Czy każdy [...] dochodzi do ściany?

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Czy każdy [...] dochodzi do ściany?

przez Mezus 11 cze 2016, 13:46
Marti27

"a co mysli o waszym zwiazku twoja zona? Jakie ona ma odczucia? Rozmawiales z nia o tym? Moze ma podobnie? Warto by to przedyskutowac i zastanowic sie nad jakims rozwiazaniem. Ciezko zyc tak obok siebie"

I tak, i nie- dużo wie, czy miała możliwość zaobserwowania, ale zapewne są rzeczy, o których nie wie.
Część mojego wpisu, to są z Niej cytaty, co dowodzi, że robi się gorąco i coś trzeba zmienić, nad czymś popracować.

I mój wątek, wbrew pozorom, mam mi w tym pomóc- jestem/byłem ciekaw, jak to się "statystycznie" rozkłada i w ilu związkach dochodzi sie do takiej "ściany".
A ciekawość powodowała jedna rzecz- szukanie informacji, czy problem jest osobniczy, wynikający ze mnie czy uniwersalny i dotyczy wielu (?) związków, gdzie jedna osoba ma narąbane w głowie.
Offline
Posty
217
Dołączył(a)
02 gru 2011, 18:44

Czy każdy [...] dochodzi do ściany?

Avatar użytkownika
przez agusiaww 13 cze 2016, 12:33
Mezus, zaraz narabane, a pokaz mi jakies małzenstwo gdzie wszystko jest ok, ludzie zawsze maja jakies problemy, np. na tym forum niby maja kase, wyksztalcenie a babka pisze ze masz ja rzadko seksuje...i wez tu dogodz kazdemu. :bezradny:
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6261
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Czy każdy [...] dochodzi do ściany?

przez Mezus 13 cze 2016, 17:21
Aga

"ludzie zawsze maja jakies problemy"

Owszem...
Tyle, że Użytkownikom Forum dochodzą jeszcze inne, które dla zdrowych są i obce, i niezrozumiałe.
Co podwójnie obciąża- nasze, to czy inne problemy, to nie jest złamana noga, gdzie gips każdy widzi i dla każdego jest oczywiste i naturalne, że boli, przeszkadza, itp.

Stąd jestem ciekaw, w ilu i kiedy tak obciążonych związkach pojawiają się już nie rysy a pęknięcia.

Choć ja, po -nastu przegadanych w ciągu kilku dni godzinach, przerycia życia niemal do poczęcia, kilka rzeczy w małżeństwie poukładałem.
Choć oczywiście i sporo rzeczy jeszcze do przegadania i sporo zmian w życiu przed nami.
Zmian, które mają poustawiać na nogach to, co m.in. "dzięki" zrytej głowie, w przeciągu ostatnich kilku lat postawiłem na głowie.
Czy się uda? Tfu tfu- powinno, jeszcze do sufitu nie doszliśmy.
Offline
Posty
217
Dołączył(a)
02 gru 2011, 18:44

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Czy każdy [...] dochodzi do ściany?

Avatar użytkownika
przez agusiaww 13 cze 2016, 19:12
Mezus, niby tak ale ja nie podchodze w ten sposob ze mamy gorzej bo przynajmniej nie narzekasz ze rzadko seksujesz ;) Ludzie z nerwica/depresja naprawde maja o wiele wieksze problemy niz orgazm w x w tygodniu, nie skupiamy sie na bzdurach. Natomiast ogolnie ludzie chodza sfrustrowani i wsciekli, zestresowani wiec nie wydaje mi sie ze nerwica/depresja jest taka wyjatkowa. Tyle, ze jedni sie lecza a inni nie.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6261
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Czy każdy [...] dochodzi do ściany?

Avatar użytkownika
przez Stracona100 13 cze 2016, 19:23
Mezus napisał(a):Zmian, które mają poustawiać na nogach to, co m.in. "dzięki" zrytej głowie, w przeciągu ostatnich kilku lat postawiłem na głowie.
Czy się uda? Tfu tfu- powinno, jeszcze do sufitu nie doszliśmy.

Uda sie - trzymam kciuki.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1423
Dołączył(a)
18 sty 2016, 11:45

Czy każdy [...] dochodzi do ściany?

przez Mezus 14 cze 2016, 16:00
agusiaww

"przynajmniej nie narzekasz ze rzadko seksujesz"

I tak, i nie...
Bo przerabialiśmy moment, gdy moje libido osiągnęło dno i metr mułu. Parę rzeczy się na to złożyło- również farmaceutyki, jak się w pewnym momencie dowiedziałem.
I były o tym dyskusję w domu- z jednej strony zrozumienie, z drugiej rozczarowanie i złość, bo z potrzebami poniekąd biologicznymi nie wygrasz. Na szczęście- było, minęło (?).

