nadopiekuńcza matka

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

nadopiekuńcza matka

przez Alexandrine87 28 lis 2014, 22:02
To fajnie, że przynajmniej kogoś masz, bo ja nie mam absolutnie nikogo. Rodzice - wiadomo, babcia i dziadek - wierzą w słowa swojej córki lub udają, że nie widzą problemu, choć sądzę, że raczej to pierwsze. Wszyscy spoza mojego domu - znajomi mojej kochanej rodzinki, ich współpracownicy, reszta rodziny - nikt o niczym nie wie, bo wpędzono mnie w taki strach i załamanie, że sama zaczęłam to ukrywać i się tego mocno wstydzić. Nie mam też kolegów i przyjaciół, w ogóle - bo po prostu wszyscy mnie olali na pewnych etapach swojego życia, bo założyli rodziny, bo po liceum już koleżanka pomagająca w nauce przestała być potrzebna, itd. Ja nigdy nie kończyłam tych kontaktów pierwsza i zawsze o tych ludziach myślałam, ale przestałam się starać, skoro oni nawet nie zdobyli się na wysłanie mi raz do roku życzeń na święta. Zwierząt nie mam, bo kategorycznie zabraniają tego moi rodzice, wiedząc jak przez to cierpię. Miałam kiedyś psa i to tylko dlatego, że dostałam go od chrzestnej na urodziny i nie wypadało odmówić (bo jakby wyszli w oczach rodziny), ale skończyło się tym, że gdy jeszcze się uczyłam i nie mogłam przyjechać do domu dość długo, bo sesja i te sprawy, to psina zachorowała i zdechła - o czym moi rodzice nie byli łaskawi mnie poinformować, potem się tłumaczyli, że ja się powinnam była uczyć i dlatego to ukryli, nienawidzę ich... Wyobrażasz sobie - wchodzisz do domu, wołasz psa, którego kochasz i odpowiada cisza, a potem tekst - wiesz, zdechł, miał raka czegoś tam, nie mówiliśmy ci, bo miałaś sesję egzaminacyjną, a nauka jest najważniejsza.
Alexandrine87
Offline

nadopiekuńcza matka

przez Victorius17 29 lis 2014, 10:11
Alexandrine87, Spodobało mi się to co napisałaś na pierwszej stronie swojego wątku, że postawiłaś się tym obcym Tobie ludziom czyt. rodzicom. Tak. Obcy ludzie potrafią okazać więcej ciepła niż ci tyrani. Pozostałych 10 stron nie chciało mi się czytać :D . Miałem podobnie. Kiedyś dobry uczeń, ale przecież ojcu to nie wystarczało. Każda czwórka z matmy z której byłem słaby, była symbolem klęski. Perfekcjonizm wpojony od dziecka. Dzisiaj leję na to wszystko. Dzisiaj to ja utrzymuję mojego ojca i jeśli coś mu się nie podoba to niech zachowa to dla siebie :D . Twoi rodzice też się starzeją i radzę im pamiętać, że mają jedną córkę na starość :D . Osiągniesz wszystko co zechcesz Olu, ale dojdź do tego małymi kroczkami. Nie zniechęcaj się porażkami. Porażka to informacja zwrotna - tak się nie uda, trzeba spróbować innego sposobu. Na nowy rok urzędy pracy dostaną dofinansowanie na płatne staże dla bezrobotnych. Ja znalazłem w ten sposób pracę i pracuję już 2,5 roku łącznie ze stażem. Uderz już teraz i zapytaj o staż. Jestem z Tobą mała. Dasz radę. Wiem to. Musisz mieć jakiś ogólnie rozrysowany plan w swojej głowie. Wykonuj go na tyle na ile dasz radę. Mi to pomaga :) . Przypomina mi się film "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" i wątek zawalenia szkoły przez młodego. Kondrat wtedy porównał wykonanie planu poprawienia oceń do meczu tenisowego. Myśl o jednej piłce, o jednej ocenie. Reszta jest nieważna w tej chwili. Myśl o tej jednej pieprzonej lecącej w Twoim kierunku piłce i odbij ją. Później następna i następna i następna. Tak samo wychodzę z mojej deprechy i takie nastawienie naprawdę pomaga :) . Spróbuj. I powiem Ci jeszcze, że dzięki przeżytym doświadczeniom jesteś jak dla mnie super wartościową dziewczyną, w przeciwieństwie do ludzi, którzy nie zetknęli się w życiu z problemami. Po prostu polubiłem Cię :) . Życzę Ci powodzenia :) . Pisz co u Ciebie, a zajrzę czasami na ten wątek :) .
Victorius17
Offline

nadopiekuńcza matka

Avatar użytkownika
przez Zupapomidorowa 29 lis 2014, 10:42
Alexandrine87, co za tyrani. Odetnij się od tego motłochu stanowczo, tak ja wypisywałaś w punktach. To jest opisane w książce Susan Forward "Toksyczni rodzice" - czytałaś? Dostępna na chomiku.
Dawniej Luktar
Avatar użytkownika
Offline
Posty
2281
Dołączył(a)
26 lip 2012, 11:59

