Depresja a związki/miłość/rozstanie

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

przez Distress 24 mar 2007, 19:05
Natalia, pewnie, że pije...a napewno pił...zawsze był lekko trunkowy...czasem wściekam się na depresję, że tak mi komplikuje życie...ale gdyby nie ona nie poznałabym reakcji moich partnerów na problemy...kolejny wziął nogi za pas...po raz kolejny potwierdza się truizm, że przyjaciół poznaje się w biedzie...
A mój były/obecny cóż...on myślał że jestem typem który na słowa kocham Cie pomerda ogonkiem i będzie to dla niego pełnia szczęścia...a to tylko słowa...co po nich jak nie mają pokrycia w czynach...może jak bym miała 20 lat to by mi to wystarczyło...ale 3 dekadę życia mam za soba i trochę więcej wymagam od faceta...
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
29 gru 2006, 20:54

Avatar użytkownika
przez ... NATALIA ... 24 mar 2007, 23:51
Zgadzam się z Tobą ! ja mam 18 lat ale naprawde Cie rozumiem bo nie ma tu nic skomplikowanego , faceci najczęsciej okazują się tchurzami i nawet z najmniejszym problemem nie umieją sobie dać radya w tedy wódka ich zaspokaja:( wiem troche o tym bo mój ojciec to alkoholik. ja dziś rozmawiałam i tak jakby pogodziłam się ze swoim facetem ale i tak najważniejszego tematu jak dla mnie niechciał tak dokładnie omówić nie zapytał jak się czuje itd w tej mojej agorafobi. a mówił mi że chce mnie zrozumieć tylko że nie wiem jak skoro nawet nie pyta jak przeżywam to wszystko ?
... NATALIA ...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
48
Dołączył(a)
05 mar 2007, 19:37

Depresja a związki

przez mariano 30 kwi 2007, 21:55
Witam...

Mam na imię Mariusz, mam pewien problem.

Jestem po sześcioletnim związku, a właściwie w fazie jego reanimacji. Postaram się nakreślić wygląd mojego związku aby łatwiej było mi zadać pytania końcowe...

Sześć lat temu poznałem moją dziewczyne, zakochaliśmy się. Początkowo było pięknie, miłość, zawodowo też bez powodów do narzekań... aż w końcu... no właśnie... powineła mi się noga wpadłem w długi, zacząłem zapierniczać na budowie żeby z nich wyjść... zaczeło robić się niemiło... Jej mama zaczęła się wtrącać... buntować ją przeciw mnie... jak to nie przyniosło skutku to robiła jej jazdy na mój temat typu: "po co Ci facet który pracuje na budowie, nie dość że mało płacą to pewnie piją" takie awantury miała codziennie. Chcąc nie chcąc zaczęło się to odbijać na naszym związku... ten stres, klimaty i wszystko... pare miesięcy temu się rozpadło, a my staliśmy się kłębkiem nerwów... teraz chcemy to odbudować... ale obydwoje staliśmy się nadpobudliwi, agresywni, a życie przestało mieć sens... ciężko nam rozmawiać itp... Chcę ją namówić na wizyte u psychiatry,/psychologa... ale ona nie chce o tym słyszeć, a ja widze że dzieją się z nami, z naszą psychiką niedobre rzeczy i sami nie damy sobie z tym rady... Jeśli ktoś z was był w podobnej sytuacji i nie chodzi mi tu o powody, a raczej wynikową... jeśli ktoś może mi podpowiedzieć jak ją przekonać do wizyty u specjalisty... będę wdzięczny

Pozdrawiam i z góry dziękuje
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
17 kwi 2007, 22:32

