Nie potrafię się z nim rozstać....

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Nie potrafię się z nim rozstać....

Avatar użytkownika
przez agusiaww 04 gru 2014, 20:16
cheiloskopia, sama napisalas ze tkwisz w toksycznym zwiazku wiec o jakiej milosci tu mowimy? To nie milosc tylko uzaleznienie od drugiej osoby i strach co sama zrobisz ze soba. Trzeba zdecydowanie przeciac i isc do przodu.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6261
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Nie potrafię się z nim rozstać....

Avatar użytkownika
przez refren 04 gru 2014, 22:03
cheiloskopia, , piszesz, że chciałabyś być szanowana, ale mam wrażenie, że sama siebie nie szanujesz, czekając na jakikolwiek znak od swojego chłopaka, w każdej chwili gotowa, by wracać do tej udręki i dalej z nim tkwić w toksycznym kręgu. Sama napisałaś, że ten związek jest oparty na braku szacunku, więc dlaczego na to pozwalasz?

To nie jest tak, że związki się rozpadają tylko dlatego, że ludzie się nie kochają. Nie każda miłość jest dobra i nie zawsze miłość wszystko zwycięża. Czasem ludzie się kochają na swój sposób, ale jest to sposób toksyczny. Chorobliwa zazdrość to poważny problem, nie rozwiążesz go za Twojego chłopaka, a tylko będziesz się czuła dalej winna bez powodu. On nie zmieni się dlatego, że tego potrzebujesz, nie masz na niego wpływu. To jest najtrudniejsze - pogodzić się z tym, że nie możesz go zmienić. Musiałby tego chcieć sam, zobaczyć problem w sobie. A piszesz, że nie chce Twojego wsparcia, prawdopodobnie uważa, że problem jest w Tobie i nie da się go przekonać, że jest inaczej. Chyba że chce sam z tym coś zrobić?
Jeśli czujesz się przy nim jak śmieć, to z pewnością coś poszło nie tak. W normalnym związku druga osoba na ciebie dobrze wpływa, podnosi raczej twoje poczucie wartości, wspiera cię. Nie wygląda na to, żebyś to miała dostać od obecnego chłopaka.

Nie jest tak, że jeśli będziesz lepszą dziewczyną, to on też będzie lepszy. Nie zmienisz go swoją miłością, a im bardziej będziesz uległa, tym mniej będzie Cię szanował.

Teraz jest najgorszy moment, jesteś na huśtawce skrajnych i sprzecznych uczuć, lęku. Jeśli się rozstaniecie, to może przyjść tylko ulga, stan przejściowy naprawdę jest najtrudniejszy. Myślisz, że bez niego będzie strasznie, ale się zdziwisz. Może być tylko lepiej bez kogoś, kto wysysa Twoją energię i z kim ciągle musisz się szarpać.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3284
Dołączył(a)
05 sty 2013, 20:12

Nie potrafię się z nim rozstać....

Avatar użytkownika
przez cheiloskopia 05 gru 2014, 18:10
Na pewno macie rację... jednak boję się. Póki co strszanie tęsknię. Naprawdę nie wiem, co ze sobą zrobic.

refren, też to zauważyłam - im bardziej się staram, tym bardziej on traktuje mnie jak popychadło. Z drugiej jednak strony on ostatnio przeszedł terapię - mam odejsc czy poczekać, aż jego emocje trochę się uspokoją?
Walka z samym sobą jest najtrudniejsza.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1090
Dołączył(a)
26 paź 2014, 12:28
Lokalizacja
Miasto Świętej Wieży

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Nie potrafię się z nim rozstać....

Avatar użytkownika
przez refren 06 gru 2014, 15:39
cheiloskopia, a z jakiego powodu przeszedł tą terapię? Coś się po niej zmieniło?

Jeśli nie ma w Tobie gotowości do rozstania, to nikt Cię do tego nie przekona. Być może musisz się jeszcze trochę pomęczyć w tym związku, żeby do tej gotowości dojść, a może jest jakaś szansa na zmianę. Ale nie możesz liczyć, że zmienisz chłopaka swoją miłością, możesz co najwyżej bardziej dbać o siebie, zachowywać się bardziej niezależnie. Bez względu na to czy to wpłynie na Twojego chłopaka czy nie, będziesz się czuła lepiej.

