Depresja a związki/miłość/rozstanie

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

przez a2d2 28 maja 2007, 13:44
magmur napisał(a):Cześć mam na imie magda
w ostatnia środę zawalił mi się świat mój mąż po dziesiąciu latach powiedział że mnie nie kocha


Eee tam mnie o tym poinformowala moja dziewczyna po 6 latach. Moze zalozymy wiec jakies stowarzyszenie NIE KOCHANYCH. Albo zejdziemy sie razem a ich zapoznamy ze soba :lol: :D Dobra ale to tak tutułem zartu , mam nadzieje ze sie nie obrazisz. Teraz co ja mysle.

Mysle ze moja dziewczyna tak jak i twoj mąz ma depresje z tym ze niestety ona tego do siebie nie dopuszcza, wiec ja mam mniejsze szanse. Z moich obserwacji wynika tyle :
Po pierwsze osoba taka mysli ze sama da sobie lepiej rade w zyciu. Moim zdaniem blednie, nie raz obwinia podswiadomie ta druga osobe za klopot z samym soba. A tymczasem nic jej nie cieszy , rzadko odczuwa radość nawet z czegoś czym normalnie strasznie by sie ucieszyla. To samo dotyczy przykrosci. Tez jej nie odczuwa. Chce wiec niejako wyjsc z tego zakletego kregu i robi to jak .???......... raniąc osobę najbliższa myslac zupelnie moim zdaniem nieracjonalnie bowiem w pewnym sensie oklamuje sie taka osoba ze ta najblizsza mu dusza jest przyczyna jego nieszczesc. To droga nr 1
Droga numer dwa która bardziej byla by mi blizsza osobiscie to taka ze osoba widzi iz staje sie ciezarem dla tej drugiej, widzi ze nie moze dac jej swoich 100% ktore dawala zazwyczaj i nie chcac sprawiac bolu celowo sie odsuwa i skazuje na samotnosc. Cos w rodzaju ze czlowiek uswiadamia sobie iz jest dla kochanej osoby takim kamieniem u szyi. Szkoda ze w zadnym z tych wypadków sami zainteresowani nie maja nic do powiedzenia.

Co by nie robic moim zdaniem jedynym wyjsciem jest to poprostu przeczekac i probowac sie (mimo iz to chol..nie ciezkie) sprobowac sie odsunac na jakis czas. Dac mozliwosc zatesknienia, refleksji, umozliwic takiej osobie uswiadomienie co stracila lub traci. Innej drogi ja nie widze na dzisiaj.

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 2:12 pm ]
kkiniaaa napisał(a):edyne co moze przewazyc na moja strone (nie wiem czy czytales moje wypowiedzi do konca...) ze to on odskakiwal w bok pierwszy i to bardzo czesto.


W takim razie co ty jeszcze przy nim robilas ? Pierwszy taki numer i to jest koniec zwiazku przeciez. Jakie przebaczenia ? Nie ma sie co oszukiwac ktos ktory robi to raz , zrobi to ponownie. W zwiazku z tym musisz miec okrutnie niska samoocen. Zastanow sie czemu tak jest ? Czemu mimo to tkwilas przy nim. Czy to byla milosc czy moze myslalas ze Cie nikt nie zechce ? A skoro tak to dlaczego mialby Cie ktos nie zechciec ? Co ci brakuje ? Kazda kobieta jest atrakcyjna w przeróżny sposob przeciez i moze smialo zafascynowac kazdego faceta.

kkiniaaa napisał(a):no i uderzyl mnie wczesniej, ale zignorowalam wierzac ze to sie zmieni...


To jest juz deklasacja na wstepie. Moj Boze dlaczego Wy kobiety pozwalacie sie tak traktować tym damskim bokserom, najczesciej zakompleksionym na swoim punkcie. Trzeba bylo go kopnac w d... przeciez. Czegoz mozna wiecej sie spodziewac bylo ? Odpowiem Ci - ze dalej bedzie Cie tlukl dopoki mu na to bedziesz pozwalac. I ty go jeszcze kochasz. Ehh zal mi czytac takie zdanie. Prosze Cie opamietaj sie bo jest tylu swietnych facetow na tym swiecie, trzeba ich tylko odkryc !

kkiniaaa napisał(a):i zaufaj, szczesliwa nie bylam gdy go zdradzilam...


