Depresja a związki/miłość/rozstanie

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

przez bezsilna85 18 mar 2008, 23:28
silaqui.....ty przynajmniej mozesz swoje uczucie zmieniac w nienawisc po tym wszystkim co ci zrobil. a ja nie. nigdy nie uslyszalam zadnego wyzwiska, nic. on po prostu stwierdzil ze chce byc sam, ze to juz sie wypalilo ale ze chce zebysmy byli przyjaciolmi. on uwaza ze juz by sie nie ulozylo bo on nie czuje potrzeby bycia z kimkolwiek. teraz znowu usiadlam i sie rozplakalam. tak po prostu. dlaczego on mnie wyrzucil ze swojego zycia,ze swojego serca i zostawil sama jak palec z tym wszystkim?dlaczego on moze normalnie zyc a ja musze walczyc o kazda chwile w ktorej jest mi choc troche lepiej? przeciez ja nic nie zrobilam.chcialam tylko milosci i poczucia bezpieczenstwa. najgorsze, ze rozsadek mowi jedno a serce drugie. jestem bardzo rozdarta, nadal go kocham. ja zawsze lubilam sie smiac, cieszylam sie z najmniejszych rzeczy,wszystko bylo takie cudowne. a teraz czuje ze przeciez wszystko jest takie samo, sa ci sami znajomi, te same miejsca....tylko ja nie moge sie pozbierac bo caly czas mysle o nim, o tym co bylo, jak razem sie smialismy, wyjezdzalismy na wakacje.ja chcialam tylko odrobiny szczescia.wszyscy mi napewno powiedza, ze to przeciez mija. ja to wiem ale ile czasu potrzeba? bo nie zapowiada sie na razie zeby moglo byc lepiej. ja po prostu jestem,zyje, ale wraz z tym co odeszlo odeszla czastka mnie, a pozostala w tym miejscu gleboka rana. nie chce juz plakac, chce znowu smiac sie, wychodzic z ludzmi, poznawac swiat....a juz nie umiem...:(((
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
13 mar 2008, 18:33

Avatar użytkownika
przez silaqui 19 mar 2008, 00:07
coz ja ci moge powiedziec.... samsa pisalas ze my kobiety jestesmy silniejsze. i tak jest rzeczywiscie. naszym problemem jest to ze bardzo szybko zaczynamy szukac partnera na stale. faceci dochodza do tego pozniej. czasami zastanawiam sie, czy nie lepiej byloby byc czasami typowa suka, bawic sie facetami, zmieniac ich gdy tylko przyjdzie mi na to ochota....
sek w tym ze wiekszosc z nas tak nie potrafi. zbyt mocno i zbyt szybko sie angazujemy, a gdy przychodzi do konca zwiazku nie potrafimy sobie z tym poradzic. ale jedno ci powiem - zamykanie sie w domu i placz pomagaja tylko na krotka mete. oddalajac sie od ludzi, od znajomych pokazujesz swiatu ze dalas sie pokonac. a tak nie moze byc!!!! sproboj na przekor - wychodz, smiej sie, chocb mial to byc smiech przez lzy. kiedy bedziesz pokazywac innym ze cierpisz to oni beda sie nad toba uzalac. a tego bys nie chciala, prawda??? a gdy zobacza cie jako ta, ktora bylas wczesniej to wierz mi bardziej ci pomoga niz glaszczac po glowce i mowiac jaka ty biedna. wrecz przeciwnie, beda wychwalac twoja sile. a nawet jesli ty sama nie bedziesz w to wierzyla to przeciez "klamstwo powtarzane bez przerwy staje sie prawda" i tak bedzie z toba. w koncu sama uwierzysz w swoja sile. BO MASZ JA W SOBIE!!!! tylko czasami cholernie dobrze uryta. ale jest :)
i dasz rade. bo jestes kobieta, a my musimy dawac sobie rade. bo jak nie my to kto?????
3maj sie!!!!
(...)Miałam serce dla wszystkich - ktoś klucz do niego obmyslil(...)
(...)Mialam mysli spokojne - lecz ktoś wywołał w nich wojne(...)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
18 sty 2007, 21:33
Lokalizacja
Leszno

przez SebastianWaWa 19 mar 2008, 00:16
"najgorsze, ze rozsadek mowi jedno a serce drugie"

dokladnie


Ale wiecie dlaczego tak jest bo nie poznalismy innych wartosciowych osob.I ciagle otym myslimy.

Ale ja nadal wierze ze los odwdzieczy sie pieknym za nadobne tym wszystkim ktorzy na krzywdzie buduja szczescie.
Offline
Posty
41
Dołączył(a)
17 mar 2008, 16:59

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez bezsilna85 19 mar 2008, 00:20
silaqui....masz racje,ze mamy sile. ale dlaczego jest tak ciezko. chcialabym przestac juz go kochac...:(
sebastian-ja nie chce myslec nad tym co go spotka chociaz tez wierze ze jak zrobisz komus krzywde to do ciebie to wroci. ale teraz najwazniejsze jest moje szczescie, tylko ze jakos bardzo mocno wierze w to ze tym szczesciem jest on i tylko z nim moze mi sie ulozyc...strasznie tesknie;(
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
13 mar 2008, 18:33

przez SebastianWaWa 19 mar 2008, 00:28
zajmij sie czyms ja np poszedlem na silke i mam zamiar pouprawic boks troche.

