Czy powinnam pogodzić się z ojcem?

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Czy powinnam pogodzić się z ojcem?

Avatar użytkownika
przez mirunia 22 lip 2016, 18:14
iiwaa, Jeżeli ta sprawa z ojcem nie daje Ci spokoju, to pewnie przyszedł ten moment, żeby go odwiedzić. Zrób to dla siebie, uspokoisz sumienie, zaspokoisz ciekawość i najprawdopodobniej odchorujesz to przez kilka dni, ale uspokoisz się wewnętrznie na długo.
I tak jak piszesz – brak odwiedzin teraz, to wyrzuty sumienia na dłuuuugo, gdy go już nie będzie.
Jesteś w końcu jego córką, teraz dojrzałą kobietą, która ma trochę inne spojrzenie na życie i rzeczywistość, niż jak miałaś te 20 lat.
A on jest nadal Twoim ojcem, jaki by nie był – alkohol zżera sumienie i wszelkie uczucia, to okropna choroba niszcząca wszystko w człowieku, stąd brak było empatii z jego strony do Twojej mamy i do Ciebie.
Ty natomiast masz pełną świadomość tej sytuacji i masz nadal uczucia (tak sądzę), więc odwiedź ojca i wybacz mu ten brak ojcostwa w tamtych latach. Wybaczanie jest wielką cnotą.
To będzie wielki gest z Twojej strony, a i poczujesz się lepiej.

To byłaby zwykła, mała wizyta – więc wygodne, normalne ubranie, nawet dżinsy i bluzka.
Pora dnia – wydaje mi się najlepsza popołudniowa. Rano/ przed południem – chyba raczej nie.
A przedstawić się możesz z imienia, może jeszcze pamięta jak córka ma na imię.
Rozeznasz się w sytuacji na miejscu, nie pisz w głowie scenariuszy, bo się zaplączesz we własnych myślach.
Ja bym tam sama nie jechała…. Niech mąż będzie gdzieś w pobliżu, będzie Ci raźniej, poczujesz się pewniej.
Ostatnio edytowano 22 lip 2016, 18:19 przez mirunia, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4376
Dołączył(a)
12 wrz 2013, 15:43

Czy powinnam pogodzić się z ojcem?

Avatar użytkownika
przez Ḍryāgan 22 lip 2016, 18:18
najprawdopodobniej odchorujesz to przez kilka dni, ale uspokoisz się wewnętrznie na długo.

albo wręcz przeciwnie... Wróci roztrzęsiona i długo nie będzie się mogła pozbierać, bo wszystkie koszmary dzieciństwa powrócą. Nie wierzę, że będzie jak w filmie "córeczko, przyszłaś. Czekałem. Wybacz". Sorki, takie bajki się nie zdarzają i ktoś kto był skurwielem przed 20 laty nadal nim zostanie
Nadanie sensu życiu może doprowadzić do szaleństwa, ale życie bez sensu jest torturą niepokoju i próżnych pragnień, jest łodzią pragnącą morza i jednocześnie obawiającą się go.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4022
Dołączył(a)
22 lis 2015, 20:40

Czy powinnam pogodzić się z ojcem?

Avatar użytkownika
przez mirunia 22 lip 2016, 18:33
Ḍryāgan napisał(a):Sorki, takie bajki się nie zdarzają i ktoś kto był skurwielem przed 20 laty nadal nim zostanie.

Zgadza się, zło pozostanie nadal złem, bo to charakter człowieka.
Na wybaczenie z jego strony nie ma co liczyć, to iiwa niech wybaczy...
A koszmary dzieciństwa są nadal w psychice i wątpię, by teraz były większe po tym spotkaniu. To juz inni ludzie po tylu latach, teraz przyjdą nowe, inne wrażenia, wcale nie mówię, że lepsze i bajkowe... ale może właśnie warto dla spokoju sumienia, że nic się nie zmieniło w ojcu. :bezradny:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4376
Dołączył(a)
12 wrz 2013, 15:43

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Czy powinnam pogodzić się z ojcem?

Avatar użytkownika
przez agusiaww 22 lip 2016, 20:53
Tu nawet nie chodzi o ojca, ale zeby samej miec swiadomosc ze my sami jestesmy innymi ludzmi. Spotykajac sie z ojcem nie łudziłam sie, ze padniemy sobie w ramiona, dla mnie alko sa ludzmi zamknietymi w pewnym schemacie (w sumie jak 99%społ, tyle, ze te schematy sa rozne w zaleznosci od roznych czynnikow: np. srodowiskowych, biologicznych, osobowosci itd) ale było to spotkanie dla mnie wartosciowe, natomiast trzeba sie zastanowic czy to warte nerwow dla danej osoby bo przyjemne raczej nie bedzie.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6261
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Czy powinnam pogodzić się z ojcem?

