Ile jeszcze muszę stracić i wycierpieć

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Ile jeszcze muszę stracić i wycierpieć

Avatar użytkownika
przez Motocyklista 07 maja 2016, 18:15
Witam
Nie mam komu się wygadać, ponieważ nerwica zabrała mi już wszystko. Chciałbym jakoś podzielić się ze swoimi myślami. Od 3 lat zmagam się z tym lękiem. Wszystko gdy zmieniłem pracę. Pracowałem nawet po 300h aby zapewnić sobie jakaś przyszłość. Dziewczynie to chyba imponowało. Lecz zmieniłem pracę i wtedy chyba wszystko się zaczeło. Pierwszy dzień pracy to był dziwny lęk. Ot po prostu za dużo ludzi bylo i natłoku pracy i to mnie jakoś męczyło. Po miesiącu poległem bo nie mogłem z tym funkcjonować a praca odpowiedzialna i nie chciałem problemów. Pracowałem w mundurówce. Poszedłem do psychiatry i dostałem jakieś leki afobam, parogen i jakieś permazyny. Miałem dziwne obawy, że coś może mi się stać, problemy z oddychaniem. Typowe głupoty związane z nerwicą, nic nowego. Męczyłem się rok ale chyba stanąłem na nogi, miałem jakieś wsparcie dziewczyny, lecz nie mogła mi tego wybaczyć, że dopadła mnie choroba. Czułem po prostu to. Z miesiąca na miesiąc relacje były coraz gorsze. Twardy niby jestem ale mam miękkie serce i brałem wszystkie winy na siebie. Jeszcze na początku choroby byłem w stanie do dziewczyny jeździć. Objawy mi nie przeszkadzały lecz czułem się podle. Próbowałem podjąć pracę ale tylko odbijałęm się od klamki. Dziewczyna coraz to bardziej zaczeła na mnie się wyżywać. Ja nie dawałem rady walczyć z nią, z chorobą i z podjęciem pracy. Nie mam żadnych znajomych, w tej branży co pracowałem ich się nie znajduję. Sporo też tam widziałem i trochę mnie to zniszczyło. Na rodzinie mogę polegać lecz moi rodzicę są po 70stce i zbytnio nie miałem i nie mam na kogo liczyć. Próbowałem swoich sił w terapii grupowej ale szczerze...denerowało mnie to. Nie jestem nerwowy i nigdy nie byłem, teraz też nie jestem. Lecz niestety wysłuchiwanie problemów innych oraz te całe funkcjonowanie mnie trochę irytowało. W zeszłym roku pękłem totalnie. Przez parogen jakiś obojętny się zrobiłem. Niby było wszystko ok, ale dziewczyna raniła co raz mocniej. Pojawił się lek przed wychodzniem, który trwa do dziś. Mam problem z wyjściem z domu. Czuje się dziko, nieswojo. Uczucie "jakbym miał coś komuś zrobić", "jakbym miał zwariować". Dziewczyne nie bardzo to obchodziło i dostawałem co raz rózne utlimatum "jak nie wpadne to koniec". Minął rok jak się nie widzieliśmy. Zerwała, związek upadł, przegrałem. Obecnie biore analfranil? coś w tym stylu, chodze do psychologa. Nie wiem co już mi dolega, nie mogę się pozbierać. Ona odeszła a ja nie mogę zapomnieć. Nie wiem komu mam się wygadać. Nigdy nikogo o nic nie prosiłem. Na wszystko ciężko pracowałem i po prostu chcialem zyć i kochać. Zwyczajnie cieszyć się życiem i wrócić do formy. Dziewczyna obarczyła winą za wszystko mnie. Słowa, rękoczyny i zachowanie, którego doświadczyłem wypala mi serce. Nie chce się żalić, nie w moim stylu, ale teraz czuje się jak wrak. Mam spokojny i wesoły charakter. Nigdy nie miałem wrogów. Od ukochanej słyszałem, że jestem zbyt spokojny i opanowany, że to źle. Serio?. Moja dziewczyna była przeciwieństwiem mnie. Potrafiła powiedzieć co tylko na język przyjdzie. Ktoś, kto czyta mój post może w tym miejscu cokolwiek sobie dopowiedzieć. Na pewno to usłyszałem i przyjąłem na klate. Może mam jakiś ciotowaty charakter i nigdy nie dałem się jej sprowokować, a spokój z jakim mówiłem doprowadzał ją do szaleństwa. Potrafiła podnieść rękę. Nie potrafię jej nienawidzić, nie mam takiego charakteru. Święty nie jestem ani idealny również. Tak czy owak zostałem sam i nie wiem co dalej. Bolą mnie wspomnienia, to co planowałem. Boli to, że zniszczyłem wszystko, choć nie miałem wpływu na chorobę. Ciężko by ktoś zrozumiał, jeśli sam tego nie doznał. Nie mogłem zawalczyć o związek. Próbowałem ale przyjazdy i to 100km w jedna strone byly dla mnie za trudne. Dziewczyna troche na poczatku przyjezdzala a pozniej stwierdzila, ze nigdy wiecej już nie przyjedzie. Nie mam do niej żalu. Mam do siebie, że choroba pozwoliła do tego doprowadzić. Nie mogę się z tym wszystkim pogodzić. Ona miala duza rodzine i zawsze pomoc. Ja słuchałem sam siebie i sam podejmowałem decyzje. Chodze, placze i nie wiem za co musze płacić taką cene. Nie mogę nawet sobie wypić bo tabletki, po drugie nie lubie :/. Jedyny pozytyw tego wszystkiego, że ból, żal smutek zagłuszył lęki przed tymi dziwnymi objawami i mogłem wyjść na miasto. Podła choroba, bo ogranicza człowieka, powoduje objawy, które tak naprawdę nie istnieją. Nie przestaniemy oddychać, nie umrzemy od tak ani też nic złego nam się w tłumie nie przydarzy. Jednak to dokucza. Nie wiem czy ktoś mnie zrozumie, skoro ukochana nie potrafiła. Jest mi smutno. Nie mam już nic. Straciłem godność skoro uznała mnie, że ta choroba to jakieś upośledzenie a moje dzieci "będą miały downa". Strach więcej epitetów przytaczać. Przepraszam, że tak się rozpisałem. Piszę co czuję. Chciałem to wyrzucić z siebie. Czy ten koszmar się skończy? Co jeszcze strace? Mam 26lat a włosy i tak mi wypadły :/. Pozdrawiam i dziękuje za dotrwanie do końca historii.

