Czy nie pociągam swojego męża?

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Czy nie pociągam swojego męża?

Avatar użytkownika
przez iiwaa 10 cze 2016, 09:39
Agusiaww, prosto a zbyt obcesowo to dla mnie różnica.
No, nie powiedziałabym mężowi (ani nikomu), że ma "nie zaglądać do studni sąsiadki, bo go zabiję, a potem ucieknę za granicę". Ani to dla mnie śmieszne, ani konieczne, ani właściwe. Zwłaszcza, że ktoś nawet nie ma takich zamiarów. A i ujęcie tego wydaje mi się dość niefortunne.
Sędziowie = wyższe sfery? No dobrze, nic nie mówię, ale mamy inną opinię na ten temat.
Wyższych sfer nie definiuje ani wykonywany zawód, ani zarobki (zresztą w przypadku sędziów niezbyt wysokie - na tyle niewysokie, że żaden dobrze radzący sobie na rynku adwokat/radca prawny nie tęskni do fioletowego żabotu i łańcucha z orzełkiem).
Jasne stawianie sprawy, a pewna wulgarność to różnica. I wulgarność to nie tylko przysłowiowe "rzucanie mięsem".
Ani ja, ani tym bardziej mąż, nie przepadamy za wulgarnością.
Zresztą - co Ty nazywasz wyższymi sferami? Na dwór Windsorów się tutaj ktoś wybiera?
Mhm, wiesz, może im (niezależnie od "sfery") to nie przeszkadza, a może tylko nie pokazują, że im coś przeszkadza, jak niejednokrotnie zdarza się mnie samej i ludziom, których znam, robić. Cóż - dorosłych się już nie wychowa, a kultury nauczyć trudno. I nie ma to nic wspólnego z jakimiś "wyższymi sferami". bo niejednokrotnie przekonałam się, że ludzie "na stanowiskach" potrafią aż ociekać brakiem ogłady. To raczej kwestia pewnej... kindersztuby? Mój mąż nie rzuca mięsem, a inny profesor (chwała Bogu w innej katedrze) jest rubaszny i dość obleśny - stanowisko i wykształcenie nie definiują charakteru człowieka.

Stop. Druid, muszę sprostować kilka rzeczy.
Co do "braku kryzysów" - miałam na myśli poważne kryzysy w związku, a nie kłótnie o sprawy mniej istotne.
Kryzys w związku to dla mnie romans, zdrada (fizyczna czy też emocjonalna), planowanie rozwodu, planowanie podziału majątku, spanie osobno, wyprowadzki (i ich planowanie). Nie kłótnie czy jakieś "ciche dni".
Owszem, kłóciliśmy się, jak w każdej relacji międzyludzkiej, nie tylko w małżeństwie. Ale ustaliliśmy (to był pomysł męża) na początku, jeszcze zanim się pobraliśmy (mieszkaliśmy razem przed ślubem), że nigdy nie będziemy zasypiać skłóceni i obrażeni. Jakoś się udało, czasami jakaś tam złość zostawała, ale i tak przytulenie czy nawet tylko odezwanie się do siebie przed zaśnięciem - nawet trochę "na siłę" dawało zawsze dobry efekt.
Nie ma cudów, kłóciliśmy się.
Ale z racji tego, że mąż jest opanowany, to wiele kłótni udało się ograniczyć, często do mojego gadania :) Nie było też nigdy jakiś patologicznych zachowań - nikt nikogo nie obrażał, nikt do nikogo mięsem nie rzucał (mamy zasadę - nie przeklinamy nigdy w rozmowach ze sobą), nie tłukł talerzy, nie wypominał niczego, nie ranił celowo.
Co do chęci gierek - nie ja o nich pisałam...
Nie wiem, co rozumiecie przez wprowadzenie odrobiny niepewności, bo można to rozumieć dwojako, albo nawet na więcej sposobów. Dla mnie wprowadzaniem niepewności nie jest nawiązywanie ani nawet symulowanie nawiązywania relacji z innym mężczyzną, na pewno nie zamierzam flirtować z innymi, nie zamierzam też stwarzać pozorów, że chciałabym odejść od męża. Myślałam raczej o próbie uwodzenia męża "od niechcenia", np. od rana, jak jedziemy do pracy na cały dzień. Coś takiego mi przyszło do głowy. Nie wiem, czy można nazwać to gierką i czy jest w tym coś złego. Wydaje mi się, że nie.
Może się nie zrozumieliśmy :)

