Depresja a związki/miłość/rozstanie

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

przez liukin 25 paź 2007, 21:37
bethi napisał(a):Osoby z depresją potrzebują bliskości psychicznej. Absolutnie nie wolno ich wypytywać.


bethi, mnie rózwniez miło poznać, dziękuje za szybką odpowiedź :)

Piszesz że nie moge o nic wypytywac. Pogaraszam tym cała sprawę? nie wiem on wtedy czuje sie winny czy poprostu mu cieżko jeśli ja go "atakuje" pytaniami?


Jan Nowak napisał(a): Mi na przykład głupio było opowiadać o swoich problemach, chociaż dałbym wtedy wiele, żeby mieć kogoś, kto by wysłuchał, zrozumiał.. Chociaż kogoś, kto by po prostu był przy mnie i akceptował wszystko co robię i mówię.. .


Powiedzmy ze ja staram sie i wysłuchać, zrozumiec, być i akceptować.
Ale chyba cieżko wytrzymać skoro druga osoba chce zniechęcić i udowodnić że i tak bedzie ebznadziejnie wiec po co ja sie wogóle staram.

Wielkie dzięki za odpowiedzi, opanowaly troche chaos w mojej głowie;)
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
25 paź 2007, 18:57

przez Pstryk 25 paź 2007, 21:45
liukin napisał(a):Piszesz że nie moge o nic wypytywac. Pogaraszam tym cała sprawę? nie wiem on wtedy czuje sie winny czy poprostu mu cieżko jeśli ja go "atakuje" pytaniami?

Słońce, rzecz w tym, że trudno odpowiedzieć na pytania, ponieważ sam na pewno jest zdezorientowany, nie wie co się dzieje, nie rozumie tego. Niemożność odpowiedzenia osobie, którą się kocha powoduje jeszcze większą złość na siebie samego.
Rzecz w tym, żeby on poczuł, że bez względu na to, czy Ty to rozumiesz czy nie, będziesz przy nim, trwasz, nie opuścisz go. Nie ma zresztą większego dowodu miłości ;) Niestety, to inwestycja długotrwała. Ale wierzę, że dasz radę. Potrzebujesz tak jak On wsparcia. Możesz na mnie liczyć. Jeszcze nie raz będziesz w sytuacji, kiedy będziesz spanikowana bezradnością, patrzeniem na jego udrękę.
Pstryk
Offline

Avatar użytkownika
przez Aniolek_74 25 paź 2007, 22:02
A ja powiem prosto z mostu. Jesli czujesz, że nie dasz rady - zrezygnuj od razu. Vito ( też wszedł tu na forum , bo szukał pomocy dla mnie) też kiedyś chciał mi pomóc, a skończyło się jego obietnicach. W efekcie końcowym po prawie dwóch latach ( w wrześniu, kiedy już byłam w trakcie leczenia i przynosiło to efekty) porzucił mnie i moje dzieci, znalazł inną laske ( już ponoć mial ją od sierpnia) , co spowodowało, ze dzieci strasznie to przeżyły. O sobie nie mówię, bo ja jestem silna, pozbieram się i idę dalej. Teraz żali się, że ma nerwicę... i ma o to do mnie pretensje... :(
Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, a mężczyznę po tym jak kończy... cokolwiek :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
172
Dołączył(a)
24 sty 2006, 10:22
Lokalizacja
Świętochłowice

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Aniolek_74 25 paź 2007, 22:04
U nas też związek nie przetrwał ...
Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, a mężczyznę po tym jak kończy... cokolwiek :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
172
Dołączył(a)
24 sty 2006, 10:22
Lokalizacja
Świętochłowice

przez liukin 25 paź 2007, 22:12
Aniolek_74Hm no tak nie zawsze pomaganie na dobre wychodzi, niesprawiedliwe jest to że czesto własnie odbija sie na dzieciach. Ale jesli chodzi o pomoc czuje że dam rade. Niczego nie byłam bardziej pewna niż własnie tego. To raczej on we mnie nie wierzy i mysli że predzej czy później bede mieć go dość bo po co mi taka "ślamazara" i znalazlabym sobie prawdziwego faceta.

