nadopiekuńcza matka

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

nadopiekuńcza matka

przez monooso 22 wrz 2014, 18:34
carlosbueno, Ja już w ten sposób żyję 22 lata. Co do dziewczyn to ostatni raz z dziewczyną towarzysko rozmawiałem chyba w podstawówce, to dla mnie w ogóle jak odrębny gatunek. Ja też nie wiem sam na co czekam. Żyję z dnia na dzień jak jakieś zwierzę. Chociaż nie bo zwierze to przynajmniej poszukuje partnera w celu prokreacji, a ja nawet na to nie mam ochoty. Popłakałem się ze śmiechu, sytuacja jest na prawdę komiczna.
monooso
Offline

nadopiekuńcza matka

Avatar użytkownika
przez mark123 22 wrz 2014, 21:01
Mnie matka chwaliła, obecnie już w sumie nie. Gdyby mnie matka traktowała adekwatnie, to nigdy w życiu by mnie ani trochę nie pochwaliła, jestem beznadziejny od urodzenia.
Większość rodziców, gdyby mieli takiego syna, jak ja, to by od dzieciństwa po mnie ostro jechali.
Pociąg do bycia ofiarą toksycznego mężczyzny leży w naturze każdej kobiety, tyle że u niektórych kobiet ta natura jest mocno aktywna, a niektórych słabiej i te się jej przeciwstawiają.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10129
Dołączył(a)
11 lis 2012, 16:33
Lokalizacja
droga do otchłani zła

nadopiekuńcza matka

przez monooso 22 wrz 2014, 22:18
Mnie rodzice praktycznie wcale nie chwalili ale jest to spowodowane tym, że oni nie okazują emocji, szczególnie tych pozytywnych, które doceniają coś w drugim człowieku. Sam mam dzisiaj z tym wielkie problemy. Za to opier*olić to potrafią. Moje poczęcie nigdy nie powinno dojść do skutku, moi rodzice nigdy nie powinni spłodzić dzieci. To normalnie cud, że taki frajer jak mój ojciec poznał się z taką frajerką jak moja matka i to już przed końcowym gwizdkiem. Takie zaburzone, nieszczęśliwe osoby bez chwili refleksji i zdrowego rozsądku postanowiły zacząć płodzić sobie dzieci bo tak trzeba i odhodować je jak kury w kurniku. Zero jakiegokolwiek planu, pełen spontan.

mark123, Co w Tobie takiego beznadziejnego od urodzenia?
monooso
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

nadopiekuńcza matka

Avatar użytkownika
przez mark123 22 wrz 2014, 22:58
monooso napisał(a):mark123, Co w Tobie takiego beznadziejnego od urodzenia?

Predyspozycje do skrajnego lenistwa i egoizmu, skrajna słabość psychiczna, duża powolność, obojętność na czynniki motywowania pozytywnego, przetwarzanie przez mózg sytuacji negatywnych ze sporym wzmocnieniem, a sytuacji pozytywnych ze sporym osłabieniem.
Pociąg do bycia ofiarą toksycznego mężczyzny leży w naturze każdej kobiety, tyle że u niektórych kobiet ta natura jest mocno aktywna, a niektórych słabiej i te się jej przeciwstawiają.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10129
Dołączył(a)
11 lis 2012, 16:33
Lokalizacja
droga do otchłani zła

nadopiekuńcza matka

przez Dziwak1987 25 wrz 2014, 12:56
Wychowywanie się w komfortowych warunkach może mieć spore konsekwencje...To najprawdziwsza prawda,sam stałem się tego ofiarą.Zawsze wszystko miałem podawane na tacy przez matkę potem przez Ojca.Gdy nastoletni koledzy chodzili pracować jako pomocnicy brukarzy,murarzy itp. ja gniłem przed komputerem i miałem tylko postawę roszczeniową w stosunku do Ojca którego wykorzystywanie po śmierci matki było czystym okrucieństwem.Brzydzę się sobą za to,za tę całą postawę roszczeniową.Dlatego dzisiaj nienawidzę z całego serca socjalizmu i zwolenników państwa opiekuńczego bo to niszczy człowieka.
Dziwak1987
Offline

