Depresja a związki/miłość/rozstanie

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Avatar użytkownika
przez laven 03 sty 2008, 13:28
Ach.. Dzięki za odpowiedzi. Rzeczywiście to prawda, że ten układ nie ma żadnej przyszłości. To wszystko jest bez sensu. A poza tym nie wiem, czy przypadkiem samo się już nie rozwiązało. Nadal się nie odzywa. Zdaje się, że muszę się podnieść i trwać dalej. Ale na razie tak mi cięzko. Cały czas przypominają mi się miło spędzone chwile. Nie mogę o niczym innym myśleć. On mnie prześladuje we własnych myślach. Ciężko mi się z tym uporać. Cały czas te wspomnienia i wspomnienia. Ale uświadamiam siebie także, że to nie miało sensu i dobrze, że się kończy. Ale tak ciężko mi. I dziwnie. Że był i nagle zniknął. Wokół siebie widzę coś co mi go przypomina. Zbyt głęboko się we mnie zakorzenił, bym mogła tak spokojnie zapomnieć. Jak się z tym uporać? Tak trudno wyrzucić z pamięci kogoś, kto był najważniejszy i najbliższy. Dodatkową trudnością jest to, że był pierwszą osobą do której tak się zbliżyłam i przywiązałam. Boję się czy jeszcze kiedyś będę umiała przyzwyczaić się do kogoś odpowiedniego. Czy będzie tak samo. Czy uda mi się odrzucić niego. Nie wiem co dalej..
groza - wielkie dzięki za wspaniałą wypowiedź. Masz sporo racji. Postaram się wykorzystać Twoje rady i zobaczymy co z tego wyjdzie. Mam nadzieję, że wszystko się ułoży. Muszę wziąć się w garść i być twardą. Jeszcze raz bardzo dziękuję za tak długą wypowiedź.
Ostatnio edytowano 03 sty 2008, 13:38 przez laven, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
Offline
Posty
219
Dołączył(a)
05 maja 2007, 23:18

przez Pstryk 03 sty 2008, 13:35
Nigdy nie będzie tak samo. Miłość nie polega na umiejętności przyzwyczajenia się do kogoś! Masz już doświadczenie w tych sprawach - korzystaj z niego. Wspomnienia obecnie Cię zniechęcają bo nie potrafisz dostrzec pozytywów obecnej sytuacji. Daj sobie czas.
Pstryk
Offline

Avatar użytkownika
przez groza 03 sty 2008, 13:39
laven, przeczytaj mój powyższy post, haha. Acha: nie czekaj, aż on z łaski swej się odezwie. Ty się do niego pierwsza odezwij, bo tak to sobie będziesz czekać i czekać. On się odezwie prędzej czy później, tudzież spotkasz go przypadkiem - ale nie myśl, że on strzelił focha. Tak nie jest. On ma problemy ze sobą.

To, że mu na niczym nie zależy, to objaw depresji jest. I to dużej. Raczej tego nie zmienisz. On sam sobie może tylko pomóc, ty mu możesz jakieś dwa zdania napomknąć, że "to, że ci nie zależy na niczym, to jest bardzo duża depresja; wcale tak nie jest, że nic już cię nie czeka". Ale nie ciągnij tego tematu, psychoanalizy mu nie rób, bo i tak guzik wskórasz. On sam musi do tego dojść, że coś z tym trzeba zobić. Możesz mu okazywać, że nie jest sam: ale nie płacz nad nim i się nie rozczulaj, bo odniesiesz skutek odwrotny od tego jaki chcesz.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
113
Dołączył(a)
30 lis 2007, 21:07