Mam nadzieje ze to bedzie poprostu dla Ciebie lekcja i wiesz juz ze to nie rozwiaze wogole sprawy a tylko pogorszy. Cos wiec z tego zwiazku masz. Zdobylas pewna wiedze. Pytanie czy ja wykorzystasz. Mam nadzieje ze tak i drugi raz nie potraktujesz juz nikogo w ten sposob.

kkiniaaa napisał(a):i co mnie zaczelo zastanawiac... nie mowie tu oczywiscie o wszystkich... jak facet zdradzi kobiete, to wszystko jest ok, ale jak kobieta zdradzi faceta to mozna ja juz z blotem mieszac.


Facet jak zdradza to znaczy ze nie jest wart nawet 5 zł , obce mu slowo milość oraz zwiazek bo on poprostu nic o tym nie wie i nie ma pojecia. Oznaczac moze to tez poprostu ze nigdy nie kochal tej drugiej osoby , a juz napewno nie traktował powaznie. W takich sytuacjach facet powinien rzucic na szale czy wybiera zwiazek czy przygode. Jesli wygra przygoda to zwiastuje ze ta druga osoba naprawde nic dla niego nie znaczy. I wystarczy wykonac telefon zeby poinformowac ta druga. Ale na to trzeba odwagi , takiej prawdziwej , zeby powiedziec "słuchaj jednak Cie nie kocham, chyba pojde z kimś innym do łóżka"

Natomiast kobieta idac do lozka z innym facetem sama pozbawia sie szacunku do siebie. I staje sie kolejna zaliczoną jakich wiele. Mozna wyjsc z zalozenia ze "to" sie nie zuzywa ale osobiscie ja nie lubie niczego poprawiac po kims. I mezczyzni dziela sie na dwa typy. Takich jak ja ktorym to przeszkadza do tego stopnia iz nie umial bym wybaczyc i takich ktorym to wisi. Teraz zalezy na jakiego trafisz. Ale chyba kazdy lubi nowy lub przynajmniej malo używany "towar" a nie taki ktorym sie wybawilo pol miasta. -To zdanie oczywiscie prosze traktowac jako przenosnie zeby nie podniosly sie tu czasem opinie ze przedmiotowo traktuje kobiety bo tak napewno nie jest chcialem tylko unaczocnic problem poprostu mocno to przerysowujac.

Kinia z tego co piszesz juz nieco inaczej Cie postrzegam. Przede wszystkim jako dziewczyne z problemami z samoakceptacja, taka ktora boi sie ze nie znajdzie juz nikogo innego dla siebie. A tak z pewnoscia nie jest. Obys dokonala tym razem dobrego wyboru. Jak widze ze piszesz ze wszystko to twoja wina to bym ci dal normalnie klapsa w.... na opamietanie. Ty juz wtedy nie powinnas byc z tym kimś ! Nie bylo by tej zdrady , której mimo wszystko nie popieram i mimo sympatii do Ciebie będe pietnował :) :D O ile to Cie cos obchodzi wogole. Pozdrawiam
Offline
Posty
112
Dołączył(a)
08 kwi 2007, 23:38

przez Pstryk 28 maja 2007, 17:15
a2d2 ale zagmatwałeś... i spłyciłeś...
Magmur Twój mąż jest chory. Nie oczekuj od niego odpowiedzi na pytania co się z nim dzieje, co dalej. On też jest zagubiony. Daj wam czas. Jeśli chodzi do lekarza to trzeba się zastanowić czy jest on skuteczny. Może należałoby poszukać innego, skoro nie widać efektów terapii. Aż mnie zatkało gdy a2d2 napisał, że osobę chorą "dobrze jest odstawić na bok".
Mam depreche, nerwice i inne badziewia i zdaję sobie sprawę, że mojemu facetowi jest ciężko ze mną i też nieraz usiłowałam go przekonać na siłę, że musimy się rozstać, bo nie chciałam być ciężarem, ale on nie ustąpił. Dał mi więcej swobody ale równocześnie dał mi poczucie bezpieczeństwa, że cokolwiek zrobię on będzie przy mnie. Nie oczekuję od niego zrozumienia tego co się ze mną dzieje. Sama rzadko mam te przyjemność. Ale on nie oczekuje wyjaśnień. Ciężko mi to ująć w słowa, ale jak byś chciała o tym porozmawiać to jestem do dyspozycji na gg.
Pozdrawiam
Pstryk
Offline

przez a2d2 28 maja 2007, 17:26
bethi napisał(a):nieraz usiłowałam go przekonać na siłę, że musimy się rozstać, bo nie chciałam być ciężarem, ale on nie ustąpił.