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

nadopiekuńcza matka

Avatar użytkownika
przez Zalatana23 29 lis 2014, 10:45
Alexandrine87 myślę, że dla własnego dobra powinnaś czym prędzej wyprowadzić się z tego domu - chyba że już to zrobiłaś. Ja bardzo żałuję, że zdecydowałam się na zamieszkanie z rodziną w moim rodzinnym domu. Może nie miałabym teraz pięknego domu z ogrodem ale miałabym spokój i mogłabym żyć pełnią życia. To był duży błąd, który kosztuje mnie teraz bardzo wiele :cry: Terapia powoli pozwala mi zrozumieć jak bardzo sfrustrowaną i nieszczęśliwą osobą była i jest moja mama. Ja przez całe życie starałam się ją zadowolić i nigdy mi się to nie udało. Jako osoba dorosła słyszę, że jestem złą żoną, że nie nadaję się na matkę, że nie powinnam zakładać rodziny itp Jedyne co aktualnie czuję do matki to złość i agresja.
To co napisałaś o psie to okrucieństwo. Nie rozumiem jak rodzice mogą robić coś takiego swojemu dziecku :evil:
Nie mamy wpływu na to jakich mamy rodziców. Ale mamy wpływ na to co zrobimy ze swoim życiem. Wszystko przed Tobą!!!
Życia nie mierzy się ilością oddechów, ale ilością chwil, które zapierają dech w piersiach.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1128
Dołączył(a)
25 paź 2013, 11:31
Lokalizacja
Wrocław

nadopiekuńcza matka

przez xsydney 29 lis 2014, 13:00
absolutnie wyprowadz sie. do innego miasta. zerwij jakikolwiek kontakt. napisalas ze masz jakies tam pieniazki odlozone - to jest Twoja SZANSA na PRAWDZIWE zycie.
naprawde nie zostawaj tam, oni sie nie zmienia...
Offline
Posty
41
Dołączył(a)
27 gru 2013, 00:57

nadopiekuńcza matka

przez Alexandrine87 29 lis 2014, 16:40
Dziękuję za wszystkie słowa otuchy, wiele dla mnie znaczą :smile:

Niestety obecnie moim głównym problemem jest to, że jestem od rodziców zależna finansowo, nie mam też ukończonych studiów, co zawęża mi pole poszukiwania pracy w moim rodzinnym mieście. A trafiłam do niego z powrotem, bo głupia zgodziłam się zrezygnować z mieszkania w stolicy, bo częściowo płacili za nie rodzice i widząc mój stan (który jest przecież wyłącznie moją winą :roll: ) nie chcieli go dłużej dofinansowywać, czyli de facto zmuszono mnie do powrotu do rodzinnego domu... A w moim rodzinnym mieście perspektywy pracy są marne, żeby nie powiedzieć totalnie zerowe. Wiem, bo próbowałam już tu znaleźć pracę :-| Pieniędzy odłożonych mam bardzo mało, więc nie starczy na rozpoczęcie w pełni samodzielnego życia. Niemniej jednak chcę dalej poszukać pracy i odkładać sobie pieniądze, by móc zapisać się choć na jeden rok studiów. Nie wiem jeszcze jak to zrobię i gdzie znajdę pracę, ale może się uda. A na studiach (choć zwykle to olewają) po prostu powiem, że nie mam pieniędzy na płatne studia od kolejnego roku, przyznam się szczerze do swojej choroby i tego, że nie mogę liczyć tak naprawdę na wsparcie rodziców, pomimo tego, że są wypłacalni i zapytam jak mi mogą pomóc, bo co innego mi pozostanie? Może znajdę też gdzieś tani pokój lub akademik, czy coś. I zmienię numer telefonu, a z rodziną będę się kontaktować wtedy tylko w sprawach życia lub śmierci. Bo w innych już nie chcę. Kontaktu pełnego z nimi nie zerwę, bo to oni są okrutni, a nie ja i choć próbują ze mnie zrobić człowieka podobnego sobie, to ja jestem inna i dlatego teraz cierpię.