Nieraz się wydaje, że świat się kończy na jednej osobie i że z nikim się już nie będzie tak szczęśliwym jak z nią. Ale to nieprawda, bo z kimś innym może być lepiej albo po prostu inaczej. Człowiek się zakochuje wiele razy.
Lepiej być z kimś z wyboru niż z niewiary, że może być coś lepszego.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3284
Dołączył(a)
05 sty 2013, 20:12

Nie potrafię się z nim rozstać....

Avatar użytkownika
przez cheiloskopia 07 gru 2014, 10:45
refren, Dziękuję Ci za te słowa.
W ogóle Wam wszystkim dziękuję; dodaliście mi otuchy i z upływem czasu sama stwierdzam, że macie rację.
Mój chłopak przeszedł terapię rzekomo przede wszystkim przeze mnie; kiedy borykałam się z nerwicą i silną depresją potrafiłam być dla niego okropna, przyznaję. Tylko że teraz widzę, że on wcale nie pomagał mi dojść do siebie, a czasami wręcz przeciwnie - np. przez pewien czas nie radziłam sobie z wybuchami agresji i kiedy zaczynałam się denerwować, on jakby celowo rozjuszał mnie jeszcze bardziej (śmiał się, gdy zaczynałam płakać; lekceważąco dmuchał mi dymem w twarz; mówił do mnie per "Zdzisiu" - tak ma na imię mój znęcający się nad rodziną ojciec alkoholik i porównanie do niego zawsze mnie boli, o czym mój chłopak wie; etc., etc...).
Czy coś się po terapii zmieniło? Owszem. Sęk w tym, że na gorsze... Moj narzeczony stał się strasznym egoistą. Co raz częściej powtarzał mi, że przy mnie każdy by zgłupiał. To co mówił i robił odbierałam jako znak, że on to by mógł mieć każdą, ale jest ze mną i powinnam być za to wdzięczna, nie mieć nigdy o nic pretensji, nie złościć się i ogólnie dać sobie wejść na głowę.

Kiedyś jedna z moich terapeutek powiedziała mi, że CZEKANIE to mój sposób na życie; 20 lat czekałam, aż rodzice się zmienią, przestaną pić i znęcać się nad nami. Teraz czekam, aż moj narzeczony znowu stanie się kochający, aż znowu zacznie mnie szanować, aż się zmieni...

Wiem już - nie zmieni się... i choć to boli, choć mamy kupione najladniejsze obrączki, jakie widziałam, choć mieliśmy plany i marzenia, wiem już, że toksyny z tego związku prędzej zabiją nas oboje niż pozwolą nam być szczęśliwymi...

-- 07 gru 2014, 10:12 --

W moim domu rodzinnym nigdy nie było szacunku i miłości. Poprzedni, trwający 6,5 roku związek z nadużywającym alkoholu samolubem, też się raczej na tych wartościach nie opierał. To dlatego, gdy związałam się z obecnym chłopakiem i zobaczyłam inne życie, normalną rodzinę, której chciałam stać się częścią, czułam się taka szczęśliwa.
I nagle narzeczony stwierdził z dnia na dzień, że zaplanowany ślub, o którym oboje przecież marzyliśmy, nie odbędzie się - że za wcześnie, że to, że tamto... Podał sto powodów, z których jeden był głupszy od drugiego. Przecież to on mi się oświadczył, to on zabrał mnie do księdza, żeby wypytać o kwestie formalne, to on chciał jeździć oglądać sale na przyjęcie weselne... Nie rozumiałam, co się stało i nie potrafiłam się z tym pogodzić.
Na domiar złego teść powiedział mi wprost, że wyboru syna odnośnie przyszłej żony (cyt.) "Nie neguje, ani nie pochwala". Dał mi do zrozumienia, że nowa rodzina niekoniecznie w pełni mnie akceptuje... Poza tym często słyszałam jak mówił, że alkoholizm ma się w genach - bardzo mnie to bolało, bo mam oboje rodziców alkoholików, a sama nie piję... Pytał kiedyś mojego chłopaka, czy wie, co robi, że bierze sobie dziewczynę z takiego domu...

To dlatego tak się załamałam. Moje marzenia rozsypały się jak domek z kart. Wylądowałam na zamkniętym oddziale psychiatrycznym, bo zaczęłam stwarzać zagrożenie dla samej siebie - obsesyjnie myślałam o samobójstwie, które wydawało mi się jedynym wyjściem z tej patowej, strasznie dla mnie poniżającej sytuacji.

