Depresja i trudny związek

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Depresja i trudny związek

przez Rafik77 03 cze 2016, 15:45
witam
Mam 39 lat i jestem w związku z moją żoną od prawie 15 lat. To jest mój pierwszy poważny związek lecz obawiam się że nie jest to dobry związek dla nas obojga. Żona od dziecka cierpi na depersję dwubiegunową, fobie społeczną i zaburzenia osobowości. Z trudem ukończyła szkołę średnią musiała kilka razy zmieniać. Kilka razy próbowała studiować ale niestety zwykle nie udawało się przetrwać pierwszego roku (nie ze względu na oceny bo te miała dobre o ile była na zajęciach). Generalnie jest osobą bardzo inteligentną lecz niestety bardzo lubi kłamać. Na początku mojego związku był problem z moją rodziną (ojciec, matka i brat) gdyż nie bardzo chcieli ją zaakceptować. Wtedy mieszkałem niesety jeszcze z rodzicami gdyż jeszcze studiowałem i nie było mnie stać na wynajęcie czegoś. Pierwszy poważny zgrzyt pojawił się kiedy (podobno) na imprezie u kuzyna, kuzyn na balkonie chciał się do niej dobierać. To spowodowało duży zgrzyt pomiędzy mną a kuzynem oraz moją rodziną. Nie bardzo chcieli wierzyć że kuzyn mógł się do niej dobierać bo ma żoną itp.
Kolejny zgrzyt pomiędzy mną a moją rodziną pojawił się kiedy któregoś wieczoru moja małżonka (wtedy się dopiero spotykaliśmy) zasiedziała się i nie zdążyła na ostatni autobus do swojej miejscowości. Postanowiłem że przenocuję ją u siebie w pokoju i będziemy spać razem. Kiedy rano rodzice dowiedzieli się że żona spała ze mną zrobili wielką awanturę bo oni katolicy i nie pozwolą abyśmy bez ślubu spali w jednym łóżku. Wyzwali ją od dziwek i takich tam.
Jakiś czas później pojawiła się okazja aby odegrać się na kuzynie za sytuację z balkonu którą z narzeczoną wykorzystaliśmy. Kuzyn zaczął pracować w tej samej firmie co ja i postanowiłem że podłożę mu przysłowiową świnię tak żeby dostał dyscyplinarkę. Tak się też stało. Niestety po tym jak kuzyn zadzwonił do mojej rodziny żona otrzymała zakaz pojawiania się w domu. To już przekroczyło wszystkie granice i wynająłem dla nas małe 1 pokojowe mieszkanie z aneksem kuchenym. Od tego czasu sytuacja zaczęła się miedzy nami poprawiać, byliśmy szczęśliwi. Ze zwględu na chorobę żony obiecałem jej że będę ją utrzymywał a ona będzie zajmować się domem (gotowanie, sprzątanie). Niestety nasza sielnka trwała tylko koło roku. Po tym czasie żona zaczęła mieć problemy z regularnym sprzątaniem, co pogłębiało się coraz bardziej i w ostateczności pomagała mi sprzątać tylko jak ktoś miał przyjść. Później pojawiły się u żony lęki związane z tym że właściciel mieszkania będzie ją nachodzić itp. Na szczęście moja sytuacja finansowa miała się coraz lepiej więc postanowiliśmy wynająć inne większe mieszkanie. Po przeprowadzeniu sytuacja znowu uległa poprawie. Niestety po jakimś czasie żona zrobiła się dość nerwowa, pojawiały się kłutnie, ale jak to w każdym związku nigdy nie jest idealnie a biorąc pod uwagę chorobę żony starałem się być wyrozumiały. Kiedy objawy żony się zaczeły nasilać próbowałem namówić ją na powrót do leczenia, było ciężko ale się udało, niestety zwykle po jakimś czasie przerywała leczenie bo a to lekaż nie taki a to że leki ją tylko otumaniają i nie czuje nic ani dobrego ani złego i róże tego typu wymówki. Powoli zaczynało i mi być coraz ciężej znosić chorobę żony do tego stopnia że chciałem otruć się psycotropami ale żona zauważyła jak się do tego przygotowałem i zbierałem siły na ten krok. Po tym wydarzeniu żona stwierdziła że straciła we mnie wsparcie i poczucie bezpieczeństwa, że jestem słabszy psychicznie od niej (żona w dzieciństwie miała 3 próby samobójcze, 2 razy lekami a raz się cieła). Po pewnym czasie od tego wydarzenia stwiedziliśmy że szkoda pieniędzy ładować na wynajem i że tą samą kasę lepiej by było przeznaczyć na ratę kredytu za własne mieszkanie. Po jakimś czasie zrealizowaliśmy ten plan i zamieszkaliśmy na własnym mieszkaniu, dodatkowo z całej