Zrozumienie przez partnera

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Avatar użytkownika
przez IceMan 16 lut 2007, 17:13
Atkaa napisał(a):jenda ze stron panicznie boi się samotności i jest gotowa na każde upokorzenie, żeby tylko nie zostać samemu...

moim zdaniem to gorsze od samej samotności, jestem sam ale wolę to co mam teraz niż taki związek...
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
4789
Dołączył(a)
30 wrz 2006, 13:49
Lokalizacja
Wroc

przez wodnik 17 lut 2007, 00:44
Atisarda-twoje słowa dają mi do myślenia.ja to wszystko przerabiam i przerabiam na terapiach,ale marne efekty.Atkaa rozumiesz co czuję.wiem,że mam dla kogo żyć.dla mojego małego synka,ale potrzebuję wsparcia w mężu
a nie tylko ciągłego potępienia a teraz jeszcze obwiniania bez podania przyczyn za rozpad małżeństwa.psycholożka powiedziała mi kiedyś,że nie można żyć będąc ciągle nie akceptowanym.wolałabym go znienawidzić bo byłoby mi łatwiej.te wszystkie oszczerstwa,wyzwiska,mieszanie się teściowej,straszenie...za dużo tego.może ktoś na tym forum przeszedł przez piekło rozwodu.pomóżcie mi bo wydaje mi się,że sie nie pozbieram.
"bez szacunku do samego siebie życie nie ma większego sensu.nie mając zaufania do siebie,skazujemy się na łaskę innych i uzależniamy od zdarzeń."
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
22 lis 2006, 23:38
Lokalizacja
łóDź

Avatar użytkownika
przez gusia 17 lut 2007, 06:08
I tak sobie Was czytam i myslę...
W sumie zaglądalam juz tu trzy razy....
To trudny temat....bo to ...zycie...

Atisarda napisał(a):Nie czujecie sie troche jak w klatce?

Tak,dokładnie ....w ramke i na scianę..

tylko powiem tak.....tu nie jedynie chodzi o strach przed samotnoscią o której mówicie....NIE!...to jest przywiązanie...a przede wszystkim brak wiary we własne możliwości....brak wiary w siebie :cry: ,bo jak mozna wierzyc w siebie jesli nic sie nie potrafi...a jesli juz to tylko to co innym sprawia przyjemnosc....

wiele lat życia razem..(czy nawet obok siebie).....to naprawde nie jest proste ..tak zburzyc,zniszczyc,zapomniec......Tymbardziej jesli w dzieciństwie doswadczyło się czegos podobnego.......ja pamiętam :cry: :cry: :cry:
Pozdrawiam
Płyń mój bluesie,płyń...
Avatar użytkownika
Offline
niebieski kwiat i kolce
Posty
2236
Dołączył(a)
23 cze 2006, 18:41
Lokalizacja
Sosnowiec

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Avatar użytkownika
przez Róża 17 lut 2007, 12:09
No ja mogę powiedzieć,że to też miłość(w moim przypadku),ale szkoda,że okupiona tyloma łzami.Teraz jednak jest o wiele lepiej,mój pan naprawdę się stara i tego uczepiłam się jak tonący brzytwy.
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

przez nitka 17 lut 2007, 16:05
Jestem coraz słabsza zaczynam mysleć tylko na czarno, to przychodzi falami, jest jak woda ktorej nie da sie zatrzymać. a On? już tylko krzyczy......
"To jest szczęśliwy dzień. Bo otworzyłam oczy, poruszyłam ręką, bo mam coś do zrobienia i mogę mówić..."
Offline
Posty
138
Dołączył(a)
13 sty 2007, 11:09

Avatar użytkownika
przez IceMan 17 lut 2007, 17:42
Ja tak dodam swoje 3 grosze nie do końca o związkach. Myślałem, że w kontaktach z ludźmi (które są niestety nie za dobre) wina jest moja, że nie potrafię się otworzyć i być sobą. A z tego co widzę to wina i może leżeć po 2 stronie. Szczególnie przykro czytać, jeśli to wina ze strony najbliższych osób. Lusi, Gusia, współczuję i życzę, żeby to się poprawiło. 3majcie się mocno Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
4789
Dołączył(a)
30 wrz 2006, 13:49
Lokalizacja
Wroc

Avatar użytkownika
przez 331ania 18 lut 2007, 15:06
och Piotrku czytajac Twoje posty niegdy w zyciu nie powiedzialabym ze wina moglaby byc po Twojej stronie ani tez ze nie potrafisz sie otworzyc bo jestes naprawde bardzo ale to bardzo uczuciowym,otwartym czlowiekiem co wprost wyplywa z twoich wypowiedzi.po raz pierwszy mnie zaskoczyles myslac ze moze byc cos nie tak z twojej strony-chyba to jest poprostu niemozliwe :smile:
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
610
Dołączył(a)
29 lis 2006, 22:38