nadopiekuńcza matka

Avatar użytkownika
przez mark123 25 wrz 2014, 13:27
Wychowywanie dziecka poprzez zapewnienie mu komfortu to chyba pod kątem nauki normalnego życia najgorsza metoda wychowawcza, bo dziecko wtedy się niczego w tym aspekcie nie uczy. W ogóle "nóż mi się w kieszeni otwiera", gdy ktoś pisze, że najważniejsze jest, aby dziecko czuło się dobrze.
Pociąg do bycia ofiarą toksycznego mężczyzny leży w naturze każdej kobiety, tyle że u niektórych kobiet ta natura jest mocno aktywna, a niektórych słabiej i te się jej przeciwstawiają.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10129
Dołączył(a)
11 lis 2012, 16:33
Lokalizacja
droga do otchłani zła

nadopiekuńcza matka

przez monooso 25 wrz 2014, 14:22
Właśnie w tej całej nadopiekuńczości rodziców znajduje się źródło przynajmniej moich problemów z ogarnięciem się w życiu dorosłym. W moim domu było to posunięte do takiego ohydnego stopnia, że nie tylko byłem wyręczany przez matkę ale również przez ojca. Oboje rodziców podzieliło wszystkie obowiązki pomiędzy siebie, załatwiali wszystkie sprawy itp. Ich życie było bardzo nudne więc musieli je czymś wypełnić. Całe życie traktowali mnie jak malutkie dziecko (teraz to się powoli zmienia dzięki mnie), nie pozwalali mi na odrobinę samodzielności przez co dzisiaj jestem kompletnie nieogarnięty i mam fobię społeczną. Obserwując znajomych z dzieciństwa, którzy również pochodzili z patologicznych rodzin (i to nawet bardziej niż moja) gdzie ojciec był alkoholikiem, to oni na pewno mają pewne problemy z samym sobą z tego powodu (wyrażanie emocji, używki) ale jednak jako tak funkcjonują, są ogarnięci i w miarę normalni. Dlaczego? Ponieważ ich rodzice nie byli nadopiekuńczy tylko dawali im przestrzeń i zaufanie. A u mnie to była ciągle mega kontrola i rygor jak w jakimś zakładzie poprawczym. Czułem się zawsze zduszony w tym domu. Moi rodzice musieli zawsze o wszystkim wiedzieć, musieli wszystko sami ustalać. Nawet nie awansowałem do takiego stopnia aby nosić klucze do mieszkania przez co pamiętam, że w dzieciństwie czułem się z tego powodu źle bo inni już dawno mieli o wiele większa autonomię niż ja. Krótko mówiąc wychowali kalekę i duże dziecko. Po takim odchowaniu niech teraz nie wymagają ode mnie, że będę funkcjonował jak normalne osoby do których jestem porównywany bo jeżeli osiągnę taki poziom jak oni przynajmniej w 50% to chyba za dobre parę lat.
monooso
Offline

nadopiekuńcza matka

Avatar użytkownika
przez mark123 25 wrz 2014, 15:24
Ja byłem przez matkę wyręczany zarówno w czynnościach, jak i też w sprawach życia codziennego i w rozwiązywaniu wszelkich problemów. Było to wyręczanie w sporej części na życzenie, więc czułem się z tym bardzo dobrze. Gdybym był zmuszany do zaradności, samodzielności i nieegoistycznych zachowań, czułbym się w dzieciństwie z tym źle, ale miałbym szansę wyrosnąć normalną życiowo i przydatną osobę.
Pociąg do bycia ofiarą toksycznego mężczyzny leży w naturze każdej kobiety, tyle że u niektórych kobiet ta natura jest mocno aktywna, a niektórych słabiej i te się jej przeciwstawiają.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10129
Dołączył(a)
11 lis 2012, 16:33
Lokalizacja
droga do otchłani zła

