Depresja a związki/miłość/rozstanie

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Jak z tego wyjść?

przez anaki 15 sty 2008, 20:36
Witam wszystkich. Trafiłam na to forum bo szukam pomocy. Od dłuższego czasu widzę u siebie oznaki depresji. Nie leczyłam się bo do tej pory jakoś sama dawałam sobie rade. Niestety życie nie przynosi mi nic dobrego, wręcz przeciwnie układa sie coraz gorzej co nie sprzyja poprawieniu się mojego nastroju. Dwa lata temu rozstałam się z mężczyzną po 9 latach związku. Miałam wtedy 1,5 roczne dziecko jednak decyzję podjęłam świadomie i byłam pewna że jest to jedyne wyjście by jakoś od nowa zacząć normalnie żyć. Po pewnym czasie związałam sie ponownie i szczęscie które wtedy czułam nie było porównywalne z niczym innym czego doświadczyłam wcześniej. Naprawdę się zakochałam i wydaje mi się że chyba pierwszy raz w życiu. Niestety sielanka nie trwała zbyt długo. Dawałam od siebie tyle ile potrafiłam pragnąc być najlepszą w każdym aspekcie naszego wspólnego życia. Bardzo szybko zaczęłam opadać z sił. Na początku dostawałam dużo w zamian lecz w momencie mojego pierwszego załamania okazało się że nie za bardzo mogę liczyć na wsparcie mojego partnera. Zamiast być blisko uciekał jak najdalej pozostawiając mnie z moją głową sam na sam co powodowało u mnie coraz większe poczucie osamotnienia. Doszło do tego że uciekłam. Wyprowadziłam się do rodziców gdzie czułam się bezpieczniej a on tego nie potrafił zrozumieć. Pomimo kolejnych prób naprawienia związku nie dałam rady przekonać go by starał się mnie zrozumieć, proponowałam terapie dla par, ale on tego nie chciał. Proponował mi związek na odległość w celu jak to nazwał "ponownego zdobycia zaufania". Nie dałam rady. Kolejne pół roku w takim oczekiwaniu na jego przyjazd, telefon, sms wykończyło mnie psychicznie do tego stopnia że nie mogę się podnieść rano z łóżka, zająć dzieckiem, pracować. Nie jestem w stanie zebrać myśli, mam problemy ze zdrowiem i moja głowa generuje myśli samobójcze. Wieczory są koszmarem. Boje się zostawać sama w domu. W pewnym momencie nazwałam go potworem na forum internetowym na co on zobaczywszy ten wpis wyszedł z mojego domu i już się nie odezwał. Ja zdaję sobie sprawę że problemy które wynikły w naszym związku mogą być w głównej mierze moją winą, Wydaje mi się że od mniej więcej 18 roku życia cierpię na nawracające stany depresyjne, wtedy właśnie miałam próbę samobójczą ale po krótkotrwałej terapii nie leczyłam się aż do tej pory. Mam 30 lat i zaczynam się obawiać o kolejne lata bo w tej chwili nie widzę w życiu nic dobrego pomimo tego iż powinnam mieć siłę by wychować moje dziecko. Raz czuję się na siłach by wyjść na spacer drugiego dnia nie mam siły by wstać z łóżka. Noce są koszmarem śpie tylko po Stilnoxsie bez niego budzę się co 15 min zalana potem. Nie wiem co dalej robić. Jutro mam wizytę u psychiatry ale byłam u niego już jakieś pół roku temu i nic mi nie pomogły leki które wtedy brałam a był to Cilon. Szukam pomocy już na różne sposoby. Boje się kolejnego dnia. Najgorszy jest fakt że wciąż mam nadzieję na zrozumienie ze strony mojego byłego partnera mojego stanu i łudzę się że zrozumie i wybaczy. Ja zrobiłabym wszystko by utrzymać nasz związek. Czuję się winna wszystkiemu co się stało. Mam wrażenie że po raz kolejny zniszczyłam szansę na dobre życie dla mojego synka. W chwilach kiedy źle się czułam i nie dostawałam wsparcia od mojego partnera chciałam od niego uciekać i szukałam sposobów na wyżalenie się u innych. Niejednokrotnie mówiłam o tym że go nienawidzę, że mnie krzywdzi, nie szanuje, ale potem wiedziałam że jeden jego dobry gest byłby dla mnie bodźcem do kolejnego miesiąca życia. On jednak stwierdził że mówiąc tak o nim zniszczyłam w nim zaufanie do mnie ale jednocześnie na moje błagania o pomoc znowu uciekał i nie dawał poczucia bezpieczeństwa. Tak jak by chciał mnie ukarać za moją słabość jednocześnie podważając słowami moje umiejętności zajmowania się dzieckiem, rodziną. Zastanawiam się co jeszcze mogłam zrobić żeby uratować ten związek bo chyba tylko jeden bóg wie jak bardzo się starałam. A teraz już nie mam sił nawet żyć.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
15 sty 2008, 17:38
Lokalizacja
Gdynia

