Jak pozbierać się po rozstaniu, jeśli nadal kocham :(

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Jak pozbierać się po rozstaniu, jeśli nadal kocham :(

przez maska18 07 wrz 2015, 13:19
Chciałbym podzielić się z wami moją historią, bo już nie radzę sobie z tymi emocjami , który aktualnie mam w głowie. Ból po rozstaniu i emocje jakie temu towarzyszą są po prostu nie do opisanie :/ Może ktoś podpowie jak sobie z tym poradzić albo przechodził coś podobnego.

Ale od początku.

Dziesięć miesięcy temu poznałem dziewczynę na treningach które prowadziłem, miła, towarzyska, zawsze uśmiechnięta od ucha do ucha, co mi się niezmiernie podobało.
W sumie od pierwszych zajęć złapaliśmy dobry kontakt, dużo rozmawialiśmy, żartowaliśmy itp.
Ja w tym czasie zakończyłem dosyć skomplikowaną znajomość, więc trzymałem wobec niej dystans i traktowałem jako atrakcyjną koleżankę , czy też partnerkę treningową w późniejszym czasie, tym bardziej wiedząc, że ona ma chłopaka od 5 lat. Z czasem poznawaliśmy się coraz lepiej i dowiadywałem się o niej coraz więcej i więcej zarówno o tych dobrych sprawach jak i złych w jej życiu. Z tych rozmów wynikło że ma nieuleczalnie chorą mamę.
Kiedy się o tym dowiedziałem i widziałem że potrzebuję wsparcia to bardzo się zbliżyliśmy do siebie.
Pomagałem jej w każdym możliwym aspekcie życia jak tylko potrafiłem rozmieszając, dając oparcie, czy zajmując jej czas rozmową, nawet i do samego rana kiedy nie mogła spać.
W między czasie przestało jej się układać z chłopakiem, i w sumie po każdej kłótni czy tam jakimś problemie przylatywała do mnie lub pisała żeby się wyżalić, spotkać czy przytulić. Pomału zaczynało mi na niej coraz bardziej zależeć i ona dawała mi jasno do zrozumienia że jej na mnie też, ale chciałem być fair wobec gościa więc nie chciałem jej się wpierdzielać w związek co nie raz jej podkreślałem. Później On dowiedział się o tym że się widujemy i jej pomagam, robił jej awantury że za dużo czasu ze mną spędza i kilka razy kazał wybierać między mną a nim, zawsze kończyło się tym, że mówiła że ze mnie nie zrezygnuję i wszystko u nich wracało po kilku dniach do normy, a mnie już to pomału zaczynało boleć .
W międzyczasie jej mama zmarła :( co było na pewno traumatycznym przeżyciem i to zbliżyło nas jeszcze bardziej do siebie , w wyniku czego okazało się, że bezgranicznie się zakochałem. Po licznych kłótniach z chłopakiem zaczęła testować moje uczucia i sprawdzać co do niej czuję i kiedy już się w tym utwierdziła, po dość burzliwej awanturze rzuciła chłopaka i powiedziała że chce być ze mną, w zadzie sama uznała naszą znajmość za związek bez żadnego pytania czy nalegania.
Wiedziałem że może być to przypływ emocji więc podchodziłem do tego z ostrożnością, ale utwierdzała mnie jaki ja jestem fantastyczny, najwspanialszy na świecie, mówiła że przy nikim w życiu tak się nie czuła i że chcę być ze mną na dobre i złe. Więc w to uwierzyłem.
Dwa miesiące związku to może mało, ale pierwszy raz w życiu z kimkolwiek byłem tak szczęśliwy, biorąc pod uwagę że mam bardzo sceptyczne nastawienie do świata i ograniczone zaufaie do ludzi to powiedziałbym nawet że byłem najszczęśliwszym człowiekiem świata.
Mimo że sporo pracowałem, to każdą wolną chwilę spędzaliśmy ze sobą na wspólnej pasji jaką w niej zaszczepiłem. Trenowaliśmy razem, gotowaliśmy dla siebie, robiliśmy zakupy , wieczorne spotkania były bardzo bardzo gorące i namiętne . Była między nami ta chemia, bo o ile słowami można oszukiwać drugą osobę mówiąc jej czułem słówka , to reakcji organizmu nie da się oszukać.
Było nam wspaniale, ale jej były nie odpuszczał.
