Rozstanie - walczyć czy nie?

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Rozstanie - walczyć czy nie?

przez beladin 03 paź 2014, 18:01
SenecaMinor, Odpuść, bo się tylko pogrążasz. Wasza relacja nie miała szansy rozwinąć się w pełni, dlatego jej zainteresowanie zanikło. Młody człowiek potrzebuje ciągłej stymulacji TERAZ, ciągłego postępu, zmian.. poznanie, spotkania, pocałunki, emocje, seks.. ..a nie sms'owanie miesiącami i dwa spotkania
beladin
Offline

Rozstanie - walczyć czy nie?

przez SenecaMinor 03 paź 2014, 20:50
Przysłowie "nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki" jest tu akurat błędnie zastosowane. Nie chodzi o to, by czegoś nie zrobić drugi raz, a o to że nie da się tego zrobić. Za drugim razem woda będzie już inna, bo pierwsza popłynęła z nurtem rzeki.
Biorę sobie jednak do serca resztę wypowiedzi. Faktycznie nie chcę być jakimś "planem B", gdyby coś jej się nie udało. Ona jest świadoma, że nie skreśliłem jej całkowicie, ale wie również o tym, że za jakiś czas różnie może być. Może kogoś poznam, może za 3 miesiące moje życie odmieni się o 180 stopni. Nie wiem. Tak jak wcześniej nigdy już nie będzie - tego mogę być pewien. Na pewno trudniej byłoby mi znów jej zaufać. Rozczarowała mnie sobą. Traktuję ją inaczej niż jeszcze tydzień temu. Teraz jest tylko znajomą. Uczucie powoli wygasa, ale to nie było zauroczenie, kochałem ją.

Fakt, poniekąd wierzę (wierzyłem?), że do mnie wróci. Od tego wszystkiego nie minęły nawet 2 tygodnie. Trudno się tak nagle przestawić. Ciągle noszę w sobie "żałobę" i nie ukrywam, że chciałbym aby było tak, jak jeszcze miesiąc temu, może dwa... Muszę to zmienić, ale potrzeba mi czasu. Jestem otwarty na nowe znajomości, nie mam jakiejś blokady. Nie chcę jednak szukać na siłę.
Złamane serce? Tak... Jak wyżej - trudno się tak nagle odkochać, zwłaszcza jeśli nie było racjonalnego powodu jej odejścia. Naprawdę pytałem się jej wielokrotnie. Pisemnie, telefonicznie, w cztery oczu. I nic. Może o czymś mi nie chciała powiedzieć? Ale dlaczego? Sam powiedziałem, że jestem gotów usłyszeć nawet najgorszą prawdę, niż żyć w nieświadomości.

Spotkań było więcej niż 2, ale rozumiem Twoją wypowiedź. Masz absolutną rację. Idealne podsumowanie, dziękuję.

O wiele lepiej mi po przedstawieniu swojego problemu i oczywiście po Waszych wypowiedziach. Naprawdę mi pomogliście poukładać sobie wszystko w głowie. Teraz daję sobie spokój. Co ma być, to będzie. "Consule praeteritum, praesens rege, cerne futurum!" - Rad się przeszłości, kieruj się teraźniejszością, patrz w przyszłość!
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
02 paź 2014, 18:15

Rozstanie - walczyć czy nie?

przez izaa 03 paź 2014, 21:10
SenecaMinor, Twoje przemyślenia i odczucia są jak najbardziej zrozumiałe. Nie jesteśmy maszynami, którzy jednego dnia kochają, drugiego przestają. Chociaż? Niektórzy nie są zdolni do miłości, oszukują drugą osobę, mówią że ją kochają, a potem bezpardonowo rzucają. Ale to nie jest tematem dyskusji. Cóż, wydaje mi się, że nieźle sobie radzisz. Czasem lepiej nie jest usłyszeć prawdę od razu. Np: Źle byś zareagował teraz jakbyś usłyszał że cie zdradziła. I tak pewnie zadajesz sobie pytania czemu się to rozpadło, jaka twoja wina. Zdrada to byłby cios w twoją osobę. Być może powód się z czasem wyjaśni, ale teraz skup się na sobie, swoim życiu.
Offline
Posty
1044
Dołączył(a)
04 sty 2014, 21:06

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Rozstanie - walczyć czy nie?

