Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

Avatar użytkownika
przez cheiloskopia 26 sie 2015, 15:53
zobojętniony napisał(a):Jej słowa "po prostu nie jesteś nim" usłyszałem na własne uszy, dlatego gdy wspominam to, trochę współczuję sławnemu M. Musiało zaboleć.

Nie usłyszał ich ode mnie. Mógł je tutaj przeczytać.

zobojętniony napisał(a):W ogóle na miejscu autorki uświadomiłbym go, pokazując mu cały ten wątek. Najlepiej byłoby gdyby zobaczył go jeszcze przed swoim wyjazdem na Zachód.
Zapewne udaje się tam szukać pracy. Jeśli z tęsknoty przyszłoby mu do głowy wejść znów na to forum, to autorka raczej nie będzie miała już M. w swej potencjalnej nawet przyszłości. Za dużo tu złych słów o nim padło.

Nie miałam na celu pojechać po całości po biednym M.; w tym momencie to Ty jesteś stronniczy, a w dodatku nieuważny - czym mu tak naubliżałam, bo ja sobie nie przypominam, bym choć raz tutaj na niego bluzgała? Osoba obiektywnie oceniająca sytuację jej niedotyczącą, czyli np. Ty, nie powinna być aż tak dotknięta wywodami niestabilnej emocjonalnie użytkowniczki forum, która zasięga tutaj opinii innych.

zobojętniony napisał(a):Przez niego oberwało się nawet mnie :?

Po raz wtóry zaznaczam, że zwróciłam tylko uwagę na zbieg okoliczności towarzyszący Twojej rejestracji tutaj; broń Boże - nie chciałam Cię urazić.

zobojętniony napisał(a):A jeśli wybaczyłby autorce i zaakceptował jej podejrzenia, pretensje i każde zniesmaczenie jego osobą, to naprawdę nie wiadomo czy koleś ma większe serce czy jaja :?:

Żeby wybaczyć - musiałby przeczytać. Żeby przeczytać - musiałby wchodzić na to forum. Żeby wchodzić na to forum - musiałby zapomnieć, że inwigilacja to coś, czego nie jestem w stanie zaakceptować; wówczas ani rozmiar jego jaj, ani serca nie miałby dla mnie większego znaczenia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1090
Dołączył(a)
26 paź 2014, 12:28
Lokalizacja
Miasto Świętej Wieży

Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

Avatar użytkownika
przez NN4V 26 sie 2015, 15:59
zobojętniony napisał(a):...A historia cheiloskopii to wypisz wymaluj moje perypetie. Nie żałuję ich, ale byłem naiwny sądząc, że zakochaną da się odkochać i rozkochać w sobie.

Oczywiście, że się da. To że Ty nie potrafisz, nie oznacza, że nikt nie potrafi.
Logika Twojego myślenia jest mocno problematyczna we wszystkich zamieszczonych tekstach.

Weźmy to:
zobojętniony napisał(a):...A jeśli wybaczyłby autorce i zaakceptował jej podejrzenia, pretensje i każde zniesmaczenie jego osobą, to naprawdę nie wiadomo czy koleś ma większe serce czy jaja :?:

O czym Ty tu w ogóle piszesz?
Jakie konkretnie autorka ma podejrzenia, pretensje i zniesmaczenia, by jej cokolwiek wybaczać?
Przecież ona opisuje własne uczucia wzbudzone jego zachowaniem. Nikt nie ma nad tym kontroli.

Niezależnie jakie koleś ma jaja, czy serce, to mózgu trudno się u niego dopatrzyć.
To nie cheiloskopia po nim jeździ, tylko ja.
Czyli może ona ma przepraszać za mnie?
On ma jej wybaczać moje jazdy po nim?

No dajże spokój już.
Ostatnio edytowano 26 sie 2015, 16:02 przez NN4V, łącznie edytowano 1 raz
__regvar __no_init volatile unsigned char flags
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4354
Dołączył(a)
01 kwi 2015, 14:08
Lokalizacja
Wrocław

Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

Avatar użytkownika
przez cheiloskopia 26 sie 2015, 16:01
NN4V napisał(a):Zrozum chłopie, nikt nie Twierdzi, że ktokolwiek jest wrogiem. W tej konkretnej sytuacji jednak krytyczne błędy należą do M.

