaj sie!!!!

No ja tez się zgadzam. Trzeba czasu ale będzie coraz lepiej.
"I need a new version of me..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1417
Dołączył(a)
19 lis 2006, 17:01
Lokalizacja
to tu to tam....

Avatar użytkownika
przez IceMan 22 lut 2007, 16:33
Wyobraź sobie twój ideał życia, to szczęśliwe życie... nie czujesz tęsknoty za czymś takim? A czy nie byłoby wspaniale swoje życie upodobnić do tego ideału? No pomyśl... a chęć walki, wiara w wyzdrowienie i samo leczenie to pierwszy krok w tym kierunku.
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
4789
Dołączył(a)
30 wrz 2006, 13:49
Lokalizacja
Wroc

przez Zuzka25 24 lut 2007, 17:25
Justynko, płaczę razem z Tobą -teraz też- wiem ,ze tylko ktoś, kto cos takiego przeżywa jest w stanie to zrozumieć.Znajomi nie pomagaja gadaniem" zobaczysz, znajdziesz innego, nie jest ciebie wart, albo z czasem wszystko się ułozy i będziesz szczęsliwa" ja nie chce tego wszystkigo słuchac!!! chcę by to sie nie działo...
PS. on jeszcze nie odszedł -jest do końca miesiaca chyba, spi na kanapie, a ja patrzę na niego i myslę o jednym ,ze za chwilę go już nie bedzie- dla mnie...i duszę się z bólu (psychicznego) mojego serducha.
Mijać się bez słowa? tak to chyba gorsze niż zdrada-przynajmniej dla mnie-zdrady znosiałam i wime ,ze to był mój wielki błąd ! Nigdy nie bał się ,ze mnie straci, że cokolwiek zrobi będe przy nim.Najgorsz ejest to ,ze nie mozna przestac kochac z dnia na dzień-tabletek na to nie wymyslili :-(
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
22 lis 2006, 23:07
Lokalizacja
Łódź

przez Zuzka25 24 lut 2007, 17:32
ania198 napisał(a):Niestety, wszystko szybko wróciło. Nie potrafiłam o nim zapomnieć. Ciagłe obrazy i myśli w mojej głowie. On i to co było, dlaczego? Co ze mną było nie tak? Co źle zrobiłam? itp itd Huśtawki nastrojów narastały. Ciagle łudziłam się nadzieją, że może on zmieni zdanie. Nie mogłam wytrzymać bez niego, z myślami, że nie będziemy razem. Tak wiem, naiwna jestem

Aniu , ja tez sie łudzę i jestem naiwna-WSZYSCY mi to mówią. A ja zawsze postepowałam tak jak mi serce dyktowało i teraz też- karmię się nadzieją i tylko nią, bo o jedzeniu to nie ma mowy, heh. Wierze chyba w cos co nie ma juz najmniejszego sensu.
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
22 lis 2006, 23:07
Lokalizacja
Łódź

przez justynak26 26 lut 2007, 20:48
Zuzka, dlaczego ma go nie być? Wiem, że łatwo się mówi, nawet osobie, która przeżyła wiele, która zgadzała się na zdrady, na poniżanie, ale nie wolno zgadzać się na to. Czasami sobie myślę, że nie warto zgadzać się nawet na miłość, bo ona nie chce później przejść, odejść, zniknąć, ona nie jest tak obojętna i ignorująca jako on. Chwytaj chwile póki jesteś szczęśliwa i żyj nimi wierząc że może być tylko lepiej.
Offline
Posty
68
Dołączył(a)
10 lut 2007, 21:40
Lokalizacja
Ostróda

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do