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Bad Girl 01 maja 2007, 10:09
Witaj!
Nie wątpie, że przez te sześć lat obydwoje mogliście wysiąść psychicznie... Twoja dziewczyna chociażby tym, że staneła przed trudnym wyborem - posłuchać matki czy być nadal z Tobą. To napewno rodzi w głowie mnóstwo wewnętrznych konfliktów.
To przykre, że nie chce skorzystać z żadnej pomocy... a czy ty byłeś już u jakiegoś specjalisty? myśle że psycholog był by tu wskazany.
ale wiem co to znaczy kiedy jedna strona nie chce walczyć. Mój chłopak cierpi na depresje... wiele razy załamuje się i nie potrafi sie postawić na nogi... kiedy wspominam o tym, że dobry lekarz mu pomoże, to tweirdzi że sam sobie poradzi. i na tym kończy sie rozmowa. Staram się więc robić wszystko żeby był szczęśliwy i nie dawać mu powodów do złości i smutku (chociaż też nie jestem aniołem... mam swoje nastroje).
Próbuj ją namawiać na wizyte u lekarza... jeśli naprawde jest jej to potrzebne.może w końcu sie uda.

trzymam kciuki i pozdrawiam!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
349
Dołączył(a)
25 lut 2007, 13:46
Lokalizacja
Poznań

Avatar użytkownika
przez 331ania 01 maja 2007, 11:19
Witaj Mariuszu:)-współczuję Ci że taka sytuacja się wykluła z tak naprawdę dobrze zapowiadającego się związku.Życie bywa brutalne i jakoś trzeba czasem ratować swoj status materialny w taki lub inny sposób-u Ciebie odbyło się to na kosztem sytuacji rodzinnej w której się znalezłeś.Wiem doskonale jak ciężko jest odbudować coś co straciliśmy a tym bardziej kiedy ktoś się do tego przyczynił(w tym wypadku -mama Twojej partnerki)hmmm..myślę że najrozsądniej będzie w Twoim wypadku kiedy sam wybierzesz się do psychologa a ten z pewnoscią pomoże Ci podjąć decyzję i podpowie jak namówić dziewczynę by też zasięgnęła porady specjalisty.Widać że ją kochasz i chcesz na wszelkie sposoby uratować Wasz zwiazek ale jeśli ona nie będzie chciała iść do lekarza to niestety nie zmusisz jej a nacisk może pogorszyć całą sytuację.Maruisz-znajdz dobrego psychologa a z pewnością po kilku wizytach sam lepiej zrozumiesz co się dzieje i będziesz miał jasność sytuacji by pomóc swojej dziewczynie-bo choć jej tam nie będzie to psycholog podpowie jak z nią rozmawiać i co zrobić.Są gabinety w przychodniach więc nie musisz za to płacić:)Pozdrawiam Cie cieplutko i 3mam kciuki by Ci się udało poskładać to co się lekko rozsypało :?
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
610
Dołączył(a)
29 lis 2006, 22:38

przez Pstryk 01 maja 2007, 19:53
Wiele dałabym, żeby namówić mojego chłopaka na wizytę u specjalisty. Zawsze mi tylko obiecuje lub mówi: no masz racje, trzeba coś z tym zrobić. Ale na gadaniu się kończy. Nie, to nie on jest chory, to ja od dawna. Ale on coraz gorzej radzi sobie z moją chorobą. Właściwie to sam łapie depresje. Tyle się napatrzał i odczuł na własnej skórze...
A kiedyś sam nie na siłę ciągnął do psychiatry. Parę razy był ze mną w gabinecie...
Nie wiem, jak go przekonać. Nawet go już prosiłam. Ale on wciąż tylko obiecuje.
I nasz związek się rozpada. Jak to napisałeś Mariuszu, jesteśmy strzępkami nerwów, wrakami człowieka bo wiele przeszliśmy i pomimo że bardzo się kochamy i zależy nam na sobie czarno widzę naszą przyszłość.
Twoja dziewczyna po prostu się boi. Staraj się z nią jak najwięcej rozmawiać na temat wizyty u specjalisty i delikatnie przekonywać że to dla waszego dobra. A w tym czasie sam zacznij terapię. Psycholog na pewno pomoże Ci a gdy ona zacznie zauważać zmianę w Tobie na lepsze, że radzisz sobie coraz lepiej, myślę że sama zapragnie pomóc sobie i wam.
Pstryk
Offline

teraz depresja, a czy wczesniej nie bylo manii lub psychozy?