Avatar użytkownika
przez iiwaa 22 lip 2016, 21:26
Ḍryāgan napisał(a):Przepraszam, ale właściwie jaki miałby być cel Twojej wizyty?

Nie wiem sama.

On nie chce cię widzie, może zapomniał po 20 latach że miał córkę, Tobie to nie sprawi przyjemności. Jak chcesz go wspomóc to mu wyślij kasę, chociaż to bez sensu bo i tak przepije, aalbo jeśli jest chory załatw mu dom opieki, żeby nie mieć tych wyrzutów sumienia.

Nie wiem, czy jest chory. Kuzynka mówi, że nie. Chciałabym zapytać, czy może mu czegoś brakuje. Choroba to był przykład.

I tyle. Przecież ty wcale nie chcesz się z nim zobaczyć tak serio.

I chcę, i nie chcę. Albo inaczej - nie chcę, ale myślę, że możliwe, że powinnam.

Raz w życiu miałem przypływ potrzeby, żeby mojemu ojcu wytłumaczyć o co mi chodzi, napisałem jakiś durny łzawy list, po którym było jeszcze gorzej a potem zostałem na dokładkę oskarżony, że przeze mnie zawału dostał. Pierwszy i ostatni raz próbowałem mu coś przekazać - chociaż mój ojciec nie jest alkoholikiem i w teorii przynależy do inteligencji.

Nie chcę mu nic tłumaczyć... Nie mam w ogóle nic do tłumaczenia.



Mirunia napisał(a): iiwaa, Jeżeli ta sprawa z ojcem nie daje Ci spokoju, to pewnie przyszedł ten moment, żeby go odwiedzić. Zrób to dla siebie, uspokoisz sumienie, zaspokoisz ciekawość i najprawdopodobniej odchorujesz to przez kilka dni, ale uspokoisz się wewnętrznie na długo.
I tak jak piszesz – brak odwiedzin teraz, to wyrzuty sumienia na dłuuuugo, gdy go już nie będzie.
Jesteś w końcu jego córką, teraz dojrzałą kobietą, która ma trochę inne spojrzenie na życie i rzeczywistość, niż jak miałaś te 20 lat.
A on jest nadal Twoim ojcem, jaki by nie był – alkohol zżera sumienie i wszelkie uczucia, to okropna choroba niszcząca wszystko w człowieku, stąd brak było empatii z jego strony do Twojej mamy i do Ciebie.

Tu nie chodzi o brak empatii. Sam brak empatii nie byłby niczym wielkim. On był okrutny.

Ty natomiast masz pełną świadomość tej sytuacji i masz nadal uczucia (tak sądzę), więc odwiedź ojca i wybacz mu ten brak ojcostwa w tamtych latach. Wybaczanie jest wielką cnotą.
To będzie wielki gest z Twojej strony, a i poczujesz się lepiej.

Szczerze mówiąc nie wierzę w cnoty i w miłosierdzie... bo zbyt katolickie mi się to wydaje, a tej religii nie trawię bardziej niż pijaków.

To byłaby zwykła, mała wizyta – więc wygodne, normalne ubranie, nawet dżinsy i bluzka.
Pora dnia – wydaje mi się najlepsza popołudniowa. Rano/ przed południem – chyba raczej nie.
A przedstawić się możesz z imienia, może jeszcze pamięta jak córka ma na imię.
Rozeznasz się w sytuacji na miejscu, nie pisz w głowie scenariuszy, bo się zaplączesz we własnych myślach.
Ja bym tam sama nie jechała…. Niech mąż będzie gdzieś w pobliżu, będzie Ci raźniej, poczujesz się pewniej.

Z tym że po południu może być pijany. To jest problem.
Mój ojciec ma skrajną alergię na mojego męża (mimo że widział go ze 3 razy w życiu), jak go widzi, to bluzga. Zwłaszcza że między panami jest jedynie 5 lat różnicy. On go skrajnie nienawidzi. Ale boję się jechać sama.

Ḍryāgan napisał(a):albo wręcz przeciwnie... Wróci roztrzęsiona i długo nie będzie się mogła pozbierać, bo wszystkie koszmary dzieciństwa powrócą.

