Problem z żoną- możliwy rozpad związku małżeńskiego.

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Problem z żoną- możliwy rozpad związku małżeńskiego.

Avatar użytkownika
przez Candy14 01 sty 2015, 18:28
Ojciec Świecki, znam kilku ksiegowych i jedna ksiegowa. To zawod dosc poszukiwany..szczegolnie w prywatnych firmach. Stawki maja naprawde spore i zarabiaja niezle
Nie musze byc najlepsza ze wszystkich. Wystarczy, że będę trochę lepszą sobą, niż byłam wczoraj.

Kazdy współczuje słabym.. na zazdrość trzeba zapracować ;)
Avatar użytkownika
Offline
Vice Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
20464
Dołączył(a)
09 kwi 2012, 22:26

Problem z żoną- możliwy rozpad związku małżeńskiego.

Avatar użytkownika
przez refren 01 sty 2015, 19:01
Darek0106 napisał(a): Problem nie leży we mnie bo staram się być odpowiedzialny za rodzinę. Problem leży w braku dialogu i w tym, że żona jest lekceważąca wobec naszych relacji. Woli więź z przyjaciółką, ja jestem na drugim planie.


Darek0106 napisał(a):Co do forum...spodziewałem się tutaj bardziej fachowej analizy, jakichś słów diagnozy, pomocy w nakierowaniu na właściwą terapię a nie paplaninę jak na targu. Zawiodłem się. Uważałem to forum za najlepsze dla ludzi, którzy mają problem natury psychicznej. Cóż. Dużo się chyba zmieniło.
Ręce mi się trzęsą i nie mam nerwów do czytania wszystkich opisów możliwych zaburzeń. Wiem, że oboje z żoną doszliśmy do wniosku, że w wyniku dzieciństwa powstało coś w rodzaju border-line albo osobowości niedojrzałej ale...po to to piszę żeby ktoś mnie nakierował a nie wytykał mi błędy z założenia że jestem facetem więc się mylę.


Darek, rodzina jest systemem i nie ma tak, że problem leży tylko po jednej stronie. A Ty lokujesz problem tylko w żonie, oczekujesz, że ją zdiagnozujemy (jakie ma zaburzenia), albo określimy jej osobowość i damy Ci klucz, jak na nią wpłynąć. Szukasz przyczyny tego, że nie jest dobrze wokół siebie (może relacja żony z przyjaciółką), a Twoje postępowanie nie ma nią wpływu? Chcesz być jej autorytetem, mentorem i zapewne masz żonie w tym względzie sporo do zaoferowania, ale życie z mentorem, który zawsze cię przegada, zawsze wie, co jest dla ciebie dobre i słuszne, źle znosi konkurencję (przyjaciółkę) i proponuje ci terapię wobec braku porozumienia - na dłuższą metę ciężkie do zniesienia (wiem coś o tym), choćbyś miał najjaśniejsze zalety. Mówisz że problemem jest brak dialogu, a za dialog odpowiadają dwie osoby. Może daj żonie samodzielnie myśleć, być sobą, popełniać błędy, to w razie potrzeby doceni Twoją pomoc.
All men will be sailors, then, Until the sea shall free them...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3253
Dołączył(a)
05 sty 2013, 20:12

Problem z żoną- możliwy rozpad związku małżeńskiego.

przez Darek0106 02 sty 2015, 16:40
refren...masz dużo racji. Pozwoliłaś mi lepiej zrozumieć własne błędy, które rzeczywiście mogą mieć wpływ.
Co do pozostałych...część ma trochę racji, część w ogóle nie.
Wasze uważne czytanie ze zrozumieniem zrobiło już ze mnie zawodowego księgowego a jestem elektronikiem, który uruchomił właśnie firmę porządkową. Genialnie!
Fachowe porady? Nie, spodziewałem się bardziej fachowej próby klasyfikacji, co to może być. Podałem sporo szczegułów, sporo informacji i oczekiwałem pytań.
Klasyfikacja? To takie coś, że gdybym napisał- nic mi się nie chce, nie mam siły wstać z łóżka...to spodziewałbym się, że ktoś sklasyfikuje to jako stan depresyjny. Tego samego oczekiwałem po określeniu zachowań żony a dowiedziałem się, że jestem idiotą...
Offline
Posty
29
Dołączył(a)
14 lip 2010, 01:26
Lokalizacja
Wrocław

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Problem z żoną- możliwy rozpad związku małżeńskiego.