PS
dodam, że w mojej rodzinie nigdy nie było przemocy. Nigdy nie było patologii czy czegoś podobnego. Zostałem wychowany w miłości i szacunku. Tak też byłem i w sumie nadal jestem nastawiony do świata...

edit:
W tematy choroby nie wnikałem. Nigdy też się z tym nie pogodziłem i nie mam zamiaru pogodzić. Leki biorę, ale z bólem bo nigdy nic nie brałem. Nawet przeciwbólowych. Na służbie wytrzymywałęm w gorszych warunkach
Avatar użytkownika
Offline
Posty
100
Dołączył(a)
07 maja 2016, 17:17

Ile jeszcze muszę stracić i wycierpieć

Avatar użytkownika
przez Kontrast 07 maja 2016, 18:38
Czesc, czemu motocyklista? Jeździsz na czymś? Co do historii to czytajac ja nachodzi mnie mysl, ze ta twoja dziewczyna to glupia wariatka byla w dodatku zacofana. Wiem ze dziwne sie czyta takie slowa o osobie ktora sie kocha ale lepiej rozgladaja sie za kims innym bos mlody jeszcze i bardziej wyjdzie ci to na zdrowie, bo nie wiadomo ile ona miala w tym swojej zasług.
Ciezko chlopowi sie poddac takim sprawa jak choroba psychiczna , choroby sa dla panienek a psychiczne to juz w ogole nie sa dla mnie ale tak jest, ze trzeba sie niestety odniesc do pokory, zaakceptować i dac odejsc, bo tak to sie bedziesz szarpał z tym b.dlugo.
A kiedy cie to dopadlo?
Nie znam roli którą gram. Wiem tylko, że jest moja, niewymienna.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3535
Dołączył(a)
13 cze 2014, 22:18
Lokalizacja
TKI