Ja wtedy pracuję po 16 godzin dziennie i robię wszystko, żeby się "odciąć"... w sumie nie najgorzej.

agusiaww napisał(a):ale było to spotkanie dla mnie wartosciowe,

Mogę spytać, dlaczego wartościowe?
Ja myślałam raczej o mhm... ostatecznym zamknięciu pewnego rozdziału. nie wiem dlaczego, ale tak mi się kojarzy.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2193
Dołączył(a)
08 cze 2016, 23:18

Czy powinnam pogodzić się z ojcem?

Avatar użytkownika
przez Michellea 22 lip 2016, 21:40
iiwaa napisał(a):I chcę, i nie chcę. Albo inaczej - nie chcę, ale myślę, że możliwe, że powinnam.

Co to znaczy "powinnam"? Nic mu winna nie jesteś.

iiwaa napisał(a):
Ty natomiast masz pełną świadomość tej sytuacji i masz nadal uczucia (tak sądzę), więc odwiedź ojca i wybacz mu ten brak ojcostwa w tamtych latach. Wybaczanie jest wielką cnotą.
To będzie wielki gest z Twojej strony, a i poczujesz się lepiej.

Szczerze mówiąc nie wierzę w cnoty i w miłosierdzie... bo zbyt katolickie mi się to wydaje, a tej religii nie trawię bardziej niż pijaków.

Błagam Cię, nie wrzucaj wszystkich do jednego wora i to jeszcze gorszego niż toksyczni dla swoich rodzin pijacy :hide:
Natomiast wybaczenie nie równa się zapomnieniu i braku urazy. Chodzi o to, żeby pozbyć się (w miarę możliwości) negatywnych odczuć względem oprawcy, bo one tylko nam szkodzą i uprzykrzają nam życie, i żyć nieprzypominając sobie codziennie o tym, co było.

Z tym że po południu może być pijany. To jest problem.

Żadna pora nie jest idealna, skoro pije dzień w dzień.

Mój ojciec ma skrajną alergię na mojego męża (mimo że widział go ze 3 razy w życiu), jak go widzi, to bluzga. Zwłaszcza że między panami jest jedynie 5 lat różnicy. On go skrajnie nienawidzi. Ale boję się jechać sama.

To nie masz z kim innym pojechać, jak nie chcesz z mężem?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2241
Dołączył(a)
04 sty 2016, 14:11
Lokalizacja
Warszawa

Czy powinnam pogodzić się z ojcem?

Avatar użytkownika
przez iiwaa 22 lip 2016, 21:48
Michellea napisał(a):
iiwaa napisał(a):I chcę, i nie chcę. Albo inaczej - nie chcę, ale myślę, że możliwe, że powinnam.

Co to znaczy "powinnam"? Nic mu winna nie jesteś.

iiwaa napisał(a):
Ty natomiast masz pełną świadomość tej sytuacji i masz nadal uczucia (tak sądzę), więc odwiedź ojca i wybacz mu ten brak ojcostwa w tamtych latach. Wybaczanie jest wielką cnotą.
To będzie wielki gest z Twojej strony, a i poczujesz się lepiej.

Szczerze mówiąc nie wierzę w cnoty i w miłosierdzie... bo zbyt katolickie mi się to wydaje, a tej religii nie trawię bardziej niż pijaków.

Błagam Cię, nie wrzucaj wszystkich do jednego wora i to jeszcze gorszego niż toksyczni dla swoich rodzin pijacy :hide:
Natomiast wybaczenie nie równa się zapomnieniu i braku urazy. Chodzi o to, żeby pozbyć się (w miarę możliwości) negatywnych odczuć względem oprawcy, bo one tylko nam szkodzą i uprzykrzają nam życie, i żyć nieprzypominając sobie codziennie o tym, co było.

Z tym że po południu może być pijany. To jest problem.

Żadna pora nie jest idealna, skoro pije dzień w dzień.

Mój ojciec ma skrajną alergię na mojego męża (mimo że widział go ze 3 razy w życiu), jak go widzi, to bluzga. Zwłaszcza że między panami jest jedynie 5 lat różnicy. On go skrajnie nienawidzi. Ale boję się jechać sama.

To nie masz z kim innym pojechać, jak nie chcesz z mężem?


Nie oceniam ludzi - katolików, bo są i dobrzy, i źli. Nie podobają mi się za to zasady tej religii. Zresztą chyba żadna religia mi nie odpowiada.
W sumie nie jestem nic winna.. Masz rację.
Nie przypominam sobie codziennie... staram się.