Co więcej, choć ten wątek tego akurat nie dotyczy...
Tak, jak w sumie nie mamy świadomości, jak potężnej grupy osób dotyczy alkoholizm, gdzie rodzinnie udaje się, że problemu nie ma ( znam domy, o których nikt by nawet nie pomyślał, że któreś z rodziców ma taki problem ), tak nie zdajemy sobie sprawy, w ilu domach/związkach/rodzinach problem niedomagań seksualnych istnieje. I to w obie strony- nadaktywności i braku takowego. Choć to bardziej statystyka i doświadczenie życiowe mi podpowiada.
Ale mam, niestety, szansę się nie mylić- jakiś czas temu rozwiedli się, przez seks, moi znajomi. Spora firma, duży dom, dwójka dzieci. Przez przypadek, kobieta nakryła męża, gdy z kolegą uprawiał seks- wcześniej myślała, że jest wstydliwy, że przeszkadza mu estetycznie widok nagiej żony, że zawsze jak spod igły, bo ma taki koncept na siebie... A tu zonk, po -nastu latach małżeństwa. I chyba bardziej właśnie o taką tajemnicę i brak szczerości poszło, niż o sam seks.
Offline
Posty
217
Dołączył(a)
02 gru 2011, 18:44

Czy każdy [...] dochodzi do ściany?

Avatar użytkownika
przez NN4V 15 cze 2016, 16:45
Mezus napisał(a):...
I mój wątek, wbrew pozorom, mam mi w tym pomóc- jestem/byłem ciekaw, jak to się "statystycznie" rozkłada i w ilu związkach dochodzi sie do takiej "ściany".
A ciekawość powodowała jedna rzecz- szukanie informacji, czy problem jest osobniczy, wynikający ze mnie czy uniwersalny i dotyczy wielu (?) związków, gdzie jedna osoba ma narąbane w głowie.

Wątek ma dać Ci wiedzę o rozkładzie statystycznym? Fajne urojenia.
Tak - to problem uniwersalny. Wszyscy mają narąbane we łbach. Ten winny w relacji, kto ma narąbane więcej. To wiadomo bez zakładania wątków.
__regvar __no_init volatile unsigned char flags
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4354
Dołączył(a)
01 kwi 2015, 14:08
Lokalizacja
Wrocław

Czy każdy [...] dochodzi do ściany?

Avatar użytkownika
przez agusiaww 15 cze 2016, 18:18
Mezus, do sciany kazdy dochodzi, tyle ze dla jednego sciana jest brak seksu/nadmiar seksu, dla innego objawy chorobowe itd. ile ludzi tyle sytuacji. Jakby było idealnie to nudno ;)
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6261
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Czy każdy [...] dochodzi do ściany?

Avatar użytkownika
przez iiwaa 17 cze 2016, 00:29
Mezus napisał(a):[...]- nie wiem, jakiego słowa użyć.
Z problemami?
Chory?
Z rozchwianymi emocjami?
Z- wstawcie sobie dowolne.

Tak się, przy okazji gorącego, sennego, niedzielnego popołudnia zastanawiam- czy każdy z nas dochodzi do ściany w związku/małżeństwie, za którą rozwiązanie jest tylko jedno?
Rozwiązanie, czyli po prostu ( łatwo napisać ) koniec, rozpad, zero.

Łapię się, że do takiej ściany dzielą mnie już tylko milimetry.
Nie tylko dlatego, że po -nastu latach małżeństwa powoli jest to rutyna, przyzwyczajenie, ale coraz częściej wychodzi zmęczenie. Czy to w codziennym pośpiechu, czy to przy zwykłych sprawach dnia codziennego, czy też, co najważniejsze, przy problemach nerwicowych.
Widzę, że gorzej znoszę ataki nerwicy, im podlej się czuję, tym więcej zła, złośliwości, przytyków, aluzji, a coraz mniej zrozumienia, pomocy, wyrozumiałości. I wtedy, tak naprawdę, zaczyna się efekt śnieżnej kuli- im bardziej mnie sponiewiera stres, im bardziej nad życiem tracę kontrolę, tym większa jest agresja i pretensje. A im większe pretensje i narzekania, tym szybciej człowieka zjadają nerwy... Taka kwadratura koła.

Ja mam "pecha", czy taki nasz standard?