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez laven 03 sty 2008, 13:40
Masz rację bethi. Tylko właśnie obawiam się, że z nikim nie uda mi się już tak dobrze dogadywać. Ale to tylko moje przeczucia, które tak naprawdę nie mają żadnego poparcia w rzeczywistości. I racją, że powinnam dać sobie czas. Bo to wszystko jest jeszcze bardzo świeże.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
219
Dołączył(a)
05 maja 2007, 23:18

przez Pstryk 03 sty 2008, 13:43
Bzdura :D Popatrz, jak świetnie się z ludźmi na forum dogadujesz ;) Teraz widzisz wszystko w czarnych barwach, ale kolory wrócą.
Pstryk
Offline

Avatar użytkownika
przez laven 03 sty 2008, 13:57
Wielkie dzięki wam. Już wczoraj próbowałam się do niego odezwać, ale nie dawał żadnych znaków. Może jutro spróbuję coś zagadać, spróbować. A to, że jest w dużej depresji to prawda. Bo tak się zachowuje. Ale uważa, że nic mu nie jest. Nie chce żadnej pomocy. Raz był u psychologa, ale stwierdził ze to nie ma sensu. Obawiam się, że nic mu nie może pomóc. Toteż chciałam chociaż dać mu troszkę ciepła, miłych chwil. Jak się smucił to go jakoś pocieszałam, starałam się być przy nim. Chciałam by wiedział, że może na mnie liczyc. Ale generalnie widzę, że powinnam na powrót stać się chłodniejsza. Może i jest to możliwe. Bo niegdyś taka byłam. To przy nim zaczęłam być taka wrażliwa. Więc jeśli się już do niego odezwę, to nie powinnam się nad tym wszystkim rozczulać, pokazać, że potrafię być silna? Ma się przekonać, że umiem sobie sama radzić? A co jeśli wtedy będzie już naprawdę koniec? Może rzeczywiście nie powinnam się nim przejmować. A tak przy okazji, to on zazwyczaj pierwszy po kłótni się odzywał. Więc jeszcze nie tak źle. Ale tym razem spróbuję jeszcze raz zagadać. Może jutro, może pojutrze. Nie oczekuję by coś z tego wyszło. Ale zawsze dobrze jest mieć przyjaciela. Zobaczymy..
Avatar użytkownika
Offline
Posty
219
Dołączył(a)
05 maja 2007, 23:18

przez Pstryk 03 sty 2008, 14:38
anand22, to inna kwestia, jeśli to obca osoba. Sama często mam ochotę wytargać niejedną lafyryndę za włosy :lol: Ale czy to nie jest przypadkiem poniżej Naszej godności?
Pstryk
Offline

Avatar użytkownika
przez groza 03 sty 2008, 14:47
laven, akurat problem "odezwać się, czy nie" tudzież "czy on się odezwie w końcu, czy nie" - to nie jest główny problem. Mówię ci: on nie strzelił focha. Tylko ci się tak wydaje. Ale ty jesteś kobietą, a on jest facetem. A faceci (w przeciwieństwie do kobiet!!) fochów nie strzelają. Jeszcze raz powtarzam: faceci fochów nawet nie umieją strzelać :smile: On się na ciebie śmiertelnie NIE obraził.

Po prostu tylko go swoim zachowaniem zaskoczyłaś - i to tyle. On nie ma problemu "kobieta mnie bije!". Naprawdę :D Facetom nawet przez myśl takie coś nie przejdzie. Ty więc się nie martw. On jest zaskoczony twoim zachowaniem, a nie obrażony. Coś czuję, że muszę ci to powtórzyć: on-nie-jest-obrażony-na-ciebie!! NIE JEST. On jest ZASKOCZONY. Wybacz, że ci to tak tłumaczę, ale musisz sobie uświadomić ten fakt - bo tak to się będziesz bać i bać próby odezwania się od niego. Nie zwlekaj z tym odezwaniem, nie rób z tego problemu, bo tu nie ma problemu. On się nie obraził. Zresztą głowę dam, że tej sytuacji on nie rozpamiętuje. Tylko kobiety rozpamiętują, faceci tego nie robią.

Po tym przydługim wstępie powiem ci to: czy się powinnaś zrobić chłodniejsza?

