Depresja a związki/miłość/rozstanie

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Avatar użytkownika
przez IceMan 09 lut 2007, 12:59
ciężka sprawa... ale nie możesz stać ciągle na rozstaju dróg. Albo coś zrób w jej kierunku - okaż swoje uczucia - albo zapomnij (bardziej bolesne z początku, ale potem przestanie boleć). jeśli nie ruszysz w którąś z tych dróg - zadręczysz się...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
4789
Dołączył(a)
30 wrz 2006, 13:49
Lokalizacja
Wroc

Avatar użytkownika
przez IceMan 09 lut 2007, 13:04
specyficzna napisał(a):ja nienawidzę siebie, nienawidzę

...a tylko kochając siebie kochasz innych tak jak byś chciała... "Kochaj bliźniego jak siebie samego" - może to działa w dwie strony. Za co ty się nienawidzisz?
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
4789
Dołączył(a)
30 wrz 2006, 13:49
Lokalizacja
Wroc

przez specyficzna 11 lut 2007, 12:13
za co? za to jaka jestem, ze nie jestem taka jaka być powinnam, taka jak inni, bez pewnych bolesnych rzeczy, ze zawodze innych, ze sama siebie zawodzę..
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
31 sty 2007, 23:08

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez BEHEMOT 12 lut 2007, 12:28
Kochana Specyficzna wiem co czujesz...Ja też kocham i jednocześnie czuję że Ten związek jest niszczący-szczególnie dla niego.Mam wrażenie że jestem najgorszym człowiekiem na świeci, cholerną egoistką- trochę tak jak bym myślała i czuła co innego a co innego robiła...Straszne uczucie i ta bezsilność!pozdrawiam cieplutko
,,Myte dusze pragną snu..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
181
Dołączył(a)
31 paź 2006, 11:55
Lokalizacja
Bielsko-Biała

przez specyficzna 12 lut 2007, 15:46
BEHEMOT dokładnie tak, u mnie są dni trzeźwego myślenia, poczucia winy, że krzywdzę kogoś mi bardzo bliskiego, przecież tak nie powinno być.. a za chwilę przychodzi gorszy nastrój i byle powód jest pretekstem do kłótni, do mojej agresji słownej i wtedy są emocje nad którymi ja nie panuję
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
31 sty 2007, 23:08

Avatar użytkownika
przez IceMan 12 lut 2007, 17:17
specyficzna napisał(a):a za chwilę przychodzi gorszy nastrój i byle powód jest pretekstem do kłótni, do mojej agresji słownej i wtedy są emocje nad którymi ja nie panuję

w pewnym momencie przekraczasz granicę i nie ma odwrotu, prawda? i już emocje są górą... Z tym nic nie zrobisz, ale możesz pracować, aby tej granicy nie przekroczyć
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
4789
Dołączył(a)
30 wrz 2006, 13:49
Lokalizacja
Wroc

Avatar użytkownika
przez un_plug_me 12 lut 2007, 23:38
"krzywdy mi zadane, gdyby zostaly rozdzielone na innych, doprowadzilyby do ludobojstwa"

Mogę się podpisać pod tym stwierdzeniem. Chociaż w moim przypadku nie chodzi o żadną konkretną osobę, bo tego typu stany dość szybko mi przechodzą, a później na ich miejsce pojawiają się nowe - dotyczące nowego obiektu.
Nie mam obsesji seksualnej jak kolega, bo nie mam też nerwicy jako takiej. Zaznałem trochę problemów do niej podobnych.
Chodzi mi tylko o to, że zawsze byłem sam, nigdy nikogo nie miałem i nie widzę żadnych perspektyw na zmianę. Widząc innych czuję się strasznie pokrzywdzony.
Jestem też wkurzony nadchodzącą datą i mówię wam: WALĘ TYNKI.
"Istniała tylko jedna rzecz, której pachnidło nie mogło dokonać... nie było w stanie przeobrazić go w osobę zdolną kochać... i być kochaną jak każdy.
Więc myślał sobie: Do diabła z tym wszystkim!"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
11 lut 2007, 21:09
Lokalizacja
North