Avatar użytkownika
przez agusiaww 02 sty 2015, 16:49
Darek0106, bo niestety ale to ze nie dogadujesz sie z zona nie jest podstawa do zadnej diagnozy. Ty usilnie chcesz zeby wyszlo ze zona jest chora a najprawdopodobniej ona wcale nie jest chora, tylko po prostu leniwa i tyle. A kłotnie jakie macie sa z prostego powodu TY chesz zeby bylo na Twoje a zona nic z tym nie robi i jest na jej. Kwestia wspolnego dogadania sie i kompromisu jak napisalam x postow wczesniej.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6254
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Problem z żoną- możliwy rozpad związku małżeńskiego.

przez Darek0106 02 sty 2015, 17:38
Znów o dogadaniu się i rozmowie przy bigosiku...
To nie to. Żona ma zaburzenia bo sama to przyznaje. Rozmawialiśmy z rok temu, czytaliśmy opisy różnych osobowości i wiele cech pasowało. Ona sama o tym wie i to zaznacza, że w którymś momencie życia coś zmieniło się w niej. Stała się wroga wobec wszystkich, zaczęła walczyć i pogryzać słownie gardła. Tak jakby coś zmieniło się w jej gospodarce hormonalnej albo w świadomości. Pojawił się jakby mechanizm obronny na patologię otaczającego domu i bezradność wobec tego. Ale co to spowodowało i co powstało, nie wiemy. Wiemy za to oboje, że coś jest nie tak. Żona sama przyznaje, że nie rozumie czasem siebie, że nie rozumie swoich reakcji. Zamiast coś powiedzieć, zapytać...milczy i jest to silniejsze od niej. Kiedy czasem coś powiem, następuje wybuch adrenaliny i ona sama tego nie rozumie i tego się boi. Próbujemy oboje to określić ale dialog jest taki, że najczęściej kończy się awanturą a potem...przepraszania. To jest jakby wbrew jej woli a ja po prostu nie wyrabiam.
Któryś z "ekspertów" od życia dziwił się wcześniej, że nie radzę sobie finansowo. Tak, bo patrzę w program księgowy a myślę o dialogu z żoną.
Kiedy ktoś ma np. depresję, nie wolno powiedzieć mu " weź się w garść" a ja właśnie takie coś od was czytam. Nie o to mi chodziło.

-- 04 sty 2015, 18:14 --

Rzeczywiście, to forum jest już chyba bez wartości. Szkoda.

-- 05 sty 2015, 15:12 --

Kochani doradcy, w międzyczasie doszukałem się sam powodów mojego stanu. To depresja, która powróciła. Dlatego nie mam sił, nie mam efektów pracy. Gdybyście pomyśleli, to może ktoś doszukałby się, że reakcje żony są niewłaściwe w tym stanie rzeczy i dlatego pogłębia się konflikt.
Dziękuję za poświęcenie uwagi. Sam muszę sobie znów pomóc bo wasze słowa otuchy niszczą mnie bardziej. Myślę, że mi to wybaczycie i zrozumiecie sytuację. A może i nie.