transakcji zostało nam jeszcze sporo gotówki co spowodowało że nagle podnieśliśmy sobie poziom życia. Niesety po jakimś czasie dodatkowe pieniądze się skończyły a przyzwyczajenia zostały, próbowałem więc więcej pracować by nie rezygnować z przyzwyczajeń ale dodatkowa praca nie była zawsze, zaczeliśmy żyć na kredyt, do tego doszedł konflikt z jedną z sąsiadek, której przeszkadzał zapach posiadanego kota i świnek morskich. Żona miała bardzo duże lęki, czasami potrafiła cały dzień jak mnie nie było nie wyjść z łóżka i nie jeść. Pojawiały się coraz częściej różne kłótnie. Mój stan psychiczny (wtedy tego jeszcze nie dostrzegałem również zaczął się pogarszać), dochodziło do sytuacji kiedy ja zmęczony po całym dniu pracy wracałem do domu i powinien jeszcze ogarnąć mieszkanie ale zwyczajnie nie miał sił, poza tym żona też potrzebowała bliskości i opieki. Przez to wszystko czasami dochodziło do sytuacji gdzie kuchnia była pełna niepozmywanych naczyń (to był mój obowiązek) a w pokojach panował kompletny bałagan i syf. Sprzątliśmy dorywczo co jakiś czas lub jak ktoś miał nas odwiedzić. Ja ze względu na żonę zacząłem też mieć gorszą sytuację w pracy bo zdarzało się że musiałem albo zostać w domu albo się zwalniać z pracy bo żona była w tak złym stanie. Ze względu na nieprzyjemny zapach od kota bo załatwiał się poza kuwetą sąsiadka robiła coraz większe problemy, odgrażała się sanepidem, wlewała pod drzwi chlor, podbużała innych sąsiadów przeciwko nam. To wszystko spowodowało że w pewnym momencie żona miała kolejną próbę samobójczą. Wylądowała w szpitalu. To był dla mnie szok że chciała odebrać sobie życie. W między czasie nasze kłopty finansowe urosły do tego stopnia że pojawił się komornik. Nie dawałem już rady i w niedługim czasie po tym jak żona wyszła ze szpitala (po wyjściu ze szpitala zamieszkała u matki bo twierdziła że tam się za bordzo boi i że tamto mieszkanie jej szkodzi) ja poszedłem do psychiatry bo też już nie dawałem sobie rady z tym wszystkim. Psychiatra skierował mnie do szpitala z rozpoznaniem silnej depresji. To niestety jeszcze bardziej pogorszyło naszą sytuację (komornik, pół roku na zwolnieniu czyli dużo mniejsze wynagrodzenie bo część wynagrodzenia było jako premiia).
Podczas mojego pobytu w szpitalu żona zaczęłą się zastanawiać czy chce jeszcze ze mną być, żadko mnie odwiedzała, ale ostatecznie stwierdziła że mimo wszystko będzie ze mną. Po wyjściu ze szpitala nasza sytuacja finansowa była bardzo kiepska (niespłacony kredyt na 20 tyś, zaległości w spółdzielni na 7 tyś) że po tym co zabierał nam komornik, spłaceniu raty za mieszkanie, opłaceniu telefonu nie starczyło by nam na wynajęcie innego mieszkania i utrzymanie się. Do tego aby wynająć obecne mieszkanie należało by zrobić tam remont a nie było nas na to stać. Na szczęście po jakimś czasie udało mi się znaleźć wuja który wynajmował gdzie indziej mieszkanie i kończyła mu się umowa najmu i zgodził się zrobić na swój koszt remont w zamian za wynajem po kosztach. To było lepsze niż nic więc się zgodziłem. To tyle naświetleniem sytuacji jaka doprowadziła do obecnego stanu który wygląda tak.
Od ponad 2 lat mieszkamy z żoną osobno ona u swojej mamy ja u swojej. Żona nie dogaduje się z mamą i ciągle się z nią kłóci, chodzi na psychoterapie ale porzuciła leczenie psychiatryczne. Ja również ciężko znoszę powrót do swojej matki gdysz mam u niej straszne warunki, nie mam nawet swojego pokoju (jedyne co mam to 2 szafki na ubrania w dwóch różnych pokojach, łóżko i stolik na komputer w przejściowym pokoju przez który chodzi często mój starszy brat i w którym matka ma swoje rupietały w szafkach. Do tego dochodzi to że trudno mi się pogodzić z sytuacją że po tym wszystkim co z nią przeżyłem odnośnie mojej żony, muszę teraz przez tyle czasu z nią mieszkać, nie raz już mi powtarzała że powinienem się z żoną rozstać, że ona nas razem nie widzi. Teraz 2 miesiące temu dostałem nawrotu objawów depresyjnych i leczę się u psychiatry a także chodzę na psychoterapię, która trochę otwiera mi oczy na nasz związek.