Narzeczony był dla mnie dobry, gdy leżałam w szpitalu; dbał o mnie, codziennie mnie odwiedzał. Sam bardzo to wszystko przeżył - nie jadł, nie spał, wyglądał jak cień człowieka.
Byłam mu bardzo wdzięczna za wsparcie. Tylko że stopniowo zaczęło się ono zmieniać w... brak mi odpowiedniego słowa; sam przyznał mojej lekarce, że czasem świadomie i celowo wywołuje u mnie ataki agresji, płaczu... Co raz częściej do tego dochodziło. Stał się dla mnie okropny (zauważyłam zresztą, że nie tylko dla mnie, bo dla innych również, zwłaszcza dla swojego ojca).

Może jestem głupia i naiwna, ale bardzo bym chciała, żeby mój narzeczony był w życiu szczęśliwy. Wiem, że ze mną nie będzie. Dlatego przede wszystkim rozstanie będzie najlepszym rozwiązaniem...

-- 08 gru 2014, 20:59 --

dzisiaj Powiedział Mi, że Nie Chodził Na żadna Terapię... Kłamał, Tyle Tygodni Cały Czas Kłamał! Mało Tego; W Pewna środę Poprosiłam Go, żeby Zabrał Mnie Z MIasta, Gdy Popołudniu Będzie Wracał Od Terapeuty. Zgodził Się I Czekał W Umówionym Miejscu. DziS Okazało Się, że Przyjechał Specjalnie 30 Km Z Tego Naszego Wypizdowa, żeby Mnie Zabrać I żebym Nie Domyśliła Się Prawdy.
Opowiadał Mi O Terapii I Ludziac, Jakich Tam Spotyka. Opowiadał Mi O Psychodramie. Opowiadał Mi, Do Jakich Wniosków Doszedł Terapeuta.
opowiadał O Swoich Uczuciach, że Denerwuje Się Przed Wizyta. Gdy Był Dla Mnie NieMiły Argumentował To Huśtawka Emocji Spowodowana Terapia. Patrzył Mi W Oczy I Tak Bezczelnie Kłamał.

Okazuje Się, że W Ogóle Nie Znam Człowieka, Za Którego Omal Nie Wyszłam Za Mąż...

-- 08 gru 2014, 21:06 --

dzisiaj Powiedział Mi, że Nie Chodził Na żadna Terapię... Kłamał, Tyle Tygodni Cały Czas Kłamał! Mało Tego; W Pewna środę Poprosiłam Go, żeby Zabrał Mnie Z MIasta, Gdy Popołudniu Będzie Wracał Od Terapeuty. Zgodził Się I Czekał W Umówionym Miejscu. DziS Okazało Się, że Przyjechał Specjalnie 30 Km Z Tego Naszego Wypizdowa, żeby Mnie Zabrać I żebym Nie Domyśliła Się Prawdy.
Opowiadał Mi O Terapii I Ludziac, Jakich Tam Spotyka. Opowiadał Mi O Psychodramie. Opowiadał Mi, Do Jakich Wniosków Doszedł Terapeuta.
opowiadał O Swoich Uczuciach, że Denerwuje Się Przed Wizyta. Gdy Był Dla Mnie NieMiły Argumentował To Huśtawka Emocji Spowodowana Terapia. Patrzył Mi W Oczy I Tak Bezczelnie Kłamał.

Okazuje Się, że W Ogóle Nie Znam Człowieka, Za Którego Omal Nie Wyszłam Za Mąż...
Walka z samym sobą jest najtrudniejsza.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1090
Dołączył(a)
26 paź 2014, 12:28
Lokalizacja
Miasto Świętej Wieży

Nie potrafię się z nim rozstać....

przez adrenalinka 12 gru 2014, 16:10
cheiloskopia napisał(a):Od dwóch lat tkwie W Toksycznym Związku, Który Oparty Jest Głównie Na Strachu, Braku Szacunku I Chorobliwej Zazrosci. Czasami Czuję Się Jak Przysłowiowy śmieć... Staram Się, żeby Było Nam Dobrze, A W Zamian Za To Słyszę Tylko, że Jestem Beznadziejna, że Ciągle Kłamię, że Zdradzam.. Czuję, że Narzeczony Też Wolałby Się Rozstać, Ale Nie Potrafimy Od Siebie Odejść.
Kocham Go. Aż Do Bólu.
Pomóżcie, Proszę...