A co ja napisalem ?

a2d2 napisał(a):osoba widzi iz staje sie ciezarem dla tej drugiej, widzi ze nie moze dac jej swoich 100% ktore dawala zazwyczaj i nie chcac sprawiac bolu celowo sie odsuwa i skazuje na samotnosc


bethi napisał(a):Aż mnie zatkało gdy a2d2 napisał, że osobę chorą "dobrze jest odstawić na bok".


Tak stalo sie ze mna i dopiero wtedy zaczalem cos robic ze soba. To czysta autopsja. Dopoki mialem przy sobie dziewczyne to nie zdawalem sobie z tego sprawy ze tkwie w bezczynnosci i nic z tym nie zrobie. Jak pojawilo sie widmo zostania samym wowczas poczulem sie jakby ktos mnie kopnal tak w d.. ze dostalem niespotykanej energii i pobudzilo mnie to do dzialania. Do zmian , do zajecia sie soba na powazniej. Z tego wynika moja rada. W koncu
"Mężczyźni, póki młodzi, chociaż w myślach zmienni,
W uczuciach są od dziadów stalsi, bo sumienni.
Długo serce młodzieńca proste i dziewicze
Chowa wdzięczność za pierwsze miłości słodycze!"
Ludzi znudzonych życiem ,którzy narzekają w życiu na brak adrenaliny
Zapraszam po moją nerwicę, i zakupy do hipermarketu
Wrażenia gwarantuję niezapomniane, i nie jeden dreszczyk emocji :))
Offline
Posty
112
Dołączył(a)
08 kwi 2007, 23:38

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez Pstryk 28 maja 2007, 17:33
hm, mnie to na pewno nie zmotywowałoby do działania. Wręcz przeciwnie. Być może mam słabszy charakter. I szczerze mówiąc jesteś pierwszą osobą, którą poznałam, na którą taka "terapia" podziałała.
A jak jest teraz u Ciebie? I czy jesteście nadal razem?

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 3:01 pm ]
Mam pytanie?
Czy wszystkie związki osoby chorej psychicznie ze zdrową są prędzej czy później skazane na klęskę?
Czy mając depresję, nerwicę, ptsd można stworzyć jakikolwiek związek, w którym taka osoba będzie czuła się szczęśliwa?
Tak się zastanawiam, bo ostatnio analizowałam swoje życie i związki. Każdy kończył się prędzej czy później rozstaniem. Dlaczego? Nie potrafię tego wyjaśnić. Przeważnie "testowałam" partnerów "na wytrzymałość" stwarzając różne extremalne wydarzenia. Ale na żadnego z moich byłych nie mogę powiedzieć ani słowa złego - byli wobec mnie uczciwi i dobrzy. Więc jak to się stało, że wpakowałam się w związek toksyczny (nie jest to mój wymysł - wielu z forumowiczów, którzy się orientują twierdzi tak samo) i nie potrafię się z niego uwolnić ani w żaden sposób sobie z nim poradzić? Tkwię w tym maraźmie coraz głębiej i nie jestem w stanie nić zrobić - ani zakończyć związek ani walczyć o niego. Jestem totalnie wypalona i zrezygnowana. Niech się dzieje co się ma dziać byle szybko! Tak sobie o tym wszystkim myślę, a tymczasem staram się już tylko zachować resztki rozsądku - ale i one ulatują, z dnia na dzień: przestałam odżywiać się regularnie, popijam jakieś herbatki na przemianę, alax, tnę się, coraz więcej ćwiczę, mam coraz częściej halucynacje, nie śpię, często mam napady paniki, lęków o takiej sile jak nigdy dotąd. Czyżbym wpadała z deszczu pod rynnę? Nie widzę rozwiązania. Staram się przeczekać, ale mój czas się powoli kończy.
Pstryk
Offline