Odpowiedź brzmi: ani chłodniejsza, ani cieplejsza. Żadna. Masz być sobą. A co to oznacza? Hje, to jest pytanie. Masz sie zachowywać, jak chcesz. Nie rób planów pt "dziś będę troszku zimna, to będzie to jak kubeł zimnej wody na niego; jutro bede miła, to się zaskoczy; pojutrze sie nie odezwę - i tak dalej w ten deseń.

Nie rób ŻADNYCH planów. Zachowuj się naturalnie. Jesteś smutna? E, tzn nie wypłakuj mu się w kułak na okrągło... ale nie udawaj przynajmniej, jaka to ty dziś jesteś wesoła. Masz dobry humor? To z nim pożartuj. Niech on się przy tobie czuje naturalnie, a nie jak przy aktorce, której nie wiadomo co odstrzeli zaraz. Właśnie za to on cię prawdopodobnie lubi: za to, że jesteś naturalna. Za to, że nie musi przy tobie nikogo udawać. Bo gdyby miał udawać, to zabrakło by mu na to szybko sił i już byś go nie spotkała więcej.

Hmm, właśnie na to się nastawiaj teraz: odbieraj to jako przyjaźń. Dlaczego? Bo on jest za bardzo skupiony na sobie teraz. Nie widzi przed sobą przyszłości, tak jak i ty. Nie ma nadziei, że coś się w jego życiu zmieni na lepsze - tak jak i ty. Widzi przed sobą tylko czarne scenariusze - dokładnie jak i ty. Znasz co to depresja - to i łatwo zgadniesz jak on się czuje i o czym może myśleć. Ale od wspólnoty nieszczęść połączonych do związku droga nie jest prosta i na przestrzał. Dlatego też lepiej odbieraj to jako przyjaźń.

On po psychologach łazić nie chce - to proste. Bo facetom pierwsze co się z psychologami i terapiami kojarzy, to wrzucanie pieniędzy w błoto, jakieś psychologiczne gadki to dla nich mowa-trawa wymyślona dla takich, co lubią, żeby ktoś nimi kierował. Zdzierstwo, złodziejstwo a na dodatek robienie z niego wariata. Tak mu się kojarzy psycholog.

Jak mu pomóc? Odpowiesz na to pytanie tylko w jeden sposób: a co pomogłoby tobie? Ale co NAPRAWDĘ by ci pomogło. Na pewno nie pomoże ci taki związek, który 'leczy smutki; fajnie z nim jest, bo przynajmniej samotna nie jestem; gdyby nie on, to sama nie dam se rady'. To ci nie pomaga - co sama zresztą dobrze wiesz. To jest jak gasić pożar benzyną. Jesteś uzależniona od jego humorów. Jak jest w złym - to przyszłości przed sobą nie widzisz. Jak jest w dobrym - to cała jesteś w skowronkach.

Jak widzisz, mądre to to nie jest. Nigdy się tak nie wyleczysz. Za to skutecznie podtrzymujesz swój zły stan. Ale skoro innej drogi na razie nie widzisz - to się tego trzymaj, jak już musisz. Nie rób z tego wielkiego halo, jak to sobie szkodzisz. Nie rozpaczaj, nie załamuj się, że tylko on na razie jest ci w stanie pomóc. Trudno, tak już jest. Trzymaj się tego, a zarazem szukaj innej też drogi. Bo naprawdę nikt ci nie karze tej znajomości zrywać. Nikt ci nie powie: "w piątek, osiemnastego grudnia 2009 masz zerwać z nim kontakt". Tak więc przyjmij do wiadomości fakt: masz cos co ci pomaga i tego łatwo nie stracisz. To ci da siłę do szukania innej również drogi. Bo jeśli to ma być jedyna drogfa dla ciebie i rozwiązanie, że z nim będziesz - to się staczasz po równi pochyłej. Ale jeśli powiesz sobie "dzięki Bogu, że to mam, dzięki temu mam siłę do szukania jeszcze czegos innego" - to będzie OK.