Bethi Nie wiem czy sie bedziesz cieszyc czy nie , ale chyba nie jeden raz napisze do Ciebie z jakimś zapytaniem. Pozdrawiam i dziękuje:)
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
25 paź 2007, 18:57

Avatar użytkownika
przez Aniolek_74 25 paź 2007, 22:32
Liukin, u mnie i u Vito było podobnie. Ja nie wierzyłam, on był pewien. W dodatku cały czas zapewniał, że co by się nie stało, będzie przy mnie, bo kocha nas, zależy mu na nas i.t.d. Nawet więcej - list napisał, jak to mu nie zależy, a kilka dni później - fruuu i nawiał. Ja trwałam w tym do 26 września, kiedy to orzekł, że juz nas nie kocha i wrócił pod skrzydła mamusi.
Najśmieszniejsze jest to, ze zrobił to akurat kiedy podjęłam leczenie i kiedy leczenie zaczęło przynosić efekty. Nie mówiąc już o tym, że w sierpniu miałam załamanie nerwowe spowodowane toksyczną pracą, z której chciałam zrezygnować, ale... Właśnie, ale Vito, mimo, że wiedział, że w pracy jest źle nie pozwolił mi na to, tłumacząc to tym, że te pieniądze są potrzebne ( 400zł - jeśli by ktoś pytał).
Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, a mężczyznę po tym jak kończy... cokolwiek :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
172
Dołączył(a)
24 sty 2006, 10:22
Lokalizacja
Świętochłowice

przez liukin 25 paź 2007, 22:56
Ale nie mierz wszystkich miarą Vito. Kto wie nie mowie ze jestem supergirl i lece zbawic świat ale poprostu z calego serca chce zeby sie udało. Chce jeszcze dodać że podziwiam Cie za to że pomimo w najtrudnjeszym momencie odszedł to dałas rade. Wiele osób by odpuściło. Brawa dla tej Pani:)
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
25 paź 2007, 18:57

Avatar użytkownika
przez Aniolek_74 25 paź 2007, 23:46
NIe mowię, ze nie chcesz pomóc, ale moze lepiej nie róbcie tego w związku, tylko jako przyjaciele. Musialam dać radę - mam dzieci, pewne zobowiązania wobec nich, odpowiedzialność, poza tym jestem dorosła :) nie mogę się poddać.
Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, a mężczyznę po tym jak kończy... cokolwiek :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
172
Dołączył(a)
24 sty 2006, 10:22
Lokalizacja
Świętochłowice

przez liukin 26 paź 2007, 20:31
Aniołek_74
Tyle że nie możliwe jest akurat wrócenie do poziomu "przyjaciół"... nie da rady...
Dzięki za odp;)
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
25 paź 2007, 18:57

Po rozstaniu z ukochaną...

Avatar użytkownika
przez slitzikin 30 paź 2007, 13:56
Mam do Was prośbę o radę.

Jakieś dwa miesiące temu rozstałem się z dziewczyną, którą bardzo kocham... nadal. Nie rozstaliśmy się źli na siebie, ona uznała, że nie odnajduje się w naszym związku, no ja byłem na nią o jedną rzecz wściekły, ale szybko mi przeszło.

Przez czas od rozstania utrzymujemy kontakt, widujemy się od czasu do czasu. Raz w czasie długiej rozmowy powiedziała, że tęskni za mną i że myśli o tym czasem, żeby się zejść, ale boi się, że jak tym razem się nie uda to nasze stosunki się zupełnie popsują - co mnie wytrąciło z równowagi.