Z chęcią też przeczytam każdą książkę o tematyce toksycznych rodziców, bo do tej pory takich nie znałam i nie czytałam, a warto pogłębić wiedzę na temat samej siebie :) Także jak znacie jakieś lektury w tej tematyce to śmiało piszcie tu, czy mi na PW :)
Alexandrine87
Offline

nadopiekuńcza matka

przez Victorius17 29 lis 2014, 16:55
Alexandrine87, pamiętaj o tych płatnych stażach o których Ci napisałem. Urzędy Pracy dostają teraz nowe fundusze na aktywizację bezrobotnych i naprawdę warto z tego skorzystać. Działaj dziewczyno naprawdę Ci kibicuję. Dasz radę wierzę w Ciebie :) !!!
Victorius17
Offline

nadopiekuńcza matka

przez Alexandrine87 29 lis 2014, 17:13
Victorius17 napisał(a):Alexandrine87, pamiętaj o tych płatnych stażach o których Ci napisałem. Urzędy Pracy dostają teraz nowe fundusze na aktywizację bezrobotnych i naprawdę warto z tego skorzystać. Działaj dziewczyno naprawdę Ci kibicuję. Dasz radę wierzę w Ciebie :) !!!


Hmm, a jak to w ogóle wygląda? Wiesz coś więcej na ten temat? Bo ja nie jestem zarejestrowana jako bezrobotna (ukrywanie prawdy przed wszystkimi o mnie), mam ubezpieczenie zdrowotne dobrowolne (bo przecież jakbym coś sobie zrobiła to niech mnie NFZ leczy, więc rodzice zmuszeni byli dać kasę na to).
Alexandrine87
Offline

nadopiekuńcza matka

przez Victorius17 29 lis 2014, 17:28
Już Ci mówię:
- idziesz do Urzędu Pracy, pobierasz takie żółte druki, wypełniasz w domu tak jak Ci powiedzą tam na miejscu
- jeśli pomagasz w gospodarstwie rolnym rodziców to rejestrujesz się w KRUS czy jak to tam się zwie, a wtedy nie możesz rejestrować się w UP
- po wypełnieniu druków, niesiesz je do UP i czekasz na decyzję o zarejestrowaniu która przyjdzie listownie
- decyzja będzie pozytywna jeśli obecnie nie masz pracy zarobkowej
- jako bezrobotna możesz korzystać z pomocy UP czyli skierowanie na płatny staż, na prace interwencyjne, giełda pracy, oferty pracy

Płatny staż wygląda tak: 6 miesięcy pracujesz w jakiejś firmie na "przyuczeniu". Przykładowo jako szwaczka, będziesz się uczyć obsługi maszyny do szycia, zasad panujących przy pracy na Twoim stanowisku, szkolenie BHP. Po pół roku dostajesz zatrudnienie na kolejne pół roku. Po tym czasie mogą przedłużyć Ci umowę, albo mogą też Cię zwolnić - różnie z tym jest. Warto jednak skorzystać ze stażu. Płacą malutko, ale lepiej tak niż siedzieć na łasce i niełasce tyranów. Sam tak zaczynałem, a teraz mam umowę o pracę od dwóch lat :) . Pamiętaj że żadna praca nie hańbi. Byłem już hyclem, śmieciarzem, brałem udział w pracach przy kanalizacji miejskiej, zamiatałem ulicę, kopałem rowy, a teraz jestem operatorem CNC :) . Każdy od czegoś zaczyna.

Dajesz mała dajesz :) !!!

-- 29 lis 2014, 16:30 --

A i jako bezrobotna możesz się ubezpieczyć samodzielnie w UP i korzystać z lekarza na NFZ. Kiedy pracujesz na umowie o pracę, ubezpiecza Cię zakład pracy.
Victorius17
Offline

nadopiekuńcza matka

przez Sunnygirl91 29 lis 2014, 17:42
No i jezcze jedno,gdybys zdecydowal sie przeneisc na studia ktore nie sa platne(bo zrozumialam,ze na takie chodzisz)masz mozliwosc skozystania ze stypendiow i dofinansowan. A praca w weekendy w innym miejscu np w tej Wawie? Albo na odwrot- mozesz wziac urlop dziekanski,przez ten czas pracowac w jakiejolwek pracy-ja np zalapalam sie na telemarketing-odlozyc i wrocic na studia;)
Ale wyprowadzka jest koneiczna;)
Offline
Posty
12
Dołączył(a)
29 lis 2014, 15:01