Tutaj nie chodzi już nawet o krytyczne błędy. Po prostu czuję, że trzeba to zostawić na razie tak jak jest, bo ja na chwilę obecną nie jestem w stanie podjąć żadnej decyzji; mało tego popadam w swoistą paranoję, bo -słusznie czy nie - poczytuje sobie użytkowników forum jako M., w postach szukam dowodów na potwierdzenie swojej teorii, wzdrygam się na dźwięk telefonu, domofonu...
Po prostu potrzebuję się ogarnąć. W samotności.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1090
Dołączył(a)
26 paź 2014, 12:28
Lokalizacja
Miasto Świętej Wieży

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

Avatar użytkownika
przez NN4V 26 sie 2015, 16:03
cheiloskopia napisał(a):...Po prostu potrzebuję się ogarnąć. W samotności.

Na cmentarzu o północy. :lol:
__regvar __no_init volatile unsigned char flags
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4354
Dołączył(a)
01 kwi 2015, 14:08
Lokalizacja
Wrocław

Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

Avatar użytkownika
przez cheiloskopia 26 sie 2015, 16:14
NN4V napisał(a):
zobojętniony napisał(a):...A jeśli wybaczyłby autorce i zaakceptował jej podejrzenia, pretensje i każde zniesmaczenie jego osobą, to naprawdę nie wiadomo czy koleś ma większe serce czy jaja :?:

O czym Ty tu w ogóle piszesz?
Jakie konkretnie autorka ma podejrzenia, pretensje i zniesmaczenia, by jej cokolwiek wybaczać?
Przecież ona opisuje własne uczucia wzbudzone jego zachowaniem. Nikt nie ma nad tym kontroli.

Niezależnie jakie koleś ma jaja, czy serce, to mózgu trudno się u niego dopatrzyć.
To nie cheiloskopia po nim jeździ, tylko ja.
Czyli może ona ma przepraszać za mnie?
On ma jej wybaczać moje jazdy po nim?

No dajże spokój już.


Zgodzę się z Tobą (teraz we dwoje wsiedliśmy na Zobojętniałego, który jak się okazuje wcale zobojętniały nie jest - ah, jak ja lubię robić coś z kimś) - wszystko to, co napisałam to po prostu moje przemyślenia (o ile taki burdel pod rudą kopułą można nazwać przemyśleniami), moje wątpliwości, moje emocje. M. wie, że moja kondycja psychiczna ostatnimi czasy pozostawia wiele do życzenia - wie także, że nastroje i wnioski przypominają sinusoidę.
Oceniłeś go bardzo krytycznie, a ja go nie broniłam - być może o to chodzi Zobojętniałemu. Szkoda tylko, że nie przyszło mu do głowy, iż nie po to założyłam wątek, by krytykować cudzą krytykę, bronić jak lwica własnych teorii (w moim rozumieniu niniejsze forum służyć ma między innymi wysłuchaniu opinii innych - po to zadawałam pytania). Twoja była taka a nie inna; nie jest tutaj kwestią to, czy się z nią w pełni zgadzam - biorę ją pod uwagę i, kiedy dojdę do stanu używalności, brać będę w wysuwaniu wniosków, podejmowaniu decyzji (bo jesteś Użytkownikiem, którego zdanie sobie cenię).
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1090
Dołączył(a)
26 paź 2014, 12:28
Lokalizacja
Miasto Świętej Wieży

Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

Avatar użytkownika
przez cheiloskopia 26 sie 2015, 16:15
NN4V napisał(a):
cheiloskopia napisał(a):...Po prostu potrzebuję się ogarnąć. W samotności.

Na cmentarzu o północy. :lol:

... z blatem w ustach i browarem (z colą) w ręku :lol:
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1090
Dołączył(a)
26 paź 2014, 12:28
Lokalizacja
Miasto Świętej Wieży

Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

Avatar użytkownika
przez bittersweet 26 sie 2015, 16:17
cheiloskopia napisał(a):
zobojętniony napisał(a):Jej słowa "po prostu nie jesteś nim" usłyszałem na własne uszy, dlatego gdy wspominam to, trochę współczuję sławnemu M. Musiało zaboleć.

Nie usłyszał ich ode mnie. Mógł je tutaj przeczytać.
To stwierdzenie mnie rozwala, przecież gdyby M. był nim, droga Cheiloskopio , to by Cie pobił i odtrącił ? :shock:
kto walczy, czasami przegrywa - kto sie poddaje, przegrywa zawsze
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5143
Dołączył(a)
21 lut 2012, 21:03

Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

Avatar użytkownika
przez cheiloskopia 26 sie 2015, 16:25
bittersweet napisał(a):
cheiloskopia napisał(a):
zobojętniony napisał(a):Jej słowa "po prostu nie jesteś nim" usłyszałem na własne uszy, dlatego gdy wspominam to, trochę współczuję sławnemu M. Musiało zaboleć.

