Zrozumienie przez partnera

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

przez Distress 05 mar 2007, 01:26
Ja też jestem marzycielką...a raczej byłam...dzis marzeń nie mam ale wiem, żepewne rzeczy w związku sa niedopuszczalne. Jak czytam jak partnerzy dołują swoich chorych bliskich to mi się flaki wywracaja...jak tak można...i jak mozna to znosić? Walka o siebie? Chyba wytyczenie sobie gdzie jest granica kompromisu, ile moge i chcę z siebie dać nie niszcząc siebie i swoich marzeń. Dla mnie lepsze jest życie w samotności niz życie z kims z deficytem uczuciowym...to niszczy o wiele bardziej...a jeszcze bardziej w chorobie...Frustracja jest najgorsza...ok, jesteśmy chorzy, ale dla większości ta choroba to ciągła walka o siebie kazdego dnia, a jesli jestesmy z kims, to i walka o związek...bo cała odpowiedzialnośc spada tylko na nas...nie dośc że walczymy ze swoimi schizami to musimy walczyć jeszcze z muchami w nosie naszych partnerów....ja wiem że im ciezko, ale po co jeszcze dołowac? Nie wystarczy być? Dodac otuchy? A nawet jeśli tego nie chcemy, po prostu przytulic lub zrobic herbaty? Moj ukochany zniknął...ale gdyby chociaz raz powiedział mi " nie maż się" " znowu masz fochy" albo cos równie głebokiego nie wahałabym się odejść bo to dla mnie oznaka braku szacunku, głupoty...nie mówiąć o wyczuciu...i uczuciu
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
29 gru 2006, 20:54

Avatar użytkownika
przez gusia 05 mar 2007, 09:25
:cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry:
....................................wszystko ma swoje granice.....niestety :-|
.....qrde,słow brak,,,
Płyń mój bluesie,płyń...
Avatar użytkownika
Offline
niebieski kwiat i kolce
Posty
2236
Dołączył(a)
23 cze 2006, 18:41
Lokalizacja
Sosnowiec

przez wiatr 05 mar 2007, 23:25
Bardzo dziękuję Distress bardzo dziękuję.

Jeszcze nie mogę pisać, nie potrafię. kilka krotnie rozpoczynałam, lecz szybko kasowałam post. Przeszłość brutalna, przeszłość.

Wiem,że z tych wypocin nic nie wynika.Lecz dla mnie to jest wiele, ma znaczenie chyba czuję ulgę.
wybaczcie, pomińcie ten niezrozumiały post.Musiałam napisać te słowa., których znaczenie ja tylko znam. :cry: Panie tylko ja i Ty znasz. I chyba do końca świata tak pozostanie.
pierwszy raz napisałam o czymś co tylko ja wiem i tylko ja muszę wiedzieć.
Jak dobrze ,że tu trafiłam. teraz pomału odczuwam spokój wew.
Ten temat.......................... :roll:
Nie, nie wrócę do niego zbyt szybko, nie wrócę
Sory .............................
"mój przyjaciel wiatr"
Offline
Posty
607
Dołączył(a)
29 sty 2007, 00:04
Lokalizacja
krakow

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Róża 06 mar 2007, 08:49
Wiaterku,żadne sory,to twoja decyzja.Nikt tu nie czyta z niezdrowej ciekawości.Jeśli wyrzucenie tego z siebie nie sprawi ci ulgi,to nie pisz.Nie rób nic na przekór sobie samej.Trzymaj się.
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