przez celineczka3 15 sty 2008, 21:13
Jeśli chcesz wyjść z tego stanu to proponuje na początek przestac się obwiniać o cos na co w ogóle nie miałaś żadnego wpływu.Widac że jesteś perfekcjonistka ale wytykanie teraz swoich uchybień nic nie da poza wpędzeniem się w jeszcze gorszą depresje.Zastanów się czy w życiu zawsze Ty za wszystko musisz przepraszać??Nie od dziś przeciez wiadomo że jeśli cos psuje się w związku to zazwyczaj obie strony są winne a nie jedna.Z tego co piszesz to ten mężczyzna nie zapokajał Twoich potrzeb emocjonalnych.Jest to bardzo frustrujące uczucie i nie
dziwie Ci się że tak zareagowałaś.Poza tym na Twoj obecny stan na pewno składa się jeszcze dużo różnych czynników ale od analizy takich problemów są psychoterapeuci.Polecam więc wybrać się do jakiegoś dobrego i poleconego i porozmawiac:)
celineczka3
Offline

przez anaki 16 sty 2008, 10:14
Dziękuję za te słowa. Czytałam je z nadzieją w serce że to może faktycznie nie do końca moja wina. Jednak wiem że jutro znowu przyjdzie kolejny gorszy dzień i znowu moje myśli zwrócą sie w kierunku mojej nieudolności życiowej. Czekam z nadzieją na dzisiejszą wizytę u lekarza. Mam nadzieję na dobry sen bo noce mnie wykańczają. Dawniej radziłam sobie z problemami snem, zasypiałam i uciekałam od rzeczywistości budząc się tylko na chwilę. Teraz nawet tego nie jestem w stanie zrobić. Noce są niekończącym się koszmarem. Budząc się rano czuję lęk przed kolejnym wieczorem. Tak bardzo bym chciała żeby ktoś mi pomógł bo sama nie daję rady. Moim marzeniem jest nagła zmiana w moim byłym partnerze, zrozumienie z jego strony, przytulenie mnie i chęć pomocy, to by dało mi siłę by żyć, ale takie rzeczy dzieją się tylko w bajce. Niejednokrotnie słyszałam od niego że mam przestać bujać w obłokach i zejść na ziemię, chciałabym być normalna, stać twardo na ziemi...wtedy wszystko stałoby się proste.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
15 sty 2008, 17:38
Lokalizacja
Gdynia

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez celineczka3 16 sty 2008, 16:39
anaki napisał(a):Moim marzeniem jest nagła zmiana w moim byłym partnerze, zrozumienie z jego strony, przytulenie mnie i chęć pomocy, to by dało mi siłę by żyć,

Wiesz miłośc jest piękna...ale zeby w pełni z niej czerpać nie wolno uzależniac swojego szcześcia od zachowania tej drugiej strony.Takie jest moje zdanie,ale mysle ze słuszne.Chce przez to powiedziec że jeśli chcesz prawdziwie kochac musisz najpierw nauczyć się kochania samej siebie. Jezus kiedy był na ziemii powiedział:Miłuj bliźniego swego JAK SIEBIE SAMEGO. To świadczy o tym ze niemozliwa jest prawdziwa miłośc do kogoś jeśli nie szanujemy i nie obdarzamy stosownym uczuciem własnej osoby.Moze potraktuj tą przykra sytuacje do tego aby zwyczajnie polubic siebie i zwiekszyc poczucie wlasnej wartości....:):)Powodzenia
celineczka3
Offline