-- 06 sty 2015, 12:15 --

Dalsze studia wyjaśniają więcej.
ChAD... Choroba afektywna dwubiegunowa. U żony występuje jednobiegunowa z epizodami manii. To nawet nie jest depresja, która kiedyś zagościła w moim umyśle. Przekonują o tym epizody maniakalne występujące po pobudzeniu ich epizodem maniakalnym żony. Mieszanka wybuchowa. Wydaje mi się, że to przekreśla możliwość wspólnego życia bez farmakologii a żona nie widzi u siebie żadnych zaburzeń. Ja jestem od wczoraj na Depresanum z zaskakująco dobrymi efektami.
No coż...zwróciłem się o pomoc, zostałem skrytykowany przez wielu uczestników dyskusji na forum psychologicznym a jestem chory. Dziękuję wam. Wszystkim tak pomagacie? Ktoś przez taką pomoc może odebrać sobie życie, wzięliście to pod uwagę? Chyba nie...
Offline
Posty
29
Dołączył(a)
14 lip 2010, 01:26
Lokalizacja
Wrocław

Problem z żoną- możliwy rozpad związku małżeńskiego.

Avatar użytkownika
przez tahela 08 sty 2015, 22:50
jakos trzeba dojsc do porumienia to nigdy nieejst proste, jak jest konflikt, usiąść porzmawiac powiedzieć wprost o co kto ma pretensje i spróbowac naprawiac i powiedziec co che sie zeby respektowac bo na tym bardziej zalezy
Kto utraci raz będzie zawsze czekać
Zatrzymujesz czas i zaglądasz w przepaść
Zostaje smutek i tylko smutek
Ostry jak nagły serca głód
Wiatr co zwala z nóg
Smutek i ty
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10969
Dołączył(a)
09 sty 2011, 23:22

Problem z żoną- możliwy rozpad związku małżeńskiego.

Avatar użytkownika
przez Candy14 08 sty 2015, 23:11
Darek0106, nie dramatyzuj... na sile wyszukujesz zonie zaburzenia i oczekujesz powierdzenia swoich teorii na jakims forum internetowym.Chcesz udowodnic ze z Toba wszystko ok cala wina lezy po stronie zony wariatki? o co Ci wlasciwie chodzi? Jakbys tak sie troszczyl o zone to poszedlbys do specjalisty a nie necie szukal potwierdzenia swoich teorii. Wsadz se te pretensje w otwor z tylu :roll: Nie przyszlo Ci do glowy ze ktos moze po nich poplnic samobojstwo? chyba nie.....
Nie musze byc najlepsza ze wszystkich. Wystarczy, że będę trochę lepszą sobą, niż byłam wczoraj.

Kazdy współczuje słabym.. na zazdrość trzeba zapracować ;)
Avatar użytkownika
Offline
Vice Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
20464
Dołączył(a)
09 kwi 2012, 22:26

Problem z żoną- możliwy rozpad związku małżeńskiego.

Avatar użytkownika
przez tahela 09 sty 2015, 00:08
cóz klótnia jest jak miecz, przeciac zawsze wszystko jest prosto,ale połaczyc,zespolic później to juz jest trudniej to juz sie tak nie da łatwo, ale nie znaczy ,ze to niemożliwe...
Kto utraci raz będzie zawsze czekać
Zatrzymujesz czas i zaglądasz w przepaść
Zostaje smutek i tylko smutek
Ostry jak nagły serca głód
Wiatr co zwala z nóg
Smutek i ty
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10969
Dołączył(a)
09 sty 2011, 23:22

Problem z żoną- możliwy rozpad związku małżeńskiego.

Avatar użytkownika
przez *Wiola* 09 sty 2015, 02:41
Nie czytałam calego watku , przyznaję , nadrobię w wolnej chwili . Niemniej i tak nasuwają mi się pewne uwagi .
Darek0106, Ty chyba nie do końca rozumiesz ideę forum :? To nie jest forum specjalistów psychologii, którzy udzielają rad i stawiają diagnozy. Nie zdajesz sobie sprawy z ilości zaburzen i ich złożoności , a masz pretensję , ze inni chorzy ludzie , po lkilku Twoich , jakby nie było subiektywnych wpisach postawili komuś diagnozę? Człowieku , weź się trochę zastanów :roll:
Avatar użytkownika
Offline
Moderator
Posty
18127
Dołączył(a)
10 lis 2009, 14:14

Problem z żoną- możliwy rozpad związku małżeńskiego.