Co do kompleksów - mąż jest bardzo pewny siebie i ma silne poczucie własnej wartości. Nie wiem więc, skąd się nagle wzięła mowa o jego kompleksach :) Mąż czuje się doceniany, śmiem twierdzić, że nie tylko przeze mnie.
Co do tego, że jestem młodsza i dbam o siebie (fizycznie i intelektualnie) - robię to na pewno nie tylko dla siebie (chociaż dla siebie też, bo po prostu chcę czuć się dobrze sama ze sobą, to sobie postanowiłam - że nie pozwolę sobie samej wpędzać się w jakieś dołki), ale też dla męża. Poza tym mąż jest atrakcyjny. I fizycznie, i intelektualnie. Ja mogę go słuchać godzinami - naprawdę. Zwłaszcza w niedzielę rano, jak nigdzie się nie musimy spieszyć.
Dalece upraszczając (ulubione słowa mojego męża :D ) - mąż jest niepewny siebie chyba tylko na fotelu dentystycznym :D
Albo jeszcze rok temu, jak mu szyli głowę, bo huśtał się na krześle i rąbnął głową o kant metalowej szafki...
Tak, wtedy był zdecydowanie niepewny siebie ;)

Druid, gwoli wytłumaczenia - nie pisałam o tym, bo to temat szeroki i nie chciałam "mieszać".
Jestem świadoma tego, że idealizuję męża. Obecnie i tak w mniejszym stopniu niż kiedyś, wszystko uświadomiłam sobie na terapii.
Wiem też jakie są tego powody - pochodzę z "niezbyt sympatycznej" (co i tak jest znacznym eufemizmem) rodziny. Mój ojciec był (a właściwie jest nadal - chyba - nie utrzymujemy kontaktów) alkoholikiem. I nie był spokojnym alkoholikiem, chociaż bić nigdy nikogo nie bił. Ale wiem, jak traktował moją ś.p. mamę. Jako dzieciak widziałam, jak zmuszał ją do stosunku, widziałam, że przychodził do domu i krzyczał, bo obiad nie był jeszcze gotowy, obrażał ją, jak miała okres (ja byłam już nastolatką), to mówił, że się jej brzydzi, groził, że wyrzuci nas z domu itd., nam obu mówił, że jesteśmy nikim, mnie, że jestem głupia (pamiętam do dzisiaj - w liceum cieszyłam się razem z mamą, że będę miała stypendium, ojciec skwitował "i tak jesteś k... głupia") itd. Nie chciałam zbyt dużo tym pisać, bo przypominanie sobie tego wszystkiego po prostu nie jest przyjemne i chcę raz na zawsze zamknąć ten rozdział w swoim życiu - również we własnej głowie.
Kilkanaście razy, ostatni raz w dniu wyprowadzki (miałam wtedy 19 lat) powiedziałam ojcu, że nigdy nikomu nie pozwolę się tak traktować. Odpowiedział jak zwykle: "poczekaj aż będziesz miała męża".
A to zostaje w człowieku, podświadomie uważałam, że nie zasłużyłam na nic lepszego niż na takie życie, jakie wiodła moja mama z moim ojcem. Podświadomie unikałam mężczyzn - zwłaszcza rówieśników, bo bałam się "co z nich wyrośnie".
Paradoksalnie na zewnątrz zawsze byłam silna, zaradna i pewna siebie. Jedyne czego nie potrafiłam, to patrzenie w oczy, kiedy do kogoś mówiłam. Niby byłam dość wygadana, ale w środku zawsze czułam się gorsza od innych, bałam się braku akceptacji itp.
Wracając do męża - jest totalnym przeciwieństwem mojego ojca i pierwszą osobą, która mnie naprawdę pokochała i którą ja naprawdę pokochałam (mama miała problemy, nerwicę, depresję, więc między nami też nie było idealnie). Pokazał mi, jak może wyglądać normalny związek i że mężczyzna może szanować kobietę.
Na początku miałam setki wątpliwości, ale jakoś pomógł mi z nich wyjść. Nie gadaniem - tym co robił (albo również tym, czego nie robił).
Ciężko mi więc nie być "zapatrzoną", chociaż wady męża naprawdę dostrzegłam po kilku latach małżeństwa. Ale nie mają one wpływu na moje postrzeganie jego osoby ani na nasze życie. Nie zmieni się to, że jest dla mnie najważniejszy, że na niego przelewam całe swoje uczucia i że dla mnie jest idealny. Nie jest idealny w ogóle, ale jest idealny dla mnie (to różnica ;) ).