przez Zuzka25 15 lut 2007, 15:30
"krzywdy mi zadane, gdyby zostaly rozdzielone na innych, doprowadzilyby do ludobojstwa" ja też się podpiszę...
Czasami zastanawiam się po co ludziom miłość? ja Tylko przez to cierpię- a najdziwniejsze jest to ,ze chyba myślałam, ,ze takie rozterki przezywają tylko kobiety...teraz wiem,że nie tylko.
Nieodwajemniona miłość...
tylko tak sobie myślę teraz co gorsze nie mieć szansy yego przeżyć czy to stracić.
Ja straciłam-kogoś, kogo bardzo kocham-wczoraj powiedział (Walentynki!!!) że mnie już nie kocha, (odejdzie do innej).Był całym moim swiatem, wszystko robiłam dla niego, nie potarfie myślec o sobie.Zdradzał, kłamał, nie dotzrymywał obietnic, a ja wierzyłam ,ze sie wszystko ułoży , że on się zmnieni.Ale on nie chce juz mnie.Mieszkaliśmy razem 4 lata-teraz zostanę sama w tym mieszkaniu-horror. Nie potrafię opisac nawet co czuję- a rady dobrych ludzi nie docieraja do mnie( choć wiem,ze maja rację)Tak bardzo bym chciała by znów mnie kochał- jak kiedyś.
NIe jest pociechą,że komuś tez tak jest źle.
Boże chciałbym nic nie czuć!!!
Piotrek ma rację nie mozęmy stać ciągle na rozstaju dróg.TYlko ,ze on nie chce iść ze mną tą samą drogą.Więc stoję tam sobie dalej- na rozstaju i chyba czekam , aż on zawróci po mnie...
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
22 lis 2006, 23:07
Lokalizacja
Łódź

przez justynak26 18 lut 2007, 14:14
Czytajac Wasze posty mam wrazenie ze czytam o sobie samej. My nie mieszkalismy razem, ale przebywalam u niego tyle czasu jakbym tam mieszkala. Teraz jest tam inna kobieta i jak sobie pomysle, ze otwiera te same szafki, kladzie sie do tego samego lozka to tak jakbym wbijala noz w swoje serce, to tak jak popelniac psychiczne samobojstwo. W mojej glowie wciaz przewija sie film, we wspomnieniach ze wspolnych chwil, w scenach w których powinnam byc ja jest ona. Nie umiem sie pozbyc tego, tak bardzo go kocham, ze oddalabym zycie za pare chwil spedzonych z nim, za jedna wspolna noc, za jego usmiech, pocalunek, nawet za to cholerne chrapanie, byleby tylko to uslyszec. Po 4 latach od tak po prostu ktoregos dnia nie otworzyl mi drzwi a w smsie poinformowal ze zmienil zamki. A mimo wszystko kocham go i tesknie za nim...
Offline
Posty
68
Dołączył(a)
10 lut 2007, 21:40
Lokalizacja
Ostróda

Avatar użytkownika
przez C(c)złowiek 18 lut 2007, 14:50
Myśle, że nalepsze rozwiązanie to zrobić ten pierwszy WYRAŹNY krok. Nie masz nic do stracenia. Jeśli to odzuci będziesz wiedział na czym stoisz i myśle, że wtedy trochę ci ulży na sercu i duszy. Zresza kto to mówi... ja też zabieram isę do tego jak już nie powiem kto... ale to chyba jest jedyne rozwiązanie... to duszenie w sobie uczuć może doprowadzić na tragedii....

... zresztą... miłość... wolność... cóż po nich....
"Żyjemy w świecie przyjemności pozbawionych radości" ;) Erich Fromm
GG: 5365347
Avatar użytkownika
Offline
Posty
493
Dołączył(a)
10 lut 2007, 23:46
Lokalizacja
Warszawa

przez antoine 19 lut 2007, 10:11
hej Rafi, jak sie czujesz ?