przez antoine 08 maja 2007, 20:13
cześć

w sumie ciezko mi sie teraz skupic i napisac sensownie w jakim stanie sie znajduje. ciezko mi pracowac, skupic uwage i wogole cokolwiek zrobic. musze przyznac ze pare lat temu (2002) bylem leczony w szpitalu na zespol depresyjny. Czuje jednak ze teraz jest duzo gorzej ze mna i obawiam sie ze to nie tylko depresja. wszystko uswiadomilem sobie gdy rozpatruje swoj ostatni zwiazek z dziewczyna. dla nikogo jak dla niej nie bylem okrutny i mysle ze wtedy juz zaczynala sie jakas psychoza. Zawsze mialem problemy z okazywaniem tego co czuje . jestem na pewno typem introwertyka, troche depresyjnego , ktory wstydzi sie okazywac co czuje dobrego. a jedynie pokazuje swoje zle oblicze. tak naprawde to boje sie i wstydze do kogos przytulic choc tak bardzo tego potrzebuje....
Na poczatku zwiazku bylo w miare ok i bylismy naprawde szczesliwi razem, ale po pewnym czasie zaczalem byc dla niej bez powodu strasznie przykry, glownie slownie. Poczatkiem chyba bylo to ze zaczela mnie kontrolowac , sprawdzac smsy i czytac gg czym czulem sie kontrolowany . byc moze to wzbudzilo we mnie jakis stopien nerwow i leku. bylem nawet agresywny, gdy nie chciala wyjsc ode mnie z domu, strasznie ja poszarpalem , gdy sprawdzala mi smsy. Nie byl to przeciez powod do takiego stanu. sam siebie nie poznaje, jednak czuje ze to we mnie siedzi i nadal chyba nie jestem soba. czuje sie tak jakbym sie zmienil i moja osobowosc. kochala mnie , robila dla mnie wiele rzeczy, pomagala w wielu rzeczach a ja bywalem dla niej tak przykry. W sumie to czuje ze myslalem wtedy o sobie i bylem egocentryczny, skupiony na wlasnych przezyciach i o tym jak bardzo cierpie, ze nie moge sie cieszyc zyciem tak jak inni . chyba troche stresy w pracy zaczely mi siadac na psychice i to tez moglo po czesci zawazyc na mojej psyche. nigdy nie bylem pewny siebie, ale wstydzilem sie jej o tym powiedziec.
Byla kobieta nadzwyczaj seksowna i inteligentna. nie mialem wielkiego temperamentu i sam sie teraz dziwie czemu nie mialem potrzeby na sex, byc moze dlatego ze czulem zlosc na nia za to ze mnie kontroluje, a moze ze juz zaczynala sie depresja ... a tak naprawde to przeciez byl wyraz jej milosci. od pewnego momentu w sumie caly czas przesiadywalem przed komputerem , nie robiac nic szczegolnego tylko bladzac po stronach. Bylem tak zmeczony ze dzien konczylem w lozku o 22-23. i bylem caly czas senny, zmeczony, nie robiac kompletnie za wiele. Przez caly nas zwiazek jak widze bylem malo zywy, przestalo mi sie chciec cokolwiek robic , a to dlatego ze chyba juz wtedy zaczynala sie u mnie depresja, lecz sam tego nie zauwazylem.
Byc moze sam balem sie jej czesto udowodnic ze ja tak strasznie kocham, bo ona byla dla mnie za dobra. Ciesze sie ze ode mnie odeszla i zycze jej naprawde szczescia, niestety ona chyba juz wie ze kiedys mialem depresje i nie bedzie juz okazji jakkolwiek z nia porozmawiac , bo tez bym chyba nie chcial z psycholem gadac.
jestem obecnie w nienajciekawszej formie. od pol roku odczuwam depresje, stale lek, chyba przed tym ze ludzie beda mnie wytykac palcami, albo byc moze nawet nasle kogos roslejszego na mnie za tamte krzywdy . w sumie nie dziwilbym jej sie. sam siebie nie poznaje. nie wiem co moglo mi sie przytrafic, dlaczego nie wyznalem jej ze ja kocham. strasznie przestalem wierzyc w swoje umiejetnosci, w pracy nie moge sie skupic na najprostszych zadaniach, czuje ze wszystko zawalam. W kontaktach z innymi ludzmi nie moge znalezc wspolnych tematow ostatnio, nic mnie nie cieszy, bo wiem ze ja kocham nadal, z drugiej strony nie moge Mam tez objawy wegetatywnie nerwicowe typu , kolatanie serca, klucha w gardle, bol brzucha... czuje zapach taki trudny do sprecyzowania, na pewno nie pachnie nic tak jak kiedys - ladnie, jest to wstretne. Chyba caly czas czuje sie troche jakby odrealniony, nie moge sie na niczym skupic, wszystko mi wylatuje z glowy, zapominam jaki jest dzien, nie moge faktow z rozmowy zapamietac, wszystko mi ucieka. chcialem zmienic prace na bardziej rozwijajaca ale teraz to widze ze zawalilbym wszystko. mimo wszystkiego powinienem sie cieszyc ze swieci slonce itd, a ja czuje sie okropnie, mysle tylko o tym co zrobilem i jaki bylem okropny dla takiej osoby, nie daje mi to spokoju, nie raz mysle o samobojstwie bo mnie nic nie cieszy... - nie moge nikomu spojrzec w twarz ze bylem taki podly i jestem nic nie wart... zaczalem znow brac anafranil od paru dni, to chyba moje drugie podejscie do niego od pol roku , tamto podejscie i jego skutki uboczne mnie dobily bo musialem pracowac a lek mnie calkowicie rozwalil i czulem sie strasznie wylekniony.
Teraz czuje ze mam depresje, ale tak naprawde to uswiadomilem sobie dopiero pod koniec zwiazku ze mialem u siebie cos z psychozy / schizofrenii...
w depresji czlowiek rowniez chyba nie za bardzo potrafi okazywac uczucia , tak teraz tez czuje....
... tak naprawde zycze sobie szybkiego zejscia z tego swiata bo nie jestem kompletnie nic wart i wiem ze na nic dobrego nie zasluguje
nawet najgorszy czlowiek, jest lepszy niz ja dla niej bylem...
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
31 sty 2007, 00:07

