Problemy z matką chłopaka

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Problemy z matką chłopaka

przez alannis 19 maja 2015, 14:13
Cześć wszystkim, bardzo proszę o radę.
Mama mojego chłopaka, z którym jestem od ponad trzech lat mnie nie cierpi. Na początku się dogadywałyśmy, wręcz zazdrościłam mojemu chłopakowi takiej matki, ale później zaczęłam mieć dość jej zachowania – wyżywania się na innych kiedy ma zły humor, dokuczania jeśli ktoś nie zrobił czegoś co ona chciała, nietolerowania tego, ze ktoś może mieć inne zdanie mimo zapewniania jaka to ona jest tolerancyjna, wyzywania ojca mojego chłopaka, który ma zaawansowanego raka i jest spokojnym ponad 70-letnim człowiekiem od imbecyli, prymitywów i idiotów, krytykowania wyglądu mojego chłopaka, a nawet mojego. Czasem też wtrącała się w nasze sprawy, niby udając, że tego nie robi, co denerwowało mojego chłopaka... Jednak zawsze starałam się źle o niej nie mówić, nawet ją usprawiedliwiałam, wyrażałam jedynie swoje zdanie na tema tego jak traktuje pana X.
Mój chłopak i ja bardzo się od siebie różnimy, zawsze tak było, on jest ekstrawertykiem lubiącym ludzi, ja nieśmiałym introwertykiem. Mamy też różne poglądy religijne itp. Mimo to naprawdę się dogadywaliśmy, bo jednak coś nas pomijając wszystkie te różnice łączy. Wydawało mi się, że zawsze byliśmy ponad tym, po każdej kłótni jakoś dawaliśmy radę wszystko naprawić. Byłam z nim naprawdę szczęśliwa. On ciągle powtarzał, że nie chciałby innej kobiety niż ja.
Niedawno w naszym związku przestało się układać tak jak dawniej, odkryłam, że on był uzależniony od pornografii, czułam się tym poniżona, tzn. rozumiem obejrzenie od czasu do czasu jakiegoś filmu, sama to przecież robię, ale on się z tym ukrywał i zdarzało się, że wolał zamknąć się w łazience oglądając pornosy niż uprawiać seks ze mną. Zaczęło mnie denerwować, ze nigdy nie miał czasu mnie wysłuchać, a ja przestałam mieć ochotę słuchać jego. Pomiędzy tym wszystkim zaczęłam również zauważać, że jego matka za mną nie przepada, ciągle wbijała mi malutkie szpilki. Nawet pan X czasem rzucał uwagi świadczące o tym, że ona mnie nie lubi. Nie przejmowałam się tym za bardzo, bo również przestałam ją lubić i bardziej zależało mi na opinii pana X i mojego chłopaka niż jej. Mimo to, ciągle czułam się wykluczana i pomijana przez nią, jakbym ja się w tym związku zupełnie nie liczyła. Nawet kiedy szukaliśmy z moim chłopakiem mieszkania, to ona poszła z nami je oglądać i wypowiadała się tak, jakby to ona miała z nim zamieszkać a nie ja.
Ostatnio przechodziliśmy okropny kryzys. Napadnięto mnie i prawie zgwałcono, naprawdę czułam i czuję się po tym fatalnie, potrzebowałam rozmowy i opiekuńczości, nie czułam się dobrze rozmawiając z przyjaciółkami, a on również mi tej rozmowy nie dawał. Kiedy próbowałam z nim rozmawiać o tym co czuję, on mi przerywał i opowiadał o np. swoim hobby. Czułam się odrzucona i nieważna… Pewnego dnia mając już dość, weszłam na jakąś platformę społecznościową i poznałam chłopaka, z którym zaczęłam rozmawiać o wszystkim; on też miał swoje problemy i tak jakoś okazało się, że bardzo dużo nas łączy, że mamy podobne przemyślenia, a nawet lubimy takie same rzeczy. Planowaliśmy być przyjaciółmi, on wiedział, że jestem w związku, a ja tego nie zatajałam, spotykaliśmy się na piwo i ciągle dużo rozmawialiśmy, aż w końcu obydwoje zdaliśmy sobie sprawę z tego, że