Depresja a związki/miłość/rozstanie

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Avatar użytkownika
przez ALEKS*OLO 09 kwi 2008, 11:12
Bo baba odpier..... proste

A chłopy to niby nie???...ano tak to świętosc zapomnialam :evil: :evil: :evil: im wolno....
"Kobiety i koty zawsze będą robić to, co chcą, a mężczyźni i psy powinni się zrelaksować i powoli oswajać z tą myślą."

"Panować nad sobą to największa władza" - Seneka
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
2384
Dołączył(a)
01 mar 2008, 00:25
Lokalizacja
Śląsk

przez mironek 09 kwi 2008, 11:30
Dzięki za słowa otuchy. Mam świadomość, że nie mnie jednego coś takiego spotkało. Wiem, że ból, rozczarowanie i smutek kiedyś minie ale teraz trudno mi w to uwierzyć. Staram się nie poddawać ale nie jest łatwo zapomnieć.

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 10:38 am ]
Teraz dochodzę do wniosku że moja walka nie miała sensu: nie ułyszałem słowa przepraszam, nie było żadnej skruchy czy żalu że to się stało.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
06 kwi 2008, 18:50
Lokalizacja
Gdańsk

Avatar użytkownika
przez EBM 09 kwi 2008, 19:04
Na wstepie witam wszystkich bo dolaczylem dopiero dzisiaj. Dlugo zastanawialem sie czy cos napisac... Myslalem, ze tylko ja mam taki niefart w zyciu, ale widze ze jest inaczej.
Zostalem sam po 3,5 roku zwiazku. Wspolne plany na przyszlosc, wyjazd do UK pod haslem "zaczynamy nowe zycie" i... Pewnego styczniowego wieczoru okazalo sie, ze wszystko sie skonczylo, bo Ona nie kocha mnie juz tak jak dawniej i musi odejsc. Swiat zawalil mi sie na glowe, caly 1,5-roczny pobyt w Londynie stracil nagle sens. Wszystko w co wierzylem leglo w gruzach. Najgorsze jest jednak to, ze o tym ze cos jest "nie tak" wiedzieli wszyscy znajomi, a ja dowiedzialem sie ostatni, w momencie, gdy zostalem postawiony przed faktem dokonanym.
Staram sie zapomniec. Przez kilka dni nawet bylem pewien, ze wszstko juz sobie poukladalem w glowie i czulem sie jakby lepiej. Myslalem ze sie pozbieram, ze znajde w sobie dosc samozaparcia i wewnetrznej sily, ale nie udalo sie...
Prawie nie jem, bo nie czuje glodu, nie spotykam sie ze znajomymi bo mi sie nie chce, opuscilem sie w pracy, ciagle czuje sie zmeczony i niewyspany, nie moge sobie znalezc zajecia ani miejsca.
Dzis nie poszedlem do pracy, bo nie mialem ochoty, ale zebralem sie na wizyte u lekarza. Badal mnie, osluchiwal, przepytywal i ostatecznie stwierdzil, ze fizycznie jestem zdrowy, ale psycha mi siadla. W efekcie dostalem recepte na antydepresanty.
Nie tak wyobrazalem sobie "nowe zycie w UK". Nie wiem co robic dalej...
Avatar użytkownika
EBM
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
09 kwi 2008, 17:48
Lokalizacja
Warszawa/Londyn

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez nothingman 10 kwi 2008, 00:52
EBM jak ja dobrze znam ten stan apatii. Mnie trzyma juz od pol roku i nie chce przejsc. Czasami wydaje mi sie ze jest juz lepiej ale to tylko zludzenie wraca to do mnie jak bumerang, te wszystkie wspomnienia, te cudowne chwile i wtedy robi sie smutno, tak bardzo smutno bo wiem ze ten piekny czas juz nigdy nie wroci. Moj swiat jest taki cichy i pusty.
Bardzo Ci wspolczuje bo wiem ze cierpisz ale walcz o siebie. Poszdles do lekarza a wiec chcesz pokonac smutek, to dobrze. Ja nawet do lekarza nie mam sily isc :(
Trzymaj sie i nie poddawaj. Powodzenia :)
Przyjaciele są jak ciche anioły, ktore podnoszą nas kiedy nasze skrzydła zapomniały jak latać.
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
20 mar 2008, 05:02
Lokalizacja
Nibylandia