Co ja mogłam przeskrobać? ;) Nie przeczytać tego co napisał? Mąż wie, że nic bym nie przeskrobała, bo sobie ufamy :)
Nikt sobie też nigdy nie szukał żadnej alternatywy.

Ale Wy jesteście zboczone :D
Szczerze mówiąc - ja (pewnie z racji przeszłości) nie jestem jakaś specjalnie pewna siebie w łóżku. Mam wrażenie że moje koleżanki są o wiele bardziej "biegłe" jeśli chodzi o te sprawy. No i nie krępują się gadać o seksie - ja tak.
Np. zwykle wolę coś mężowi delikatnie zasugerować (niekoniecznie słowem), ale ostateczną inicjatywę pozostawić po jego stronie.
I ciężko mi sobie wyobrazić tę akcję ze spektaklem (i nie chodzi o sam seks oralny, tylko raczej o sytuację i miejsce publiczne - bądź co bądź).
Przychodzi mi czasami do głowy, co mogłabym zrobić, ale zwykle kończy się na "to głupie" albo "pewnie mu się nie spodoba". Jeżeli mąż coś wymyśli to świetnie, ale sama z siebie - krępuję się.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2016
Dołączył(a)
08 cze 2016, 23:18

Czy nie pociągam swojego męża?

Avatar użytkownika
przez NN4V 10 cze 2016, 11:35
iiwaa napisał(a):....
Nie wiem, co rozumiecie przez wprowadzenie odrobiny niepewności, bo można to rozumieć dwojako, albo nawet na więcej sposobów. Dla mnie wprowadzaniem niepewności nie jest nawiązywanie ani nawet symulowanie nawiązywania relacji z innym mężczyzną, na pewno nie zamierzam flirtować z innymi, nie zamierzam też stwarzać pozorów, że chciałabym odejść od męża. Myślałam raczej o próbie uwodzenia męża "od niechcenia", np. od rana, jak jedziemy do pracy na cały dzień. Coś takiego mi przyszło do głowy. Nie wiem, czy można nazwać to gierką i czy jest w tym coś złego. Wydaje mi się, że nie.
Może się nie zrozumieliśmy :)

Jak dla mnie celowe wprowadzanie jakiejkolwiek niepewności do relacji jest uderzeniem w jego podstawy. Nie po to latami buduje się zaufanie i stabilizację, żeby je później poddawać rozmaitym wstrząsom. Kończy się to zazwyczaj źle dla inicjatorki onej "niepewności" i wywołuje świątobliwe zdziwienie. Nie tędy droga.
__regvar __no_init volatile unsigned char flags
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4341
Dołączył(a)
01 kwi 2015, 14:08
Lokalizacja
Wrocław

Czy nie pociągam swojego męża?

przez Druid 10 cze 2016, 12:02
iiwaa, wybacz pochopny osąd z mojej strony. Rozemocjonowałam się wczoraj bardziej niż podczas oglądania opery mydlanej. I trochę Ci zazdroszczę.
Druid
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Czy nie pociągam swojego męża?

Avatar użytkownika
przez coccinella 10 cze 2016, 12:06
dlatego w zwiazku ludzie powinni ze soba rozmawiac, o wszystkim
Nie chce mi się.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
807
Dołączył(a)
21 wrz 2012, 17:41
Lokalizacja
Warszawa

Czy nie pociągam swojego męża?

Avatar użytkownika
przez kotek em 10 cze 2016, 13:28
NN4V napisał(a): Ach - wielbicielki ...


No ok, jeśli naprawdę tego potrzebujesz, raz dziennie zezwalam tak pomyśleć :P.
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4148
Dołączył(a)
28 wrz 2014, 01:29

Czy nie pociągam swojego męża?