przez SenecaMinor 04 paź 2014, 10:19
Ona mnie kochała, co do tego nie mamy wątpliwości. Po prostu coś się wypaliło po jej stronie. Po mojej już też, ale dopiero po tym co mnie spotkało. Nie miałem wcześniej wątpliwości, że może nam się nie udać (może tylko na samym początku relacji - pierwsze 2 tygodnie).
Być może faktycznie w kimś się zauroczyła. Wspominała mi nawet przed rozstaniem o pewnym chłopku z klasy... Wyznała mi potem, że lepiej dogaduje się z nim i z resztą znajomych niż ze mną. Nie uważam jednak, że ją sobą znudziłem. Codziennie poruszaliśmy nowe tematy. Nadal myślę iż to kwestia habituacji: nowe bodźce -> znajomi, szkoła, zaczęcie od zera, jest lubiana. Z jej perspektywy moja 'nudność' mogła działać tylko na tej zasadzie, że ona mnie już zna w sporym stopniu, a nowych znajomych właściwie w ogóle.
Dziwi mnie jedno: skoro była ze mną szczęśliwa (a ręczę za to!), miała zaufanie, wiedziała że może na mnie liczyć, to... dlaczego z własnej inicjatywy pozbawiła się tych pozytywnych aspektów? Czyżby w ciągu miesiąca wyrobiła sobie większe zaufanie do OBCYCH ludzi niż do mnie? Zastanawiające. Trudno mi uwierzyć, że osoba która jeszcze rok temu nie potrafiła nawiązać poprawnych relacji, po zdobyciu kogoś, kto ją szanuje, chce pomóc i kocha całym sercem, zupełnie nagle zmienia zdanie.
Kolejna sprawa: nawet jeśli ten jeden tydzień był cholernie nieszczęśliwy, to dlaczego ocenia CAŁĄ relację na podstawie właśnie tych 7 dni? Przez 51 tygodni było cudownie.

Całą tę sytuację traktuję jako życiową lekcję. Popełniłem błędy.
1. Wmówienie sobie, że związek na odległość ma sens.
2. Wziąłem ją za dojrzałą psychicznie osobę, a to wciąż dziecko z sianem w głowie. Teraz już wiem, że nie da się zbudować zdrowego związku z nastolatką.
3. Mogłem ją przerazić sobą. Ja już snułem względnie poważne plany i patrzyłem kilka lat w przyszłość, a ona "byle do liceum, potem jakoś będzie".
4. Nie dałem jej o siebie zawalczyć. Zdobywałem ją nieustannie, ale chyba zbyt rzadko dałem jej odczuć, że może mnie stracić na rzecz innej. Czytając wątki na 'pewnym męskim forum, zaczynającym się na M i kończący na H' zdałem sobie sprawę, ze kobieta musi mieć to zagrożenie. Musi się starać utrzymać faceta. W sumie logiczne.
5. Misiowatość? Może w 1/4 byłem zbyt dobry. Trudno mi jednak być chamem w stosunku do TAKIEJ osoby, z którą miałbym wiązać resztę życia. (Z innymi nie mam takiego problemu, jestem raczej egoistą z pewnymi przebłyskami. O tym też mógłbym się rozpisać, bo sam próbuję zrozumieć co mną kieruje). Jak jej mogłem dać odczuć moją misiowatość? A tym, że zawsze mogła na mnie liczyć. Nigdy nie byłem zajęty, potrafiłem rzucić to co robiłem i poświęcić jej czas. To błąd. Nie dawałem sobie jednak wchodzić na głowę. Byłem asertywny, dochodziliśmy do konsensusów. Tak akurat powinno być.
6. Może nie do końca błąd, a raczej normalność, która jednak sprawia mi lekki ból. Mianowicie nie dopuszczałem do siebie myśli, że kiedyś może być nasz koniec. Jednak to normalne, no chyba nikt zdrowy na umyśle nie martwi się co kilka godzin, że związek się rozpadnie, bo "coś tam". Każdy uważa, że to ten właściwy. Przynajmniej na początku. No może oprócz podstawówkowych i gimnazjalnych miłostek, ale nwasza taka nie była.
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
02 paź 2014, 18:15

Rozstanie - walczyć czy nie?

Avatar użytkownika
przez tahela 04 paź 2014, 11:15
SenecaMinor, moze dajcie sobie troche czasu i spróbujcie porozmawiac, ja znam pary , które sie zeszły po rozwodzie nawet dwa lata po rozwodzie i teraz sa szczesliwi a było tak źle ze wzieli rozwód rozstali sie4 , mieli dzieci nawet i później sie zeszli i juz pare lat sie układa a jedni sie nie widzieli dwa lata , bo on wyjechał za granice później wrócił i jakos to posklejali chociaz z tego co wiem łatw3o nie było, moze jesteście za młodzi na takie akcje bo to trzeba troche dojrzałosci,
ja juz tyle róznych akcji w zyciu widziałam ze wiem ze wszystko w sumie jest mozliwe trzeba chciec tylko, jeden z tych facetów po rozwodzie nawet do mnie startował, oczywiscie powiedziałam mu zeby sie lepiej pogodził z zona a nie rowalał sobie zycia głupotami, bo ja juz taka jestem ,moze mnie posłuchał po porostu, ale ogólnie ja przeważnei mam racje bo to co mowie przewaznie4 sie sprawdza w zyciu,wiekszosc kobiet by nie miała takich skrupułów jak ja tylko by brała faceta bo ludzie sa pusci wiekszosci przypadków i jednak słabi a facet naprawde całkiem fajny w sumie a teraz jednak pogodzony z ta zona, dobrze jest , fajna ro0dzina , jakbym tylko była inna to miała bym to w dupie,ale nie jestem
Kto utraci raz będzie zawsze czekać
Zatrzymujesz czas i zaglądasz w przepaść
Zostaje smutek i tylko smutek
Ostry jak nagły serca głód
Wiatr co zwala z nóg
Smutek i ty
Avatar użytkownika
Online
Posty
10994
Dołączył(a)
09 sty 2011, 23:22