A może po prostu zmęczenie "drugiej" połowy, która ma już dość stękania, wsłuchiwanie się w siebie, egoizmu?
Faktycznie- ile można patrzeć na powykręcaną w grymasie czy to bólu czy doła twarz "pierwszej" połowy? Ile razy można omijać i starać się zrozumieć, gdy człowiek dobity nerwami wali się na łóżko i ma wszystko w d.pie?

Muszę coś wymyślić...


Mhm, czy dobrze zrozumiałam, że cierpisz na nerwicę?
Rozumiem, że to choroba, ale zrozum też to, że - podejrzewam - Twojej drugiej połówce może być ciężej z Tobą, niż jej z nią.
Moja matka miała nerwicę. Miała napady złości. Jedno słowo wystarczyło, a zaczynała się niemiłosiernie drzeć. Rozbity należ, już przekleństwa. I nie wyobrażam sobie życia z mężem, który cierpi na taką chorobę. Uciekłabym od razu.
Nie, nie każdy dochodzi do ściany. Mam męża od 20 lat, nie doszliśmy do czegoś takiego nigdy. Czasem była jakaś kłótnia, ale nikt nie miał ataków agresji, nikt nie walił się na łóżko i nie miał wszystkiego ciągle gdzieś, nikt nie tracił kontroli nad swoimi nerwami w taki sposób, że ranił brutalnie i świadomie drugą osobę.
Ale z pewnością byśmy do czegoś takiego doszli, gdyby druga osoba miała wszystko gdzieś, krzyczała, miała ataki złości, nie miała ciągle na nic ochoty, nie potrafiła normalnie rozmawiać.
Nie dziw się, że ma pretensje - zapewne chciałabym mieć męża, który nie wykazuje objawów agresji i nie traci nad sobą kontroli.
Tak się nie da żyć. I jest to ciężkie dla tej osoby, która nie ma nerwicy. To ta osoba jest cholernie poszkodowana.
Może to brutalne, ale taka jest prawda. Pomyśl o tym i nie obwiniaj drugiej połówki za swoją chorobę i za to, że chce czasem mieć NORMALNY związek.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2168
Dołączył(a)
08 cze 2016, 23:18

Czy każdy [...] dochodzi do ściany?

Avatar użytkownika
przez iiwaa 17 cze 2016, 00:39
Stracona100 napisał(a):
Mezus napisał(a):Ja mam "pecha", czy taki nasz standard?

A może po prostu zmęczenie "drugiej" połowy, która ma już dość stękania, wsłuchiwanie się w siebie, egoizmu?
Faktycznie- ile można patrzeć na powykręcaną w grymasie czy to bólu czy doła twarz "pierwszej" połowy? Ile razy można omijać i starać się zrozumieć, gdy człowiek dobity nerwami wali się na łóżko i ma wszystko w d.pie?

Muszę coś wymyślić...

Nie, nie masz pecha - w prawie każdym związku dochodzi się do "jakiejś ściany", tylko nam "normalnym inaczej" zdarza się to zapewne częściej i trudniej przez nią przejść.

Myślę, że wielką rolę odgrywa "druga połowa", która musi wykazać się siła i wyrozumiałością, a to bardzo trudne.
Ale bez tego się nie uda. "My" by iść dalej potrzebujemy wsparcia, a często otrzymujemy dodatkowe ciosy od bliskich. Jeśli chcecie coś ratować, to tylko RAZEM. Jeśli żona nie rozumie Twoich problemów lub po prostu ma tego dość, to trudno będzie uratować cokolwiek.


Stracona - dochodzi do ściany, ALE nie takiej.
Różnie można rozumieć tę ścianę. I podczas gdy dla mnie czy koleżanki ścianą będzie sprzeczka o zupełną pierdołę czy o pracę, o tyle dla związków w pewnym sensie patologicznych, to już będzie zdrada czy alkoholizm - i o ile to pierwsze jest normalne dla wszystkich, o tyle to drugie nie jest normalne.
Tak samo jak darcie się na siebie dzień w dzień, postawa "mam cię gdzieś", leżę w łóżku cały tydzień, nie będę z tobą rozmiawiał przez tydzień, ciągle jestem wściekły i wystarczy jedno słowo żeby wywołać wybuch to nie jest sytuacja, w której osoba nieposiadająca nerwicy czuje się komfortowo i w której jest w stanie normalnie funkcjonować. I nie widzę powodu usprawiedliwiania tego, bo ktoś ma nerwicę. Bo najzwyczajniej w świecie ta osoba może mieć dość - ciągłych wrzasków, ciągle skwaszonej twarzy.
Moja mama miała nerwicę - gdyby mój mąż zachowywał się tak, jak ona, to najzwyczajniej w świecie bym nie wytrzymała i odeszła.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2168
Dołączył(a)
08 cze 2016, 23:18

Czy każdy [...] dochodzi do ściany?