przez poetka30 13 kwi 2008, 19:09
Ja mam taki problem juz od zawsze ze jestem totalnie zmienna jesli chodzi o emocje wzgledem mezczyn.pewnie moja depresja ma na to ogromny wplyw ale juz dawno stwierdzilam ze nudze sie facetm .bo nie spelnia moich oczekiwan bo w koncu wylaza na wierzch jego wady ,chrapanieitd.czesto zdarzalo mi sie byc w takiej fazie zauroczenia ze myslalam juz ze jestem zakochana podejmowalam zbyt pochopne decyzje zeby razem zamieszkac a potem nie potrafilam tego odkrecic.wiecej nawet potrafie czuc ogromne pzadanie wielkie emocje dzis a jutro juz totalnie nic ,zastanawiam sie czy to wina lekow czy ja poprostu juz taka jestem .im jestem starsza tym gorzej ,wszystko sprowadza sie do tego zeby faceta zakrecic a potem znowu pustka.nie chce nikogo krzywdzic ,nie wiem jak sie nauczyc kochac prawdziwie...
to ja poetka zachęcam wszystkich zebyście uprawiali śmiechoterapie...i kupcie sobie psa i leczcie się ,bo warto...
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
19 kwi 2007, 18:26

przez bezsilna85 16 kwi 2008, 19:49
a co jesli otrzezwienie emocjonalne nie przychodzi? ja nie jestem w stanie sie podniesc, cierpie juz 4 miesiace. tesknie jak glupia placze snuje sie nie mam co ze soba zrobic. ile jezcze? nie wierze,ze jeszcze sie zakocham i ze ktos mnie pokocha. to jest jakis stan beznadziei, kazdy moj dzien wyglada tak samo. nie chce sie juz wiecej bac nie chce sie denerwowac. nie umiem sie pogodzic z tym co sie stalo. pomozcie:((((
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
13 mar 2008, 18:33

Avatar użytkownika
przez CITRIA 16 kwi 2008, 21:38
bezsilna85 tu tylko czas może pomóc brzmi to głupio i banalnie ale tylko czas, czas , czas... I nie mysl o tym cały czas nie zadręczaj się... wszystko przejdzie i znowu sie kiedys zakochasz :)
Życie jest piękne i wierzę, że wszystko jest po coś.
Bylebym się nie poddała.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
75
Dołączył(a)
15 lut 2008, 15:16

przez nothingman 16 kwi 2008, 22:51
Bezsilna wiem jak jest Ci zle, wiem dobrze jak kazdego dnia strasznie Ci ciezko. Bardzo Ci wspolczuje bo wiem jak samotnosc i tesknota potrafia bolec i nie pozwalaja normalnie zyc.
Jestes sympatyczna, wrazliwa dziewczyna i nie zaslugujesz na to aby tak cierpiec z milosci. Ja wiem ze w stanie kompletnej bezsilnosci czlowiek widzi wszystko wylacznie w czarnych barwach ale to minie, wierz mi. CITRIA ma racje na taki bol najlepszym lekarstwem jest jednak czas. Jednym udaje sie zapomniec wczesniej innym znacznie pozniej ale w koncu kazdy kiedys zapomina.
I nie mysl nawet ze nigdy nikt Cie juz nie pokocha, to nieprawda.
Jestes super dziewczyna i to co dzien powinnas sobie powtarzac.
Bedziesz jeszcze szczesliwa, wiesz dobrze ze szczerze Ci tego zycze. Trzymaj sie i w koncu usmiechnij :)))
Przyjaciele są jak ciche anioły, ktore podnoszą nas kiedy nasze skrzydła zapomniały jak latać.
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
20 mar 2008, 05:02
Lokalizacja
Nibylandia