zaczęliśmy się w sobie podkochiwać. To, ze zaczęłam myśleć o kimś innym, sprawiło, że postanowiłam zostawić mojego chłopaka. Powiedziałam mu o tym wszystkim, wybuchła straszna awantura, kiedy chciałam wyjechać na jakiś czas do domu, on pociął sobie rękę i prawie zapił się na śmierć. Nie mogłam patrzeć na to jak cierpi, nadal go kochałam, więc na drugi dzień wróciłam. Wiem, że to było głupie i niedojrzałe, ale nie myślałam racjonalnie, powinnam zostać na jakiś czas w domu, ale bolało mnie, że tak go skrzywdziłam. Kiedy po tygodniu on zaczął zachowywać się jakby nic się nie stało, wyjechałam ponownie. Byłam zła, nie miałam już chęci niczego naprawiać… Ale nie chciałam, żeby coś sobie zrobił, więc napisałam do jego matki, żeby się o niego troszczyła, bo jest w złym stanie, poinformowałam o wszystkim jego przyjaciela i non stop miałam kontakt z jego znajomymi, żeby mieć pewność, że nie jest sam…
Niedawno do niego wróciłam, bo on bardzo tego chciał i mówił, że jest beze mnie nieszczęśliwy, a ja również doszłam do wniosku, że kocham go nad życie i mimo tych różnic i wad, jakie obydwoje mamy nie umiem bez niego żyć i cholernie za nim tęskniłam. Dużo rozmawialiśmy, w końcu powiedzieliśmy sobie o wszystkim i wydaje mi się, że mamy ten kryzys za sobą, ale… kiedy jego matka dowiedziała się, że pozwolił mi wrócić wpadła w szał. Nazwała go idiotą, stwierdziła, że jestem świetną aktorką, że od zawsze to on wkładał w nasz związek więcej niż ja, a ona chce, żeby w przyszłości miał dziewczynę, która będzie nie tylko wspaniała dla niego, ale którą będzie też mogła nazwać córką i że nie chce oglądać tego żałosnego spektaklu. Wcześniej mówiła, że uszanuje jego decyzję niezależnie jaka będzie, ale że jeśli do mnie wróci, to będzie błąd. Pisała do niego maile. Okazało się, że ma mnie za podłą, nieczułą i zimną od samego początku, że nigdy nie spełniałam jej oczekiwań, że je kompletnie nic nie robię, że tylko całymi dniami leżę w łóżku i wiecznie się wyręczam jej synem, nie rozumie tego, że mamy podział obowiązków od początku wspólnego mieszkania. Właściwie spodziewałam się, że nie spełniam jej oczekiwań, ale nie tego, że ona myśli, że ja go nie kocham, przecież zawsze okazywaliśmy sobie ogrom czułości i spędzaliśmy ze sobą całe dni. Doszło też to, ze zaczęła jeszcze bardziej znęcać się nad panem X, krzyczała na niego o każdą pierdołę, wyzywała go, a przecież wiadomo, że to stary schorowany spokojny człowiek, który chce móc w spokoju leżeć na kanapie i czytać ksiązki, bo na nic innego nie ma już siły! Mój chłopak z nią o tym rozmawiał, że powinna traktować go inaczej, a ona zdaje się nie rozumieć, że źle postępuje. W wyniku tego wszystkiego, żeby załagodzić sytuację, a jednocześnie nie dać się obrażać, bo wierzcie mi, mam już naprawdę dość bycia ofiarą i dawania się wszystkim pomiatać, napisałam do niej maila:
Bardzo kocham X, jest mi najbliższą osobą na tym świecie. Nie miałam zamiaru się komukolwiek usprawiedliwiać, ale jestem do tego przez Panią zmuszona, bo X to wszystko wyniszcza psychicznie, a nie mogę na to pozwolić. Wiem, że popełniłam kilka błędów, wiem, że bardzo go zraniłam, ale niestety czasu nie cofnę. Żałuję jedynie, że za pierwszym razem nie zostałam dłużej w domu i nie pozwoliłam, żeby emocje opadły tak jak radzono.