nadopiekuńcza matka

przez monooso 26 wrz 2014, 11:46
mark123, To chyba normalne, że dziecko (zresztą dorosły również) lubi być wyręczane. Jeżeli od najmłodszych lat życia było się wyręczanym to później takie dziecko myśli sobie, że tak musi być, że to jest normalne, że rodzice chcą dla nas jak najlepiej, że mamy dobrych rodziców, że bardzo o nas dbają itd. Ja w przeszłości myślałem, że mam bardzo dobrych rodziców w porównaniu ze swoimi znajomymi ponieważ ich rodzice nie byli z nimi aż tak blisko (tak to ujmę). U mnie natomiast ta patologiczna bliskość praktycznie pozbawiona uczuć służyła tylko jako instrument do wypełnienia pustki przez moich własnych rodziców. To oni chcieli być ciągle na piedestale, to oni chcieli ciągle wszystko załatwiać, to oni chcieli wszystko robić. Doszło to do takiego stopnia, że nawet jak sam chciałem coś wykonać to nie pozwalali mi. Nie wiem skąd ale mieli w sobie niesamowicie wielkie poczucie, że ja nic nie umiem, w ogóle mi nie ufali.
monooso
Offline

nadopiekuńcza matka

Avatar użytkownika
przez mark123 26 wrz 2014, 12:56
Mnie rodzice raczej ufali, ale matka zamiast postawić na pierwszym miejscu wymagania, to postawiła to, bym czuł się dobrze. Nigdy nie miałem typowej chęci, by sam coś zrobić, zdarzyło się czasem, że matka mi powiedziała, żebym coś zrobił, ale że byłem mocno przewrażliwionym emocjonalnie dzieckiem, to jakakolwiek negatywna uwaga matki mnie dodatkowo zniechęcała, by zrobić coś samodzielnie. Chyba częściowo przez wyręczanie rozwinęła się u mnie agresywna wrogość do działania.

Z moich obserwacji wynika, że albo około 90% dzieci przechodzi fazę cierpienia, by nauczyć się trochę zaradności i samodzielności, albo zdecydowana większość ma w swojej naturze chęć by się tego nauczyć, a tylko sporadycznie zdarzają się dzieci z głupią naturą, które tej chęci w ogóle nie mają.
Pociąg do bycia ofiarą toksycznego mężczyzny leży w naturze każdej kobiety, tyle że u niektórych kobiet ta natura jest mocno aktywna, a niektórych słabiej i te się jej przeciwstawiają.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10129
Dołączył(a)
11 lis 2012, 16:33
Lokalizacja
droga do otchłani zła

nadopiekuńcza matka

przez monooso 26 wrz 2014, 16:08
mark123, Ja jestem ciekaw co sobie myśleli moi rodzice wyręczając mnie ze wszystkiego, nie dając dojść do głosu, nie pozwalając aby coś wykonać. Czy robili to dla mnie czy dla siebie? Czy robili to dla swoich własnych korzyści czy dla moich? Odpowiedź jest jasna i klarowna - robili to dla siebie. Nie trzeba być super nianią aby zdać sobie sprawę z tragicznych konsekwencji wiecznego niańczenia, nie wprowadzania stopniowo w świat dorosłych i nie pozwalania dziecku tym samym na prawidłowy, zdrowy rozwój. Nawet jeżeli moi rodzice nie mieli żadnego planu na wychowanie dzieci, nie wiedzieli zupełnie jak ma to wyglądać (a tak było) to jednak do tak prostych wniosków jak obdarowywanie dziecka zaufaniem + samodzielnością = zaradny życiowo człowiek, każdy trzeźwo myślący osobnik dochodzi. Tak więc dlaczego oni to robili? Pisałem to już tutaj nieraz, otóż dlatego, że ich życie było nudne jak flaki z olejem, łapali się czego się da aby wypełnić czymś chociaż sekundę swej marnej i bezproduktywnej egzystencji, aby dowartościować się dziecka kosztem i pokazać jacy to oni są zaradni i wspaniali. Nie mieli przed kim się popisać to robili to przede mną, szczególnie ojciec, któremu zresztą zawsze wtórowała moja matka. Ja nieraz chciałem zrobić coś samodzielnie ale nigdy nie zostałem do tego dopuszczony. Np. ojciec coś opowiadał czego to on nie robił w moim wieku jednocześnie mnie opieprzając, że czemu ja tego nie zrobię, no więc ja odpowiedziałem, że nie ma sprawy, mogę to wykonać bez problemu i w tej chwili następowała gwałtowna reakcja z jego strony, stanowcze weto, które nie pozwalało mi nawet spróbować. Chodziło tylko o wieczne dowartościowywanie się moim kosztem, budowanie własnej legendy. Też byłem mocno przewrażliwiony i jednocześnie zamknięty w sobie chyba od zawsze. Nawet jeszcze w wieku nastoletnim jeden ostry krzyk ojca powodował we mnie płacz. Byłem tak wytresowany, że reagowałem na sam krzyk automatycznie strachem, zawstydzeniem i płaczem. Dopiero może 2 lata temu zdałem sobie sprawę ze swoich absurdalnych reakcji, co pozwoliło je przełamać. Oczywiście dalej jestem bardzo przewrażliwiony na punkcie krzyku i agresji w moją stronę. Nie potrafię się kłócić jak normalne osoby bo wtedy takie emocje we mnie wstępują, że albo kogoś zabiję albo zaleję się płaczem ze smutku. Dlatego unikam wszelkich kłótni, jestem pokojowy. Swego czasu w środowisku mówili, że zostanę pantoflem ze względu na swoją spokojną naturę, która przecież ukształtowała się głównie z powodu unikania konfliktów.
monooso
Offline