Avatar użytkownika
przez alone05 10 cze 2016, 15:04
Czemu nas, obcych ludzi się pytasz, my nie wiemy jak wyglądasz, spytaj się męża.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
854
Dołączył(a)
03 sty 2014, 20:36

Czy nie pociągam swojego męża?

przez Druid 10 cze 2016, 15:45
Co do kompleksów - mąż jest bardzo pewny siebie i ma silne poczucie własnej wartości. Nie wiem więc, skąd się nagle wzięła mowa o jego kompleksach :) Mąż czuje się doceniany, śmiem twierdzić, że nie tylko przeze mnie.
Pisałam o Twoich kompleksach względem męża, nie jego. I te kompleksy brzmią jak komplementy pod jego adresem. Jednak skoro opacznie mnie zrozumiałaś, może coś jest na rzeczy? Mam taką teorię spiskową, że osoby z dr i prof przed nazwiskiem stanowią odmianę wiecznego studenta i do pracy naukowej motywuje ich nie tyle chęć poszerzenia wiedzy czy ambicja, co poczucie bezpieczeństwa, jakie daje kontynuacja współpracy z uczelnią. ;)

Przy okazji, jak Twój mąż traktuje swoją siostrzenicę?
Druid
Offline

Czy nie pociągam swojego męża?

Avatar użytkownika
przez Stracona100 10 cze 2016, 16:53
Myślę, że tak bardzo wielbisz swojego męża, że on może się czuć "zagłaskany na śmierć".
Mówiąc o wprowadzeniu "odrobiny niepewności" miałam na myśli lekkie ochłodzenie wzajemnych relacji, mniej spontanicznej czułości z Twojej strony.
"Im mniej człowiek wie, tym łat­wiej mu żyć. Wie­dza da­je mu wol­ność, ale unieszczęśliwia."
"Le­piej jest um­rzeć, kiedy człowiek chce żyć, niż umierać wte­dy, kiedy człowiek chce już tyl­ko umrzeć."

- E.M.Remarque

zabija mnie DEPRESJA ENDOGENNA
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1423
Dołączył(a)
18 sty 2016, 11:45

Czy nie pociągam swojego męża?

Avatar użytkownika
przez iiwaa 10 cze 2016, 18:36
alone05 napisał(a):Czemu nas, obcych ludzi się pytasz, my nie wiemy jak wyglądasz, spytaj się męża.


A pociąg/pożądanie to tylko wygląd? Nie uważam, że on jest problemem, więc nie pytam. Warto przeczytać całość, a nie tylko tytuł.... :)
Nie wiem, dlaczego utożsamia się pożądanie z wyglądem. Wygląd, owszem, jest częścią składową, ale nie jedynym wyznacznikiem....


Druid napisał(a):
Co do kompleksów - mąż jest bardzo pewny siebie i ma silne poczucie własnej wartości. Nie wiem więc, skąd się nagle wzięła mowa o jego kompleksach :) Mąż czuje się doceniany, śmiem twierdzić, że nie tylko przeze mnie.
Pisałam o Twoich kompleksach względem męża, nie jego. I te kompleksy brzmią jak komplementy pod jego adresem. Jednak skoro opacznie mnie zrozumiałaś, może coś jest na rzeczy? Mam taką teorię spiskową, że osoby z dr i prof przed nazwiskiem stanowią odmianę wiecznego studenta i do pracy naukowej motywuje ich nie tyle chęć poszerzenia wiedzy czy ambicja, co poczucie bezpieczeństwa, jakie daje kontynuacja współpracy z uczelnią. ;)

Przy okazji, jak Twój mąż traktuje swoją siostrzenicę?