przez wiatr 06 mar 2007, 09:24
Różo dzięki.
O Boże, jeszcze nikt w realu nie powiedział tak do mnie. Ogromne dzięki, w tej chwili jest mi ogromnir lżej. Ponieważ od samego początku, jak z wami przebywam jestem 100% lojalna.Nigdy bym nie chciala stracić wobec was zaufania. Zbyt bardzo was szanuję, wasze emocje, uczucia. Gdyż sama doskonale wiem jak można kogoś glęboko zranić, bo mnie raniono. Wiem jak to boli.Nawet niektóre rany jeszcze wymagają leczenia. A to trwa....................
Jestem tylko zwykłym człowiekiem,mający marzenia, wiarę. To jedno ktore w przeszłości nikomu nie udało się we mnie zabić.
Teraz momału podnoszę się i wiem że ten proces będzie trwał. Jak dlugo?,...............Wytrwam.Pa. Dziękuję za wyrozumiałość.
"mój przyjaciel wiatr"
Offline
Posty
607
Dołączył(a)
29 sty 2007, 00:04
Lokalizacja
krakow

Avatar użytkownika
przez Atkaa 06 mar 2007, 11:15
iwka73 napisał(a):Prawda jest taka że z wszystkimi urwałam kontakt , przez coraz częstsze złe samopoczucie . I przekonałam się że na nikogo nie można liczyć.

Znam to uczucie i na początku nie byłam w stanie pojąć tego fenomenu "przyjaźni". Fakt faktem nie umiałabym nikogo w moim otoczeniu nazwać przyjacielem. W cięższych chwilach robi mi się przykro do tego stopnia, że obwiniam samą siebie. Po pewnym czasie przestałam sie tym przejmować chociaż nie jestem w stanie zliczyć hektolitrów wypłakanych łez. I w tym wszystkim pomógł mi właśnie mój partner. Z każdym dniem przybywało mi pewności siebie. Z każdym dniem otwierałam szerzej oczy i patrzyłam jak moi zamierzchli przyjaciele z wielką łatwości oddalają się w korowodzie zabawy i radości. Ehh.... Dziś patrze na to bez większych emocji. Mam wsparcie o jakim kiedyś mogłam marzyć a jeśli spotkam osobę zasługującą na miano przyjaciela to po prostu to poczuje. Pozostaje tylko gorzki posmak wspomnień ale to już inna bajka ;) ;)
z zimna, z wysiłku, z nadziei, z pragnień
drżę każdego ranka
gdy wyruszam w świat...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
493
Dołączył(a)
07 lut 2007, 19:53
Lokalizacja
Warszawa

przez michal33 06 mar 2007, 23:36
Nie odkryje prochu, jak powiem, ze kazdy jest mniejszym lub wiekszym egoista. To wynika niejako z natury czlowieka. Dlatego - chociaz mam wiele zalu i pretensji do zony o brak szacunku i zrozumienia - momentami ja rozumiem, bo i ona walczy o swoje marzenia. Robi to nieudolnie, poniekad moi kosztem, ale widocznie nie zna innego sposobu. Odsuwa problem, nie podejmuje trudu poznania tej choroby, idzie na skroty - to wszystko prawda. Ale moze to reakcja obronna? Moze nie ma odwagi i sil zmierzyc sie z moja choroba? Sam juz nie wiem... Sa takie dni, ze jest mi jej naprawde szkoda.
Moze oczekujemy od naszych najblizszych zbyt wiele? Moze jestesmy przewrazliwieni na tym punkcie?
A moze zupelnie sie myle... Moze trzeba bylo sie juz dawno rozstac...
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
02 gru 2006, 19:36

Zrozumienie przez partnera

przez Pstryk 07 mar 2007, 10:41
Ciężka sprawa. Na początku nasza "przypadłość" może wzbudzić instynkty opiekuńcze. Z czasem zniechęcenie... brak wyrozumiałości... i cierpliwości. Jednak czy można wymagać od "zdrowego" człowieka zrozumienia i wspułczucia, jeśli nie wie z czym ma do czynienia? Wyrozumiałość to nasza zaleta.
Pstryk
Offline