Ja bylam w takim zwiazku z tym ze to ja bylam chorobliwie zazdrosna...rozstalismy sie juz prawie 2 tyg temu i teraz bym dala wiele by z nim byc:( nie moge sie pozbierac do tej pory choc wiem ze to byl chory zwiazek ja nadal go kocham i chce z nim byc a on juz totalnie mnie wymazal z zycia...nie mam zadnego wsparcia i nie daje sobie rady
Offline
Posty
30
Dołączył(a)
12 gru 2014, 15:15
Lokalizacja
śląsk

Nie potrafię się z nim rozstać....

Avatar użytkownika
przez refren 13 gru 2014, 01:52
cheiloskopia, to dziwne co piszesz, też by mi się wydawało, że ciężko tak kłamać, zmyślać osoby z terapii i ich problemy. Niemniej albo Twój chłopak kłamał wcześniej albo kłamie teraz, więc nie jest godny zaufania i chyba wciąga Cię w jakąś grę, w której nie wiadomo o co chodzi.
Całę szczęście, że te problemy wynikły teraz, a nie po ślubie. Choć teraz bardzo boli, ale sytuacja w której tkwiłaś była dla Ciebie niszcząca, więc zmiany mogą być tylko na lepsze.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
3284
Dołączył(a)
05 sty 2013, 20:12

Nie potrafię się z nim rozstać....

Avatar użytkownika
przez Candy14 13 gru 2014, 02:55
kostek, Masz zapedy masochistyczne? Czytam to co piszesz i im bardziej Cie szmaci tym bardziej do niej lgniesz...nie rozumiem tego :bezradny:

Skończyłam Terapię, Leczę Się, Staram Się Wyciszyć, Uspokoić, Być Lepsza Dziewczyna Dla Niego,

:shock: co to za terapia byla ze nie ruszylo ani Twoje poczucie wartosci ani instynkt samozachowawczy i zamiast kopnac faceta w dupe i zatrzasnac za nim drzwi to starasz sie byc dla niego lepsza dziewczyna? Oszalalas?
Nie musze byc najlepsza ze wszystkich. Wystarczy, że będę trochę lepszą sobą, niż byłam wczoraj.

Kazdy współczuje słabym.. na zazdrość trzeba zapracować ;)
Avatar użytkownika
Offline
Vice Miss Najładniejszych Nóg na forum
Posty
20464
Dołączył(a)
09 kwi 2012, 22:26

Nie potrafię się z nim rozstać....

Avatar użytkownika
przez cheiloskopia 14 gru 2014, 15:17
Candy14, Masz rację, oszalałam. Na jego punkcie. Niemniej jednak ogarnęłam się, w dużej mierze dzięki Wam, drodzy Użytkownicy tego forum - dziękuję! :-)
Zakończyłam związek z człowiekiem, któremu nie wierzę już w ani jedno słowo.
Dziś rano dostałam od niego smsa o treści: "Ale bym ci zerżnął dupę". Zrobiło mi się niedobrze... Sama nie wiem, co mnie przy nim trzymało tyle czasu.

refren, Myślę, że kłamał nie tylko w kwestii terapii; może w tym momencie jestem troche przewrażliwiona, ale wydaje mi się, że gdybym się postarała, odkryłabym jeszcze mnóstwo innych, podobnych ściem. Wyimaginowana terapia miała służyć wzbudzeniu we mnie poczucia winy - wmówił mi, że zniszczyłam jego psychikę oraz system wartości i przeze mnie musi się leczyć. Udało się skubańcowi... Ale ostatni raz.

Gdy zakomunikowałam mu jasno i wyraźnie swoją decyzję o odejściu, kilka razy zmieniał taktykę "negocjacji"; najpierw wyśmiał mnie (prawdopodobnie mniemał, iż na jego puste HAHA zareaguję agresją i płaczem, jak wtedy, gdy nie radziłam sobie z ich wybuchami), potem zaczął płakać i stwierdził, że teraz już wie, jak czułam się, gdy myślałam o samobójstwie (czyżby brał mnie na litość?), w smsach zapewniał o miłości i przepraszał, a gdy i to nie przyniosło rezultatów - zaczął mi ubliżać i stwierdził, że jeszcze pożałuję.