Mogłabym poprosić którąś z koleżanek, ale nie mam prawa ich chyba tym obciążać.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2193
Dołączył(a)
08 cze 2016, 23:18

Czy powinnam pogodzić się z ojcem?

Avatar użytkownika
przez Michellea 22 lip 2016, 22:18
iiwaa napisał(a):Mogłabym poprosić którąś z koleżanek, ale nie mam prawa ich chyba tym obciążać.

Bez przesady, przecież nie będą się nim zajmować, tylko miałyby pojechać jako wsparcie. Zresztą są dorosłe i jeśli je poprosisz, same zdecydują, czy jechać, czy nie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2241
Dołączył(a)
04 sty 2016, 14:11
Lokalizacja
Warszawa

Czy powinnam pogodzić się z ojcem?

Avatar użytkownika
przez kotek em 23 lip 2016, 02:58
mirunia napisał(a):(...) Jesteś w końcu jego córką(...) A on jest nadal Twoim ojcem (...)


Na papierze, tutaj te nazwy są puste i fakt bycia córką/ojcem nie zobowiązuje do podjęcia jakichkolwiek dobrowolnych działań.

mirunia napisał(a):(...) Na wybaczenie z jego strony nie ma co liczyć, to iiwa niech wybaczy...


Że niby co on ma wybaczać?
Pierdolenie :/

Nie pojechałabym. Jego śmierć niczego nie powinna zmienić, za wyjątkiem poczucia całkowitego uwolnienia się od przeszłości.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4148
Dołączył(a)
28 wrz 2014, 01:29

Czy powinnam pogodzić się z ojcem?

przez atic 23 lip 2016, 03:00
iiwaa,
Pytalam meza, pytalam psychologa - obaj powiedzieli, ze nie maja prawa mi powiedzieć, co mam zrobić.



my chyba też nie powinniśmy ci mówić co zrobić :bezradny:
atic
Offline

Czy powinnam pogodzić się z ojcem?

Avatar użytkownika
przez wiejskifilozof 23 lip 2016, 09:44
Sam nie wiem,co doradzić.Ale,chyba im dłużej to trwa,tym gorzej.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
16576
Dołączył(a)
15 sie 2009, 16:08

Czy powinnam pogodzić się z ojcem?

Avatar użytkownika
przez NN4V 23 lip 2016, 09:46
atic napisał(a):iiwaa,
Pytalam meza, pytalam psychologa - obaj powiedzieli, ze nie maja prawa mi powiedzieć, co mam zrobić.

my chyba też nie powinniśmy ci mówić co zrobić :bezradny:

To prawda.
Mogę tylko powiedzieć, że osobiście bym olał.
Domniemane wyrzuty po śmierci niekoniecznie nastąpią. Nawet jeśli, da się je logicznie racjonalizować. Natomiast psychiczne koszty spotkania są pewne.
__regvar __no_init volatile unsigned char flags
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4355
Dołączył(a)
01 kwi 2015, 14:08
Lokalizacja
Wrocław

Czy powinnam pogodzić się z ojcem?

przez Piotrek1996 23 lip 2016, 19:25
Ciężko cokolwiek tutaj doradzić. Masz niby poczucie winy, ale z jakiego powodu? Z takiego, że to Twój ojciec? Przecież to nie Twoja wina. On sobie sam wybrał taką droge i na pewno się nie zmieni nigdy, bo niestety alkoholików nie wszystkich da się wyleczyć. Zresztą... skoro zostawił Ci tyle negatywnych wspomnień w głowie, zniszczył w jakimś stopniu życie to szkoda czasu się nim przejmować, myśleć. W każdym razie zrobisz co uważasz. Nikt za Ciebie nie zdecyduje, a jesteś przecież dorosłą kobietą.

Może widziałaś, może nie, aczkolwiek mówiłem o swoim kilka razy, ponieważ też jest alkoholikiem, jednak inna sprawa, że mnie i mamę utrzymuje. Aczkolwiek prawdę mówiąc to dla mnie jest obcym facetem, miałem do niego resztki szacunku jeszcze niedawno, ale po tym co ostatnio odwalał to mógłby nawet umrzeć teraz i bym za nim nie zapłakał w ogóle. Nikogo innego nienawidzę tak jak jego. Nie będę wspominał o tym co robił z moją matką, mną, lecz skoro orientujesz się w DDA to możesz się domyśleć sama.
Offline
Posty
138
Dołączył(a)
05 cze 2016, 13:18
Lokalizacja
Ciechanów

Czy powinnam pogodzić się z ojcem?