Avatar użytkownika
przez Powietrzny Kowal 09 sty 2015, 03:06
Darek0106 napisał(a):Witam wszystkich!
Nie wiem, czy trafiłem w odpowiedni dział, nie wiem też czy jest już podobny wątek ale nie mam sił psychicznych na szukanie, poszukuję w smutku powodów i sposobów na rozwikłanie naszego problemu z żoną. Jestem trochę rozkojarzony, nie wiem co myśleć, co robić. Lada moment rozpadnie się moje małżeństwo, dojdzie do rozwodu bo nie mam już sił. Pozostaje jeszcze tylko świadomość, że może sam nie postępuję prawidłowo, może moje reakcje są błędne, może powinienem inaczej i to, że sam też mam na pewno różne zaburzenia mniejsze lub większe powstałe przez 50 lat nie zawsze ciekawego życia.
Proszę Was o pomoc. Jeżeli dział, temat lub coś jest niewłaściwe, proszę o przeniesienie. Nie jestem fachowcem i nie wiem jak nasz problem sklasyfikować.
Problem dotyczy zachowania żony. Jej dzieciństwo przebiegało w rodzinie patologicznej. Dużo picia potem bicia. Żona z siostrą wychowywane były surowo i niesprawiedliwie. Nie było zaufania, było dużo zachowań prowokujących agresję.
Od dwóch lat jesteśmy małżeństwem.
Żona uparcie dążyła do wspólnego zamieszkania i życia we trójkę z jej synkiem bo chciała wyrwać się z domu rodzinnego. Też tego chciałem ale może spokojniej, trochę później. W końcu uległem, widziałem, że jej zależy i nie chciałem opóźniać. Od pierwszego miesiąca zaczęły się problemy. Żona zaczęła podejmować własne decyzje wbrew wspólnym ustaleniom. Robiła wszystko po swojemu przyznając potem rację, że zrobiła błąd. Rzuciła pracę bo ją kierowniczka zdenerwowała. Nowej szukała śpiąc do południa i czytając raz na tydzień ogłoszenia. Do handlu nie chciała bo nie lubi ludzi. Lecieliśmy na łeb w długi. Powypowiadali mi moje umowy, pobraliśmy chwilówki. Widziałem, że nie jest jej z tym dobrze ale nie mogłem wywołać u niej innego postępowania ani tłumaczeniem, ani rozmową, ani kłótnią. Pierwszy rok małżeństwa minął na ciągłych kłótniach, tłumaczeniach i wybaczaniach. Znalazła jakąś pracę ale zwolnili ją choć jej mówiłem, że pracuje źle i będzie kłopot. Ona jednak zawsze wiedziała lepiej. Do dzisiaj uważa, że jestem dobrym mężem ale nieświadomie wykańcza mnie psychicznie. Kiedy zwrócę uwagę na jej błąd albo niewłaściwe postępowanie, zaraz wybucha, wychodzi gdzieś i od słowa do słowa jest awantura. Brakuje rozmów, normalnych, spokojnych. Nie ma skruchy, odpowiedzialności za własne błędy, żona jest zawsze niewinna. Często milcząc pokazuje bunt bez słowa niszcząc atmosferę ale kiedy jej to wskażę, zaraz jest wybuch i zwala to na mnie bo ja mam znowu pretensje. Nie mogę do niej dotrzeć. Nie chcemy się rozejść, kochamy się ale nie potrafimy opanować prostych zgrzytów. Widzę w żonie sporo lekceważenia, ignorancji, cynizmu choć jest bardzo mądrą kobietą o mądrych zasadach. Nie wiem co się dzieje. Po każdej kłótni, na drugi dzień jest rozmowa, żona przyznaje mi wiele racji i widzę, że tak jakby sama nie rozumiała swojego postępowania albo robiła to nieświadomie.
Święta przygotowaliśmy razem. Razem gotowaliśmy, sprzątaliśmy. Przyniosłem zakupy, udekorowałem nasz pokój, dokończyłem osadzanie płyty w kuchni. Wigilia, pierwszy dzień świąt przebiegły spokojnie, rodzinnie. Tak jak powinno być. Na drugi dzień zdążyłem wstać pierwszy, zrobić sobie kawę, potrzymać kota na kolanach i wejść na chwilę na fejsa. Wstała żona, z wyrzutem stwierdziła, że fejs powinien być na święta zablokowany. Zapytałem czy zrobimy śniadanie czy od razu obiad a ona w milczeniu i manifestując jakąś złość o coś zabrała się za zmywanie wszystkich garów i talerzy choć mieliśmy zrobić to wspólnie. Podniosło mi to ciśnienie, radość ze świąt prysła i zapytałem czy to zmywanie, to jakaś manifestacja złości? Nastąpił wybuch że wszystko musi być tak, jak ja chcę, że skoro siedzę na fejsie, to mam siedzieć. Dziecko głodne, ja głodny a żona zmywa godzinę i to wszystko. Wybuchłem wtedy sam i wyrzuciłem jej, że tak się starałem żeby te święta przebiegły mile a ona robi jakiś popis. Oczywiście znów jest niewinna i wszystko jest moją winą...
Cały drugi dzień przesiedziałem sam a żona w drugim pokoju z synem. Tak minęły święta, na które pożyczyłem pieniądze.
Nie wiem jak jej coś wytłumaczyć? O co chodzi? Mam wrażenie, że żona nie zdaje sobie sprawy z tego, co robi. To mnie jeszcze trzyma w nadziei na dogadanie się, wiem że jej zależy. Pomóżcie mi proszę to zdefiniować, nazwać, zrozumieć. Pomóżcie mi znaleźć sposób, jakąś drogę. Na specjalistę nie mamy pieniędzy, jesteśmy w długach. Na NFZ też nie ma szans bo najczęściej nie mamy ubezpieczalni. Potrafię sam nam pomóc ale jak postępować?
Proszę, pomóżcie mi.