Powiem Ci szczerze, choc to nie wiem czy Ci pomoze ale przezywam dokladnie to samo od grudnia ... 3 miesiac i chyba czasami jest gorzej, czuje ze jest ze mna tak samo i podejmowalem takie same proby jak Ty... mialem chec rzucic prace, wyjechac z miasta i nawet skonczyc ze soba, wszedzie ja widzialem... pojawila sie we mnie zlosc, wrogosc do innych dziewczyn, ludzie zaczeli mnie denerwowac jakos... nie wiem za bardzo co z tym zrobic, czuje ze jakbym poznal fajna dziewczyne , ktora pozwolilaby zeby serce znowu sie obudzilo i dalo to co tak naprawde czuje, przeszloby mi moze i .... powstalby nowy cel w zyciu, zycie bez milosci jest nic nie warte... kiedys nawet sobie z tego nie zdawalem chyba sprawy...

pozdrawiam wszystkich bardzo ciepło...
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
31 sty 2007, 00:07

przez Grzesiek28 19 lut 2007, 10:56
Przechodziłem cos podobnego co Ty rok temu (8 lat związku) u mnie jednak nie było zdrady i dlatego mogę sobie tylko w ulamku wyobrazić co przechodzisz. Dopiero później pojawił się żal, miłe wspomnienia itd. Bez sensu jest pisanie że jak się zakochasz to będzie lepiej bo na razie nie jesteś na tym etapie i chyba jeszcze długo nie będziesz. Na Twoim miejscu poszedłbym do psychiatry po leki antydepresyjne (boję się leków ale w takim stanie bałbym się bardziej siebie) lepsze to niż picie dla usmierzenia bólu albo wegetowanie bez celu i samodręczenie siebie - przecież to nie Twoja wina. Pomaga też usunięcie z mieszkania wszelkich śladów po niej, wszystkie zdjęcia, wszystkie prezenty od niej, wszystko co miało z nią związek wyrzuć, sprzedaj, zanieś do piwnicy, zdjęcia podrzyj bo inaczej każde spojrzenie na coś co Ci ją przypomina będzie na nowo wyzwalało mysli po niej, mi to pomogło i wiem że ten ból ma w sobie coś werterowsko-masochistycznie przyjemnego ale z dzisiejszego punktu widzenia jestem pewny że nie warto.
Offline
Posty
32
Dołączył(a)
24 sty 2007, 15:22

Avatar użytkownika
przez un_plug_me 19 lut 2007, 23:05
co jest trudniejsze: urodzić się bez nóg i nie doświadczyć nigdy pełnosprawności, czy też być zdrowym i pewnego dnia popaść w kalectwo. oczywiście, że to drugie.
ja cierpiałem znacznie mniej dopóki nie uwierzyłem po raz pierwszy w życiu, że TO jest także dla mnie możliwe. wierzyłem w to tak mocno, że w mojej głowie urosło to do rangi faktu. ale tylko w mojej głowie. zderzenie z rzeczywistością boli do dzisiaj.
z teoretycznego pkt widzenia wydaje mi się, że ci, którzy faktycznie byli w jakichś związkach, poważnych, kilkuletnich itd są w innej sytuacji niż ja. upierałbym się wręcz, że w dużo lepszej. jeśli coś zdarzyło się już raz lub kilka razy, to istnieje większa szansa, że powtórzy się w przyszłości, niż gdy nie zdarzyło się nigdy. wiem, że te słowa nie zmniejszą waszych cierpień.

wykonanie tego pierwszego kroku - tak, w pewnym sensie to właśnie jest wyjście z tej sytuacji. nie mam problemu ze zrobieniem pierwszego kroku. mój problem to, że efekt tego pierwszego kroku jest zawsze taki sam: rozczarowanie, odrzucenie lub nawet upokorzenie. za którymś razem człowiek wypala się i zostaje w nim jedynie popiół zwątpienia, cynizmu i nienawiści.
"Istniała tylko jedna rzecz, której pachnidło nie mogło dokonać... nie było w stanie przeobrazić go w osobę zdolną kochać... i być kochaną jak każdy.
Więc myślał sobie: Do diabła z tym wszystkim!"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
11 lut 2007, 21:09
Lokalizacja
North

przez Angie 20 lut 2007, 10:25
Znam to dobrze. Byłam bardzo zakochana, mogłam jeździć parędziesiąt kilometrów na rowerze do miejscowości w której mieszkał, żeby go tylko zobaczyć. Zazdrościłam nawet jego kotu, że on go głaszcze. Po tym jak powiedział, że kocha inną miałam doła przez rok! Ale wierz mi, to kiedyś minie! Wiem, że trudno Ci jest w to uwierzyć, ja też myślałam wtedy że bez niego moje życie będzie niczym. Postanowiłam w końcu uszanować jego decyzję. Było ciężko ale się udało..
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
09 sty 2007, 00:27

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do