Bliska relacja męza z innymi powodem frustracji

przez aga1980 25 cze 2007, 13:03
Witam wszystkich. Pisze zeby sie wygadac i samej jakos uporzadkowac w glowie to co mnie trapi. Cierpie od 3 lat na depresje. Przechodziłam już rózne stany, korzystałam z usług psychiatry i psychologa. W tj chwili uczeszczam na terapie indywidualna. Moim problemem jest to ze trudno zaakceptowac mi to ze mój mąz jest tak bardzo przywiazany do innych. Na samym poczatku jest jego matka- z która mam wrazenie jest blizej niz ze mna. Jest to osoba bardzo dominująca, inteligentna, z poczuciem humoru, z która moj maz dogaduje sie wlot. Od dziecka jego relacja z nia byla bardzo bliska, w tej chwili wyglada to tak, ze jak sie nie widza, potrafia godzinami rozmawia przez telefon. Wielokrotie w jej towarzystwie dawal mi do zrozumienia ze to ona ma racja, ze jest starsza i madrzejsza. Od niedawna mieszkamy razem, wzielismy slub, a ja wciaz czuje ze nie do konca jest zwiazany ze mna. Ciagle mam wrazenie unosi sie u nas "jej duch", a ja mam poczucie tego ze nasze mieszkanie, wszystko co razem robimy jest w jego przekonaniu rodzajem jakiejs mistyfikacji. Czuje ze nie dorastem jej do piet- jest doswiadczona, ma doktorat, a dodatkowo prezenuje czesto "kpiacy" sposob bycia. Jedyna osoba którą powaza jest jej wlasny syn. Czesto mam wrazenie ze moj maz nie chce sie oddac mi, stanac w mojej obronie, byc lojalnym i po prostu...być w pelni ze mna. Poza nia jest tez jego mlodsza siostra, ktorej otatnio zaproponował by zamieszkała z nami (probował to na mnie wymoc ale jak na razie jest jeszcze sporo czasu, poza tym dałam mu do zrozumienia ze nie chce zeby tak bylo), z ktora tez utrzymuje bardzo bliskie relacje. I przyjaciel z którym przyjazni sie od lat i waznym chyba elementem jest to ze bez problemu wybaczyl mu to ze na pewnym etapie interesował sie mna i probował sie ze mna umawiac. Wciaz sa najlepszymi kumplami. To wszystko co napisałam sprawia ze czesto czuje sie odrzucona i zdradzona. I choc teraz jest juz lepiej, bo zdałam sobie sprawe ze swojego problemu, to przez dwa lata przechodzilam męke jesli chodzi o objawy depresyjne. Czy problem tkwi we mnie i w tym ze nie potrafie uwierzyc w to ze jestem dla niego najwazniejsza (czesto to powtarza ale zawsze mam odczucie ze to tylko słowa), czy rzeczwiscie jest tak ze zawsze bede na równym miejscu z innymi (czego nie potrafie zaakceptowac bo mam poczucie tego ze w zwiazku dwojga powinni oni byc dla siebie najwazniejsi). Problemu jeszcze nie udało mi sie obgadac z psychologiem bo dopiero niedawno odkryłam ze to moze byc przyczyna mojej kilkuletniej depresji. Czekam na Wasze opinie.
Co nas nie zabije to nas wzmocni!
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
08 cze 2007, 12:24

Re: Bliska relacja męza z innymi powodem frustracji

Avatar użytkownika
przez pink 25 cze 2007, 15:32
Temat teściowa - temat rzeka. Myslę, że to nie chodzi tylko i wyłącznie o twoją teściową. Faceci ogólnie tak mają. Mój pomimo tego, że jest dobrym człowiekiem, jest dobrym ojcem i mężem, i tak zawsze postawi swoją matkę na piedestale. Mam świadomość tego, że ona i tak będzie ważniejsza ode mnie. Nic nigdy nie mogę na nią powiedzieć, bo nie da się mu przetłumaczyć do tej jego główki, że ona jest tylko człowiekiem i też może popełniać błędy. Tak samo jest z siostrą mojego męża.
Nie wiem jak długo jesteście po ślubie - może mu to przejdzie? Zadziwiające jest to, że cały czas piszesz "jest to osoba bardzo dominująca, inteligentna, z poczuciem humoru", wychwalasz ją, a ty? Ty też jesteś na pewno wartościową, wspaniałą kobietą i wcale nie musisz się czuć gorzej przez kogoś. Ona jest lepsza w jednym ale ty na pewno w czymś innym. Wydaje mi się, że masz niskie poczucie własnej wartości wpojone dawno dawno temu przez kogoś. Wiem, bo objawy masz takie jak ja. Tylko, że ja po 7 latach małżeństwa zaczynam się już godzić z tym, że dla mojego męża nigdy nie będę tak ważna jak którykolwiek z członków jego rodziny. Zawsze będę tą obcą. Pozdrawiam cię ciepło
Avatar użytkownika
Offline
Posty
72
Dołączył(a)
08 lut 2007, 17:14
Lokalizacja
kraków