Moze zapisz sie do jakiegos fitness (jak lubisz) i poznasz fajnego goscia albo ludzi a jak nie to sama z siebie bedziesz dumna ze pracujesz nad soba.

Umnie gdybym niewidzial tej kobity to juz dawno bym zapomnial.
Offline
Posty
41
Dołączył(a)
17 mar 2008, 16:59

Avatar użytkownika
przez silaqui 19 mar 2008, 00:46
dla mnie swietnym sposobem na walke z bolem byla moja praca. wrecz z utesknieniem czekalam na piatek, aby moc pojsc do ludzi i choc na chwile zajac sie czyms innym. to naprawde swietny sposob!!!
(...)Miałam serce dla wszystkich - ktoś klucz do niego obmyslil(...)
(...)Mialam mysli spokojne - lecz ktoś wywołał w nich wojne(...)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
18 sty 2007, 21:33
Lokalizacja
Leszno

przez SebastianWaWa 19 mar 2008, 07:06
Wiecie co jest najgorsze ze ludzie nie dostrzegaja osob ktore ich naprawde kochaja i brna w jakies posrane zwiazki.
Offline
Posty
41
Dołączył(a)
17 mar 2008, 16:59

przez bezsilna85 19 mar 2008, 13:02
najlatwiej jest sie wpieprzyc w nowy zwiazek jak sie samemu cos zakonczylo. my jako ci zostawieni mamy z tym klopot,przynajmniej ja:/ moja milosc sie nie wypalila:(((((
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
13 mar 2008, 18:33

Avatar użytkownika
przez silaqui 19 mar 2008, 13:16
oj nie zawsze tak jest.. czesto wlasnie ci porzuceni, czyli my po nieudanym zwiazku wplatujemy sie w kolejna toksyczna znajomosc tylko dlatego ze nie potrafimy byc sami. ja przynajmniej raz tak mialam.

ktos kiedys mi wspominal, ze istnieje cos takiego jak syndrom odrzuconego/odrzuconej. dotyczy to ponoc ludzi, ktorzy nie potrafia znalezc opdpowiedniego partnera, zawsze trafiaja zle, zatracaja sie w swym uczuciu a potem wszystko konczy sie tak samo - odrzuceniem i poczuciem dojmujacej samotnosci. to jakby fatum ciazace nad czlowiekiem, niepozwalajace ulozyc sobie zycia.
(...)Miałam serce dla wszystkich - ktoś klucz do niego obmyslil(...)
(...)Mialam mysli spokojne - lecz ktoś wywołał w nich wojne(...)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
18 sty 2007, 21:33
Lokalizacja
Leszno

przez bezsilna85 19 mar 2008, 13:33
tez o tym slyszalam i sie tego boje bo wydaje mi sie ze mnie to wlasnie dotknelo:/ pytanie tylko co zrobic zeby w koncu zaczelo sie ukladac? zapisalam sie do psychologa bo nie radze sobie z cala sytuacja, moze on pomoze mi jakos wyjsc z tego:/
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
13 mar 2008, 18:33

Avatar użytkownika
przez silaqui 19 mar 2008, 14:27
wszystko zalezy od twojego podejscia.przede wszystkim musisz sama wiedziec, ze potrzebujesz pomocy. musisz byc pewna, ze tego chcesz, to jest podstawa kazdej terapii. ale najwazniejsze ze zebys mogla porozmawiac z kims, kto bedzie mial obiektywne podejscie do calej sytuacji. wiesz, my tu na forum sami walczymy ze swoimi problemami, czesto czyjes przezycia porownujemy do swoich, a przeciez kazda historia jest inna.
ja sama swego czasu chodzilam do psychologa, i to dosc regularnie. co prawda chodzilo o zupelnie inny problem, troszke bardziej skomplikowany. mozna nawet powiedziec ze kompleksowo - kilka spraw, ale to juz inna historia.
w kazdym badz razie wizyta u psychologa pomogla mi w jakim stopniu odnalezc kilka waznych rzeczy stojacych za moim postepowaniem.
(...)Miałam serce dla wszystkich - ktoś klucz do niego obmyslil(...)
(...)Mialam mysli spokojne - lecz ktoś wywołał w nich wojne(...)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
18 sty 2007, 21:33
Lokalizacja
Leszno