Avatar użytkownika
przez iiwaa 24 lip 2016, 03:55
Niejako "zmusiłam się" (oczy mi się zamykają :) ), żeby tutaj teraz zajrzeć - mam zupełnie inny nastrój, więc i zupełnie inną perspektywę.
Szczerze mówiąc - wiem, że to śmieszne - czasem mam wrażenie, że tkwią we mnie dwie różne osoby (i nie ma to nic wspólnego ze schizofrenią, to po prostu przenośnia) - ta "stara", która się czasem odzywa, czyli dziecko alkoholika, i ta "nowa", czyli dość zadowolona ze swojego życia. Moim podstawowym problemem zawsze jest to, że ta "stara" się odzywa i rzutuje na sposób myślenia tej "nowej", uprzykrzając czasami jej (czyli moje) życie.

W mojej głowie pojawiają się trzy warianty - nie jednocześnie oczywiście.
Wariant pierwszy - pojechać, zobaczyć, czy niczego mu nie potrzeba, spróbować spokojnie porozmawiać.
Wariant drugi (pojawiający się w skrajnych sytuacjach, kiedy coś jest nie tak i kiedy jest mi szczególnie źle, nie wierzę w siebie itd.) - pojechać i wykrzyczeń - jego słowami - "zobacz, spier.... mi życie, zapijaczone bydlę". Pojawiał się też czasem w sytuacjach, kiedy byłam zadowolona z siebie, bo zrobiłam coś, co było dla mnie wyzwaniem, w opcji: "widzisz, nie udało ci się spier... mi życia, pijaku".
Wariant trzeci - w dni takie jak dziś - "cóż za idiotyczny pomysł z tymi odwiedzinami, po co mi to".
Mąż mówi, że paradoksalnie wariant drugi mógłby przynieść mi największą ulgę i odcięcie, które jest dla mnie najważniejsze.

To wygląda tak, że całe życie starałam się za wszelką cenę od tego odciąć. Nie chodzi tylko o rodzinę - ja nie chciałam nie tylko mieć takiej rodziny, ale ja nie chciałam też siebie samej z tamtego okresu (czyli z okresu mniej więcej do 20stki). Do tego nawet stopnia, że kiedy jakieś 22 lata temu mąż (wtedy jeszcze nie mąż) zwrócił się do mnie wersją mojego imienia sprzed bodajże 6 tys. lat, to mu powiedziałam, żeby tak do mnie mówił, bo ja swojego imienia nie chcę (i tak zostało, swojego imienia używam tylko formalnie, no i tutaj, na forum). Pamiętam, jak ważna była dla mnie wtedy zmiana nazwiska - sama zmiana nazwiska prawie tak samo ważna, jak wyjście za mąż (bo swojego nazwiska panieńskiego nie chciałam, wręcz się go brzydziłam). Generalnie strasznie siebie nienawidziłam, uważałam siebie za porażkę, na szczęście nie poszło mi to w załamywanie się, ale w chęć zmiany za wszelką cenę. Z każdego takiego "odcięcia" strasznie się cieszyłam. Przeżywałam nawet głupią zmianę okularów na inne/wymiennie z soczewkami - bo dla mnie to było po prostu odcięcie się w stronę innego człowieka. Dla mnie nawet przefarbowanie włosów/wymiana garderoby/zrobienie prawa jazdy było czymś wielkim, bo właśnie kolejnym odcięciem.
Podobnie moim celem było zawsze bycie odwrotnością swojej matki (przy całym szacunku do niej, kochałam ją mimo wszystko) i życie o 180 stopni inne niż jej. Podobnie z mężem - przyznałam kiedyś, już dawno, u psychologa na wizycie, że ja wybaczyłabym mu każdą wadę, byleby był przeciwieństwem mojego ojca. Na przykład nie przeszkadza mi to, że bywa nieprzyjemny dla niektórych (niebliskich) ludzi. Pewnie wybaczyłabym mu nawet to, gdyby był dla nich okrutny (nie jest, mówię hipotetycznie) - bo to przeciwieństwo cech mojego ojca (milusiego na zewnątrz dla obcych, w domu niekoniecznie).
I boli mnie, kiedy mam wrażenie - a mam je ostatnio, może nie jakoś bardzo często, ale jest ono bardzo bolesne, więc je zauważam - że może do końca się nie odcięłam. Nie wiem, dlaczego mój mózg podsyła mi taką myśl. Bo chyba bardziej odciąć się nie można, niż ja to zrobiłam.