Żona obwinia całkowicie mnie za obecną sytuację i nie widzi w tym żadnej swojej winny (fakt ja byłem odpowiedzialny za finanse) ale jak jej mówiłem że trzeba oszcczędzać to nie chciała słuchać i robiła mi awantury bądź mówiła że jej nie kocham. Po tym jak nasza sytuacja się tak zancząco pogorszyła i zmieniła, chciałem aby pomogła nam wyjść na prostą czy poprzez próbę podjęcia pracy (przez ponad 2.5 roku podjeła 2 takie próby ale nie była w stanie wytrzymać dłużej jak miesiąc) lub przez postaranie się o rentę socjalną. Niestety żona o tym nie chce słyszeć twierdzi że kiedyś obiecałem ją utrzymywać, że doprowadziłem nas do takiej sytuacji i sam mam to naprawić i o nią zabiegać, że na jej chorobę to nie dostanie renty, że nie da rady chodzić i zbierać dokumentacji z leczenia albo że pewnie już jej nie ma. Do tego dochodzi fakt że z byle powodu potrafi krzyć, robić awantury a później przepraszać. To sprawia że czuję się tak jak by tylko mi zależąło na tym aby spłacić jak najszybciej długi i razem zamieszkać (mimio że żona też stale mówi że chce jak najszybciej razem zamieszkać ale w żaden sposób w tym nie pomaga, tylko się niecerpliwi kiedy bo jej ciężko z mamą). Z kolei z powodu jej nastrojów czuję się jak bym był z osobą alkoholiczką, która jak jest pijana krzyzcy i awanturuje się a jak wytrzeźwieje to przeprasza i tak w kółko. Do tego jeszcze żona jakieś pół roku temu zaczęłą palić czego ja nie znoszę bo później śmierdzi fajkami. Obecnie spotykamy się głównie w weekendy teraz jak jestem na zwolnieniu to trochę cześciej. To powoduje że pomio że jestem w małżeństwie to jednak czuję się samotny. Od tych 2.5 roku żona co miesiąc dostaje ode mnie 350zł tytułem kieszonkowego - miało to być na utrzymanie zwierzaków i jej jakiś podstawowych potrzeb tak żeby nie musiała o wszystko prosić mamy. Ostatni popsuł się jej telefon to dzwoniła z tabletu gdzie ma kartę tylko na internet i przez 2 miesiące mówię jej żeby się ograniczała to i tak muszę wydawać nawet do 100zł więcej a ona się tym za specjalnie nie przejmuje. Ja strałem się przez ten czas o nią zabierając ją w różne miejsca, dając prezenty, udało mi się zaszczędzić i na urodziny dostała używaną lustrzankę co było jej marzeniem. W zeszłym roku udało mi się zaoszxczędzić aby na 2 tygodnie pojechać na wakacje nad morze. Jak miałem morzliwość to kilka razy zabrałem ją do hotelu abyśmy byli tylko we swoje. Natomiast żona obecnie większość kieszonkowego wydaje na fajki. Dla mnie stara się tylko w moje urodziny, imieniny, raz dołożyła się do zorganizowania naszej rocznicy, no i chyba ze dwa razy zrobiła dla mnie jakieś niespodzianki. Przez ten związek straciłem sporą cześć rodziny.
Teraz od 2 miesięcy jestem znowu na zwolnieniu z powodu depresji, boję się że w końcu mogę stracić pracę, w żonie mam bardzo małe wsparcie. Zastanawiam się co do naszej przyszłości. Chcielibyśmy mieć dzieci ale ja jakoś nie widzę aby w najbliższej przyszłości było to możliwe, głównie ze względów finansowych ale też się zastanawiam czy byśmy byli w stanie wychować dzieci znając nasze problemy psychiczne.
Zastanawiam się czy ten związek ma jakąś przyszłość czy to nie jest tak że oboje na siebie źle wpływamy. Czy to nie jest z mojej strony inwestycja z której nie będzie zysków. Kiedyś na początku byliśmy szczęśliwi, teraz od 5 lat to miłe są tylko chwile kiedy jesteśmy blisko, kiedy żona ma dobry nastrój.
Dziwnie się czuję w sytuacji kiedy żona obwinia tylko mnie za cała tą sytuację i nawet nie chce się postarać o rentę to tak jak by jej nie zależało aby jak najszybciej razem zamieszkać. Sam już nie wiem co o tym wszystkim myśleć.
Z jednej strony kocham ją a ona chyba mnie, a z drugiej jest między nami obecnie duża przepaść i czuję się tak jak by to głównie mnie zależało.
Proszę was o pomoc i jakieś rady.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
02 cze 2016, 01:20