Rozstanie - walczyć czy nie?

przez SenecaMinor 04 paź 2014, 11:52
Rozumiem, ale z drugiej strony co ja bym mógł TERAZ zrobić? Zaproponowałem co mogłem, skoro nawet przeprowadzka na nią nie działa, to nie wiem co innego byłoby w stanie. Wspólne mieszkanie odpada, nie ma 18 lat. "Porwanie" z domu? Wykluczone, nie mogę być karany.
Sytuacja, w której stara się tylko jedna strona, jest patologiczna. Przez tydzień walczyłem, szansy nam nie dała. Niech nie myśli, że do końca życia będę o nią zabiegać. Mam jeszcze godność i resztki honoru. Jak się postara, to może mnie przekona, ale ja już nic w tym kierunku nie powinienem robić. Jedynie zgodzić się na potencjalne spotkanie czy rozmowę.

Obecnie sprawa wygląda tak, że odesłałem jej łańcuszek który mi oddała. Po doręczeniu starała się zainicjować rozmowę, ale olałem ją. Kolejnego dnia dopiero odpisałem jedno zdanie, na co ona znów próbowała zagadać w stylu "jak minął dzień". Zdawkowo odpisałem, zapytała się czy jestem na nią zły. Ironicznie odpisałem "nie no, coś Ty. Jestem bardzo szczęśliwy, że po roku bez racjonalnego powodu ze mną zrywasz". Coś tam jeszcze powiedziała, ale widziała że trzymam dystans. Napisała, że już nie będzie marnować mojego czasu. Szybko się pożegnałem i tyle w temacie. Trzymam ją za słowo ;)

Już naprawdę jestem zmęczony całą tą sytuacją. Niezbyt miło mnie potraktowała po roku znajomości. Starałem się z całych sił i włożyłem w to sporo zdrowia i czasu, a ona nawet nie próbowała przez chwilę tego ratować. Czy mam żal? Sam już nie wiem, może jakiś mam. Czy ją kocham? Chyba już nie. Czy mi na niej zależy? Niestety tak.
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
02 paź 2014, 18:15

Rozstanie - walczyć czy nie?

przez lojantka 04 paź 2014, 14:13
pytanie brzmi, czy można w ogóle kochać (zdołać pokochać, jako osobę, a nie własne wyobrażenie o niej) kogoś, gdy wychodzi się z bazy online, a potem i tak pozostaje w relacji online przez 98 procent czasu. wiem, że takie mamy czasy i ludzie 'są w związkach' z osobami z internetu, których nawet nie wiedziały na oczy, ale dla mnie to jakaś abstrakcja
lojantka
Offline

Rozstanie - walczyć czy nie?

przez beladin 05 paź 2014, 11:55
SenecaMinor, To przebywanie razem, wspólne przeżycia, realizowanie wspólnych celów, bliskość fizyczna, utrwalają relacje.

Zależy Ci, bo to ona się wycofała ..to naturalny odruch. Przestań dawać, pisać, to nie będziesz oczekiwał rewanżu. Paradoksalnie takie zachowanie może odnieść większy skutek, niż narzucanie się ..Twój aktualny stan jest tego najlepszym przykładem
beladin
Offline

Rozstanie - walczyć czy nie?

przez SenecaMinor 05 paź 2014, 18:46
Miłość składa się z 3 elementów: intymności (wartości duchowe, zaufanie, dialog, rozmowy), namiętności (seks, podniecenie, atrakcyjność) i zaangażowania (chęć kontynuowania relacji, wspólne plany, "MY" zamiast "JA" i "TY". Zależy mi, bo zależało mi przed rozstaniem. Pisząc więc, że mi na niej zależy nie chodzi o pojawienie się tego po zerwaniu. Po prostu to nie wygasło.
Od piątku nie zamieniłem z nią ani słowa i nie zamierzam się odzywać. Nie czekam już na jej odzew. Narzucanie nie ma sensu, zauważyłem to już jakiś czas temu, tak w okolicach 2 dni po zerwaniu.

BTW: Dziś minęły 2 tygodnie, szybko dosyć, a ja już jestem pozbierany od kilku dni. :D

I odpowiem na poprzedni post: tak, da się kochać. Ręczę za to, w moim przypadku miłość ta nie przetrwała próby czasu. Moja historia nie należy jednak do tych podręcznikowych. ;)
Offline
Posty
8
Dołączył(a)
02 paź 2014, 18:15

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 10 gości

Przeskocz do