Po dzisiejszym dniu mam inne odczucia. W ogóle się nie waham - stwierdzam, że jechanie tam to głupi pomysł. Jestem szczęśliwa, mam swoje własne życie, i nie ma już nic z tamtej dziewczyny. Lubię to sobie mówić, nie rozumiem, dlaczego tak bardzo lubię to sobie powtarzać, już przez właściwie 20 lat. A kiedy zdarzyło mi się znaleźć jakąś cechę "tej starej", to ją zawzięcie eliminowałam. Czasami - znowu nie tak często, ale to bolesne - mam takie myśli, że czego bym nie zrobiła, to i tak będę tą samą, beznadziejną, gorszą, głupią (ojciec tak mówił) i brzydką (bo jak się nie miało pieniędzy na rachunki, to i na zadbanie w wieku nastoletnim też nie było, a koleżanki się stroiły, malowały, robiły paznokcie jak było wolne od szkoły, a ja się chciałam tylko schować) dziewczyną, a wszystko, co robię, to tylko zabiegi maskujące. Mąż się zawsze denerwuje, że nie wolno mi tak myśleć. bo teraz wszystko jest inaczej itd. W inne dni jestem super zadowolona, że udało mi się zmienić.

Dzisiaj mam akurat ten dobry dzień, dlatego tutaj wpadłam mimo zamykających się oczu, żeby to opisać z dwóch perspektyw. Mąż wrócił, przyjechali (razem z nim) nasi przyjaciele z Krakowa, siedzieliśmy do późna (dopiero teraz przyszliśmy do domu) w ogrodzie, piliśmy wino, słuchaliśmy muzyki. I dzisiaj nie mam wątpliwości, że nie powinnam tam jechać.
Mam jakąś dziwną - podświadomą - potrzebę "odbijania" sobie tego, czego nie miałam w dzieciństwie/wczesnej młodości. To się zaczyna od najdrobniejszych aż do poważnych spraw. Śmieszny przykład - ta "stara" ja miała słabe, cienkie włosy, dosyć krótkie (nic dziwnego, jak nie miałam witamin). Do dziś (myślałam kiedyś, że mi to minie) czerpię ogromną przyjemność z dotykania i oglądania własnych włosów. Albo - moja matka miała obsesję na punkcie tego, że dziewczynka powinna być grzeczna i "porządna", co się objawiało (dość śmiesznie), że miałam chodzić wcześnie spać. Oczywiście uwielbiam siedzieć po nocach, choćbym nazajutrz musiała wstać o świcie.
I uwielbiam kontrast. Na przykład w tamtym domu (nie mogę powiedzieć, że moim) nie było książek. W naszym, moim (to na pewno mogę powiedzieć) mamy bibliotekę. I lubię do niej chodzić i po prostu patrzeć na te książki. Dlatego, że tam ich nie było, a tu są. Generalnie czasami, jak mam dobry humor, delektuję się tym, że wszystko jest inne. Głupie, wiem.

Bez przesady, przecież nie będą się nim zajmować, tylko miałyby pojechać jako wsparcie. Zresztą są dorosłe i jeśli je poprosisz, same zdecydują, czy jechać, czy nie.
W sumie masz rację :)

Nie pojechałabym. Jego śmierć niczego nie powinna zmienić, za wyjątkiem poczucia całkowitego uwolnienia się od przeszłości.
I tak dzisiaj myślę :)

my chyba też nie powinniśmy ci mówić co zrobić
Chodziło mi o to, co Wy byście zrobili w takiej sytuacji. Wiem, że jest tu sporo osób dda.

To prawda.
Mogę tylko powiedzieć, że osobiście bym olał.
Domniemane wyrzuty po śmierci niekoniecznie nastąpią. Nawet jeśli, da się je logicznie racjonalizować. Natomiast psychiczne koszty spotkania są pewne.
Jakbym słyszała męża ;) Robicie rachunek potencjalnych zysków i strat :D

ale po tym co ostatnio odwalał to mógłby nawet umrzeć teraz i bym za nim nie zapłakał w ogóle.
Ja w ogóle nie potrafię płakać, jakkolwiek myśląc o "rodzinnym domu"...

inna sprawa, że mnie i mamę utrzymuje.
Nie myślałeś, żeby zwiać (czyli wyprowadzić się)? Ja zwiałam zaraz po maturze...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2193
Dołączył(a)
08 cze 2016, 23:18

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do