Toksyczna matka mojego narzeczonego?

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Toksyczna matka mojego narzeczonego?

przez mała amazonka 08 mar 2015, 15:22
Witajcie.
Od dosłownie paru dni, mój związek z chłopakiem przekształcił się w narzeczeństwo. Jednak od dłuższego czasu narasta pewien problem. A raczej dwa problemy z jego matką. Na początku, miałyśmy dobry kontakt, była mi wdzięczna, że wyciągnęłam jej syna z przesadnego imprezowania, przygód, toksycznego otoczenia. Dzięki mnie, przestał popijać piwo codziennie (w tym momencie deklaruje, że nawet mu tego nie brakuje - co po nim widać) i wódkę w weekendy (także brak tęsknoty ku temu napojowi)... Zostawił za sobą znajomych, którzy na nim żerowali (daj na piwo, daj na piwo itd), odsunął się od tych, o których on zabiegał, a którzy mieli go gdzieś, jeśli nie mieli z niego korzyści... Od paru miesięcy mieszkamy razem, wyprowadził się od mamy w wieku 25 lat - czyli właśnie ze mną, ze względu na miejsce pracy (25 km od domu matki, teraz ma do pracy 1,5 km od naszego wynajmowanego mieszkania) i przez wzgląd, że ja się tu na miejscu uczę (technikum). Nie przeszkadzało jej to, jak sobie wypiła, to do mnie dzwoniła zalana łzami, że mi dziękuje, że jest mi wdzięczna, bo jej syn dzięki mnie wychodzi na prostą... Tylko właśnie... Jej syn, a mój narzeczony, popełnił pewien błąd. Zanim mnie jeszcze poznał, popadł w błędne koło pożyczek chwilówek. Ciągnęło się to również jakiś czas kiedy już byliśmy razem, ale w końcu mi o tym powiedział, a jedynym sposobem na uniknięcie komornika za długi był większy kredyt, wzięty na jego matkę, a spłacany przez niego (on nie miał już zdolności kredytowych). No i się zaczęło. Jego matka wydzwania, po spożyciu alkoholu i to bardzo często, bo spożywa go codziennie po pracy lub w dni wolne. Jej mąż, a ojciec mojego narzeczonego, jest w Szwecji i tam pracuje, ale się kochają nadal, pomimo dobrych 25 jak nie więcej lat małżeństwa. Jego mamie nagle zaczęło przeszkadzać, że jestem ateistką i planujemy ślub cywilny zamiast kościelnego. Co więcej, wczoraj w rozmowie z narzeczonym powiedziała, że jeśli on zmieni wiarę, to ona nie ma syna! Zaczęła mi wymyślać, że ONA CHCE żeby nasze dzieci (kobieto, my nie chcemy dzieci, zabezpieczamy się, dzieci będą, jak ja skończę naukę i podejmę pracę, stworzymy dzieciom warunki!) były wychowywane KATOLICKO. I jej nie obchodzi, że ja mam inne wychowanie od mamy, ONA CHCE I JUŻ. Inaczej nie ma syna! Ja jestem zdania, że dzieciaki jak podrosną (tzn. będa w stanie zrozumieć daną religię i jakąś wybiorą, albo i nie), to sobie same wybiorą, czy chcą być katolikami czy ateistami czy kimś innym, nie zamierzam im niczego zabraniać - bo jeśli to zrobię, to dziecko mnie przecież będzie nienawidziło, że narzucam mu SWOJE poglądy - a ja chcę wychować kiedyś w przyszłości mądrych ludzi... Ojciec