Avatar użytkownika
przez gina 07 mar 2007, 11:05
Instynkt opiekuńczy...tak, wzbudza z całą pewnością...czasem pojawia się zniechęcenie...momentami brakuje cierpliwości...to wszystko prawda...ma się ochotę podnieść ręce do góry i się poddać...bo to trudne, niestety szalenie trudne...bo do chorej ukochanej osoby jest bardzo trudno dotrzeć...nieprawda, że nie wiemy z czym mamy do czynienia..wiemy doskonale, tylko chcemy odrobiny chęci przyjęcia tego zrozumienia i współczucia...odrobinę chęci...a nie wieczne słuchanie że.."co Ci będę tłumaczył..nie zrozumiesz.." takie mówienie "na przekór" dołuje jak cholera...
Wyrozumiałość? Jest nieskończona...
na próżno to wszystko co dzisiaj jest bólem....
Avatar użytkownika
Offline
Posty
382
Dołączył(a)
21 paź 2006, 11:47
Lokalizacja
jeszcze nie stąd

przez wiatr 07 mar 2007, 11:30
Wydaje mi się,że ten temat jest zbyt delikatny. Pojawia się wiele pytań, na które nieraz nie potrafimy sobie odpowiedzieć. Dlaczego nie rozumie nas partner ? Dlaczego staje sie on taki zimny, nieczuły?. Dlaczego?
Bardzo dziwne zjawisko sie pojawia, gdy złe moce mijają nagle pojawiają się relacje dobre, mile, zaczynamy sie rozumieć. Dziwne. Tak jakby nigdy sie nie wydarzylo. Byc może ta chwila zrozumienia jakis czas trwa, dwie strony sie dobrze czują ze sobą.
Czyżby w momencie kryzysu jednej strony, druga strona traci orietacje poczucia rzeczywistości też zaczyna się lękać co robić , jak się zachować . Chyba obie strony w takim momenciezostają jakby zawieszeni w prużni. Co dale, kto przetrzymie, a może ktoś juz wysiądzie z tego rozpedzonego pociągu. Pytanie kto, kiedy. A co trzeba by bylo zrobiś by nikt nie wysiadał z biegnącego pociągu. Napewno istnieje rozwiązanie. Nie wierzę że go niema.
Przecież ludzie sa razem, mijami ich codziennie, w rożnym wieku są. Ale są. Więc coś w tym musi być...........
"mój przyjaciel wiatr"
Offline
Posty
607
Dołączył(a)
29 sty 2007, 00:04
Lokalizacja
krakow

przez Makcia 07 mar 2007, 12:52
Z tą wyrozumialością w początkowym stadium calkowicie sie zgadzam. Faktycznie ta nasza nieporadnośc może być odebrana przez partnera jako wyzwanie że chce nam pomóc, chce sprawić żebyśmy byli szczęsliwi. Mijają jednak dni a czasami nawet długie tygodnie a w nas nie ma żadnej poprawy. Może nam jest wygodniej z tym czasami, czujemy sie "zaopiekowani" i nie staramy sie niczego robić...przecież ktoś robi to za nas.. i to jest największy błąd. Wiecie początkowo mój mąż chciał mi pomoc..potem widzialam jego bezradnośc w stosunku do moich ataków..potem hm...brak cierpliwości..która objawiała sie że w momentach mojego kryzysu mój nadzwyczaj spokojny mąż złościl sie na mnie i sprowadzał mnie na ziemie. Ha i to mi najbardziej pomagało..własnie przestawianie z myślenia o sobie na ogromną flustracje " no jak on może na mnie podnosic głos" i ..wtedy pochłonięta myśleniem o nim zapominam o swoim ataku. Zresztą on sam zauważył że mi to pomaga..bo mnie motywuje do tego że zaczynam sie buntować. Gdy chciałam żeby mnie wyręczył z jakiegoś "nieosiągalnego" dla mnie zajęcia mówił mi grzecznie że chyba nie da rady żebym ja spróbowala...i próbowalam. A teraz? czasami czuje sie samotna i niezrozumiana..jak zaczynam mówić o tym co czuje to on mi mówi " No tak ciebie zawsze wszystko boli ja sam nie wiem czy to prawda czy nie" Bardzo mi przykro w takich momentach ale przecież sama do tego doprowadziłam. Przyzwyczaiłam męża do tego że mi ciągle coś jest...jak ma to rozumieć jak mnie samej trudno jest pojąć ten stan. Nie chce go stracić dlatego zaczęłam sie starać..zaczęłam pytać sie go jak on to robi że nie czuje tych obaw co ja tego lęku...odpowiedzial mi że najważniejsze aby żyć tą chwilą która jest bez sensu jest zastanawianie sie nad czymś co sie nigdy nie wydarzy lub na coś na co nie mamy wpływu..może sie okazać że pożyje do później starości i wtedy sobie pomyśle jejku straciłam cale życie czekając na chorobe a jednak żyje nadal. Nie chce tracić tych wszystkich lat na zastanawianie sie co będzie. Chce być normalną kobietą którą będzie szanowal mój mąż bo będzie widział chęć walki z mojej strony. Przecież wszyscy chcemy tu żyć normalnie dlatego musimy od czasu do czasu pokazać partnerowi że jego wysiłek i wiara w nas nie idzie na marne. Nie zrozumcie mnie prosze źle że sie wymądrzam ale tak myśle...jak zbyt mocno zagłebiamy sie w sobie to niedostrzegamy że tracimy kogoś kto stoi blisko nas...pozdrawiam was serdecznie...
Offline
Posty
286
Dołączył(a)
08 paź 2006, 12:36