nadopiekuńcza matka

Avatar użytkownika
przez mark123 26 wrz 2014, 18:52
monooso napisał(a):Nawet jeszcze w wieku nastoletnim jeden ostry krzyk ojca powodował we mnie płacz. Byłem tak wytresowany, że reagowałem na sam krzyk automatycznie strachem, zawstydzeniem i płaczem. Dopiero może 2 lata temu zdałem sobie sprawę ze swoich absurdalnych reakcji, co pozwoliło je przełamać. Oczywiście dalej jestem bardzo przewrażliwiony na punkcie krzyku i agresji w moją stronę.

U mnie lęk przed agresją ojca rosnął z wiekiem stając się coraz bardziej irracjonalny i silniejszy, w dzieciństwie mocno zestresowany byłem tylko wtedy, gdy był na mnie zły, obecnie silny lęk potrafi pojawić się nawet, gdy złość ojca nie dotyczy w ogóle mnie i nawet przybrać formę, że ojciec rzuci się na mnie i pobije lub zabije, co chyba w moim przypadku to chyba zakrawa o jakieś emocjonalne stany urojeniowe.

monooso napisał(a):Nie potrafię się kłócić jak normalne osoby bo wtedy takie emocje we mnie wstępują, że albo kogoś zabiję albo zaleję się płaczem ze smutku. Dlatego unikam wszelkich kłótni, jestem pokojowy. Swego czasu w środowisku mówili, że zostanę pantoflem ze względu na swoją spokojną naturę, która przecież ukształtowała się głównie z powodu unikania konfliktów.

Ja chyba ogólnie pod kątem wkurzenia na zewnątrz jestem oazą spokoju, a wewnątrz furiatem.
Pociąg do bycia ofiarą toksycznego mężczyzny leży w naturze każdej kobiety, tyle że u niektórych kobiet ta natura jest mocno aktywna, a niektórych słabiej i te się jej przeciwstawiają.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10129
Dołączył(a)
11 lis 2012, 16:33
Lokalizacja
droga do otchłani zła

nadopiekuńcza matka

przez monooso 26 wrz 2014, 21:00
mark123 napisał(a):U mnie lęk przed agresją ojca rosnął z wiekiem stając się coraz bardziej irracjonalny i silniejszy

U mnie chyba ten mechanizm ciągle funkcjonował na podobnym poziomie do czasu aż nie uświadomiłem sobie jego absurdalności. Wcześniej działałem ciągle z automatu, a jak sobie go uświadomiłem to nastąpił pstryk i doszło do tego, że praktycznie w ogóle przestałem bać się swojego ojca. Teraz na jego krzyki włącza mi się przeważnie agresja, a nie lęk jak wcześniej. Kiedyś miałem wielkie problemy aby swobodnie rozmawiać ze swoimi rodzicami patrząc im w oczy. A dzisiaj? Dzisiaj jestem chyba najbardziej pewny siebie w tym domu. Gdy rozmawiam ze swoimi rodzicami to mam niesamowitą pewność siebie, wyczuwam ich słabość i speszenie (tak jakby się mnie oni teraz bali). Jak to się pozmieniało w ciągu paru lat. :D

obecnie silny lęk potrafi pojawić się nawet, gdy złość ojca nie dotyczy w ogóle mnie i nawet przybrać formę, że ojciec rzuci się na mnie i pobije lub zabije, co chyba w moim przypadku to chyba zakrawa o jakieś emocjonalne stany urojeniowe.