To raz przyszedł coś oddać, to pisał i się żalił że o nas na miecie mówią i jak ona mogło mu to zrobić itd. No ale każdy by się tak zachowywał więc przymykałem na to oko.
Pojechaliśmy na krótkie wakacje, tam wszystko było idealnie, powiedział bym że aż nad to bo nigdy nie dopuszczałem do siebie myśli że będę taki szczęśliwy ona też twierdziła że było przecudownie.
Wróciliśmy z wakacji ,normalny tydzień jakby nigdy nic, w niedziele planowała jeszcze co zrobimy w następny weekend, a co w środę zrobimy itp. A tu nagle w poniedziałek nie wiadomo skąd napisała mi że, nie jest w stanie teraz się wiązać i musi całkowicie zamknąć tamten rozdział. To zamknięcie rozdziału wyglądało tak że pojechała z nim na krótki wyjazd i powiedziała, standardowy tekst że nie zasługuję na mnie, że znajdę o wiele lepszą. No to już wtedy mnie niesamowicie załamało ale chciałem żeby mi to w twarz powiedziała a nie sms'em.
Spotkalismy się nie była w stanie wydusić z siebie żadnego słowa, popłakała się i rzuciła mi się w ramiona.
Podchodziłem już do tej znajomości z dystansem, bo wmówiłem sobie że rozstanie takie stopniowe będzie lepsze niż takie jedno chirurgiczne cięcie, więc dalej utrzymywalismy kontakt. Tu już zaczęły się dziać rzeczy niewytłumaczalne dla mnie bo ona bedąc z nim dalej dążyła do kontaktu ze mną, mówiąc że nawet nie chce z nim rozmawiać, że nie widzi z nim swojej przyszłości itp.
Znów wrócił nam dobry kontakt i się co jakiś czas widywaliśmy. W międzyczasie widziałem, że dzieje się z nią coś niedobrego bo była jakaś taka zdystansowana i zamknięta w sobie. Po wielu rozmowach dowiedziałem się , że nie radzi sobię z pustką po śmierci mamy i choćby była w całym tłumie ludzi to dalej czuje się samotna i niepotrzebna. On znów dowiedział się o nas i znów zrobił awanturę ( w sumie już 3 w której uwyzywał ją od najgorszych, szmata to najdelikatniejsze określenie ) ,powiedziała że to definitywny koniec że nie chce go już dłużej znać. Oczywiście schronienie znów znalazła w ramionach zakochanego idioty czyli moich, powiedziała o wszystkim ojcu, ojciec zaakceptował to że będzie ze mną czemu wcześniej był zupełnie przeciwny i kolejnych kilka dni było jakby zupełnie się nic nie wydarzyło.
W weekend pojechalismy do kina i na zakupy , to był pt i sb. Piątek był bardzo miły i przyjemny i zostalismy u moich znajomych na noc. Na drugi dzień wróciliśmy do domu i mieliśmy spotkać się na grillu u znajomych, ale mówiła że źle się czuję i jest zmęczona więc jej nie namawiałem na siłe, ale zaniepokoiło mnie to że w drodze powrotnej zacząłem wyczuwać od niej jakiś dziwny dystans i widziałem że się stresuję. Spytałem czy coś jest nie tak czy coś się dzieje , to mówiła że nic , tylko strasznie zmęczona jest. Pojechałem na grilla, mieliśmy cały czas konakt ze sobą i rozmawialismy jakby nigdy nic wysyłała słodkie buziaczki całuski itp, a tu w niedziele od rana no contact i się nic nie odzywa. W końcu zdenerwowany napisałem o co znów chodzi, to odpisała wieczorem, że już nie czuje tego tak mocno, a bardzo by chciała i nie jest w stanie teraz się wiązać i że bardzo mnie przeprasza i bla bla bla, po czym w poniedziałek była już z tamtym i są teraz przeszczęśliwi. :(
Wiem że nie można nikogo zmusić do miłości i to w pełni akceptuję, ale wierząc w nią bezgranicznie i cały czas pomagając jej w trudnych chwilach, podnosząc jej poczucie własnej wartości, pomagając odnaleźć pasję i kierunek w jakim chce zmierzać, bo zapisała się na kurs trenerski , który jej poleciłem, ona po prostu mnie olała, wyrzuciła z życia i wszystko to czego nauczyła się ode mnie wykorzystuję do tego by być szczęśliwa z nim :(
No i tego niestety nie jestem w stanie znieść :(