Jesteś trudny i jeszcze bardziej drażliwy od swojej żony z tego co czytam (chodzi o sposób pisania + puryzm językowy jako taki na "dokładkę")
Każdy dzień w takim związku to opcja "bliżej końca" wg. mnie. W zasadzie to ogólnie są trzy typy z tego co widzę:
- jest fajnie i oby tak było jak najdłużej
- jest obojętnie - da się zauważyć bez przeszkód
- jest nędznie - bliżej końca jak dalej (a każdy kolejny dzień to w zasadzie męczarnia)
Co ciekawsze te opcje niekoniecznie idą w parze z fizycznym czasem, jakby pseudologicznie się na pozór wydawało....
Tylko loty dla lotuffff! xD ;) xD :* :DDDD - https://www.youtube.com/watch?v=NUgcygzQAwM
Posty
2117
Dołączył(a)
18 sie 2013, 23:07

Problem z żoną- możliwy rozpad związku małżeńskiego.

Avatar użytkownika
przez refren 09 sty 2015, 03:50
Darek0106 napisał(a):
Kochani doradcy, w międzyczasie doszukałem się sam powodów mojego stanu. To depresja, która powróciła. Dlatego nie mam sił, nie mam efektów pracy. Gdybyście pomyśleli, to może ktoś doszukałby się, że reakcje żony są niewłaściwe w tym stanie rzeczy i dlatego pogłębia się konflikt.
Dziękuję za poświęcenie uwagi. Sam muszę sobie znów pomóc bo wasze słowa otuchy niszczą mnie bardziej. Myślę, że mi to wybaczycie i zrozumiecie sytuację. A może i nie.

