Mąż malkontent

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Mąż malkontent

przez SinnerInHeaven 16 gru 2014, 22:07
Pajacujesz tu w ch.j czasu na forum, piszesz jakies komiczne tematy o dzikuskach i chcesz być traktowany poważnie?


co ma piernik do wiatraka? Poza tym mi nie musisz udowadniać że jesteś mocna babka i umiesz przeklinać to też wyszło z mody.

Myslalam, ze robisz sobie jaja, ale widzę, ze zdecydowanie masz problem ze sobą i nie jest to syndrom Tarzana. O świadczy o tym Twój wybuch wściekłosci na mój żart.


Tak mam problem, akurat wziąłem to co napisałaś na poważnie i tyle. I chyba było to też napisane na poważnie. Ale Ty zdecydowanie żadnego problemu nie masz jest z Tobą wszystko w porządku. :great:
SinnerInHeaven
Offline

Mąż malkontent

przez lizakowa79 18 gru 2014, 10:12
SinnerInHeaven, ale przy dziecku się nie kłócimy w ogóle. Przy dziecku rozmawiamy normalnie, tyle że na oficjalne tematy. Poważne rozmowy a czasem i kłótnie są jak mała śpi.

Bittersweet, albo się ocknie albo nie, na dwoje babka wróżyła. Jak byłam w ciąży i też walczyłam o swoje to skończyło się to tym że w ósmym miesiącu ciąży dowiedziałam się o jego internetowych romansach, wysyłaniu zboczonych filmików i zdjęć. Więc zakładam że tym razem też tak będzie, o ile nie pójdzie dalej w takie tematy (albo o ile już nie poszedł bo tego nie wiem). Ja chyba raczej straciłam wiarę w to że on może się inaczej, lepiej zachować. Z drugim dzieckiem to sama już sobie dałam spokój. Wiecznie czekać nie będę. Trudno, córka będzie jedynaczką.

Tahela, on z dzieckiem zostaje jak jest taka potrzeba. Tyle że dużo rzeczy też nauczyłam się robić sama, radzić sobie w wielu kwestiach sama. Dlaczego? Bo to taka reakcja obronna mojego organizmu – wolę sama zrobić, niż jego poprosić a potem wysłuchiwać jego jęczenia i stękania jaki to on jest nieszczęśliwy, że nie ma na nic czasu, że nic nie może swojego zrobić, itp., itd. Nie da się olać takiego jęczenia bo jak tego słucham, dzień, drugi, czwarty, piaty, dziesiąty, to się po prostu we mnie gotuje.

Znowu mieliśmy poważna rozmowę, powiedziałam mu co mnie boli, co mi przeszkadza. Że nie życzę sobie żeby mnie w taki i taki sposób traktował. Skutek? Ciągłe jego stwierdzenia że chcę panować, że chcę wszystko kontrolować, że o co mi chodzi, że chcę go sobie podporządkować, że co ja chcę. Traktuje mnie jak kogoś, kto jest jego wrogiem i kto chce mu zrobić nie wiadomo jaką krzywdę. A teraz pretensje że ja z nim nie rozmawiam. Bo nie rozmawiam. Nie mam o czym z nim gadać. I nie chce mi się. Bo jak gadanie z nim ma tak wyglądać to wolę siedzieć sobie w ciszy i spokoju.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
25 lis 2013, 16:29

Mąż malkontent

przez SinnerInHeaven 19 gru 2014, 20:41
lizakowa79, a masz tą pewność że śpi? Mieszkacie tylko na 40m i w dodatku jest noc/wieczór, wszystko słychać przecież. U mnie jak była kłótnia to nie było spania. Była zadyma i tyle. Natomiast pewnie jest tak że jesteśmy na innym poziomie semantycznym( czy jak to się zwie) i dla mnie kłótnia to pogrom a dla Ciebie to tylko mówienie podniesionym głosem.

Ogląda pornosy? Nie przyczepiaj się do rzeczy nieistotnych. Może sobie oglądać byle nie ze zwierzętami. Szczerze to boję się do Ciebie pisać bo wiem że zaraz wybuchniesz z tej frustracji. Ale co tam, zawsze mnie to bawiło jak ludzie się żenią i po kilku latach takie rzeczy się dzieją. Cała ta instytucja małżeństwa jest nie wiem...śmieszna dla mnie ale co tam ja jestem tylko głupim nieogarniętym cwaniakiem z syndromem DDA i mogę sobie pisać. Możecie też zawsze zastosować terapię małżeńską, to powinno znacznie uszczuplić budżet domowy. Takie kilka stów w plecy napewno dobrze wam zrobi. Potem aż się człowiek rwie żeby coś zarobić. I napewno mąż będzie zadowolony z rozmowy z ładną psycholożką. One umieją flirtować a On to uwielbia. Jedyną osoba której mi żal w tej sytuacji jest twoja córka która musi dorastać w emocjonalnie niestabilnym domu i tyle. pa pa :papa:
SinnerInHeaven
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Mąż malkontent

Avatar użytkownika
przez Ferdynand k 19 gru 2014, 23:14
Arhol napisał(a):radzę zczillałtować.

ooooo widzę że forumowi "eksperci" się wypowiedzieli w tej kwestii :lol:
Avatar użytkownika
Offline
Naczelny Użyszkodnik
Posty
8617
Dołączył(a)
15 maja 2012, 18:32
Lokalizacja
ćwiartki 3/4