Wydaje mi się, że do dnia dzisiejszego nie dotarło do niego, że tego pseudozwiązku już nie mam zamiaru ratować.

-- 14 gru 2014, 14:54 --

Dodam jeszcze, że najbardziej rozbawił mnie jego tekst: "Obiecałaś mi, że wytrzymasz, aż poczuję się lepiej, aż mi przejdzie".
Miał na myśli, oczywiście, swoją huśtawkę emocjonalną.
Owszem, obiecałam. Dręczyły mnie wyrzuty sumienia, że narzeczony przeze mnie musiał zacząć się leczyć, bo przestał radzić sobie sam ze sobą.
Obiecałam, bo byłam pewna, że się naprawdę leczy.

Wiem, że macie już mnie w tym temacie dość :-) Ale przytoczę jeszcze jedną naszą rozmowę, która dokładnie rozbiła mi system (jedna z ostatnich przed ostatecznym rozstaniem):

JA: Próbowałam to wszystko ratować. Nie udało się. Trudno.
ON: Powiesić też się próbowałaś.
JA: No i momentami żałuję, że mi się nie udało.
ON: Ja też żałuję.
JA: Że nie udało mi się powiesić?
ON: Nie, uratować tego wszystkiego.

-.-
Walka z samym sobą jest najtrudniejsza.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1090
Dołączył(a)
26 paź 2014, 12:28
Lokalizacja
Miasto Świętej Wieży

Nie potrafię się z nim rozstać....

przez adrenalinka 15 gru 2014, 11:50
Ja tam nie mam dosc Twoich wpisów..:) po to jest to forum zeby sie wyzalic,pogadac z kims kto ma podobne albo nawet te same problemy i ja sie akurat bardzo ciesze ze tu dolaczylam..
Offline
Posty
30
Dołączył(a)
12 gru 2014, 15:15
Lokalizacja
śląsk

Nie potrafię się z nim rozstać....

przez kostek 18 gru 2014, 20:57
cheiloskopia, Próbuje właśnie znaleźć w sobie siłę, którą Ty znalazłaś w sobie żeby to skończyć.
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
21 lis 2014, 20:51

Nie potrafię się z nim rozstać....

przez lojantka 18 gru 2014, 23:14
kostek napisał(a):cheiloskopia, Próbuje właśnie znaleźć w sobie siłę, którą Ty znalazłaś w sobie żeby to skończyć.


serio, taki zwrot akcji? zatrzymałam się na etapie, że kochasz nad życie i walczysz.
lojantka
Offline

Nie potrafię się z nim rozstać....

przez kostek 19 gru 2014, 13:13
harlancoben napisał(a):
kostek napisał(a):cheiloskopia, Próbuje właśnie znaleźć w sobie siłę, którą Ty znalazłaś w sobie żeby to skończyć.


serio, taki zwrot akcji? zatrzymałam się na etapie, że kochasz nad życie i walczysz.


Niestety od tamtej pory wiele się zmieniło.
Offline
Posty
24
Dołączył(a)
21 lis 2014, 20:51

Nie potrafię się z nim rozstać....

Avatar użytkownika
przez Psychotropka`89 19 gru 2014, 13:51
cheiloskopia, jeśli faktycznie ostatecznie skończyłaś ten związek, szczerze gratuluję. :great:
Czytając Twoje posty od początku, do końca, czuję się jakbym czytała o własnych uczuciach X lat temu. Niemal identyczne zagrywki, gry słowne, szantaże, wyśmiewanie, płaszczenie się, poniżanie. Czułam się jak bym była na poziomie gówna. Ale mój mózg w pewnym momencie powiedział STOP, DOSYĆ! I udało mi się siłę znaleźć na odejście. Było to bardzo trudne, bo z toksycznego bluszczyku eksa ciężko się wyplątać ale da się. Jak sobie przypomnę... to Bogu dziękuję za to, że nie pojawiło się dziecko, na które chciał mnie złapać i że zesłał na mnie nagłe "olśnienie".
P.S. Również był moim "narzeczonym". :twisted:
Wenlafaksyna 75mg
Relanium 2mg
Mirtazapina 15mg
Lamotriginum 25mg
Zolpidem 10mg
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1800
Dołączył(a)
16 gru 2010, 22:30
Lokalizacja
TaaaaaM...

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do