-- 06 sty 2015, 12:15 --

Dalsze studia wyjaśniają więcej.
ChAD... Choroba afektywna dwubiegunowa. U żony występuje jednobiegunowa z epizodami manii. To nawet nie jest depresja, która kiedyś zagościła w moim umyśle. Przekonują o tym epizody maniakalne występujące po pobudzeniu ich epizodem maniakalnym żony. Mieszanka wybuchowa. Wydaje mi się, że to przekreśla możliwość wspólnego życia bez farmakologii a żona nie widzi u siebie żadnych zaburzeń. Ja jestem od wczoraj na Depresanum z zaskakująco dobrymi efektami.


Nie ma czegoś takiego jak choroba jednobiegunowa z epizodami manii. Jeśli są epizody manii, to choroba jest dwubiegunowa. Gubię się zresztą, co rozpoznałeś u żony, a co u siebie. Elementy biegunowości występują też np. w zaburzeniach border-line, jest także specyfika osób DDA i zachowania, które niekoniecznie są chorobą ani nie podpadają pod jakiś opisany w psychologii typ osobowości, mimo że bywają spektakularne. Stawianie sobie samemu diagnoz nie jest dobrym pomysłem i zaprowadzi Cię raczej na manowce. Współczuję złego samopoczucia, ale jeślibyś miał CHAD, to depresanum raczej nie pomoże, a jeśli pomaga, to może to jednak nie CHAD. Jeśli czujesz się źle i potrzebujesz pomocy czy widzisz u siebie coś niepokojącego, co wydaje Ci się być chorobą, to lepiej pójdź do specjalisty.
Problemem chyba jest to, że sam chcesz być ekspertem i nie bardzo chcesz oddać tę rolę tym, którzy mają zapewne większą wiedzę. Może też w tym, że chcesz znaleźć jakiś zewnętrzny schemat opisujący problem.

-- 09 sty 2015, 03:59 --

Zresztą, może to głupio zabrzmi, psychologia psychologią, specjaliści specjalistami, wiedza wiedzą, a i tak najlepsze rozwiązania pokazuje miłość.
All men will be sailors, then, Until the sea shall free them...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3253
Dołączył(a)
05 sty 2013, 20:12

Problem z żoną- możliwy rozpad związku małżeńskiego.

przez Darek0106 14 sty 2015, 17:03
Candy14 napisał(a):Darek0106, nie dramatyzuj... na sile wyszukujesz zonie zaburzenia i oczekujesz powierdzenia swoich teorii na jakims forum internetowym.Chcesz udowodnic ze z Toba wszystko ok cala wina lezy po stronie zony wariatki? o co Ci wlasciwie chodzi? Jakbys tak sie troszczyl o zone to poszedlbys do specjalisty a nie necie szukal potwierdzenia swoich teorii. Wsadz se te pretensje w otwor z tylu :roll: Nie przyszlo Ci do glowy ze ktos moze po nich poplnic samobojstwo? chyba nie.....

Ty za to masz otwór z tyłu zamiast mózgu.
Przeczytaj uważnie mój pierwszy post. Tam pisze, że nie winię tylko żony i tam też pisze dlaczego nie idę do specjalisty. Debilizm albo lenistwo do czytania- sama określ, co ci jest.
Offline
Posty
29
Dołączył(a)
14 lip 2010, 01:26
Lokalizacja
Wrocław

Problem z żoną- możliwy rozpad związku małżeńskiego.