Mąż malkontent

Avatar użytkownika
przez Powietrzny Kowal 20 gru 2014, 00:48
lizakowa79 napisał(a):Wiem że może temat nudny, ale już sama nie wiem co mam robić. Mój mąż to wieczny maruda i malkontent. Wiecznie narzeka na wszystko, że pogoda beznadziejna, że go w pracy wkurzają, że musi robić na darmozjadów, że premie zabierają, że jest gruby, że jest beznadziejny, że auto rupieć, że to, że tamto itp, itd.
Najbardziej dobija mnie dwoma tematami:
1) ewentualnym kupnem nowego mieszkania. Mieszkamy na 40m2. Gdybyśmy sprzedali to co posiadamy nawet z czasów sprzed ślubu to moglibyśmy spokojnie kupić duże mieszkanie i je jeszcze wyremontować i wyposażyć. Ale nie, jemu nic nie pasuje, dałam mu trzy rozwiązania tego problemu, nie pasuje mu nic, we wszystkim szuka problemów. Ja odnoszę wrażenie że on oczekuje że dostanie wszystko na gotowo, bez wysiłku, bez ponoszenia kosztów. Jak się tak nie da to jest od razu jęczenie. Propozycja sprzedaży działki, potem jednego mieszkania - fajna, ale nic nie robi z tym żeby działkę sprzedać. Propozycja że ja pójdę do pracy, weźmiemy kredyt i ja będę zarabiać na raty - też nie, bo kto zostanie z dzieckiem jak zachoruje. Sprzedamy moje mieszkanie, najwięcej warte - fajnie, ale szkoda sprzedawać, bo to inwestycja w przyszłość. I tak w kółko.
2) drugi temat to temat drugiego dziecka. Córka ma 4 lata, już od dawna poruszałam temat drugiego dziecka, ale mi zamknął jadaczkę konkretnie jak usłyszałam że on mi nigdy nie obiecywał że chce drugiego dziecka. A jak tylko córka poszła do przedszkola, to od razu rzucił temat: a może byśmy pomyśleli o drugim dziecku. Oczywiście obudził tym we mnei znowu nadzieję. Ale temat skończył się kłótnią bo zaczął się od drugiego dziecka a skończył na temacie większego mieszkania i tak w kółko. Ale nie zabezpiecza się, idzie na żywioł, ale już nie jeden raz w trakcie miał halo ze gumek nie ma. A ja się czuję jak totalna kretynka i idiotka.
Wiem, ogólnie napisane, ale nie będę się w szczegóły wdawać. Przytaczam dwa tematy żeby pokazać jak wyglądają z nim rozmowy. Nic kompletnie nie da się ustalić, we wszystkim doszukuje się problemów, wiecznie stęka że nie ma pieniędzy. Ja w swoim odczuciu uważam że szuka winnych tego stanu, a z reguły to ja jestem wszystkiemu winna, ja mam rzucać konkretne propozycje i rozwiązania, i to jeszcze takie przy których on się nie będzie musiał wysilać i wszystko otrzyma gotowe.
Ja jestem kłębkiem nerwów. Nic mnie nie cieszy. Wiem że z dzieciństwa mam niskie poczucie własnej wartości. Że do teraz ojciec potrafi wydrzeć na mnie mordę, powiedział mi w tym roku żebym poszła się leczyć. Ukróciłam kontakt na jakiś czas, teraz jest dobrze. Ja zaczęłam pracować nad sobą, nad tym żeby się psychicznie wyrównać, wczytuję się w książki o podświadomości, robię sobie burzę mózgu żeby kontrolować emocje, raz jest lepiej a raz gorzej. Ale po prostu jak kolejny raz słyszę stękanie i narzekanie męża, to nie wytrzymuję. Jedno małe zdanie jakie on powie potrafi mnie wyprowadzić z równowagi. Nad tym kompletnie nie umiem zapanować. Mam wrażenie że jak kontroluję emocje to tak właściwie ich nie kontroluję tylko je w sobie tłumię, a potem jak mi się nagromadzi to jedno małe zdanie powoduje wybuch.
Ja po latach totalnego psychicznego zjazdu, który wiem, zafundowałam sobie na własne życzenie, bo nie potrafiłam być asertywna, nie potrafiłam walczyć o swoje, teraz powoli chcę się wyprowadzić na prostą. Wiem że problem leży w mojej głowie bo powinnam o swoje walczyć. Tego się uczę. Co do swojego małżeństwa to wczoraj doszłam do wniosku że to już naprawdę nie ma sensu. On się nie zmieni, ja tego dłużej nie wytrzymam. Nie chcę już z nim nic planować, nie zgodzę się na sprzedaż swojego mieszkania żeby kupić większe, nie mam ochoty starać się o drugie dziecko. Chyba się poddałam. Ale zanim zrobię ostateczny krok muszę się podbudować emocjonalnie, żeby podołać tym najgorszym chwilom związanym z rozwodem. Ale jak przetrwać do tego czasu z takim człowiekiem? Wiem, nie ma złotego środka, ale może jakieś rady. Powinnam rzeczywiście iść na jakąś psychoterapię pomimo tego że potrafiłam z psychicznego dna ruszyć do przodu?


Zostaw go... nic bardziej logicznego dla siebie i dla niego nie jesteś w stanie wykonać.
Tylko loty dla lotuffff! xD ;) xD :* :DDDD - https://www.youtube.com/watch?v=NUgcygzQAwM
Posty
2117
Dołączył(a)
18 sie 2013, 23:07

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do