Zrozumienie przez partnera

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Avatar użytkownika
przez Wesnaa 03 kwi 2007, 08:15
W moim związku ostatnio źle się dzieje, ostatnio usłyszałam cos co mnie zabolało, mianowicie" mam dosć twojego marudzenia" czasem myslę,ze łatwiej byłoby mi samej! Miłość po czasie chyba serio wygasa...ehh
Second Life Syndrome
Avatar użytkownika
Offline
Posty
115
Dołączył(a)
30 lis 2006, 11:14
Lokalizacja
sama nie wiem...

przez michal33 03 kwi 2007, 18:58
Samemu byloby inaczej, ale czy latwiej? A ze ktos mowi: nie marudz, wez sie w garsc, to wcale nie znaczy, ze nie kocha.
Inna rzecz, ze prawdziwa milosc to rzadziutkie zjawisko... Jest zauroczenie, przyzwyczajenie, odpowiedzielnosc, ale wcale niekoniecznie milosc. Mam na mysli taka prawdziwa, idealna, ktora ?nie szuka swego, nie unosi sie gniewem itp" ;). Dlatego, moim zdaniem, tak wazna jest przyjazn i szacunek w zwiazku.
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
02 gru 2006, 19:36

Avatar użytkownika
przez Róża 03 kwi 2007, 20:46
michal33 napisał(a):Samemu byloby inaczej, ale czy latwiej? A ze ktos mowi: nie marudz, wez sie w garsc, to wcale nie znaczy, ze nie kocha.
Inna rzecz, ze prawdziwa milosc to rzadziutkie zjawisko... Jest zauroczenie, przyzwyczajenie, odpowiedzielnosc, ale wcale niekoniecznie milosc. Mam na mysli taka prawdziwa, idealna, ktora ?nie szuka swego, nie unosi sie gniewem itp" ;). Dlatego, moim zdaniem, tak wazna jest przyjazn i szacunek w zwiazku.


Oj Michał,już się przyznajmy po prostu,że lepszy wróg znajomy...
I że siedzimy z naszymi partnerami bardziej z lęku i z tego powodu,który podałam wyżej.A miłość właśnie taka powinna być i to jest naturalnym następstwem uczuć,a nie ideałem-nie szuka swego,nie unosi się gniewem :(
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez michal33 04 kwi 2007, 11:25
Roza, a po co do hispicjum czy domu starcow? Dzeciaki beda sobie jeszcze zawracac glowe w swieta, zeby Cie odwiedzic. Eutanazja - i nie ma problemu. Zepsulas sie - si ju lejter ;)
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
02 gru 2006, 19:36

Avatar użytkownika
przez maiev 04 kwi 2007, 11:57
Wesnaa napisał(a):czasem myslę,ze łatwiej byłoby mi samej

ja to czasem jestem tego pewna. Bez wypominania, marudzenia i martwienia się o mnie byłoby mi lepiej. Bo kończy sie na tym że ja łap[ie doła bo taki ze mnie ciężar. Z drugiej strony byłoby mi gorzej bez tego wsparcia, które daje mi mój mąż. Jak zwykle tak źle i tak niedobrze. Ale i tak nie mam co narzekać. Nie jest źle. ;) Trzymajcie się.
"I need a new version of me..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1417
Dołączył(a)
19 lis 2006, 17:01
Lokalizacja
to tu to tam....

Avatar użytkownika
przez Róża 04 kwi 2007, 13:55
michal33 napisał(a):Roza, a po co do hispicjum czy domu starcow? Dzeciaki beda sobie jeszcze zawracac glowe w swieta, zeby Cie odwiedzic. Eutanazja - i nie ma problemu. Zepsulas sie - si ju lejter ;)


Hehe to miała być zemsta za to,że powiedziałam prawdę?
Michał,ja żałuję cały czas,że się w ogóle urodziłam :roll: Chciałam tylko uzmysłowić Matsu,że jeśli ktoś ma kląć osobę chorą za to,że musi się nią opiekować,to niech lepiej się nawet nie zabiera za opiekę.A przeczytałeś fragment o mojej babci i dziadku?To była ta miłość,o której wiele osób może tylko pomarzyć.Prawdziwa.Ta co nie wymaga nic dla siebie.
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