Może Twój ojciec w przeszłości prowadził z kimś bójki przy Twoim udziale i stąd ten strach.

Ja chyba ogólnie pod kątem wkurzenia na zewnątrz jestem oazą spokoju, a wewnątrz furiatem

Po mnie to chyba z zewnątrz widać czy jestem wkurzony, czy jestem przestraszony. Przeważnie staram się nic nie odczuwać i z tego powodu nic po mnie nie widać. Nie lubię jak ktoś zna moje emocje. Muszę ten lęk zamienić na złość jak w przypadku relacji z rodzicami. Muszę to przenieść na otoczenie zewnętrzne, wtedy wyrobię w końcu normalną reakcje, że jak ktoś mnie będzie atakował fizycznie czy werbalnie to zacznę odczuwać agresję, a nie lęk i smutek.
monooso
Offline

nadopiekuńcza matka

Avatar użytkownika
przez mark123 27 wrz 2014, 01:49
monooso napisał(a):U mnie chyba ten mechanizm ciągle funkcjonował na podobnym poziomie do czasu aż nie uświadomiłem sobie jego absurdalności. Wcześniej działałem ciągle z automatu, a jak sobie go uświadomiłem to nastąpił pstryk i doszło do tego, że praktycznie w ogóle przestałem bać się swojego ojca. Teraz na jego krzyki włącza mi się przeważnie agresja, a nie lęk jak wcześniej. Kiedyś miałem wielkie problemy aby swobodnie rozmawiać ze swoimi rodzicami patrząc im w oczy. A dzisiaj? Dzisiaj jestem chyba najbardziej pewny siebie w tym domu. Gdy rozmawiam ze swoimi rodzicami to mam niesamowitą pewność siebie, wyczuwam ich słabość i speszenie (tak jakby się mnie oni teraz bali). Jak to się pozmieniało w ciągu paru lat. :D

Mnie uświadomienie nie pomogło, by lęk zmalał. Z rozmowami z rodzicami u mnie jest odwrotnie, kiedyś mogłem z nimi swobodnie rozmawiać, patrząc w oczy, obecnie jest z tym problem.

monooso napisał(a):Może Twój ojciec w przeszłości prowadził z kimś bójki przy Twoim udziale i stąd ten strach.

Podobno tylko, gdy byłem niemowlakiem, doszło raz do bójki pomiędzy nim, a wujkiem (ale nie wiem, czy było to w tym samym pomieszczeniu, w którym leżałem, czy w innym), poza tym bójek nie było.

monooso napisał(a):Po mnie to chyba z zewnątrz widać czy jestem wkurzony, czy jestem przestraszony. Przeważnie staram się nic nie odczuwać i z tego powodu nic po mnie nie widać. Nie lubię jak ktoś zna moje emocje. Muszę ten lęk zamienić na złość jak w przypadku relacji z rodzicami. Muszę to przenieść na otoczenie zewnętrzne, wtedy wyrobię w końcu normalną reakcje, że jak ktoś mnie będzie atakował fizycznie czy werbalnie to zacznę odczuwać agresję, a nie lęk i smutek.

Po mnie, gdy jestem przestraszony, to raczej widać, nie umiem "wyłączyć" ani zamaskować strachu. Z jednej strony wiem, że lepiej być wkurzony niż przestraszony, ale z drugiej jestem bardziej w pewnym sensie "przyzwyczajony" do strachu, bo w przeszłości na strach mi pozwalano, a na złość nie.
Pociąg do bycia ofiarą toksycznego mężczyzny leży w naturze każdej kobiety, tyle że u niektórych kobiet ta natura jest mocno aktywna, a niektórych słabiej i te się jej przeciwstawiają.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
10129
Dołączył(a)
11 lis 2012, 16:33
Lokalizacja
droga do otchłani zła

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Motocyklista i 10 gości

Przeskocz do