przez shadow_no 25 cze 2007, 16:07
W tej przypadłości bardzo ważne jest aby osoba cierpiąca na depresje czuła, że jest komuś potrzeba. Jednym z najczęstrzych objawów które powodują utrzymywanie się (bądź pogłębianie) tego stanu jest właśnie niska samoocena.
Próbowałaś porozmawiać z nim o tym jak Ty to odbierasz? Przedstaw mu to co czujesz. Opowiedz mu o tym o czym piszesz do nas.
To Ty jesteś jego żoną, a nie kumpel, teściowa czy siostra. Ty powinnaś być u niego na pierwszym miejscu i zapewne jesteś. Może popadł w pewną rutynę?
Zapraszam do sklepu z odzieżą damską i torebkami.
Offline
Założyciel / Administrator
Posty
4758
Dołączył(a)
13 lip 2005, 01:45
Lokalizacja
Częstochowa

przez aga1980 26 cze 2007, 10:06
Witam i dziekuje za wasze posty! Problem w dużej mierze leży we mnie- jestem za mało pewna siebie, mam kompleksy które już w tej chwili zanacznie utrudniają mi funkcjonowanie. Bardzo kocham swojego męża i personalnie nie mam też nic przeciwko jego rodzinie. Uważam że zarówno mama jak i siostra sa fajnymi osobami i pomimo swoich wad, da sie je akceptowac i lubic. Odkad pamietam ( a jetesmy z mezem razem juz 10 lat, choc mieszkamy ze soba od niecalego roku) starałam sie zdobyć ich akceptacje. Jestem ujmujaco miła, pamiętam o każdych urodzinach, co tydzień z fajnego miatsta za namową męża wracam do domu po to by zobaczyc sie z nimi, wyjezdzamy razem na wakacje, jesli tylko maja jakas prosbe staram sie ja spelniac. Ale po tak długim czasie to co sie we mnie zrodziło zaskoczyło nawet mnie sama. Jeszcze pare lat temu byłam osoba bardzo towarzyską, miałam mnostwo przyjaciół, byłm swietna w pracy, lubiana, wygadana itp. W tej chwili wyglada to juz troche inaczej. Bardzo trudno nawiązywac mi relacje z innymi, zamknelam sie w sobie, czuje sie nieustannie oceniana itd. Nie demonizuję problemu, ale uwierzcie, w zawodzie w którym pracuję ( z reszta tak jak w wiekszosci) kontakty z innymi sa bardzo wazne. I praca w takim stanie w jakim znajduje sie teraz jest bardzo trudna. Do momentu kiedy nie weszlam w ten rodzinny układ, nie miałam takich problemow ze soba. Byłm postrzegana jako osoba pewna siebie, i taka tez sie czułam. Jednak długie tkwienie w takim układzie jest bardzo nadwyrężające. I czasami łatwo jest powiedziec "uwierz w siebie" a trudniej zrobic- kiedy twój mąż nawet daje ci do zrozumienia ze osoba z która bedzie sie liczył bardziej jest jego mama. Finalnie to ona bedzie miała zawsze racje a on- jak to juz pare razy sie stało- da wyraznie do zroumienia ze tak własnie jest. Mysle ze to moze podcinac skrzydła, i choc bardzo sie staram uwierzyc w siebie, to mysl o tym ze nawet dla niego jest ktos ko zawsze bedzie autorytetem, ososba bardziej oswiadczoną, inteligentniejsza, mądzrzejsza itd. nie ułatwia mi tego procesu. Zastanawiam sie czasem czy ona zdaje sobie sprawe z tego jak jej synowa czuje sie w tym układzie..., jest doktorem psychologii, w dodatku bardzo spostrzegawczym wiec pewnie tak... Ale przez wszystkie te lata ani razu nie poruszyła ze mna tego tematu. Wydaje mi sie ze nie na reke byłoby jej pomaganie mi... . Może teraz bede za bardzo złośliwa, ale sądzę że w układzie takim gdy wie ze jej syn jest zawsze na jej zawołanie, i ma na niego wiekszy wpływ, ze traktuje ją bardziej partnersko niz swoja wlasna zone jst jej dosc wygodnie. Dodam jeszcze ze ze swoim mezem ma układy kiepskie a swojego syna traktowała jako jedyną osobę z którą sie liczy, to on w pewnym senie przejmował role ojca w ich rodzinie...Czasami wiec pytam gdzie w tym układzie jest miejsce dla mnie....
Co nas nie zabije to nas wzmocni!
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
08 cze 2007, 12:24