Po tym wszystkim kontakt nam się zerwał, usunęła mnie z fb , żeby wszystko co napiszę i skomentuję nie kojarzyło jej się ze mną i żeby nie myślała cały czas o mnie. W okresie dwóch tygodni zdążyliśmy się na siebie kilkakrotnie wpaść, jak się okazało nieprzypadkowo. Po pewnym czasie nie wytrzymała i sama do mnie pisać zaczęła, bo widziała że jestem smutny a obiecała mi że przez nią nigdy taki nie będę. Wtedy w delikatny sposób , bo nie jestem żadnym chamem czy gburem (co w związkach chyba okazuję się jednak wadą) powiedziałem jej co czuję w tym momencie.
Przesłanie zrozumiała doskonalę , bo czuję się po prostu wykorzystany w momencie kiedy miała gorszy okres, a teraz już jej nie jestem potrzebny.
Oczywiscie uznała że skoro tak by było , to nie szukała by kontaktu ze mną. Stwierdziła że nie chciała mnie wykorzystać , a na pewno nie celowo, że dalej jestem dla niej bardzo ważny i że jej mnie brakuję, że to co do mnie czuła było prawdziwe i nie wygasło, ale 5 lat związku zrobiło swoje i tamtego kontaktu też nie potrafiła zerwać i że czuję się bardzo źle z tym co mi zrobiła. Nie byłem w stanie i nie jestem też dalej pojąć , że skoro wszystko między nami było idealnie , bo podkreśla to wiele razy , to jak to idealnie mogło przekształcić się w tragicznie dla mnie ?
Spotkałem się z nią jeszcze raz, to zupełnie nie wiedziała jak się zachować , cały czas spuszczony wzrok, oczy raz się śmiały raz chciały płakać, uśmiech przez łzy, normalnie drgawki po prostu, serce waliło jej jak młotem oddechu złapać nie mogła, aż na koniec płacz i ucieczka, emocje w niej po prostu kipiały. Jak mnie przytulała to z taką siłą jakby chciała mnie zgnieść i tylko czekała na moją rekację , co powiem czy ją też przytulę czy pocałuję itp :/ Nie chciała mnie wypuścić z ramion :(. Bardzo ciężki był to dla mnie widok , ale stwierdziłem że ma chłopaka starego-nowego od tego więc niech on to robi, mimo że serce podpowiadało zupełnie co innego :(. Później znów wróciła rozmowa, z której wynikło że coraz bardziej nie radzi sobie z tym co ma w głowie i z tymi wszystkimi emocjami i uczuciami, że czuję coraz większą pustkę i samotność i choćby była z nią setka ludzi to nie to samo, postanowiłem więc wysłać ją do psychologa, bo ja tu już chyba w stanie nic pomóc nie jestem,
Powiedziała, że bardzo jej przykro że muszę cierpieć za to że jej tyle pomogłem i pomagam nadal :(

W tym momencie zupełnie nie wiem jak sobie poradzić z tą sytuacją :( bo każde rozwiązanie wydaję się dla mnie złe i sprawi mi cierpienie.