Avatar użytkownika
przez iiwaa 17 cze 2016, 00:44
agusiaww napisał(a):Mezus, zaraz narabane, a pokaz mi jakies małzenstwo gdzie wszystko jest ok, ludzie zawsze maja jakies problemy, np. na tym forum niby maja kase, wyksztalcenie a babka pisze ze masz ja rzadko seksuje...i wez tu dogodz kazdemu. :bezradny:


Przeczytałam przez przypadek...
Nie pisałam nic o pieniądzach - to raz. Sama wyciągnęłaś taki wniosek. Ja w ogóle o tym nie wspomniałam... Poza tym, pieniądze to chyba nie wszystko. Owszem, jak ktoś ma problemy finansowe, to wydaje mu się, że pieniądze są najważniejsze, ale nie, nie są, są daleko na liście najważniejszych rzeczy w życiu. Bardzo daleko.
Nie narzekam na częstotliwość zbliżeń ;) Zupełnie nie zrozumiałaś mojego wątku albo celowo przeinaczyłaś moje słowa. Chyba że chodzisz wściekła i specjalnie szukasz czegoś, do czego można się przyczepić ;) A ponoć nie masz kijka - ja już wolę kijek niż "wściek". Spokój to bardzo fajne uczucie. Taki typowy spokój, równowaga, może jakieś zmartwienia, ale nie wybuch emocji przy pierwszym lepszym powodzie. Polecam :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2168
Dołączył(a)
08 cze 2016, 23:18

Czy każdy [...] dochodzi do ściany?

Avatar użytkownika
przez Stracona100 17 cze 2016, 09:34
iiwaa a nie przyrzekalas czasem, ze "na dobre i na zle, w zdrowiu i w chorobie"?
Najlatwiej odejsc, zostawic, bo komus przydazylo sie nieszczescie i zachorowal.
"Im mniej człowiek wie, tym łat­wiej mu żyć. Wie­dza da­je mu wol­ność, ale unieszczęśliwia."
"Le­piej jest um­rzeć, kiedy człowiek chce żyć, niż umierać wte­dy, kiedy człowiek chce już tyl­ko umrzeć."

- E.M.Remarque

zabija mnie DEPRESJA ENDOGENNA
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1423
Dołączył(a)
18 sty 2016, 11:45

Czy każdy [...] dochodzi do ściany?

Avatar użytkownika
przez NN4V 17 cze 2016, 09:43
Stracona100 napisał(a):iiwaa a nie przyrzekalas czasem, ze "na dobre i na zle, w zdrowiu i w chorobie"?
Najlatwiej odejsc, zostawic, bo komus przydazylo sie nieszczescie i zachorowal.

No właśnie.
Przykładowo: gdy facet zachorował na chorobę alkoholową, w wyniku której znęca się nad partnerką i potomstwem.
__regvar __no_init volatile unsigned char flags
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4354
Dołączył(a)
01 kwi 2015, 14:08
Lokalizacja
Wrocław

Czy każdy [...] dochodzi do ściany?

Avatar użytkownika
przez iiwaa 17 cze 2016, 10:54
Stracona100 napisał(a):iiwaa a nie przyrzekalas czasem, ze "na dobre i na zle, w zdrowiu i w chorobie"?
Najlatwiej odejsc, zostawic, bo komus przydazylo sie nieszczescie i zachorowal.


Nie, w Urzędzie Stanu Cywilnego treść przysięgi jest inna, a my jesteśmy niewierzący. I to nie niewierzący, że nie chodzimy do kościoła, za wyjątkiem ślubów i pogrzebów, tylko zdecydowanie jesteśmy ateistami. U mojego męża "świadomy praw i obowiązków" znaczy więcej niż "tak mi dopomóż wszechmogący".
Mhm, mieszkałaś kiedyś z osobą z nerwicą? Przecież to jest stan permanentnego stresu i napięcia.
Zupełnie tak samo, jak życie z alkoholikiem. A do 19. roku życia mieszkałam i z jedną osobą, i z drugą. I naprawdę, nie wiem co było gorsze.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2168
Dołączył(a)
08 cze 2016, 23:18

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości

Przeskocz do