przez michal33 05 kwi 2007, 12:29
Zadna zemsta i zadne pretensje Rozo :). O Twoich dziadkach oczywiscie przeczytalem i jestem dla nich pelen podziwu. O tym wlasnie pisze - dlaczego taka milosc zdarza sie tak rzadko? Czy ona sie przydarza tylko wybrancom, czy mozna jej sie nauczyc, powiedzmy - wypracowac?
Wydaje mi sie, ze przywiazujemy zbyt wielka wage do przypadku i szczescia. A moze Twoi dziadkowie codziennie walczyli o te milosc, bo nie bylo im to dane za darmo? Moze to tylko i wylacznie rezultat ich zachowania: wzajemnego szacunku, pozadania, przyjazni, checi sprawiania chobcy najmniejsze przyjemnosci wspolmalzonkowi, odpowiewdzialnosci itp. I tak im zostalo do ostatnich dni.
Po prostu oboje chcieli sie tak kochac i robili wszystko, by to uczucie pielegnowac w sobie.
Tak samo dzieci. Jezeli kochaja rodzicow, to opiekowanie sie nimi na starosc jest tylko tego pieknym wyrazem, dowodem, a nie obowiazkiem. To wszystko zalezy od tego, czy nauczymy je kochac i - co chyba wazniejsze - jaki damy przyklad.
Offline
Posty
46
Dołączył(a)
02 gru 2006, 19:36

przez Distress 07 kwi 2007, 12:21
W moim przypadku, przez 1,5 roku, mimo depresji to ja byłam tą stroną wspierającą...stroną która się interesowała, wyciągała rękę do rozmowy, układała w głowie...nie otrzymywałam tego samego...i kiedy wreszcie ta napięta żyłka pękła z wielkim hukiem i w któryś weekend po prostu nie wyszłam z domu okazało się, że to początek końca...najpierw kilkudniowa cisza...potem nocne smsy w których pisałam co mnie boli...potem znowu cisza, kiedy ja rozpaczliwie próbowałam dojść do równowagi...a teraz otrzymałam bez słowa, ani jednego marnego słowa wszystkie moje rzeczy...pocztą przysłał...i chyba dobrze zrobił, bo pokazał na co nie mogłam liczyć nigdy, pokazał, że sam potrzebuje silnego babona który skupi sią na jego problemach...a ja odstawiłam prochy...muszę zacząć wszystko od nowa...sama...i nie liczyć już nigdy na nikogo....a chciałam niewiele...tylko kilka ciepłych słów...jak zupełnie inaczej mogło się to potoczyć...no, ale żyłabym dalej w jakiejś ułudzie...ech...więc chyba nie ma tego złego...popłaczę sobie kilka tygodni i mi przejdzie...
Offline
Posty
22
Dołączył(a)
29 gru 2006, 20:54

Avatar użytkownika
przez Róża 17 kwi 2007, 19:33
:(
Ostatnio edytowano 02 maja 2007, 16:04 przez Róża, łącznie edytowano 1 raz
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

Avatar użytkownika
przez 331ania 17 kwi 2007, 19:42
[b]Różo/b] Masz naprawdę poważny problem z niezrozumieniem.Wiem jak to jest bo kiedyś to przechodziłam,ale jakoś się udalo-pomogło to forum i kilka wizyt u psychologa.Czasem jednak może potrzebna jest terapia wstrząsowa-czego Ci oczywiście nie życzę-ale kiedy człowiek nie ma juz argumentów czuje nieopisaną pustkę...jestem z Tobą i rozumiem,wspieram na tyle na ile mogę :smile:
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
610
Dołączył(a)
29 lis 2006, 22:38

Avatar użytkownika
przez gusia 17 kwi 2007, 20:47
Różo widzę że jedziemy na tym samaym "wózku" :/
Przeleciałam ten topic od początku(to co pisalam pare miesięcy temu) i własciwie sama tak dumam...bo ,bo zaszły pewne zmiany,o ile kiedys słyszałam "weź się w garśc" itp dziś juz nie..nic ,tak jakby się z tym pogodził .
Ale mnie to wkurza,bo ....fakt ,ja bardzo potrzebuję oparcia ,tak,może już o to nie proszę tak jak kiedyś ,tzn nie mówię o tym ale gdyby chociaż odrobina (naprawdę nie wymagam dużo) ,odrobina zainteresowania problemem który mnie dotyczy...choc ciepłe słowo albo kop w dupę ,cokolwiek coby motywowało....NIC.Już niema nic :/
Przychodząc od lekarza nawet niema komu się zwierzyc..
Dziś świetny przykład,"rozmowy w toku" ,tak bardzo chciałam aby obejrzał to ze mną ,nie dla litości ale mialam nadzieję że coś zrozumie ,że zrozumie że naprawdę chwilami jest mi bardzo trudno...NIE! Nawet niechcę przytaczac jakich słów użył wypowiadając się o ludziach biorących udział w tym programie ,(temacie) bo wstyd mi za niego.
Obejrzałam więc sama .....z sałatą....połowę programu przeryczałam ale kogo to ? :cry:
Kogo to interesuje że często siedząc tu na forum ....popłaczę sobie?Tak ...bo tu jest moja oaza..a żeby niemanipulowac nikim płaczę sobie w samotności..bo pragnę własnie tylko tego "zrozumienia".
Nie widzę już szans,jedyne jakie widzę to przestac wyc tylko brac się ostro za siebie,trudne to będzie bo naprawdę chciałabym dzielic się z Nim swoimi chocby najmniejszymui sukcesami,czasem jest tak że wracam z supermarkwtu (bo jeszcze niedawno mialam problem aby wejsc tam nawet z kimś) i szczęśliwa próbuję się tym dzielic...rezultat taki że prowadzę monolog...
Wypalam się...totalnie sie wypalam i przychodzi następny lęk ,lęk przed przyszłością...