Mogę zerwać teraz kontakt i pluć sobie w brodę, że jej nie pomogłem , mimo że to on powinien zrobić. Jednak tak już skonstruowany jestem, że za często ludziom pomagam i zawsze za to w dupę dostaję. Więc jeśli nie pomogę to wyrzuty sumienia mnie zabiją, bo tak bardzo ją kocham nadal, że nie potrafię żyć bez niej, mimo że wygląda na to , że ona beze mnie tak :(

Albo mogę nie zrywać kontaktu i cierpieć z miłości , patrząc jak ona układa sobie od nowa, stare życie z tamtym :(

Już na prawdę nie wiem co robić , mam straszne wahania nastrojów, głowa chce mi wybuchnąć, serce non stop kłuję, nie śpię, nie jem , nie trenuję, bo i nawet chód mnie męczy, a praca zamiast przyjemnosci zaczęła mnie denerwować do granic możliwości :(
Nie wiem już jak sobie z tym mam poradzić :(

Przepraszam, za rozległość tego tekstu ,no ale musiałem to gdzieś z siebie wyrzucić :/
maska18
Offline

Jak pozbierać się po rozstaniu, jeśli nadal kocham :(

Avatar użytkownika
przez cheiloskopia 07 wrz 2015, 14:15
W opisanej dziewczynie widzę cząstkę siebie - poniżana, nierozumiana przez chłopaka, a mimo wszystko od niego uzależniona...
Jeszcze do niedawna (a może nawet i teraz), gdyby mój były-niedoszły przeprosił i wyżebrał kolejną szansę - bez wahania bym się zgodziła.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1090
Dołączył(a)
26 paź 2014, 12:28
Lokalizacja
Miasto Świętej Wieży

Jak pozbierać się po rozstaniu, jeśli nadal kocham :(

Avatar użytkownika
przez agusiaww 07 wrz 2015, 14:24
W ogole ten Wasz pseudo zwiazek jest toksyczny, Ty -uzalezniony od niej, ona od chłopaka i tak sie kreci koło. Najlepszym wyjsciem byłoby zapomniec i usunac z zycia, jezeli zaś Ci odpowiada taka sytuacja bycia piatym kołem u wozu i zabierasz sobie szanse na szczescie z inna osoba to tkwij w tym dalej, bo piszesz ze wiesz co masz zrobic, ale tego nie zrobisz. Takze nawet nie ma co radzic bo i tak zostaniesz jej podnozkiem na pocieszenie.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Jak pozbierać się po rozstaniu, jeśli nadal kocham :(

Avatar użytkownika
przez cheiloskopia 07 wrz 2015, 14:42
Taaa, w teorii to bardzo proste - gorzej z praktyką.\
Maska18 widzi, że z dziewczyną dzieje się coś niedobrego, a trudno przejść obojętnie obok tak ewidentnego rozchwiania emocjonalnego osoby, którą się kocha.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1090
Dołączył(a)
26 paź 2014, 12:28
Lokalizacja
Miasto Świętej Wieży

Jak pozbierać się po rozstaniu, jeśli nadal kocham :(

Avatar użytkownika
przez NN4V 07 wrz 2015, 14:45
cheiloskopia napisał(a):W opisanej dziewczynie widzę cząstkę siebie - poniżana, nierozumiana przez chłopaka, a mimo wszystko od niego uzależniona...
Jeszcze do niedawna (a może nawet i teraz), gdyby mój były-niedoszły przeprosił i wyżebrał kolejną szansę - bez wahania bym się zgodziła.