Nie usłyszał ich ode mnie. Mógł je tutaj przeczytać.
To stwierdzenie mnie rozwala, przecież gdyby M. był nim, droga Cheiloskopio , to by Cie pobił i odtrącił ? :shock:


Tak, bittersweet, mam tego świadomość. Wiem, że człowiek, za którym tęsknię odtrącałby mnie średnio pięć razy w tygodniu, niekoniecznie mając do tego powody.
Ja to wszystko wiem - teoretycznie. Tylko czemu nie potrafię przestać obwiniać się za rozpad związku, w którym pokładałam tak wielkie nadzieje?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1090
Dołączył(a)
26 paź 2014, 12:28
Lokalizacja
Miasto Świętej Wieży

Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

Avatar użytkownika
przez zobojętniony 26 sie 2015, 16:33
NN4V napisał(a):
zobojętniony napisał(a):
...A jeśli wybaczyłby autorce i zaakceptował jej podejrzenia, pretensje i każde zniesmaczenie jego osobą, to naprawdę nie wiadomo czy koleś ma większe serce czy jaja :?:

O czym Ty tu w ogóle piszesz?
Jakie konkretnie autorka ma podejrzenia, pretensje i zniesmaczenia, by jej cokolwiek wybaczać?
Przecież ona opisuje własne uczucia wzbudzone jego zachowaniem. Nikt nie ma nad tym kontroli.

Niezależnie jakie koleś ma jaja, czy serce, to mózgu trudno się u niego dopatrzyć.
To nie cheiloskopia po nim jeździ, tylko ja.
Czyli może ona ma przepraszać za mnie?
On ma jej wybaczać moje jazdy po nim?


- Podejrzewa: mnie o bycie M.
- pretensje (bluzganie) i zniesmaczenia odczuwa o: romantyzm, czułość (być może przesadną, nie wiem), obsypywanie ją upominkami. Ja wiem, że własny obraz jaki wywołał tym M. mógł być aż za słodki, ale czy to dotyka aż do żywego?
- wybaczyć mógłby (gdyby się dowiedział): zero zaufania (wiem, że cheiloskopia nie jest w najlepszej formie, ale chwilę zastanawiałem się czemu zostałem wzięty za M.)
- przykro mi nie tyle z powodu tego, że zostałem M., ale dlatego, że wiem z własnego doświadczenia jak łatwo "stać się" draniem. Moja niespełniona miłość uważała, że dresiarz jest w stanie dać jej szczęście (najczęściej chciał jej dawać je po najebce z kumplami), a ja tylko jej go obrzydzam, dyskredytuję i jestem "cynicznym manipulantem". Kiedy wydarł się na nią, z powodów o których nie chciała mówić, powtarzała tylko: "nie chcę tego rozprzestrzeniać nikomu poza Tobą". I tak w kółko. Raz wyszarpał ją z klubu i zbluzgał bo tańczyła z moim kumplem, którego i on znał (choć uważał za geja, bo mój kumpel był hipsterem), a gdy powiedziałem po tym by go zostawiła w spokoju, dała sobie spokój z uganianiem się za humorzastym despotą (chyba sterydy miały też wpływ na jego zachowanie) kazała mi szukać sobie w "naszym" klubie innej miłostki, bo "łażę za nią jak hiena" i "pies z podkulonym ogonem". Uważała nawet, że ją śledzę (chodzę za nią).
- widać też w cheiloskopii totalne zaślepienie.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
21 sie 2015, 12:43

Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

Avatar użytkownika
przez cheiloskopia 26 sie 2015, 16:39
Zobojętniały A czemu tylko w tym wątku się udzielasz?
Ostatnio edytowano 26 sie 2015, 16:44 przez cheiloskopia, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1090
Dołączył(a)
26 paź 2014, 12:28
Lokalizacja
Miasto Świętej Wieży

Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

Avatar użytkownika
przez bittersweet 26 sie 2015, 16:40
cheiloskopia, nadmierna odpowiedzialnosc, lojalność to jedna z cech DDA. Tak samo jak uzależnianie się od partnerów; dla mnie odtworzyłas sobie z M. toksyczną relacje z rodzicami i toksyczne emocje, kótre jej towarzyszyły.
kto walczy, czasami przegrywa - kto sie poddaje, przegrywa zawsze
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5143
Dołączył(a)
21 lut 2012, 21:03

Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

Avatar użytkownika
przez cheiloskopia 26 sie 2015, 16:49
bittersweet napisał(a):cheiloskopia, nadmierna odpowiedzialnosc, lojalność to jedna z cech DDA. Tak samo jak uzależnianie się od partnerów; dla mnie odtworzyłas sobie z M. toksyczną relacje z rodzicami i toksyczne emocje, kótre jej towarzyszyły.