Jesli zaś będziesz miała jakieś niezrozumiałe wyrzuty sumienia, że go wykorzystujesz w jakikolwiek sposób: to skończ z tymi rzewnymi śpiewkami. On też dzięki tobie coś ma. To nie jest tak, że ty go wykorzystujesz do czegokolwiek. Po prostu on daje ci siłę. Mówiąc w skrócie: NIE wykorzystujesz go. Wtedy to i on by cię wykorzystywał. Nikt z was nie wykorzystuje drugiej osoby, tylko chwyta się nadziei. To nie jest nic złego. Jeśli spojrzysz na to z takiej perspektywy: to będziesz szukać dla siebie jeszcze czegoś. Albo tam psychologa, albo tai-chi, albo medytacji, czy tam innych wyjść. Co ci do głowy wpadnie. Dziękuj Bogu, że masz skąd czerpać siłę - i nie marnuj tej okazji, bo masz wyrzuty sumienia jakieś z sufitu. Nikomu twoje wyrzuty sumienia nic nie przyniosą. Sama sobie tylko zaszkodzisz.

On czerpie z tego też korzyści, że cię zna - tak wiec macie szczęście, że możecie sobie w tym momencie życia pomagać. Niestety nie oznacza to, że ze sobą będziecie. Raczej tak nie będzie, bo musielibyście sie sami ze sobą uporać (ty ze swoimi problemami, a on ze swoimi), a to łatwe ani szybkie nie będzie. Porzuć więc 'na zaś' nadzieje na związek, za to zacznij się cieszyć, że na niego miałaś okazję trafić: ty pomagasz jemu, on tobie (a oboje nie robicie tego swoimi czynami, tylko pośrednio, samą swoją obecnością). Nie marz o tym, jaki to wspaniały związek będzie między wami. Na razie nic nie wskazuje na to, by coś z tego było. Naprawdę. Ale możesz się skupić na czym innym: że dobrze przynajmniej, że na siebie trafiliście. Jeśli się to skończy za parę lat, czy miesięcy - to trudno. Ale miałaś szczęście na niego trafić, a on na ciebie. No i jak ci się podoba taka perspektywa? W takim świetle już nic się nie wydaje takie złe, jak miałaś wrażenie. Jeszcze raz powtarzam: nie dąż do związku. Musisz sobie uświadomić, że w takim stanie, jaki jest teraz, to nawet jakby się z tobą związał, zaręczy ł, wziął ślub, czy cholera wie co jeszcze - szczęśliwa nie będziesz. Z tego prostego powodu: że masz złe zdanie o sobie. Również i on ma tak samo złe zdanie o sobie jak i ty. Teraz związek tworzyć to by była katastrofa - i dla ciebie i dla niego. Tylko byście siebie pogrążali. Ale za to, jeśli spojrzysz na to jak na przyjaźń, to już inna sprawa. Wtedy co innego: wtedy sobie pomagacie. Naprawdę musisz sobie to uświadomić. Związek z nim, a przyjaźń to dwie odległe historie. Uświadom sobie różnice między tym a tym. I kiedy zrozumiesz, że masz szczęście, że go znasz, a nie, że los cię tym pokarał - to będzie dobrze. Bylebyś nie marzyła o związku z nim - to jedyny warunek.
Ostatnio edytowano 03 sty 2008, 14:58 przez groza, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
Offline
Posty
113
Dołączył(a)
30 lis 2007, 21:07