Teraz już nie. Dałabyś radę. :smile:
__regvar __no_init volatile unsigned char flags
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4312
Dołączył(a)
01 kwi 2015, 14:08
Lokalizacja
Wrocław

Jak pozbierać się po rozstaniu, jeśli nadal kocham :(

Avatar użytkownika
przez cheiloskopia 07 wrz 2015, 15:16
NN4V napisał(a):Teraz już nie. Dałabyś radę. :smile:

Mówisz? :D To miłe, że ktoś wierzy w moja słabą silną wolę bardziej niż ja sama :smile:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1090
Dołączył(a)
26 paź 2014, 12:28
Lokalizacja
Miasto Świętej Wieży

Jak pozbierać się po rozstaniu, jeśli nadal kocham :(

Avatar użytkownika
przez NN4V 07 wrz 2015, 15:27
cheiloskopia, a wierzy, wierzy. :smile:
Można przedstawiać Cię jako przykład radzenia sobie z patologią uzależnień wynikajacych z dysfuncyjnych i toksycznych relacji.
__regvar __no_init volatile unsigned char flags
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4312
Dołączył(a)
01 kwi 2015, 14:08
Lokalizacja
Wrocław

Jak pozbierać się po rozstaniu, jeśli nadal kocham :(

przez Saraid 07 wrz 2015, 15:28
maska18, Dziewczyna niestabilna uwikłana w związek z ktorym sobie nie radzi zupełnie w który Ciebie wciągnęła przy okazji ,zerwij ten kontakt tak dla własnego dobra .Ona Cię nie kocha a jaka rolę chcesz pełnić w tym związku?chusteczki?przytulanki?
Saraid
Offline

Jak pozbierać się po rozstaniu, jeśli nadal kocham :(

Avatar użytkownika
przez cheiloskopia 07 wrz 2015, 15:35
NN4V napisał(a):cheiloskopia, a wierzy, wierzy. :smile:
Można przedstawiać Cię jako przykład radzenia sobie z patologią uzależnień wynikajacych z dysfuncyjnych i toksycznych relacji.

Samo stwierdzenie "przykład radzenia sobie" dopiero przyswajam, bo niekoniecznie trafnie zawsze oceniałam swoją osobę jako zupełnie niezaradną życiowo, nieogarniętą i po prostu taką, która sama sobie z niczym właśnie rady nie da. Idzie mi z tym przyswajaniem jak dotąd chyba nie najgorzej :D

Saraid napisał(a):maska18, Dziewczyna niestabilna uwikłana w związek z ktorym sobie nie radzi zupełnie w który Ciebie wciągnęła przy okazji ,zerwij ten kontakt tak dla własnego dobra .Ona Cię nie kocha a jaka rolę chcesz pełnić w tym związku?chusteczki?przytulanki?

Maska18 na razie jest po prostu na etapie czekania, aż dziewczyna zrozumie, zmieni się, wróci...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1090
Dołączył(a)
26 paź 2014, 12:28
Lokalizacja
Miasto Świętej Wieży

Jak pozbierać się po rozstaniu, jeśli nadal kocham :(

Avatar użytkownika
przez NN4V 07 wrz 2015, 15:39
Saraid napisał(a):maska18, Dziewczyna niestabilna uwikłana w związek z ktorym sobie nie radzi zupełnie w który Ciebie wciągnęła przy okazji ,zerwij ten kontakt tak dla własnego dobra .Ona Cię nie kocha a jaka rolę chcesz pełnić w tym związku?chusteczki?przytulanki?