Nie uważam się za wiecznego studenta (żeby nie było wątpliwości - żaden ze mnie profesor, a i mąż nie ma nominacji na zwyczajnego).
Praca na uczelni to dla nas - dla mnie i dla męża - forma urozmaicenia. Nie potrzebujemy pracy na uczelni. Ja prowadzę tam 4 zajęcia tygodniowo (a więc 6 godzin, bo zajęcia trwają półtorej godziny). Mąż ma tygodniowo... jeden wykład w semestrze zimowym i dwa w letnim, w całym tygodniu ;) Zaskoczenie, nie? :) Dla niego to hobby. Lubi się znęcać nad studentami ;) Oczywiście żartuję - lubi mówić, kocha pisać. Do tego dochodzą po 2 godziny konsultacji "na głowę", bo każdy prowadzący musi je odbyć. Mężowi się zdarza "wynajmować" do tego doktorantów ;) Jeszcze się nie zbuntowali :) No i seminaria - raz w tygodniu po półtorej godziny.
Mąż uwielbia jeździć na konferencje, uwielbia dyskutować na tematy doktrynalne, może o nich gadać godzinami, naprawdę się tym interesuje. Ja z kolei po pierwsze się tym interesują, a po drugie lubię studentów i te kilka godzin. Pod koniec roku akademickiego zwykle tylko mamy dość, bo zaliczenia.
Źle nas zdiagnozowałaś ;) Praca na uczelni nie jest głównym źródłem naszego zarobkowania.

Co do siostrzenicy - to długa historia, zaczęła się jeszcze zanim ja poznałam męża. Siostra męża jest rozwódką z dwójką dzieci, mąż jej bardzo pomagał, całą edukację dzieciakom sfinansował. Starsze dziecko - syn - to bardzo zdolny chłopak i mąż jest w niego wpatrzony jak w obrazek. Bo był olimpijczykiem w liceum z wielu przedmiotów, bo jest wszechstronny, bo teraz robi doktorat za granicą itd. A młoda - młodsza od swojego brata o 8 lat - uczyła się zwykle przeciętnie,
Mąż się zdenerwował, kiedy nie dostała się na studia na nasz wydział, a próg był niski w tamtym roku. Jednym słowem - ciągle porównuje ją do brata, a kiedy przyjeżdżają tylko jemu poświęca uwagę. Ja ją zwykle gdzieś zabieram, żeby się nie męczyła.
Ja wiem, jakie mój mąż ma wady, z tym że one nie odbijają się na mnie i na naszym związku (no chyba, że mu truję zawzięcie na ten temat).
Ja zdaję sobie sprawę z tego, że dla niektórych osób mój mąż potrafi być przykry. I że jest zbyt lekceważący wobec niektórych osób. Ostatnio dziewczyna (miałam z nią ćwiczenia) miała zdawać egzamin u męża. Dziewczyna generalnie ogarnięta, kazał jej przyjść w jeden dzień na konsultacje, nie miał czasu (tak jej w każdym razie powiedział, ja stwierdzam, że to była kwestia dobrej woli) jej przepytać, więc odesłał ją do nas do pracy na za kilka dni. Kazał jej przyjść na 9 (ja byłam wtedy w pracy), ona przyszła, mąż przyszedł o 10:30, a zaczął ją pytać koło 11. Ona się naprawdę mocno denerwowała, widać, że jej zależy na tych studiach. Moim zdaniem mąż mógł ją chociaż przeprosić za to dwugodzinne spóźnienie, ale maż nie powiedział jej nawet dzień dobry, jak wchodził (siedziała w konferencyjnej) - dopiero ona jakoś tak nieśmiało powiedziała, to jej odpowiedział. Rozmawiałam z nim o tym później, ale stwierdził, że on nie komentuje mojej pracy dydaktycznej i prosi, żebym ja też tego nie robiła.
Dla mnie taki nie jest - odbiera telefony, dzwoni, jeśli np. stoi w korkach i się spóźni, potrafi przeprosić.
No, ale czasami nie jest mi miło na to patrzeć.


Stracona100 napisał(a):Myślę, że tak bardzo wielbisz swojego męża, że on może się czuć "zagłaskany na śmierć".
Mówiąc o wprowadzeniu "odrobiny niepewności" miałam na myśli lekkie ochłodzenie wzajemnych relacji, mniej spontanicznej czułości z Twojej strony.