Avatar użytkownika
przez laven 03 sty 2008, 14:49
Ach. Mi się za to nie dostało. Ale mam inne wieści z lini frontu. Otóż odezwał się. Sam z siebie. Nie zerwał. Trochę próbował mnie wpienić. Wypytywał czy chcę z nim zerwać. I w ogóle jakieś takie aluzje. Zachowałam spokój. Nie dałam się zdenerwować, ani nic w tym stylu. Ale też się nie płaszczyłam i nie użalałam. Chyba poszło ok. Co będzie dalej zobaczymy. Ale wielkie dzięki za pomoc.
groza - dzięki jeszcze raz za takie zaangażowanie. Postaram się posłuchać Twoich rad, bo mówisz do rzeczy. Rzeczywiście związek z tego nijaki. Tylko to tak trudno sobie powiedzieć "myśl o nim jak o przyjacielu". Naprawdę ciężko. Nie wiem jak się do tego przekonać. Wszystko zdaje mi się być strasznie skomplikowane i zakręcone.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
219
Dołączył(a)
05 maja 2007, 23:18

Avatar użytkownika
przez groza 03 sty 2008, 15:23
laven, myślenie o nim, jak o przyjacielu nie oznacza, że 'a tam z nim, kiedyś i tak to się skończy, do widzenia panu'. To oznacza jedno: masz szczęście że go poznałaś. A na dodatek: on ma szczęście, że trafił na ciebie.

Pierwsze stwierdzenie jeszcze jakoś rozumiesz zapewne. Myślisz se "no fakt, mam szczęście, dobrze prawisz". Natomiast zdanie "ON ma szczęście, że trafił na ciebie" - pewnie troszku dla ciebie na razie niezrozumiale i dziwnie brzmi.

Wytłumaczę ci więc, o co mi chodzi. Jeśli dotrze do ciebie to zdanie, to coś przepięknego się zdarzy. Otóż: on ma cholernego doła. Zonk: odezwał się do ciebie. Co to oznacza? Tak, chce podtrzymać kontakt. Powiem ci jedno, a ty się tym zdaniem zadziwiaj: on tak samo boi się ciebie stracić, jak ty jego. Powtarzam i achtung: to NIE oznacza, że on cię musi kochać czy cuś.

Spójrz teraz na niego przez perspektywę siebie: dzięki niemu nie czujesz się sama. Dzięki niemu nie musisz samotnie zmierzać się z sobą. A teraz przeczytaj to zdanie, dodając tylko 'on'. Otóż: on też dzięki tobie nie czuje się sam, i samotnie nie musi walczyć ze swoimi problemami. Co ty na to? A ja ci mówię, że tak jest.

Ale jeszcze raz: nie popełniaj błędu i nie rób se planów na związek. Odczytaj to jak następuje: macie szczęście - i to oboje - że na siebie trafiliście. Masz szczęście, że okoliczności życiowe tak się złożyły i go poznałaś. To jest że tak powiem dar od losu, a nie kara. Przypadek sprawił, że nie musisz się bez końca tułać po psychologach bez nadziei na przyszłość, za to mając w perspektywie łykanie proszków. Trafiłaś na niego: dzięki temu masz dodatkową siłę, by latać po psychologach i proszki brać. Bo z psychologów przypadkiem nie rezygnuj. Musisz sobie ze sobą wreszcie poradzić. To cię nie ominie i z tego pochopnie nie rezygnuj. Psychologów itepe i tak musisz odwiedzić.

Ale masz przy sobie kogoś i nie musisz radzić sobie sama. I vice versa: on dzięki tobie też się tak samotnie w swoich problemach nie czuje. Masz w nim przyjaciela, a on w tobie. Możecie na sobie polegać. Ani on nie musi niszczyć ciebie, ani ty jego. Masz po prostu szczęście, a i on też, bo nie jesteście sami. Czy to nie jest piękna sprawa? Ja na twoim miejscu, a i na jego miejscu bym się cieszyła. Ale jeśli zafiksujesz sie na związek, jeśli powiesz se 'muszę go mieć na wieki wieków amen' - to tym gorzej dla ciebie. Masz go i tak, że tak powiem. Potarzaj sobie w myślach: "dzięki, że jesteś. Kiedyś nasze drogi być może sie rozejdą (wiem, wiem, teraz to dla ciebie oznacza katastrofę :smile: ), ale mieliśmy szczęście na siebie trafić". Jeśli spojrzysz na to z tej strony: że to dobrze, że go znasz, a on ciebie, to mówię ci, przestaniesz tak rozpaczać. Wtedy też zaczniesz się uczyć bycia sobą, a nie pasywną marionetką. Nie będziesz się bać pokazać jaka jesteś. I nie będziesz wpadać w rozpacz, jak on będzie miał zły humor. Wtedy wreszcie do ciebie dotrze, ze jest jak jest. "Dziś on ma złe samopoczucie, bo tak po prostu bywa". Tak jak i ty masz dni, kiedy masz wszystkiego dość. Przestaniesz się uzależniać od jego humorów, za to sie będziesz cieszyć, że go znasz, a nie przerażać jego reakcjami.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
113
Dołączył(a)
30 lis 2007, 21:07