narzeczonego jest po naszej stronie, szczególnie, gdy usłyszał, że poruszyła temat dzieci, pomimo że w ciąży nie jestem i nie planuję być przez następne 7-10 lat (zależy od studiów i szansy na ustatkowanie się, stałą pracę itd), stwierdził, że chyba oszalała. Ona twierdzi, że narzeczony przeze mnie przeszedł na ateizm, co jest bzdurą, bo ja toleruję każdy rodzaj wiary (no może z wyjątkiem islamu... trochę z feministki we mnie jest), i mam szczerze gdzieś, czy on jest katolikiem, buddystą czy kimś innym, ważne, jaki jest wobec mnie, poza tym uważam religię za PRYWATNY WYBÓR KAŻDEGO CZŁOWIEKA, ale ona tego nie rozumie. Wsadziła sobie do głowy, że ja go przekabacam i nim manipuluję itd, a wygląda to odwrotnie. Ona próbuje manipulować nim, żeby zerwał oświadczyny, co najmniej mam takie wrażenie, jakby chciała mi dać znać, że mam się odwalić od jej syna. Tylko że ona nie umie zrozumieć, że jej synek będzie miał zaraz 26 lat i kochającą żonę... Nie chcę kłótni w rodzinie, ale ta kobieta doprowadza mnie do szału, tym jak rani mojego narzeczonego (w końcu jaka matka uzależnia swoją miłość wobec dziecka od wyznania dziecka?!), i że nagle robi ze mnie wroga nr.1, pomimo, że jej syn jest ze mną szczęśliwy, co potwierdził zaręczynami - chce być ze mną na zawsze. Nie wiem co zrobić, jego mama nadużywa alkoholu, co zauważyliśmy już dość dawno, ale teraz to się zaostrza. Z lampki wina do obiadu zrobiła się butelka, ewentualnie 2 na jeden dzień! Jak się poruszy ten temat, to twierdzi uwaga : "nie piję twojego zdrowia, więc to nie twoja sprawa". Więc mam takie combo - chęć ingerencji w nasze życie i wychowanie i religijność dzieci, których nawet nie mamy w planach, a co dopiero w rzeczywistości, wrogość wobec mnie, alkoholizm (czyli awantury telefoniczne i uwaga- facebookowe), i wypominanie narzeczonemu, że ona mu pomogła, a ona nie tak go wychowała (a on nic nie zawinił w tym momencie, mój ateizm moja sprawa, a nie jego), a że on jej się tak odpłaca, i hit! Próbuje mi zakazać pisania np. na portalach społecznościowych, że jestem ateistką! Narzeczony jest rozdarty - z jednej strony mnie kocha i mnie broni, jest całkowicie po mojej stronie, kłócą się często o mnie, z drugiej, to jednak jego mama, która go urodziła i go wychowywała, więc obawia się, że ona przez alkohol i uczucie samotności sobie nie poradzi i zrobi sobie krzywdę, co w pełni rozumiem, dlatego uważam, że on ma z nas najciężej... Jest między młotem a kowadłem. Na zaciągnięcie jej do psychologa, albo wspólne pójście na terapię - kategorycznie się nie zgadza, ale ja powinnam zacząć wierzyć w Boga, to mi się poukładają klepki w głowie (????)... Macie jakiś pomysł na rozwiązanie sytuacji? Ojciec narzeczonego ma pogadać z żoną i spróbować to załagodzić, ale mam wrażenie, że to nic nie da...
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
08 mar 2015, 14:45