Depresja i trudny związek

Avatar użytkownika
przez Monster6 03 cze 2016, 16:15
Nie byłem w stanie całego przeczytać....Ale widzę że przejawia się CHAD.No to tylko współczuć.
Choroba afektywna dwubiegunowa typ I
''Odważni nie żyją wiecznie lecz ostrożni nie żyją w ogóle.''
Avatar użytkownika
Offline
Posty
949
Dołączył(a)
01 maja 2016, 17:52

Depresja i trudny związek

Avatar użytkownika
przez agusiaww 03 cze 2016, 17:40
Ja przeczytałam i czuje matrix :shock: Wszyscy wokoł winni tylko nie Wy:
1) piszesz żona kłamie: ale podstawiacie kuzynowi swinie-dyscyplianrke
2) piszesz zona nie sprzata, kot sra poza kuweta, brud, smrod: ale winna sasiadka bo donosi ze z mieszkania smrody,
3) poza tym dla mnie Twoja zona na pewno ma jakies schorzenie, chyba lenistwo i szukała wygodnego zycia, czy chroba to niewiadomo skoro sie nie leczy u psychiatry, natomiast Ty na bank masz chorobe skoro sie trujesz lekami...dla mnie oboje sie kwalifikujcie do psychiatry, zonka na diagnoze, Ty na leczenie bo to co piszesz brzmi co najmniej dziwacznie. Jakby zonka byla wylacznie chora to by nie patrzyla czy masz kase, a ze jej wygodnie moze i udawac chorobe to co innego, tego niewiadomo. Tym bardziej ze sie nie chce starac o rente, a jaka rente jak ona nawet do psychiatry nie chodzi. Najpierw to idz do psychiatry, zajmij sie soba a żonka jak sie nie chce leczyc czy cokolwiek z tym zrobic to sie pozegnac.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Depresja i trudny związek

Avatar użytkownika
przez NN4V 03 cze 2016, 18:18
agusiaww napisał(a):Ja przeczytałam i czuje matrix :shock: Wszyscy wokoł winni tylko nie Wy:
1) piszesz żona kłamie: ale podstawiacie kuzynowi swinie-dyscyplianrke
2) piszesz zona nie sprzata, kot sra poza kuweta, brud, smrod: ale winna sasiadka bo donosi ze z mieszkania smrody,
....

Koty srają poza kuwetą z poniższych przyczyn:

1. Choroba somatyczna.
2. Stres.
3. Brudna kuweta.

Wniosek: niewłaściwa opieka nad zwierzakiem. (Może podpadać pod znęcanie.)
__regvar __no_init volatile unsigned char flags
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4309
Dołączył(a)
01 kwi 2015, 14:08
Lokalizacja
Wrocław

Depresja i trudny związek

przez Rafik77 03 cze 2016, 19:01
agusiaww napisał(a):Ja przeczytałam i czuje matrix :shock: Wszyscy wokoł winni tylko nie Wy:

Ja mam bardzo duże poczucie winny zarówno za sytuację jak i za żonę. Czasami wręcz się zastanawiam czy nie zmarnowałem jej i sobie życia a przynajmniej najlepszych lat.