Ile jeszcze muszę stracić i wycierpieć

Avatar użytkownika
przez Motocyklista 07 maja 2016, 19:09
Nie, nie jeżdze już na moto. Biore leki i nie chce z tego powodu mieć kłopotów. Nic mi po nich nie jest, ale na osiemnastke zrobiłem prawko i nie chce by mi ktoś zabrał :D. Przez 8lat tylko jeden mandat, haha, i to taki aby był, ale długa historia.
Co to dziewczyny to rozmowy nie pomagały. Nie wiem. Jako słaby materiał na męża i ojca zostałem oceniony?!. Na początku wydawała mi się normalna, ale potrafiła mówić rzeczy, które to podchodzą pod ludzi z horrorów. Ciężko o tym pisać. Twierdziła, że jest za silna na takie objawy jak u mnie i nigdy jej nic nie będzie. No ok, niech ma rację. Niby to miała być moja wina bo nią denerwuje i nie może się skupić na studiach. Zawsze uważala się za lepszą ode mnie, ale mi to nie przeszkadzało. Nie lubie rywalizacji w związku bo to chyba nie o to chodzi. Na studia nie poszedłem, ponieważ pracowałem. Zresztą zapewne by mnie pogonili w pracy.
Wszystko zaczeło się 3 lata temu. Jakoś tak. W czerwcu. W związku zrobiło się podle a zdrowie raz lepiej, raz gorzej. Chciałbym wyjść do ludzi, ale nie mam do kogo. Nie widzę celu. Rozstanie trooooochę mnie zniszczyło. Od kiedy biore anal?franil :great: to mam przypływ siły i chęci, a teraz gdy słońce to wręcz ogrom. Tylko ten lęk przed wyjściem, który to teraz jest zagłuszony, gdy zdenerwuje się sam na siebie też znika. Lecz gdy chce iść po prostu do przodu, normalnie, to czegoś się boje. Trochę nielogicznie piszę, ale nie wiem na czym się skupić i jestem w kawałkach. To minie, lecz boli okropnie. Żeby to jeszcze były myśli jak mnie poniżała, traktowała, wyzywała i szantażowała. Niestety, na złość same pozytywne momenty
It's not who I am underneath, but what I do that defines me
Avatar użytkownika
Offline
Posty
100
Dołączył(a)
07 maja 2016, 17:17

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Ile jeszcze muszę stracić i wycierpieć

Avatar użytkownika
przez NN4V 07 maja 2016, 22:25
Wiesz co, ja jednak myślę, że obnażanie tego rodzaju cech swojej byłej świadczy o dopuszczeniu do trwałej patologii w związku. To w 50% Twoja odpowiedzialność, bo przy niemożliwości konstruktywnego (dla związku) skomunikowania się, związek się rozwiązuje.

Inaczej mówiąc - Nie wiem, co za cebula z Twojej byłej, ale ja bym się najzwyczajniej z taką cebulą nie zadał.
Ty, jak wynika z Twojej relacji, tak.
__regvar __no_init volatile unsigned char flags
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4312
Dołączył(a)
01 kwi 2015, 14:08
Lokalizacja
Wrocław

Ile jeszcze muszę stracić i wycierpieć

Avatar użytkownika
przez Motocyklista 08 maja 2016, 08:00
Prawda. Patologia. Niestety ciężko bylo porozmawiać. Wręcz niemożliwe. Próby konczyly sie odpowiedziami typu: "zostaw mnie", "daj mi spokoj" a na brak argumentów gdy pytałem dlaczego taka jest słyszałem "spierd......". Nigdy nie dala sobie wmówić, ze jest za cos winna albo nie ma racji. Jest mi przykro bo oddalbym wiele aby cos do niej dotarlo. Mysle, ze to wina odległości jaka nas dzielila. Doszly do tego rzadkie spotkania. Dostałem rozkaz od niej abym sie przeprowadził do jej wioski. Nie mogłem sie na to zgodzić. Skończyłbym marnie. Po drugie mam gdzie mieszkać. Dobrze postapilem?. Sam nie wiem.
It's not who I am underneath, but what I do that defines me
Avatar użytkownika
Offline
Posty
100
Dołączył(a)
07 maja 2016, 17:17

Ile jeszcze muszę stracić i wycierpieć

Avatar użytkownika
przez Motocyklista 08 maja 2016, 08:15
Cebula?, ze niby wiesniara, tak? :D. No dziwny charakter ma. Taki zakompleksiony. Musi sie czymś stale dowartościowywać. Lepsze auto czy inne bzdety. Lubila upór i stale mamrotanie o dobrej pracy i kasie. Czerpala radosc z ciaglego wypominania czegos. Szybko sie zloscila i dużo brala do siebie. Bardzo podatna na czyjeś zdanie, opinie. Niby silna ale gdzies slaba. Potrafila powiedziec, ze wolalaby byc bita i zdradzona niz widziec moja obojetnosc. JAKA OBOJETNOSC?!.Chciałem jej pomóc, pomoc sobie. Zyc szczęśliwie

Ps
Pisze z telefonu i opcja edytuj wygasla i wyszedł podwójny post
Avatar użytkownika
Offline
Posty
100
Dołączył(a)
07 maja 2016, 17:17