Re: Zrozumienie przez partnera

przez Pstryk 07 mar 2007, 22:24
Nie możemy oczekiwać od "zdrowych" zrozumienia. Nie mogą zrozumieć czegoś, czego nie znają. Na pewno każdy z nas zna osobę, która co najmniej bardzo chce nam pomóc, stara się. Z autopsji wiem, że zainteresowanie "zdrowych" naszą chorobą wynika z: ciekawości, instynktów opiekuńczych, dobrej woli, chęci itp. Niestety szczere chęci często nie wystarczają. "Zdrowi" wymiękają w czasie. Brak im cierpliwości i wyrozumiałości.
Mój myślał, że jak pochodzi ze mną do psychiatry, wykupi mi recepty z antydepresantami, regulatorami nastroju, uspokajaczami itd., a w końcu zamknie mnie w zakładzie psychiatrycznym na pół roku, to zrobię się "zdrowa" jak on i będziemy żyli długo i szczęśliwie.
Niestety to nie wystarczyło....
Qba kochany wybacz.
Pstryk
Offline

przez aliana 07 mar 2007, 22:44
Jakoś to idzie mój tez ma objawy depresji ...
Ala ... :(
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
07 mar 2007, 21:55
Lokalizacja
Piły

Re: Zrozumienie przez partnera

przez Distress 08 mar 2007, 01:54
bethi napisał(a):Mój myślał, że jak pochodzi ze mną do psychiatry, wykupi mi recepty z antydepresantami, regulatorami nastroju, uspokajaczami itd., a w końcu zamknie mnie w zakładzie psychiatrycznym na pół roku, to zrobię się "zdrowa" jak on i będziemy żyli długo i szczęśliwie.
Niestety to nie wystarczyło....
Qba kochany wybacz.

Bethi, gdyby mój zrobił choc częsć tego co Twój...ja juz nawet nie oczekuję zrozumienia, choc mogłabym...a to dlatego, że mój partner też miewa fazy róznorakie...wparcie z jego strony ogranicza sie do słów "jak się czujesz?"Kiedy zaczynam mówić, żalic sie słysze tylko jaka jestem biedna...a teraz kiedy nie daje znaku życia( wie dlaczego) bo wszedł na drzewo i nie odzywa się półtora tygodnia...chyba czeka az mi przejdzie ja zapadam sie coraz bardziej...bo nie wiem co się dzieje...nawet nie wiem czy nadal jestesmy razem...
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
29 gru 2006, 20:54

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do