przez anaki 16 sty 2008, 17:30
Być może tak jest, być może kluczem do mojej głowy jest odbudowanie poczucia własnej wartości. Ale jak zacząć wierzyć w siebie jeśli wciaż słyszy się że wszystko co się złego w moim życiu dzieje jest tylko i wyłącznie moją winą, jeśli najbliższa deklarująca swoją miłość osoba twierdzi że jestem zła, że jestem zachłanna, że każdy mój krok jest pomyłką, że każda sugestia wyjścia z naszych problemów jest śmieszna i nierealna, skąd mam mieć pewność że to faktycznie nie tkwi we mnie, ta niszczycielska siła która powoduje że wszyscy wokół mnie są nieszcześliwi. Czy nie byłoby prościej poprostu zniknąć? Czasem w mojej głowie układa się plan ucieczki, wyjadę, zniknę, zacznę wszystko od nowa, bez patrzenia w przeszłość, ale wiem że sobie nie poradzę, nie będę miała siły... czy macie czasem wizję przyszłości? Ja miewam takie przeczucia, wiem kiedy zaczyna się dziać źle, wiem że zaraz wypowiem słowo które jak lawina zniszczy moje życie ale nie potrafię tego zatrzymać, potem faktycznie wszystko się wali a ja budzę się za parę miesięcy w innym miejscu mając nadzieję że wszystko wyśniłam, że odwrócę się i zobaczę mojego ukochanego śpiącego spokojnym snem obok mnie...nie daję rady iść do przodu...tak bardzo go kocham...
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
15 sty 2008, 17:38
Lokalizacja
Gdynia

przez celineczka3 16 sty 2008, 21:37
anaki napisał(a):Ale jak zacząć wierzyć w siebie jeśli wciaż słyszy się że wszystko co się złego w moim życiu dzieje jest tylko i wyłącznie moją winą, jeśli najbliższa deklarująca swoją miłość osoba twierdzi że jestem zła, że jestem zachłanna, że każdy mój krok jest pomyłką, że każda sugestia wyjścia z naszych problemów jest śmieszna i nierealna, skąd mam mieć pewność że to faktycznie nie tkwi we mnie, ta niszczycielska siła która powoduje że wszyscy wokół mnie są nieszcześliwi.

Sama musisz przemyśleć czy to co mówią o Tobie inni jest prawdą czy też nie.Ale jedno mogę Ci powiedziec na pewno:najczęściej to w jaki sposób odnoszą się do nas inni ludzie jest odzwierciedleniem ICH problemów ze soba.Niestety wiele osób zdecydowanie za późno zdaje sobie z tego sprawe.Najczęściej wtedy kiedy skutecznie dali juz sobie wmówić że są kompletnym dnem i juz nie ma dla nich żadnej szansy.Oczywiście zrozumienie tego wymaga pogłębionej pracy ze soba ale myśle że warto to zrobić w imię własnego szczęścia.
celineczka3
Offline

przez kataśka 17 sty 2008, 11:50
Uważam, że jesteś bardzo silną kobietą. Miałaś odwagę odejść od jednego życiowego partnera, mając małe dziecko. To bardzo dużo!!!!!!! I podziwiam Cię za to. Nie tkwiłaś w bezsensownym związku.
Jednak związek z drugą osobą znowu zniszczył Ciebie. Z tego co piszesz facet poprostu nie dorósł do bycia TWOIM mężczyzną. Związek opiera się na dawaniu i braniu przez cały czas. Na dobre i na złe. Ty cały czas dawałaś, starałaś się a facet z początku dawał, brał a potem przestał. Uważam, że jest niedojrzałym emocjonalnie dupkiem. ( przepraszam, że tak ostro, ale takie tłumaczenie, że odejść na jakiś czas, aby zaufać to dla mnie krętactwo i nieodpowiedzialność. )
Usiądź i pomyśl, jak będzie wyglądało Wasze, życie jakby się zmienił, tak jak marzysz? Czy nie będzie to ciągła obawa, ze znowu coś mu strzeli do głowy, że kiedy Go będziesz potrzebowała On zostawi Cię tłumacząc brakiem zaufania??? To Ty nie powinnaś mu ufać!!!
Postaraj się poukładać sobie to wszystko, czy TO ma sens.
Wiesz co dla mnie jest sensem w Twoim przypadku?
To TO, ze masz dziecko ( i na pewno zdrowe, nie ma nic gorszego od chorego, a wiem coś o tym) i dziękuj za to komu trzeba. Masz pracę, masz rodziców, masz gdzie mieszkać.
Masz bardzo dużo i masz dla kogo żyć!!!
Musisz tylko poukładać sobie pewne sprawy. Zaleźć wartości w życiu dla których warto co kolwiek. Choćby wstać rano z łóżka. Uśmiechnąć się do dziecka, podnieść głowę do góry i iść do przodu.
A tym co o Tobie gadają inni, nie przejmuj się, bo nie warto.
Uwierz!!!
Ja też całe życie słyszałam, że jestem do niczego, nic nie potrafię, co dotknę to zepsuję i żyłam w tej śwaidomości niskiego mniemania o sobie bardzo długo, wiele tracąc...aż za dużo. W pewnym momecie uświadomiłam sobie, ze inni poprostu zazdrościli mi tego co ja mam, co umię, co robię, tyle, że na niektóre sprawy było za późno. Ale teraz staram się nie słuchać innych. Mam to głęboko w d...
Ważne, to co ja myślę i to co ja robię.
Tak samo ważne jest to co TY myślisz, robisz, jak postępujesz.
Nie oglądaj się za siebie, nie rozpamiętuj, bo nie ma sensu.
Ważne co dalej!!!