Ile jeszcze muszę stracić i wycierpieć

Avatar użytkownika
przez bittersweet 08 maja 2016, 15:20
W tematy choroby nie wnikałem. Nigdy też się z tym nie pogodziłem i nie mam zamiaru pogodzić. Leki biorę, ale z bólem bo nigdy nic nie brałem. Nawet przeciwbólowych. Na służbie wytrzymywałęm w gorszych warunkach
Zamiast wnikac w chorobę, czyli przyczyne swojej obecnej sytuacji, wnikasz w temat ex - dziewczyny :bezradny: na Twoim miejscu zrobiłabym cos przeciwnego.
kto walczy, czasami przegrywa - kto sie poddaje, przegrywa zawsze
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5143
Dołączył(a)
21 lut 2012, 21:03

Ile jeszcze muszę stracić i wycierpieć

Avatar użytkownika
przez agusiaww 08 maja 2016, 21:17
Motocyklista, bo Twoja była silna na pokaz. Natomiast co było, mineło. Skup sie na swoim zaburzeniu i na poukładaniu zycia. Z tego mozna wyjsc. Z nerwicy niekoniecznie, ale z agorafobii na pewno.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Ile jeszcze muszę stracić i wycierpieć

Avatar użytkownika
przez Motocyklista 09 maja 2016, 00:53
Musiałem sobie wygooglowac co to ta agorafobia :D. Kilka objawów się zgadza. Nigdy o tym żaden lekarz mi nie powiedzial. Nerwica=agorafobia?, czy to dwie różne choroby?. Nie zglebialem nigdy wiedzy w tych sprawach. Ciezki dla mnie temat. Im mniej o tym mowie, im mniej wiem tym jakos lepiej sie czuje.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
100
Dołączył(a)
07 maja 2016, 17:17

Ile jeszcze muszę stracić i wycierpieć

Avatar użytkownika
przez Michellea 09 maja 2016, 01:06
Nerwica (lękowa) i agorafobia to nie to samo, ale łączy je to, że ich istotą jest lęk. Lekarz mógł nie wspomnieć o agorafobii, bo może uznał, że lęk przed wychodzeniem z domu jest spowodowany nerwicą i nie ma powodu diagnozować drugiego zaburzenia (agorafobii).

Nie zglebialem nigdy wiedzy w tych sprawach. Ciezki dla mnie temat. Im mniej o tym mowie, im mniej wiem tym jakos lepiej sie czuje.

Sam wiesz kiedy najlepiej się czujesz, ale naprawdę warto zainteresować się swoją przypadłością, bo wiedza czasem pomaga.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2144
Dołączył(a)
04 sty 2016, 14:11
Lokalizacja
Warszawa

Ile jeszcze muszę stracić i wycierpieć

Avatar użytkownika
przez NN4V 09 maja 2016, 10:16
Motocyklista napisał(a):Cebula?, ze niby wiesniara, tak? :D. No dziwny charakter ma. Taki zakompleksiony. Musi sie czymś stale dowartościowywać. Lepsze auto czy inne bzdety. Lubila upór i stale mamrotanie o dobrej pracy i kasie. Czerpala radosc z ciaglego wypominania czegos. Szybko sie zloscila i dużo brala do siebie. Bardzo podatna na czyjeś zdanie, opinie. Niby silna ale gdzies slaba. Potrafila powiedziec, ze wolalaby byc bita i zdradzona niz widziec moja obojetnosc. JAKA OBOJETNOSC?!.Chciałem jej pomóc, pomoc sobie. Zyc szczęśliwie
...

Czyli jeszcze nie widzisz, ile dobrego zrobiła dla Ciebie rozstaniem. Z takimi jarzynami nie da się żyć.

bittersweet napisał(a):
W tematy choroby nie wnikałem. Nigdy też się z tym nie pogodziłem i nie mam zamiaru pogodzić. Leki biorę, ale z bólem bo nigdy nic nie brałem. Nawet przeciwbólowych. Na służbie wytrzymywałęm w gorszych warunkach
Zamiast wnikac w chorobę, czyli przyczyne swojej obecnej sytuacji, wnikasz w temat ex - dziewczyny :bezradny: na Twoim miejscu zrobiłabym cos przeciwnego.