Terapia, na którą się wybieram, jest właśnie głownie dla DDA, wiec może coś się zmieni po niej na lepsze ;)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1090
Dołączył(a)
26 paź 2014, 12:28
Lokalizacja
Miasto Świętej Wieży

Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

Avatar użytkownika
przez bittersweet 26 sie 2015, 17:00
Po wzrastaniu w patologii podświadomie można szukać w nowym partnerze tego samego wzorca relacji co z rodzicami, adrenaliny, silnych, skrajnych uczuć. Faceci "normalni" tzn mili, odpowiedzialni, spokojni, kochający wydaja się z tego powodu nieinteresujący. Podejrzewam, ze dlatego M. nie potrafił Cie jakos zafascynować :bezradny:
kto walczy, czasami przegrywa - kto sie poddaje, przegrywa zawsze
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5143
Dołączył(a)
21 lut 2012, 21:03

Ktoś mnie kocha, szanuje, a ja...

Avatar użytkownika
przez zobojętniony 26 sie 2015, 17:03
cheiloskopia
Zobojętniały A czemu tylko w tym wątku się udzielasz?


cheiloskopia, porównaj:

Kiedy nie radziłam sobie z atakami agresji podczas naszych kłótni, nie próbował mnie nigdy uspokoić tylko rozjuszał jeszcze bardziej (np. mówiąc do mnie per "zdzisiu" - tak ma na imię mój znęcający się nad rodziną ojciec, mówiąc, ze jestem taka sama jak moja matka alkoholiczka, mówiąc, że kocham patologiczny dom, w którym wyrosłam, wypominając poprzedni związek, śmiejąc mi się w twarz gdy płakałam, albo dmuchając dymem z papierosa prosto w oczy). W efekcie traciłam panowanie nad sobą i bywało, że rzucałam się na niego po prostu z pięściami. Wtedy trzymał mnie wierzgającą kopytami i wrzeszczącą jak nieboskie stworzenie za włosy (aż później bolała skóra na głowie, a w jego garści zostawał rudy pęk kłaków).
Raz przez rzucony mimochodem tekst o wyjeździe do Zakopanego wyrzucił mnie za fraki z auta, a gdy chciałam otworzyć drzwi i błagałam, by wpuścił mnie z powrotem (i przepraszałam za to, że źle zrozumiał to, co powiedziałam) - przytrzasnął mi palce szybą (tłumaczył się potem, że nie zauważył mojej dłoni), po czym otworzył te cholerne drzwi, wepchnął mnie w błoto i zabarykadował się z powrotem w samochodzie.
Kilka razy, gdy nie chciałam akurat się kochać, straszył gwałtem i zrywał ze mnie ubrania (a ja się szamotałam przerażona i z płaczem prosiłam, by tego nie robił).
Kiedy od niego odeszłam, złamał hasła do wszystkich moich kont i przez to, co tam przeczytał, a raczej przez to, z kim pisałam - spuścił mi konkretny łomot (dwa razy napluł w twarz, wyszarpał za włosy i ramiona - na tyle, ze odezwała się przepuklina między kręgami szyjnymi i na kilka dni wylądowałam w gorsecie ortopedycznym - a na koniec kopem wypierdzielił z auta; pokrzyczał jeszcze, ze jestem ku*wą jak moja stara i z piskiem opon odjechał). Co najśmieszniejsze - stwierdził potem, że to nie było pobicie, bo nie uderzył mnie w twarz.
Tyle odnośnie przemocy fizycznej z jego strony.


i mój fragment historii:

Moja niespełniona miłość uważała, że dresiarz jest w stanie dać jej szczęście (najczęściej chciał jej dawać je po najebce z kumplami), a ja tylko jej go obrzydzam, dyskredytuję i jestem "cynicznym manipulantem". Kiedy wydarł się na nią, z powodów o których nie chciała mówić, powtarzała tylko: "nie chcę tego rozprzestrzeniać nikomu poza Tobą". I tak w kółko. Raz wyszarpał ją z klubu i zbluzgał bo tańczyła z moim kumplem, którego i on znał (choć uważał za geja, bo mój kumpel był hipsterem), a gdy powiedziałem po tym by go zostawiła w spokoju, dała sobie spokój z uganianiem się za humorzastym despotą (chyba sterydy miały też wpływ na jego zachowanie) kazała mi szukać sobie w "naszym" klubie innej miłostki, bo "łażę za nią jak hiena" i "pies z podkulonym ogonem". Uważała nawet, że ją śledzę (chodzę za nią).


Dostrzegasz podobieństwa sytuacji?
Avatar użytkownika
Offline
Posty
26
Dołączył(a)
21 sie 2015, 12:43

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do