przez obojetnosc 09 maja 2007, 08:48
Antoine, wiem dokładnie jak się czujesz, mój przypadek jest prawie taki sam.
Jeśli chciałbyś z tego wyjść to myślę że na początek musisz się wybrać do psychiatry po dobrze dobrane leki. Oczywiście nie cofną czasu (jakże byśmy tego pragnęli!), ale chociaż dadzą wytchnienie i poprawią biochemię mózgu.

Mariusz, imienniku, dziewczyny mają rację, masz o co walczyć i walcz! A jesli zabraknie pomysłów to wydrukuj stąd kilka wątków i daj swojej dziewczynie do przeczytania - niech sama zobaczy jak może być kiepsko jeśli w pore nie zacznie się ratować. Życzę powodzenie, trzymam kciuki!
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
08 maja 2007, 15:00
Lokalizacja
Wawa

przez antoine 09 maja 2007, 09:03
zaczalem brac anafranil, ale troche nie wierze ze cokolwiek pomoga,
bardzo dziwnie sie czuje , czuje jakbym byl malym chlopcem, zapominam gdzie klade rozne rzeczy, wogole mam taka przycmiona orientacje tego co robie, czy to jest typowe dla depresji ?
wogole nie chce mi sie NIC, kompletnie, nie moge sie skupic na najprostszych zadaniach, czuje ze mnie kompletnie przerastaja, zeby zrobic cokolwiek kolo siebie, zmuszam sie do tego strasznie, nie mowiac o tym ze nie prawie nic nie jem - tzn. zmuszam sie do jedzenia...

