Depresja a związki/miłość/rozstanie

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

przez niezapominajka 28 lis 2006, 23:50
mysle, ze wiekszosc ludzi Cie tu zrozumie. Ja np. zorientowałam się kilka dni temu dopiero, ze mam depresje, chociaz tak naprawde trwa ona u mnie juz ze 3 miesiace. Wczesniej nie chcialam dopuscic do siebie takiej mysli, zwlaszcza,ze najblizsi maja rozne problemy i czulam sie im potzrebna i wiedzialam, ze musze miec sile. Jednak teraz widze, ze jestem calkiem do dupy. Nikomu nie pomogłam z prostego wzgledu - najpierw trzeba pomoc samemu sobie. Ja tez miewam mysli samobojcze, jestem wokropnym stanie. Ale ponieważ potrzebuję pomocy, mysle ze inni cos Ci napiszą. Ci, którzy już to przezyli lub wiedza, co robic... Ja własnie sie od nich ucze.
Offline
Posty
51
Dołączył(a)
26 lis 2006, 21:03

przez edyta695 29 lis 2006, 11:27
Hej. Przeczytałam, co napisałaś. Znacie się już tak długo, to może poprostu kryzys. Słyszałam, że zdażają sie takie nawet na początku związku małżeńskiego, zwłaszcza po tak długiej znajomości. Nie załamuj się. Myślę, że wszystko się napewno ułoży.
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
14 sie 2006, 11:31

przez smutna Ania 29 lis 2006, 12:12
jestescie ze soba tak dlugo to napewno bedzie jeszcze dluzej wierze w was bedzie oki!! ;)
jestem TAKA A NIEINNA :-(
Offline
Posty
10
Dołączył(a)
28 lis 2006, 13:00
Lokalizacja
zdzieszowice

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez merdigo 29 lis 2006, 12:19
Gosiu! Głowa do góry on nie był Ciebie wart. Też przechodziłam takie rozstanie i stwierdziłam po jakimś czasie że rozpamiętywanie nic nie pomoże, nie piszesz w jaki sposób był nieznośny ale uwierz mi nie wytrzymałabyś tego całe życie... Wiem że teraz Ci trudno uwierzyć w moje słowa ale czas leczy takie rany - sama przez to przechodziłam, też bez mojego pseudoukochanego nie wyobrażałam sobie życia a teraz jestem w szczęśliwa w kolejnym związku. Trzymam za Ciebie kciuki :)
...:::ja w kobietę a kamień zmieni się w chleb,
w gęstą trawę dam krok, wyjdę na suchy brzeg,
kiedy powróci do mnie mój fiolet, mój fiolet, mój fiolet, mój kolor:::...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
08 cze 2006, 11:28
Lokalizacja
Pszczyna

Avatar użytkownika
przez merdigo 29 lis 2006, 12:36
ontop napisał(a):Jestem beznadziejna. Niestety. Wcale mu się nie dziwię, że nawet nie chce mnie dotknąć. Kto by chciał grubą krowę?


Dlaczego tak myślisz? Każdy ma jakieś wady ale jak się kocha tą drugą osobę to nie jest ważne jakiej ona jest tuszy... a może po prostu przejaskrawaisz swój obraz i nie dopuszczając do siebie męża sama stwarzasz takie pozory że to on nie chce (prosze nie uważaj tego za atak na Twoja osobę staram się tylko domyśleć dlaczego tak się czujesz) Uwierz w siebie :) Na pewno mąż kocha Cię taką jaka jesteś - jesteście ze sobą już tak długo - może porozmawiaj z nim o tym co czujesz. Wierzę że wam się ułoży. Pozdrawiam
...:::ja w kobietę a kamień zmieni się w chleb,
w gęstą trawę dam krok, wyjdę na suchy brzeg,
kiedy powróci do mnie mój fiolet, mój fiolet, mój fiolet, mój kolor:::...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
36
Dołączył(a)
08 cze 2006, 11:28
Lokalizacja
Pszczyna