Avatar użytkownika
przez Pituś 14 sty 2015, 17:47
Darek0106 napisał(a):Witam wszystkich!
Nie wiem, czy trafiłem w odpowiedni dział, nie wiem też czy jest już podobny wątek ale nie mam sił psychicznych na szukanie, poszukuję w smutku powodów i sposobów na rozwikłanie naszego problemu z żoną. Jestem trochę rozkojarzony, nie wiem co myśleć, co robić. Lada moment rozpadnie się moje małżeństwo, dojdzie do rozwodu bo nie mam już sił. Pozostaje jeszcze tylko świadomość, że może sam nie postępuję prawidłowo, może moje reakcje są błędne, może powinienem inaczej i to, że sam też mam na pewno różne zaburzenia mniejsze lub większe powstałe przez 50 lat nie zawsze ciekawego życia.
Proszę Was o pomoc. Jeżeli dział, temat lub coś jest niewłaściwe, proszę o przeniesienie. Nie jestem fachowcem i nie wiem jak nasz problem sklasyfikować.
Problem dotyczy zachowania żony. Jej dzieciństwo przebiegało w rodzinie patologicznej. Dużo picia potem bicia. Żona z siostrą wychowywane były surowo i niesprawiedliwie. Nie było zaufania, było dużo zachowań prowokujących agresję.
Od dwóch lat jesteśmy małżeństwem.
Żona uparcie dążyła do wspólnego zamieszkania i życia we trójkę z jej synkiem bo chciała wyrwać się z domu rodzinnego. Też tego chciałem ale może spokojniej, trochę później. W końcu uległem, widziałem, że jej zależy i nie chciałem opóźniać. Od pierwszego miesiąca zaczęły się problemy. Żona zaczęła podejmować własne decyzje wbrew wspólnym ustaleniom. Robiła wszystko po swojemu przyznając potem rację, że zrobiła błąd. Rzuciła pracę bo ją kierowniczka zdenerwowała. Nowej szukała śpiąc do południa i czytając raz na tydzień ogłoszenia. Do handlu nie chciała bo nie lubi ludzi. Lecieliśmy na łeb w długi. Powypowiadali mi moje umowy, pobraliśmy chwilówki. Widziałem, że nie jest jej z tym dobrze ale nie mogłem wywołać u niej innego postępowania ani tłumaczeniem, ani rozmową, ani kłótnią. Pierwszy rok małżeństwa minął na ciągłych kłótniach, tłumaczeniach i wybaczaniach. Znalazła jakąś pracę ale zwolnili ją choć jej mówiłem, że pracuje źle i będzie kłopot. Ona jednak zawsze wiedziała lepiej. Do dzisiaj uważa, że jestem dobrym mężem ale nieświadomie wykańcza mnie psychicznie. Kiedy zwrócę uwagę na jej błąd albo niewłaściwe postępowanie, zaraz wybucha, wychodzi gdzieś i od słowa do słowa jest awantura. Brakuje rozmów, normalnych, spokojnych. Nie ma skruchy, odpowiedzialności za własne błędy, żona jest zawsze niewinna. Często milcząc pokazuje bunt bez słowa niszcząc atmosferę ale kiedy jej to wskażę, zaraz jest wybuch i zwala to na mnie bo ja mam znowu pretensje. Nie mogę do niej dotrzeć. Nie chcemy się rozejść, kochamy się ale nie potrafimy opanować prostych zgrzytów. Widzę w żonie sporo lekceważenia, ignorancji, cynizmu choć jest bardzo mądrą kobietą o mądrych zasadach. Nie wiem co się dzieje. Po każdej kłótni, na drugi dzień jest rozmowa, żona przyznaje mi wiele racji i widzę, że tak jakby sama nie rozumiała swojego postępowania albo robiła to nieświadomie.
Święta przygotowaliśmy razem. Razem gotowaliśmy, sprzątaliśmy. Przyniosłem zakupy, udekorowałem nasz pokój, dokończyłem osadzanie płyty w kuchni. Wigilia, pierwszy dzień świąt przebiegły spokojnie, rodzinnie. Tak jak powinno być. Na drugi dzień zdążyłem wstać pierwszy, zrobić sobie kawę, potrzymać kota na kolanach i wejść na chwilę na fejsa. Wstała żona, z wyrzutem stwierdziła, że fejs powinien być na święta zablokowany. Zapytałem czy zrobimy śniadanie czy od razu obiad a ona w milczeniu i manifestując jakąś złość o coś zabrała się za zmywanie wszystkich garów i talerzy choć mieliśmy zrobić to wspólnie. Podniosło mi to ciśnienie, radość ze świąt prysła i zapytałem czy to zmywanie, to jakaś manifestacja złości? Nastąpił wybuch że wszystko musi być tak, jak ja chcę, że skoro siedzę na fejsie, to mam siedzieć. Dziecko głodne, ja głodny a żona zmywa godzinę i to wszystko. Wybuchłem wtedy sam i wyrzuciłem jej, że tak się starałem żeby te święta przebiegły mile a ona robi jakiś popis. Oczywiście znów jest niewinna i wszystko jest moją winą...
Cały drugi dzień przesiedziałem sam a żona w drugim pokoju z synem. Tak minęły święta, na które pożyczyłem pieniądze.
Nie wiem jak jej coś wytłumaczyć? O co chodzi? Mam wrażenie, że żona nie zdaje sobie sprawy z tego, co robi. To mnie jeszcze trzyma w nadziei na dogadanie się, wiem że jej zależy. Pomóżcie mi proszę to zdefiniować, nazwać, zrozumieć. Pomóżcie mi znaleźć sposób, jakąś drogę. Na specjalistę nie mamy pieniędzy, jesteśmy w długach. Na NFZ też nie ma szans bo najczęściej nie mamy ubezpieczalni. Potrafię sam nam pomóc ale jak postępować?
Proszę, pomóżcie mi.