nadopiekuńcza matka

przez Alexandrine87 29 lis 2014, 19:44
Sunnygirl91 napisał(a):No i jezcze jedno,gdybys zdecydowal sie przeneisc na studia ktore nie sa platne(bo zrozumialam,ze na takie chodzisz)masz mozliwosc skozystania ze stypendiow i dofinansowan. A praca w weekendy w innym miejscu np w tej Wawie? Albo na odwrot- mozesz wziac urlop dziekanski,przez ten czas pracowac w jakiejolwek pracy-ja np zalapalam sie na telemarketing-odlozyc i wrocic na studia;)
Ale wyprowadzka jest koneiczna;)


Hmm, póki co mam zaliczony tylko 1 rok studiów i część przedmiotów z 2 roku na Uniwerku Warszawskim - chodzi dopiero o robienie licencjatu. Kilkakrotnie się już tam na studia zapisywałam i rezygnowałam z powodu depresji właśnie, o czym nikomu tam nie mówiłam. Ostatnim razem próbowałam uzyskać dofinansowanie z samej puli gotówkowej uczelni (z powodu nie depresji, a innych powodów zdrowotnych, które mam) i olano mnie totalnie, bo rodzice nie zarabiają po max 500 zł miesięcznie, a po jakieś 2 tysiące na głowę. A póki mam rodziców i nie wykażę, że nie uzyskuję od nich pomocy to mogę się gonić z jakimkolwiek stypendium, podejrzewam. No chyba, że do tej pory nie umiałam tego po prostu załatwić należycie :(

Póki co studia zarzuciłam kompletnie, do czasu aż sama nie poczuję, że to ten moment by je ukończyć (wcześniej rodzice wmawiali mi, że nie mogę mieć przerwy w nauce, bo studia skończę pewnie na emeryturze, o ile w ogóle ją dostanę) i najpewniej dopóki sama przynajmniej na ich część nie zarobię. Bo ciągle słyszenie - ile ja już kasy zainwestowałem w ciebie i co z tego mam nie pomaga. No niestety moja rodzinka - a raczej tata - to typ zazdrośnika. Zazdrości ludziom bogactwa, większej smykałki do biznesu, mebli, samochodów, itd. Np. - pozazdrościł cioci imprezy z okazji jej 85 urodzin (w knajpie) i tego, że za kasę jaką dostała za tę imprezę mogła sobie kupić stół i krzesła do jadalni, oczywiście za imprezę zapłacił jeden z jej synów. Tak się złożyło, że rodzice mieli niedawno 30 rocznicę ślubu i od razu mój ojciec wymyślił, że musi zrobić imprę na 30 osób lub więcej, kazał mi jeździć z nim po knajpach, a jak dowiadywał się, że od osoby jest to koszt 60-100 zł, to kręcił głową przy ludziach. No to powiedziałam (chcąc być dobrą córką i dać im chociaż taki prezent od siebie, skoro nie zarabiam i nic innego nie mogę im dać) - że zorganizuję im 2 imprezy po 15 osób o połowę taniej. Zaharowałam się przy obu jak wół, przy obu mnie zwyzywano i wyglądałam na nich jak kocmołuch, bo przecież stałam na każdej 8 godzin przy garach. Inna sytuacja - rodzice przecież nie są nie wiadomo jak bogaci, ale na imprezach muszą pokazać, że są "pany" i potrafią na to akurat nie szczędzić grosza. Chcą grać idealnych, a ja im po prostu do idealnego wizerunku nie pasuję i dlatego sami zapętlili mnie w myślach, że powinnam się wstydzić tego, że mam problem i sama zaczęłam ukrywać swój stan przed resztą świata, a niekiedy nawet nie wychodziłam z domu tygodniami.

Wyprowadzka - wiem, że byłaby konieczna w przypadku pójścia na studia, niemniej wiadomo ile w Wawie kosztują mieszkania i pokoje do wynajęcia, a gdy rodzice dawali mi na to po części pieniądze, to mieli klucze do mieszkania/pokoju i bardzo często wpadali z niezapowiedzianą wizytą, oczywiście kontrolną. Raz zdarzyło się nawet, że kazałam wyskakiwać facetowi przez okno w obawie przed rodzicami, na szczęście to był parter, a facet nie był nagi, bo po prostu spędzał przy mnie noc, ale wiem że moi rodzice nigdy by tego nie zrozumieli, że można mieć z kimś wspólne tematy. Nigdy więcej nie zobaczyłam tamtego chłopaka, choć był mną zainteresowany, ale mu się nie dziwię, bo ja na jego miejscu też bym pomyślała, że skoro mnie wyrzuca przed rodziną, to znaczy że jej nie zależy. Do dziś mam stracha (takiego samego w sobie) jak np. ktoś dzwoni do furtki, czy drzwi, albo jak dzwoni telefon. Bo od razu mam wrażenie, że zechce mi przeszukać całe mieszkanie.