Życzę pozytywnych myśli i rozwiązań.
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
12 mar 2007, 12:40
Lokalizacja
piękna okolica Poznania

trudne pytanie co dalej?

przez ewelina_80 19 sty 2008, 19:51
witam wszystkich:) moze ktos mi pomoze i doradzi co zrobic.
Czuje ze dzieje sie ze mna cos niedobrego ,mam meza ktory jest niepelnosprawny,kiedys bylismy szczesliwa para do 2001 roku,w tym roku wlasnie zmarl moj tata ,3 miesiace potem chlopak zachoowal na góza mózgu,to byl ciezki okres,ale sie zebralam,choroba nas wzmocnila i dala sile walczyc.4 lata temu 2 operacja i chlopak przestal chodzic.stan byl ciezki bardzo ale sie wykaraskal choc dalej wymaga stalej opieki.zostalam z nim mimo przeciwnsci rodziny,mimo ciezkiej sytuacji dawalismy rade bo wiara czynila cuda,on ani ja nie pogodzilismy sie z tym ze akurat nas to spotkalo.walcze caly czas o lepszy byt.tylko ostatnio stracilam wiare,czuje ze sie wypalam powoli ze nie mam o co walczyc.kocham go bardzo.nie potrafie go zostawic choc tesknie za normalnym zyciem,sni mi sie zdrowy maz po nocach budze sie wtedy rozdrazniona i z placzem,nie chce aby widzial moich łez bo mowi wtedy ze jestem nieszczesliwa.czasami sami nie potrafimy sie dogadac.choc stara sie mnie wspierac bo widzi jaka jestem rozdrazniona ze placze zle sypian nie jem,mniej dbam o dom i siebie bo wole lezec w łozku,kazdy mowi mi ze jestem silna ze podjelam sie takiego wyzwania,tez tak myslalam ale to chyba ponad moje sily.myslalam o samobójstwie,probowalam jesc tabletki.nie wiem co mam robic co myslec?.bede wdzieczna za pomoc :(
Nie masz wystarczających uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
19 sty 2008, 19:13

Avatar użytkownika
przez Gods Top 10 19 sty 2008, 21:20
Witaj Ewelino :D

Niepełnosprawność Twojego męża, która tak bardzo Was dotyka, nie musi rzucać wielkiego cienia na Wasze życie.
Wiem, to może zabrzmi może nawet absurdalnie, ale dla własnej kondycji psychicznej starajcie się żyć dalej swoimi pasjami, zainteresowaniami, marzeniami. Spalanie się w tym, może dać Wam siłę, do nauczenia się dalszego życia we dwoje w nowych okolicznościach. Niepełnosprawność męża z czasem może się stać co najwyżej niedogodnością, ale nie przeszkodą :!:
Z kolei zamknięcie się w domu i ciągłe zamartwianie się, nie godzenie się z tym, co się stało, może mieć coraz bardziej negatywne skutki dla Was obojga.
Dlatego moja rada jest taka, by pogodzić się z tym i żyć w nowych warunkach. Naprawdę da się, tylko początki bywają trudne, a później to "już z górki". ;)
"Każdy głupiec umie rozbić szybę, ale tylko niewielu potrafi ją wstawić."
W. Wharton "Stado"
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3084
Dołączył(a)
01 paź 2006, 16:49