przez vegge 26 cze 2007, 18:22
mam wrazenie ze wpadlas w depresje bo nie umiesz sprostac wymaganiom meza

a raczej wymaganiom ktore myslisz ze maz przed toba stawia

nie czujesz sie dostatecznie dobra by z nim byc, a to przeciez absurd, bo gdyby tak bylo to on by cie nie poslubil


sluchaj, to bardzo dobrze ze on ma wspaniale stosunki z matka, siostra, ma przyjaciela/przyjaciol

co ty musisz zrobic? otworz sie sam an swiat, odnow stare przyjaznie, poznaj nowych ludzi

nie wolno ci zyc zyciem meza i ciagle patrzec na to co on robi

nie musisz nikomu dorownywac i byc jak jego matka bo on nie szuka drugiej matki tylko szuka w tobie zony i dziewczyny z ktora wychowa dzieci
zesraj sie a nie daj sie
Offline
Posty
149
Dołączył(a)
05 cze 2007, 21:08
Lokalizacja
warszawa

Avatar użytkownika
przez Róża 26 cze 2007, 18:23
aga1980,to,że jesteś bardzo wrażliwa to jedno.Ale nie podobają mi się relacje twojego męża z własną matką i twoja rola w tym.Matka może być wyrocznią dla kilkulatka,ale nie dla dorosłego faceta(do tego żonatego).Fajnie,że się dogadują,ale chyba jest spora przesada w tych relacjach między nimi.A co do ciebie w tym związku-są faceci,którzy twierdzą,że matkę ma się tylko jedną,a żon można mieć wiele.I w ten sposób widzę traktowanie ciebie przez twojego męża.I tu tkwi jego błąd,bo w dobrym małżeństwie tworzą się relacje niepowtarzalnie ważniejsze i trwalsze,niż te,które łączyły nas z rodzicami.Dlatego mąż powinien skupić się na dobru waszego małżeństwa,a nie na ciągłym wiszeniu na nieodciętej pępowinie.Trudno powiedzieć,co masz z tym zrobić.Skoro ten układ trwa już tak długo i stwarza wrażenie,że wszyscy są zadowoleni z niego(również ty),to będzie problem.A naprawdę wygląda to tak,jakbyś za wszelką cenę chciała się przypodobać reszcie rodziny,żeby tylko nie zostać odrzuconą.Kiedyś pewna psycholog powiedziała mi "święte słowa"-w małżeństwie wszelkie relacje są dozwolone,dopóki dwoje małżonków je bezkrytycznie akceptuje.A sama widzisz,że u was konflikt jest.Mężowi na pewno jest z tym wygodnie,ale ty cierpisz.Chyba tylko dobry doświadczony psycholog byłby ci w stanie pomóc.
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

przez aga1980 26 cze 2007, 22:48
Hej, dzieki za posty. Przypuszczam ze prawda jest to ze gdyby od poczatku wpajano mi poczucie wysokiej wartosci, teraz nie miałabym takich problemów. Może nawet do głowy nie przyszłoby mi ze mąż może badziej liczyc sie ze swoja matka niz ze mna...I potrafiłabym dobrze funkcjonowac w tym układzie...Róza masz racje z tymi słowami o małżenstwie..., ale niewatpliwie jest tak ze ta ich relacja mi przeszkadza. I to np. ze proponował mi wspolne zamieszkanie z jego młodsza siostrą, choć jesteśmy dopiero niecały rok po ślubie- czy uważacie to za coś całkowicie normalnego? Bo mnie sie wydaje ze to lekkie przegiecie- zbyt ciasna relacja... .Wiec wracjąc do tego założenia o pewności siebie- gdybym ją miala pewnie nie przeszkadzałoby mi to. Ale nie mam- taka samo jak Pink, tak i mnie od najmłodszych lat wpajano gdzies tam jakies poczucie tego ze jest sie gorszym itd. No i teraz to wychodzi...