Eh, znowu muszę wrócić do dzieciństwa/wczesnej młodości :(
Ale jak najkrócej - mam silną potrzebę bliskości, potrzebuję się przytulać i po prostu źle się bez tego czuję psychicznie. Na szczęście mąż nie ma z tym problemu, na brak przytulania nie mogę narzekać :D
Co do wielbienia - nie mówię mu że jest najmądrzejszy, najpiękniejszy ani nic z tych rzeczy ;) Szczerze mówiąc, to są ludzie którzy tak mu wchodzą nie powiem gdzie, że nawet ja nie mogę na to patrzeć :D
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2016
Dołączył(a)
08 cze 2016, 23:18

Czy nie pociągam swojego męża?

przez Druid 10 cze 2016, 18:59
Źle nas zdiagnozowałaś ;) Praca na uczelni nie jest głównym źródłem naszego zarobkowania.
Widzisz, tyle są warte moje teorie /spiskowe/ :lol: Nie miałam na myśli bezpieczeństwa finansowego, raczej rozwój pod skrzydłami instytucji-matki. Tak mi się jakoś uczelnia z matczynym cyckiem kojarzy :mrgreen: Zdaję sobie sprawę, że motywy postępowania, których doszukuję się u innych, więcej mówią o mnie niż o nich.

No i już nie zazdroszczę Ci męża...
Druid
Offline

Czy nie pociągam swojego męża?

Avatar użytkownika
przez iiwaa 10 cze 2016, 21:05
Druid napisał(a):
Źle nas zdiagnozowałaś ;) Praca na uczelni nie jest głównym źródłem naszego zarobkowania.
Widzisz, tyle są warte moje teorie /spiskowe/ :lol: Nie miałam na myśli bezpieczeństwa finansowego, raczej rozwój pod skrzydłami instytucji-matki. Tak mi się jakoś uczelnia z matczynym cyckiem kojarzy :mrgreen: Zdaję sobie sprawę, że motywy postępowania, których doszukuję się u innych, więcej mówią o mnie niż o nich.

No i już nie zazdroszczę Ci męża...


Moge zapytac, co sie glownie przyczynilo to tego nowego braku zazdrosci? ;)
Badz co badz jest dobrym mezem.

Co do rozwoju pod skrzydlami instytucji-matki - oj, nie u nas. To jest tak duzy wydzial, tak duzo studentow, tak duzo pracownikow, ze albo jedziesz na nazwisku (na ktore musisz zapracowac), albo startujesz w konkursach (na ktore rowniez musisz zapracowac). Generalnie nikt sie nie troszczy o rozwoj, jak sie sama nie zatroszczysz. A ksiazka predzej zainteresuje sie niezalezne wydawnictwo niz uczelniane :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2016
Dołączył(a)
08 cze 2016, 23:18

Czy nie pociągam swojego męża?

przez Druid 10 cze 2016, 21:14
nie o warunki mi chodzi, a samą kontynuację edukacji/pracy - bez wpadania w próżnię, bo coś się kończy
/trzeba mieć "objawy", żeby to zrozumieć/ :lol:
Druid
Offline

Czy nie pociągam swojego męża?

Avatar użytkownika
przez iiwaa 10 cze 2016, 21:23
Druid napisał(a):nie o warunki mi chodzi, a samą kontynuację edukacji/pracy - bez wpadania w próżnię, bo coś się kończy
/trzeba mieć "objawy", żeby to zrozumieć/ :lol:


Aaa, o to chodzi :)
Zgodze sie - brak dalszego rozwoju bylby bolesny.
Ale moim zdaniem czlowiek powiniem sie rozwijac cale zycie, rowniez intelektualnie :) niestety niewielu to czyni. Uczelnia - chcac nie chcac - nas do tego zmusza, zwlaszcza ze nasza dziedzina jest dosc zmienna i zalezy od kaprysow 460 panow, niestety.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2016
Dołączył(a)
08 cze 2016, 23:18

Czy nie pociągam swojego męża?

Avatar użytkownika
przez NN4V 11 cze 2016, 00:03
kotek em napisał(a):
NN4V napisał(a): Ach - wielbicielki ...


No ok, jeśli naprawdę tego potrzebujesz, raz dziennie zezwalam tak pomyśleć :P.

Dzięki - uwielbiam krótkie spódniczki i damy umiejętnie wysiadające z pojazdów. :P
__regvar __no_init volatile unsigned char flags
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4341
Dołączył(a)
01 kwi 2015, 14:08
Lokalizacja
Wrocław

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Motocyklista i 6 gości

Przeskocz do