NIC Pani o mnie nie wie. Nie ma więc Pani najmniejszego prawa mnie oceniać bez tej wiedzy. Nie wie Pani, że od przeszło 10 lat cierpię na depresję, a czasem daje też o sobie znać nerwica. Miałam okropne dzieciństwo, dokuczano mi w szkole, wiele musiałam też znieść od swojej rodziny. Miałam myśli samobójcze, musiałam zażywać psychotropy i chodzić do psychiatry. Mam bardzo niską samoocenę i bez tego co Pani o mnie uważa, więc proszę sobie darować komentarze na mój temat. Ale nie pozwolę się dłużej obrażać, bo to jak Pani mnie postrzega jest dla mnie obraźliwe. Jestem introwertykiem, nie umiem przymilać się do ludzi i nie mam zamiaru tego robić. To, że ktoś z zewnątrz wydaje się nieczuły, nie znaczy, że jest taki w środku. Doszło jeszcze to, że kilka miesięcy temu prawie zostałam zgwałcona, kiedy wracałam z pracy a zgłoszenie sprawy na policję nic nie dało. Tak więc przepraszam, że wydaję się zimna, ale nie mam zamiaru na siłę błagać o sympatię wszystkich wokół i udawać, że jestem w 100% szczęśliwa w związku z tym jak wygląda moje życie.
Nie będę Pani opisywać ze szczegółami naszego związku z X, bo to tylko i wyłącznie NASZA sprawa. Oboje doprowadziliśmy do tego co się stało. Kiedy mnie napadnięto wszystko się skumulowało, bardzo potrzebowałam uwagi X, chciałam z nim rozmawiać o swoich problemach i przemyśleniach, on jednak nie umiał mnie do końca wysłuchać. Chciałam już wcześniej odejść od niego kilka razy, ale zawsze dochodziłam do wniosku, że przecież go kocham, a on zacznie mnie słuchać. Dlatego, że w ostatnim czasie poznałam kogoś kto również cierpi na depresję i rozmawiając z nim o wszystkim, widząc, że w związkuX i moim jest już tak źle, że zaczęłam myśleć o kimś innym, zdecydowałam się X zostawić, bo myślałam, że bardziej skrzywdzę go oszukując, że wszystko jest w porządku. Nie byłam pewna tej decyzji, wiedziałam, że on bardzo cierpi, a ja nie mogłam tego znieść, więc wróciłam. Nadal jednak nic się nie zmieniło, on zaczął zachowywać się jakby nic się nie stało, więc za namową moich przyjaciół pojechałam do domu po raz drugi.
Może sobie więc Pani teraz o mnie myśleć co chce, wiem, że nigdy nie darzyła mnie Pani wielką sympatią. Ale niestety ja go kocham, a on kocha mnie i to jest najważniejsze. Nikt nie ma prawa wchodzić w nasze sprawy. Teraz nareszcie rozmawiamy i staramy się wszystko naprawić. Nigdy nie miałam na celu wykorzystania go, czy też zranienia. Nigdy nie nastawiałam go przeciwko Pani. Takie przypuszczenia wydają mi się co najmniej śmieszne. X ma własną wolę i własny mózg, jest już dorosły. Nawet nie zliczę ile razy musiałam łagodzić to jak odbierał Pani słowa i namawiać go do wyciągnięcia ręki. Nie chciałam jedynie do Państwa przychodzić, bo wiedziałam, że nie jestem mile przez Panią widziana, mimo, że bardzo mi zależy na panu X i wiem jak bardzo potrzebuje towarzystwa.
Podsumowując – to czy spełniam kogokolwiek oczekiwania naprawdę mało mnie obchodzi. Albo mnie ktoś lubi za to jaka jestem, albo nie. Najważniejsze jest to, że X jest ze mną ogólnie rzecz biorąc szczęśliwy, a przecież to o jego szczęście Pani chodzi. Ja również jestem z nim znowu szczęśliwa. To on ze mną jest a nie Pani, więc najważniejsze dla mnie są jego oczekiwania i to, co on o mnie myśli. A on mnie kocha. Proszę więc Panią w imieniu jego dobra, żeby jakoś pogodziła się Pani z tą sytuacją, niezależnie od tego co Pani by zrobiła na jego miejscu. On jest bardzo dobrym i niesamowitym człowiekiem i nie zasługuje na to wszystko.