przez calineczka 29 kwi 2008, 12:44
Rozpad związku jest cholernie bolesny! Ta "rana" może istnieć do końca życia!
Najbardziej wpływa to poczucie własnej wartości - czujesz się do niczego, że nie było się na tyle atrakcyjnym, zabawnym, opiekuńczym...i można wymieniać bez końca! Myśli się: gdzie popełniłam błąd, od kiedy to się zaczęło...wnioski są dobre na przyszłość ale zadręczanie się niszczy!
To prawda że czasem można poznać nowego partnera i zacząć od nowa,
ale nie wszyscy mają na tyle siły i odwagi! Trzeba jednak walczyć!
Przekonałam się, że można wygrywać z załamaniem i beznazieją - CODZIENNIE TOCZĄC WALKĘ Z SAMĄ SOBĄ!
CZASEM WALNIE CIĘ O ZIEMIĘ I WYTRZE O CIEBIE NOGI ALE SIĘ NIE PODDAWAJ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Będą dni kiedy to TY BĘDZIESZ GÓRĄ!!!!!!!!!!!!!!To trudne, ale trzeba sobie wmawiać, że jest się kimś wielkim, wyjątkowym, NIEPOWTARZALNYM!
Ja tez się zastanawiałam co takiego zrobiłam... i wiem - pogrążyłam się w świecie własnych myśli, emocji i nie widziałam jak miłość, przyjaźń i czas przelatuje mi przez ręce...!!!!!!!!!!!!!!Czas rzeczywiście pomaga leczyć rany!
Życzę Wam powodzenia w tej walce!!!!!! W Waszym życiu jeszcze zaświeci słońce! :D
Offline
Posty
40
Dołączył(a)
28 mar 2008, 12:00

Re: Depresja a związki/miłość/rozstanie

przez mimiko 26 maja 2008, 15:56
Witam wszystkich,

mam taki problem, a właściwie mój facet go ma...od 2 lat jestem z chłopakiem, który boleśnie przeżył rozstanie ze swoją pierwszą dziewczyną. Wiem że bardzo ją kochał, niestety ona go zdradziła z jego dobrym kolegą :? Minął jakiś czas od tamtego związku i wtedy się poznaliśmy. Od początku wiedziałam o jego "eks" i o tym co między nimi było. Wydawało mi się że to ten jeden jedyny, dobrze nam się układało, choć nie był on takim facetem, który mówi kobiecie komplementy, daje kwiaty, jest bardzo czuły. Gdy go pytałam dlaczego taki jest, zawsze pojawiały się argumenty typu: "ja już nie potrafię tak okazywać uczuć jak kiedyś" lub "nie będę Ci mówił co czuję, tylko będę pokazywał". Nie wiem czy to ma jakieś znaczenie w tej kwestii ale ponad rok temu przechodził depresję, zaraz na początku naszego związku. Dużo czytaliśmy na ten temat, ponieważ nie mieliśmy pojęcia skąd depresja mogła się u niego wziąć, skoro jest teraz szczęśliwy w nowym związku. Brał leki i niby minęło ale ostatnio jest znów nie najlepiej...Ma zawroty głowy, chodzi osowiały, kompletnie niczym się nie cieszy, nie ma ochoty na seks, nawet mi powiedział że chyba mnie nie kocha, że źle mu z tym jaki jest...Staram się go podnieść na duchu - jak zawsze zresztą, już się przyzwyczaiłam że to ja jestem silniejszą osobą w naszym związku. Nie wiem tylko ile zniosę to jego ciągłe niezadowolenie z życia i to zimno, które doskwiera mi z jego strony coraz bardziej...On zawsze miał w życiu wszystko, kochającą rodzinę, niczego mu nie brakowało, może niepowodzenie które go wtedy spotkało, odbiło tak straszny ślad na jego psychice że teraz nie potrafi się otworzyć do końca???
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
26 maja 2008, 13:26