Pożaliłam się ale potrzebowałam tego :?
Pozdrawiam.
Płyń mój bluesie,płyń...
Avatar użytkownika
Offline
niebieski kwiat i kolce
Posty
2236
Dołączył(a)
23 cze 2006, 18:41
Lokalizacja
Sosnowiec

Avatar użytkownika
przez Róża 18 kwi 2007, 08:00
Gusiu,nie chcemy ranić naszych najbliższych naszymi problemami,nie chcemy ich tym obarczać i chyba robimy sobie straszną krzywdę.Mnie zwaliło z nóg,gdy mąż zapytał-a co to takiego ta agorafobia,na czym to polega.Mój Boże toż miał żywy przykład we mnie,a nie stać go było nawet na to żeby się zainteresować co to jest i czym się to je.Zdałam sobie sprawę,że założyłam maskę typu amerykańskiego-wszystko ok. :mrgreen: po to żeby chronić jego i dzieci przed sobą.I ciągle płacę za te moje paranoje i chyba długo jeszcze tak będzie.To tak jakby człowiek nabrał powietrza i nie wypuszczał go latami,aż zacznie się dusić.I nadal boi się wypuścić to powietrze,ale już nie może wytrzymać.
Gorzej-po tym jak ze mną porozmawiał,to poczułam się naprawdę źle-cała się roztelepałam i nie mogłam się uspokoić.To było dla mnie tak obce i nienaturalne,to jego nagłe zainteresowanie,że doprowadziło mnie do lęku.Ja już NIE POTRAFIĘ z nim o tym rozmawiać.Jest we mnie taka blokada,że nie potrafię.Czułam się obnażona psychicznie,a nauczyłam się już,że to tylko moje skrzętnie ukrywane przed światem-problemy.
I jeszcze jedno-zrozumiałam,że ja nie mam własnego życia,takiego swojego azylu,że żyję tylko dla innych,nie dla siebie.Ale też,że mimo wszystko nie poddam się,muszę dalej walczyć i nie mogę sobie pozwolić na nawroty choroby,bo tylko w sobie mogę pokładać jakieś nadzieje na przyszłość.Kurcze,smutne to,ale cóż,trzeba się jakoś z tym zmierzyć :( Trzymajmy się Gusieńko mocno.
Bez ludzkiej pamięci przeszłość nie istnieje.
Pech nigdy nie zawiedzie:
przyjdzie w samą porę:)))
Avatar użytkownika
Offline
Przyjaciel forum
Posty
1197
Dołączył(a)
02 gru 2006, 22:18
Lokalizacja
z ogrodu

Avatar użytkownika
przez 331ania 18 kwi 2007, 10:12
gusia i Róża odczytałam to wszystko i wiecie co?łzy mi popłynęły,jeszcze pół roku temu odczytałabym i tylko westchnęła(bo jeszcze nie wtedy nie miałam zdrowia a tym samym uczuć które to zostały zabrane przez chorobę-dziś płaczę i wierzcie mi każdy kto ma ludzkie uczucia tak to odbierze,ścisnie go w środku ,że ldzie mają takie problemy ze zdrowiem a przy tym nikt im nie pomaga we własnym domu,nie rozumie,nie zaiteresuje się :cry: Boże kochany-żyć obok ukochanej osoby i nie widzieć jak się męczy?Gdybym mogła to bym oddała Wam nerkę(choć to ma być metafora)bo widzę jak bardzo wartościowymi jesteście kobietami,ile w Was miłości,współczucia dla innych-i tak jest z pewnościa w domu-ale same nie dostajecie tego samego wzamian.To okrutne,naprawdę całą sobą jestem z Wami i modlę się by oni zrozumieli Waszą chorobę i pomagali Wam w walce z nią oraz cieszyli się nadrobniejszymi zwycięztwami bo takie dają najwiekszą radość.Sciskam Was mocno i całym sercem życze polepszenia sytuacji która odbiera Wam radość życia:)
Avatar użytkownika
Offline
ExModerator
Posty
610
Dołączył(a)
29 lis 2006, 22:38