Avatar użytkownika
przez Róża 18 lut 2007, 15:09
Aniu-mnie też zatkało.Coś nasz Piotrek sobie wmawia chyba ;) :D
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

przez ironia 18 lut 2007, 15:13
Mój chłopak niestety przestraszył się. Jeszcze nie odszedł,ale niewiem czy długo ze mną wytrzyma. :( Boję się zostać z tym sama,ale nie chcę też go zmuszac bo bycia ze mną...co mam robić :( :cry: :cry:
..:::Jestem tam gdzie wirują cienie::..Wszystkie opętały mnie:::...
Offline
Posty
17
Dołączył(a)
05 sty 2007, 09:38
Lokalizacja
Kraków

przez iwka73 18 lut 2007, 16:45
U mnie jest podobnie jak u Wodnika .W małżeństwie jest nie najlepiej przechodzimy kryzys, myślimy o rozwodzie.Myślę że to przez tą moją nerwicę , dzięki niej nauczyłam się patrzeć na życie inaczej , wiedzieć co jest ważne.Dotychczas na to nie zwracałam uwagi.Teraz zwalam nasze niepowodzenia w pożyciu na to że mąż mnie nie rozumie, nie rozumie tego że się źle czuję , nie mam w nim oparcia, zaczynam dostrzegać jego wady, które przez 15 lat mi nie przeszkadzały i stąd nasze kłótnie.Coraz częściej łapie się na tym że bez niego byłabym szczęśliwsza.Nie wiem co mam robić, ciągnie się już ta niepewność od około 2 lat, tak na siłę przedłużamy nasz związek dając sobie kolejne szanse, które i tak nic nie dają. A ja się czuję coraz gorzej.Błędne koło.
iwka73
Offline

Avatar użytkownika
przez kings 18 lut 2007, 17:11
Witajcie, wiele podobieństw zauważam w tym co opisujecie. Moja choroba doprowadziła do rozpadu małżeństwa, ale w moim przypadku to chyba pozytyw. od ponad roku mieszkamy oddzielnie ale jeszcze nie zdecydowalismy o rozwodzie. Ja nie potrafię wybaczyć, że mnie zostawił w chorobie samą z małym dzieckiem. A gdzieś na forum znalazłam taką wypowiedź, że rany zadane osobie chorej są gorsze do wyleczenia i wybaczenia.

Iwka mam bardzo podobnie, dzięki terapi i całej tej chorobie zaczęłam świadomie patzreć na zycie i wiem że mój związek był fatalną pomyłką. Teraz jest mi lepiej, ale nie czuję się szczęśliwa, chociaż zyję sobie w spokoju i nie muszę codziennie się kłócić o duperele i płakać. Po co?
Może kogos spotkam może nie....Do bani z tym wszystkim
'Gdy są jakiekolwiek wątpliwości to znaczy, że nie ma żadnych wątpliwości.....'
Avatar użytkownika
Offline
Posty
181
Dołączył(a)
21 wrz 2006, 13:49
Lokalizacja
Łódź

Avatar użytkownika
przez IceMan 18 lut 2007, 17:50
Róża, 331ania - dzięki za to, co napisałyście, ale prawda jest taka, że w tym zabieganym świecie muszę uczestniczyć w całej tej durnej gonitwie i wyścigu szczurów i chyba jedynym przystankiem, na którym mogę się zatrzymać, jest to forum i nawet jeśli jestem taki, jak napisałyście, nie mogę tego w życiu pokazać... Tak czy siak dziękuję Wam, aż ciepło się na serduchu robi, jak coś takiego czytam Obrazek

[ Dodano: Nie Lut 18, 2007 4:50 pm ]
A co do otwartości na forum, to po pierwsze tu jest takie zacisze i oaza, i pełno osób, do których naprawdę warto tak pisać. Po drugie, i tak mam zaciekłości z realnego życia, bo czasem coś napiszę i kursor wisi nad przyciskiem 'Wyślij' i myślę czy wysłać, czy nie... Czasem nie wiem czy kliknąć. Ale powoli mi to przechodzi. Jeśli to samo, co jest na forum, przeniesie się do realnego życia, to może już nie będę miał powodów do pisania tak jak przedtem.
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
4789
Dołączył(a)
30 wrz 2006, 13:49
Lokalizacja
Wroc

przez Agna 19 lut 2007, 22:14
Piotrek napisał(a):coś napiszę i kursor wisi nad przyciskiem 'Wyślij' i myślę czy wysłać, czy nie...


hyhyhy padło na nie
" poznanie rzeczywistosci prowadzi do wiedzy, jak rzeczywistosc zmienic- znajac rzeczywistosc ukształtowac ja wedle swojej woli "
Offline
Posty
37
Dołączył(a)
19 lut 2007, 18:05
Lokalizacja
51'39 N 16'04 E

przez michal33 21 lut 2007, 17:25
Byc moze my chorzy wyolbrzymiamy jednak nasze klopoty w zwiazkach, doszukujac sie przyczyny w naszych dolegliwosciach. Z moich obserwacji wynika bowiem, ze prawie kazdy ma wieksze lub mniejsze problemy w malzenstwie. Jest to wiec problem bardziej ogolny. Co nie znaczy, ze mamy sie temu poddawac i nie walczyc o szacunek, zrozumienie przez partnera.
Wydaje mi sie, ze zawsze znajdzie sie jakis powod nieudanego malzenstwa. Dlatego przestalem sie martwic tym, ze zona ma ciegle pretensje o moje zniechecenie do zycia. Pewnie gdybym byl zdrowy denerwowaloby ja to, ze zamiast piec z nia ciasto wole ogladac mecze ;)
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
02 gru 2006, 19:36

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do