przez edyta695 29 lis 2006, 13:35
Hej. Przeczytałam, co napisałaś. Znacie się już tak długo, to może poprostu kryzys. Słyszałam, że zdażają sie takie nawet na początku związku małżeńskiego, zwłaszcza po tak długiej znajomości. Nie załamuj się. Myślę, że wszystko się napewno ułoży.
Offline
Posty
14
Dołączył(a)
14 sie 2006, 11:31

przez ontop 29 lis 2006, 16:17
Dzięki za wsparcie. Nie wiem, co z tego będzie. Rozmowa? Nie dość,że to jesttakie trudne, to jeszcze zawsze mam wrażenie dejavu. Coś mówię, mój mąż przyznaje mi rację, że coś jest nie tak, staramy się dogadać co zrobić, żeby to poprawić i... nic się nie dzieje. Albo inny wariant... zaprzeczanie. Eh! Niech mnie ktoś przytuli....
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
27 lis 2006, 05:46

Avatar użytkownika
przez maiev 29 lis 2006, 16:45
Może to naprawdę tylko kryzys. Postaraj się spokojnie porozmawiać. To wiele załatwia. Może Twój mąż ma jakieś problemy o których Ci nie mówi. bo nie chce Cię martwić. A Ty się obwiniasz. (Mój właśnie tak robi, dlatego mi to przyszło do głowy. On chodzi zły a ja się dręczę że to przeze mnie) Będzie dobrze. Pozdrawiam!
"I need a new version of me..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1417
Dołączył(a)
19 lis 2006, 17:01
Lokalizacja
to tu to tam....

Avatar użytkownika
przez gusia 29 lis 2006, 18:27
Trzy razy dzis wracałam do Twojego tematu i za każdym razem sie wycofywałam,byc może dlatego że dzis jestem w nienajlepszym nastroju(ale to nieważne).Analizowałam sobie Twój(swój???)problem kilka godzin praktycznie zanim postanowiłam cos napisac.Przepraszam z góry jeśli nie bedzie w tym" składu i ładu",ale dzis naprawde nie jestem w najlepszej formie.
Zacznę może tak:Nie akceptujesz siebie-uwierz,ja podświadomie jeszcze troszke też,ale to już nie to co bylo kiedys(a uwierz mi -też nie należę do osób szczupłych) i kiedyś był to dla mnie wielki dramat,ale nie mozna mówic o sobie i myslec w tych kategoriach.Napewno posiadasz wspaniałe wnętrze,potrafisz kochac,mówisz o tym głosno-to dużo,naprawdę.
Widzę też że TY z kolei czujesz się samotna,niekochana...etc..
Wiesz dlaczego to piszę?Ponieważ mam podobny problem,ale dopiero ostatnio doszłam do tego, dlaczego tak jest(a w zasadzie uswiadomiła mi to psycholog),ale po kolei..
Czy to Twój mąż jest osobą mało wylewną???
Pytam ,ponieważ tak jest u mnie...też "na kazdym kroku" chciałabym okazywania uczuc,i nie tylko je dawac ale również dostawac.
Niestety, wiem że do tego nigdy nie dojdzie ponieważ to już taki charakter ,i teraz wiem że to iż nie wszyscy potrafią okazywac uczucia,nie jest ich winą i nie od każdego możemy tego wymagac.Ja już z tym sie pogodziłam i nie zadręczam sie myslami typu"dlaczego ON mnie nie przutula".Na koniec tego co tutaj napiszę polecę Ci książkę ,która właśnie pozwoliła mi myślec w sposób inny niż dotychczas.
Jesteśmy rówiesniczkami ,tyle tylko że ja jestm po ślubie lat 9,i powiem Ci że dwa lata to naprawdę jest jeszcze okres "docierania się".

maiev napisał(a):Może Twój mąż ma jakieś problemy o których Ci nie mówi.