przez bezsilna85 19 mar 2008, 16:10
ja wiem ze psycholog to nie czarodziej ktory sprawi ze sie odkocham i znowu bedzie fajnie. a tak naprawde to nie wiem czy psycholog bedzie w stanie mi pomoc, ja wiem ze rozmowa duzo daje,ale ja juz nie chce pocieszania ani rad w stylu' znajdz sobie jakies zajecie'. to nic nie daje. ja sie pograzam, ciagle placze i mysle o nim, przypominaja mi sie rozne sytuacje. chcialabym zeby wrocil, bo bardzo mi go brakuje. moze to jest najgorsze, ale czasem mysle ze jak nie bede sie do niego odzywac to moze on w koncu zrozumie ze mnie stracil i sie obudzi...i jak mysle w ten sposob to jest to moja jedyna motywacja do tego zeby sie nie odzywac do niego:/ a przeciez wlasnie to nieodzywanie sie ma byc terapia dla mnie zebym sie wyleczyla. czuje ze wpadlam w bledne kolo swoich mysli i jak tak dalej pojdzie to bede w tym siedziec z 10 lat bo jestem na najlepszej drodze:/ pomocy:((( czy on wroci...?:(((((
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
13 mar 2008, 18:33

Avatar użytkownika
przez silaqui 19 mar 2008, 17:04
a czy zastanawialas sie nad tym, jak moglby wygladac wasz zwiazek gdyby on do ciebie wrocil??? czy potrafilabys mu znow zaufac tak jak kiedys i zyc be leku ze znowu sie wszystko posypie?? bylabys na tyle silna? postaraj sie spojrzec na to wszystko z innej strony. ok, cos sie skonczylo cholernie sobie z tym nie radzisz ale kazdy z nas przechodzi pewne etapy w swoim zyciu. moze twoj zwiazek takim etapem wlasnie byl? czy wynioslas cos z niego procz obecnego cierpienia?
albo z innej beczki. czy zastanawialas sie nad tym, jakie mozliwosci sie przed toba otwieraja? wiem, ciezko jest myslec w ten sposob kiedy kazda komorka twego ciala pragnie jego bliskosci, ale wierz mi, kazda sytuacja ma swoje plusy. na razie nie jestes sobie w stanie tego wyobrazic, i dlatego bardzo dobra decyzja jest wybranie sie do psychologa. bo tak jak napisalas, psycholog to nie cudotworca. pomaga przee wszystkim spojrzec na siebie smego z innej strony, dostrzec inne aspeky sytuacji ktore nas spotykaja. i przede wszystkim pomaga nam pomoc samym sobie. bo uwierz mi, tak na prawde tylko ty sama jestes sobie w stanie poradzic z ta cala sytuacja. psycholog jedynie wskazuje, a raczej podpowiada sciezke, ktora nalezy podazyc.

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 4:28 pm ]
i mam dla ciebie jeszcze jedna rade - postaraj sie nie uzywac okreslenia "kocham go". znajdz okreslenie zastepcze - zalezy mi na nim, brakuje mi go. to tez pewnego stopnia autosugestia, ale dziala!! (tak bylo przynajmiej w moim przypadku). malo sobie zdajemy sprawe z tego jak wielka sile ma poswiadomosc.
a tak poza tym to dzisiaj tez jest mi ciezko. odwiedzilam moich rodzicow po 8 miesiacach nieobecnosci. i chociaz z moim bylym nie jestem od listopada to bedac tutaj jedyne wspomnienioa jakie mi sie kolataja po glowie to wlasnie on. musze stad uciec, bo nie chce sie znowu zdolowac. i tu znow ratuje mnie perspektywa tego, ze w piatek ide do pracy ktora lubie, spotkam ludzi ktorych lubie. jeynie obawiam sie ze ten sk.... sie pojawi, bo dgy go widze to automatycznie ze strachu spada mi efektywnosc pracy. i to o polowe.
ale coz, przezylam tyle miesiecy to i przyzyje kolejne. kto wie, moze w koncu uda mi sie znalezc kogos odpowiedniego??? aczkolwiek szczerze w to watpie. od dziecka mezcyzni mnie ranili i pewnie juz tk pozostanie... nno nie, teraz ja zaczynam sie rozklejac :/
ale takie to juz zycie popaprancow emocjonalnych jakimi jestesmy ;)
(...)Miałam serce dla wszystkich - ktoś klucz do niego obmyslil(...)
(...)Mialam mysli spokojne - lecz ktoś wywołał w nich wojne(...)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
16
Dołączył(a)
18 sty 2007, 21:33
Lokalizacja
Leszno

przez bezsilna85 19 mar 2008, 17:33
silaqui ehhh strasznie mi przykro. domyslam sie co przezywasz bo przeciez ja mam podobnie. postaram sie nie mowic ze go kocham tylko jakos inaczej, sprobowac nie zaszkodzi:) co do kogos nowego to ja tez watpie- po prostu ja przyciagam jakichs dupkow....a na dodatek sama jeszcze ich wybieram:/ chyba cierpimy podobnie dlugo bo ja od grudnia:/ najsmutniejsze ze on sie fajnie bawi, niczym sie nie przejmuje, w koncu uwolnil sie od takiego mazgaja jak ja...:( odrzucenie mnie zabija bo ja tak bardzo potrzebuje milosci...;(
Offline
Posty
21
Dołączył(a)
13 mar 2008, 18:33

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do