mam siebie dosyc i chcialbym wlasnej smierci , powstrzymuje mnie jedynie mysl o moich bliskich i byc moze jakas iskierka wiary ze cos mi sie poprawi , bo kiedys pare lat temu przezylem cos podobnego ...

pozdrawiam bardzo cieplo i dziekuje Wam za wsparcie
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
31 sty 2007, 00:07

przez obojetnosc 09 maja 2007, 09:30
Antoine, jakbym słyszał siebie, nawet ten kawałek o bliskich i epizodzie sprzed kilku lat jest taki sam.
Typowe dla depresji jest przytłumienie, poczytaj o tym, o serotoninie i noradrenalinie. Objawy dokłądnie takie jak opisujesz.
Może byc tak że ten konkretny lek u Ciebie nie działa, może być tak, że nie minęło jeszcze dość czasu (a antydepresanty działają po około 4-6 tygodniach, pierwsze 2 są podobno zazwyczaj koszmarne, gorsze).
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
08 maja 2007, 15:00
Lokalizacja
Wawa

sama neiw iem co pisze

przez Gosiaaa 09 maja 2007, 10:51
Cześc wsztystkim moja historia sie zazyna a wlasciwie konczy w styczzniu.Zawsze bylam obowiazkowa i jak sie nauczylam to bylo wsio ok mialm czsa na wsdzytsko ale to tez dlatego ze mieskalam w domu z rodzina.Mialam duzo znajomych ale tak sie ich poznaawalo prze inne osoby.Rodzice namawialai mei na rozne kursy i je robilam i pozniej zawse bylam z tego zadwowolona choc zawsze brakowalo mi tylko prawdziwej milości.Troche zaazdroscilaam ludzia ze ja odnajduja ale przynajmniej maialam ta satysfakcje ze maialm dobre peny bylam system,atyczna i moglalam zawsze wszedzie wyjsc.Ludzie zawsze mnei za to podziwiali.Zawsze maialm dolki male ze nie mama drugirj polowy .Ale tez zawsze nei zachwycalam sie byle kim.W końcu kilka razy poznalam kogos kto mi sie wydawaal tm jedynym.Tylko wtedy stawalam sie taak jaka naprawde chciaalm bardziej towarzysk tbilam to co naprawde chciaalam a nei na pokaz.Po tsylwestrze w tym roku Wstyztko mi upadlo.We wrzesniu wyjechalam na studia do krakowa i teraz tu ejstem i poniewaz maialm fajnych znajomych z liceum noi nadzieje ze w koncu z tym chlopakiem mi wyjdzie bo duzo slyszlam od innych ze tak jest .Teraz nie mam sily na nic .On zainteresowal sie moja kolezanka ktorej nie chcialm zapraszac na pocztaku maialmjeszce dume i nei okazywla tego jak mi zle.Pozniej wszystkio we mnie peknelo.Zainteresowal sie mna inny chlpak ktory znal mnie z zczasow świetności wakacyjnej kiedy myslaklam z e swiat do mnie nalezy bo czualm sie doceniona.Pozniej tak naprawde nie maialm sily na nic.Bylo coraz gorzej .Zaczelo o obwinaianai sie.Rodzice wzieli mnie jak bylam w domu do psychiatry .Juz zaczelo sie ze nei cchialam wracaac do Krakowa bo tu nikogo nei maiaalm.Ludzie wydawai mi sie beznadziejni boz nikim sie tak naprawde nei trzymalam.Porobily sie grupki a ja niby rodzicom mowie ze oni mnie uwazaja za ciamajde bo mówie o swoim samopoxczuciu.Byłam u psyhciatry przesiala mi lexapro ale ja ca;y czsa chce obudzic si szczesliwa.Nie chcce za kazdym razem wracac tu do krakowa.Poniewaz zaczelam rozpaczac rodzice zaczeli wszystko za mnei robic.Nie potrafie sie teraz ubrac, zdecydiwac co zapakowac, jak sie budze to chciwle przezd zajeciaami tak zeby nei zdarzyc bo minelo tyle czasu.Stracilam kontakt ze wszytstkimi oprocz 3 przyjaciol ktorzy mnie wspierajaa.Ale ca;y czsa wchodze na gadu i czyatam opisy znajomych to nie dobija ze oni zyja a ja spie.Jka tylko cos mi nei wychodi o klade sie spac Myale tylko caly zcsa o sobie.Nie moge wykonywac zalecen psycholog co d koncentracji bo alebo chcialam czuje sie zdrowa i jak wszyyscy mowia ze siem ucza itp. tyo ja mwoie tlko to mi zosatalo wiec musze.Ale nagle w przyplywaie emocji siadam i siedze do 22 myslac o sobie a i nei wiem jak mi czsa przeplywa meidzy palcami.Wczesniej byal jesze na siebie zla jak czegos nie zbilam teraz wszystko mi obojetne. Tyelko pozie wstyd mi sic d psychologa pwoiedziec ze nic nei zrobilam.Rodzice mi mowia ze amam isc do psychoatry albo mi zalaltwia to pojde a sama tak jakbym bala sie wychodzic.resztye dpisze dalej
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
09 maja 2007, 10:20