Później powiedziała do mnie kochany przez telefon np. Ostatnio w piątek miałem wyjazd służbowy i wracałem dopiero o 23. Mimo to (mieszkam sam) przyjechała do mnie z plackami, potem słuchaliśmy muzyki i leżeliśmy na łóżku i w pewnym momencie się do mnie przytuliła, całowaliśmy się. Niestety cały weekend była w pracy, a pracuje po 12 godzin, nie spotkaliśmy się. W poniedziałek jednak nie zasugerowała spotkania, w ogóle zachowuje się jakby tego piątku nie było.

Problem polega na tym, że ja codziennie o niej myślę. Naprawdę ją kocham i chciałbym z nią być, więc wymyślam różne preteksty, żeby się z nią zobaczyć i pogadać, a nuż coś, wiecie. Mam z jednej strony już tego dość, z drugiej chciałbym z nią być. Jak widzicie ja nie wiem czy ona mnie kocha, lubi, chce być ale się boi, czy też nie chce w ogóle, ale /cenzura/ wie co... Gdyby nie okazywała żadnych głębszych uczuć wobec mnie już pewnie by mi trochę minęło, ale do cholery tak nie jest. W ogóle co ja robię, roztrząsam swoje prywatne sprawy publicznie, nigdy nie robiłem takich rzeczy jak robię teraz, aż sam mam siebie dosyć.

Czy:
- kontynuować to dalej, przyjaźniąc się z nią (będę dalej w codziennym dole i opętaniu :), na dodatek z nadzieją, że coś z tego będzie jeszcze)
- spytać ją wprost jakie żywi do mnie uczucia (ona bardzo nie lubi o tym mówić, poza tym zmuszanie jej do tej definitywnej odpowiedzi może przekreślić szansę na związek, bo postawiona pod murem powie: nie, jednak nie, ale przynajmniej jasno będę wiedział na czym stoję)
- odsunąć się od niej i starać się unikać kontaktu (tylko taki, jaki jest konieczny - z czasem się uspokoję i zapomnę, ale chyba ją tym trochę zranię)

Nie wiem /cenzura/ naprawdę co mam robić. Nic z tego nie rozumiem. Kobiety są nienormalne :).

Mamy się spotkać dziś wieczorem, ale jeszcze ma dać znać czy ma czas, ma w sumie sporo obowiązków (piszę to obiektywnie, nie usprawiedliwiam jej :) )
Avatar użytkownika
Offline
Posty
258
Dołączył(a)
10 kwi 2007, 00:25
Lokalizacja
Gdańsk

Avatar użytkownika
przez pyzia1 30 paź 2007, 14:05
Moja rada jest taka: chwilowo usuń się na bok i zobacz jak ona na to zareaguje. Jeśli Cię dalej kocha to będzie szukała okazji żeby się z Tobą spotykać. Tak mi sie wydaje. Co do przyjaźni z byłą to pewnie jest ona możliwa ale nie od razu po rozstaniu, trzeba odczekać chociaż parę miesięcy żeby ochłonąć. A więc:albo wóz albo przewóz, ona musi się zdecydować bo inaczej będziesz przez nią cierpiał. Nie wiem czy to dobra rada ale najlepsza jaką mogę Ci dać :smile:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
745
Dołączył(a)
15 paź 2007, 10:28

Avatar użytkownika
przez Jaśkowa 01 lis 2007, 01:56
przenoszę do "Depresja a związki"
Jest taka cierpień granica za którą uśmiech pogodny się zaczyna
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1157
Dołączył(a)
14 mar 2007, 23:13
Lokalizacja
stolyca&ząbki

Avatar użytkownika
przez Jaśkowa 01 lis 2007, 01:58
przenoszę do "Depresja a związki"
Jest taka cierpień granica za którą uśmiech pogodny się zaczyna
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1157
Dołączył(a)
14 mar 2007, 23:13
Lokalizacja
stolyca&ząbki

Avatar użytkownika
przez Jaśkowa 01 lis 2007, 02:01
przenoszę do " Depresja a związki"
Jest taka cierpień granica za którą uśmiech pogodny się zaczyna
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1157
Dołączył(a)
14 mar 2007, 23:13
Lokalizacja
stolyca&ząbki

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do