Na którego tak mi odpowiedziała:
"Niezależnie od tego jak bardzo czujesz się pokrzywdzona przez los,muszę Tobie uświadomić ,że moje (znacznie dłuższe życie ) od twojego nie było sielanką i nadal borykam się z wieloma problemami , o których Ty nie masz pojęcia. Przykro mi ,zwłaszcza z powodu próby gwałtu (wiem coś o tym z własnego doświadczenia). Z resztą to nieistotne , nie będę się licytować , która z nas ma większą depresję.
A teraz pozwól,że na podstawie poniższego tekstu pokażę Tobie jaka naprawdę jesteś i jak szanujesz matkę osoby, którą ponoć kochasz. I jeszcze jedno - nie idz na łatwiznę i nie obciążaj mnie wyniszczeniem psychicznym mojego dziecka , bo zródłem tego było Twoje nieodpowiednie zachowanie i twoje decyzje , a nie moje.

1) X to wszystko wyniszcza psychicznie, a nie mogę na to pozwolić.
odp. to nie ja wywołałam burzę

2) Nie ma więc Pani najmniejszego prawa mnie oceniać
odp. myślę ,że za bardzo się zagalopowałaś ( nie zwracaj się do mnie tym tonem - jestem matką X a nie Twoją koleżanką )

3) proszę sobie darować komentarze na mój temat.
odp. daruj sobie te uwagi ( są nie na miejscu - wstydziłabym się ich użyć w stosunku do matki partnera)

4) nie pozwolę się dłużej obrażać, bo to jak Pani mnie postrzega jest dla mnie obraźliwe.
odp. Ty, w całym swoim tekście wielokrotnie obrażasz mnie - osobę ponad dwukrotnie od Ciebie starszą

5) Chciałam już wcześniej odejść od niego kilka razy,ale dochodziłam do wniosku, że przecież go kocham, a on zacznie mnie słuchać.
odp. a czy Ty słuchasz Jego ? myślisz niestety tylko o sobie ,tylko Ty masz problemy

6) to czy spełniam kogokolwiek oczekiwania naprawdę mało mnie obchodzi.
odp. no właśnie - Ciebie obchodzi tylko twoja osoba

7) Ja również jestem z nim znowu szczęśliwa
odp. na jak długo ?

8) Proszę więc Panią w imieniu jego dobra, żeby jakoś pogodziła się Pani z tą sytuacją,
odp. nie potrzebujesz mojego błogosławieństwa , Ciebie to mało obchodzi - i dobrze ,
natomiast nie musisz mi przypominać o mojej powinności wobec własnego syna - Jego szczęście było i jest najważniejsze tylko dla nas - Jego rodziców , a czy Tobie tak zależy na szczęściu X , no cóż ... to się jeszcze okaże

Próbowałam przekonać się pozytywnie do Ciebie ( już wcześniej zachowywałaś się niewłaściwie), ale ten tekst - to w jaki arogancki sposób zwracasz się do matki swojego chłopaka (którego ponoć tak kochasz) ,to jest nie do przyjęcia.
Szkoda.
Może tego nie zauważyłaś, ale od początku nie wtrącałam się do Waszych spraw. Ktoś Ciebie nachodzi? każe lub zabrania czegoś ?
Poza tym akurat to nie ja jestem osobą , która powinna się tłumaczyć , Ty też nie musisz się tłumaczyć - żyj po swojemu ,ale nie waż się traktować mnie jak byle babę !!!
Może trochę więcej szacunku z Twojej strony spowodowałoby, że ja miałabym więcej zrozumienia dla Ciebie.
Człowiek wyobraża sobie,że cierpienia,które sam znosi ,są ogromne,a te które zadaje innym,są znikome.

Przemyśl to. "

Ogólnie to nie mam pojęcia skąd ona to wszystko wzięła, bo X zawsze powtarzał, ze jest ze mną szczęśliwy i ze spełniam wszystkie jego potrzeby... Poza tym miałam być nieszczęśliwa i dalej swoim zachowaniem unieszczęśliwiać jego i zostać na siłę? Nigdy nie mieszałam się w ich rodzinne konflikty, nikogo nie nastawiałam przeciwko nikomu, byłam zupełnie bezstronna, chyba, że ktoś wprost zapytał mnie o zdanie. Przywoziłam prezenty, żeby się ucieszyli, szczególnie pan X, no kurcze, wiem, że X jest ze mną bardzo szczęśliwy, nawet mówił, że to mimo wszystko najlepsze trzy lata jego życia... Może teraz mieliśmy problemy z komunikacją, ale ze względu na to jakimi osobami jesteśmy, to ja zawsze bardziej słuchałam jego, niż on mnie... Mam już tego wszystkiego naprawdę dość, X się przez to załamał, a ona ciągle mnie oczernia :( Co mam robić? Myślicie, że powinnam dać sobie spokój i jej nie odpowiadać? Ale z drugiej strony jestem zmęczona tym, że zawsze jestem miła dla wszystkich i unikam konfrontacji :(
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
31 maja 2011, 17:29

Problemy z matką chłopaka

Avatar użytkownika
przez agusiaww 19 maja 2015, 16:40
alannis, wyprowadzcie sie, zyjcie na własny rachunek, nikt Was nie bedzie rozliczał.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do