Avatar użytkownika
przez Marla_30g 09 maja 2007, 11:08
GosiaaaWitaj

Uff..przebrnęłam...:)
Gosiaaa napisał(a):Tyelko pozie wstyd mi sic d psychologa pwoiedziec ze nic nei zrobilam


Nie powinno Ci być wstyd iść do psychologa...Sam psychiatra nie zdziała tyle co właśnie rozmowa z psychologiem..Nie wstydź się rozmawiać!Psycholog jest właśnie od tego aby Ci pomóc i skorzystaj z tego bo naprawdę warto.Dużo piszesz o rodzicach i wywnioskowałam z tego że bardzo im zależy na Tobie i chcą Ci pomóc za wszelką cenę,więc przyjmij tą pomoc a zobaczysz że z każdym tygodniem będzie coraz lepiej.
Trzymaj się! A jeśli o chłopaków chodzi to pół światu tego kwiatu :D i zobaczysz,ze przyjdzie odpowiedni moment i znajdziesz tego jedynego i najważniejszego,czego Ci z całego serca życzę.Pozdrawiam.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
90
Dołączył(a)
18 kwi 2007, 12:12
Lokalizacja
Katowice

przez antoine 09 maja 2007, 19:57
Ja juz nie chodze do psychologa bo jakos mi nie pomaga, chyba lepiej pogadac z ludzmi ktorzy to sami przechodza. Psycholog pomoze chyba tylko wskazac droge dla poprawy zachowania, natomiast jezeli czujesz sie samotny i beznadziejnie uwazam ze lepiej porozmawiac z osobami ktorzy sami tego doswiadczaja...

Mi osobiscie nie zalezy mi kompletnie na niczym, chcialbym zeby cos mnie rozjechalo albo potracilo, co nieomal ostatnio sie wydarzylo , zupelnie nie swiadomie :) ale odratowala mnie jakas dziewczyna na przystanku tramwajowym :) Bylem ciagle w jakims dziwnym otepieniu i to trwa caly czas tej depresji, czy cholera wie jak to nazwac ...
Offline
Posty
61
Dołączył(a)
31 sty 2007, 00:07

A ja zdradziłem...

przez Misza 10 maja 2007, 21:09
Jestem uzależniony od kobiet, potem zamykam się w sobie, czuję jakbym się zapadał.
Ustosunkowany bardziej negatywnie :/
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
10 maja 2007, 20:22

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do