Avatar użytkownika
przez Jovita 20 sty 2008, 12:30
witaj na forum ewelino ;)

Posluchaj, tyle przeszliscie razem , kochacie sie (??) , wiec czemu te okropne mysli cie dopadly?
zobacz ile twoj maz przeszedl , spojrz na niego zostawilabys go samego na tym swiecie?przeciez tyle sie nacierpial i tyle prezszedl , a dla kogo walczyl? dla ciebie i dla siebie = dla was.
Dlaczego nie mozesz skupic sie na tych dobrych chwilach a nie caly czas sie dolujesz?! to trudne wiem ale naucz sie tego zrob to dla twojego schorowanego meza i oczywiscie dla siebie.
pomysl jakby on sie czul gdybys go zostawila... nie dosc ze zycie go obciazylo choroba to jeszce wiesz o co chodzi.
A nie mozesz zaczac myslec o przyszlosci, wy we dwoje razem szczesliwi po tej trudnej walce.
Natomiast zacznij dbac o siebie pokarz mu ze ma silna zone ktora nadaje sens jego zyciu , jesli nie dajesz sobie rady z emocjami to moze skorzystaj z porady psychologa , bo warto i lepiej wczesniej niz bedzie za pozno bo szkoda zebys siebie niszczyla.
Nie znam waszej sytuacji nie wiem jak jest z ta choroba ale przeciez dolowaniem sie nic nie wskurasz prawda? sama zobacz czy to wam pomoze? nie jedynie zaszkodzi, a zycie jest tylko jedno i kazd przejdzie swoja czesc rozanca!
A gdy nastaną deszczowe dni , nauczę się przechodzić między kroplami
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
1577
Dołączył(a)
22 lip 2007, 20:57
Lokalizacja
Radom

:(

przez ewelina_80 20 sty 2008, 14:23
dziekuje Wam za przeczytanie i odpowiedz.moze macie racje.dziekuje
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
19 sty 2008, 19:13

:)

przez ewelina_80 21 sty 2008, 14:46
masz rację że to wyzwanie,tym bardziej że mamy tylko siebie.moja mama nie akceptuje naszego związku.miała inne wyobrażenia o moim przyszłym mężu,
mąż też może liczyć na braci bo jego mama nie żyje.ojczym właśnie sprzedaje dom rodzinny,co go dobiło.będę próbowała walczyć.
nie potrafimy zrozumieć jednego,że staramy się być dobrymi ludźmi szanujemy innych i nam tak cięzko,a są tacy ludzie jak ojczym męza który rozbił już 3 rodziny wział sie za 4 i żyje sobie jest zdrowy i dokucza ludziom,a my tacy młdzi całe najlepsze nasze lata nam zabrała choroba i ciągle mamy pod górke....:(
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
19 sty 2008, 19:13

Jak obronic sie prze zalamaniem lub depresja?

przez szept 29 sty 2008, 20:26
Witam, pierwszy raz korzystam z tego forum, ale nie wiem jak sobie poradzic ze swoimi problemami. Trafil mi sie klasyczny mezaljans, moja dziewczyna powiedziala, ze nie chce sie juz ze mna spotykac. Wogule zebysmy zerwali ze soba kontakt. Bylo mi z nia dobrze, ten zwiazek kosztowal mnie duzo wyrzeczen, a okazalo sie ze ona caly czas miala innego faceta. Co gorsza mowila mi, ze mnie kocha i jest ze mna szczesliwa. Tydzien temu wyjechalem za granice i dopiero dzisiaj mi o tym powiedziala. Nie chce szukac pomyslow na to, zebysmy sie znowu zeszli ze soba, ale za duzo o niej mysle. Co powinienem w takiej sytuacji zrobic? Boje sie, ze moge sie z tego powodu zalamac. Wiem, ze w pracy trudno bedzie mi sie skupic, a mam teraz duzo rzeczy do opanowania wiec wzialem sobie wolne, ale co teraz robic w wolnym czasie? Prosze podajcie mi jakies pomysly.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
29 sty 2008, 01:50

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Motocyklista i 12 gości

Przeskocz do