No - dla własnego dobra nalepiej wypinac się na wszelkie dostrzeżone problemy.
Sąsiad bije żonę i gwałci córkę - pewnie same sobie winne zdziry jedne.
Znęca się nad dzieckiem, nie zauważaj - dla własnego dobra.
Własne dobro ponad wszystko.
__regvar __no_init volatile unsigned char flags
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4312
Dołączył(a)
01 kwi 2015, 14:08
Lokalizacja
Wrocław

Jak pozbierać się po rozstaniu, jeśli nadal kocham :(

przez bonsai 07 wrz 2015, 16:07
maska18, uciekaj od kobiety jak najdalej. Jeśli wciąż będziesz przy niej, to w końcu zostaniesz emocjonalnym wrakiem, a ona i tak sobie poradzi... I to doskonale. Pewnie zostawi go w końcu, ale Ty i tak zawsze będziesz się jej z nim kojarzył, więc wciąż "nie będzie gotowa" (ale przeprosi Cię, bo jesteś taki fantastyczny, och, och). Nie niszcz sobie życia.

A jak sobie poradzić? Całkowite zerwania kontaktów i czas. Nic nowego w tej materii się nie wymyśli. No i będzie bolało. :bezradny: Za to nagrodą będzie możliwość znalezienia prawdziwej miłości. Kiedyś.
bonsai
Offline

Jak pozbierać się po rozstaniu, jeśli nadal kocham :(

Avatar użytkownika
przez NN4V 07 wrz 2015, 16:11
cheiloskopia napisał(a):W opisanej dziewczynie widzę cząstkę siebie - poniżana, nierozumiana przez chłopaka, a mimo wszystko od niego uzależniona...
Jeszcze do niedawna (a może nawet i teraz), gdyby mój były-niedoszły przeprosił i wyżebrał kolejną szansę - bez wahania bym się zgodziła.

Według niektórych poradzisz sobie doskonale. (Patrz powyżej.)
Widzisz teraz hipokryzję kadzenia dziwnym wyborom towarzyskim?
__regvar __no_init volatile unsigned char flags
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4312
Dołączył(a)
01 kwi 2015, 14:08
Lokalizacja
Wrocław

Jak pozbierać się po rozstaniu, jeśli nadal kocham :(

Avatar użytkownika
przez cheiloskopia 07 wrz 2015, 16:13
Bonsai, a mi się wydaje, że dziewczyna po prostu ma problemy ze sobą, ze swoimi emocjami i sama niekoniecznie świadomie dąży do tego, by stać się emocjonalnym wrakiem. Skoro jest dla Maski18 ważna, jak ma się od niej odwrócić? Myślę, że ja również w podobnej sytuacji nie umiałabym się odnaleźć i chciałabym pomoc osobie, którą kocham (no, ale ja jestem chyba specjalistką w wikłaniu się w toksyczne związki...). W każdym razie nie potrafiłabym olać kogoś, kto robi sobie krzywdę.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1090
Dołączył(a)
26 paź 2014, 12:28
Lokalizacja
Miasto Świętej Wieży

Jak pozbierać się po rozstaniu, jeśli nadal kocham :(

przez bonsai 07 wrz 2015, 16:23
cheiloskopia, ale czy maska18 ma zbawiać świat? I to kosztem własnego zdrowia? Przecież napisał, że już ledwo sobie radzi. Kobieta wykorzystuje go na każdym kroku, sięgając po jego pomoc, gdy akurat jej się nie układa w związku. No przecież to jakiś kosmos jest. Dlaczego roztkliwiasz się nad tą kobietą, a nie widzisz, że chłopak sam pod sobą dołek kopie? Jeśli ona ma ma problemy ze sobą i swoimi emocjami, to niech zostawi swojego faceta, zostawi kolegę i spróbuje siebie naprawić - w samotności. Nie wiem, czemu mam przychylnym okiem patrzeć na kogoś, kto z egoistycznych pobudek rani wszystkich dookoła. :bezradny: Owszem, może czynić to nieświadomie, ale wówczas byłby to tylko kolejny przyczynek do tego by uciekać od takiego kogoś jak najdalej. W końcu życie ma się jedno, a ona go nie kocha (lub kocha "toksycznie", nie wiem, co jest gorsze), więc z jakiej racji on miałby poświęcać swoje życie dla niej? Jednostronna miłość nie wystarczy by powstało coś wartościowego.
bonsai
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do