Avatar użytkownika
przez laven 03 sty 2008, 19:12
Ach... Może coś w tym jest. Powinnam zerwać. Tylko sie oboje z tym wszystkim męczymy. Nie wiem jedynie co powiedzieć. Zrobić tak jak on chce? Czy poczekać jeszcze trochę? Poza tym jeśli już zerwę, to czy powinnam ukrywać to jak mi ciężko, czy raczej dać do zrozumienia, że jednak mi przykro? Nie wiem jak się zachować. Jak przeprowadzić całę to zdarzenie. Nie wiem czy mogę mu się pozwierzać. Poza tym on ma cały czas mi za złe to co zrobiłam. Wiem, że prędzej czy później to się skończy. Więc może lepiej rzeczywiście załatwić sprawę wcześniej? Czuję się nieco zagubiona.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
219
Dołączył(a)
05 maja 2007, 23:18

depresja moja i mojego chlopaka

Avatar użytkownika
przez gosiaczeq 07 sty 2008, 23:30
jestem w depresji i ja ani moj chlopak nie wiemy jak sobie z tym poradzic to nie uzasadniona zazdrosc jestem zazdrosna jak tylko przypomni mi sie jego byla na ktorej mu nawet nie zalezalo poza tym jak byl z nimi to nie wiedzial nawet ze ja zyje i istnieje i czesto przez to rozpoczynam awanture jestem zazdrosna o aktorki i piosenkarki ktore mu sie podobaja albo o jakies z reklam kluce sie nawet o to jak sie na ulicy spojrzy na jakos zgrabna blondynke ktore mi sie wydaja w jego typie a naprawde wiem ze zalezy mu tylko na mnie...w sumie JJ nigdy mnie nie zawiodl w zaden sposob, to ja go zawiodlam bo pisalam z kolega a potem zeby go nie ranic usunelam i zalowalam tego, bo w sumie pisalam zeby sie odczepil bo kocham innego ale nie powiedzialam o tym chlopakowi ktory dowiedzial sie przez smsa ktorego tamten napisal... a po 2 tygodniach i awanturach czemu to zrobilam a wiem sama jak go to musialo bolec zrobilam to samo nieswiadomie...tamten pisal do mnie o to samo ze mu sie podobam itp a ja odrzucalam te jego zaloty... ale usunelam ponownie smsy zeby moj chlopak tego nie przeczytal zeby nie czul sie zraniony. czulam ze wszystko leglo w gruzach na szczescie mi wybaczyl ale teraz zaglada na moje gadu, sprawdza archiwum, telefon polaczenia odebrane i nieodebrane,smsy i pyta czy ktos pisal dzwonil itd...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
07 sty 2008, 11:37
Lokalizacja
Łódź

przez nitro 08 sty 2008, 00:00
Rozmawiaj ze swoim chłopakiem!! Duzo! To pomaga,ale rozmawiajcie szczerze nawet gdyby to miało zabloec któroms ze stron bo szczera rozmowa to jest czego czesto brakuje! Ile jestes ze swoim chłopakiem?
Offline
Posty
23
Dołączył(a)
06 sty 2008, 00:23

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości

Przeskocz do