Przykro mi to stwierdzieć , ale brak komunikacji w związku jest zabójcze , rozumiem można strzelić focha oczyścić atmosferę kłótnią lecz nie ustanne takie zachowanie jest nie dopuszczalne - nie wróży to dobrze dla Twojego związku muszę Ci przyznac rację chodź bardziej predyspozycje to takich zachowań mają facety. A najbardziej poszkodowane będę jak zwykle dzieci którę chłoną do siebie każdą usłyszaną kłótnie. Są kobiety które nie lubią rozmawiać o problemach - przyczynę problemu można się doszukiwać w okresie dzieciństwa - moim zdaniem aby pokonać i przełamac problem z brakiem i ucieczką przed rozmową jest praca codzienna praca w formie rozmowy - krzykiem i hukiem nie zrobisz - Twoja żona musi poczuć się bezpiecznie aby z Tobą współpracować - przed wami a przede wszystkim przed Tobą długa droga jeśli Ci zależy na tym związku musisz odpowiednio podejść kobietę by poczuła bezpieczeństwo , wspólną przyszłość miłą atmosferę. itp. Piszę z perspektywy samotnego faceta - nie jestem lekarzem napisałem to co czuję. Pozdrawiam
https://www.youtube.com/watch?v=jhIo2txNlcI#t=18
Avatar użytkownika
Offline
Posty
138
Dołączył(a)
27 kwi 2013, 01:28
Lokalizacja
Północno-Zachodnia

Problem z żoną- możliwy rozpad związku małżeńskiego.

Avatar użytkownika
przez Zalatana23 14 sty 2015, 18:20
Darek0106 nie prościej pójść do lekarza niż doszukiwać się diagnozy u innych "zaburzonych"??? Celem tego forum jest dzielenie się doświadczeniami, obawami oraz wspieranie a nie stawianie diagnozy.
Życia nie mierzy się ilością oddechów, ale ilością chwil, które zapierają dech w piersiach.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1128
Dołączył(a)
25 paź 2013, 11:31
Lokalizacja
Wrocław

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do