Monster6 napisał(a):1) piszesz żona kłamie: ale podstawiacie kuzynowi swinie-dyscyplianrke

To była dla mnie zbyt istotna sprawa aby jej nie wierzyć. Chociaż po czasie zastanawiam się czy nie ubarwiła lub nie przeinaczyła trochę sytuacji.

Monster6 napisał(a):3) poza tym dla mnie Twoja zona na pewno ma jakies schorzenie, chyba lenistwo i szukała wygodnego zycia,

Niestety też się tego obawiam. A nie chcę być w związku z kimś takim chociaż ciężko by było się rozstać po tylu latach ale czuję że jak nic się nie zmieni u żony będę musiał podjąć trudną decyzję.

Monster6 napisał(a):dla mnie oboje sie kwalifikujcie do psychiatry, zonka na diagnoze, Ty na leczenie

Żona leczyła się psychiatrycznie dość długo wcześniej poczynając od szkoły średniej po ostatnie dwa pobyty w szpitalu. Jeden ok. 3 lata temu a drugi ok 2 lata temu po szpitalach kontynuowała leczenie u psychiatry ale od ok. roku zaprzestała bo lekarz nie taki itp.
Ja leczę się u psychiatry i psychologa i to właśnie psycholog mi trochę otworzył oczy na sytuację. Że to nie tylko ja jestem wszystkiemu winny i takie tam.

Generalnie zastanawiam się czy jak normalną rozmową i dyskusją nie uda mi się sprawić by zmieniła zdanie co do renty/pracy to czy nie było by dobrym rozwiązaniem postawić sprawę w ten sposób że skoro te 500-600 zł z renty nie jest warte wysiłku postarania się one i skoro nie chce mi w żaden sposób pomóc finansowo to wycofuje to kieszonkowe i nich się teraz o wszystko prosi mamę.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
02 cze 2016, 01:20

Depresja i trudny związek

Avatar użytkownika
przez Monster6 03 cze 2016, 19:58
Cosik żle zacytowałeś bo to nie ja pisałem :D
Choroba afektywna dwubiegunowa typ I
''Odważni nie żyją wiecznie lecz ostrożni nie żyją w ogóle.''
Avatar użytkownika
Offline
Posty
949
Dołączył(a)
01 maja 2016, 17:52

Depresja i trudny związek

Avatar użytkownika
przez bedzielepiej 03 cze 2016, 23:39
Nie wiem co doradzić. Smutno mi jak czytam, że ktoś się leczy tyle lat i nic to nie daje.
Niechęć do walki o rentę można zrozumieć, jak ludzie sparaliżowani nie dostają, to o czym tu gadać...
Tylko co się stanie z takimi ludźmi jak ich bliscy opuszczą, rodzice nie są wieczni. DPS?

Ale na fajki zawsze kasa się znajdzie!
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1541
Dołączył(a)
02 wrz 2013, 19:49

Depresja i trudny związek

Avatar użytkownika
przez Monster6 03 cze 2016, 23:42
Przecież jego żona będzie chora już do końca życia.Tak jak ja.CHAD to choroba nieuleczalna.
Choroba afektywna dwubiegunowa typ I
''Odważni nie żyją wiecznie lecz ostrożni nie żyją w ogóle.''
Avatar użytkownika
Offline
Posty
949
Dołączył(a)
01 maja 2016, 17:52

Depresja i trudny związek

Avatar użytkownika
przez agusiaww 04 cze 2016, 14:02
Rafik77, zamiast komus podkladac swinie bo winny czy nie, to naprostowac sytuacje w domu. Splacic dlugi, zaczac wydawac tylko na podstawowe potrzeby, zone namowic do leczenia.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Depresja i trudny związek

Avatar użytkownika
przez NN4V 04 cze 2016, 14:42
agusiaww napisał(a):Rafik77, zamiast komus podkladac swinie bo winny czy nie, to naprostowac sytuacje w domu. Splacic dlugi, zaczac wydawac tylko na podstawowe potrzeby, zone namowic do leczenia.

Ciekawe jak, gdy nie ma racjonalności rozumowania w kierunku poprawy sytuacji przyszłej, tylko wsteczne ustalanie winy i żądza zemsty.
Szkoda gadać - wart pac pałaca...
__regvar __no_init volatile unsigned char flags
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4309
Dołączył(a)
01 kwi 2015, 14:08
Lokalizacja
Wrocław

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do