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 11:10 pm ]
aha, i jeszcze jedno, chciałam was prosic o rade odnosnie tej rzeczy- czy waszym zdaniem to naturalne ze mąż po niecałym roku wspólnego mieszkania proponuje młodszej siostrze zeby sie do nas wprowadzała?Zeby było w miare obiektywnie dodam jeszcze nastepujace fakty- jestesmy razem prawi 10 lat, mieszkamy niecaly rok, niecaly rok temu wzielismy tez slub. Jego siostra jest prawie pelnoletnia i ma mozliwosc zamieszkania gdzie indziej (tez wprowadza sie do miasta w którym obecnie mieszkamy bo planuje tu ropoczac studia, ale nie sadze zeby miala jakikolwiek problem ze znalezieniem wspollokaorki w swoim wieku). Czy tak waszym zdaniem jest w porzadku? Jak to, w waszej opinii, swiadczy o nim jako o mężu? Sama sie juz poguibłam i nie wiem czy to cos naturalego, czy tylko ja postrzegam to jako swojego rodzaju przegiecie...
Co nas nie zabije to nas wzmocni!
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
08 cze 2007, 12:24

przez Młoda 26 cze 2007, 23:54
aga1980 daj mi jakiś namiar, chętnie z Tobą porozmawiam, jestem dokładnie w takiej samej sytuacji - z tą małą różnicą, że moje nerwy odnośnie kontaktów rodzinnych męża są już doszczętnie zszarpane...jeśli się nie "zagadamy" proszę Cię - uważaj bo takie układy są po prostu chore... i w żadnym wypadku nie zgadzaj się na wspólne mieszkanie z jego siostrą - ja ten błąd popełniłam i uwierz, że lepiej jest na początku odmówić niż później niemalże bezskutecznie dążyć do "pozbycia się" zbędnej osoby z domu, który tak szczerze jest tylko i wyłącznie Twoim domem i domem Twego męża... niemniej jednak proszę o kontakt. Pozdrawiam cieplutko i głowa do góry :)
NIE WYTRZYMAM DłUżEJ Z NIMI...
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
26 cze 2007, 23:48

przez aga1980 27 cze 2007, 09:05
Pisz na priva Młoda
Co nas nie zabije to nas wzmocni!
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
08 cze 2007, 12:24

depresja w związku...

przez asaneta 27 cze 2007, 17:06
Mam problem, ponieważ moj narzeczony leczy sie depresji jus jakies kilka lat.
niestety ostatnio jest coraz gorzej,nie ma tak dobrego kontaktu miedzy nami jak kiedys...
ciagle tylko chodzi naburmuszony i zdawkowo odpowiada na wszystkie zadane mu pytania.
wiem,ze jest teraz w dołku bo powiedzial mi o tym,ale nie wiem jak z nim rozmawiać..
ostatnio powiedzial,ze nie wie jak to z nami bedzie bo on tego nie widzi i czuje jakby sie wypalił...na nasi znajomi reaguja smiechem bo twierdza ze za kazdym razem gdy sa z nim on daje wszelki swiadectwa jak bardzo mnie kocha i ze chce byc ze mna...
jest mi bardzo ciezko i sama łapie dołka gdy słyszę zarzuty wyssane generalnie z palca, gdy twierdzi ze jest chyba za mało spontaniczna jak dla niego....
bardzo,bardzo,bardzo mnie to boli..
poradźv\cie jak rozmawiac z nim w tej sytuacji...
nie chce tez go naciskac zbytnio zeby znowu nie odpalic kolejnej bomby,faktem jest ,ze ja po prostu nie chce tego przechodzic przez całe życie..
pozdrawiam,

Zasmucona...
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
22 cze 2007, 15:25

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do