Myślę, że z czasem przyjdzie koledze zrozumienie.
__regvar __no_init volatile unsigned char flags
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4312
Dołączył(a)
01 kwi 2015, 14:08
Lokalizacja
Wrocław

Ile jeszcze muszę stracić i wycierpieć

Avatar użytkownika
przez Motocyklista 09 maja 2016, 12:24
Pewnie zrozumiem, kiedy przestaną męczyć wspomnienia i pozytywne momenty. Jako, że nie ma we mnie nienawiści i jadu co w ex, to zapewne trochę to potrwa. Co do nerwicy. Jeśli nawet się z tym pogodzę i nauczę żyć to szanse na znalezienie partnerki są zerowe. Skoro dziewczyna z którą wiele się przeżyło nie potrafiła zrozumieć, za to znienawidzić, to raczej ktoś "nowy" tego nie pojmie i nie będzie chciał takiego faceta. Ludzie zaraz myślą: "świr", "wariat", "psychol" albo jak była potrafią powiedzieć: "Tobie to chyba na mózg padło"-żeby mi dowalić(choć to i tak łagodnie powiedziane, nie będę epitetów przytaczał bo aż strach :D). Póki co wiem jedno. Muszę się podleczyć i poznać sensownych ludzi. Jestem bardziej samotnikiem i zazwyczaj małomówny, ale lubię towarzystwo. Taki pardoks
Avatar użytkownika
Offline
Posty
100
Dołączył(a)
07 maja 2016, 17:17

Ile jeszcze muszę stracić i wycierpieć

Avatar użytkownika
przez bedzielepiej 09 maja 2016, 12:57
Motocyklista napisał(a):Skoro dziewczyna z którą wiele się przeżyło nie potrafiła zrozumieć, za to znienawidzić, to raczej ktoś "nowy" tego nie pojmie i nie będzie chciał takiego faceta. Ludzie zaraz myślą: "świr", "wariat", "psychol" albo jak była potrafią powiedzieć: "Tobie to chyba na mózg padło"-żeby mi dowalić(choć to i tak łagodnie powiedziane, nie będę epitetów przytaczał bo aż strach :D).


Przestań się dołować i rozsmakowywać w cierpieniu, za bardzo się pogrążasz.
Motocyklista napisał(a):Potrafiła podnieść rękę.(...)Dziewczyna obarczyła winą za wszystko mnie. Słowa, rękoczyny i zachowanie, którego doświadczyłem wypala mi serce.


Facet, proszę Cię. Chodziłeś z jakimś niezrównoważonym babochłopem, rwącym się do bicia. I jeszcze piszesz o niej "ukochana"... co za patola! Powinieneś teraz świętować uwolnienie od tortur. Może cierpisz na jakiś syndrom ofiary.

Motocyklista napisał(a):Moja dziewczyna była przeciwieństwiem mnie. Potrafiła powiedzieć co tylko na język przyjdzie. Ktoś, kto czyta mój post może w tym miejscu cokolwiek sobie dopowiedzieć. Na pewno to usłyszałem i przyjąłem na klate. Może mam jakiś ciotowaty charakter i nigdy nie dałem się jej sprowokować, a spokój z jakim mówiłem doprowadzał ją do szaleństwa.


Czyli oprócz niezrównoważenia nie grzeszyła inteligencją i mieliła ozorem?


Motocyklista napisał(a): Dziewczyna troche na poczatku przyjezdzala a pozniej stwierdzila, ze nigdy wiecej już nie przyjedzie. Nie mam do niej żalu. Mam do siebie, że choroba pozwoliła do tego doprowadzić. Nie mogę się z tym wszystkim pogodzić. Ona miala duza rodzine i zawsze pomoc. Ja słuchałem sam siebie i sam podejmowałem decyzje. Chodze, placze i nie wiem za co musze płacić taką cene.


Piszesz, ze nie masz do niej żalu, a jednak powinieneś być na nią wściekły. Co to za związek, który rozpadł się kiedy jedna ze stron napotkała trudności.


Motocyklista napisał(a): Straciłem godność skoro uznała mnie, że ta choroba to jakieś upośledzenie a moje dzieci "będą miały downa". Strach więcej epitetów przytaczać. Przepraszam, że tak się rozpisałem. Piszę co czuję. Chciałem to wyrzucić z siebie. Czy ten koszmar się skończy? Co jeszcze strace?


ja pierd... gdzie Ty poznałeś taki element, z tego co piszesz wydajesz się być inteligentny, a spotykałeś sie z taką prostaczką.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1541
Dołączył(a)
02 wrz 2013, 19:49

Ile jeszcze muszę stracić i wycierpieć

Avatar użytkownika
przez agusiaww 09 maja 2016, 13:16
bedzielepiej, "Facet, proszę Cię. Chodziłeś z jakimś niezrównoważonym babochłopem, rwącym się do bicia. I jeszcze piszesz o niej "ukochana"... co za patola! Powinieneś teraz świętować uwolnienie od tortur. Może cierpisz na jakiś syndrom ofiary." :uklon: :mrgreen: :mrgreen:

Może on lubi takie zabawy. Bdsm i cos w ten desen... :lol: 8) :mrgreen: :mrgreen: :shock: :shock:
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Alexa [Bot] i 8 gości

Przeskocz do