Toksyczna matka mojego narzeczonego?

Avatar użytkownika
przez agusiaww 08 mar 2015, 16:34
mała amazonka, to nie jest toksycznosc tylko matka ma inne poglądy a Ty inne. Niemniej razem mieszkacie to powinna uszanować Wasz wybór. Z drugiej strony trochę matke rozumiem bo dla wiekszosci starszych ludzi wiara katolicka była kiedys jedynym wyznacznikiem (pomijajac ze sami nie sa zbytnio religijni, itd itd). Co do tematu slubu to powinniscie raz a stanowczo powiedziec ze bierzecie tylko slub cywilny, a na nastepne jazgoty matki i Ty i Twój narzeczony powiedziec, ze nie wracacie do tej sprawy i nie wdawac sie w dyskusje. Natomiast co do pozyczek chwilowek to niech narzeczony sie dokłada do spłaty. Matka tez na pewno ma problem z alkoholem, ale skoro sie nie zgadza na wizyte u psychologa/lekarza to i tak nic nie zdziałasz.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Toksyczna matka mojego narzeczonego?

przez mała amazonka 08 mar 2015, 19:10
Nie mieszkamy z nią, tylko osobno. Napisałam, że się przeprowadziliśmy razem z narzeczonym do miasta w którym on pracuje a ja się uczę.
Tylko, że jej wyrażanie poglądów wygląda tak, że nie ma dyskusji na poziomie, tylko "bo ja chce, bo ja uważam" wykrzykiwane do telefonu lub w twarz rozmówcy, nie daje dojść do słowa nawet swojemu synowi, bo on robi nie po jej myśli (w sumie jeszcze nie zrobił nic wbrew "wierze" itd, ale jazgot jakby co najmniej kościół podpalił). Rozumiem, że religia jest dla niej ważna, ale nie ma prawa rozkazywać mi albo mojemu przyszłemu, przypominam prawie 26 letniemu, mężowi, w jaki sposób mam wychowywać dzieci, o których nawet jeszcze nie było mowy, lub jaki ślub mamy brać. Narzeczony SPŁACA ten kredyt, który został zaciągnięty przez jego mamę na poczet spłaty jego długów. To nie jest tak, że on nabroił i nie ponosi za to odpowiedzialności i tego nie spłaca. No ale nie powiesz mi, agusiawww że to jest normalne, że ona odnosi się w ten sposób do syna i do mnie, biorąc pod uwagę, że jednak wcześniej byłam ukochaną przyszłą synową i że wyciągnęłam jej syna z przysłowiowego "bagna", za co mnie wręcz ubóstwiała. Całe jej zachowanie zmieniło się jak za pomocą pstryczka do światła... po jego oświadczynach.
Offline
Posty
2
Dołączył(a)
08 mar 2015, 14:45

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Toksyczna matka mojego narzeczonego?

przez blah! 08 mar 2015, 19:24
Dziewczyno...wg. mnie ona to s tęsknoty i samotności robi, a jeszcze na dodatek jak pije codziennie to wynajdzie każdą pierdołę, żeby "dokuczyć". A na Tobie się wyżywa bo dopiero powoli dochodzi do niej, że "zabierasz" jej "kochanego synusia" i nie ona będzie już jedyną i najbliższą kobietą Jego życia ;). Ja bym się tą sytuacją nie przejmowała, gdy dojdzie do Jej świadomości, że w ten sposób niczego nie zmieni to ochłonie ;). I to wbrew pozorom takie zachowanie nic dziwnego, wiele matek (tym bardziej na pewien sposób "samotnych") tak ma. Wprawdzie jest to upierdliwe zapewne ale cóż, trzeba to jakoś przetrwać i nie ma co robić z igły wideł ;).
A jeśli matka pije to pierwszą rzęczą jaka powinna wg. mnie się stać to jej mąż powinien z nią porozmawiać - to on wyjechał. Ja się nie dziwię, że ona się tak zachowuje, jak ją tak wszyscy do okoła zostawiają. Podejrzewam, że jakby jej mąż wrócił do Polski alo ona wyprowadziła się do niego to wszystko wróciłoby do normy ;).
blah!
Offline

Toksyczna matka mojego narzeczonego?

Avatar użytkownika
przez agusiaww 09 mar 2015, 10:24
mała amazonka, ale nigdy nie bedzie tak ze w rodzinie jest cukierkowo, to ze jej sie odmieniło, niewazne z jakiego powodu jest mało wazne, wazne jest to aby ustanowic granice i robic swoje.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Toksyczna matka mojego narzeczonego?

Avatar użytkownika
przez bittersweet 09 mar 2015, 10:47
mała amazonka, powinniescie sie od niej zdystansować, nie tylko psychicznie ale tez ograniczyc kontakty z nią, inaczej Was zamęczy. Jezeli pije, to bedzie z nią coraz to gorzej.
kto walczy, czasami przegrywa - kto sie poddaje, przegrywa zawsze
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5143
Dołączył(a)
21 lut 2012, 21:03

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do