Re: Depresja a związki/miłość/rozstanie

przez archetyp 26 maja 2008, 20:20
hej mimiko, miałem podobnie jak Twój facet, może nie zostałem zdradzony ale odebrałem to podobnie, później poznałem dziewczynę i również byłem ostrożny w ukazywaniu uczuć, a już mówić o nich to w ogóle, słowa "kocham" wydawały mi się puste, rzucane jak na wiatr. Chodź ona bardzo chciała rozszedłem się z nią, czułem że po mimo tego że pasujemy w pewnym sensie psychicznie czy też emocjonalnie to niestety brakowało tego czegoś. Aż poznałem kolejną, tym razem to było coś, ale nie zmieniłem zachowania w stosunku do niej (tak utarło się w głowie) i "ptaszek nie karmiony odleciał" jak to sama kiedyś skomentowała. Teraz wiem co muszę zmienić, chociaż próbuję chyba już za późno :/ po ptokach jak to się potocznie mówi. Tak więc dam Ci radę jeśli go kochasz zrób wszystko żeby go wyciągnąć z tego stanu pogrążenia się w świecie własnych myśli, emocji, bo on "nie widzi jak miłość, przyjaźń i czas przelatuje mu przez ręce...!!!!!!!" (cytat jednej z użytkowniczek forum) Jeśli nie zrobisz nic, a sam nie wyjdzie z tego pewnie długo tego nie zniesiesz, mu dać jasny sygnał czego oczekujesz od niego.

pozdrawiam i życzę Wam powodzenia :)
Offline
Posty
76
Dołączył(a)
31 mar 2008, 12:57

Re: Depresja a związki/miłość/rozstanie

przez mimiko 26 maja 2008, 20:40
dziękuję bardzo archetyp :) to co piszesz, daje mi nadzieję, choć w głębi duszy wiem, że nie zmuszę kogoś aby mnie pokochał...Mam więc nadzieję że wszystko się ułoży, ale wiadomo nic na siłę, druga strona musi też się wysilić aby coś zmienić a nie ciągle użalać się nad sobą i narzekać...Kocham tą osobę i będę walczyć póki mam siły, nie chcę poźniej żałować, że nie próbowałam! Radzę więc wszystkim, aby próbować ratować tą drugą osobę aby w razie czego mieć choć świadomość "zrobiłem/am wszystko co w mej mocy, głową muru nie przebiję"...
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
26 maja 2008, 13:26

Re: Depresja a związki/miłość/rozstanie

przez archetyp 26 maja 2008, 21:45
Proszę bardzo :) trochę chaotycznie tam napisałem, ale widzę że doskonale rozumiesz o co mi chodziło. Prawdopodobnie jego skrzywione postrzeganie i zapatrzenie na przeszłość - oślepia go, przysłania mu teraźniejszość i Ciebie. Jeśli kocha będzie żałował gdybyś odeszła, jeśli nie kocha nie zrobi mu to różnicy. Nie wiem czy to dobry pomysł ale tak mi przyszło na myśl. Wykorzystaj to w dobrej intencji. Sam się dziwię że to piszę ale jeśli go kochasz i chcesz wiedzieć czy jest sens, proponuję terapię szokową, zerwij z nim, ale wcześniej powiedz czego oczekiwałaś, może to otworzy mu oczy na to co jest? I obserwuj jak zareaguje, nie odtrącaj go, ale podchodź z dystansem, jeśli zauważysz idące w parze chęci do zmiany siebie i powrotu do związku daj mu druga szansę, bo wielce prawdopodobne że przejrzy na oczy i zauważy że masz uczucia które musi pielęgnować i zdecyduje się zaufać pomimo swych przykrych doświadczeń. Puść go wolno jeśli wróci cały ten czas był Twój, jeśli nie nigdy nie był. Ale to tylko moje gdybanie, może głupie, nie wiem, ewentualnie testujesz na własną odpowiedzialność, zrobisz jak będziesz czuć.

:)
Offline
Posty
76
Dołączył(a)
31 mar 2008, 12:57

Re: Depresja a związki/miłość/rozstanie

Avatar użytkownika
przez depresyjny86 18 cze 2008, 20:00
pytanie do kobiet:czy któakolwiek z Was byłaby w stanie być w związku z facetem który z niczym sobie nie radzi i boi się ludzi,ogolnie wszystkiego w dodatku z nie ciekawym wyglądem??
:)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6839
Dołączył(a)
12 wrz 2006, 15:58
Lokalizacja
Gdańsk

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do