Tu maiev może miec rację,to samo ja usłyszałam od psychologa i wiesz?Tak naprawdę było.Nie chciał mnie tylko martwic.

ontop napisał(a):Rozmowa? Nie dość,że to jesttakie trudne, to jeszcze zawsze mam wrażenie dejavu

Tak,rozmowa,przede wszystkim,z tego co piszesz wnioskuję że potraficie rozmawiac,a przynajmniej to robicie.To bardzo wiele,to bardzo ważne.
Dla mnie z kolei rozmowa ,czasem pójście na kompromis(bo niestety małżeństwo wymaga ich wielu),jest wszystkim co możemy zrobic by by z soba i czerpac z tego radośc.Tyle tylko że mój mąż nie potrafi rozmawiac ,a jeśli już to napewno nie na takie tematy.Twój jeśli chce to robic,to myślę że kazdy problem można rozwiązac.
Trzeba tylko mówi otwarcie co "chcemy" zmienic w Naszym życiu.
Wierzę że nie jest źle--typowy kryzusik,pogadajcie a TY--uwierz w siebie!!!Zobaczysz, to wszystko zmieni :P
Polecam ksiażkę o której pisałam:Louise L.HAY~"Mozesz uzdrowic swoje życie"
Przekierowuje myslenie,naprawde warto przeczytac.
Trzymam za Ciebie kciuki,zobaczysz,bedzie dobrze.
Pozdrawiam gusia
Płyń mój bluesie,płyń...
Avatar użytkownika
Offline
niebieski kwiat i kolce
Posty
2236
Dołączył(a)
23 cze 2006, 18:41
Lokalizacja
Sosnowiec

Avatar użytkownika
przez Czarownica_Akara 29 lis 2006, 21:26
Najgorsze, kiedy sie zaangażujesz, ulokować uczucia w niewłaściwym facecie to okrutna kara za życie.
" Wlasna, wolna i swobodna wola stanowi
najkorzystniejsza korzysc, w skutek ktorej
diabli biora wszystkie systemy i teorie "

F. Dostojewski
Posty
228
Dołączył(a)
05 kwi 2006, 19:39
Lokalizacja
Wrocław

Avatar użytkownika
przez 331ania 29 lis 2006, 22:56
witaj gosiu.
nie bardzo wiem dlaczego napisalas chory zwiazek?bylo az tak zle?jesli tak to przezyj to rozstanie i nie roztrzasaj niczego co bylo,choc sama nie wierze ze to mowie ale wierz mi lepiej cierpiec z powodu rozstania i zapomniec niz cierpiec z powodu trwania w chorym zwiazku,bo ja jestem ofiara chorego zwiazku i nie moge sobie wybaczyc ze go nie zostawilam,ze nie odeszlam ze doprowadzil mnie do calkowitego wyczerpania umyslowego-chora milosc ....trwalam w czyms co juz dawno umarlo...Gosia-daj rade!!!!!
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
610
Dołączył(a)
29 lis 2006, 22:38

przez ontop 01 gru 2006, 16:38
Dzięki gusia za wsparcie i za szczerość. Mój mąż nie ma problemów w pracy, nie jest też zdystansowany i chłodny. Przynajmniej nie był. Zalicza (ł) się raczej do kategorii przylep. Zupełnie inaczej niż jego rodzice. Dlatego przeżywam szok. Bo skoro nie jestem obleśna, nie znudziłam mu się po kilku latach, kocha mnie nadal, to o co chodzi? Mówi, że jest zmęczony. Można być tak zmęczonym, żeby nie mieć siły przytulić zony i powiedzieć, że się ją kocha i że jest najcudowniejszą osobą na świecie a on najszczęśliwszym facetem pod słońcem.? Hm? Yh! To wszystko wina tych babć, naczytały się nam książek, naopowiadały bajek o księciach, a nie powiedziały, co z księcia zostaje po ślubie :-) I stąd takie oczekiwania. Może to dlatego, że jesteśmy oboje skoncentrowanii na sobie a nie na drugiej osobie? Może, to też przez to, że ciągle myslę: ja jestem sama, ja jestem smutna, mnie brakuje tego, tamtego... itd. Egoistka? Ale staram się. Obiadki, kolacyjki, rozpieszczanki dzienne, nocne (jeśli jest w ogóle zainteresowany), a przy tym pracuję, ciągle się uczę języków też, robie tysiąc rzeczy, żeby miał w domu milutko, ale się mnie nie wstydził pokazać i może trochę był dumny. Marudzę strasznie. Ale to, że mili ludzie odpowiadają na mój post, pozwala mi się bardziej otworzyć i wyrzucić to z siebie. Naprawdę KOCHANI JESTEŚCIE, dziękuję Wam za otuchę i rady. To bardzo pomaga. Pozdrawiam cieplutko. Trzymajcie się też mocno. :smile:
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
27 lis 2006, 05:46