Avatar użytkownika
przez gusia 18 kwi 2007, 20:23
Muszę miec "natchnienie" aby napisac cokolwiek,a już od rana nad tym rozmyślam i jest tego wiele ale niepotrafię tego dzisiaj poskładac..
Niemogę jednak niepodziękowac Wam Różo , Aniu za zainteresowanie.Ściskam mocno.
Dziękuję.
Różyczko może nie wygląda to najlepiej wszystko ,bo nie tak ma byc wszak ,ale TY również trzymaj się dzielnie:*

Acha..tak sobie jeszcze pomyślałam że my musimy walczyc przede wszystkim dla siebie.
Ja już nabieram powoli zdrowego egoizmu ,byc może to właśnie przełom ,zawsze mówiłam -"wszystko jest do czasu".
Pozdrawiam Was dziewczyny.

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 10:21 pm ]
Nie umiem już .....nawet chyba nieumiem tu napisac :cry:
Siedzę już godzinę ,patrze na forum i wyję ,płaczę jak głupia ,przepraszam bo pewnie nie będzie w tym co napiszę składu ani ładu ale tak bardzo tego potrzebuję ..... :cry:
Bardzo...

Niepotrafię opisac co czuję,ból ,ból przedewszystkim ,żal do samej siebie że pozwoliłam sobie przez te wszystkie lata na takie życie ,na zewnątrz skorupa ,wszystko pięknie ,w czterech ścianach poniżana qrwa.....juz mam dosc,poddaję sie :( a niemogę ,niemogę..
Za wszystkie lata mojej dobroci(nawet niedobroci ale starania się o to by NAsz dom wyglądał jak dom z prawdziwego zdażenia ,ciepły ,spokojny dom)dziś słyszę tylko k***o ,sz***o ,dz***o ech ,naprawdę dużoby wymieniac tych epitetów .
Nie mają one pokrycia ,nie zrobiłam temu człowiekowi żadnej krzywdy ,nigdy ,chora zazdrosc doprowadza człowieka do takich rzeczy i ....alkochol :cry:
Tak bardzo się boję ...już nawet chyba niemyślę tak jak powinnam ,ciężko myślec gdy żyje się w ciągłym stresie , napięciu , gdy zwraca się uwagę na każdy swój krok ,swoje słowo....kidy się z góry wie co przyniesie nowy dzień ... :(
Niepamiętam dnia od jakichś czterech lat żeby był normalny ,bez niepotrzebnych wyzwisk ,które własciwie tylko pogłębiają coś, czego niepotrafię nazwac :(
To wszystko jest takie chore...tak bardzo chciałabym umiec to rozwiązac , przecież rozmową można wiele ,kompromis ,a ja jestem skłonna do takowych ,cóż ,skoro On nieumie? Jak sobie z tym poradzic????
Ja już niemam siły na latanie po psychologach :( Sama próbuję walczyc z tą agorafobią ,powiem nawet że wychodzi mi to coraz lepiej ,już wiem na czym to polega ,co to znaczy ,jest mi łatwiej ,ale te ciągłe napięcia powodują nasilenie lęków.
Ja naprawdę niewymagam niczego ,jestem bardzo ugodowym człowiekiem ,nawet nieśmiałabym na kimś czegoś wymuszac ,co w takim razie ze mną jest niewporządku? :(
Chyba nikt niechciałby słyszec z ust najbliższej osoby że ona żyje z kretynem ,życiowym inwalidą ,ta jebana choroba zniszczyła mi życie ;(
Niewinię go za to co mówi , bycmoże jemu też jest trudno ,problemy jak masa rodzin itp ...ale ja rozmawiam ,chciałabym mu pomó -odżuca :( Nie widzi problemu..
Niemogę się śmiac ,bo wtedy jest źle ,za różowo ,niemogę płakac bo się nad sobą rozczulam -tylko to słyszę ,tylko to ....
Nieumiem tego wszystkiego poskładac :( no ,naprawdę nieumiem ,wiem ...wiele osób powiedziałoby odejdź ,zrób to dla dziecka ,tak ,ja wiem ,ale niepotrafię ,właśnie dla dziecka ,sama jestem z rozbitej rodziny i własnie dla dziecka zawsze starałam się by to co potrafię mu dac było jak najbardziej świetliste...przede wszystkim dla dziecka ,więc niemogę teraz tego rozpiepszyc :(
Tylko ile w stanie jest wytrzymac człowiek ? Ile?
Codzienny ból ,nieprzespane noce z wizją dnia nastepnego ,wypalam się...

Niepowinnam tego pisac tu na forum ....chyba....a niech tam ..
Płyń mój bluesie,płyń...
Avatar użytkownika
Offline
niebieski kwiat i kolce
Posty
2236
Dołączył(a)
23 cze 2006, 18:41
Lokalizacja
Sosnowiec

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 6 gości

Przeskocz do