Mam sporo problemów i chcę je sukcesywnie rozwiązywać i zawsze gdy idzie mi coraz lepiej w życiu rodzice starają się mnie zdołować i skopać emocjonalnie na tyle, by mogli znów mnie kontrolować. Do tej pory im się to udawało. Dziś poczuli się zagrożeni, bo wrócili z innego miasta z książką z Empiku mówiąc - popatrz co ci kupiliśmy, chciałaś tę książkę. Fakt, chciałam, bo traktuje o metodzie odchudzania, którą z lepszym i gorszym skutkiem stosuję. No niestety, nie przyjęłam jej, czegokolwiek by mi nie dali teraz, to i tak nic już to nie zmieni. Zresztą nic już od nich nie chcę. Kiedyś jak się w życiu dorobię pieniędzy, a się dorobię na pewno, to sama sobie kupię co będę chciała. I dorobię się nie dla samego bogactwa, czy chwalenia się nim, ale dlatego, by nikt więcej mi nie mówił jak mam żyć. Wiele razy mówiłam, że miarka się przebrała, a potem przepraszałam za nie swoją winę. Ale nie tym razem.

Część osób tu mówi (oczywiście szanuję tu każdego) - uciekaj, wyprowadź się - ale jak dostajesz zero kasy, nie masz pracy i studiów, zero wsparcia i po prostu jesteś uzależniona finansowo od rodziców i zapętlasz się we własnych myślach i samoocenie o poziomie minus trylion punktów to nie możesz z dnia na dzień spakować się i uciec, bo wtedy jedyną opcją jest zamieszkanie pod mostem. Przynajmniej w moim przypadku. Ja mogę jedynie zagryźć raz na zawsze zęby, zacząć robić swoje i doprowadzić do tego, by się w końcu kiedyś, może nie dziś i nie jutro, ale kiedyś odciąć od nich finansowo i zacząć żyć wtedy na własny rachunek. Parę razy próbowałam, ale zmylono mnie tym, że my ci pomożemy, od tego są rodzice, itd. A to najgorsze co mogłam zrobić. I żałuję, że zaufałam własnej rodzinie, bo dziś może bym już była innym człowiekiem. I teraz muszę się skutecznie z tego wyprowadzić, ale natychmiastowa ucieczka nie jest tutaj rozwiązaniem.
Alexandrine87
Offline

nadopiekuńcza matka

przez Victorius17 29 lis 2014, 21:12
Aleksandrynko :) (lubię używać takich zdrobnień :) ) rozważ to co Ci napisałem o stażach. Będę Ci o to wiercił dziurę w brzuchu :) . Trzymaj się tego co napisałaś, a będzie dobrze :) . Sama znasz najlepiej swoją sytuację i wiesz jak z niej wybrnąć. My tutaj możemy dawać wskazówki taktyczne, rzadziej strategiczne, że się tak wyrażę :) , bo nie znamy sytuacji od środka. Jesteś na dobrej drodze :) . Uciekniesz kiedy będziesz gotowa i wtedy rozwiniesz skrzydła :) . Najpierw zdobądź pracę i zbierz nieco kasy :) . Uda się :) . Jeśli chcesz, możemy pogadać na jakimś skajpie. Daj znać jeśli będziesz chciała :) . Dla jasności, nie próbuję podrywać :D .
Victorius17
Offline

nadopiekuńcza matka

przez Alexandrine87 29 lis 2014, 22:02
Dzięki za wsparcie i rady :smile:
Alexandrine87
Offline

nadopiekuńcza matka

przez Renya 01 gru 2014, 21:23
Co ty jeszcze w tym domu robisz, naprawde nie wiem. Masz 27 lat!!! Nie skonczylas studiow, co z tego. Czy naprawde nie da sie znalezc jakies marnej pracy, wynajac pokoju, zapomniec o tym piekle, ktore gotuje ci codziennie ta ekipa zwana rodzina?
Offline
Posty
19
Dołączył(a)
05 lip 2014, 23:15

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do