Avatar użytkownika
przez anita27 01 gru 2006, 17:37
Dodam cos od siebie.u mnie w zwiazku jest podobny problem,tylko ,ze jest na odwrot.Moj problem polega na tym,ze ja odpycham partnera.Nie przestal byc dla mnie atrakcyjnym mezczyza ale nie chce zeby mnie dotykal,przytulal.Unikam,wykrecam sie od lezenia z nim.Jestem swiadoma tego ze to moj problem,niewiem skad to sie wzielo i niewiem kiedy sie to zaczelo.Teraz kiedy ma wrocic z Oslo po 3 miesiecznej przerwie powinnam czuc potrzebe zeby mnie mocno przytulil ale jestem wrecz rozzalona ze przyjezdza,ze bede musiala sie zmuszac do okazywania czulosci.
Ontop,wlasnie jemu sie wydaje ze czuje do niego wstret ale naprawde tak nie jest.Staram sie mu to tlumaczyc,ze to nie on jest przyczyna mojego zachowania lecz ja.Niestety sam sobie tlumaczy to na swoj sposob,bo jak inaczej moze myslec.Ze albo mam kogos innego albo czuje do niego obrzydzenie.Pewnie na jego miejscu pomyslala bym tak samo.Skad to sie u mnie wzielo,przeciez jeszcze jakis czas temu kleilam sie do niego kiedy tylko moglam a co sie teraz ze mna dzieje i gdzie albo w czym szukac przyczyny.I to ja niestety zabijam nasza milosc.Moja psycholog tlumaczyla mi to na wiele sposobow ale nie trafila w przyczyne.Zrobilam sie zimna jak lod a mam dopiero 29lat.Co bedzie dalej...
Szczęście jest jak motyl. Gdy będziesz próbował go złapać - nie uda ci się. Gdy będziesz stać spokojnie - może usiąść Ci nawet na ramieniu!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
417
Dołączył(a)
05 kwi 2006, 20:53
Lokalizacja
Chrzanow

Czy depresja działa na podobnej zasadzie co miłość?

Avatar użytkownika
przez hyte 02 gru 2006, 13:49
tak sie dzisiaj zebralo na rozmowe przy kawie ze znajomymi na tamat depresji,jeden z tematow mowi czy ludzie nie wkrecaja sobie depresji bo taka jest teraz moda?wniosek wyszedl z tego ze depresja jest tylko choroba wkrecona przez nas samych to my ja sobie tworzymy w naszych glowkach!niema depresji nie wkreconych!to jest tak jak z miloscia jesli mozesz uwiezyc w milosc to mozesz uwiezyc w depresje ,dlatego my depresanci jestesmy tak kochliwi tak wrazliwi bo uwielbiamy nasz maly swiat ktorym sie potrafimy zachwycac,i tylko jakies male niepowodzenie ktore sie wkrada moze ten swiat zbuzyc?wydaje mi sie ze tak samo jest z pania wanda pratnickaon naprawde pomaga ona jesli wmowisz sobie ze masz ducha i ona go potrafi wypedzic i czujesz sie wyleczony czemu nie?
tak sobie myslelismy, ze najlepiej sobie jest ta depresje odosobnic od nas , od tego co chcemy by bylo dla nas realne,tak jak np milosc!!jesli kazdyz nas wezmie swoje leki za takiego ducha zlego ktory w nas siedzi ,to pamietajcie dobro musi zwyciezyc!!niewiem to sa moje przemyslenia moze wiekszosc juz dawno o tym wie, chcial bym sie dowiedziec jak wy na to patrzycie! depresja-smutek milosc -radosc !czy to jest tylko nasz wybor
tylko jak ta milosc znalesc i spokoj? :roll: [/u]
Ostatnio edytowano 07 gru 2006, 19:36 przez hyte, łącznie edytowano 1 raz
THE ONLY WAY IS UP!!!!!!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
246
Dołączył(a)
14 lis 2006, 21:39
Lokalizacja
londyn

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do